Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Romans Zwrot akcji
#1
Witam :). Przedstawiam Wam niedługie opowiadanie romantyczne. Efekt nagłej wieczornej weny twórczej.
Zapewne błędów jest sporo (jak to już w moich tekstach :D), ale mam nadzieję, że chociaż fabularnie tekst trzyma się kupy i się Wam spodoba. Zapraszam :).


„Zwrot akcji”


Nacisnął klamkę.
Jego oczom ukazał się szkarłat niby wino rozlane na stół z niefortunnie przewróconej butelki. Białe meble odciskały się na tym tle niczym nieszczęśnik obłędnie zakochany w śmierci, pragnący przyjąć na klatę życzliwy podarunek od wyborowego snajpera.
Filip był pesymistą patrzącym z rosnącym uśmiechem jedynie na licznik swego życia, zbliżający się, jak to u każdego, do końca odliczania.
Rozejrzał się po tym miszmaszu piekła z niebem, który stał się chwilowo jego i tylko jego królestwem, po czym legł na, a tu zaskoczenie, białym łóżku. Jednoosobowym. Bo Filip jest duży, z pluszakami nie sypia...
Jego narzeczona niedawno zerwała zaręczyny i poszła w tango, więc na co komu wielkie łoże? Na co komu w ogóle jakiekolwiek wygody? Najlepiej zapaść się pod ziemię. Bez trumny i pogrzebu, po co przepłacać?
Ironia losu? Obecna! Przygnębienie? Jest! Depresja? Już, już dochodzę!
Miał przyjechać do tego hotelu z żoną. Tak, tą żoną, co to żoną nie została! Wszystko ładnie, pięknie zaplanowali. Duży pokój z widokiem na taras, codziennie kolacja przy świecach, długie rozmowy do późna, love forever i w ogóle...
No i tak Filipek leżał i myślał o tym, jak wszystko szybko się zmienia, dziś jest, a później tego nie ma.
No dobra, czas się zbierać do kupy. Coś tam w harmonogramie imprez hotelowych było o jakimś koncercie. Czy czymś.
Czarny garnitur do czarnych butów, włosów i oczu. OK. Już za późno na zrezygnowanie z pogrzebowej stylówki, więc trzeba będzie jeszcze przez chwilę odzwierciedlać swój stan ducha.
Wyszedł ze swojej rozkosznej ciasnoty na korytarz. O dziwo, nie taki ciasny...
Już zajął miejsce przy małym stoliku w holu. Kameralna atmosferka, kilka, może troszkę więcej stolików. Wszystkie miejsca były zajęte przez ludzi prowadzących między sobą ożywione rozmowy. A Filip z absolutnie nieudawanym zainteresowaniem kontemplował na temat uroków wszelakich blatu swojego stolika...


Fortepian ustawiony na małej scenie przed gośćmi rozbrzmiał muzyką. Delikatne Chopinowskie nuty rozeszły się po pomieszczeniu. Po kilku chwilach słuchacze wstali, połączyli się w pary i zaczęli spokojnie pląsać po parkiecie. Filip uniósł głowę i świat zawirował. Czarne włosy okalające mleczną cerę świetnie pasowały do fortepianu potęgując tylko uczucie, że dziewczyna zespolona jest z tą muzyką, która tak łatwo dosięga duszy i serca. I ta czarna sukienka! Czarny garnitur... czy to jakiś znak. Tak to pasuje do siebie...
Każdy dźwięk rozbudzał w Filipie emocje uśpione zupełnie, tak niedawno pobite do nieprzytomności przez odrzucenie... Nic już nie znaczyły te wszystkie dni żalu, tęsknoty i rozpaczy, które spłynęły na niego tak nieoczekiwanie.
Zerwał się z krzesła, jakby go ono tknęło ładunkiem elektrycznym i poszedł... poszedł.


Ostatnie dźwięki cichły już, by być może nie powtórzyć się już nigdy tak, jak powstały tego wieczoru. Oklaski były tak gorące, że mogłyby stopić każdy lodowiec, ale...
Ale jej serce nie wezbrało tym ciepłem ani trochę. Tylko drgnęło lekko jakby w krótkim geście rozczarowania. On odszedł.
Kiedy go zobaczyła, wezbrała w niej fala uczuć, którą zapragnęła czym prędzej przelać w najpiękniejszą melodię jaką tylko człowiek jest w stanie wykrzesać. A teraz...
Bukiet róż przysłonił jej cały świat. Nawet nie widziała, jak mężczyzna zmierzał w jej stronę. Teraz jednak, urzeczona widokiem tego, dla którego grała, zapomniała o smutku.
– Ja... znaczy się, pięknie grasz... Pani gra... no i chciałbym się odwdzięczyć – rzekł, wyciągając ku niej kwiaty.
Słyszała i widziała jego zakłopotanie, ale sama nie czuła się lepiej. Gorzej. Ach! Jakże jej zabrakło tchu, jak emocje zaczęły brać górę nad myślami...
– Dziękuję. – Nieśmiały uśmiech wykwitł na jej twarzy niczym pierwsze wiosenne dary ziemi.
Stali przez chwilę w milczeniu najrozkoszniejszym ze wszystkich. Chwila się rozciągała. No i dobrze! Niech trwa, niech nie ginie w natłoku spraw, w świecie pędzącym wciąż naprzód, byle jak najdalej.
Chciał zaryzykować, postawić wszystko na jedną kartę. Teraz albo nigdy! Bo co będzie, jeśli nigdy już nie spotka tej anielicy o duszy potrafiącej zarażać każdym dobrym uczuciem, jakie tylko powstało na świecie?
– Czy... – zająknął się. Język odmówił posłuszeństwa, słowa ugrzęzły gdzieś między uczuciem a światem widzialnym... w końcu jednak wysiłek woli sprawił, że poczuł siłę na wypowiedzenie jeszcze paru tych jakże cennych słów. – Czy będziesz tu jeszcze? Czy się zobaczymy... możemy się zobaczyć jeszcze?
Ona również nie mogła wydobyć z siebie niczego, jednakże szeroki uśmiech i rozradowane oczy wyraziły więcej, niż jakiekolwiek słowa...



Dziękuję za uwagę :)!
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(08-10-2015, 07:21)Tomasz Socha napisał(a): (Wcięcie) Jego oczom ukazał się szkarłat (to znaczy? – ukazał mu się kolor?) niby wino rozlane na stół z niefortunnie przewróconej butelki. Białe meble odciskały się na tym tle niczym nieszczęśnik obłędnie zakochany w śmierci (przecinek) pragnący przyjąć na klatę życzliwy podarunek od wyborowego snajpera. Średnio udane (ale co 'średnio udane'? meble? bo to one były podmiotem w poprzednim zdaniu).

(Wcięcie) Rozejrzał się po tym miszmaszu piekła z niebem, który stał się chwilowo jego i tylko jego królestwem, po czym legł na, a tu zaskoczenie, białym łóżku.

No i tak Filipek leżał i myślał o tym (przecinek) jak wszystko szybko się zmienia, dziś jest, a później tego nie ma.

A Filip z absolutnie nie udawanym (nieudawanym) zainteresowaniem kontemplował na temat uroków wszelakich blatu swojego stolika...

Każdy dźwięk rozbudzał w Filipie emocje uśpione zupełnie, tak niedawno pobite do nieprzytomności przez konieczność zasmakowania gorzkiego smaku (pleonazm) odrzucenia...

Zerwał się z krzesła (przecinek) jakby go ono tknęło ładunkiem elektrycznym (przecinek – bo to było wtrącenie) i poszedł... poszedł.

(Wcięcie) Kiedy go zobaczyła, wezbrała w niej fala uczuć, którą zapragnęła czym prędzej przelać w najpiękniejszą melodią (melodię) (Wcięcie) jaka (jaką) tylko człowiek jest w stanie wykrzesać.

– Ja... znaczy się (przecinek) pięknie grasz... Pani gra... no i chciałbym się odwdzięczyć – rzekł do niej, wyciągając ku niej (powtórzenie – pierwsze 'do niej' zbędne) kwiaty.

Czuła, słyszała, widziała jego zakłopotanie, ale sama nie czuła (powtórzenie) się lepiej.

– Dziękuję (kropka i po myślniku dużą literą) – nieśmiały uśmiech wykwitł na jej twarzy niczym pierwsze wiosenne dary ziemi.

Chwila ciągnęła się. (Chwila się ciągnęła – unikamy 'się' na końcu zdania) 

Teraz albo nigdy! Bo co będzie, jeśli nigdy już nie spotka tej anielicy o duszy potrafiącej zarażać każdym dobrym uczuciem (przecinek) jakie tylko powstało na świecie?

(...), słowa ugrzęzły gdzieś między uczuciem a światem widzialnym... w (W – dużą literą, bo to nowe zdanie) końcu jednak wysiłek woli sprawił, że poczuł siłę na wypowiedzenie jeszcze paru tych jakże cennych słów.

Ona również nie mogła wydobyć z siebie choćby słowa, jednakże szeroki uśmiech i rozradowane oczy wyraziły więcej, niż jakiekolwiek słowa... (powtórzenie) 
Z błędami nie jest najgorzej, ale jest jeszcze nad czym pracować. Początek mnie wręcz przeraził – dwa akapity przepełnione tak przesadzonymi metaforami i porównaniami. Aż sprawdziłem, czy nie trafiłem przypadkiem do działu "Poezja". Potem było już lepiej.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#3
Piszę wiersze, więc musiało mi się włączyć zboczenie zawodowe czy coś :P.

Dziękuję bardzo za świetne rady. W dłuższej wolnej chwili postaram się je przeanalizować i zastosować.

Dzięki raz jeszcze i pozdrawiam :).

Poprawki zrobione :).
Odpowiedz
#4
(08-10-2015, 07:21)Tomasz Socha napisał(a): Witam :). Przedstawiam Wam niedługie opowiadanie romantyczne. Efekt nagłej wieczornej weny twórczej.
Zapewne błędów jest sporo (jak to już w moich tekstach :D), ale mam nadzieję, że chociaż fabularnie tekst trzyma się kupy i się Wam spodoba. Zapraszam :).


„Zwrot akcji”


Nacisnął klamkę.
Jego oczom ukazał się szkarłat niby wino rozlane na stół z niefortunnie przewróconej butelki. Białe meble odciskały się na tym tle niczym nieszczęśnik obłędnie zakochany w śmierci, pragnący przyjąć na klatę życzliwy podarunek od wyborowego snajpera. (jego oczom ukazał się czerwony/ szkarłatny... pokój, dym. Białe meble jaskrawo odbijały się na jego tle, tworząc bajkowy kontrast. 


Filip był pesymistą patrzącym z rosnącym uśmiechem jedynie na licznik swego życia, zbliżający się, jak to u każdego, do końca odliczania.
Rozejrzał się po tym miszmaszu piekła z niebem, który stał się chwilowo jego i tylko jego królestwem, po czym legł na, a tu zaskoczenie, białym łóżku. Jednoosobowym. Bo Filip jest duży, z pluszakami nie sypia...
Jego narzeczona niedawno zerwała zaręczyny i poszła w tango, więc na co komu wielkie łoże? Na co komu w ogóle jakiekolwiek wygody? Najlepiej zapaść się pod ziemię. Bez trumny i pogrzebu, po co przepłacać?
Ironia losu? Obecna! Przygnębienie? Jest! Depresja? Już, już dochodzę (idę?)!
Miał przyjechać do tego hotelu z żoną. Tak, tą żoną, co to żoną nie została!(nie rozumiem, po co tutaj ten wykrzyknik) Wszystko ładnie, pięknie zaplanowali. Duży pokój z widokiem na taras, codziennie kolacja przy świecach, długie rozmowy do późna, love forever i w ogóle...
No i tak Filipek (niezbyt tutaj to pasuje. Raczej Filip) leżał i myślał o tym, jak wszystko szybko się zmienia, dziś jest, a później tego nie ma.
No dobra, czas się zbierać (zebrać) do kupy. Coś tam w harmonogramie imprez hotelowych było o jakimś koncercie. Czy czymś.
Czarny garnitur do czarnych butów, włosów i oczu. OK. Już za późno na zrezygnowanie z pogrzebowej stylówki, więc trzeba będzie jeszcze przez chwilę odzwierciedlać swój stan ducha.
Wyszedł ze swojej rozkosznej ciasnoty na korytarz. 

Już  (zbędne) zajął miejsce przy małym (zbędne) stoliku w holu. Kameralna atmosferka, kilka, może troszkę (w obu przypadkach zdrobnienia nie pełnią właściwie żadnej funkcji, więc proponuję zapisać je normalnie, szczególnie że niezbyt mi one tu pasują) więcej stolików. Wszystkie miejsca były zajęte przez ludzi prowadzących między sobą ożywione rozmowy. A Filip z absolutnie nieudawanym zainteresowaniem kontemplował na temat uroków wszelakich blatu swojego stolika...


Fortepian ustawiony na małej scenie przed gośćmi (Muzyk wszedł na niewielką scenę. Rozejrzał się po ustawionych naprzeciwko podwyższenia stolikach i położył dłonie na klawiaturze <–-– inny sposób na napisanie tego samego. Co prawda piszesz więcej, aczkolwiek przekazujesz de facto tą samą informację i robisz to w ładny, prosty sposób. Staram się nie ingerować w taki sposób w teksty innych, jednak chciałam ci pokazać, jak możesz to inaczej zapisać, żeby zachować sens. To bardziej taka mała dygresja niż poprawka, więc nie musisz tego wprowadzać :) ) rozbrzmiał muzyką. Delikatne Chopinowskie nuty rozeszły się po pomieszczeniu. Po kilku chwilach słuchacze wstali, połączyli się w pary i zaczęli spokojnie pląsać po parkiecie. Filip uniósł głowę i świat zawirował. (enter) Czarne włosy okalające mleczną cerę świetnie pasowały do fortepianu (dałabym przecinek, ale ręką nie poręczę) potęgując tylko uczucie, że dziewczyna zespolona jest z tą muzyką, która tak łatwo dosięga duszy i serca. I ta czarna sukienka! Czarny garnitur... czy to jakiś znak. Tak (przecinek) to pasuje do siebie (to do siebie pasuje)...
Każdy dźwięk rozbudzał w Filipie emocje uśpione zupełnie, tak niedawno pobite do nieprzytomności przez odrzucenie... (zupełnie uśpione, wciąż obolałe emocje – czy coś takiego) Nic już nie znaczyły te wszystkie dni żalu, tęsknoty i rozpaczy, które spłynęły na niego tak nieoczekiwanie.
Zerwał się z krzesła, jakby go ono tknęło ładunkiem elektrycznym i poszedł... poszedł. (nie łapię sensu tego powtórzenia)


Ostatnie dźwięki cichły już, by być może nie powtórzyć się już nigdy tak, jak powstały (zbędne) tego wieczoru. Oklaski były tak gorące, że mogłyby stopić każdy lodowiec, ale...
Ale jej serce nie wezbrało tym ciepłem ani trochę. Tylko drgnęło lekko jakby w krótkim geście rozczarowania. On odszedł.
Kiedy go zobaczyła, wezbrała w niej fala uczuć, którą zapragnęła czym prędzej przelać w najpiękniejszą melodię (przecinek) jaką tylko człowiek jest w stanie wykrzesać. A teraz...

– Dziękuję. – Nieśmiały uśmiech wykwitł na jej twarzy niczym pierwsze wiosenne dary ziemi.
Stali przez chwilę w milczeniu najrozkoszniejszym ze wszystkich. Chwila się rozciągała. No i dobrze! Niech trwa, niech nie ginie w natłoku spraw, w świecie pędzącym wciąż naprzód, byle jak najdalej.
Chciał zaryzykować, postawić wszystko na jedną kartę. Teraz albo nigdy! Bo co będzie, jeśli nigdy już nie spotka tej anielicy o duszy potrafiącej zarażać każdym dobrym uczuciem, jakie tylko powstało na świecie?
– Czy... – zająknął się. Język odmówił posłuszeństwa, słowa ugrzęzły gdzieś między uczuciem a światem widzialnym... w końcu jednak wysiłek woli sprawił, że poczuł siłę (zdobył się) na wypowiedzenie jeszcze paru tych jakże cennych słów. – Czy będziesz tu jeszcze? Czy się zobaczymy... możemy się zobaczyć jeszcze?
Ona również nie mogła wydobyć z siebie niczego, jednakże szeroki uśmiech i rozradowane oczy wyraziły więcej, niż jakiekolwiek słowa...



Dziękuję za uwagę :)!
Ogół jest niezły, aczkolwiek przyczepię się do szczegółu: nie pisz rozbudowanych, pięknych, cudownie kwiecistych wypowiedzi – brzmią pięknie, czyta się je strasznie. Niezbyt chcę mi się rozwodzić na sensem życia, więc podam ci pigułkę i tylko od ciebie będzie zależało, co z nią zrobisz.
– czytelnik nie chce czytać pięknych, wielokrotnie złożonych zdań. Czytającego podbijesz prostotą i jasnością zapisu – nie ma być ubogo i zalatywać głupotą czy wiochą. Ma być ładnie, zgrabnie, PROSTO. Wiem, że to ślicznie wygląda, kiedy plama jest szkarłatna jak kałuża starego wina, aczkolwiek równie dobrze możesz napisać, że ktoś rzygnął krwią na stół. 
– tutaj kwestia odnosząca się bezpośrednio do tego tekstu: nie rozumiem, co się właściwie stało, że pan spotkał panią i natychmiast się w sobie zakochali. Z opowiadania, przynajmniej dla mnie, nie wynika, że znali się wcześniej. Wygląda na to, że przyszedł na koncert, zobaczył ją, ona z jakiegoś powodu zwróciła na niego uwagę, on się wzruszył, ona się wzruszyła, on poszedł po kwiaty i ona go pokochała. I w sumie nie wiem, o co chodzi. Warto byłoby zaznaczyć w jakiś sposób, skąd się to wszystko wzięło. Np. rozejrzała się po widowni i zwróciła uwagę na... etc. – brakowało mi tego typu zdań wypełniających luki pomiędzy zdaniami, żeby opowiadanie miało jakiś sens. 
Na ten moment to tyle, jak mi się coś przypomni, to wpadnę i się odezwę. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#5
Dziękuję :). No tak, trochę się rozszalałem z tą kwiecistością, a przecież sam lubię prostotę w prozie. Głupio wyszło.
Opowiadanie wymyśliłem i zapisałem spontanicznie, więc stąd pewnie owe nieścisłości.

Dzięki za rady, na przyszłość postaram się, by moje teksty były bardziej przemyślane :).
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości