Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Coś o turystyce
#1
Jedna rzecz z całą pewnością różni mnie od zdecydowanej większości ludzi – nie rozumiem uroków turystyki. Nie pociągają mnie urlopowe wyjazdy w góry, nad morze, czy w ogóle do ciepłych krajów. Taki wyjazd byłby możliwy, jasne, ale tylko jako skutek prawomocnego wyroku i gdyby już żadnym sposobem nie dałoby się go zamienić na areszt.
Gapienie się z otwartą gębą na piramidy nie jest szczytem moich marzeń, tak samo obtłukiwanie sobie dupy na wielbłądzie. Znam parę osób, które z ochotą by mi takie przeżycie zapewniły, mam na myśli obtłuczenie tyłka, oczywiście gdybym czuł taką potrzebę. Nie czuję. Piramidy widziałem na filmach. No tak, duże, nawet ogromne, ale głupota moich sąsiadów jest gabarytowo porównywalna, a też nie mam ochoty jej podziwiać. W ogóle zastanawia mnie ta podejrzliwość ludzi, nie wierzą, dopóki czegoś nie zobaczą na własne oczy, nie wystarczą im świadectwa encyklopedii, filmów, zdjęć czy nawet opowiadania tych, co widzieli. W magiczną formułę proszku, który po jednym wypraniu usuwa plamy ze wszystkiego, co istnieje i może brudzić, wierzą po pierwszym obejrzeniu reklamy. W piramidy nie, muszą zobaczyć. Albo wyprać, nieważne.
Poza tym sam wyjazd to, jakby nie patrzeć, przeżycie nie dla nerwowych. Wpłacamy pewną kwotę, dosyć dużą, chyba że jest promocja, bo po ostatnim zamachu trochę się standard hotelu obniżył i odliczają za dziury po kulach w drzwiach apartamentu. Jedziemy na lotnisko i tu pierwsze przeżycie, bo wpłata należności i przelot samolotem to rzeczy niekoniecznie powiązane ze sobą związkiem logicznym. Powiedzmy jednak, że biuro podróży uznało, że właściwy czas na bankructwo jeszcze nie nadszedł i lecimy. Innymi słowy siedzimy w aluminiowej tutce, która jest te parę kilometrów nad ziemią i czasami spada, nie tak często, ale jednak, zwłaszcza że egzotyczna kraina do której lecimy ma oprócz palm, zabytków, plaż i hoteli z ilością gwiazdek jak Droga Mleczna także inne rozrywki, czasami w dosłownym sensie. Dolecieliśmy i idziemy do hotelu, rozsądni ludzie w tym momencie wyrzucają otrzymany w biurze podróży folder do najbliższego kosza na śmieci i zapominają, że kiedykolwiek go oglądali, ale który turysta jest rozsądny? Instalujemy się w pokoju, o ile biuro podróży opłaciło taką fanaberię – to ciepły kraj, na plaży też się można wyspać – następnie robimy to, na co z utęsknieniem czekaliśmy cały rok. Faceci idą do baru odkryć, że drinki obiecane w usłudze all inclusive mają zawartość alkoholu porównywalną z lekko przeterminowanym jogurtem, a facetki idą się opalać. Ewentualnie popluskać się w cieplutkiej jak rosół wodzie.
Najdalej po dwóch dniach ustala się rytuał pobytu, bar, plaża, woda, bar, obiad, bar, plaża, dlaczego nie wziąłem ze sobą paru butelek? Aha, all inclusive. Oczywiście są atrakcje. Pokazują nam coś, przewodnik stara się wzbudzić zainteresowanie. Jeśli ktoś chce się nauczyć popularnych w miejscowym języku przekleństw, to niech zwraca uwagę na to, co przewodnik mówi po swojemu. No i w chwili, gdy już prawie przyzwyczailiśmy się do miejsca pobytu i nudzimy się dokładnie tak samo jak w domu, przychodzi czas na kolejną dawkę adrenaliny: czy biuro podróży jeszcze istnieje, a jeżeli tak, to czy opłaciło powrót? Mieliśmy szczęście, wracamy.
Nie wygląda to interesująco, ale jednak wielu ludzi nie wyobraża sobie wakacji bez wyjazdu. Mają rację, bo to, co przedstawiłem powyżej, to tylko zasłona dymna. Prawdziwy sens wyjazdu jest inny.
Wróćmy do początku. W pracy załatwiamy pewne rzeczy, które zlecają nam przełożeni, nie mamy wiele do gadania. Załatwianie wyjazdu to też w sumie papierkowa robota, do której jesteśmy przyzwyczajeni, ale teraz my podejmujemy decyzję. Czujemy się ważni. Bezcenne.
Przylot do hotelu. Ile to razy dostawaliśmy w pracy opieprz za spartolone zadanie, albo w ogóle za to, że szef miał zły humor, a byliśmy akurat pod ręką? Teraz my jesteśmy kontrolą techniczną, możemy opieprzać obsługę hotelu, pisać zażalenia do biura podróży. Odwrócenie ról, warto było zapłacić dla tych kilku chwil.
A jakby jeszcze gdzieś w okolicy ktoś coś wysadził, albo kogoś wysłał na wieczne wakacje? Przecież możemy wystąpić w telewizji! Jak celebryta jakiś! Jak bilety będzie nam konsul kupował, to też chociaż do DTV możemy się załapać, przynajmniej w grupie. Życiowa szansa, jak by nie patrzeć.
No i jeden z najlepszych pożytków z podróży. Jesteśmy ogólnie miłymi ludźmi, wiadomo, poprawność polityczna, dobre wychowanie i inne cechy. Mimo to czasami chcielibyśmy kogoś lekko stłamsić, pomęczyć, nie żeby od razu zadawać rany, ale żeby czuł ból. Człowiek ma takie skrywane zachcianki. Teraz mamy okazję je zaspokoić, przynajmniej częściowo. Możemy pokazywać znajomym fotografie z wakacji.
Jeśli się to wszystko zbierze do kupy... bo ja wiem, może warto wyjeżdżać na urlop za granicę?
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Chociaż sama nieszczególnie lubię podróżować – a raczej samego procesu podróżowania, dla ścisłości, bo odwiedzać zagraniczne kraje jak najbardziej lubię, jeśli w domu są na to pieniądze – to nie mogę w pełni zgodzić się z tym tekstem. Do tego stopnia, że aż postanowiłam o tym napisać, a zwykle się nie odzywam w tym dziale. :P

Nie rozumiem, dlaczego na równi z osobami jadącymi "do ciepłych krajów" na tzw. "leżing, plażing, smażing" niejako wyśmianie zostały osoby uprawiające turystykę, by pozwiedzać, na własne oczy zobaczyć zabytki dawnych kultur, a jeśli nie to, to miasta z piękną, być może nieznaną w naszym kraju architekturą. Niby co jest złego w pragnieniu zobaczenia czegoś na własne oczy, choć widziało się to na filmach/w książkach/encyklopediach czy jakimkolwiek innym źródle? Jak dla mnie to właśnie dobrze, że w dobie telewizji, internetu i tak łatwej dostępności do danych z całego świata wciąż istnieją ludzie, którzy wolą odczuwać wrażenia samemu, na własnej skórze, głębiej, niż przed ekranem. Nie wiem, może się mylę, ale moim skromnym zdaniem lepiej zobaczyć ogrom piramid podanych w tekście na żywo. W każdym razie ja bym chciała, mimo że naoglądałam się pełno filmów dokumentalnych o piramidach na Discovery. :P A chciałabym nie dlatego, że nie wierzę, że te piramidy naprawdę tam stoją, jak to zostało napisane w tekście, lecz właśnie po to, żeby doświadczyć oglądania ich na własnej skórze. A zdobytymi wrażeniami można, dajmy na to, ubarwić opowiadanie, którego akcja będzie działa się w Egipcie.

Raczej zgadzam się z drugą częścią tekstu, bo wszelkie przerysowania biorę za skutek użytego stylu. To akurat fakt, że wiele osób jedzie "zagranycę" tylko po to, żeby potem móc pochwalić się słitkami z plaży na fejsiku, wysmażyć się jak kotlet, godzinami leżąc na słońcu i popluskać się w ciepłej wodzie – chociaż akurat to pluskanie to bym wzięła z pocałowaniem ręki, też lubię się pluskać. :P Też nie rozumiem ludzi, dla których wyjazd jest okazją do robienia tego samego, co w domu, tylko w innym klimacie.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
Felieton, którego treść ludzie w pełni akceptują, to nie jest felieton (moje prywatne zdanie). Przy okazji pytanie dla mądrzejszych, dlaczego tekst napisany z wcięciami wierszy w OpenOffice po przekopiowaniu te wcięcia gubi?
Yossarian
Odpowiedz
#4
(03-08-2015, 16:48)yossarian napisał(a): Felieton, którego treść ludzie w pełni akceptują, to nie jest felieton (moje prywatne zdanie). Przy okazji pytanie dla mądrzejszych, dlaczego tekst napisany z wcięciami wierszy w OpenOffice po przekopiowaniu te wcięcia gubi?
Yossarian

Po pierwsze te wcięcia były zrobione tabulatorem – w 'ofisie' powinno się do tego stosować ustawienia "Format – Akapit". Po drugie na naszym forum wcięcia uzyskuje się, wstawiając kod [p] na początku akapitu, gdyż edytor kodu bb nie rozpoznaje znaku tabulacji.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości