Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Horror Mama płacze
#1
      – Niech to jasna cho­lera! – zaklął star­szy poste­run­kowy Kor­czak. – Co ja tu robię?! Rozej­rzał się po skrom­nie urzą­dzo­nym komi­sa­ria­cie, któ­rego ozdobą były dwa krze­sła i lichy stół, a na nim stała roz­kle­ko­tana maszyna do pisa­nia. Cało­ści dopeł­niała szafa pan­cerna i jakiś kwia­tek w doniczce przy­nie­siony przez wdzięczną kobietę w zamian za ura­to­wa­nie jej psa.

   – Też tu zdy­chasz? – raczej stwier­dził niż zapy­tał, pod­cho­dząc do kwiatka. – Widzisz – pro­wa­dził dalej mono­log – dawno mogłem być na eme­ry­tu­rze, ale nieee! Mydlili mi oczy awan­sem. Jakim awan­sem?! Jestem star­szy poste­run­kowy od niczego. Prze­cież tu nic się nie dzieje! Choć nie! Prze­pra­szam, dzieje się; np. kiedy temu dur­niowi, jak mu tam? A prawda, Grze­lak! Jak zde­chła mu koza, to przy­lazł i smę­cił, że to sąsiad zły urok na nią rzu­cił. Za nic nie chciał uwie­rzyć, że kozy nie żyją wiecz­nie! Lub ta Macia­kowa. Patrz­cie! Jej Matka Boska obja­wiła się na jabłonce, co owo­ców nie chciała rodzić i stał się cud. Tego roku jedna mała psiara na niej wyro­sła. Jak się kumy o tym dowie­działy, to stwier­dziły, że Macia­kową rze­czy­wi­ście święta panienka nawie­dziła. Tyle autokarów z wier­nymi przyjechało, że zablo­ko­wali główną drogę. Musiałem posiłki z oko­licz­nych wio­sek ścią­gać, ale przy­naj­mniej coś się działo! Ech, idę zapa­lić – powiedział do kwiatka – może zastrzelę jakie­goś komara? – wysi­lił się na żart.

   Lipiec był naprawdę upalny i nawet noc nie przy­no­siła upra­gnio­nego uko­je­nia. Męż­czy­zna wyszedł przed budy­nek i usiadł na scho­dach. Świa­tło latarni słabo oświe­tlało wej­ście do budynku. Jed­nak to nie prze­szka­dzało musz­kom i koma­rom, które przy­były na ucztę w postaci star­szego poste­run­ko­wego.
  – I co, gadziny? Krwi wam się zachciało? – powie­dział, wycią­ga­jąc papie­rosy. Zapa­lił, zacią­gnął się, po czym powoli wypu­ścił dym w kie­runku owa­dów. – Macie, krwio­pijcy, udław­cie się – zare­cho­tał. Papie­ros przy­niósł mu chwi­lowe odprę­że­nie. Spoj­rzał na drugą stronę ulicy. Sta­cja ben­zy­nowa, która w zeszłym roku została zamknięta, była smut­nym świa­dec­twem tego, że w tym miej­scu naprawdę nic się nie dzieje. Baner z reklamą infor­mo­wał "Tu możesz kupić naj­tań­szą ben­zynę".
  – Sta­cja ben­zy­nowa! Też mieli pomysł na biznes! Więk­szość ludzi w tej dziurze jeździ rowe­rami, łącz­nie ze mną – pomy­ślał. Spoj­rzał tęsk­nie na prawo w kie­runku sklepu. – Wypiłbym teraz jakieś piwko, może nawet dwa – roz­ma­rzył się. Nie­stety był w pracy. Zresztą nawet gdyby mógł wypić piwo, to sklep i tak zamknięto dwie godziny temu, o czym infor­mo­wał miga­jący neon, w którym „Z” się nie świe­ciło.
  – Amknięte, amknięte – powta­rzał raz po raz. Wstał by wypro­sto­wać zdrę­twiałe nogi.
  – Takie sie­dze­nie na scho­dach to już nie na moje lata – pomy­ślał.
Odwró­cił się w lewo i wtedy go zoba­czył!
Kilka metrów od niego stał chło­piec. Nie widział jego twa­rzy, jed­nak po postu­rze było widać, że ma do czy­nie­nia z kil­ku­lat­kiem.
  – Hej, chłop­cze, co ty tu robisz?! – Chło­piec nie odpowie­dział.– Dla­czego nie odpo­wia­dasz? Prze­cież zada­łem ci pyta­nie?! – Poste­run­kowy zacie­ka­wiony ruszył w kie­runku dziecka.
Kiedy do niego pod­szedł, zoba­czył, że się nie pomy­lił. Chło­piec nie mógł mieć wię­cej niż pięć lat. Był drobny, ciem­no­włosy, ubrany w białą koszulkę i nie­bie­skie krót­kie spodenki.
  – Ładny chło­pa­czek – pomy­ślał. – Co się stało? Dla­czego sam się włó­czysz po nocach?
Chłop­czyk spoj­rzał na poste­run­ko­wego i powie­dział:
  – Mama pła­cze!
  – Twoja mama pła­cze? Dla­czego?!
Chło­piec odwró­cił się i pal­cem poka­zał przed sie­bie.
  – Mama pła­cze – powtó­rzył i nie cze­ka­jąc na reak­cję poli­cjanta, pobiegł przed sie­bie.

   Poste­run­kowy ruszył za nim, lecz dziecko było o wiele szyb­sze. Teraz wycho­dziły brak kon­dy­cji i paczki wypalonych papierochów.
  – Zacze­kaj – krzyk­nął i odru­chowo wycią­gnął latarkę zza paska, z którą w nocy ni­gdy się nie roz­sta­wał. Snop świa­tła roz­pro­szył ciem­ność.
  – Dokąd on mnie pro­wa­dzi? – pomy­ślał. Naj­pierw był prze­ko­nany, że skręcą na główną drogę, ale w pew­nym momen­cie chło­piec odbił w lewą stronę i wbiegł na mało uczęsz­czany trakt, pro­wa­dzący w kie­runku nie­czyn­nej już żwi­rowni. Kie­dyś tędy jeździło dużo cięż­kiego sprzętu. Jed­nak teraz nawet za dnia miej­scowi omi­jali tę trasę. Osu­wi­ska i kręta droga sku­tecz­nie wystra­szyły kie­row­ców.

   Biała koszulka mignęła mu gdzieś w oddali. Sapiąc i poty­ka­jąc się o nie­rów­no­ści terenu, pró­bo­wał dogo­nić malca.
  – Zacze­kaj! Sły­szysz mnie?! Zacze­kaj!
Chło­piec parł do przodu i ani myślał odpo­wia­dać na pyta­nie.
Droga prowadziła pod górę, ale dziecku to nie prze­szka­dzało. Poste­run­kowy miał już dość, poru­szał się ostat­kiem sił. Po dzie­się­ciu minu­tach byli na szczy­cie naj­wyż­szego wznie­sie­nia. Wtedy mały się zatrzy­mał. Poli­cjant dokuś­ty­kał do niego, sapiąc jak paro­wóz.
  – Dla­czego nie odpo­wia­dasz na pyta­nia? Gdzie jest twoja mama?
Dziecko spoj­rzało na poli­cjanta i wska­zu­jąc pal­cem w dół urwi­ska, powie­działo: – Mama pła­cze!
Poste­run­kowy Kor­czak oświe­tlił to miej­sce. Świa­tło wyłoniło powyrywane krzaki. Wró­cił sno­pem latarki na drogę. Czarne smugi na jezdni wskazywały na to, że ktoś tu musiał ostro hamo­wać. Nagle chło­piec zaczął scho­dzić w dół.
  – Co ty robisz? Chcesz się zabić? – Poli­cjant ruszył za nim, przy­trzy­mu­jąc się suchych krza­ków i modląc się, by utrzy­mały jego wagę. Zsu­wali się powoli w dół, aż dotarli do małej skarpy. Nie­wi­doczna z drogi, stała się ostat­nią przy­sta­nią dla pokie­re­szo­wa­nego samo­chodu, który teraz leżał na dachu. Poli­cjant, dopadł do drzwi wraku od strony kie­rowcy. Oświe­tlił wnę­trze. Młoda kobieta zamru­gała pod wpły­wem świa­tła. Na jej gło­wie i twa­rzy widać było zaschniętą krew, pła­kała.
Męż­czy­zna oprzy­tom­niał.
  – Zaraz pani pomogę, wezwiemy karetkę.
  – Moje dziecko! – zachar­czała.
  – Niech pani się nie mar­twi i oszczę­dza siły! Dzielny chło­pa­czyna przypro­wa­dził mnie do pani!
  – Przypro­wa­dził?
  
   W gło­sie kobiety było coś takiego, co zmro­ziło mu krew w żyłach. Jesz­cze raz oświe­tlił samo­chód.
  – Tam ktoś jest – pomyślał. Obszedł auto i poświe­cił latarką na tyl­ne sie­dze­nie. Dziecko wyglą­dało, jakby spało, gdyby nie wiel­kie roz­cię­cie na gło­wie. Stę­że­nie pośmiertne zniekształciło ład­ną buzię chłop­czyka. Biała blu­zeczka była popla­miona od krwi. Poste­run­kowy już wie­dzieć, jaki kolor spode­nek miało dziecko. Wolno się odwró­cił. Chłop­iec, który go tu przypro­wa­dził stał tro­chę dalej. Teraz spoj­rzał na niego i powie­dział:
  – Mama pła­cze, bo ja nie żyję!
StuGraMP napisał 29-10-2015, 20:25:
Proszę o jak najszybsze wprowadzenie poprawek w tym poście, żeby mógł się nim ewentualnie zająć inny sprawdzający i nie powielał uwag :)
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Wstaw wcięcia akapitów, lepiej wygląda i łatwiej czytać. Na forum wstawiamy tag [p.] (bez kropki) :)
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#3
(28-10-2015, 16:28)doranna2 napisał(a): Papie­ros przy­niósł mu chwi­lowe odprę­że­nie. Spoj­rzał na drugą stronę ulicy. Sta­cja ben­zy­nowa, która w zeszłym roku została zamknięta, była smut­nym świa­dec­twem tego, że w tym miej­scu naprawdę nic się nie dzieje. Baner z reklamą infor­mo­wał, że tu można było kupić naj­tań­szą ben­zynę.
– Sta­cja ben­zy­nowa! Też mieli pomysł na biznes! Tu więk­szość ludzi jeździ rowe­rami, łącz­nie ze mną – pomy­ślał.
Spoj­rzał tęsk­nie na prawo w kie­runku sklepu – wypił bym teraz jakieś piwko, może nawet dwa – roz­ma­rzył się.
Nie­stety był w pracy. Zresztą nawet gdyby mógł wypić piwo, to sklep i tak był „Zamknięty” o czym infor­mo­wał miga­jący neon, w który „Z” się nie świe­ciło.



Biała koszulka mignęła mu gdzieś w oddali. Sapiąc i poty­ka­jąc się o nie­rów­no­ści terenu. Pró­bo­wał dogo­nić malca.
– Zacze­kaj! Sły­szysz mnie?! Zacze­kaj!
Chło­piec parł do przodu i ani myślał odpo­wia­dać na pyta­nie.
Droga wiła się pod górę, ale dziecku to nie prze­szka­dzało. Za to poste­run­kowy poru­szał się ostat­kiem sił. Po dzie­się­ciu minu­tach byli na szczy­cie naj­wyż­szego wznie­sie­nia. Wtedy mały się zatrzy­mał. Poli­cjant dokuś­ty­kał do niego, sapiąc jak paro­wóz.





W gło­sie kobiety było coś takiego, co zmro­ziło mu krew w żyłach. Jesz­cze raz oświe­tlił samo­chód. Tam jesz­cze ktoś był. Obszedł auto i poświe­cił latarką na tyl­nie sie­dze­nie. 

Po pierwsze, zmniejsz czcionkę. Po drugie, sprawdź też inne opowiadania z forum, bo tak wszedłeś i od razu chwalcie moje opowiadanie..xd
 Czytałem z zaciekawieniem, na prawdę fajny styl i z chęcią przeczytam kolejną część.
Odpowiedz
#4
(28-10-2015, 17:05)Nawka napisał(a): Wstaw wcięcia akapitów, lepiej wygląda i łatwiej czytać. Na forum wstawiamy tag [p.] (bez kropki) :)

Dziękuję za informację:)
Odpowiedz
#5
(28-10-2015, 17:31)Maro napisał(a):
(28-10-2015, 16:28)doranna2 napisał(a): Papie­ros przy­niósł mu chwi­lowe odprę­że­nie. Spoj­rzał na drugą stronę ulicy. Sta­cja ben­zy­nowa, która w zeszłym roku została zamknięta, była smut­nym świa­dec­twem tego, że w tym miej­scu naprawdę nic się nie dzieje. Baner z reklamą infor­mo­wał, że tu można było kupić naj­tań­szą ben­zynę.
– Sta­cja ben­zy­nowa! Też mieli pomysł na biznes! Tu więk­szość ludzi jeździ rowe­rami, łącz­nie ze mną – pomy­ślał.
Spoj­rzał tęsk­nie na prawo w kie­runku sklepu – wypił bym teraz jakieś piwko, może nawet dwa – roz­ma­rzył się.
Nie­stety był w pracy. Zresztą nawet gdyby mógł wypić piwo, to sklep i tak był „Zamknięty” o czym infor­mo­wał miga­jący neon, w który „Z” się nie świe­ciło.



Biała koszulka mignęła mu gdzieś w oddali. Sapiąc i poty­ka­jąc się o nie­rów­no­ści terenu. Pró­bo­wał dogo­nić malca.
– Zacze­kaj! Sły­szysz mnie?! Zacze­kaj!
Chło­piec parł do przodu i ani myślał odpo­wia­dać na pyta­nie.
Droga wiła się pod górę, ale dziecku to nie prze­szka­dzało. Za to poste­run­kowy poru­szał się ostat­kiem sił. Po dzie­się­ciu minu­tach byli na szczy­cie naj­wyż­szego wznie­sie­nia. Wtedy mały się zatrzy­mał. Poli­cjant dokuś­ty­kał do niego, sapiąc jak paro­wóz.





W gło­sie kobiety było coś takiego, co zmro­ziło mu krew w żyłach. Jesz­cze raz oświe­tlił samo­chód. Tam jesz­cze ktoś był. Obszedł auto i poświe­cił latarką na tyl­nie sie­dze­nie. 

Po pierwsze, zmniejsz czcionkę. Po drugie, sprawdź też inne opowiadania z forum, bo tak wszedłeś i od razu chwalcie moje opowiadanie..xd
 Czytałem z zaciekawieniem, na prawdę fajny styl i z chęcią przeczytam kolejną część.

Nie było moją intencją chwalić się, ale i tak dziękuję za dobre słowa i poprawę tekstu:) Nie wiem dlaczego, ale coś mi edytor tekstu nie chce zmniejszyć czcionki. Postaram się to naprawić jak najszybciej:)
Odpowiedz
#6
(28-10-2015, 16:28)doranna2 napisał(a):
– Niech to jasna cholera! – zaklął starszy posterunkowy Korczak (kropka i po myślniku dużą literą) – co ja tu robię?!(spacja)Rozej­rzał się po skrom­nie urzą­dzo­nym komi­sa­ria­cie, któ­rego ozdobą były dwa krze­sła, (raczej dałbym tu spójnik "i") lichy stół, na któ­rym (powtórzenie) stała rozklekotana maszyna do pisa­nia. Cało­ści dopeł­niała szafa pan­cerna i jakiś kwia­tek w doniczce przy­nie­siony przez wdzięczną kobietę, (zbędny przecinek) w zamian za ura­to­wa­nie jej psa.
(zbędna pusta linia) 
   – Też tu zdy­chasz? – raczej stwier­dził niż zapy­tał, pod­cho­dząc do kwiatka (kropka i po myślniku dużą literą) – widzisz – pro­wa­dził dalej mono­log – dawno mogłem być na eme­ry­tu­rze, ale nieee! Mydlili mi oczy awansem. Jakim awan­sem?! Jestem Star­szy Poste­run­kowy (stopni nie piszemy dużą literą) od niczego. Prze­cież tu nic się nie dzieje? (dlaczego tu jest znak zapytania?) Choć nie! Prze­pra­szam (przecinek) dzieje się; np. kiedy temu dur­niowi (przecinek) jak mu tam? A prawda (przecinek) Grze­lak!

Jej Matka Boska obja­wiła się na Jabłonce (małą literą), co owo­ców nie chciała rodzić i stał się cud. Tego roku jedna mała ulę­gałka (ulęgałki to są gruszki) na niej wyro­sła.

Ech (przecinek) idę zapa­lić – powiedział do kwiatka (kropka i dalej dużą literą) – może zastrzelę jakie­goś komara? – wysi­lił się na żart.

– I co (przecinek) gadziny? Krwi Wam (mała literą) się zachciało? – powie­dział (przecinek) wycią­ga­jąc papie­rosy. Zapa­lił, zacią­gnął się, po czym powoli wypu­ścił dym w kie­runku owa­dów (kropka i dalej dużą literą) – macie (przecinek) krwio­pijcy, udław­cie się – zare­cho­tał.

Baner z reklamą infor­mo­wał " (zbędna spacja) Tu możesz kupić naj­tań­szą ben­zynę".
Spoj­rzał tęsk­nie na prawo w kie­runku sklepu (kropka i dalej dużą literą) – wypił bym (łącznie) teraz jakieś piwko, może nawet dwa – roz­ma­rzył się. Nie­stety był w pracy. Zresztą nawet gdyby mógł wypić piwo, to sklep i tak zamknięto dwie godziny temu (przecinek) o czym infor­mo­wał miga­jący neon, w który (którym) „Z” się nie świe­ciło.
– Takie sie­dze­nie na scho­dach, (zbędny przecinek) to już nie na moje lata – pomy­ślał.

Nie widział jego twa­rzy. (raczej przecinek i dalej małą literą) Jed­nak po posturze było widać, że ma do czynienia z kilkulatkiem.
– Hej (przecinek) chłop­cze, co Ty (małą literą) tu robisz?! (myślnik) Chło­piec nie odpowie­dział. (dalej w tym samym akapicie) 
– Dla­czego nie odpo­wia­dasz? Prze­cież zada­łem Ci (małą literą) pyta­nie?! – poste­run­kowy (dużą literą) zacie­ka­wiony, (zbędny przecinek) ruszył w kie­runku dziecka.
– Ładny chło­pa­czek – pomy­ślał (kropka i dalej dużą literą) – co się stało? Dla­czego sam się włó­czysz po nocach?
Chłop­czyk spoj­rzał na poste­run­ko­wego i powie­dział. (raczej dwukropek, bo wprowadzasz wypowiedź) 
Chło­piec odwró­cił się i pal­cem poka­zał przed sie­bie (kropka, dalej od nowego akapitu i dużą literą) – mama pła­cze – powtó­rzył i nie cze­ka­jąc na reak­cję poli­cjanta (przecinek) pobiegł przed sie­bie.

Osu­wi­ska i kręta droga, (zbędny przecinek) sku­tecz­nie wystra­szyły kie­row­ców.

Sapiąc i poty­ka­jąc się o nie­rów­no­ści terenu. (raczej przecinek i dalej małą literą) Pró­bo­wał dogo­nić malca.

Gdzie jest Twoja (małą literą) mama?
Dziecko spoj­rzało na poli­cjanta i wska­zu­jąc pal­cem w dół urwi­ska (przecinek) powie­dział (powiedziało – podmiotem jest przecież dziecko) (dwukropek i po myślniku dużą literą) – mama pła­cze!
– Co Ty (małą literą) robisz? Chcesz się zabić? – poli­cjant (dużą literą) ruszył za nim, przy­trzy­mu­jąc się suchych krza­ków i modląc się, by utrzy­mały jego wagę.

Młoda kobieta, (zbędny przecinek) zamru­gała pod wpły­wem świa­tła. Na jej gło­wie i twa­rzy, (zbędny przecinek) widać było zaschniętą krew, pła­kała.
Męż­czy­zna oprzy­tom­niał (kropka, dalej od nowego akapitu i dużą literą) – zaraz pani pomogę (przecinek) wezwiemy karetkę.
Dzielny chło­pa­czyna, (zbędny przecinek – albo zamiast tego dać wielokropek) przypro­wa­dził mnie do pani!
Jesz­cze raz oświe­tlił samo­chód. (dalej od nowego akapitu) –(spacja)Tam ktoś jest – pomyślał. Obszedł auto i poświe­cił latarką na tylnie (tylne) sie­dze­nie. Dziecko wyglą­dało (przecinek) jakby spało, gdyby nie wiel­kie rozcię­cie na gło­wie. Stę­że­nie pośmiertne zro­biło już spu­sto­sze­nie w ład­nej buzi chłop­czyka (Że co? Chyba coś tu jest nie tak. Jakie spustoszenia wywołuje stężenie pośmiertne?). Biała blu­zeczka była popla­miona od krwi. Poste­run­kowy nie musiał zaglą­dać do samo­chodu (przecinek) by wie­dzieć (przecinek) jaki kolor spode­nek miało dziecko (ale on przecież właśnie zaglądał do samochodu). Wolno się odwró­cił. Chłop­iec, który go tu przypro­wa­dził (przecinek) stał tro­chę dalej. Teraz spoj­rzał na niego i powie­dział (dwukropek, dalej od nowego akapitu i dużą literą) – mama pła­cze, bo ja nie żyję!
Sporo błędów, a to jeszcze nie koniec uwag. Zły zapis dialogów – zobacz koniecznie nasz poradnik w tym temacie http://podziemieopowiadan.pl/forum/threa...logow.html
Nie wiem, jakiego edytora używasz, ale to jest uciążliwe dla 'Sprawdzających'. Niemal każdy wyraz ma znak (lub znaki) podziału. Powiem tylko tyle: tak sformatowanego tekstu żadne wydawnictwo nie przyjmie do druku.
Co do fabuły. Finał dało się przewidzieć, więc tekst nie wzbudził we mnie oczekiwanych emocji. Owszem, dobrze się czyta, nie ma większych zgrzytów... ale horroru w tym nie wyczułem.

Aha, usunąłem formatowanie w Twoim tekście, by przywrócić standardową wielkość czcionki.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Dziękuję za poświęcony czas, bo sporo tego się uzbierało:) Właśnie o takie merytoryczne oceny moich postów mi chodzi. Co do edytora tekstu, też nad nim ubolewam, po wklejeniu tekstu tutaj nie dało się wprowadzić żadnych poprawek. Lecę poprawiać i jeszcze raz dziękuję:)
Odpowiedz
#8
Sprawdziłem opcję dzielenia wyrazów w moim edytorze (LibreOffice Writer). Zaznaczam tekst, klikam 'Narzędzia/Język/Dzielenie wyrazów' i otrzymuję propozycję podzielenie wyrazu dla każdej linii osobno. Nie da się w nim zrobić takiej sieczki, jak to wyszło u Ciebie. Zatem zdradź mi, w czym piszesz – muszę to ściągnąć i przetestować :)
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#9
(29-10-2015, 12:24)StuGraMP napisał(a): Sprawdziłem opcję dzielenia wyrazów w moim edytorze (LibreOffice Writer). Zaznaczam  tekst, klikam 'Narzędzia/Język/Dzielenie wyrazów' i otrzymuję propozycję podzielenie wyrazu dla każdej linii osobno. Nie da się w nim zrobić takiej sieczki, jak to wyszło u Ciebie. Zatem zdradź mi, w czym piszesz – muszę to ściągnąć i przetestować :)

Ha ha wbrew pozorom to nie magia:) Edytor blogera, połączony z zecerką:) Pewnie w każdej tekst sformatowany, dlatego wyszło, co wyszło:/ Zapewniam nie specjalnie. Człowiek całe życie się uczy:)
Odpowiedz
#10
:D Ta 'zecerka' to niezłe gówno. Trzeba zupełnie wyłączyć 'dzielenie wyrazów', 'końce wierszy' i 'zaimki osobowe i dzierżawcze'. Ale to, co pozostanie, do niczego już praktycznie się nie przyda – w moim tekście nie znalazł żadnego błędu :p
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości