Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Powieści z Krainy wiecznego śniegu
#1
No dobra. Kolekcjoner idzie w odstawkę – na razie i zajmuję się powieścią, którą już dawno chciałem się zająć. To znaczy, już się nią zajmuję, ale w wersji angielskiej... dokładniej mówiąc, to co tutaj zamieszczam to jest jej prequel. Dlatego, że jest to fanfik z pewnej kreskówki postanowiłem zmienić tak, aby stała się osobną powieścią w niezależnej krainie – nie było z tym dużo roboty w sumie. Dobra. Zanim jednak zaczniecie to czytać chcę sprecyzować kilka rzeczy. Świat tutaj to świat wilków, ale pojawiać się będą ludzie. Nazwy są tworzone głównie na wzór słów rosyjskich i niemieckich (a dokładniej – w efekcie połączenia słów z dwóch języków + drobnego przekombinowania ich. W angielskiej powieści ludziom się podobało. Nie wiem jak tutaj). Będzie o tym jeszcze wspomniane – wszystkie wilki (i część ludzi), mają cechy magiczne. Tzn. umieją telekinezę – reszta: to już w powieści :P. Kończę, bo jeszcze przedmowa będzie dłuższa niż sam tekst. Zapraszam! :D


Spoiler: Spis treści
______________________________________________________________________

Powieści z Krainy wiecznego śniegu

Prolog


Cz.1



– Cholera. Dalej mnie ścigają – szepnął czarny wilk, spoglądając za siebie.
W oddali można było usłyszeć czyjeś krzyki i nawoływania.
– Spróbuję zgubić ich nad rzeką. – Skręcił gwałtownie w prawo, przeskoczył kolejną gęstwinę i pomknął przed siebie. Okolica pokryta była grubą warstwą śniegu, więc kluczenie i gwałtowne manewry wydawały mu się całkowicie zbędne, gdyż nieważne co robił i tak zostawiał ślady. Uratować go mogła tylko rzeka o skalistym brzegu. W jej okolicy znajdowały się liczne groty i jaskinie.
– Tędy poszedł! – Czyjś krzyk rozległ się niebezpiecznie blisko.
– Doganiają mnie. Gdzie jest ta cholerna rzeka? – Wilk znów zerknął nerwowo do tyłu, kiedy nagle poczuł wodę pod łapami. Zatrzymał się momentalnie i rozejrzał.
– No to jestem. Gdzie to teraz jest? Gdzie?! – Nerwowo przeczesywał wzrokiem niewielki klif, który usiany był kilkoma grotami i licznymi szczelinami.
– Jest! – niemalże krzyknął z radości, widząc pochylone nad wodą stare drzewo, ledwo widoczne w tych ciemnościach. Czym prędzej rzucił się w jego stronę. Ominąwszy je, skręcił gwałtownie w prawo, uważając, by pozostać na kamienistym, nieośnieżonym brzegu.
Jeszcze raz ta rzeka ratuje mi zad-  szepnęła do siebie czarna postać, wchodząc do groty ukrytej za sporym krzakiem. Już nie martwił się o ślady, ponieważ za sprawą niewielkich ciepłych źródeł płynących tuż pod skałą śnieg osiadający na nich szybko topniał.
– Gdzie on pobiegł?
– Nie wiem. Rozdzielmy się. Ja i Horon sprawdzimy te jaskinie, a Renti z Dlalitem tamte. Reszta niech idzie wzdłuż rzeki. Stąd najszybciej dostanie się do swojego klanu. – Rozległ się stłumiony tupot nóg.
– Czysto!
– Dobra. Idziemy wzdłuż rzeki. – Zawołał ktoś i po kilku chwilach kroki ucichły.
Czarne ciało runęło na ziemię i odetchnęło z ogromną ulgą. Nagle z jego oczu zaczęła wydobywać się ciemna mgiełka i miecz wysunął się z przypasanej do boku pochwy.
– Wyszczerbiony w cholerę. Jedyne co mogę nim pociąć to masło – mruknął, starannie przyglądając się swojemu orężowi.
Nagle jakiś dziwny odgłos rozległ się tuż za nim. Wilk momentalnie odskoczył w bok, gotów do walki, jednak nie zauważył żadnego zagrożenia. Na ziemi leżała malutka, ciemno-szara kulka. Ostrożnie podszedł do znaleziska. Małe puchate coś poruszyło się nagle, ukazując drobniutki pyszczek.
– No niech mnie. A co ty tutaj robisz, mały? Gdzie jest twoja mama? – Wilk za pomocą magii podniósł małego wilczka, chowając przy tym swój miecz. Szczeniaczek spojrzał prosto w jego jedyne zdrowe, czerwone oko, po czym przeniósł wzrok na drugie, wykonując łapkami nieskoordynowane ruchy.
– Ta, wiem. Pamiątka. Wciąż boli, ale nie tak jak wcześniej – wyjaśnił czerwonooki, przykładając łapę do blizny biegnącej po jego prawym oku.
– Skąd się do cholery tu wziąłeś? – Ciemna postać wciąż zadawała pytania, ale szczeniaczek spoglądał na niego z miną świadczącą o tym, że nic nie rozumie.
– No tak. Nic mi nie powiesz. Zabiorę cię do Grey’a, on będzie wiedział, co z tobą zrobić – powiedział wilk, kładąc delikatnie szczeniątko na swoim grzbiecie.
– Trzymaj się mocno. Będzie trochę rzucać. – Obaj zniknęli w ciemnym lesie.
–"We are leaves in the wind. Where will we fall? Nobody knows."
-Nadejdzie czas, kiedy zniknę stąd. Słońce zgaśnie, nadejdzie mrok. Stojąc na granicy, zrobię krok. Rozliczony zostanie, każdy mój błąd. Odejdę w wieczny byt. Czy zdążę dojść na szczyt?
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(15-07-2015, 16:36)Samotny wilk ze wschodu napisał(a):
Powieści z North Region

Prolog


Cz.1/2

– Spróbuję zgubić ich nad rzeką(kropka) – Skręcił gwałtownie w prawo, przeskoczył prędko kolejną gęstwinę i pomkną(ł) przed siebie.

Okolica pokryta byłem (była) grubą warstwą śniegu, więc kluczenie i gwałtowne manewry były zbędne, gdyż nie ważne (nieważne) (dałabym przecinek, ale nie mam pewności) co robił i tak zostawiał ślady. Jedyną nadzieją na ratunek była rzeka o skalistym brzegu.

– Tam poszedł! – ( C)czyjś krzyk rozległ się niebezpiecznie blisko.

Gdzie jest tak (ta)cholerna rzeka? – Wilk znów zerknął nerwowo do tyłu, kiedy nagle poczuł wodę pod swoimi (zbędne) łapami. Momentalnie się zatrzymał i rozejrzał. (zatrzymał się momentalnie i rozejrzał)

Nerwowo przeczesywał wzrokiem niewielką górkę, która pokryta była licznymi grotami(kropka)

– Jest! – niemalże krzyknął z radości, widząc pochylone nad wodą, (bez przecinka) stare drzewo.

Ominąwszy go (je), skręcił gwałtownie w prawo, uważając, by pozostać na kamienistym, nieuśnieżonym (jest w ogóle takie słowo? o.O; nieośnieżonym)brzegu.

Jeszcze raz ta rzeka ratuje mi dupę – czarna postać szepnęła do siebie(zmieniłabym szyk na: szepnęła do siebie czarna postać), wchodząc do niewielkiej, ukrytej za sporym krzakiem, jaskini. Już nie martwił się o ślady, ponieważ za sprawą niewielkich ciepłych źródeł płynących tuż pod skałą, (bez przecinka) śnieg nie osiada na długo.

Reszta – idźcie (może: niech idzie?)wzdłuż rzeki. Stąd najszybciej dostanie się do swojego klanu,(kropka w miejsce przecinka)(spacja)i (zbędne) ( R )rozległ się stłumiony tupot nóg, który trwał przez najbliższe (jeszcze?)kilkanaście minut.

Na pewno go złapiemy – ktoś wydał rozkaz (padł rozkaz?) i po kilku chwilach kroki ucichły.

Nagle z jego oczu zaczęła wydobywać się czarna mgiełka i jego miecz z pochwy, przypasanej do boku, wysunął się za sprawą magicznej siły. (a miecz wysunął się z przypasanej do boku pochwy – brzmi prościej. "Magicznej siły" jest raczej zbędne)

Jedynie (jedyne) (przecinek) co mogę tym (nim)pokroić to masło – rzekł (przecinek) starannie, (bez przecinka) przyglądając się swojemu orężowi.

Wilk momentalnie odskoczył w bok, gotowy do walki, (zmieniałabym krzynkę na zdanie: wilk odskoczył w bok, momentalnie gotowy do walki) jednak nie zauważył żadnego zagrożenia.

Na ziemi leżała zaś (zbędne) niewielka, ciemno-szara kulka. Czarny wilk ostrożnie podszedł do znaleziska. Małe (przecinek) puchate coś, (bez przecinka) nagle się poruszyło (poruszyło się nagle) i (zbędne; przecinek) ukazując niewielki pyszczek.

A co ty tutaj robisz (przecinek) mały? Gdzie jest twoja mama? – Wilk za pomocą tej samej magii starannie (zbędne) podniósł małego wilczka, chowając przy tym swój miecz. Szczeniaczek spojrzał się (zbędne) prosto w jego jedyne, (bez przecinka) wciąż (zbędne) zdrowe (przecinek)czerwone oko, po czym przeniósł wzrok na drugie, wykonując łapkami nieskoordynowane ruchy.

Wciąż boli, ale nie tak jak wcześniej – powiedział czarny wilczur, podnosząc swoją (zbędne) prawą łapę do blizny biegnącej po jego prawym oku.

Skąd się do cholery tu wziąłeś? – ( C)ciemna postać wciąż zadawała kolejne (zbędne) pytania, ale szczeniaczek spojrzał się na niego z miną świadczącą o tym, że nic nie rozumie.

On będzie wiedział (przecinek)co z tobą zrobić – powiedział wilk, kładąc delikatnie dzieciątko ("dzieciątko" używane jest w stosunku do małego dziecka lub niemowlęcia. W stosunku do zwierzątka używa się formy "szczeniątko") na swoim grzbiecie.

Trzymaj się mocno. Będzie trochę rzucać(spacja)(spacja)i (zbędne) (O)oboje zniknęli w ciemnym lesie.

Powyżej kilka propozycji poprawek. Coś o samym tekście: napisane jest nieźle, jednak mogłoby być lepiej. Czyta się również w miarę. Zaczyna się całkiem ciekawie, ale nieporywająco. Jak na ten moment nie za bardzo mogę powiedzieć coś o fabule i bohaterach, bo fragment nie powala obszernością. Także ten, czekam na ciąg dalszy. Chętnie zobaczę, co wymyśliłeś. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#3
(15-07-2015, 17:51)Arabella napisał(a): Powyżej kilka propozycji poprawek. Coś o samym tekście: napisane jest nieźle, jednak mogłoby być lepiej. Czyta się również w miarę. Zaczyna się całkiem ciekawie, ale nieporywająco. Jak na ten moment nie za bardzo mogę powiedzieć coś o fabule i bohaterach, bo fragment nie powala obszernością. Także ten, czekam na ciąg dalszy. Chętnie zobaczę, co wymyśliłeś. :)
Jak lepiej ;_;. Lepiej już nie mogę ;_;
Nie jest jakoś specjalnie interesująco, bo to jest niecała połowa prologu :>. Jednakże niech nikt nie oczekuje po prologu i pierwszym rozdziale czegokolwiek, bo właściwa akcja zaczyna się dopiero, gdzieś w drugim rozdziale. Tutaj to dopiero wchodzę nieśmiało z tym światem :>. Dzięki za komentarz i poprawki :D
–"We are leaves in the wind. Where will we fall? Nobody knows."
-Nadejdzie czas, kiedy zniknę stąd. Słońce zgaśnie, nadejdzie mrok. Stojąc na granicy, zrobię krok. Rozliczony zostanie, każdy mój błąd. Odejdę w wieczny byt. Czy zdążę dojść na szczyt?
Odpowiedz
#4
(15-07-2015, 16:36)Samotny wilk ze wschodu napisał(a):
Prolog

Cz.1/2

– Spróbuję zgubić ich nad rzeką. – Skręcił gwałtownie w prawo, przeskoczył prędko kolejną gęstwinę i pomkną(–ął) przed siebie.


– No to jestem. Gdzie to teraz jest? Gdzie?! – Nerwowo przeczesywał wzrokiem niewielką górkę, która pokryta była licznymi grotami. (Niewielka górka pokryta licznymi grotami? W takim razie musiała wyglądać jak ser. :P Może wymyślam, ale do niewielkiej górki średnio mi pasuje taka ilość jaskiń)

– Jest! – niemalże krzyknął z radości, widząc pochylone nad wodą,(zbędny przecinek) stare drzewo. Czym prędzej rzucił się w jego stronę. Ominąwszy go(je – drzewo), skręcił gwałtownie w prawo, uważając, by pozostać na kamienistym, nieośnieżonym brzegu.

Jeszcze raz ta rzeka ratuje mi dupę – szepnęła do siebie czarna postać, wchodząc do groty ukrytej za sporym krzakiem, jaskini. (A ta jaskinia tu po co? Przecież "jaskinia" i "grota" to synonimy.)

Już nie martwił się o ślady, ponieważ za sprawą niewielkich ciepłych źródeł płynących tuż pod skałą śnieg,(zbędny przecinek, zbędna spacja) osiadający na nich szybko topniał.

Reszta – niech idzie wzdłuż rzeki. Stąd najszybciej dostanie się do swojego klanu.(spacja)– Rozległ się stłumiony tupot nóg.


– Dobra. Idziemy wzdłuż rzeki. – Ktoś zawołał i po kilku chwilach kroki ucichły. (Lepiej tak: "wzdłuż rzeki – zawołał ktoś...")

– Wyszczerbiony w cholerę. Jedyne(przecinek) co mogę nim pokroić (Mieczem się nie kroi, więc zmieniłabym na "pociąć" czy coś) to masło – rzekł, starannie przyglądając się swojemu orężowi.

Wilk momentalnie odskoczył w bok, gotów do walki, jednak nie zauważył żadnego zagrożenia. Na ziemi leżała malutka, ciemno-szara kulka. Wilczur ostrożnie podszedł do znaleziska. Małe puchate coś(Kiepskie określenie, w dodatku bardzo takich nie lubię :P), (zbędny przecinek) poruszyła(poruszyło) się nagle, ukazując drobniutki pyszczek. (O, kolego, teraz to moje serce posiadaczki przedstawiciela rasy najbliższej wilkom krwawi. :P "Wilczur" i "wilk" to dwa całkowicie inne zwierzęta. Wilczur to nie zamienne określenie na wilka, lecz potoczna nazwa owczarka niemieckiego. <Dlatego tak nie znoszę, kiedy ktoś tak mówi na mojego psa xD>)

Szczeniaczek spojrzał prosto w jego jedyne zdrowe, czerwone oko(Mhm, bardzo, to wcale nie jest niezdrowy kolor dla oka. :D Dobra, nie czepiam się), po czym przeniósł wzrok na drugie, wykonując łapkami nieskoordynowane ruchy.

– Ta, wiem. Pamiątka. Wciąż boli, ale nie tak jak wcześniej – powiedział czarny wilczur(WILK! Względnie "basior" albo coś, ale jakoś nie przepadam za tym słówkiem) , przykładając łapę do blizny biegnącej po jego prawym oku.

– No tak. Nic mi nie powiesz. Zabiorę cię do Grey’a, on będzie wiedział(przecinek) co z tobą zrobić – powiedział wilk, kładąc delikatnie szczeniątko na swoim grzbiecie.
Trzymaj się mocno. Będzie trochę rzucać – Oboje zniknęli w ciemnym lesie.(To albo od nowej linijki, albo kropka po "rzucać" i myślnik przed "trzymaj")

W sumie ani mnie to ziębi, ani parzy, ot, prolog. Jak większość prologów prawie nic nie wnosi, w dodatku wykorzystuje dość popularny motyw ucieczki. Postać bohatera wydaje się ciekawa, tak samo jak to jego znalezisko i powód, dla którego jest ono samotne w jaskini. Czekam na przedstawienie świata, które tak obiecujesz. :)
Ale masz ode mnie poważny minus: gdzie są kurczę blade akapity?! Wiem, że fragment krótki i nie utrudnia to czytania, ale widziałeś kiedyś w jakiejś książce tekst bez akapitów? :P
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#5
(16-07-2015, 08:52)Vetala napisał(a): W sumie ani mnie to ziębi, ani parzy, ot, prolog. Jak większość prologów prawie nic nie wnosi, w dodatku wykorzystuje dość popularny motyw ucieczki. Postać bohatera wydaje się ciekawa, tak samo jak to jego znalezisko i powód, dla którego jest ono samotne w jaskini. Czekam na przedstawienie świata, które tak obiecujesz. :)
Ale masz ode mnie poważny minus: gdzie są kurczę blade akapity?! Wiem, że fragment krótki i nie utrudnia to czytania, ale widziałeś kiedyś w jakiejś książce tekst bez akapitów? :P
Pierwsza część prologu! :P
Motyw ucieczki, znowu, wiem xd.
To jest tak krótki tekst, że nawet nie wiedziałem, gdzie te akapity wkitrać xd. Nie bić :<
A z tym wilczurem to nie wiedziałem :O. Nie chciałem stosować "zwierze", bo to kojarzy się z normalnym zwierzakiem, który je trawę/sąsiada i nie ma zdolności magicznych. Może kreatura? Ale to też nie pasuje, bo kreatura kojarzy mi się z jakimś potworem/mutantem itd. Polski język, trudny język ;_;
Dziękować za komentarz i poprawki :D.
Mam nadzieję, że spodoba się ludziom świat, który stworzyłem (well, cały czas go tworzę) :D

Co do oka to tak, czepiasz się xD. Ma taki kolor oczu. Co zrobię, nic nie zrobię xd.
–"We are leaves in the wind. Where will we fall? Nobody knows."
-Nadejdzie czas, kiedy zniknę stąd. Słońce zgaśnie, nadejdzie mrok. Stojąc na granicy, zrobię krok. Rozliczony zostanie, każdy mój błąd. Odejdę w wieczny byt. Czy zdążę dojść na szczyt?
Odpowiedz
#6
(16-07-2015, 11:33)Samotny wilk ze wschodu napisał(a): nie wiedziałem, gdzie te akapity wkitrać xd. Nie bić :<
Chociażby przed każdym dialogiem, bo widzę u Ciebie totalny miszmasz.
Czasami, gdy pojawiają się nowi, próbują na jeden raz wrzucić wszystko, co mają. Zupełnie, jakby portal miał lada dzień zniknąć z Internetów, a administracja pojechać do Afryki, sprzedawać olejek do opalania rdzennym murzynom.
~Yami
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
(16-07-2015, 22:31)Nidrax napisał(a): Chociażby przed każdym dialogiem, bo widzę u Ciebie totalny miszmasz.
Są, są! Zrobiłem!
–"We are leaves in the wind. Where will we fall? Nobody knows."
-Nadejdzie czas, kiedy zniknę stąd. Słońce zgaśnie, nadejdzie mrok. Stojąc na granicy, zrobię krok. Rozliczony zostanie, każdy mój błąd. Odejdę w wieczny byt. Czy zdążę dojść na szczyt?
Odpowiedz
#8
Dobra. Część druga prologu już jest. Kilka dni poprawiałem, zmieniałem i kombinowałem i stwierdzam, że lepiej już nie zrobię. Przedstawiam tutaj jedną z bardzo ważnych i kluczowych lokacji. Może ona nie będzie za często pojawiać, ale jak już jakaś akcja będzie się w tym dziać, to będzie ona miała na późniejszą historię. Chciałem tutaj jak najlepiej opisać Misty Mountain, gdyż bohaterowie później odkrywać jej sekrety i dowiadywać się wielu rzeczy. No i się pojawia tutaj wilk, którego najdłużej kreowałem (I nadal kreuje). Likoni. Bardzo szanuję poprawki, które są mi podawane (nawet jeśli przez moje spi*** mózgowe, części nie umieszczę), ale mam małą prośbę. Bardzo proszę nie poprawiać składni i szyku zdania wilka Likoni.
Podział magii wydaje się trochę mało sensowny i głupi, ale jednak jest on bardzo ważny. Na razie wiadomo jest tyle, że jest. Później dokładnie poznajemy jego historię. Będą jeszcze dwie części prologu. Przepraszam za głupie błędy xd.
______________________________________________________________________

Prolog


cz.2

Forteca Misty Mountain. Bardzo nietypowa skała wyglądająca z góry jak trójkąt równoboczny. W wielkiej kopule na samym szczycie skały znajdowała się kiedyś bogato zdobiona świątynia – miejsce kultu bogini zwanej Luna – skrzydlatego wilka przynoszącego noc i ujawniającego się zawsze w księżycowym blasku. Z biegiem lat, z powodu wysokiej odporności tejże skały, miejsce to zamieniono w istną cytadelę. W kątach trójkąta wybudowano trzy mocarne baszty kwadratowe z dwiema ciężkimi balistami na każdej z nich. W celu dodatkowej ochrony całość otoczono z zewnątrz niezbyt grubym, ale wysokim murem obronnym, jednakże pełnił on funkcje bardziej estetyczną aniżeli defensywną, zaś w samej górze wykuto dodatkowo niewielkie otwory strzelnicze. Wnętrze cytadeli stanowił istny labirynt korytarzy połączonych ze sobą w formie pajęczej siatki zbiegające się gdzieś w centrum.

Potężne uderzenie wstrząsnęło korytarzem, gdzie panował istny chaos. Wilki gorączkowo biegały w tę i z powrotem, niosąc na grzbietach czy też za pomocą telekinezy amunicję, zbroje, jakieś elementy do budowy barykad i całą masę innych rzeczy niewiadomego przeznaczenia. W powietrzu unosił się kurz i pył, a gdzieniegdzie leżały wyjące z bólu ranne wilki. Wśród tego zgiełku tu i ówdzie pojawiały się osobniki z czerwoną opaską na przedniej nodze – sanitariusze, którzy desperacko próbowali ratować konających, przenosząc ich do lazaretu znajdującego się w tylnych komnatach. W całym tym zamieszaniu można było zaobserwować tylko jedną stojącą na samym środku postać jasno-szarego wilka. Co chwila wydawał on nowe rozkazy, próbując w choć najmniejszym stopniu zapanować nad tym bałaganem.

– Dema! Niech balisty ostrzelają te trebusze! – wydarł się w stronę dowódcy artylerii – niewielkiej, białej wilczycy z lewitującymi nad nią dwumetrowymi bełtami.
– Grey! Czerwone Ogony weszły na bramę! – Młody wilczek z przerażająco dużą raną na barku pojawił się tuż obok szarego wilka.
– Mug! Weź swoje wilki i pomóż przy głównej bramie! Nie możemy pozwolić, by ją przejęli! – Grey znów wydał rozkaz, tym razem do starego kapitana w niebieskiej zbroi z insygniami w kształcie złotej tarczy z czterema gwiazdkami na hełmie.

Cała forteca ponownie się zatrzęsła. Grey złapał rannego wilczka, zanim ten upadł na posadzkę i strzepał kurz, który posypał się z sufitu.
– Ty idź lepiej do lazaretu. Niech cię opatrzą – powiedział wilk, przyglądając się ranie. Krwawiła bardzo obficie i biegła wzdłuż kończyny, kończąc się gdzieś w połowie. – Bez szycia się nie obejdzie – dodał po chwili, biorąc wilka pod łapę i ciągnąc go w stronę punktów medycznych.
– Wodzu, z całym szacunkiem, ale nici i inne medyczne cuda-wianki lepiej zostawić ciężej rannym. Mnie nic nie będzie. – Młodzieniec momentalnie uwolnił się z uchwytu i uśmiechnął serdecznie, ale w oczach widać było, że lada chwila zwariuje z bólu. Obrócił się i udał w stronę korytarza prowadzącego na stanowiska strzelnicze, kiedy zatrzymał go stanowczy głos.
– Nie ma opcji. Idziesz do lazaretu. – Młodzieniec momentalnie odwrócił się i jego jasno-zielone oczy spotkały surowy wzrok wodza. Grey momentalnie zdał sobie sprawę, że zaczęły one już powoli tracić swoją żywą barwę. Pod wpływem tego spojrzenia wilk chwiejnym krokiem odszedł w głąb korytarza
i zniknął w wszechobecnym chaosie.
"Wykrwawi się, zanim tam dojdzie. Tak bardzo bym chciał  go uratować, ale nie mam jak. Muszę tu być i kierować obroną". Szare oczy jeszcze przez krótką chwilę patrzyły  w miejsce, w którym zniknął młody wilczek.

"Jebać to," zaklął w myślach, zacisnął zęby i pomknął w ślad za rannym. Odnalazł go raptem kilka metrów dalej. Leżał półprzytomny na samym środku korytarza. Grey zarzucił rannego na grzbiet i pomknął w stronę lazaretów. “Wilki wiedzą, co mają robić. Lazarety są niedaleko, więc zaraz wrócę,” z tymi myślami wbiegł do komnaty z przybitym przy wejściu, wielkim, drewnianym, czerwonym krzyżem.
Grey położył rannego na pierwszej lepszej wykładzinie i poczekał na medyka.
– Dziękuję, wodzu – niemalże wyszeptał zielonooki wilczek, podnosząc lekko głowę.
– Ty sądziłeś, że z taką raną cię puszczę? Myślałem, że mnie znasz – uśmiechnął się przyjacielsko Grey i ustąpił miejsca medykowi. Ten pobieżnie obejrzał pacjenta, wyjął coś ze swojej niewielkiej torby medycznej i położył obok rannego, po czym sobie poszedł. Była to niewielka kartka z dużym, czarnym napisem “Martwy”. Grey oderwał wzrok od kawałka papieru i przeniósł go na rannego, który miał zamknięte oczy i oddychał bardzo płytko.

Grey wyszedł na korytarz i przystanął przed wejściem. Już tyle razy widział, jak młode wilki umierają, ale i tak za każdym razem działało to na niego depresyjnie. Do pewnych rzeczy po prostu nie każdy może się przyzwyczaić. Pogrążony w zadumie udał się w drogę powrotną, do miejsca, skąd wcześniej wydawał rozkazy. Na pewno już ktoś go szuka.

– Smutny nie bądź. Wilczek już w Walaha siedzi. – Znajomy, ochrypły głos rozległ się tuż za Greyem.
– Likoni! – zawołał szary wilk, odwracając się czym prędzej. Widok starego druha zawsze przynosi jakieś ukojenie.
– Ano ja. Nowiny mnie doszły, oblężenie tu jest. Nie zauważyłem, mi na normalny dzień to wygląda. Ktoś leci, ktoś leży. – Likoni uśmiechnął się szeroko, łapiąc równowagę, ponieważ znów nastąpił wstrząs.
Słowa, które najlepiej opisywały tego wilka? Szalony, dziwny, nietypowy i tak dalej, i tak dalej. Ówczesny świat zdominowany został przez magię. Dzieli się ona na ludzką i wilczą. Ludzka jest zarezerwowana tylko dla ludzi, wilcza – tylko dla wilków. Cechują się całkowicie odmiennymi zaklęciami. Wilcza opiera się na kontrolowaniu sił natury. To dzięki niej wilki mogą żyć w symbiozie i z nią rozmawiać. Stawia ona między innymi na telekinezę i telepatię.
Jest to jedyna magia, która dzieli się na kilka gałęzi, w których występują różne zaklęcia odpowiednie dla każdej z nich.
Z kolei magia ludzi stawia na działania wojenne. Począwszy od zaklęć wzmacniających pancerze, poprzez czary polepszające kondycję żołnierzy i wpływające na ich wolę walki, a skończywszy na przyzywające potężną kulę ognia, która potrafi zmieść z powierzchni ziemi nawet najwytrzymalszą konstrukcję.
Oczywiście taki podział magii nie oznacza tego, że wśród wilków nie ma osobników, które przyswoiły magię ludzi, jak i na odwrót. Jednakże są to nieliczne przypadki niosące ze sobą różne zmiany w organizmie. O ile u ludzi są to drobne “mutacje” typu: sierść na określonych częściach ciała, to u wilków może nawet następować zmiana sylwetki i kończyn. Wilk zaczyna chodzić na tylnych łapach, które delikatnie się prostują, przednie nogi przyjmują kształt ludzkich rąk zakończonych wielkimi, pokrytymi sierścią dłońmi.
Likoni był prawdopodobnie jedynym wciąż żyjącym przedstawicielem tych osobników, które opanowały magię ludzi, zamieniając się w taką właśnie pokrakę.  
– Nawet nie wiesz, jak cieszę, że tu jesteś – Uśmiech zniknął z twarzy Greya, gdy ten zaczął się rozglądać. – Gdzie jest Daszkin?
– Zasadzkę na nas machnęli. Zacna, przyznać muszę. Cały batalion w rozsypkę poszedł. Daszkin i Timotienki dali w las nogę. Tamci za nimi. Ja się schowałem,  mnie znaleźć nie byli w stanie. – Likoni wzruszył ramionami.
– Kurwa mać – zaklął Grey, uderzając łapą w podłogę. – Mam nadzieję, że nic im nie jest.
– Timotienki porwali. Widziałem, zrobić nic nie mogłem. Daszkin ma miejsca do chowania. Znasz go lat wiele. Jak się schowa, to nikt go nie znajdzie. Pewnie daleko nie jest.
– Oby – wyszeptał szary wilk, odwracając się do swojego przyjaciela. – Chodź, mamy fortecę do obrony. – Machnął łapą, po czym obaj zniknęli w gąszczu biegających wilków.
–"We are leaves in the wind. Where will we fall? Nobody knows."
-Nadejdzie czas, kiedy zniknę stąd. Słońce zgaśnie, nadejdzie mrok. Stojąc na granicy, zrobię krok. Rozliczony zostanie, każdy mój błąd. Odejdę w wieczny byt. Czy zdążę dojść na szczyt?
Odpowiedz
#9
(22-07-2015, 01:34)Samotny wilk ze wschodu napisał(a): Będzie trochę nudnawo, ponieważ przedstawiam tutaj jedną z bardzo ważnych i kluczowych lokacji.
(Niezbyt rozumiem przekonanie, że przedstawianie ważnych lokacji musi być nudnawe – odniosłam wrażenie, że bierzesz to za "prawdę oczywistą" zamiast zastanowić się, jak opisać to tak, żeby czytelnik się nie nudził. :P Może gdyby to nie był prolog, to bym sobie odpuściła tę uwagę, ale jeśli coś nie powinno przynudzać, to zdecydowanie właśnie prolog.)
______________________________________________________________________

Prolog


cz.2

Forteca Misty Mountain. (Sorry, nie mogę się wyzbyć skojarzeń z pieśnią krasnoludów z "Hobbita". Będzie mi się z tym kojarzyło aż do końca tekstu)

Bardzo nietypowa skała, (zbędny przecinek) wyglądająca z góry jak trójkąt równoboczny. (A nie przypadkiem jak czworościan foremny? :P Góry z lotu ptaka raczej się magicznie nie spłaszczają, więc trochę mi to nie gra.)

W wielkiej kopule na samym szczycie skały, (zbędny przecinek)znajdowała się kiedyś bogato zdobiona świątynia – miejsce kultu bogini zwanej Luna – skrzydlatego wilka,(zbędny przecinek) przynoszącego noc i ujawniającego się zawsze w księżycowym blasku.

W kątach trójkąta wybudowano trzy mocarne baszty kwadratowe, (zbędny przecinek)z dwoma(dwiema) ciężkimi balistami na każdej z nich. W celu dodatkowej ochrony, (zbędny przecinek)całość otoczono z zewnątrz niezbyt grubym, ale wysokim murem obronnym, jednakże pełnił on funkcje bardziej estetyczną aniżeli defensywną, zaś w samej górze wykotu dodatkowo niewielkie otwory strzelnicze.

Wnętrze cytadeli stanowi(stanowił) istny labirynt korytarzy i komnat połączony(połączonych) ze sobą w formie pajęczej siatki,(zbędny przecinek) łączącej się gdzieś w centrum. Ów(Owo/To – "ów" się odmienia!) centrum albowiem jest łącznikiem między poszczególnymi częściami.

Oczywiście,(zbędny przecinek) konstruktorzy zadbali również o przeróżne tajne przejścia, które mogą(mogły) umożliwić ominięcie centrum lub pozwolić na wydostanie się z fortecy w razie oblężenia.

Potężne uderzenie wstrząsnęło korytarzem, gdzie panował dosłownie(zbędne – po co to tutaj? To nie podkreśla tego chaosu, tylko dziwnie brzmi, lepiej "istny" czy coś, jeśli już coś tu chcesz mieć) chaos.(spacja)Wilki gorączkowo biegały w tą(tę) i z powrotem, niosąc na grzbietach, (zbędny przecinek)czy też za pomocą telekinezy amunicję, zbroje, jakieś elementy to budowy barykad itd.. (Jak ja nie znoszę skrótów w opowiadaniach...) W powietrzu unosił się kurz i (zbędna spacja) pył, a gdzie nie gdzie(gdzieniegdzie) leżały wyjące z bólu ranne wilki.

Wśród tego zgiełku,(zbędny przecinek) tu i ówdzie pojawiali(pojawiały) się osobniki z czerwoną opaską na przedniej nodze – sanitariusze, którzy desperacko próbowali ratować konających, przenosząc ich do lazaretu, (zbędny przecinek)znajdującego się w tylnych komnatach. W całym tym zgiełku można było zaobserwować tylko jedną,(zbędny przecinek) stojącą na samym środku postać jasno-szarego wilka.

– Grey! Czerwone Ogony weszły na bramę! – Młody wilczek z przerażająco dużą raną na barku, (zbędny przecinek)pojawił się tuż obok szarego wilka.
– Mug! Weź swoje wilki i pomóż przy głównej bramie! Nie możemy pozwolić, by ją przejęli! – Grey znów wydarł rozkaz(Komu wydarł ten rozkaz? :P "Wydał" oczywiście), tym razem do starego kapitana w niebieskiej zbroi z insygniami w kształcie złotej tarczy z czterema gwiazdkami na hełmie.

Grey złapał rannego wilczka (przecinek)zanim ten upadł na posadzkę i strzepał kurz, który posypał się z sufitu.

– Ty weź,(zbędny przecinek) pójdź lepiej do lazaretu. Niech cię opatrzą – powiedział wilk (przecinek)przyglądając się ranie. Krwawiła bardzo odficie(obficie) i biegła wzdłuż kończyny, kończąc się gdzieś w połowie.

(Spacja)Wodzu, z całym szacunkiem, ale nicie i inne medyczne cudawiańki (Że co? Jak już to "cuda-wianki") lepiej zostawić ciężej rannym. Mnie nic nie będzie. – Młodzieniec uśmiechnął się serdecznie, ale w oczach widać było, że lada chwila zwariuje z bólu.

– Nie ma wała. Idziesz do lazaretu. Niech przynajmniej ci to zdezynfekują i zabandażują(kropka) – Wilk spojrzał stanowczo w oczy młodzika. Jasno-zielone, młode oczka już powoli zaczęły tracić swoją żywą barwę. Pod wpływem tego spojrzenia,(zbędny przecinek) wilk, (zbędny przecinek)chwiejnym krokiem, (zbędny przecinek)odszedł w głąb korytarza i zniknął w chaosie.

(To nie jest polski cudzysłów otwierający)Wykrwawi się(przecinek) zanim tam dojdzie. Tak bardzo bym chciał go uratować, ale nie mam jak. Muszę tu być i kierować obroną,” s(S)zare oczy patrzyły się(zbędne) otępiale w miejsce, gdzie młody wilczek zniknął(Lepiej "w miejsce, w którym zniknął młody wilczek").

Leżał pół–(zbędny dywiz)przytomny na samym środku korytarza.

“Wilki wiedzą (przecinek)co mają robić. Za chwilę wrócę. Sumienie by mnie zjadło, gdybym pozwolił mu się wykrwawić,” z tymi myślami wbiegł to komnaty z, (zbędny przecinek)przybitym przy wejściu, wielkim, drewnianym, czerwonym krzyżem.

Grey położył ciało na pierwszej,(zbędny przecinek)lepszej wykładzinie i poczekał na medyka.

– Dziękuję (przecinek)wodzu. – Zielonooki wilczek niemalże wyszeptał, podnosząc lekko głowę. (Lepiej: "(...) wodzu – niemalże wyszeptał zielonooki wilczek, podnosząc lekko głowę")

Była to niewielka kartka z dużym, czarnym napisem “Martwy”. Grey oderwał wzrok z(od) kawałka papieru i przeniósł go na oczy młodzika – były zamknięte, a on sam nie oddychał.

Już tyle razy widział (przecinek)jak młode wilki umierają, ale i tak za każdym razem działa(działało) to na niego depresyjnie. Do pewnych rzeczy,(zbędny przecinek) po prostu nie każdy może się przyzwyczaić. Pogrążony w zadumie udał się w drogę powrotną, do miejsca (przecinek)skąd wcześniej wydawał rozkazy.

Widok starego drucha(Oj, polecam dyktanda z podstawówki. :P "Druha" oczywiście) zawsze przynosi jakieś ukojenie.

– Ano ja. Nowiny mnie doszły, oblężenie tu jest. Nie zauważyłem, mi na normalny dzień to wygląda. Ktoś leci, ktoś leży(kropka) – Likoni uśmiechnął się szeroko, łapiąc równowagę, ponieważ znów nastąpił wstrząs.

Ludzka magia jest zarezerwowana tylko dla ludzi, wilcza(spacja)– tylko dla wilków.

Magia wilków jest w swoim rodzaju magią natury. (Lepiej "swego rodzaju magią natury")

Jednakże,(zbędny przecinek) magia wilków leczy tylko rany osobników żywych.

Z kolei,(zbędny przecinek) magia ludzi stawia na działania wojenne.

Oczywiście,(zbędny przecinek) taki podział magii,(zbędny przecinek) nie oznacza tego, że wśród wilków nie ma osobników, które przyswoiły magię ludzi, jak i na odwrót. Jednakże,(zbędny przecinek) są to nieliczne przypadki, (zbędny przecinek)niosące ze sobą różne zmiany w organizmie.

Likoni jest(był) jedynym,(zbędny przecinek) wciąż żyjącym z przedstawicieli takich osobników, który opanował magię ludzi, zamieniając się w podobną pokrakę.

– Nawet nie wiesz(przecinek) jak cieszę, że tu jesteś(kropka)– u(U)śmiech zniknął z twarzy Greya, gdy ten zaczął się rozglądać(kropka) – Gdzie jest Daszkin?

– Zasadzkę na nas machnęli. Zacna, przyznać muszę. Oddział w rozsypkę poszedł. Daszkin i Timotienki dali w las nogę. Tamci za nimi. Ja się schowałem, mnie znaleźć nie byli w stanie(kropka) – Likoni wzruszył ramionami.

– Kurwa mać – Grey zaklnął(zaklął), uderzając łapą w podłogę(kropka) – Mam nadzieję, że nic im nie jest.

– (...) Znasz go lat wiele. Jak się schowa(przecinek) to nikt go nie znajdzie. Pewnie daleko nie jest.
– Oby – wyszeptał szary wilk, odwracając się do swojego przyjaciela(kropka) – Chodź, mamy fortecę do obrony(kropka) – m(M)achnął łapą, po czym oboje zniknęli w gąszczu biegających wilków.

Prawdę mówiąc, ta część prologu znacznie mniej mi się spodobała. Nie chcę zabrzmieć zbyt ostro, ale inaczej chyba nie dam rady tego ująć: opis twierdzy wydał mi się z tego fragmentu najmniej nudnawy. Scena śmierci młodego wilka i żal tego starszego może i wywarłaby na mnie wrażenie, gdybym lepiej znała któregoś z nich. Póki co niezbyt mi gra, że dowódca wilków, który widział ponoć tyle śmierci, tak to przeżywa, rezygnując z dowodzenia swoją armią na rzecz zaniesienia i tak skazanego na straty młodzika. Inna sprawa, że gdyby nie gawędzili po powrocie młodego o jego ranie, tylko od razu podjęli decyzję, to może miałby on jakieś szanse – takie zachowanie też średnio pasuje mi do wodza, bo jak dla mnie jest po prostu nieodpowiedzialne.
Same wzmianki o starciu też mnie nie ruszają. Może bardziej odczułabym aurę zagrożenia, gdybym wiedziała, co to są "Czerwone Ogony" i o co poszło. A tak tylko wiem, że się biją i w sumie mało mnie to obchodzi.

Nie kupiłeś mnie także dialogami, wręcz przeciwnie. Teksty typu "nie ma wała" albo "weź pójdź" zdecydowanie nie przypadają mi do gustu ani nie przydają bohaterom intelektu – wodzowi zwłaszcza.

Byłoby też miło, gdybyś utrzymywał jeden czas narracji, bo kilka razy natknęłam się na zmianę czasu, w szczególności w opisie dwóch rodzajów magii – on cały jest w czasie teraźniejszym.
No i przydałoby się stosować cudzysłowy polskie, czyli dwie kreski na dole – otwierający i dwie kreski na górze – zamykający. :P

Podsumowując: albo stałam się niezwykle wybredna, albo mogło być lepiej. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#10
Niestety nie jestem zachwycony tym tekstem. Przede wszystkim nie jestem za bardzo fanem tekstów, w których bohaterami są zwierzęta. Czytałem co prawda kiedyś "Wodnikowe Wzgórze", ale na tym koniec.

W każdym razie sam pomysł opowiadania z wilkami jako głównymi bohaterami nie jest moim zdaniem jedynym problemem tekstu. Powinieneś poważnie popracować nad narracją, która miejscami odrzuca. Już sam początek – samotny wilk biegnie przez las, ucieka przed pogonią i gada do siebie, samemu sobie tłumacząc swoje plany. Wtf? No i dalej teksty typu "itd." "tu i ówdzie" "biegały w tą i z powrotem" " jakieś elementy" i parę innych. To wszystko w jednym akapicie. Może chciałeś w ten sposób oddać chaos w obleganej fortecy, ale wygląda to po prostu na bardzo niechlujny i niedbały opis zrobiony na odczep.

Sam świat i kreacja bohaterów też pozostawia wiele do życzenia. Na początku piszesz "Ludzka magia jest zarezerwowana tylko dla ludzi, wilcza- tylko dla wilków". Zaraz potem dodajesz, że oczywiście są wyjątki i niektórzy czarują na odwrót. Sama idea wilczej magii niezbyt mi się podoba i jakoś mnie nie przekonuje, a opis obu rodzajów wygląda jakby był wciśnięty tu na siłę. Poza tym tak jak wspominała Vet zachowanie dowódcy jest niezbyt logiczne i spójne. Miał wyjść na wspaniałego przywódcę opiekującego się swoimi ludźmi (wilkami) a wyszedł dość mizernie. Poza tym zauważył, że młody umarł dopiero jak zobaczył kartkę medyka? Serio? Poza tym ponownie zgodzę się z Vet – ani śmierć młodego, ani sama bitwa jakoś niespecjalnie wzbudzają emocję, kiedy nie wiem kim oni wszyscy są i o co im chodzi.

Żeby nie było, że tekst ma same wady. Jeśli przyjmę wizję twojego świata, to muszę stwierdzić, że spodobał mi się Likoni. Czytając o nim fizycznie widziałem druida przemienionego w wilkołaka z Diablo II. Poza tym lubię gdy niektórzy bohaterowie mają charakterystyczny sposób mówienia. Mam też nadzieję, że Likoni pokaże trochę tej "ludzkiej" magii.

Podsumowując: widzę, że włożyłeś dużo pracy w świat i historię i doceniam to. Zapewne ten tekst może się spodobać, ale do mnie ten świat nie przemówił.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości