Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Smok atomowy
#1
Za siedmioma górami, za siedmioma lasami było sobie królestwo o nazwie, której nikt już nie pamięta.

Na potrzeby chwili ustalmy, że innych nie było, więc jeśli pojawia się jakieś królestwo, to chodzi o to, którego nazwy nikt nie pamięta. W tym królestwie rządził mądry, sprawiedliwy król Zdzisław XIII, który podobno był spokrewniony ze sławnym filozofem Świętopełkiem. 

Doprowadziło to do konfliktu wewnętrznego, gdyż żyłka biznesmena od razu podsunęła mu plan zbicie fortuny (częściowo go zrealizował), a natura filozofa pogardzała czymś tak prymitywnym jak zysk materialny, bo największą wartością jest wiedza. W końcu udało mu się pogodzić te dwie sprawy – jako filozof docenił wiedzę o recepturze coca-coli, a jako biznesmen stwierdził, że najlepiej się nią nie dzielić. Pozostawał jedynie problem, co w wypadku (przecinek) gdy umrze, lecz doszedł do wniosku, iż jak na razie nie ma żadnych przesłanek, by posądzać go o śmiertelność. W końcu umarł i przez następne tysiąclecia próbowano odtworzyć recepturę.

Ta historia nie ma kompletnie nic wspólnego z królestwem ale wstawiłem ją tu tak dla zmyłki.
W każdym razie królestwo borykało się z małym problemem – smokiem wielkim jak boeing 747, potrafiącym ziać ogniem i zjeść krowę razem ze stodołą, w której ta krowa się znajduje, oraz wszystkimi zwierzętami wokół... a potem robił naprawdę dużą kupę. Król ogłosił, że ten, kto smoka ubije, dostanie pół królestwa, rękę księżniczki i szpanerską koronę. Wielu śmiałków próbowało pokonać bestię, lecz żadnemu się to nie udało. Doszło do tego, że dla śmiałków powstał osobny cmentarz, a nawet opowiadano legendy, że gdy całkiem się zapełni, to będzie koniec świata. Powoli gasła ostatnia nadzieja, lecz pojawił się sir William.

Pod przystojnym obliczem krył się umysł wielkiego formatu . Krążyły plotki, jakoby sir William sam jeden pokonał tysięczne zastępy niewiernych. Nie wiadomo, czy to prawdziwa pogłoska, ale nie ulegało wątpliwości, że ten rycerz zwykł łączyć siłę mięśni z potęgą umysłu, by sposobem niźli siłą pokonywać wszelkie przeciwności. Znał biegle dwanaście języków i takie fajne słowa jak rododendron czy prestidigitator . Późniejsi wieszcze pisali, że nigdy nie było i nie będzie rycerza większego od Sir Williama. Sir Williama, który w pojedynkę pokonał dziesięciu Saracenów na oczach tysięcy świadków. Sir Williama, który... No po prostu był kosem jakich mało.

Smok zeżarł sir Williama w całości, nim ten zdążył wykonać jakikolwiek ruch lub cokolwiek powiedzieć. Jednakże jeden z sygnetów sir Williama ,połknięty przez smoka, poleciał nie w tę dziurkę co trzeba i uszkodził reaktor atomowy smoka, doprowadzając do wybuchu. Możliwe, że ktoś by się z tego ucieszył, bo to oznaczało zagładę bestii, lecz nuklearny wybuch zrównał z ziemią większość królestwa, a stolica praktycznie wyparowała – to było dość małe królestwo z niewielkimi miastami. Tak zginął  jedyny smok o napędzie atomowym. Nikt tego dokładnie nie zbadał, bo gdy smok żył, to nikt o tym nie wiedział, a gdy wszyscy się dowiedzieli, nie było już co badać.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(19-10-2015, 14:27)Dudek napisał(a): Za siedmioma górami, za siedmioma lasami było sobie Królestwo (małą literą) o nazwie, której nikt już nie pamięta.

Na potrzeby chwili, (zbędny przecinek) ustalmy, że innych nie było (przecinek) więc jeśli pojawia się jakieś królestwo (przecinek) to chodzi o to, którego nazwy nikt nie pamięta. W tym Królestwie (małą literą) rządził mądry, sprawiedliwy król Zdzisław XIII, który podobno był spokrewniony ze sławnym filozofem Świętopełkiem.

Doprowadziło to do konfliktu wewnętrznego (przecinek) gdyż żyłka biznesmena od razu podsunęła mu plan zbicie fortuny (częściowo go zrealizował), a natura filozofa pogardzała czymś tak prymitywnym jak zysk materialny (przecinek) bo największą wartością jest wiedza. W końcu udało mu się pogodzić te dwie sprawy – jako filozof docenił wiedzę o recepturze coca-coli, a jako biznesmen stwierdził, że najlepiej się nim (nią – bo zarówno receptura i wiedza są rodzaju żeńskiego, a inny podmiot domyślny nie wchodzi w grę) nie dzielić. Pozostawał jedynie problem (przecinek) co w wypadku (przecinek) gdy umrze (przecinek) lecz doszedł do wniosku, iż jak na razie nie ma żadnych przesłanek (przecinek) by posądzać go o śmiertelność. W końcu umarł i przez następne tysiąc lecia (tysiąclecia) próbowano odtworzyć recepturę.

Ta historia nie ma kompletnie nic współnego z Królestwem (małą literą) ale wstawiłem ją tu tak dla zmyłki.
W każdym razie Królestwo (małą literą) borykało się z małym problemem – smokiem wielkim jak boeing 747, potrafiącym ziać ogniem i zjeść krowę razem ze stodołą, w której ta krowa się znajduje (przecinek) oraz wszystkimi zwierzętami wokół... a potem robił naprawdę dużą kupę. Król ogłosił, że ten (przecinek) co (kto – bo chodzi o osobę, a nie przedmiot) smoka ubije, dostanie pół królestwa, rękę księżniczki i szpanerską koronę. Wielu śmiałków próbowało pokonać bestię (przecinek) lecz żadnemu się to nie udało. Doszło do tego, że dla śmiałków powstał osobny cmentarz, a nawet powstały (powtórzenie) legendy, że gdy całkiem się zapełni (przecinek) to będzie koniec świata. Powoli gasła ostatnia nadzieja (przecinek) lecz pojawił się sir William.

Pod przystojnym obliczem, (zbędny przecinek) krył się umysł wybitnego formatu (wielkiego formatu – 'wybitna osoba', ale 'wielki format'). Krążyły plotki (przecinek) jakoby sir William sam jeden pokonał tysięczne zastępy niewiernych. Nie wiadomo (przecinek) czy to prawdziwa pogłoska (przecinek) ale nie ulegało wątpliwości, że ten rycerz zwykł łączyć siłę mięśni z potęgą umysłu (przecinek) by sposobem niźli siłą pokonywać wszelkie przeciwności. Znał biegle 12 (w tekstach literackich takie liczby zapisujemy słownie) języków i takie fajne słowa jak rododendron czy prestdigitator (chyba raczej prestidigitator). Późniejsi wieszcze pisali, że nigdy nie było i nie będzie rycerza większego od Sir Williama. Sir Williama, który w pojedynkę pokonał dziesięciu saracenów (dużą literą) na oczach tysięcy świadków.

Sir Williama, który.... (wielokropek zawsze składa się z trzech kropek!) no (dużą literą, bo to nowe zdanie) po prostu był kosem jakich mało.

Smok zeżarł sir Williama w całości (przecinek) nim ten zdążył wykonać jakikolwiek ruch lub cokolwiek powiedzieć. Jadnakże (Jednakże) jeden z sygnetów sir Wlliama (Williama), połnkięty (połknięty) przez smoka (przecinek) poleciał nie w (tę) dziurkę co trzeba i uszkodził reaktor atomowy smoka, doprowadzając do wybuchu. Możliwe, że ktoś by się z tego ucieszył (przecinek) bo to oznaczało zagładę bestii (przecinek) lecz nuklerany (nuklearny) wybuch zrównał z ziemią większość Królestwa (małą literą), a stolica praktycznie wyparowała – to było dość małe królestwo z niewielkimi miastami. Tak zginał (zginął – :) jak powiedział prof. Jerzy Bralczyk, jest różnica, czy się komuś robi laskę czy łaskę) jedyny smok o napędzie atomowym. Nikt tego dokładnie nie zbadał (przecinek) bo gdy smok żył (przecinek) to nikt o tym nie wiedział, a gdy wszyscy się dowiedzieli, nie był (było) już co badać.

Siadaj, pała!
Ja rozumiem, że można nie znać ortografii albo interpunkcji. Ale tutaj jest zwykłe niechlujstwo. Wystarczyło wrzucić tekst do pierwszego lepszego edytora i ogromna ilość błędów i literówek zostałaby wyłapana!
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#3
Bardzo fajne krótkie opowiadanie:)
Odpowiedz
#4
Ciężko mi się czyta. Szczerze mówiąc, to nawet nie bardzo mam pojęcie, o czym to jest. Język używany naprzemiennie, bez ładu i składu, potoczny i "górnolotny"... To okropnie zgrzyta. Nie wiem. Nie podoba mi się. Całość dość niechlujna, bardziej jak opowiastka przy piwie niż miniatura...
Odpowiedz
#5
Przepraszam za błędy, faktycznie sporo ich było. Poprawiłem.
Odpowiedz
#6
Jak mogłem napisać coś tak beznadziejnego!?
Odpowiedz
Reklama AdSense
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości