Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Sprawiedliwy ogień
#1
Szczerze mówiąc, nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się pisać nic z gatunku fantastyki. Jako że jestem w tym kompletnym laikiem, z góry dziękuję za wszelką pomoc dydaktyczną dotyczącą konstrukcji świata przedstawionego.

Tytuł, póki co, jest jak najbardziej roboczy.
Sprawiedliwy ogień

PROLOG


Effie podwinęła rękawy i upewniwszy się, że łuk spoczywa bezpiecznie przytroczony do jej pleców, rozpoczęła wspinaczkę. Muzyka płynąca ze słuchawek w jej uszach zagłuszała wszystkie inne dźwięki. Dotarła do rozłożystej gałęzi i usiadła na niej okrakiem, zachowując pełną równowagę. Dookoła unosił się zapach palonego drewna. Dziewczyna zdjęła maskę z twarzy i wierzchem dłoni otarła nagromadzone w kącikach oczu łzy bezsilności i żalu. Ukryta wśród liści, miała dobry widok na polanę, na której zebrane były wszystkie adeptki jej szkoły. Spojrzenie utkwiła w przygotowanym stosie, emanującym ponurą energią. Uspokoiła oddech i przycisnąwszy pięść do klatki piersiowej, wyszeptała kilka słów. W koniuszkach palców poczuła rozprzestrzeniające się ciepło. By zająć czymś myśli, przygotowała łuk do strzału.
Czekała. W końcu na obserwowanej przez nią polanie nastąpiło poruszenie. Dyrektorka szkoły, a zarazem jej matka, skończyła przemawiać i wiele dziewcząt rozstąpiło się, by zrobić przejście. Effie nienawidziła ich wszystkich z głębi serca, choć jeszcze niedawno niektóre z nich były dobrymi koleżankami. Nałożyła strzałę i naciągnęła cięciwę, celując w Kennę stojącą u prawego boku dyrektorki. Płomienie wokół stosu nagle zamarły i utworzyły korytarz. Z budynku szkoły wyszedł jeden z ochroniarzy prowadzący drobną nastolatkę ubraną w szarą, pokutną sukienkę. Łuczniczka poczuła zbierające się w oczach łzy. Zaczęła mrugać, nie mogąc sobie pozwolić na jakikolwiek błąd. Wzięła głęboki wdech i obserwowała, jak strażnik przywiązuje skazaną do pala i następnie zajmuje miejsce wśród obserwujących dziewcząt. Effie liczyła uderzenia własnego serca, wsłuchiwała się w rytm perkusji dobiegający ze słuchawek. Nagle ogień wybuchł z siłą jeszcze większą niż wcześniej. Drobna brunetka przywiązana do stosu uniosła głowę. Nie krzyczała, jedynie rozpaczliwie szukała kogoś w tłumie. W końcu zwróciła twarz w kierunku drzew, wprost na Effie. Wyszeptała coś, lub wykrzyczała. Łuczniczka wiedziała jednak, jak brzmiały słowa. Zrób to. Przysięgłaś.
– Przepraszam – wyszeptała w pustkę.
Wypuściła strzałę, a jej świst przedarł się nawet przez muzykę w słuchawkach. Jeden celny strzał, po którym nastąpiła cisza.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(05-07-2015, 22:28)Wanderer napisał(a): Szczerze mówiąc, nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się pisać nic z gatunku fantastyki. Jako że jestem w tym kompletnym laikiem, z góry dziękuję za wszelką pomoc dydaktyczną dotyczącą konstrukcji świata przedstawionego.
(No dobra, laiku, zobaczmy ten debiut:))

PROLOG[/align][/b]

Muzyka płynąca z (ze) słuchawek w jej uszach zagłuszała wszystkie inne dźwięki.

Kobieta(nie lepiej 'dziewczyna', wydaje się bardzo młoda, skoro wspina się na drzewa) zdjęła maskę z twarzy i wierzchem dłoni otarła nagromadzone w kącikach oczu łzy bezsilności i żalu.

W tej chwili, (zbędne)ukryta wśród liści, miała dobry widok na polanę, na której zebrane były wszystkie adeptki jej szkoły.

Łuczniczka poczuła zbierające się w jej(zbędne, bo można odnieść wrażenie, że poczuła łzy w oczach tamtej dziewczyny) oczach łzy.

W końcu zwróciła twarz w kierunku drzew, wprost na miejsce, w którym znajdowała się Effie(wprost na Effie).

Kobieta(Łuczniczka?) wiedziała jednak, jak brzmiały słowa.[


Część pierwsza

Dziewczyna jeszcze przez kilka sekund mierzyła we wciąż wystraszonego ochroniarza, a następnie, bardzo niechętnie (z ociąganiem albo ociągając się – unikniesz tego rymu), zdjęła strzałę z łuku i włożyła (zbędne, nic innego raczej do kołczanu się nie wkłada) do kołczanu.

Prychnęła cicho(przecinek) odkładając broń na ramię(zawieszając broń na ramię).

– Dlaczego zawsze uciekasz przed kolacją? – Lacrima nie zakończyła swojego wykładu. – Od piętnastu lat, wieczór w wieczór(każdego wieczora?).

Twoja matka pozwala ci na zdecydowanie zbyt wiele(coś tu jest z szykiem – zdecydowanie pozwala ci na zbyt wiele), poświęca ci za mało uwagi, jesteś naprawdę...

Tylko i wyłącznie(wtedy i przecinek) kiedy miała ją na sobie(przecinek) czuła się wolna i niezbyt wyobcowana.

Koniuszki jej palców zapłonęły żywym ogniem i skupiła(musiała skupić) całą swoją(zbędna spacja) uwagę na tym, by go ugasić.

Nagle Effie została oblana wodą,(bez przecinka) zmaterializowaną z pustki.

Przerwały dyskusję, gdy ze szkoły wybiegła dyrektorka. Dobiegła do dziewcząt i zaczęła potrząsać ramionami drobniejszej z nich(córki – wiemy, że dziewczyna jest jej córką).

– Mamo, o co to wielkie halo? Przecież nie opuściłam terenu szkoły – wyjęczała córka dyrektorki(zbędne, gdyż wcześniej mówi do niej 'mamo').

Marsz do swojego pokoju(te słowa brzmią, jakby były kierowane do małej dziewczynki, powinno być jakoś tak 'Teraz wrócisz do swojego pokoju' albo 'Wracaj do swojego pokoju', a...), a potem porozmawiamy o konsekwencjach!

Już ci mówiłam, że nie ma powodu tego ukrywać. Taka już jesteś!

Zablokowała umysł(przecinek) przypominając sobie dźwięki jednej z ulubionych piosenek.

Potrzebowała swojego pokoju(schronienia?).

Wydała z siebie ciche warknięcie, gdy usłyszała ciche(tu zbędne) pukanie do drzwi.

– Eff, wszystko w porządku? – zapytała cicho Lacrima. – Wiem, że twoja matka jest nieco ostra(przecinek) kiedy się zdenerwuje, ale martwi się o ciebie...

– Och, będziemy wiedziały,(spacja)jak podejrzewam.

Napisane jest ładnie, dobrze się czyta, z łatwością przebrnęłam przez tekst. Ciekawy motyw żeńskiej szkoły magii, w której jedynym męskim pierwiastkiem wydaje się być strażnik lub strażnicy. Nie bardzo rozumiem prolog, strzeliła do dziewczyny skazanej za coś na okrutną śmierć, ale nie wyjaśniasz ani powodu skazania, ani tego, czy ją zabiła. A może to był sen? No nic, poczekam na wyjaśnienia;).
W tekście naniosłam trochę poprawek i sugestii, z których możesz skorzystać.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#3
No dobra, to jeszcze ja coś od siebie dorzucę.

(05-07-2015, 22:28)Wanderer napisał(a):
PROLOG

By zająć czymś myśli, przygotowała łuk do wystrzału.(strzału – "wystrzał" to odgłos)

Dyrektorka szkoły, a zarazem jej matka, skończyła przemawiać i wiele dziewcząt rozstąpiło się, by zrobić przejście. Effie nienawidziła ich wszystkich z głębi serca, choć jeszcze niedawno niektóre z nich były jej dobrymi koleżankami.

Płomienie wokół stosu nagle zamarły i utworzyły korytarz. (Przeoczyłam moment, w którym pojawił się tam stos, czy informacja o tym naprawdę jest tylko w tym zdaniu? Jeśli to nie moje przeoczenie, to przydałoby się poinformować wcześniej, że jest tam jakiś stos – bo dla mnie w każdym razie to nagłe pojawienie się stosu to zaskoczenie, zwłaszcza że płomienie na nim zachowują się dziwnie.)

Z budynku szkoły wyszedł jeden z ochroniarzy,(zbędny przecinek) prowadzący drobną nastolatkę ubraną w szarą, pokutną sukienkę. Łuczniczka poczuła zbierające się w jej oczach łzy.

Effie liczyła uderzenia własnego serca, wsłuchiwała się w rytm perkusji. (Przez dłuższą chwilę zastanawiałam się, co tam robi perkusja, dopiero kiedy przeczytałam niżej przypomniałam sobie, że dziewczyna ma słuchawki na uszach – jestem więc za zaznaczeniem, skąd była ta perkusja)

Wyszeptała coś,(zbędny przecinek) lub wykrzyczała. Kobieta wiedziała jednak, jak brzmiały słowa.

Wypuściła strzałę, a jej świst przedarł się nawet przez muzykę w słuchawkach. (To coś głośna była ta strzała. :P Naprawdę wątpię, żeby wypuszczona strzała była słyszalna przez muzykę w słuchawkach.)


ROZDZIAŁ PIERWSZY – DECYZJA
Część pierwsza

Odgarnęła kosmyk włosów w kolorze jasnego blondu za ucho i bezszelestnie, niczym kot, (Zbędne te przecinki, lepiej zrobić z tego zwyczajne porównanie, a nie upychać je we wtrącenie) zeskoczyła z gałęzi.

– Zachowujesz się naprawdę dziecinnie. Masz już dwadzieścia lat! Zacznij się zachowywać,(zbędny przecinek) jak przystało kobiecie w twoim wieku!

Przerwały dyskusję, gdy ze szkoły wybiegła dyrektorka. Dobiegła do dziewcząt i zaczęła potrząsać ramionami drobniejszej z nich. (Oprócz tego, co napisała Nawka, ja zmieniłabym to na "potrząsać córką za ramiona" czy coś w tym stylu – to "potrząsanie ramionami" brzmi mi tak, jakby reszta ciała nie miała z tymi ramionami nic wspólnego)

Wiedziała, że jej przyjaciółka nie pozostanie obojętna i niestraszne są jej wszelkie zamki. Z łatwością opanowała sztuczki wymagające zdolności manualnych, czego Effie zawsze jej zazdrościła.

W tej chwili potrzebowała po prostu chwili dla siebie.

Prawdę mówiąc, nie jestem zachwycona. Tekst napisany jest ładnym stylem, niewiele w nim też błędów, co się chwali, ale mnie nie porwał.
Sam motyw szkoły magii to dość oklepana sprawa, choć oczywiście nie wykluczam, że wciąż jeszcze jesteś w stanie wyciągnąć z niego coś nowego – jeśli to ci się uda, to już masz u mnie sporego plusa.
Tak jak Nawka nie rozumiem prologu. Mam nadzieję, że wyjaśni się po pierwsze kim była skazana dziewczyna, a po drugie jak doszło do umowy(?), że bohaterka zabije ją przed spaleniem. Ale ogólnie muszę powiedzieć, że prolog przypadł mi do gustu bardziej niż rozdział pierwszy lub jego początek – a to się dość rzadko zdarza w moim przypadku.
Z przykrością muszę powiedzieć, że w rozdziale pierwszym nie znalazłam nic dla siebie. Główna bohaterka znacznie straciła w moich oczach z powodu – wybacz za określenie – dość infantylnych moim zdaniem dialogów. ("Automatycznie wyprostowała się i naciągnęła cięciwę, celując grotem strzały w plecy ochroniarza. – BU! – krzyknęła." –-–> serio, dziewczyna ma dwadzieścia lat, czy tylko mnie coś takiego wydaje się zbyt głupie jak na ten wiek? Nie mówiąc już o tym, że średnio pasuje do sytuacji.) Przykro mi to mówić, ale cała ta rozmowa z jej przyjaciółkami czy koleżankami przypomina mi trochę dialog gimnazjalistek, w żadnym razie nie powiedziałabym, że którakolwiek z nich ma dwadzieścia lat, a nawet więcej. To zachowanie matki wobec córki i córki wobec matki też mi nie pasuje do relacji rodzica z dorosłym dzieckiem: "Marsz do swojego pokoju, potem porozmawiamy o konsekwencjach", "Mamo, o co to wielkie halo" –-–> Może to tylko moje wrażenie, ale mnie wypowiedzi tego typu podchodzą pod dialog z dzieckiem, brzmią dość niedojrzale.
Interesujący wydaje się być motyw tego oparzenia – liczę, że wyjaśni się to w kolejnych fragmentach.
To tyle ode mnie, trochę sobie pomarudziłam. Czekam na kolejne fragmenty, liczę, że masz w zanadrzu coś, co pozytywnie mnie zaskoczy i da mi powód do zmiany zdania. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#4
Zgodzę się z Vet, że sam prolog jest lepszy niż pierwszy rozdział. I nie mogę powiedzieć, że go nie zrozumiałem, po przeczytaniu całego fragmentu wszystko wydaje się całkiem oczywiste. Dziewczyna na stosie to Lacrima, skazana na śmierć przez matkę głównej bohaterki, co zapewne w jakiś sposób wyniknie z winy Effie. Jako że początkowo celowała z łuku w jakąś Kennę, to można założyć że doniosła ona na Lacrimę. Nie twierdzę, że rozgryzłem całą fabułę, po prostu nie rozumiem tego wielkiego niezrozumienia prologu.
Dalej faktycznie jest nieco słabiej i przypomina to raczej lekkie fantasy dla nastolatek o nastolatkach, myślę że zabranie bohaterkom po 5 lat urealni cały tekst. Sam motyw szkoły magii, głównej bohaterki która jest wyalienowana i nie panuje nad swoją mocą nie jest jakoś specjalnie odkrywczy, ale można ciągle z niego coś ciekawego wycisnąć, więc poczekam na jeszcze kilka fragmentów.
No i jeszcze jedno. "CDN." na końcu jest zupełnie zbędne i trąci jakimiś blogaskami. Napisałeś wyraźnie, że to pierwszy rozdział, więc naturalne że będzie ciąg dalszy :D
Odpowiedz
#5
(05-07-2015, 22:28)Wanderer napisał(a): ROZDZIAŁ PIERWSZY – DECYZJA[/b][/align]
Część pierwsza

Może i miała dużo trudności w innych dziedzinach, lecz jeśli chodzi o ukrywanie się – nie miała sobie równych.

Automatycznie wyprostowała się i naciągnęła cięciwę, celując grotem strzały (zbędne)w plecy ochroniarza.

Prychnęła cicho odkładając (przewieszając przez) broń na ramię.

– … (bez spacji) urocza i kochana – wpadła jej w słowo Effie.

Lacrima wywróciła oczami i opatuliła się mocniej swetrem (zmieniałabym szyk na: i mocniej opatuliła się swetrem).

Dostrzegła, że Lacrima wyciąga w jej kierunku rękę, lecz ruszyła przed siebie tak szybko, jak tylko było to możliwe bez biegania (nie biegnąc?).

Lacrima zagryzła wargę i rozejrzała się nerwowo dookoła, jakby w obawie, że ktoś może ich (je)podsłuchiwać.

CDN.

Podobnie do poprzedników, nie jestem zachwycona. Warsztat całkiem niezły, ale fabuła nie przemawia do mnie. Łapię, o co chodzi w prologu, ale momentami, jak np. przy wspomnianym przez Vetalę stosie, nie wiedziałam, skąd się coś wzięło, bo nie było o tym wcześniej wzmianki. Możliwe, że Tobie wydaje się oczywiste i przejrzyste, co, jak, kto, gdzie i skąd, ponieważ widzisz to w swojej głowie, więc nie ma sensu tego opisywać, jednak czytelnik nie siedzi w Twojej głowie i nie zna wszystkich myśli, dlatego musisz po prostu wyjaśnić to i owo.
W kwestii motywu szkoły magii nie będę się wypowiadała, bo wszystko zostało już powiedziane. Natomiast pozwolę sobie wspomnieć o czymś, co przy czytaniu wywoływało we mnie wewnętrzny jęk rozpaczy – dialogi. Pierwsze skojarzenie – bez obrazy – kiepskiej jakości powieść dla ciziowatych czternastolatek ze skłonnościami do infantylności. Zgodzę się z Vet, takie teksty pasują raczej do nastolatek w okresie pierwszego buntu niż dorosłych kobiet. No i ten foch – klasyka gatunku. :D Bez focha z przytupem to nie byłoby to samo.
Dobra, a teraz, żeby złagodzić przekaz i nie wyjść na totalną małpę, co było dobre:
Motyw łuczniczki – trochę oklepane, ale wciąż dobre. Maska – ciekawy pomysł, szczególnie przy poparzeniach twarzy. Matka – zrób z niej tyrana i despotkę ze skłonnościami do manipulowania ludźmi, a na pewno będę czytać. :D Stos – zawsze dobry. Kojarzy mi się z inkwizycją i czarownicami, ale za co można kogoś puścić z dymem w szkole magii nie mam pojęcia i chętnie się przekonam, co wymyśliłeś.
Nie zrażaj się mało pochlebnymi opiniami, ponieważ zawsze może się okazać, że dalej jest tylko lepiej. :)
Czekam na ciąg dalszy, bo chciałabym zobaczyć, jak to poprowadzisz. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#6
Co racja, to i racja.
Najwidoczniej do pisania fantasy się nie nadaję, zdarza się.

Niemniej, prolog poprawiony, a rozdział pierwszy skasowany. Jak go przemyślę i przebuduję całkowicie, to go wstawię. Wybaczcie narażanie was na czytanie tego chłamu :)

I dziękuję za pomoc.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Ponowna próba napisania czegoś z sensem w tym temacie. Przerwa była dość długa, ale chyba nikomu to nie przeszkadzało :) Lojalnie uprzedzam, że ostatnio dopada mnie wtórny analfabetyzm, i z moją ortografią jest ostatnio dość kiepsko. Miło was ponownie widzieć :) 


Effie wspięła się na rozłożyste drzewo i zajęła wygodną pozycję wsparta o konar. Przed sobą widziała dobrze oświetlony, znienawidzony dworek. Pomimo przestronnych sal i chłodnych murów miała wrażenie, iż dusi się w nim, a jej ciało trawi gorączka. Wzięła głęboki oddech, aż zabolały ją płuca i popatrzyła w gwiazdy. Noc była prawie bezchmurna, wiał lekki wiatr. Zdjęła z twarzy maskę i odprężyła się. Namiastka wolności.
 
Młoda, dwudziestojednoletnia kobieta, wiedziona złymi przeczuciami, otworzyła gwałtownie oczy. Założyła bluzę i po cichu opuściła swój pokój. Nie sprawdziwszy nawet sypialni swojej przyjaciółki, wymknęła się z budynku. Nauczona doświadczeniem przemierzała niewielki lasek rosnący na terenie szkoły, przeszukując uważnie konary drzew. W końcu dostrzegła tę, której szukała.
– Effie! – syknęła wściekle.
Dziewczyna o blond włosach wzdrygnęła się i odruchowo zacisnęła dłoń na pasku spodni. W mig odzyskała czujność.
–  Cri? Co tu robisz? – spytała Effie chłodno.
Lacrima cicho westchnęła i pokręciła głową z niedowierzaniem.
– Przyszłam po ciebie. Co ty tu robisz? Zaraz będzie świtać! Będziesz miała kłopoty!
– Będziemy miały, skoro już tu jesteś – odburknęła cicho Effie. – Nikt ci nie kazał przychodzić. Musiałam się zdrzemnąć.
Zeskoczyła z drzewa bezszelestnie niczym kot. W końcówkach palców poczuła rozchodzące się ciepło. Skupiła całą swoją uwagę i uczucie zniknęło.
– Dalej nad tym nie panujesz? – drążyła Lacrima.
– Cicho – warknęła młodsza z kobiet. – Lepiej, żeby nas nikt nie przyłapał.
Skradając się, wróciły do budynku. Zdążyły w ostatniej chwili.
 
Samael stanął przed lustrem poprawiając starannie dobrane ubrania. Od kilku dni zdenerwowanie go nie opuszczało, cała atmosfera zdawała się drżeć z podniecenia. Coś wielkiego zmierzało ku niemu, a on oczekiwał tego z utęsknieniem. Od tak dawna nie zdarzyło się nic ciekawego. Od tak dawna był znudzony i... i bezrobotny. Zmierzwił swoje włosy i zamknął na chwilę oczy. Gdy nabierał w płuca powietrze, w umyśle dostrzegł obraz postaci w ogniu. Kąciki ust wygięły się w tryumfalny uśmiech. Już niedługo.
 
Przy śniadaniu obydwie zachowywały spokój, jednak Effie cały czas czuła przechodzące wzdłuż kręgosłupa ciarki. Rozejrzała się niepewnie i dostrzegła przy jednym ze stołów swoją matkę. Patrzyła na nią lodowatym spojrzeniem.
– Ona wie – wyszeptała dziewczyna.
Lacrima zerknęła na przyjaciółkę. Dostrzegając później dyrektorkę, aż się wzdrygnęła, a jej ręce zaczęły drżeć.
– Eff, co my teraz zrobimy? Jeszcze nie jesteś pełnoletnia! – zapytała nerwowo. – Mina twojej matki nie wróży dobrze.
Choć przyjaciółka ciągle wpadała w jakieś kłopoty, Lacrima wciąż nie potrafiła pomóc jej z nich wybrnąć. To zwykle Effie, choć młodsza i dużo mniej zdolna, zawsze ratowała ich skóry. 
Przestraszona Cri bacznie obserwowała towarzyszkę. Nagle spostrzegła, że herbata w jej kubku wrze. Przeniosła spojrzenie na przyjaciółkę... Ta wyglądała nie na przerażoną, tylko wściekłą.
– Eff, na litość boską! Opanuj się!
Jednak w tym samym momencie stół stanął w ogniu. Effie odskoczyła, jakby dopiero teraz sobie zdała z tego sprawę i, co było do niej niepodobne, wybiegła ze stołówki. Lacrima szybko ugasiła pożar, materializując wodę. Z powodu stresu zalała dwa sąsiednie stoliki. Wciąż jeszcze przepraszała sąsiadujące adeptki za zamieszanie, gdy stanęła oko w oko z dyrektorką. Przełknęła ślinę.
 
Każdy kolejny oddech głęboko ranił płuca Effie. Miała wrażenie, że wypełnione są popiołem i sadzą. Widok płonących jak pochodnia dłoni wcale jej nie pomagał. Po kilku sekundach – a może minutach? –  ujrzała przed sobą parę błyszczących butów. Zerknęła w górę, napotykając kpiące spojrzenie ochroniarza. Jego uśmiech nie wróżył nic dobrego. Zgodnie z przypuszczeniami, poczuła na sobie zimną wodę. Zaczerpnęła gwałtownie powietrze do płuc i zerwała się na równe nogi. Mężczyzna wykorzystał tę chwilę i złapał ją za ramię, szarpiąc w kierunku schodów.
– Pani dyrektor wydała instrukcje – powiedział lodowatym tonem.
Effie potrząsnęła głową i skupiła uwagę na opanowaniu nerwów. Wybuchy złości i strachu powodowały u niej utratę kontroli nad mocą... Niszczycielską mocą, poprawiła się w myślach. Poprawiła maskę zakrywającą jej twarz i wyrwała ramię z uścisku ochroniarza. Nienawidziła tego człowieka od pierwszego dnia, gdy go poznała. Było w nim okrucieństwo, choć pozostałe uczennice twierdziły, że tylko ona to dostrzega.
– Sama pójdę – syknęła.
Roześmiał się, kłaniając z nonszalancją, i pokazał drogę. Jego śmiech wniknął w Effie niczym lód, który poczuła nawet w kościach.
 
Dyrektorka patrzyła na nią w skupieniu, Lacrima z kolei siedziała sztywno wyprostowana, czekając. Nie wiedziała na co, ale z pewnością czekała. W końcu starsza kobieta zdecydowała przerwać ciszę.
– Lacrimo... Wiedziałaś, że Effie znów wymknęła się w nocy?
Przygryzła wargę. Zawsze beznadziejnie kłamała i nie sądziła, by tym razem było inaczej. Chciała jednak pozostać wierna przyjaciółce.
– Czyli wiedziałaś – odpowiedziała dyrektorka na zadane przez siebie pytanie. – Obawiam się, że przestaję panować nad swoją córką. Zauważyłam jednak, że się przyjaźnicie... Na tyle, na ile Effie zdolna jest do przyjaźni. To dlatego zależało mi na rozmowie z tobą. Jesteś dorosłą, rozsądną kobietą... I w dodatku jedną z najlepszych uczennic. Mam nadzieję, że będziesz potrafiła zapanować nad Effie. Martwię się o nią, jest bardzo porywcza i kompletnie nie potrafi kontrolować swojej mocy, pomimo tak wielu lat szkoleń. Jest niebezpieczna zarówno dla siebie, jak i dla innych.
– Nie bardzo rozumiem... Czy pani chce...?
– Żebyś pilnowała Effie. Twoja moc jest jej przeciwstawna... Wierzę, że potrafisz nad nią zapanować. Z jakiegoś powodu dobrze się dogadujecie. Nie pozwól jej stąd uciec. Poza murami tej szkoły nie czeka na nią nic... Zniszczy sama siebie, prędzej niż później.
 Młodsza z kobiet przełknęła ślinę. Relacje jej i Effie były dość specyficzne, choć rzeczywiście, mogły je nazwać przyjaźnią, ale... czy mogła ją kontrolować? Effie, choć była drobną, wręcz filigranową dziewczyną, emanowała dziwną, gwałtowną energią, a w jej brązowych oczach w kształcie migdałów często można było dostrzec płomień. Lacrima, rok od niej starsza, to jej kompletne przeciwieństwo. Wysoka, smukła, stateczna. Niejednokrotnie słyszała, że jej spojrzenie przywodzi na myśl ocean lub błękitne, bezchmurne niebo. Nie emanowała od niej żadna siła, nie miała nawet aury tajemniczości. Była spokojną kobietą, nawet jeśli zdolną i pojętną, to pozbawioną cech przywódczych.
– Spróbuję. Tyle mogę obiecać.
– Dziękuję. A teraz uciekaj na zajęcia. Nie chciałabyś się chyba spóźnić. Niewiele czasu zostało, nim zakończysz swoją edukację.
Podniosła się z krzesła i pożegnała. Podchodząc do drzwi, próbowała ukryć swoje zdenerwowanie.
– Lacrimo... Na oceanie czasami również szaleją sztormy.
Skinęła głową i pospiesznie opuściła gabinet. Nigdy nie potrafiła rozgryźć, kim naprawdę jest dyrektorka szkoły.
 
Ochroniarz zaprowadził ją do piwnicy, w której znajdował się basen. Na jego brzegu siedziała Bianka. Wyglądała, jakby było jej przykro. Effie westchnęła z rezygnacją.
– Szanownej mamusi się jeszcze ta kara nie znudziła? – spytała z nonszalancją, nie oczekując odpowiedzi.
Arthur spojrzał ze złością i nagle pchnął ją do basenu. Nie spodziewała się tego, więc wpadła twarzą do wody nie zaczerpnąwszy wcześniej powietrza. Jej płuca płonęły żywym ogniem, lecz nie potrafiła wypłynąć na powierzchnię. Tafla wody była twarda jak skała, nie do przebicia. Waliła w nią pięściami, stopniowo tracąc świadomość. W ostatniej chwili udało jej się wynurzyć. Zaciągnęła tlen do płuc, czując zmęczenie.
– Kto ci pozwolił?!
– Utopiłaby się! Zwariowałeś?!
– Masz tylko wykonywać polecenia!
Effie zobaczyła tylko, jak Arthur uderza Biankę w twarz. Następnie odwrócił się do niej i wepchnął jej głowę pod wodę. Tym razem była na to przygotowana.
Odkrztuszała resztę wody z płuc leżąc na zimnej posadzce. W jej żyłach wciąż płonął ogień.
– Dziwka – syknął Arthur, wciąż trzymając poparzoną dłoń w zimnej wodzie.
Roześmiała się tylko na tyle, na ile pozwoliły jej obolałe płuca. W gardle czuła nieprzyjemne pieczenie. Ani trochę nie było jej żal ochroniarza.
Odpowiedz
#8
Cytat:Przed sobą widziała dobrze oświetlony dworek, który nienawidziła (którego nienawidziła, ale lepiej byłoby chyba 'dobrze oświetlony, znienawidzony dworek')
 
– Przyszłam po ciebie. Co TY (z małej, bo nie ma uzasadnienia dla pisania wielkimi literami) tu robisz? 

Wróciły do budynku skradając się. (Skradając się, wróciły do budynku) 

Od kilku dni nerwy (i nie powinny, bo stałby się warzywem, tu powinno być słowo 'zdenerwowanie', 'rozdrażnienie', 'irytacja') go nie opuszczały, cała atmosfera zdawała się drżeć z podniecenia. 

Dostrzegając w chwilę (‘Dostrzegając chwilę później’, ale lepiej ‘Zerkając na dyrektorkę’ bez ‘chwilę później’) później dyrektorkę (przecinek) aż się wzdrygnęła, a jej ręce zaczęły drżeć.

Choć przyjaciółka ciągle wpadała w jakieś kłopoty, Lacrima wciąż nie potrafiła pomagać (pomóc) jej z nich wybrnąć.

Uniosła spojrzenie i napotkała ochroniarza. (To zdanie nie brzmi dobrze, moim zdaniem ‘napotkać kogoś’ można raczej w drodze, w przelocie – tu napisałabym: ‘Zerknęła w górę, napotykając kpiące spojrzenie ochroniarza’ lub jakoś tak)

Wybuchy złości i strachu powodowały u niej utratę kontroli nad swoją (zbędne) mocą... 

Arthur spojrzał na nią ze złością i pchnął. (spojrzał ze złością i nagle pchnął ją do basenu)

Zaciągnęła tlen w płucach (do płuc lub w płuca), czując zmęczenie.

 – Utopiła by (Utopiłaby) się! Zwariowałeś?!

Cieszę się, że jesteś :)

Ten fragment jest naprawdę dobrze napisany i dobrze się czyta. Już nie ma w nim tej bajkowości, która pojawiała się wcześniej. Oby tak dalej.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#9
(04-11-2015, 17:13)Nawka napisał(a):
Cytat:Przed sobą widziała dobrze oświetlony dworek, który nienawidziła (którego nienawidziła, ale lepiej byłoby chyba 'dobrze oświetlony, znienawidzony dworek')
 
– Przyszłam po ciebie. Co TY (z małej, bo nie ma uzasadnienia dla pisania wielkimi literami) tu robisz? 

No cześć, też się cieszę że jestem :)
Ad 1 pozostawiony w cytacie – nawet nie wiesz ile razy to było zmieniane i ciągle mi nie grało... Dzięki!
Ad 2 – chodziło mi o akcent na tym słowie... Kursywą po prostu?

Moja gramatyka, ortografia i interpunkcja siadły. Jest źle. Dzięki za poprawki. Wprowadzę je na dniach, jak się z tłumaczeń odkopię.

Stu – przepraszam ;___; czy kiedyś mi wybaczysz?
StuGraMP napisał 05-11-2015, 13:32:
:) Odpuszczone – idź i więcej nie grzesz :D
Odpowiedz
#10
Nie grzesząc już więcej, wklejone zwykłym tekstem. Stu, nie krzycz więcej ;__;
Nawka, raz jeszcze dziękuję za poprawki. Mam nadzieję, że z czasem się pozbędę brzydkich nawyków.
 
Sprawiedliwy ogień

Rozdział pierwszy, część druga.

Samael zatrzymał się przed żeliwną bramą i wziął głęboki oddech. Całym sobą wyczuwał, iż dotarł na miejsce. Przyjemne mrowienie w palcach przyprawiało go o ekstazę. Wszedł na teren akademii dla dziewcząt, nie zauważony przez nikogo. Nie trudno było mu znaleźć miejsce, którego szukał – przyciągało nie tylko jego. Przedarł się przez tłum poddenerwowanych kobiet i dziewczynek, które wyczekiwały niecierpliwie. Dostrzegł z rozbawieniem, że niektóre wykręcały palce, jeszcze inne przytykały chusteczki do ust. Dotarłszy na sam przód tłumu, wciąż przez nikogo niezauważony, znieruchomiał. Już prawie.

Effie bawiła się bransoletką wyplecioną z rzemienia, próbując jednocześnie ignorować płaczliwe zawodzenia Lacrimy. Nie była to pierwsza egzekucja, której musiały być świadkami, a jej przyjaciółka zachowywała się tak, jakby była na powrót małą dziewczynką. Po jej delikatnej twarzy spływały łzy zmieszane z kredką do oczu, pozostawiając na rumianych policzkach ciemne smugi. Effie westchnęła z rezygnacją i poprawiła odruchowo maskę na twarzy.
– Eff, jesteś pozbawiona uczuć – wymamrotała Lacrima ocierając pospiesznie twarz. – Czy ciebie w ogóle to nie rusza? Nie masz w sobie nawet odrobiny empatii? Przecież ją znamy! Effie, znamy ją!
– Cri, ciszej – syknęła młodsza z kobiet. – Zwracasz na nas uwagę. Przecież i tak nic nie możemy zrobić.
– Jesteś potworem, Eff. Masz serce po złej stronie.
– Skończyłaś?
 Była już zmęczona ciągle powtarzającymi się schematami. Nie czuła litości wobec skazanej kobiety, która jeszcze niedawno była jej koleżanką ze szkoły. Nie potrafiła wymusić na sobie ani jednej łzy i istniało prawdopodobieństwo, że Lacrima ma w gruncie rzeczy rację. Możliwe, że Effie miała serce po złej stronie... Lub nie miała go wcale.
Rozejrzała się uważnie po otaczającym ją tłumie. Rzadko się zdarzało, by wszystkie dziewczęta były zgromadzone w jednym miejscu naraz. Nagle dostrzegła niepasujący do całości element całkiem blisko przygotowanego stosu.
– Cri, czy męska szkoła zawsze przysyła przedstawicieli? – spytała zaskoczona.

Ogarnęło go dziwne uczucie, zupełnie jakby był obserwowany. Zmarszczył brwi, zastanawiając się nad tym. To przecież niemożliwe, pomyślał. Powoli się odwrócił i zaczął przyglądać zebranym dziewczętom. Po dłuższej chwili dostrzegł wpatrzoną w niego niewysoką dziewczynę. Miał problem z określeniem jej wieku, gdyż większą część jej twarzy zasłaniały czarna maska i rozpuszczone włosy koloru blond. Zaraz obok niej stała wyższa brunetka, której wiek oceniał na około dwadzieścia lat. Przeszukiwała spojrzeniem miejsce, w którym stał. Docenił jej śliczną, delikatną, wręcz klasyczną urodę, choć teraz przybrudzona była rozmytym makijażem. Nie poświęcił jej jednak zbyt dużo uwagi, skupiając się na tej niewysokiej blondynce, pozornie zajętej zabawą bransoletką. Najbardziej intrygujące dla niego było to, że na niego patrzyła. Widziała go. W momencie, gdy sobie to uświadomił, poczuł, jak krew w jego żyłach zaczyna płonąć żywym ogniem. Wiedział już, że ją odnalazł.

Lacrima krążyła po pokoju zdenerwowana, nieświadomie uderzając pięścią w otwartą dłoń. Rzuciła mordercze spojrzenie w kierunku Effie, nawet nie przerażonej jej wybuchem. W końcu zatrzymała się na samym środku pokoju i wymierzyła oskarżycielsko palec wskazujący w swoją przyjaciółkę.
– Coś jest z tobą nie tak – oznajmiła. – Coś jest naprawdę, naprawdę nie tak.
– Cri… Jak zawsze subtelna – westchnęła w odpowiedzi Effie. 
– Nie żartuj sobie, Eff. Zwariowałaś? Nie było ci przykro, kiedy zabili Violet, a teraz… Teraz dostajesz kartkę papieru, twierdząc, że to list z tajnymi instrukcjami, do których zamierzasz się stosować… A na domiar tego wszystkiego widzisz ludzi, którzy nie istnieją! Eff, te halucynacje to jest poważna sprawa! Trzeba powiedzieć twojej matce!
– Nie!
Kobieta obserwowała przyjaciółkę, jak ta zrywa się gwałtownie z miejsca i podchodzi do okna, mnąc w dłoni kartkę. Nigdy nie potrafiła zrozumieć relacji łączących Effie z jej matką, sama miała ze swoimi rodzicami bardzo dobry kontakt. Usiadła na łóżku, obserwując sylwetkę towarzyszki, której ramiona zgarbiły się, a dłoń powędrowała do maski na twarzy, zdejmując ją. Zażenowana Lacrima odwróciła wzrok.
– Nie możemy nic powiedzieć mojej matce. Cri, dlaczego mi nie wierzysz? Coś jest tutaj nie tak… To nie jest moje miejsce. Chcę wiedzieć, o co chodzi.
– Musisz porozmawiać ze swoją matką. – Lacrima przełknęła ślinę i zmusiła się, by spojrzeć zwróconej teraz do niej Effie w twarz.
Blizna po oparzeniu szpeciła ją od lewego ucha aż po żuchwę z prawej strony. To nigdy nie był przyjemny widok, choć Lacrima poczuwała się w obowiązku namawiać Eff, by ta przestała ukrywać swoje oblicze.
– Effie, to nie w porządku – odparła cicho.
Przypomniała sobie rozmowę z dyrektorką i jej prośbę. A co, jeśli Effie rzeczywiście stanowiła zagrożenie zarówno dla innych, jak i samej siebie? Nie potrafiła racjonalnie wytłumaczyć halucynacji ani tym bardziej w nie uwierzyć. Musiała pomóc przyjaciółce… Tylko jak?

Poprawiła spięte włosy i zapukała do drzwi. Dyrektorka niemal od razu zaprosiła ją do środka.
– Effie, kochanie… – powiedziała rozpromieniona. – Cieszę się, że przyszłaś tak szybko.
– Nie miałam zbyt dużego wyboru. Arthur przekazał mi, że w razie czego może doprowadzić mnie siłą – odparła lodowatym tonem dziewczyna. – Darujmy sobie te ceregiele, nie musisz udawać kochającej mamusi.
Effie z nonszalancją zajęła fotel naprzeciwko biurka i potarła palcami bliznę. Wiedziała, że jej matka nienawidziła patrzeć na oszpeconą twarz córki. Oparła się wygodnie i założyła nogę na nogę.
– Słucham – powtórzyła z nutą lekceważenia w głosie.
– Effie, oj Effie – westchnęła kobieta. – Nie sądzisz, że jesteś już nieco za stara na tak szczeniackie zagrywki? Nie masz już czternastu lat. Za kilka miesięcy skończysz dwadzieścia jeden i będziesz dorosła… Nawet według prawa świata zewnętrznego.
– Możemy przejść do sedna, mamo? – zapytała Effie, kładąc szczególny nacisk na ostatnie słowo. – Podejrzewam, że nie wezwałaś mnie na pogaduszki przy ciasteczkach i herbacie.
– Musimy porozmawiać o twojej przyszłości – odparła spokojnie dyrektorka. Porzuciła wszelkie iluzje i mówiła ostrym, nie znoszącym sprzeciwu głosem. – Niedługo kończysz akademię z raczej miernymi wynikami. Trzeba w końcu zaplanować, co potem.
– Wydaje mi się, że już zaplanowałaś moją przyszłość. Zechcesz się tym podzielić?
– Effie, nie rób ze mnie czarnego charakteru. Martwię się o ciebie. Jest placówka, która przyjmuje adeptki niepotrafiące opanować swojej mocy.
– Placówka… tak? Na jakiej zasadzie się to odbywa?
– W Karolinie Południowej jest… szkoła. Przyjmuje adeptki i adeptów stanowiących zagrożenie dla siebie i otoczenia. Najczęściej są to właśnie osoby obdarzone mocą żywiołu ognia. Ta szkoła wygląda jak ranczo, jest nieco na uboczu i…
– I jest zamknięta. Nie można z niej wychodzić – domyśliła się Effie. – Planujesz mnie znów zamknąć. Nie wystarcza ci, że przez tyle lat więziłaś mnie w tych murach?
– A kiedy ty zrozumiesz, że robię to dla twojego dobra? – spytała ostro jej matka. – Spójrz na swoją twarz. Spójrz na nią! Nie panujesz nad sobą. W każdej chwili możesz wybuchnąć, jeśli nikt nie będzie cię kontrolował… Wiesz, do jakich tragedii może dojść? Miałaś dużo szczęścia, że tamten pożar pozostawił cię przy życiu.
Effie wstała z fotela i zgarbiła ramiona. Bez słowa podeszła do drzwi, po czym z zawahaniem położyła rękę na klamce. W jej umyśle pojawiła się dziwna wizja ciemności. 
– Już zdecydowałaś, prawda? – zapytała cicho.
 Nie doczekawszy się odpowiedzi, uciekła z gabinetu.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości