Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Taniec ze Śmiercią
#1
Zimny, świszczący głos rozchodził się po każdym zakątku jego umysłu. Wszelakie słowo brzmiało jak mrożący w żyłach krew wyrok. Odniósł wrażenie, jakby jego ciało powolutku zamarzało od środka. Pulsujący ból stawał się nie do zniesienia. Czuł, że jest rozrywany przez setki wron. Sparaliżowany nie mógł nic zrobić. Słuchał jedynie głosu, który pochodził z jego najgorszych koszmarów.


Mądrość ręki ci nie poda.
Złamany się staniesz przez swe mroczne obliczę.
Wzrok stanie się martwy. Dusza wygasła.
Wspomnienia będą ci ciążyć.


Trawiony przez wieczny gniew.
Wypalany będziesz, nim człowieka się nie wyzbędziesz.
Będziesz śmiercią, nienawiścią i zemstą.


Mrok będzie twym przyjacielem.
Złowieszcze góry twym domem.
Daleko od wszystkich.
Ziarenka zła będziesz rozsiewał, gdzie tylko twa noga postanie.
 

Bez kary się nie obędziesz.
Mędrzec przez wszystkich spamiętany.
Umrzesz w cierpieniach.
Czuł będziesz jedynie nienawiść, która zawsze będzie u twego boku.


Dzień w dzień i noc w noc słyszał ten złowrogi głos. Nie mógł spokojnie spać ani pracować. Przeczytanie choćby jednego rozdziału jakiejkolwiek książki graniczyło z cudem. Pióro w ręku ciążyło mu jakby trzymał potężny stalowy topór. Odosobniony od wszystkich, dumny Mitras znalazł się w rozterce. Syn Rafeda, jednego z najpotężniejszych umysłów w dziejach tego świata. Obrońca pokoju na świecie i członek rady czterech.
Próbując jednak odegnać złe głosy, postanowił opuścić swe podziemne komnaty. Pościelił łóżko nad wyraz starannie, pozmiatał wszystkie trzy sale, jakie miał do dyspozycji. Poukładał niezliczone ilości ksiąg i własnych zapisków. Przygotował swój ostatni posiłek w miejscu, gdzie zawsze oddawał się księgom. Wielki, srebrny talerz ze smakowitym kurczakiem i kartoflami ułożył delikatnie na kamiennym stole. Uczynił to z taką gracją i czułością, jakby kładł dziecko do snu. Usiadł na swym trzeszczącym, drewnianym taborecie. W pełni skupiony położył dłonie na skroniach, wypowiadając po cichu swoją modlitwę. W tym samym momencie skrzywił wargi, a oczy przepełniły się czerwienią. Żyły na jego skroniach uwidoczniły się, jakby przechodził przez największy wysiłek. Twarz wyglądała na bardziej niż zwykle pomarszczoną. W oczach poza pieczeniem i kilkoma uronionymi łzami można było dostrzec wszechobecny ból. Znów świszczący w uszach głos zawitał w jego umyśle, przerywając mu chwilę jego modlitwy.

 


Echo niesie zimne jak śmierć.
Drogi kręte tworzone są przez jego cień.
Dusze przeklęte wiąże w swej rękojeści.
Daje moc, ducha zabiera. 


Ty krystalicznie czysty umysł z cieniem skrzyżujesz.
Jednością się staniecie.
Uratujesz świat od blasku życia.
We krwi i cierpieniu zaś go zwiążesz.



Orężem zastąpisz słowa.
Bólem leczył będziesz rany.
Nienawiścią się posilał.
Niewolnikiem jego zostaniesz, a panem obwoływał się będziesz.


Nieznany głos dźgał jego duszę, nieczystymi słowami. Jego brązowawa szata wzburzyła się lekko. Czuł się tak jakby za chwilę miał wybuchnąć. Krzesło zostało połamane na kilkaset latających w powietrzu części. Wyciągnął ręce na boki, przygotowując się na upadek. Zatrzymał się kilkanaście centymetrów nad ziemią, swobodnie unosząc się w powietrzu. Chwilę później twór jego umysłu rozpętał huragan. Wszelkie szklanki, talerze, a nawet i kamienny stół latały po niedużej sali. Wszystko wnet roztrzaskało się na tysiące kawałków, spadając jako gwałtowna ulewa.
Mitras poczuł ulgę. Odniósł wrażenie, jakby ktoś zdjął mu wielki ciężar z pleców. Złapał kilka głębszych wdechów, czując się nowo narodzonym. Wszelkie napięcia uszły z niego niczym z kipiącego nienawiścią wulkanu. Znów odzyskał czystość umysłu. Czym prędzej przepędził mroczny głos ze swojej duszy. Utwierdził się tylko w tym, żeby jak najszybciej wrócić do rzeczywistości. Zbyt długo przebywał sam. Zbyt długo zajmowało mu przyswajanie nowej wiedzy. Zbyt długo trwała krystalizacja jego umysłu. Przeczuwał, że dzieje się coś złego. Nie tylko ten przeklęty głos go o tym uświadamiał, ale i wewnętrzne przekonanie. Jak najszybciej musiał spotkać Aidana, jednego z członków rady czterech, który zawsze był mu najwierniejszy.




















  Rozdział I. Mroczne oblicze Teona



Słońce szybko chowało się za horyzontem, zaś nad miastem rozprzestrzeniał się złowieszczy mrok. Nazywano ją potocznie Czarną Warownią, było to miejsce potężnie ufortyfikowane. Mury okalające miasto miały po kilkadziesiąt  metrów wysokości, a wokoło liczne wzniesienia uniemożliwiały ataki. Mieszkańców liczono w dziesiątkach tysięcy. Nie była to ostoja kultury ani bogactwa. Ludzie żyli na przeciętnym poziomie, lecz duma i zarozumiałość zdawała się wypełniać pustkę w kieszeniach. Władzę sprawował tam człowiek imieniem Teon. Był synem Syriona, którego pośmiertnie okrzyknięto tyranem. Czyny ojca od wielu lat rzutowały na jego władzę. Klęska pod Mountain Blade i upokorzenie przez Niebiańskich było największą hańbą królestwa w dziejach długiej historii.
Powołana rada sprawowała pieczęć nad nieobliczalnym Teonem. Przynajmniej tak wszystkim się wydawało. Na jej czele stał dumny mędrzec imieniem Mitras. Po wielu latach nieobecności, zwołał szybkie zebranie rady w wielkiej Sali Teona zwanej Czarną Siedzibą. W miejscu tym drzemała specyficzna atmosfera. Ciężkie powietrze niczym w najwyższych szczytach Wichrowych Gór. Lekka mgiełka unosiła się tuż nad kamienną podłogą. Wszechobecny mrok wypełniał szczelnie całą salę, jedynie kilka świec migotało nieśmiało jak ledwo pojawiające się gwiazdy.
Na środku pomieszczenia stał wielki stół z piękną marmurową płytą zastawiony złotymi świecznikami. Po przeciwległych końcach stołu stały potężne filary, na których wygrawerowano imiona wcześniejszych władców i jakieś dziwne słowa zapisane w nieznanym języku. Nawet sam Teon niewiele o tych zapiskach wspominał. Na ścianach wiele było trofeów takich jak łby morgulów czy też gryfów.
Spotkanie rady wkrótce miało się rozpocząć – na miejscu byli już prawie wszyscy członkowie rady prócz Mitrasa. W pomieszczeniu sytuacja zdawała się napięta niczym cięciwa łuku. Hyperion wraz z Drakem spode łba patrzyli na Aidana, wymownie się na siebie oglądając. Oczekiwali tylko ze zniecierpliwieniem na mędrca. Teon wstał, odsunął drewniane krzesło, obrzucając wszystkich wnikliwym spojrzeniem, po czym przemówił:
– Kiedy wy wszyscy przyczyniliście się do upadku ustroju w naszym królestwie, kiedy wy wszyscy przyczyniliście się do mojego upadku, ja w głębi nadal byłem nieugięty. Osądziliście potomka Syriona. Myśleliście, że ogień walki płynący w jego krwi zagasł. On tylko na chwilę stracił swój blask, by na nowo mógł się rozpalić, tysiąc razy silniejszy – mówił, wczuwając się w swe słowa, jakby przemawiał do milionów. W sali niczego poza jego przejmującym i twardym głosem nie można było usłyszeć. Hyperion skrywał głęboko swój strach przed słowami, które rozchodziły się po sali. Wiedział, że dotyczą w głównej mierze jego i jego wcześniejszych czynów motywowanych przez mędrca Mitrasa. Słuchając wnikliwie przemówienia, powoli zaczął zastanawiać się nad sobą. Zadawał sobie w głębi serca ciężkie pytania.
 Kim jest Hyperion? Członkiem rady czterech sprawującym pieczęć nad nieokiełznanym królem? Czy może dumnie zwyciężającym u jego boku?
– Za każdym razem, gdy mówiono mi, że czegoś nie mogę, w głębi huczałem śmiechem. Stworzyłem potężną i nowoczesną armię. Czeka ona tylko na me skinienie. Przysięgli mi wierność i, choćby opętał mnie diabeł, będą mi służyć. Nie będę rozdrapywał starych ran. To co było, niech zostanie w tyle. Liczy się tylko ten czas. Ten kto nie jest ze mną, jest mym wrogiem – dodał, po czym gwałtownie oklapł na swe drewniane krzesło. Dał jasny sygnał swej niezachwianej władzy. Nikt ani nic w jego mniemaniu nie mogło go powstrzymać od spełnienia życiowego celu. Własny szlak odkrył i przekonał się o swej misji dopiero po śmierci ojca.
Jego zmarszczone ciemne brwi i wyraźne rysy w ciemnym pomieszczeniu wzbudzały trwogę. Był średniego wzrostu, nieco barczysty, z rzadkimi ciemnymi włoskami, w których przebijały się niektóre siwe.
 – Jestem z tobą Teonie. Twa władza jest teraz nieograniczona. Zrzekam się jej i będę ci służył dopóki nie każesz mi odejść. Rada czterech była błędem, a wszyscy, którzy przyczynili się do jej powstania, powinni się wstydzić. Nie inaczej jest ze mną – odpowiedział Hyperion, przyklękając pokornie. – Razem jesteśmy w stanie przezwyciężyć naszych wrogów. Chcę być u twego boku, gdy dojdzie do chwili naszej chwały – dodał.
– Świat dowie się niebawem o nas i zadrży w posadach. Wkrótce u bram Niebiańskiej Twierdzy stanie armia, jakiej nigdy nie widzieli. Bądźcie ze mną, a ja będę z wami – odpowiedział Teon. Jego wzrok jednak nadal mierził Hyperiona swoją nieufnością. W głębi czuł nienawiść do Hyperiona jak i do całej rady. Jego wewnętrzny głos mówił mu:



Obdarli cię z władzy.
Zamknęli we własnym ciele.
Znieważyli twoich przodków.
Dumę zabrali.

Chcesz tylko jednego.
Zew zemsty się w tobie budzi.
On nie zapomina.
Będzie tkwił w tej głowie, póki oni będą tkwić u twego boku.



 
Aidan podniósł wzrok, niepewnie spoglądając na Teona i Hyperiona, próbując wszystko to jakby ułożyć sobie w głowię. Sprawiał wrażenie nienadążającego za tym, co mówią. Widział w nich te same poglądy, lecz o innych twarzach. Zastanawiał się, dlaczego Hyperion dołączył do szaleńca. Ostoja spokoju i rozsądku. Dotąd zawsze przeciwny wszelakim konfliktom, ceniący ludzkie życie ponad chore ambicje.
Aidan czuł się samotny, choć od wielu lat znał każdego z zasiadających tutaj. Byli dla niego zupełnie obcymi ludźmi. Odniósł wrażenie, że wszystkie oczy są skierowane na niego. Teon świdrował go wciąż swym wzrokiem. Drake również wrogo nastroszony obserwował Aidana, jakby chcąc utopić nóż w jego głowie. Nie pałał do niego miłością. Zawsze mieli odrębne zdania, choć i on do końca nie podzielał zdania Hyperiona i Teona. Kolejna wojna poważnie mogłaby zaszkodzić jego kieszeni. Miał dwie możliwości. Dołączyć do wpływowego rolnika, a zarazem do kogoś, kogo nienawidzi, i odsunąć się od Teona. Czy też wybrać drugą drogę i podzielić jego zdanie. Drake ślinił się tylko na myśl o bogactwie, jakie skrywa Niebiańskie Miasto. Oba te wyjścia mieszały mu się w głowie. Rozsądek nakazywał mu stanąć po stronie Aidana, lecz żądza przyszłego bogactwa, jakie może zdobyć, wzięła górę.
Mieszkał on nieopodal czarnej siedziby w dzielnicy zwanej Bursztynowe domy. Była to najbogatsza część miasta, gardził mniej zamożnymi, jego duma zaiste stała na tak wysokim poziomie, jak i zawartość jego skarbca. Oczy mieniły się cwaniactwem, a jego zgorzkniała twarz wyglądała na wiecznie niezadowoloną. Długa jedwabna szata zakrywała jego splamioną krwią duszę.
 – Ludzie wam nie pozwolą. Nie zapomnieli o porażce przed laty. Rozbita armia Syriona pierzchała z Mountain Blade czym prędzej do Blackhall. Szczęście i dobroć Hektona pozwoliła zachować nam nasze królestwo z dala od okupacji. Wy teraz na nowo chcecie odwrócić się od wszystkich. I to z jakiego powodu? Z zemsty? – odparł Aidan.
– Właśnie dlatego. Nie pozwolę, aby na przyszłych pokoleniach ciążyła hańba. Niebiańscy znieważyli nas i muszą za to zapłacić. Tylko zemsta może ostudzić oceany upodlenia, jakie płyną w naszych sercach. Teraz jesteśmy silniejsi. Jeśli uderzymy z zaskoczenia to zwycięstwo będzie pewniejsze niż pewne. To my będziemy ustalać nowy porządek tego świata – odpowiedział Teon, jakby powstrzymując w sobie nagłą falę przypływu gniewu.
 – Jesteście szaleńcami. Zaprowadzicie nas wszystkich do głębokiej przepaści, z której nigdy nie zdołamy już wyjść. GreenGarden skrywa wiele tajemnic. Co jeśli to oni zainterweniują? Schowani głęboko za gęstym lasem na dalekim południu stanowią realne zagrożenie. Skoro zjednoczyli się z Niebiańskimi setki lat temu, aby pokonać Gryfy, to dlaczego w tej sytuacji mieliby pozostać neutralni? A co z Harenfell?. Mają tak wielkie wpływy na nieznanych ziemiach północy, że mówi się o nich jako łącznikach z naszym kontynentem – mówił Aidan jak nakręcony, a pytania w jego głowie wystrzeliwały niczym tysiące strzał.
 – Powiecie, że co może wiedzieć zwykły wieśniak. Nie drwijcie jednak ze mnie, bo wiem, co mówię – dodał.
– GreenGarden od dziesiątek lat nie utrzymuje z nikim kontaktu. Zdziczeli są jak wszelaka zwierzyna w tych przeklętych lasach. Harrenfell to tylko strachliwi kupcy, dla których liczy się tylko złoto.
 – Mówisz tak, jakby jasny złoty kolor, nie mienił się też w twoich zdradzieckich oczach – przerwał mu Aidan, zaciskając zęby.
Drake nie miał zbyt wiele do powiedzenia. Cięta riposta Aidana trafiła jakby w środek jego złotego serca. Popierając tylko słowa Teona i Hyperiona, jasno chciał dać do zrozumienia, po której stronie się opowiada. Aidan zapienił się prawie ze zdenerwowania. Ignorancja i lekceważenie jego słów doprowadzała go do szału. Teon wyglądał na całkiem wyłączonego. Nie zwracał już uwagi na Aidana podobnie jak Drake i Hyperion, którzy zdawali się być zmęczeni jego obecnością.
W oczach Teona pojawiła się jednak nutka niepewności. Zbliżała się ona powoli od strony wielkich masywnych drzwi. Chwilę napięcia przerwał ciężki chód połączony z metalicznym dźwiękiem. Chwilę potem zapadła cisza, by mogli usłyszeć zgrzyt drewnianych masywnych drzwi, które pchnięte z dużą siłą, obiły się o ścianę. W drzwiach pojawił się mędrzec Mitras, wszedł do pomieszczenia i zatrzymał się, stanąwszy w szerokim rozkroku. Jego wyblakła, czarna szata powiewała niby na wietrze, a krótkie siwawe włosy jak gdyby wrogo się nastroszyły. Oczy przesycone były gniewem, który przeszywał umysły znajdujących się na sali, oprócz tylko silnego charakteru Teona.
 – Witajcie! Już jestem – oznajmił, nerwowo się uśmiechając. Naprzeciw niego naglę otworzyła się wielka okiennica. Nawet metalowe kraty nie oparły się fali wiatru, która wypełniła salę, nieco ją rozjaśniając.
– Nie było go od kilku lat. Nagle wielki mędrzec się zjawia. Otwiera moją okiennicę, wykorzystując swoje sztuczki. Wita się ze wszystkimi i zapewne pragnie coś szczególnego nam powiedzieć – mówił Teon cynicznym tonem, wstając ze swojego miejsca i wolnym krokiem zbliżając się do Mitrasa. Wyglądało to tak jak podchody dwóch drapieżników, które miały za chwile stoczyć walkę na śmierć i życie.
Sprawiał wrażenie, jakby wyczekiwał go od dawna. Z jednej strony pragnął, aby go poniżyć i wykluczyć, patrząc mu prosto w oczy, z drugiej wolał, by przepadł na zawsze.
– Od tego czasu niewiele się zmieniło. Miałem nadzieję, że choć trochę nabrałeś pokory. Nie przybyłem jednak po to, aby cię oceniać – odpowiedział tajemniczo Mitras, a Hyperion i Drake, unikali jego wzroku.  
–Tak? To po co przybyłeś? – roześmiał się szyderczo
– Przybyłem, aby cię zastąpić.
Twarz Teona zapaliła się prawie żywym ogniem. Nawet Aidan nie wierzył w to, co słyszy. Hyperion z Drakiem wymownie na siebie spoglądali, będąc zupełnie zdezorientowanymi. Ręka Hyperiona zadrżała na trzonku jego krótkiego miecza. Mitras skupiwszy w ręce swą moc, jednym ruchem otwarł wszystkie pozostałe okiennice, jakie były w Czarnej Siedzibie. Do pomieszczenia nie tylko wdarł się drapieżny powiew wiatru, ale i tysiące głosów, które dobiegały jakby z całego miasta.
 – Co?! Co się dzieje? – warknął Teon, po czym podszedł ostrożnie do okiennicy. Ujrzał kłębiące się tłumy ludzi, które wrzeszczały w niebogłosy. Wykrzykiwali wszelakie wyzwiska, a co niektórzy zaczęli szturmować wrota pałacu. Kamienie i wszystko to, co było pod ręką, latało w powietrzu.
 – Napuściłeś ich przeciw mnie! Oni i tak będą tańczyć, jak im zagram – wrzasnął Teon, po czym wyjął z nogawki swój srebrny, ozdabiany sztylet.
Mitras stanął w rozkroku z zamkniętymi oczami, koncentrując swą moc. Po chwili siłą woli zatrzymał rękę Teona w powietrzu. Wyglądało to tak, jakby nagle skostniała w bezruchu. Hyperion nie czekał dłużej. Powziął swój krótki miecz do ręki, pędząc wprost na Mitrasa. Drake ukradkiem znikł gdzieś w ciemnościach, jedynie ostatnim widokiem była suwająca się po podłodze, jego biała szata. Hyperion nim zamachnął się na Mitrasa, zdołał jedynie wydać bolesny krzyk. Odleciał w tył pchnięty przez skondensowany powiew wiatru w drewnianą komodę, całkiem ją roztrzaskując.
 –Nie próżnowałem przez te lata. Moja moc wzrosła, a wasza zdaje się nikła, podobnie jak wasz rozum – rzekł Mitras, zaś
Teon z całych sił próbował zapanować nad zdrętwiałą ręką, ale jego wysiłki były próżne.
– Nie drwij ze mnie. Weź do ręki miecz i stań ze mną do równej walki bez kuglarskich sztuczek.
– Wiele się jeszcze nauczyć musisz, nim do walki mnie wyzwiesz – odpowiedział Mitras. – To koniec twych rządów i tak za długo trwały one. – Mędrzec rzucił nim siłą woli o ścianę. Ten upadł obok nieprzytomnego Hyperiona, leżąc równie bezradnie, jak on. Nim Mitras zdołał odwrócić wzrok, choć na chwilę, Teon jakimś cudem skoczył na równe nogi. Otrzepał się tylko, będąc w stanie nadzwyczajnego pobudzenia. W jednej chwili w jego ręce znalazły się dwa proste miecze.
– Stań do walki chłystku. Jestem Teon syn Syriona. Nie znam lepszego ode mnie w sztuce walki mieczem – oznajmił, rzucając mu miecz.
Mitras nie ukrywał zdumienia. Nie spodziewał się, że Teon będzie jeszcze zdolny wstać, nie wspominając o walce. Nagle coś oderwało go od napiętej sytuacji w Czarnej Siedzibie. W jednej chwili uświadomił sobie, że tysiące głosów, które go wspierały, dziwnym trafem przycichły. Nerwowo spojrzał przez okiennicę na wciąż zatłoczoną ulicę. Ku jego zdziwieniu nikt nawet nie próbował się poruszyć. Wszyscy wyglądali jak marmurowe posągi.
– Przyglądaj się uważnie. To będzie twój ostatni widok. Ty pierwszy zobaczysz w akcji moich nowych żołnierzy – rzekł, Teon wybuchając drwiącym śmiechem.
Ujrzał wyłaniające się czarne postacie. Kroczyli dumnie ulicą w niekończącej się kolumnie. Chorągiew z czarnym nietoperzem na białym płótnie powiewała złowrogo. Ich czarne hełmy w kształcie łba lwa skrywały wszelkie słabości. Równie czarna kolczuga zdawała się pochłaniać wszelkie światło, jakie do nich docierało. Uzbrojeni w krótkie miecze i tarczę w kształcie rombu sprawiali wrażenie nieugiętych przed niczym ani nikim.
Teon rzucił się z wściekłością na Mitrasa. Gorące opiłki żelaza tryskały jak z wodospadu wrzącej lawy. Niewiarygodna nienawiść zamroczyła umysł Teona. Dawała mu niezwykłą siłę, której nawet i mędrzec nie mógł się oprzeć. Zaskoczony Mitras cofał się tylko w stronę otwartych okiennic, niebezpiecznie się do nich zbliżając. Parował z ciężkim trudem każdy wyprowadzony atak. Teon potężnymi ciosami coraz bardziej zapędzał go w ślepy zaułek.
Mędrzec próbował skoncentrować swój umysł, ale brakowało mu powoli tchu. Rozwścieczony Teon był nie do opanowania. Resztkami sił udało mu się skoncentrować choć odrobinę mocy. Wolną otwartą dłoń pchnął gwałtownie do przodu, a Teon stracił równowagę i upadł. Nie miał czasu do stracenia, każda sekunda była ważna. Mitras zdał sobie sprawę, że sytuacja jest beznadziejna. Cały jego plan powstrzymania zapędów Teona legł w gruzach. Odważne spotkanie i próba przejęcia władzy nie powiodła się. Musiał jak najszybciej wydostać się z Czarnej Siedziby.Oddziały mrocznych towarzyszy zbliżały się nieubłaganie.
– Przyjdzie jeszcze czas, w którym to odpowiesz za haniebne czyny wobec ludzkości. Tymczasem bywaj zdrów. – Nagle nim Teon zdołał wstać, mędrzec zeskoczył z okna na niżej znajdujący się daszek małego ganku, by następnie zeskoczyć na ulicę. Sprytnie wmieszał się w przestraszony tłum niczym uciekający lis.
– Ucieczka jedynie twym ratunkiem, ale wiedz, że znajdę cię choćby na końcu świata! – ryknął, Teon szukając go wzrokiem wśród kłębiących się tłumów. W sali zapadła dziwna cisza. Nikogo już nie było. Nawet Aidan w amoku walki sprytnie opuścił Czarną Siedzibę.





Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Przepraszam, że tekst może być mało przejrzysty, ale gdzieś te akapity ciężko mi było wstawiać w tym edytorze forumowym.
Odpowiedz
#3
Napisz na początku linijki [.p] ale bez kropki. :–)
Odpowiedz
#4
(06-10-2015, 19:57)El comendanto napisał(a):
Oddawali oni władzę w ręce swoich synów, pisali testamenty czy też brak spadkobiercy tronu był początkiem tworzenia się zalążku (zalążka) nowych republik.
Krwawa wojna, która zmieniła świat (przecinek) pochłonęła dziesiątki tysięcy ofiar. Wywołał ją Syrion (przecinek) władca Czarnego Miasta (przecinek) w dwa dni zbierając armię i ruszając na wolne miasto Halia. Niebiańskie królestwo będące daleko na wschodzie zainterweniowało zbrojnie (przecinek) wypowiadając walną bitwę Syrionowi nieopodal Halii (przecinek) na wzgórzach Mountain Blade.

Poniżone i rozbite królestwo cierpiało poprzez sankcję gospodarcze (z powodu sankcji gospodarczych), jednak to okazało się być niczym w porównaniu do wizji okupacji przez Niebiańskich.
Po jego (zbędne, bo się powtarza) śmierci (Syriona) następcą tronu został jego syn Teon.

Jako, (zbędny przecinek) że spadkobierca tronu był nieletni i nie mógł prowadzić samodzielnej władzy (przecinek) okazało się to wielką szansą, aby w przyszłości ograniczyć jego rządy. Powołano radę czterech, która miała kontrolować działania młodego króla.
 Jednym z nich (jej członków) był niejaki Mitras, uczeń wielkiego mędrca Rafeda. Mędrcy (myślnik) ludzie (przecinek) dla których słowo jest czymś więcej niż dla normalnego człowieka (myślnik) postrzegani byli jako warowne psy strzegące pokoju na świecie.

Upokorzony i niedoceniany w (zbędne) skrycie powoli oddalał się od czuwającej nad nim pieczęci. Przez lata wdrażał swoje działania (przecinek) coraz bardziej się usamodzielniając i wzmacniając władzę.
  Rozdział I. Mroczne oblicze Teona

Słońce szybko (zbędne wyśrodkowanie i dlaczego dalszy ciąg zdania jest od nowego akapitu?) 
 chowało się nad (za) horyzontem, zaś nad miastem rozprzestrzeniał się złowieszczy mrok, zwiastujący coś, co miało się wkrótce wydarzyć. Miasto nazywano potocznie czarna warownią (skoro to nazwa, to może by tak dużą literą), było to miejsce potężnie ufortyfikowane. Mury okalające miasto miały po kilkadziesiąt  metrów wysokości, a wokoło liczne wzniesienia uniemożliwiały ataki z różnych stron. Miasto (powtórzenia) to była (było) potężne (przecinek) liczyło prawie 50 tysięcy mieszkańców. Nie była to ostoja kultury, (zbędny przecinek) ani bogactwa.

Warownia Blackhall za czasów panowania Syriona Wielkiego (przecinek) ojca ówczesnego króla Teona (to kto w końcu wtedy był królem? – całe to wtrącenie można w sumie wywalić, bo tylko wnosi zamieszanie) (przecinek) przechodziła kryzys, który bardzo głośnym echem odbijał się na nastrojach ludzi w mieście, ale także w całym królestwie. Gdy (Teon) osiągnął pełnoletniość (przecinek) usamodzielniał się (przecinek) odcinając powoli swoje kontakty z radą czterech.

Żyli dalej i nie wspominali (przecinek) co było dawniej, jakby wszystko co złe wymazując.
 Teon potajemnie przeznaczał wiele złota na zbrojenia (przecinek) sprytnie manipulując domysłami i dociekliwością burzącej się rady. Pod względem charakteru, (zbędny przecinek) nie był inny od swojego ojca.

Był bardzo skryty i nieufny (przecinek) mierząc każdego wzrokiem jako potencjalnego zdrajcę. Rok za rokiem mijały, a on tworząc coraz to nowe oddziały w Berion- kuźni sukcesu (zły zapis; patrz przypis na końcu), stawał się coraz pewniejszy.
 Rozwój technologiczny armii błyskawicznie wzniósł się na wyżyny możliwości ówczesnej nauki. (bez sensu – rozwój wzniósł się na wyżyny?) 

Badano nowe sposoby walki, szkolenia oddziałów czy też nowej (przecinek) skuteczniejszej broni. Wielkim sukcesem było poznanie tajników obróbki ferlitu przez pewnego kowala. To on dał początek nowej (powtórzenie) [b](przecinek) [/b]niezwykle twardej i lekkiej broni jakim (jaką) są ferlitowskie miecze. Dotąd jedynie nieliczni znali (tę) technikę na dalekiej północy i wcale nie byli skorzy, by się nią dzielić.
 Odnowił szlaki handlowe z północą (przecinek) odzyskując w miarę upływu lat zszargane zdanie. (zła konstrukcja i szyk, bo wychodzi na to, że odzyskali zszargane zdanie; powinno być raczej: "odzyskując dobre zdanie, zszargane w miarę upływu lat") 

Nie wszyscy jednak zapomnieli o nieobliczalnym Syrionie (przecinek) będąc w pełni obawy o plany jego syna.

Był to duży cios, albowiem Harenfell uważane jest przez wiele (wielu) władców północy jako łączniki (łącznik) z Kaledonią. Wiele królestw również utrzymywało podobne zdanie jak oni. Monarchia Teona cierpiała na tym, nie mogąc sprzedawać swoich towarów, (zbędny przecinek) ani zaopatrywać się w tak potrzebne żelazo.
 Rozwiązaniem okazało się podpisanie sojuszu z Chalicjanami (przecinek) zamieszkującymi dużą wyspę, nie wiele mniejszą od Królestwa Blackhall (przecinek) na południowym wschodzie. Teon (z pomocą Chalicjan) sprowadzał z dalekiej północy za wielkim morzem z pomocą Chalicjan, (zbędne – z przecinkiem włącznie) wielu tanich niewolników (przecinek) wysyłając ich wprost do Berion. Karczowali pobliskie lasy (przecinek) udając się nawet w okolicę Morgulowego lasu. Zwozili potężne kłody (przecinek) układając je w niekończące się sterty drewna nieopodal miasta. Stamtąd trafiały wprost do pieca podziemnych kuźni pod miastem, napędzając machinę przyszłego zniszczenia. Wytapiano stal sprowadzaną razem z niewolnikami (przecinek) (przekuwając) w miecze, tarczę (tarcze) i hełmy. Wszystko układano w wielkich zbrojowniach (przecinek) z dokładnością wszystko przeliczając.
Teon zjawiał się tam czasem niespodziewanie z kamienną twarzą (tzn. miał jakąś kamienną twarz pod pachą?). Obserwował swym martwym wzrokiem przebieg prac przez chwilę i wychodził bez słowa, po czym wracał za kilka miesięcy. Podczas, (zbędny przecinek) gdy kuźnie wytapiały kolejne sztuki broni (przecinek) w królestwie coraz to częściej namawiano młodych mężczyzn, by wstąpili do armii. Okazywało się, że potrzebni byli nowi rekruci. Obiecywano im wysokie datki (paradoks – datek z definicji jest skromnym wynagrodzeniem) i premię. W rzeczywistości poddawani byli ciągłym próbom wyzbycia się uczuć i zdrowego rozsądku (zdanie bez sensu – źle sformułowane).

W miastach coraz to częściej dochodziło do krwawych wymian zdań (co? słowa zabijały?) z garnizonami. Ludzie powoli zaczęli odczuwać coraz to mniej złota w kieszeni, na rzecz coraz to (powtórzenia) więcej lśniących żołnierzy z martwymi spojrzeniami.

Tu przerwę dalsze sprawdzanie! 
Przypis:
"tworząc coraz to nowe oddziały w Berion- kuźni sukcesu, stawał się coraz pewniejszy". O co tu chodzi? Czy Berion jest kuźnią sukcesu, czy to ma być taka dwuczłonowa nazwa?

Masz ogromne problemy z interpunkcją. Zapraszam do naszego forumowego poradnika – http://podziemieopowiadan.pl/forum/threa...nkcja.html
W dalszej części dostrzegłem też podstawowe błędy zapisu dialogów. Tu również odsyłam do odpowiednich materiałów – http://podziemieopowiadan.pl/forum/threa...logow.html
Bez tego nie ma mowy, aby ruszyć dalej z tym opowiadaniem!
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#5
Dzięki za poświęcenie nieco czasu mojemu tekstowi. Zawsze moim problemem była interpunkcja dlatego postaram sie wszystko poprawić i wstawię to od nowa za jakiś czas.


EDIT

Dodam, że moja opowieść liczy już ponad 300 stron jednak jest w niej dużo błędów takich właśnie jak zapisy dialogów, powtórzenia i interpunkcja. Przede mną dużo pracy, ale mam nadzieje, że poświęcicie mi równie dużo czasu jak będę wstawiał poprawione części i dalszy ciąg
Odpowiedz
#6
oki już poprawione :)
StuGraMP napisał 21-10-2015, 13:22:
:) Spoko... Przeczytamy, zobaczymy.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Doceniam twoją pracę nad nanoszeniem poprawek :) Kiedy jednak poprawisz tekst, edytuj swój post, wybierając opcję Edytuj na dolnym pasku, zamiast drugi raz wrzucać ten sam wątek :)
Lubię Tytanica. Moim ulubionym bohaterem była góra lodowa.
Odpowiedz
#8
Poprawiłem w miarę interpunkcje przepuszczajac przez korektor i również samemu poprawiając. Formułę dialogów tez zmieniłem . Czy ten tekst naprawdę jest niezdatny do czytania ? Nie można ocenić stylu, klimatu i treści rozwijającej się fabuły ?
Odpowiedz
#9
(06-10-2015, 19:57)El comendanto napisał(a):
Oddawali oni (zbędne) władzę w ręce swoich synów, pisali testamenty czy też brak spadkobiercy tronu był początkiem tworzenia się zalążka nowych republik. (Ten kawałek jak dla mnie brzmi jak wrzucony do zdania i niedopasowany do niego. Podmiotem są ci wielcy wodzowie itd., a tutaj nagle podmiotem jest brak spadkobiercy. Z tego podkreślonego zrobiłabym zatem nowe zdania, np. "Czasem/Niejednokrotnie brak spadkobiercy(...))

(akapit)Po śmierci Syriona (...)

Mędrcy(spacja – bez niej to jest dywiz, nie "normalny" myślnik)– ludzie, dla których słowo jest(Lepiej "było", bo wszędzie jest czas przeszły) czymś więcej niż dla zwykłego człowieka(spacja)– postrzegani byli jako warowne psy strzegące pokoju na świecie.

 Upokorzony i niedoceniany skrycie powoli oddalał się od czuwającej nad nim pieczęci. (Nie ogarniam tego zwrotu – "czuwająca nad nim pieczęć"? Nie można napisać tego inaczej, tak żeby nie było żadnych wątpliwości, o co chodzi?)

(akapit)Wkrótce świat miał się przekonać(...)


Słońce szybko chowało się za horyzontem, zaś nad Miastem(miastem) rozprzestrzeniał się złowieszczy mrok, zwiastujący coś, co miało się wkrótce wydarzyć. Nazywano ją(je – miasto jest rodzaju nijakiego, nie żeńskiego) potocznie Czarną warownią(Czarną Warownią – skoro to nazwa własna, to powinna być tak zapisana), było to miejsce potężnie ufortyfikowane. Mury okalające miasto miały po kilkadziesiąt  metrów wysokości, a wokoło liczne wzniesienia uniemożliwiały ataki z różnych stron.

(akapit)Władzę sprawował tam(...)

Gdy osiągnął pełnoletniość (przecinek) usamodzielniał się(Lepiej "usamodzielnił się" lub "zaczął się usamodzielniać") (przecinek) odcinając powoli swoje kontakty z radą czterech. Powoli wprowadzał swoje daleko idące pomysły, które przynosiły szybkie efekty w postaci odzyskania zaufania podwładnych i ich pełnego poparcia.

(...)co było dawniej, jakby wszystko co złe wymazując. (Zmieniłabym kolejność – jakby wymazując wszystko, co złe)

Rok za rokiem mijały, a on tworząc coraz to nowe oddziały w Berion(spacja)– kuźni sukcesu,(myślnik zamiast przecinka – pozwoliłam sobie zasugerować poprawną wersję, jako że nie zastosowałeś się do uwagi Stu i sam nic z tym nie zrobiłeś) stawał się coraz pewniejszy.

Był to duży cios, albowiem Harenfell uważane jest(było – czas narracji) przez wiele(wielu – poprawka Stu) władców północy jako łącznik z Kaledonią. Wiele królestw również utrzymywało podobne zdanie jak oni.

(...)zamieszkującymi dużą wyspę nie wiele(niewiele) mniejszą od Królestwa Blackhall na południowym wschodzie.

(...)w okolicę Morgulowego lasu(Znowu – jeśli to jest nazwa własna, to "Morgulowego Lasu"). Zwozili potężne kłody, układając je w niekończące się sterty drewna nieopodal miasta.

(...)z dokładnością licząc do choćby sztuki.(Lepiej "licząc z dokładnością do sztuki")

Teon zjawiał się tam czasem(przecinek) niespodziewanie mając kamienną twarzą(twarz). (To źle brzmi, po prostu źle. Po co to "niespodziewanie"? I w ogóle po co to podkreślenie, że miał kamienną twarz, kiedy tam wchodził? Mam się bać, mam uciekać? Jeśli już, to lepiej "(...)czasem, z kamienną twarzą nadzorując postępy" czy coś)

Obserwował swym martwym wzrokiem przebieg prac przez chwilę(Lepiej "Przez chwilę obserwował(...)")(...)

Podczas gdy kuźnie wytapiały kolejne sztuki broni (przecinek)w królestwie coraz to częściej, (zbędny przecinek) namawiano młodych mężczyzn, by wstąpili do armii.

Okazywało się, że zapotrzebowanie (na) nowych rekrutów wyprzedzało o krocie wyprodukowaną broń.

Po latach prania mózgów stawali się wojownikami, (zbędny przecinek) jakby bez dusz, bezdyskusyjnie wykonując każdy rozkaz.

W miastach coraz to częściej dochodziło do krwawych starć z garnizonami. Ludzie powoli zaczęli odczuwać coraz to mniej złota w kieszeni, na rzecz coraz to więcej lśniących żołnierzy (Byli tak umyci, że aż lśnili? Na żołnierzu zasadniczo lśni opancerzenie, nie sam żołnierz) z martwymi spojrzeniami.

Strajki w miastach nie pomagały, zaś o wiele więcej znikało tych, którzy to najbardziej zdawali się przeciwni powoli wyrastającej tyrani(tyranii). (Bardzo komplikujesz zdania i robią się potem niepoukładane, tak jak to. "Zaś" średnio mi tutaj pasuje, lepiej "i" czy coś. Napisałabym tak: Strajki w miastach nie pomagały, znikało coraz więcej tych, którzy zdawali się najbardziej przeciwni powoli wyrastającej tyranii".)

Teon po kilku latach zyskał władzę absolutną, nie licząc się już ze zdaniem czterech. (Lepiej "(...)absolutną i nie liczył się już ze zdaniem czterech". Ten imiesłów sprawia, że brzmi to tak, jakby zyskał władzę absolutną dzięki temu, że nie liczył się z ich zdaniem, a to nie do końca tak wyglądało.)

Czterech(Czterema) nazywano kolejno(zbędne) wybrane osoby poprzez których lud zgłaszał swe żądania z podziałem na różne warstwy społeczne. (O matko, to zdanie-potwór. Pobawię się w rozsypankę wyrazów i przeczytawszy, co jest dalej, postaram się je ogarnąć: "Czterema nazywano wybranych przedstawicieli różnych warstw społecznych, poprzez których lud zgłaszał swe żądania")

Pierwszą z osób,(zbędny przecinek) był Aidan (przecinek) przedstawiciel klasy chłopskiej, zaś później Drake(przecinek) reprezentant klasy wyższego mieszczaństwa(Może o czymś nie wiem, ale jeszcze nigdy nie słyszałam określenia "wyższe mieszczaństwo").

(akapit)Zebranie rady odbywało się coraz to rzadziej. Od ostatniego zebrania minęły 2(słownie – dwa) miesiące, choć wszyscy członkowie rady,(zbędny przecinek) byli w Czarnym mieście(Czarnym Mieście – inny zapis niż to lub oba człony małą literą nie ma sensu). Teon niechętnie z kimkolwiek rozmawiał, jednakże tego dnia wyglądał na mniej ponurego niż zawsze(zwykle). W miejscu zwanym Czarną siedzibą(Czarną Siedzibą) zwołał długo wyczekiwane zebranie rady.

Mędrzec o imieniu Mitras od dawna skory był usiąść(zasiąść) do stołu obrad. Jednakże jeszcze o tym, (zbędny przecinek)nie wiedząc(przecinek – coś dzwoni, ale nie w tym kościele :p) Teon w głowię(e) od dawna przestał liczyć się z jego zdaniem.("W głowie" kompletnie zbędne. Poza tym nie ogarniam, jak Teon mógł nie wiedzieć, że przestał się liczyć z jego zdaniem. Tym bardziej, że według tego, co sam napisałeś, od dawna przestał się liczyć ze zdaniem całej rady.)

Czarna siedziba(Siedziba) to miejsce specyficzne (przecinek)drzemała tu wylęgarnia(Wylęgarnia nie może drzemać, znajdź inne określenie) wszelkich pomysłów i nikczemnych planów Teona.

Na środku pomieszczenia,(zbędny przecinek – nie wiem, skąd pomysł, że powinien tu być) był wielki stół z piękną marmurową płytą, zastawiony złotymi świecznikami palącymi się niczym pochodnię(e). (Po co tłumaczysz czytającemu tym porównaniem, jak palą się świeczniki? Zbędne)

Po przeciwległych końcach stołu stały potężne filary(przecinek) na, (zbędny przecinek)których wygrawerowano imiona wcześniejszych władców i jakieś dziwne słowa zapisane w nieznanym języku, co i sam Teon niewiele o tych zapiskach wspominał. (nawet sam Teon niewiele wspominał o tych zapiskach)

Na ścianach wiele było(wisiało/znajdowało się?) trofeów takich jak łby morgulów czy też bardzo rzadkich gryfów jak dotąd uznawanych za wymarłe.

Spotkanie rady wkrótce miało się rozpocząć (przecinek)na miejscu, (zbędny przecinek)byli już prawie wszyscy członkowie rady oprócz jednego.

Hyperion wraz z Drakem(Drake'iem) spod(spode) łba patrzyli na Aidana(przecinek) wymownie się na siebie oglądając.

(akapit)Oczekiwali tylko ze zniecierpliwieniem na Mitrasa(ze zniecierpliwieniem tylko na). Teon wstał, odsuwając drewniane krzesło(przecinek) mierząc najpierw wszystkich wzrokiem, po czym przemówił;(dwukropek, nie średnik)
(akapit)– Nie czas, aby i(po co to "i"? I bez niego zdanie jest straszne – wybacz dosadność) na mędrca kapryśnego czekać, bowiem nie wiele(niewiele) wniesie on do dzisiejszego zebrania.

– Nadszedł moment(przecinek) w którym królestwo niegdyś potężne odrodzi się(przecinek) kończąc erę naszego upodlenia. – z(Z)nów ogarnął wzrokiem zebranych, nieufnie przyglądając się Aidanowi.

Jego zmarszczone ciemne brwi i wyraźne rysy w ciemnym pomieszczeniu(To brzmi tak, jakby rysy były nie na jego twarzy, ale na ścianach, suficie lub podłodze) wzbudzały strach.

Był średniego wzrostu(przecinek) nieco barczysty i z rzadkimi ciemnymi włoskami(włosami – włoski może mieć dziecko, nie dorosły facet, w każdym razie na pewno nie na głowie), w których przebijały się niektóre siwe.

Ten ("Ten" czyli który? Daj imię jako podmiot, nie "ten", bo to może się odnosić do wszystkich zebranych) głowę miał spuszczoną jak skarcony pies, zatapiając swój (zbędne – nie mógł zatapiać cudzego wzroku) wzrok w kamiennej podłodze.

Od wielu lat głowiłem się nad tym, jak zatkać pustkę(pustkę się wypełnia, a nie zatyka), która wypełniała mnie (którą odczuwałem/która nękała mnie – żeby nie było powtórzenia)przez ten cały czas.

W końcu pradawne podziemne kuźnie w Berion na nowo zagrzały swe piece. Musimy odzyskać dawną chwałę! – krzyknął przepełniony gniewem, zagryzając tym samym swe wysuszone wargi. (Nie da się krzyczeć z zagryzionymi wargami, no, może, ale nikt tego nie robi)

Aidan podniósł wzrok, niepewnie na niego spoglądając, próbując wszystko to jakby ułożyć sobie w głowię. (Zbędne "jakby". I lepiej: "próbując ułożyć sobie w głowie jego słowa" czy coś)

Sprawiał wrażenie nienadążającego za tym(przecinek) co mówi. ("mówił Drake" czy kto tam się wypowiadał – inaczej wychodzi na to, że nie wiedział, co on sam mówił)

Spojrzawszy się(zbędne) na Drake i Hyperiona(przecinek) widział nieprzejęte twarze przyjmujące (Źle brzmi, zmieniłabym określenia, żeby nie brzmiały tak podobnie) te słowa z pełnym spokojem.

(akapit)Hyperion również wstał, uchylając(kłaniając/pochylając – przed czym się niby uchylał, ktoś w niego czymś rzucił?) się nisko, a jego długie czarne włosy zwisały, (zbędny przecinek)aż po ziemię.(do ziemi)

(akapit)– Królu (przecinek)jako twój wierny sługa,(zbędny przecinek) aż po kres mych dni myślę, że to nasz czas. Zwlekać więcej nie powinniśmy, bo i to zgubne okazać się może.(zbędna kropka, po myślniku z wielkiej litery) – oznajmił swym miękkim aksamitnym głosem.

Aidan coraz bardziej to(zbędne) tępo spoglądał w dół, wyglądając(przecinek) jakby,(zbędny przecinek)był gdzieś indziej.

Teon przeszywał go wciąż swym (zbędne) wzrokiem, wbijając mu niczym szpilkę pod paznokieć. (Co mu wbijając? Napisz to tak, żeby wynikało z tego, że chodzi o spojrzenie albo usuń drugą część)

Wahał się nieco (przecinek)jakby wybierając między życiem a śmiercią. (Tak, bo podczas wybierania między życiem a śmiercią każdy waha się tylko NIECO. Zmieniłabym kaliber porównania, bo to brzmi absurdalnie)

W końcu odważył się coś powiedzieć, lecz z (zbędne)drżącym głosem;(Dwukropek, nie średnik, a wypowiedź od nowej linijki) – A więc następną wojnę chcesz wywołać i sprowadzić nas w otchłań śmierci? – zapytał wprost, nie zważając na słowa i ton.(Powiedział to tak, jakby od urodzenia nie robił nic innego prócz zwracania uwagi na słowa i ton, więc to podkreślone zupełnie nie pasuje)

– Zdołałem armię stworzyć jakiej nigdy, (zbędny przecinek)żeś nie widział. To nie na nas spadnie widmo śmierci (zbędna spacja)… – odpowiedział (przecinek)uśmiechając się drwiąco, wieńcząc ostatnie słowa. (Lepiej: odpowiedział, wieńcząc ostatnie słowa drwiącym uśmieszkiem)

Drake(przecinek) przedstawiciel klasy(zbędne) mieszczaństwa(przecinek) siedział nie wzruszony(niewzruszony), nienawistnie spoglądając na Aidana (przecinek)jakby chcąc mu wbić nóż w plecy.

Nie pałał miłością do niego. (Po poprzednim zdaniu to jest całkiem zbędne)

Zawszę(e) mieli odrębne zdania, choć i on do końca,(zbędne przecinek) nie podzielał zdania Hyperiona i Teona. (choć obaj do końca nie podzielali(...))

Był jednak w stanie zrobić wszystko, aby tylko Aidan miał jakieś wątpliwości. (Ach, bo sprawienie, że ktoś ma wątpliwości to naprawdę wielkie zło – zbędne albo do przerobienia, bo jak dla mnie to dość zabawne zdanie)

Mieszkał on nieopodal czarnej siedziby(Czarnej Siedziby) w dzielnicy zwanej Bursztynowe domy(Bursztynowe Domy – znowu ta sama sytuacja). Była to najbogatsza część miasta, gardził mniej zamożnymi, jego duma zaiste stała na tak wysokim poziomie,(zbędny przecinek) jak i zawartość jego skarbca. (Wybierz sobie jeden podmiot w zdaniu, a nie dawaj do niego dwóch. W tym najpierw podmiotem jest ta dzielnica, a potem znów ten facet)

Uniósł się żwawo, po czym warknął do Aidana;(dwukropek zamiast średnika) – Zdradziecki wieśniaku (przecinek)śmiesz się sprzeciwiać woli króla? d(D)usimy się jak psy(przecinek) czas z tym skończyć.

Aidan rozwścieczony słowami Drake’a nie wahał się ani minuty dłużej i patrząc z nienawiścią wprost w jego oczy (przecinek)od krzyczał(odkrzyknął);(Dwukropek zamiast średnika) – ł(Ł)żesz jak pies! k(K)ażde twe zdradzieckie słowo jest jak zatruta strzała, doprowadzicie do klęski tego królestwa. Zapomnieliście już o swojej misji?,(zbędny przecinek, zdanie po prawej wielką literą) wojna nigdy miała się nie powtórzyć. (nigdy nie miała się powtórzyć)

Po co powoływana była rada, skoro teraz boicie się sprzeciwić temu, który chce zemsty za cenę życia swoich ludzi. (zbędna kropka)– odparł, zaś ciężkie na nim spojrzenia("nieprzychylne/wrogie spojrzenia" zamiast tego podkreślonego) mówiły mu tylko jedno(zbędne), że jest sam w swych przekonaniach. Drake i Hyperion byli na rozkazy Teona(przecinek) ślepo wierząc w jego wizję bądź byli tak przestraszeni, że woleli siedzieć cicho.

(akapit)(Spacja)Dość Aidanie, wyjdź! – wtrącił(Nie wtrącił, bo nikt nic nie mówił) stanowczym głosem Teon, był jednak niecodziennie spokojny.

Nagle wszyscy usłyszeli ciężki chód(odgłos ciężkich kroków) połączony z metalicznym dźwiękiem. Chwile(ę) potem zapadła cisza, by mogli (i usłyszeli)usłyszeć zgrzyt drewnianych masywnych drzwi, które pchnięte z dużą siłą, obiły się o ścianę(odbiły się od ściany). W drzwiach pojawił się mędrzec Mitras, wszedł do pomieszczenia, stanąwszy w szerokim rozkroku. (Wiesz, jak to brzmi z tym imiesłowem? Że najpierw stanął w rozkroku, a potem będąc w tym rozkroku, wszedł do sali.)

Jego wyblakła czarna szata powiewała niby na wietrzę(e), a krótkie siwawe włosy,(zbędny przecinek) jak gdyby się wrogo nastroszyły. Oczy przesycone były gniewem, który przeszywał umysły znajdujących się na sali prócz tylko silnego charakteru Teona. (przeszywał umysły wszystkich prócz Teona – prościej i bardziej zrozumiale)

– Nienawiść do dawnych wrogów,(zbędny przecinek) cię na złą drogę skierowała. W umyślę(e) jesteś zamroczony, nie wiedząc (przecinek)co czyniąc(nie wiedząc, co czynisz). Pozwolić ci dlatego nie mogę w imię ludu, (zbędny przecinek)sprowadzić na nas śmierci i potępienie(potępienia). (Kto tak mówi? W ŻYCIU nie czytałam tak topornej wypowiedzi.)

(spacja)Dobrze mi służyłeś (przecinek)przyjacielu, jednakże zwracam ci wolność, zwalniając cię ze służby – odparł (Kto odparł? Masz tam kilka osób, mam strzelać, który to był?). – To nie ty decydować będziesz o radzie czterech. Nadal mamy władzę i nie pozwolimy ci na to, co chcesz uczynić.

Rada czterech z tym dniem przestaję(e) istnieć, a ja odzyskuję władzę absolutną, która została mi odebrana.

Mitras stał w rozkroku nabuzowany z zamkniętymi oczami
(Wybrałabym mniej określeń, bo aż trudno wyobrazić sobie, jak on w takim stanie wyglądał, nie mówiąc o tym, jak wygląda to zdanie), próbując opanować gniew.

Mędrzec nie miał żadnego oparcia(przecinek) wiedział, że gdy sprzeciwi się woli Teona (przecinek)ten znajdzie stosowny powód i zlikwiduje jego i Aidana.

Ludzie ufali Teonowi bezgranicznie, a żądza bogactwa i władzy ogarnęła całe królestwo. (Zaistnienie takiej sytuacji wydaje mi się bardzo mało prawdopodobne – trzeba by zmanipulować społeczeństwo co do jednej osoby, żeby mogło tak być, a i tak pewnie by nie było)

Śmierć jednego mędrca i bogatszego rolnika nie wiele(niewiele), (zbędny przecinek)by zmieniła.

Jego winy zostały mu wybaczone, nawet masowe egzekucję(e) i wcielanie do armii siłą, (zbędny przecinek)młodych mężczyzn. (No proszę, co za wyrozumiałe społeczeństwo.)

Mitras stał przez chwilę nieruchomo, zawieszając wzrok na widoki zmierzających ludzi i ich bezgranicznej głupoty.(To jest źle zbudowane. Przebuduj sam, bo ja nawet nie wiem, o co w tym mogło chodzić)

Z żalem uświadomił sobie, że wszystkie lata spędzone w Blackhall były(poszły) na marne. Spoglądając w oczy Teona(przecinek) rzekł;

Nawet ty (przecinek)Hyperionie(przecinek) jesteś przeciwko mnie, bo temu(przecinek) co się błyszczy jak złoto, się nie dziwię(Co? Tutaj też nie wiem, co to może znaczyć); (myślnik, kropka po "dziwię") Hyperion zmieszał się nieco (przecinek)uciekając wzrokiem.

Ciążyło na nim poczucie winy, sam już nie wiedząc(źle zastosowany imiesłów – powinno być "sam już nie wiedział"), czy roztropnym posunięciem było oddanie władzy.

Odwróciwszy się (przecinek)mędrzec,(zbędny przecinek) wolnym krokiem wyszedł w stronę(nie można wyjść w stronę, można po prostu wyjść) drzwi, a za nim czym prędzej pognał przestraszony Aidan.

To wina Mitrasa i jego przeklętego mądrali, (zbędny przecinek)imieniem Rafed. Starajcie się i módlcie się ofiarnię(ofiarnie), abym i ja nie przypomniał sobie, kto jeszcze zasiadał w tej radzie prócz nich.(zbędna kropka) – oznajmił, wiercąc Hyperiona i Drake’a swoim martwym wzrokiem.

(...)– odrzekł Hyperion (przecinek)starając się utrzymywać kontakt wzrokowy, ale widział tylko błyszczące się oczy.

Doszukiwał(Poszukiwał) w swej(zbędne) głowię(e) jak najlepszego rozwiązania. Nic jednak poza pewną myślą nie przychodziło mu do głowy.

Odwiedzały ją(go) rozmaite przybytki, o których nie wiele(niewiele) było wiadomo. (Po znaczenie słowa "przybytek" odsyłam do słownika języka polskiego)

Przychodzą(c ) wczesnym rankiem(przecinek) i tak siedzą przez całe dnie, upijając się w trupa.

Nic szczególnego jej (go) spośród innych nie wyróżniało. Bijatyki i hazard były na początku dziennym, widok nagich prostytutek zachęcających do igraszek nikogo nie dziwił. (Standardowa speluna obecna w tuzinach opowiadań fantasy)

Mitras stanął w progu karczmy (przecinek)rozglądając się nerwowo(przecinek) szukając wzrokiem Aidana.

Jego oczy zaczęły łzawić, czuł (przecinek)jakby wszystkie rzęsy,(zbędny przecinek) podwinęły mu się pod spojówki(powieki, powieki). Karczma była ciasna jak na tylu ludzi.

Stanąwszy na progu (przecinek)mędrzec, (zbędny przecinek)miał widok na wszystko.

W prawym górnym rogu(Jak to górnym? Siedział na suficie?) nieopodal baru przy stoliku ujrzał siedzącego i trzymającego się za głowę Aidana.

Mędrcy nie byli lubiani, szczególnie ci, którzy sprzeciwiają(sprzeciwiali) się woli ich ukochanego wybawcy. Czując na sobie podejrzane(podejrzliwe) spojrzenia, chciał jak najszybciej stąd wyjść, nie prowokując nikogo.

– Zawiodłem. Miałem nie dopuścić do ponownego odzyskania jego pełni władzy. Głupi byłem (przecinek)sądząc, że Drake i Hyperion panują nad sytuacją. Zbytnio skupiłem się na nauce, siedząc w podziemnych komnatach. Zawiodłem mego mistrza Rafeda, który odchodząc, był w pełni przekonany, że jestem gotów czuwać. – mówił(Kto? Jest ich para), łapiąc się za skronie.

Było ich tyle, że nawet największa biblioteka na Dalekiej(dalekiej) północy nie wiele więcej ich miała.

Pewnego razu Aidan,(zbędny przecinek) ośmielił się wejść potajemnie do jego pracowni. To, co tam ujrzał, zmieniło jego postrzeganie karczmanych(karczemnych) opowieści o ludziach z nadprzyrodzonymi zdolnościami.

Od zawsze widział w Mitrasie człowieka o potężnym umyślę(e), lecz nigdy nie widział czegoś takiego.

To(przecinek) co widział, nie dawało mu nigdy spokoju. Nie mógł jednak wprost zapytać o to Mitrasa, a prowadzenie gry z tak bystrym umysłem,(zbędny przecinek) mijało się z celem.

– Jesteś tutaj(przecinek) Aidanie? –  zapytał mędrzec, a ten wzdrygnął się naglę(e).

 –Tak, tak(przecinek) Mitrasie. Coś mi się przypomniało, ale to nie ważne(nieważne). Ci dwaj dali mu się zmanipulować. Szemrają za naszymi plecami. Ciekawe (przecinek)co im obiecał … –  dodał jakby wyrwany ze snu.

– Wiem jedno(przecinek) przyjacielu. Nie jesteśmy tu bezpieczni. Dumny i głupi myśli, że podbiję Kaledonię. Muszę ostrzec Niebiańskich, aby i(po co to "i"?) w porę wiedzieli, co on planuję(e).

– Chcesz wyruszyć do Niebiańskiej Twierdzy!?(?!) – krzyknął, a dwóch najbliżej siedzących pijaczków odwróciło się prędko. Przypatrując się Aidanowi, szeptali coś do siebie.(od nowej linijki) – Ciszej! – szepnął(kto?) nerwowo. – Pełno tu najemników i szpiegów.

 – Panowie(przecinek) niechaj spłyną na was hektolitry księżycówki. Mędrzec ma dziś dobry dzień i wynagradza tych (przecinek)co,(zbędny przecinek) to w złym miejscu się znaleźli. – Pijaczyny poruszyły się na widok złotych monet, nie zwracając uwagi na Mitrasa ani nawet na jego słowa.

Zalani byli w trupa, ale Mitras wolał upewnić się, że będą mieć pustkę w głowię(e) i nic nikomu przypadkiem nie chlapną.

– Rano wyruszyć będę musiał, dlatego łoże przygotować mi musisz.(zbędna kropka) – oznajmił spokojnie.
(Ale dlaczego, Mistrzu Yoda? Sorry, tak nie działa archaizacja dialogów)
–Tak! t(T)ak(przecinek) Mitrasie.

Zastanawiał się w głowię(e)(zbędne), na czym polegał ten trik(Lepiej "na czym polegała ta sztuczka", bo "trik" nie pasuje do klimatu). Nie śmiał jednak dopytywać o takie rzeczy mędrca, który niechętnie zdradzał cokolwiek na temat tego, co wie(wiedział). Strzegł on swych tajemnic nad wyraz starannie.

Alleluja, przeczytałam!
Spoiler:
Dobra, to tyle ode mnie. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#10
Dziękuje za poświecenie czasu na czytanie mojego tekstu. Szkoda, bo myślałem, że udało mi sie poprawić większość błędów, a tu widze, że długa droga jeszcze. Nie zraża mnie to jednak do dalszego pisania. Odniosę sie po części troche do twoich uwag, bo jednak nie ze wszystkimi sie zgadzam. Nie uważam bym spisał obszerny opis struktur miasta i rządów wcześniejszych władców. Opisałem to tylko w malutkiej części. Wprowadziłem w świat. Naprawdę w bardzo malutkim stopniu. Nie wydaje mi sie, azeby 6 stron opisu bylo czymś zanudzającym. To musi być. Czytelnik musi wiedzieć kim jest główny bohater, a jego wczesniejsza historia i pochodzenie muszą być wyjaśnione. Rozumiem, że powinno sie to dawkować, ale w tym przypadku jest inaczej. Co do dialogów jeśli chodzi o formę zapisu to nie mam wątpilowści, że jeszcze dużo pracy przede mną. Jednak, nie zgadzam sie z opinią, żę są nudne, sztuczne i bez emocji. Dzięki raz jeszcze. W każdej wolnej chwili będe poprawiał ten tekst i niebawem znów go wrzucę. Mam nadzieje, że tym razem nie będzie tyle błędów. Mogę zabrzmieć śmiesznie w twojej głowię, ale czytałem sporo książek fantasy w klimacie wojennym. W żadnej książce nie znalazłem tego co mi udało sie spisać. Fabuła z początku może wydawać sie banalna. Dwa królestwa, odwieczny konflikt, zemsta. Jednak to co sie będzie działo poźniej jest czymś co nikt sie nie może spodziewać. Zapewniam cię, że dialogi są najwyższej klasy, a układane przeze mnie wierszę, piosenki są nie wiele gorsze od Tolkienowskich.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości