Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Preferowane zakończenie historii
#1
Miałem wyrazić to pytanie w sposób znacznie bardziej konkretny, ale poczułem wstręt do siebie za to, że narzucam odpowiedź, tak jak gość organizujący referendum, który pyta o to, czy chcecie płacić niższe podatki.

Czego oczekujecie od zakończenia historii?
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Zazwyczaj spójności i zaskoczenia. Czegoś, co ładnie wkomponuje się całość i wyjaśni pozostałe, wciąż nierozwiązane kwestie. Nie wszystkie oczywiście, ale te ważniejsze. Z taką myślą staram się sam pisać zakończenia i tego oczekuję od książek, które czytam. 
Zaskoczenie zawsze na propsie, jakby nie patrzeć, ale trzeba pamiętać, żeby nie pojechać po bandzie.
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
#3
Najważniejsze, aby nie było takiego "man left behind", czyli zamykania książki bez rozwiązania pewnych kwestii. O ile planujemy kontynuację, można zostawić pewne nierozwiązane sprawy, niemniej wątki przewodnie powinny być zgrabnie dociągnięte do końca. Spotykałem wiele książek, które kontynuacji nie miały nawet w planach, a wiele spraw pozostało jakby zapomnianych do wyjaśnienia. I to potwornie drażni.


Nie lubię też, kiedy autor wywraca cały świat do góry nogami dla wzmocnienia efektu. Chodzi o takie zagranie, w którym bieg wydarzeń zatacza takie koło, w którym nagle okazuje się, że "wszystko, co czytałeś i poznałeś nie ma znaczenia" albo "to wszystko było zaplanowane". Ciężko mi to wyrazić słowami. Chodzi po prostu o takie dobitne pogrzebanie całego dobytku, wszystkich wspomnień, które zebrałeś przez książkę, bo ten zły i niedobry cały czas maczał palce. O brudne zagranie, w którym nagle BUM! cały stosunek do spraw świata, który był w tobie budowany, jest błędny.
Trochę tak, jakby Voldemort na końcu Pottera okazał się tym dobrym i na łożu śmierci wyszło, że tak naprawdę ich wszystkich uratował. :D
Albo jakby wielka wyprawa Froda do Góry Przeznaczenia nigdy się nie odbyła, bo w rzeczywistości Frodo jest w śpiączce i wszystko dzieje się w jego głowie.

Brzmi jak absurd, ale niektórzy autorzy robią takie rzeczy.
Bleeee :/

Głupio też, jak na końcu sagi wszyscy umierają. Tutaj nie będę rzucał przykładem, ale kto czytał najpopularniejsze dzieła polskiej fantastyki ten będzie wiedział, do jakiej sagi mam zarzut.

Spoiler: A kto nie wie, może na własną odpowiedzialność otworzyć spoiler

No i fajnie, jeśli autor jednak potrafi czytelnika zaskoczyć.
Lubię Tytanica. Moim ulubionym bohaterem była góra lodowa.
Odpowiedz
#4
"Albo jakby wielka wyprawa Froda do Góry Przeznaczenia nigdy się nie odbyła, bo w rzeczywistości Frodo jest w śpiączce i wszystko dzieje się w jego głowie."

Przypomina mi się gra Silent Hill 1. :D Ponieważ to nie jest zakończenie Otchłani, mogę się śmiało przyznać – to jest moje ulubione. Klucz polega na tym, żeby stworzyć przejrzysty foreshadow. Gdyby Daen na końcu siedziała na swoim krześle tak jak leżał Harry z Silent Hilla, nikt by nie mógł powiedzieć, że zakończenie wzięło się znikąd.

Uwielbiam gdy zakończenie, mówiąc potocznie, ryje banie. Takich zakończeń jest tak niewiele...
Odpowiedz
#5
(13-09-2015, 17:57)Artur napisał(a): "Uwielbiam gdy zakończenie, mówiąc potocznie, ryje banie. Takich zakończeń jest tak niewiele...
Wychodzę z założenia, że wszystko jest dla ludzi. Sęk w tym, że do robienia czegoś takiego trzeba mieć przede wszystkim wyczucie smaku. Spójrzmy na "Fight Club". Jest to przykład bardzo dobrego zakończenia z gatunku "ryjących banię". Sęk w tym, że na przestrzeni całego zarówno filmu jak i książki rozsypane były małe elementy "migawek". Takich puzzli, które odrobinę wskazywały, kim naprawdę jest Tyler.
W Harrym Potterze wątek Snape'a rozwiązany został an przykład średnio. Z jednej strony względnie komponowało się to w całość i było dość zaskakujące. Ale z drugiej strony, gdy przyjrzysz się temu głębiej, odkryjesz, że Snape nie był tym prawdziwie dobrym. Na przestrzeni wszystkich książek był zły dla totalnie każdego. Nie było powiązań. Można snuć przypuszczenie, że wątek został stworzony nagle. A pomysł na pewno powstał przy ostatnich książkach.
Są też sposoby bardzo, bardzo złe. Gdy ktoś usilnie próbuje stworzyć fabularny wybuch i wymyśla coś na siłę, kiedy zupełnie nie komponuje się to w twór. I tak oto powstają różne potworki, które autor pisze chyba tylko dla siebie, bo przeważająca część czytelników zupełnie nie jest z nich zadowolona.

Nie traktowałbym więc tych zaskakujących zakończeń, które ryją banię, jako jakiś sposób na twórczość. Jeśli takiego zamysłu od początku nie masz, to nie ma co go szukać na siłę.
Lubię Tytanica. Moim ulubionym bohaterem była góra lodowa.
Odpowiedz
#6
Yhm, a co powiesz na takie rycie bani? xD https://www.youtube.com/watch?v=D_h2G6QMMjA

Wychodziłoby na to, że nastrój zakończenia powinien być zgodny z nastrojem towarzyszącym całemu dziełu.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
(13-09-2015, 18:24)Artur napisał(a): Yhm, a co powiesz na takie rycie bani? xD https://www.youtube.com/watch?v=D_h2G6QMMjA

Wychodziłoby na to, że nastrój zakończenia powinien być zgodny z nastrojem towarzyszącym całemu dziełu.
Psychodeliczny styl to zupełnie nie moje klimaty. Nie wiem zresztą, w jaki sposób można by to zaaplikować do twórczości literackiej.

Ciągłość klimatyczna... hum... hum... zawiła sprawa.
Generalnie nie powiedziałbym, że istnieje jakikolwiek wyznacznik, aby zakończenie pasowało tonem do całego utworu. Cała sztuczka polega na tym, aby – jak powiedział @epoN – "nie pojechać po bandzie". Bo jeśli kreślisz styl mroczny i ciężki, a zakończenie strzelisz jako luźną humoreskę z humorem prostym, to zrobisz sobie klimatyczny dysonans. Tak duży, że całe danie będzie po prostu niestrawne. Ale jeśli prowadzisz normalne opowiadanie, a końcówkę stworzysz w klimacie grozy na wzór "jest jeszcze nierozwiązana tajemnica" albo "zapomnieliśmy o czymś – gdzieś jeszcze czai się zagrożenie", to to może być bardzo dobry efekt.
W zasadzie odpływamy na bardzo głębokie wody teoretyzowania i takiego debatowania jak szwagry przy wódce. Prawda natomiast jest taka, że zakończenie musi ci się po prostu udać. Możesz polegnąć na etapie pomysłu, bo zbędnie przekombinujesz. Możesz równie dobrze na etapie realizacji. Jeśli nie masz "fajnego" zakończenia, to go nie szukaj.
Lubię Tytanica. Moim ulubionym bohaterem była góra lodowa.
Odpowiedz
#8
Ciekawy temat bo według mnie nie ma na to pytanie dobrej odpowiedzi :)

Z jednej strony chciałbym, żeby zakończenie mnie zaskoczyło. Zburzyło mój tok myślenia, pokazało, że cały czas się myliłem. Uświadomiło jak bardzo się ograniczam i pomogło patrzeć szerzej, zauważać inne ścieżki i możliwości.

Z drugiej strony przez takie zaskakujące zwroty na końcu, zaczynam być podejrzliwy, węszę spiski i nikomu nie ufam. A przecież wyjście do warzywniaka nie zawsze musi zakończyć się odkryciem podziemnego państwa zmutowanych brokułów, planujących podbój naszego świata. Po prostu czasami coś musi zakończyć się tak, a nie inaczej. W związku z czym, czasami wystarczy postawić kropkę w odpowiednim momencie i nie wystrzeliwać w powietrze fajerwerków.

Jak dużo koncepcji fabuły, tak dużo zakończeń. Lubię zakończenia otwarte, gdzie zostaję z historią sam na sam jeszcze przez długie dni. Innym razem potrzebna jest wyraźna kropka.

Dochodzę więc do wniosku, że sam sposób zakończenia nie jest dla mnie istotny. Liczy się poczucie satysfakcji jakie mam po zamknięciu książki lub po napisach końcowych. Tak więc nie mam chyba oczekiwań co do samego zakończenia. Na końcu chcę pokiwać z uśmiechem głową i powiedzieć: "Warto było".
Odpowiedz
#9
Dla mnie zakończenie przede wszystkim musi mieć jakiś morał (choćby najżałośniejszy). Pewne podsumowanie całości np. Nigdy się nie poddawaj, miłość zwycięży wszystko itd.
Lubię też zaskoczenia (pasujące w pewien sposób do całości). Nie cierpię, jak wszystko zapowiada, że będą żyć długo i szczęśliwe i tak się właśnie kończy. Jednak jak przez całą książkę uciekają od niebezpieczeństwa, a na końcu giną (no coś nie halo). Mamy np. opowiadanie o przeprawie przez ciemny las księżniczki i odważnego chłopa, który broni ją przed niebezpieczeństwami. Mamy też króla, który martwi się o swoją córkę i wysyła rycerzy na jej poszukiwanie. Zakończenie moim zdaniem powinno być, coś w stylu: Król oślepił kochanka, ale mimo to księżniczka wzięła ukochanego za męża i postanowiła żyć z nim w ubóstwie do końca swoich dni.
Once bitten, twice shy.

Moje opowiadania:
Odcienie
Dream
Opowieści menelskie
Odpowiedz
#10
Lubię zakończenia takie,  jakich większość ludzi nie znosi – otwarte, pełne niedopowiedzeń.  Lubię, jak pewne rzeczy nie są do końca wyjaśnione, jak nie jest jednoznacznie powiedziane, że z bohaterem dzieje się to i to – mogę sobie sama wyobrazić zakończenie, które mi najbardziej pasuje, a wtedy nie jestem tak rozczarowana książką, jak np. wtedy, gdy umiera mój ulubiony bohater, a autorowi mam za złe jego zabicie.  (-‸ლ)
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości