Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Sci-Fi W świetle gwiazd
#1
No. Kolejne podejście do dłuższej formy pisarskiej, ponieważ (niestety :<) nie mam aktualnie najmniejszego pomysłu na Trzeci krok nad przepaścią. Zapraszam więc na postapokaliptyczne tereny ;)
Póki co krótki wstęp, miłego czytania :)

I rzekł Pan:
„Wyjdzie z głębin oceanów bestia o siedmiu głowach i siedmiu ogonach
A wraz z nią nadejdzie rozpacz, która ogarnie cały świat
Nie będzie ona znała litości ni miłosierdzia, lecz tylko chaos i zniszczenie
I będzie ona karą wobec tych, którzy wystąpili przeciwko memu słowu
Lecz nadejdzie dzień, w który ludzkość uzyska przebaczenie
Wtem narodzi się ten, który otrzyma me błogosławieństwo
I poprowadzi ludzi o czystym sercu ku zbawieniu”
Fragment ulicznego kazania kapłana Wieszczów Apokalipsy

Pięcioletnia dziewczynka płakała, wtulając się przy tym mocniej w swoją matkę.
– Mamo, obudź się, proszę. Boję się. Boję się. Naprawdę się boję! – mówiła szybko, jednak już po chwili głos przeszedł w łkanie. Delikatnie uderzyła kobietę w brzuch, chcąc ją w ten sposób obudzić, lecz nie dało to żadnych efektów.
– Mamo, obudź się! Miałam koszmarny sen! Boję się!
Chociaż dziewczynka nie pamiętała o czym był, to wciąż towarzyszyło jej nieopisane przerażenie, jakie czuła w jego trakcie. Otaczająca ją ciemność nie pomagała w uspokojeniu się.
– Mamo, naprawdę się boję! Obudź się, proszę! – mówiła przez łzy, wyciągając rączkę w kierunku twarzy kobiety. Kiedy jednak trafiła na coś mokrego, cofnęła ją błyskawicznie. Wtuliła się mocniej i wróciła do płaczu.
Zamilkła sporo później, kiedy usłyszała coś dziwnego. Wstrzymała oddech, wytężając przy tym słuch. Kroki. Ze względów bezpieczeństwa o tej godzinie zakazane było opuszczanie pokojów. Działo się coś złego. Małą rączką próbowała obudzić mamę, jednak wciąż nieskutecznie.
– Źródło jest już blisko – usłyszała przytłumiony, demoniczny głos.
– To tutaj.
Dziewczynka wstrzymała oddech.
Drzwi otworzyły się z hukiem. Jedno silne kopnięcie bezproblemowo wyłamało zamek. Kilkulatka wrzasnęła przeraźliwie. Przez oślepiające światło ledwo była w stanie dojrzeć demony o twarzach przypominających słonie. Krzyknęła ponownie, obróciła się w stronę matki i zaczęła panicznie nią szarpać. Dopiero teraz dostrzegła, że twarz kobiety była pokryta krwią.
Piskliwy odgłos zamarł jej w gardle. Nie była w stanie poruszyć żadnym swoim mięśniem.
– Neutralizować – oznajmił jeden z demonów. Nie odwróciła się. Dostrzegła jedynie dwa mocniejsze błyski, widoczne mimo mocnego światła. Potem była już tylko ciemność.
Niby to wszystko banalne lecz długo się uczyłem cieszyć z prostych rzeczy.
Całe dnie szare przyćmione żalem i narzekaniem gdy teraz na to patrzę ciężko mi uwierzyć.
Zawsze gdy wstaje czeka tu na mnie jakieś wyzwanie bo nieustannie mamy coś tu do odkrycia.
Nawet przegrane coś dają nam a więc idę odważnie i to, co dane mi biorę od życia.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(12-08-2015, 18:41)Elas napisał(a): Wtem narodzi się ten, który otrzyma ma(me lub moje) błogosławieństwo
I poprowadzi ludzi o czystym sercu ku zbawieniu”
[/i]Fragment ulicznego kazania kapłana Wieszczów Apokalipsy

– Mamo, obudź się! Miałam straszny koszmar(koszmar z zasady jest straszny – Miałam sen, koszmarny. – tak byłoby lepiej)!

Chociaż dziewczynka nie pamiętała już snu(a tu, żeby nie powtarzać – nie zapamiętała, o czym był), to wciąż towarzyszyło jej nieopisane przerażenie, jakie czuła w jego trakcie.

– Mamo, naprawdę się boje(ę)! Obudź się, proszę! – mówiła przez łzy, wyciągając rączkę w kierunku twarzy kobiety.

Wtuliła się mocniej i wróciła do płaczu(rozszlochała na dobre – wróciła do płaczu, to tak, jakby na chwilę od niego odeszła).

Zamilkła sporo później, kiedy usłyszała coś podejrzanego(dzieci raczej nie miewają podejrzeń, więc może 'dziwnego').

Dopiero teraz dostrzegła, że twarz kobiety była pokryta(pokryta była) krwią.

Piskliwy odgłos zamarł jej w gardle. Żaden mięsień nie chciał się już poruszyć.(tego nie rozumiem – mięsień jej, czy martwej matki?)

Potem była (dodałabym – już tylko) ciemność.

Bardzo trudno z tak małego fragmentu cokolwiek wyłuskać. Coś się zdarzyło, ktoś zakazał opuszczanie pomieszczeń w określonym czasie, czyli coś na kształt godziny policyjnej. Demony szukające źródła, którym wydawała się ta dziewczynka. Nie chcę doszukiwać się na siłę, więc czekam na jakiś dłuższy fragment.
Jeśli chodzi o stronę stylistyczną, to podrzuciłam parę propozycji, bo błędów praktycznie nie było:).
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#3
(12-08-2015, 18:41)Elas napisał(a): Dostrzegła jedynie dwa mocniejsze błyski. Potem była ciemność.
Dwa błyski mocniejsze od czego?

Mało opisów. Chciałbym wiedzieć, gdzie ta dziewczynka się znajduje, co to za pokój; jakaś lepianka, rozpadająca się buda czy chłodna klita jakiegoś blokowca? Może nora wydłubana w ziemi a może luksusowe mieszkanie w jakimś kompleksie... żeby można sobie było gdzieś umiejscowić tę neutralizację. Podobnie z demonami: rogate bestie, czy jacyś panowie w gazmaskach? Osobiście lubię jak najwięcej sobie wyobrazić, ale na czymś to trzeba oprzeć...
Odpowiedz
#4
Dzięki za poprawki i komentarze :)
Cóż Naw, nie ukrywam, że mała ilość błędów to głównie zasługa Vetali, którą wrednie wykorzystałem przed umieszczeniem tekstu :P
Kuro – ogólnie nie ma u mnie zbyt wiele opisówki, nie przepadam za tym. Jednak jej drastycznie miała ilość w prologu jest zamierzona.

No, czas na kolejny fragment :D miłego czytania! :)


Mężczyzna siedział w szopie, opierając się plecami o ścianę. W dłoni trzymał książkę, której strony oświetlał jedyny strumień światła w pomieszczeniu przechodzący przez małą szparę w zabitym deskami oknie.
– A może by tak zostać królem ćmów? – stwierdził nagle, przenosząc wzrok na swojego towarzysza. Drugi mężczyzna leżał na śpiworze i bawił się pistoletem. Na słowa zareagował cichym prychnięciem.
– Popierdoliło cię już do reszty, co? Wyszedłeś na słońce, jak spałem? Poza tym mówi się ciem.
– Ja zostanę królem ćmów. Nikt by się tego nie spodziewał, nie sądzisz? Każdy by mnie wyśmiał...
– I słusznie – przerwał mu towarzysz.
– Cicho. Oni będą się śmiać, a ja wtedy krzyknę „naprzód, moi poddani!”, a wtedy bum! Cała horda ciem ruszy do ataku i zje ich żywcem!
– Zdecydowanie powinieneś czytać inne książki. Te już ci na mózg siadają – odparł wyraźnie rozbawionym głosem. Następnie podniósł się ze śpiwora i przetarł krótkie, blond włosy.
– Co właściwie czytasz? – zapytał jeszcze.
– Dostojewskiego. Jestem w szoku, że w tym całym syfie udało mi się go zdobyć – odparł, po czym włożył między strony długą drzazgę służącą jako zakładka. – Słońce powoli zachodzi. Już nawet poczytać się spokojnie nie da. Czas się zbierać.
– Cały czas nie mogę zrozumieć, jak przy obecnym stanie świata dalej możesz spędzać tyle czasu przy literaturze – mruknął blondyn i zaczął zwijać śpiwór.
– Docenianie sztuki to jest to, co odróżnia nas od zwierząt. Trzeba pamiętać, co to znaczy być człowiekiem. Wielu o tym zapomniało. Zbyt wielu – stwierdził, zamykając książkę i kładąc ją na podłodze.
– Ciężko być człowiekiem, kiedy próbują zabić cię za puszkę fasoli, nie sądzisz?
– Nie sądzę. Ten koszmar prędzej czy później się skończy. Wtedy potrzebna będzie kultura, która pozwoli odbudować się cywilizacji z gruzów. Im więcej zachowamy naszej świadomości kulturowej, tym łatwiejszy będzie to proces. Nie możemy stać się niczym zwierzęta.
– Już się staliśmy. Jesteśmy w stanie zabijać bez mrugnięcia okiem.
Mężczyzna nie odpowiedział, jedynie uderzył lekko głową w ścianę, o którą się opierał. Spojrzał na leżący obok niego karabin. W tej chwili cieszył się, że nie postępował niczym dawni snajperzy, którzy oznaczali każdego zabitego człowieka nacięciem na kolbie.
– Coś w tym jest, Eskul, coś w tym jest. Do czego nas to wszystko doprowadziło – rzekł, po czym westchnął głośno. Chwycił swoje M14 i wyjął magazynek. Ze sporą dozą delikatności dmuchnął pomiędzy naboje, pozbywając się niewielkiej ilości brudu, jaka tam się dostała.
– Lepiej się pakuj. Przed nami najdłuższy odcinek, najlepiej byłoby go pokonać jeszcze tej nocy.
– Tak. Trzeba ruszyć dupska. Komu w drogę, temu zapierdalać – odparł, wstając.
– I ty prawisz morały o kulturze? O tempora, o mores! – stwierdził Eskulap rozbawionym głosem.
Niby to wszystko banalne lecz długo się uczyłem cieszyć z prostych rzeczy.
Całe dnie szare przyćmione żalem i narzekaniem gdy teraz na to patrzę ciężko mi uwierzyć.
Zawsze gdy wstaje czeka tu na mnie jakieś wyzwanie bo nieustannie mamy coś tu do odkrycia.
Nawet przegrane coś dają nam a więc idę odważnie i to, co dane mi biorę od życia.
Odpowiedz
#5
(14-08-2015, 00:02)Elas napisał(a): Mężczyzna siedział w szopie, opierając się plecami o ścianę. W dłoni trzymał książkę, której strony oświetlał jedyny strumień światła w pomieszczeniu przechodzący przez małą szparę w zabitym deskami oknie.

O widzisz. A mi właśnie o to chodziło. Opis wyczerpany, bez dodatkowych udziwnień, a ja już wszystko widzę :–)

(14-08-2015, 00:02)Elas napisał(a): – Ja zostanę królem ćmów. Nikt by się tego nie spodziewał, nie sądzisz? Każdy by mnie wyśmiał... – nie zdążył dokończyć zdania, ponieważ jego towarzysz się wtrącił.
– I słusznie.
Strasznie długo się czyta opis wtrącenia, przez co nie wygląda to na wejście w słowo. Moim zdaniem. Proponowałbym "– I słusznie – przerwał mu towarzysz"

Trochę dziwne, że to ten oczytany nie zna poprawnej wymowy ;-P
Ładnie i zgrabnie. Czekam na więcej, bo dalej nie ma tutaj fabuły, sam opis świata. Za to zaciekawia.
Odpowiedz
#6
(14-08-2015, 00:02)Elas napisał(a): – Cicho. Oni będą się śmiać, a ja wtedy krzyknę „na przód(naprzód – iść, ruszyć przed siebie, na przód – spojrzeć na przód czegoś – mam nadzieję, że jasno to wytłumaczyłam), moi poddani!”, a wtedy bum!

Następnie podniósł się z (ze) śpiwora i przetarł krótkie, blond włosy.

– Co właśnie(właściwie) czytasz? – zapytał jeszcze.

– Lepiej się pakuj. Przed nami najdłuższy fragment(lepiej odcinek), najlepiej byłoby go pokonać jeszcze tej nocy.

I dalej nic nie wiadomo. Ani co się zdarzyło, ani gdzie, ani kim są ci ludzie. No cóż, trzeba będzie poczekać.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Dzięki za komentarze i poprawki :)
A teraz kolejny fragment :P miłego czytania :)


Opuścili szopę zaraz po zapadnięciu zmroku. Po Kataklizmie Ziemia za dnia stawała się skrajnie nieprzyjazną planetą. O ile godzina w świetle słonecznym nie była jeszcze szczególnie groźna, to dłuższe przebywanie wręcz przeciwnie. Ludzkość została zmuszona do przejścia na nocny tryb życia, za dnia zmuszona do krycia się niczym szczury.
Kompani szli przed siebie w kolumnie, utrzymując dystans dwóch metrów pomiędzy sobą. Obaj trzymali broń i rozglądali się uważnie. Wraz z Kataklizmem ludzie wpadli w kompletną panikę, która błyskawicznie przerodziła się w anarchię. Szok, ograniczone zasoby i brak władzy błyskawicznie wydobył z ludzi to, co najgorsze. Bandy maruderów, łowcy niewolników czy niezrównoważeni socjopaci to był dopiero wierzchołek góry lodowej.
– Księżyc mocno świeci. Szkoda, że niebo nie jest zachmurzone. Sporo by nam to ułatwiło, co nie, Grant? – Eskulap przerwał panującą ciszę.
– Ułatwiłoby. Oraz nieco ukryłoby ten przygnębiający widok.
Krajobraz rzeczywiście mógł wprawić w depresję. Żyzna i urodzajna przed latami ziemia teraz przypominała pustkowie. Obumarłe drzewa, opuszczone budynki, zniszczone drogi. Kataklizmu nie przeżyła nawet trawa, jedynie gdzieniegdzie można było dostrzec jej kępki. Grant westchnął głośno, po czym odezwał się:
– Pamiętasz jeszcze stare czasy, Eskul?
– Jak przez mgłę. Staram się o tym nie myśleć. Przywołuje zbyt wiele wspomnieć, które już nie wrócą.
– Kiedyś wrócą. Jesteśmy w stanie odbudować ten świat. Po prostu potrzebujemy czasu. „Czas leczy rany, daj sobie czas”. Kiedyś powiedziała mi to jedna osoba – odpowiedział Grant.
– Jak dostaniesz kulkę, to ci to powiem. Hah, gdyby to było takie łatwe, to nie musiałbym się męczyć na akademii medycznej. Złote czasy.
– Alkohol i chętne studentki? Oj, tak, złote!
Obaj uśmiechnęli się lekko. Chociaż były to wspomnienia odległe, to wciąż potrafiły przywrócić nieco radości z życia. Przynajmniej na chwilę.
Marsz przez pustkowia umilali sobie cichą rozmową, wspominając czasy sprzed Kataklizmu.
– Ej, Grant, mogę ci zadać pytanie, które może być... drażliwe? – zapytał Eskulap.
– Możesz, najwyżej cię zastrzelę – odparł żartobliwie mężczyzna.
– Idziesz z przodu, zanim się obrócisz, będziesz już miał trzy dziury w plecach. Wtedy będziesz mógł sprawdzić, czy czas rzeczywiście leczy rany.
Grant prychnął cicho, po czym zachęcił do zadania pytania.
– Byłeś wojskowym, szkoliłeś się na podoficera. Potem nastąpił Kataklizm... jak to się stało, że nie wylądowałeś w żadnej jednostce? Jak się poznaliśmy, byłeś samotnym strzelcem. Jeżeli byś trafił do jednostki, to prędzej byś skończył martwy albo w grupie maruderów.
– Zdezerterowałem.
– Co? – Eskulap był wyraźnie zaskoczony.
– To, co słyszałeś. Zdezerterowałem na samym początku Kataklizmu. Kiedy padła elektronika i dopiero zaczynała się anarchia, zabrałem sprzęt z jednostki i uciekłem. – W głosie Granta było słychać smutny ton.
– Mogę spytać, czemu?
– Spytać możesz. Po prostu... ech. Chciałem uratować najbliższą mi osobę. Nie udało mi się.
– Zmarła?
– Gorzej.
Ton głosu wystarczył Eskulapowi, żeby nie drążyć dalej tematu. Przytaknął jedynie i przez dłuższy czas maszerowali w ciszy.
Grant zatrzymał się nagle i uniósł na chwilę prawą dłoń. Sygnał był jasny. Obaj kucnęli i odbezpieczyli broń. Podwójne, ciche kliknięcie w nocy wydawało się niezwykle głośne. Eskulap zbliżył się nieco do swojego kompana.
– Usłyszałem coś. Ludzie. Za tamtą górką – oznajmił cicho Grant i wskazał kierunek lufą karabinu.
– Sprawdzamy? – zapytał Eskulap.
– Tak. Ale po cichu. Nie wiadomo, kto to ani ilu ich tam jest.
Powoli zaczęli się skradać w kierunku górki. Zbliżając się, coraz wyraźniej słyszeli krzyki i wrzaski. Kiedy byli już prawie u szczytu wzniesienia, położyli się i zaczęli czołgać. W końcu dostrzegli źródła głosów.
Grupa łowców niewolników uzbrojona w broń białą prowadziła garstkę wymęczonych ludzi. Źródłem hałasu była kobieta, która upadła na ziemię. Jeden z mężczyzn dźgał ją czymś, sprawiając, że wrzeszczała wniebogłosy.
– Wstawaj, stara kurwo! Mamy jeszcze szmat drogi do przejścia, a ty już się rozkraczasz? – darł się jeden z łowców.
Dwójka kompanów nie widziała dokładnie sceny. Dopiero kiedy Grant przyjrzał się jej przez lunetę swojej broni, mógł dojrzeć szczegóły.
– Sześciu łowców, broń biała. Skurwysyn dźga ją trzonkiem włóczni.
– Na pewno nie pomoże jej to wstać – stwierdził Eskulap.
– Nie, ale są raczej za głupi, żeby to zrozumieć. Zmaltretują ją i zostawią na pastwę losu.
– Co robimy?
Kobieta krzyczała przeraźliwie, starając zwinąć się do pozycji embrionalnej. Łowca nie przejmował się tym, dalej okładając ją i wyzywając.
– Grant, co robimy? – powtórzył Eskulap. Były żołnierz dalej przypatrywał się sytuacji przez lunetę.
– Idą w przeciwną stronę niż my – stwierdził sucho, jednak nie podjął tymi słowami ostatecznej decyzji.
– Zostawiamy ich na pastwę losu?
– Tak. Szkoda amunicji. – Słowa te ledwo przeszły przez usta Granda. Kompani wycofali się ze wzgórza i wrócili na swoją trasę. Krzyki odprowadzały ich tylko przez chwilę.
Niby to wszystko banalne lecz długo się uczyłem cieszyć z prostych rzeczy.
Całe dnie szare przyćmione żalem i narzekaniem gdy teraz na to patrzę ciężko mi uwierzyć.
Zawsze gdy wstaje czeka tu na mnie jakieś wyzwanie bo nieustannie mamy coś tu do odkrycia.
Nawet przegrane coś dają nam a więc idę odważnie i to, co dane mi biorę od życia.
Odpowiedz
#8
(16-08-2015, 12:29)Elas napisał(a): Po Kataklizmie (ź i dlaczego z dużej litery?) Ziemia za dnia stała(stawała, bo tak to brzmi, jakby chodziło tylko o jeden dzień) się skrajnie nieprzyjazną planetą.

O ile godzina na (w świetle) świetle słonecznym nie była jeszcze szczególnie groźna, to dłuższe przebywanie wręcz przeciwnie.

Wraz z (k)Kataklizmem ludzie wpadli w kompletną panikę, która błyskawicznie przerodziła się w anarchię. Szok, ograniczone zasoby i brak władzy (dodałabym 'jakiejkolwiek kontroli' gdyż sam brak władzy jeszcze nie powoduje anarchii, zawsze znajdzie się jakieś samorzutne przywództwo, brak służb i działania prawa prowadzi do bezkrólewia) błyskawicznie wydobył z ludzi to, co najgorsze.

Żyzna i urodzajna przed latami(laty) ziemia teraz przypominała pustkowie. Obumarłe drzewa, opuszczone budynki, zniszczony asfalt(zniszczone drogi, bo sądzę, że nie tylko asfaltowe uległy zniszczeniu).

Grant westchnął głośno(przecinek) po czym odezwał się:

– Alkohol i chętne studentki? Oj,(zbędny przecinek) tak, złote!

Oboje(Obaj – toż to mężczyźni) uśmiechnęli się lekko.

Powoli zaczęli się skradać w kierunku górki. Zbliżając się, zaczęli coraz wyraźniej słyszeć(Zbliżając się, coraz wyraźniej słyszeli) krzyki i wrzaski.

Już odrobinkę wiemy, kataklizm i, a po nim anarchia, bandytyzm, bieda, czyli typowo. Mam nadzieję, że zaskoczysz czymś nowym, niespodziewanym w tym gatunku. Ciekawie zapowiada się wątek dezertera i tej osoby, dla której to zrobił. Czekam na dalsze części, bo dobrze się czyta.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#9
Aż mi się przypomniała tam pod koniec piwnica pełna ludzi... znaczy pokarmu! Taki film...
Fajnie rozegrane, brawo :–)
Odpowiedz
#10
Fragment 1:
(12-08-2015, 18:41)Elas napisał(a): Przez oślepiające światło ledwo była w stanie dojrzeć demony o twarzach przypominających słonie.
(13-08-2015, 10:17)Kurojatka napisał(a): Podobnie z demonami: rogate bestie, czy jacyś panowie w gazmaskach?

Plus za intrygujący i ciekawy wstęp.

Zastanawiam się czy pójdziesz w stronę Resident Evil, i stworzysz świat pełen mutantów, super technologi i broni biologicznej czy raczej klasyczne zombie apocalypse, z ciekawym dodatkiem własnym.

Fragment 2:
Opisał bym też trochę bardziej uczucia bohaterów np, podczas rozmowy, na myśl o dalszej podróży, przy sprawdzaniu broni... Byli pełni nadziei, wierzyli w swoje siły, przerażeni, gotowi na wszystko?

Fragment 3:
Co grant i jego towarzysz pomyśleli widząc takie zachowanie? Łowców niewolników i ich ofiarę? Co na takie zachowanie odczuwał Eskulap myśląc o odbudowie ziemi, i zjednoczeniu ludzi? Żadnego słowa sprzeciwu na takie zachowanie?

Ogólnie:
Generalnie robi się ciekawie, czekam na więcej. Słysząc o post apo, spodziewałem się klasycznego opisu świata w którym nagle dochodzi do drugiej katastrofy w Czarnobylu i ludzie zamieniają się w mięso żerne hordy zoombie... A tu dla odmiany coś innego, umieściłeś bohaterów od razu w zniszczonym świecie... Zobaczymy co z tego wyjdzie, powodzenia :)

Jeśli ktoś dalej ma ochotę na zoombie, polecam film " REC" Włoski horror w 4 częściach.
Crax, do poprawek marsz! ~ Nawka
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Sci-Fi Dom pośród gwiazd – Hibernatus StuGraMP 34 6,935 25-02-2017, 00:09
Ostatni post: epoN

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości