Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Nowy
#1
Zasadniczo bez tytułu, ale "Nowy" wydaje się być wystarczająco na miejscu.

Budzę się i od razu wiem, że coś jest nie tak. Jakby całe ciało ktoś zgniótł, boli dosłownie wszystko. No, może boli to za dużo powiedziane, niemniej intensywnie czuję każdy centymetr skóry, każdy mięsień i każdą kość. Coś zdecydowanie jest nie tak. Otwieram oczy i nie poznaję pomieszczenia. Zapala się świetlówka, widzę blaszane ściany, białe szafki rażące tym specyficznym szpitalnym wyglądem. No i lamperia olejna, co za idiota wszędzie wciska się z tą lamperią? Próbuję wstać, ale głowa mnie zaczyna rwać tak, że daję sobie spokój. Nie mam zielonego pojęcia, co się wydarzyło, ale siłą rzeczy żadnej libacji być nie mogło.
Do pokoju wchodzi doktor Tymęcki, przysiada się obok z dziwnym wyrazem twarzy. Chwilę to trwa, nim udaje mi się zogniskować wzrok, a to tym trudniejsze, że świeci mi po oczach.
– Jak się czujemy? – pyta, z delikatnym rozbawieniem odkładając latareczkę.
Chcę mu odpowiedzieć, żeby się odczepił, ale język uwiązł mi w zaschniętym gardle. Do pomieszczenia wchodzą jeszcze Domino, Gargamel i Marian, sadowią się na jednym z trzech łóżek i gapią z rozbawieniem. Słyszę kilku debili, chichrających się w korytarzu. Najpewniej ze mnie ale nie mam ochoty ich nawet powyzywać. Tymęcki podaje mi w końcu kubek wody z baniaka obok i nareszcie każę wszystkim durniom wypierdalać. Wybuchają śmiechem tak głośnym, że głowę mi rozsadza.
– Mam dla ciebie kilka wiadomości, dobrych jak i złych – podejmuje Tymęcki, gdy kanonada śmiechu w końcu cichnie. Gargamel stwierdził, że w zasadzie to ja akurat mam w nadmiarze tych dobrych, i tępaki znowu ryczą ze śmiechu. A byście się tak zapluli!
– Dobra wiadomość jest taka, że żyjesz – doktor znowu podejmuje, tym razem nie czekając na koniec chichotów, którego z resztą próżno wyglądać. – Kolejna, bardzo dobra wiadomość, jesteś zdrowy i w pełni sił. – Mam ochotę mu odwinąć, bo przecież mi łgał nie będzie kiedy leżę i z trudem się poruszam, ale ten zmienia nagle ton i trafia od razu w samo sedno: – a pamiętasz w ogóle co się stało?
Kiwam mu, że nie, bo w ustach znowu mi zaschło. Popijam. Bóle wyraźnie ustępują, tylko głowa ćmi. I to dziwaczne uczucie. Coś jest nie tak. Nie, żeby mnie nie dziwiło, czemu zleźli się tu gnoje całą bandą. Nie, żebym nie był ciekawy, z czego się tak cieszą, ale coś innego jest strasznie nie tak, tylko jeszcze nie wiem co.
– No, więc oderwało ci nogę, duży fragment brzucha. – Podnosi tablet zawieszony na łóżku i posiłkując się zdjęciem, zaczyna opisywać, co konkretnie mi urwało, po czym odwraca i pokazuje to zdjęcie. A tam, w kałuży krwi jakieś takie kadłubkowate zwłoki. Dziwi mnie to całe gadanie, bo przecież ruszam nogami, rękoma. Dla pewności zerkam, no rzeczywiście ruszam pod kołdrą. Tylko tak coś dziwnie, ale przecież ruszam.
– A więc dobra wiadomość jest taka, że znalazło się dla ciebie nowe ciało. Zła jest taka…
– Nie, nie – wtrącił się znowu Gargamel. – Ta jest najlepsza!
– Zamknijcie się wreszcie! – Tymęcki próbował, ale śmiechom nie było końca. – Masz ciało Ewy.
Chwilę patrzę na niego jak na idiotę. Potem jak na imbecyla. Następnie jak na błazna skretyniałego i znowu jak na idiotę. Ale każę mu się pocałować w dupę jak zwykłemu debilowi. Reszta wybucha przy tym gromkim śmiechem, więc im też polecam opuścić pomieszczenie. Wtedy właśnie Tymęcki coś tam nowego odnalazł na tablecie, bo wręcza mi z miną w stylu „a nie mówiłem?”.
Ciało Ewy, bioniczne naczynie humanoidalne, jednostka zwiadowczo-badawcza, cud techniki, twór boski. Patrzę chwilę na okładkę instrukcji obsługi ze zdjęciem nagiej kobiety. Chwilę zastanawiam się, co mam o tym myśleć, po czym podnoszę kołdrę. I chuj, a w zasadzie nie chuj tylko pizda. Piersi. Opuszczam kołdrę, po czym sprawdzam jeszcze raz. Palcem wymacuję wargi sromowe i już wszystko jasne i niestety bardzo realne.
– Zajebię! – krzyczę, zrywając się z łóżka, ale doktor to przewidział i odskoczył do tyłu. A ja go nie mogę gonić, bo śliczne kobiecie nóżki odmawiają mi posłuszeństwa.
– Nie rób nic głupiego! Nie było Ciała Adama! – Tymęcki wykrzykuje najszybciej jak może.
Sprawdzam jeszcze raz, ale penisa nie ma tam, gdzie zawsze był, kurwa mać! Kurwa mać!
Tymęcki z powodzeniem wyprasza towarzystwo, czas najwyższy. Niewybredne komentarze mogą sobie wsadzić w dupę, wykrzykuję za nimi. Byle nie w moją!
– Rozerwało cię na kawałki – podejmuje doktor. – W zasadzie to nie było za dużo nadziei, że przeżyjesz, więc przeszczepiliśmy cię w Ciało Ewy, natomiast Adama wziął Gruby Witek. Potem mieliśmy wielkie szczęście, bo wszystko zaczęło się pieprzyć, a jak wiesz mieliśmy tylko po jednym Ciele Adama i Ewy, więc masz mnóstwo szczęścia, że cię zatargali do kapsuły. Całą matkę trafił szlag. Nawet nie wiadomo co dokładnie. Najpierw rozszczelnienie, potem gdzieś pożar, parę awarii. Ledwo co się odłączyliśmy, nie było nawet czasu ustalić lotu, a co dopiero mówić o miejscu lądowania. Stąd powinniśmy się wyjątkowo cieszyć, że nie wpadliśmy do oceanu. Ta planeta to w siedemdziesięciu procentach woda. Tyle w szybkim skrócie.
Kiwam głową, że rozumiem. Siadam i okrywam się szpitalną tuniką, bo mi spadła i dyndające cycki nawet doktora wyraźnie rozpraszały. Szok nie do opisania.
– Teraz tak – kontynuuje po teatralnej przerwie na strawienie nowinek. – Jako jedyny lekarz muszę ci zrobić szkolenie z zakresu używania Ciała Ewy, niestety mało się na tym znam, więc większość sobie doczytasz. Mózg jak już pewnie zauważyłeś masz średnio kompatybilny, więc trochę czasu ci zajmie to przystosowania się do nowych, powiedzmy, kształtów. Niemniej wszelkie połączenia nerwowe są sprawne, więc nie powinno być problemów z podstawowymi funkcjami. To ciało jest nieużywane, funkiel nówka, więc wszystkich ruchów będziesz się musiał uczyć na nowo. Ale to lepiej, bo inaczej miałbyś jakieś odruchy pozostałe w pamięci mięśniowej czy coś. Na początku ruszaj się ostrożnie, Ciało Ewy jest bardziej rozciągnięte, niż ty byłeś, ale też mięśnie działają bardzo podobnie jak ludzkie, acz nieidentycznie. Na początku mogą wystąpić problemy z synchronizacją międzymięśniową i tak dalej. To sobie doczytasz. Pamiętaj, że masz więcej siły, niż może ci się zdawać, i póki się z mięśniami nie oswoisz, musisz być ostrożny bo uszkodzisz ciało. Może nawet w nieodwracalny sposób. Poza tym, masz jeść by zaspokoić głód. Bez obżarstwa, bo masz żołądek zupełnie inaczej skonstruowany niż ludzki. Tam gdzieś jest schemat. Przestudiuj też układ krwionośny, coś, co każdy powinien wiedzieć. Na lewej ręce masz gniazda, dupę wycieraj tak jak to robiłeś normalnie, a z oddawaniem moczy to już ci nie pomogę, będziesz musiał z Martą pogadać. Jakieś pytania?
No właśnie, nie mam żadnych. Patrzę na przekrój teraz już moich wnętrzności na ekraniku i robi mi się niedobrze. Dla pewności sprawdzam w instrukcji jeszcze jedną ważną rzecz i oddycham z wielką ulgą. Jestem bezpłodna. Tego by było za wiele, żeby człowiek skonstruował sztuczne życie. Płód zrodzony z syntetycznego ciała, czy jak tam to nazwać. Doktor wychodzi, nawet nie wiem kiedy. W końcu postanawiam się ubrać. Grubiańskie chuje oczywiście wyprosili u którejś dziewczyn miniówkę i przyszykowali mi tu z koronkowymi majteczkami. Niech się pałują, ubieram spodnie szpitalne z szafy. Są za małe, trochę obcisłe, ale co zrobić. Szlafrok wygląda na mnie jak przyduża koszula. Dopiero podchodząc do drzwi, zauważam, jak wysokie jest to ciało. Pierdolony dowcip feministek chyba.
Chód rzeczywiście sprawia pewne problemy. Mam wrażenie, że gubię równowagę choć widzę, że wyraźnie stoję prosto. Muszę się podpierać. Dziwnie też wszystko czuję, mniej. Idę boso, po kratowanej podłodze, bo nie mam obuwia ale przynajmniej nie boli zbyt dotkliwie. Teraz chyba należą mi się wakacje i prędzej czy później dostanę rodzaj męski Ciała. Muszę się tak pocieszać, żebym nie zwariował. Zwariowała, psia krew.
Rzeczywiście jesteśmy w kapsule, lądowniku czy jak to zwać. Pokoik szpitalny, łaźnia połączona z wychodkiem, magazyn głównie środków potrzebnych do życia i kokpit sterowniczy, wszystkie wychodzące na pomieszczenie centralne łączące w sobie sypialnię z jadalnią. A tam, na stole, wyświetlona szczątkowa topografia otaczającego terenu. Szczątkowa, bo nie widać fragmentów ukrytych za wzniesieniami. Jeśli to ma być dowcip, to cholernie się nastarali.
– O-o, witamy śpiącą królewnę – wita mnie Piotr, więc mu tłumaczę, jak powinien się nazywać, żeby było stosowniej do wyglądu.
– Tylko się nie gniewaj, jak cię przez przypadek oczywiście klepnę w tyłek, co? – Więc odpuszczam kolejną ripostę. W tym tempie szybko skończą mi się przekleństwa i będę musiał się powtarzać.
– Hej, a możesz się rżnąć? – Marian pyta dość chyba poważnie. Jemu też puszczam kilka ciepłych słów. Siadam, sprawdzam czy aby wyszło mi to wystarczająco elegancko. Ostatnie, czego bym chciał, to żeby któryś rzeczywiście się do mnie przystawiał. Z ciekawości szukam w instrukcji stosunków seksualnych. Możliwe! I do tego mam odczuwać zwykłą dla kobiet przyjemność. Gdzieś obiło mi się o uszy, że niektórzy do tych celów mają modele różnej płci i zamieniają się rolami raz na jakiś czas. Ci bogaci oczywiście. Biorąc pod uwagę, co się ostatnio wyrabia w tym zdegradowanym społeczeństwie, nie zdziwiłbym się gdyby zaczęli produkować nawet takie sztuczne zwierzęta do niecodziennych igraszek.
Wchodzi Marta, rozwija telematę na ścianie, co powoduje ogólne rozbawienie.
– Który to taki zabawny? – pyta, wskazując na odcięty prostokąt w narożu.
– Pewnie jeszcze na matce – Uspokaja Domino. Nieskutecznie.
– I co, psiakrew myślał? Że sobie zrobi mały telewizorek? Przecież odcięty kawałek nie będzie działał!
– Chyba że odciął kontroler.
– Kontroler jest!
– W takim razie albo miał drugi, albo to idiota. – Domino rozpostarł się wygodnie, na ile to było możliwe. – A z ciekawości: co takiego chcesz oglądać?
– Ja piłkę nożną! – Marian zrobił wesołą minę.
– Nie odbieramy tu niczego. No chyba, że dochodzą tu jakieś fale od nas, ale to pewnie będą czarno-białe początki kinematografii.
– Wątpię, za daleko….
– Ja mogę na Martę patrzeć, dobrze sobie radzi. – Michał pojawił się trudno powiedzieć skąd. Pokazała mu środkowy palec, spojrzał na mnie. – A ty? Też nie?
Kolejne spierdalaj, tym razem bez soczystych porównań, bo mi wena odeszła. Za to przeczytałem, że mogę sobie załadować pamięci ruchów. I znowu akcent japoński, taniec erotyczny jako główny przykład. Po kilku minutach ćwiczeń mogę już być instruktorką, bo ruchy same układają się idealnie. Poza załadowaniem potrzebuję jeszcze chociażby obejrzeć albo popróbować, bo co innego pamięć ruchowa, jaką posiada ciało, a co innego pamięć właściciela. „Wystarczy wykonać początek ruchu, a reszta przypomni się sama tak, jak podczas recytowania wiersza. Zaczynając od początku, resztę mówimy bezwiednie, pomimo że od drugiej linijki często zacząć już nie sposób”. Sranie w banie. Gra na instrumencie, kolejny przykład, wystarczy załadować bazę, wziąć instrument i praktycznie można grać wszystkie utwory świata. Byle bym te piosenki znał, bo inaczej zrobię jeden wielki muzyczny zlepek. Zacząłem się zagłębiać w dostępne bazy, ale oczywiście w instrukcji jest spis i adresy, gdzie szukać. Samych baz już nie ma.
– Są jakieś inne dane to tego ciała Ewy? – pytam. Doktor wzruszył ramionami, wstał i poszedł szukać. Fajnie, spróbujemy później.
Marcie się udało i puściła jakąś bajkę. – Z prywatnych zbiorów – tłumaczy. 3D tylko, ale coś chociaż brzęczy. Tymęcki wraca. I wcale mnie nie dziwi, co przyniósł. Kolejny głupi żart bandy imbecyli. Dostępny zestaw masaży egzotycznych, tańce erotyczne – tu najwięcej nośników. O, widzę operator myśliwca, karate. Chociaż odrobina ciekawostek. Dziwne, że jak na wojskowy model Ciała Ewy to w zestawie mało walk dołączyli. A szkoda, bo fajnie by było dla odmiany skopać raz dupę Marianowi, a nie odwrotnie. Najwyraźniej armia postawiła na omamianie przeciwnika cycami.
Pytam, kiedy nas ktoś podejmie i zapada grobowa cisza. Nie, żeby towarzystwo było wyjątkowo wesołe wcześniej. I wtedy zdaję sobie sprawę z faktu, że powrotu to dla nas raczej nie ma.
– Nie martwy się, możemy spędzić resztę życia, pijąc piwo i uprawiając seks. – Michał zatarł ręce – No przecież dziewczyny, wy też chyba potrzebujecie odrobinę rozrywki czasami, co?
Lepiej nie będę komentował. Skurczybyk.
– Planeta jest większa od naszej – podejmuje Domino – mniejsze słońce, ale jesteśmy bliżej. Tlen w składzie powietrza w większym udziale, uważaj na hiperwentylację, średnia temperatura mniej więcej dziesięć stopni mniejsza, niż u nas. Najgorzej z grawitacją…
Słucham tego z dość zgłupiałą miną i uświadamia mnie Marian: – Idziesz na spacer, to nie wiesz?
– Po naszym pobycie w przestrzeni przy wiemy jakiej grawitacji, nie jesteśmy tu w stanie pokonać kilkuset metrów, no, może kilometra bez odpoczynku. Ty z Ewą za to nie masz tego ograniczenia.
– A gdzie Adam? – Pytam. Bo wolałbym się trochę oswoić z tym wszystkim, ale kiwają głowami.
– Wtedy był nieco inny plan, Witek w Ciele Adama rozłożył antenę i sondy. Okazało się, że są tu rośliny, a skoro tak, to na pewno zwierzęta. Więc czemu nie jakaś cywilizacja?
– Zdurniały pomysł.
– W każdym razie Witek wczoraj poszedł.
– Gdzie?
– Znaleźć jakiś punkt obserwacyjny i coś może wypatrzeć.
– Nie wrócił od tamtej pory.
– Nie, żebym mu nie ufał, ale kto wie, może go zżarły jakieś tutejsze potworki?
– A ja mu nie ufam, nie bójmy się powiedzieć, że to idiota był! – ryknął Marian, żywo gestykulując – Poza tym, żeby wszystko było powiedziane, plan był ładny, ale nie jego. A ten chuj zbolały wszystko po swojemu zrobić musi, to i się szarpać zaczęliśmy. I po złości będzie teraz pierdział w portki, ale wróci najprędzej za tydzień.
– Oj tam, od razu. – W końcu odezwał się Gargamel.
– Nie oj tam od razu, tylko tak! Za mocno dostałeś chyba w główkę przy lądowaniu, skoro teraz nie pamiętasz.
– Ale nas tak nie zostawi przecież. – Zaczął uspokajać Domino, ale Marian już podłapał temat.
– Ja bym tam na to nie liczył. Każdy wie, że Witek głupi był, jest i zawsze będzie.
Znowu cisza, i to taka, że słyszałem furkot oczyszczacza powietrza.
– Prawda jest taka, że mamy uzdatniacz, który jednak trafił szlag. Wody będzie na jakieś dwa miesiące. Stąd musisz poszukać jakiegoś źródła. A jeśli chodzi o polowanie, to jest miotacz magnetyczny, dwa działka elektronowe i kusza.
– Kusza?
– Tak, moja – przyznał się Gargamel. – I do zwrotu w stanie idealnym!
– A na cholerę ci kusza? Ty strzelać z niej nie umiesz – Do rozmowy włączył się Piotr.
– A ty na jaki chuj wozisz ze sobą fotkę starej?
– Nie starej, tylko żony!
– I po co ci fotka, jak ją pewnie rżnie teraz sąsiad jeden z drugim.
– No, dość tego. – Domino wstał. Bądź co bądź najwyższy rangą. A szkoda, jak by się pobili, to by chociaż wesoło było. Trochę rozrywki dla mnie, tak dla odmiany. – Piotr, idziesz na wartę, Bolek z Michałem, wracajcie do sterówki.
– Tak, tak. – Piotr przeciągnął się. – krótka przerwa na sprzeczkę, kłótnię czy obicie komuś mordy właśnie się skończyła, co, Marian?
– A dlaczego pijesz do mnie? Jak ktoś nie potrafi przyjąć krytyki, to nie moja wina, ja tylko wyrażam swoje zdanie.
– No, rozłazić się, rozłazić. Doktorze – Domino wciąż widzę dowodzi – kiedy mniej więcej nasza nowa Ewa będzie na chodzie?
– Nie wiem, to znaczy… Nie mogę tego tak po prostu sprecyzować. Wszystko zależy od mózgu, to może zająć kilka godzin, a może kilka dni.
Domino swoim zwyczajem mruknął coś, co oznacza "przyjąłem do wiadomości" i za Michałem wszedł do sterówki.
Mało mnie interesuje kreskówka na telsecie, jeszcze mniej Marian ze Zbigniewem perorujący o możliwościach ciała Ewy, więc włączam instrukcję, zaczynam twardo od początku. Muszę to wszystko przeczytać, więc staram się nie opuścić żadnej strony. Tytuł, autorzy, warunki korzystania, przedziały tajemnicy państwowej i wojskowej, odpowiedzialności i kary. Nudzi i wkurwia, a jeszcze do spisu treści nie doszedłem.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Bardzo lubię opowiadania Sci-Fi. Gwiezdne podróże, przeszczepy mózgu, czy nieziemskie cywilizacje, to jest coś dla mnie. Jednak Twoje opowiadanie, chociaż niewątpliwie mieści się w ramach gatunku, nie wciągnęło mnie, przede wszystkim ze względu na styl.

Kilka przykładów na zdania, które nie do końca mi się spodobały:

"No i lamperia olejna, co za idiota wszędzie wciska się z tą lamperią?" – powtórzenie

"Do pomieszczenia wchodzą jeszcze Domino, Gargamel i Marian, sadowią się na jednym z trzech łóżek i gapią z rozbawieniem." – Za dużo osób, które są nierozróżnialne. Jeżeli wprowadzasz nowe postacią, którą mają odegrać jakąś rolę w Twojej historii, to trzeba je, chociaż pobieżnie, opisać.

"W zasadzie to nie było za dużo nadziei, że tak czy siak przeżyjesz, więc przeszczepiliśmy cię w Ciało Ewy,", "Wita mnie Piotr, więc mu tłumaczę jak powinien się nazywać żeby było stosowniej do wyglądu.", "Więc odpuszczam kolejną ripostę." – nie do końca dobrze użyty spójnik "więc". Bardzo dużo z niego korzystasz i nie zawsze w odpowiedni sposób.

Brakowało mi tego, co jest dla mnie najważniejsze w Sci-Fi, czyli dobrze przedstawionego, ciekawego pomysłu. Opis techniki "obcych" jest mało klarowny, tak naprawdę niewiele się dowiedziałem o ich cywilizacji. Najbardziej widoczna była niedojrzałość przybyszów, trochę jakby kilku gimnazjalistów bawiło się w kosmitów. Wulgarny język i mało inteligentne dialogi, to nie jest to, czym możesz zdobyć moje serce.

To tak na koniec. Szkoda, że nie skupiłeś się bardziej na postaciach przybyszów i nie opisałeś ich bardziej dokładnie. Przydałoby się też popracować nad warsztatem literackim, przede wszystkim powtórzenia oraz niezgrabnie złożone zdania. Jeżeli uda Ci się poprawić, to chętnie przeczytam kolejne Twoje teksty Sci-FI.
Odpowiedz
#3
Dalej lecę pobieżnie. A chuj tam, mam przecież mnóstwo czasu. Doczytam później. Nudzą mnie tajniki żywieniowe, które i tak można by skrócić do jednego zdania: Aktywność fizyczna wzmaga zużycie energii, więc im więcej biegasz, tym głodniejsza się staniesz. Wertuję całą zawartość instrukcji w poszukiwaniu co ciekawszych zdjęć czy diagramów. Przelatuję schematy kośćca, choć nie umykają mi pewne różnice między moim a zwyczajnym szkieletem. Dalej układy mięśniowe, miejsca stymulacji zewnętrznych w razie awarii. Rozdział o złamaniach, skręceniach i zwichnięciach ze sposobami unieruchamiania kończyn i pobudzania mięśni i stawów do szybszej regeneracji został wzbogacony o rany postrzałowe. Mam model wojskowy, bądź co bądź. Nie jakieś tam cywilne gówno.
Poprawiam się w łóżku. Piersi może nie tyle przeszkadzają, co dziwnie mi z nimi. Są widoczne, są tam gdzie ich nigdy nie było, czy po prostu nie przywykłem do ich widoku. Nagle natrafiam na coś dziwnego. Cofam, bo za szybko wertowałem i przeleciałem jakiś rozdział ze zdjęciami innymi niż laboratoryjne schematy.
POH, Eryka, Melita Kalam. Data urodzenia, dane matki, ojciec nieznany. Akta jakiejś kobiety.
– Co to… kurr…
– Ojej –Zbigniew się zainteresował i zajrzał mi przez ramię – tego tutaj nie powinno być, daj…
– Zostaw!
– Nie czytaj tego! – Wyciąga rękę.
– Spierdalaj! – Odpycham go. Rzeczywiście mam siłę, doktor przelatuje kawałek, potyka się o łóżko i robi fikołka na drugą stronę.
– O żesz! Aż się nakrył nogami! – Marian zaczął wiwatować.
– Nie wolno się dobierać tak po prostu, bez kwiatów, Zbyszek – Instruuje Gargamel. – A przynajmniej nie przy wszystkich.
– Może wyjdźcie sobie na zewnątrz?
– Lepiej, żebyś tego nie czytał. – Zbigniew wstał. – Albo przynajmniej nie teraz. Może to wywołać wstrząs…
Ale go nie słucham. Zaciekawiło mnie to, czytam dalej. Nie idzie łatwo, bo debile zaczynają się przekrzykiwać na lepsze sposoby na podryw. Sprawdzam od początku rozdziału – tajemnica wojskowa. Lista kar całkiem spora, przy czym najlżejszą wydaje się powieszenie. Co tutaj mamy, historia kształcenia niejakiej Eryki Melity Kalam. Kilka opinii z podpisem autora. Robili gnoje komuś akta już na poziomie podstawówki? „Matka chciała mieć chłopca, ale wyszła dziewczyna. Z czystej złośliwości imię Eryk zostało” – wychowawca. „Wyniki w nauce mierne, spowodowane dużą absencją. Dziecko bystre, chętnie uczestniczy w zajęciach po zajęciach ramowych”. Ucieka z wyjazdu letniego nad morzem i zostaje uznana za zaginioną. Wypływa po czterech miesiącach w bazie marynarki wojennej, gdzie chce się zaciągnąć. Odsyłają ją do domu. Pół roku później matce zostają odebrane prawa rodzicielskie, piętnastoletnia już Eryka trafia do domu dziecka, skąd regularnie ucieka. W wieku siedemnastu lat zachodzi w ciążę, badania na ojcostwo nie wskazują nikogo z domu dziecka. Zostaje pracownikiem produkcji w firmie włókienniczej. „Pracownik sumienny, rzetelny i ambitny, nieskłonny do pracy w godzinach nadliczbowych”. O dziwo więc dziewczyna stara się być lepszą matką, niż sama miała. W wieku trzydziestu lat nie przychodzi do pracy. Nie ma jej w domu, nigdzie nie wyjechała. Po prostu wzięła dziecko i rozpłynęła się. Trzydziestocztero letnia Eryka zostaje zidentyfikowana na zupełnie innym kontynencie, zatrzymana pod zarzutem podpalenia mienia, powiązana z serią podpaleń mienia prywatnego i skazana na piętnaście lat pozbawienia wolności. Po zabójstwie współwięźniarki zostaje przeniesiona z powrotem do kraju, gdzie słuch o niej zanika.
Poniżej czytam datę przeznaczenia zwłok do badań nad nowoczesną technologią. Umarła podczas transportu do więzienia krajowego tuż po przekroczeniu granicy, ciekawostka. Wygląda na to, że kościół miał rację. Na początku programu z tymi sztucznymi ciałami zaczęto bić na alarm, że nie da się wyhodować ciała z niczego. Że badania są przeprowadzane na ludziach i że to niehumanitarne. Ostatecznie kościół walkę przegrał i były to chyba ostatnie podrygi tej instytucji na arenie dyplomatycznej.
Ale dlaczego specjalnie w tym celu ściągnięto z więzienia gdzieś na końcu świata nic nie znaczącą dziewczynę? Po chwili rozumiem, że to przecież proste. Nikt nie spyta, nie ma rodziny, nie ma śladów. Do celów wojskowych osoba agresywna i socjopatyczna jest bardziej przydatna, niż przeciętny obywatel. Ale co to ma za znaczenie, jeżeli ciało już martwe żywi się, modyfikuje i przygotowuje do przeszczepu? Przecież martwe! Mózg nosiciela jest usuwany, tak? Z tego co wiem, tak powinno być, bo niby jak inaczej? Nie da się zgrać samej pamięci, to nie dysk twardy, trzeba przeszczepić cały organ. Oczywiście, że jestem tego pewien.
Odpowiedz
#4
(27-06-2015, 11:11)Kurojatka napisał(a): Nie mam zielonego pojęcia (przecinek) co się wydarzyło (przecinek) ale siłą rzeczy żadnej libacji nie było. (Te dwa słowa się rymują, a w prozie tak nie powinno być)

Chwilę to trwa(przecinek) nim udaje mi się zogniskować wzrok, a to tym trudniejsze, że świeci mi po oczach.(zbędna kropka).

– Jak się czujemy? – pyta (albo tu przecinek...) z delikatnym rozbawieniem (...albo to przecinek) odkładając latareczkę.

Chcę mu odpowiedzieć (przecinek) żeby się odczepił, ale język uwiązł mi w zaschniętym gardle.

Kilku debili słyszę stoi w przejściu
(Słyszę kilku debili stojących w przejściu), chichrających się najpewniej ze mnie(przecinek) ale nie mam ochoty ich nawet powyzywać.

Tymęcki podaje mi w końcu kubek wody z baniaka obok,(zbędny przecinek) i nareszcie każę(e) wszystkim durniom wypierdalać.

Gargamel stwierdził, że w zasadzie to ja akurat mam w przewadze(przewagę/więcej – "w przewadze" jest średnie jak dla mnie, niezbyt wiadomo, o co chodzi) tych dobrych,(zbędny przecinek) i tępaki znowu ryczą ze śmiechu.

– Dobra wiadomość jest taka, że żyjesz – doktor znowu podejmuje, tym razem nie czekając na koniec chichotów, którego z resztą marno(Jak już to "marnie", ale tutaj w ogóle tu nie pasuje, lepiej "próżno") wyglądać. (zbędny akapit)– Kolejna, bardzo dobra wiadomość, jesteś zdrowy i w pełni sił. – m(M)am ochotę mu odwinąć(Żadne znaczenie słowa "odwinąć" tutaj nie pasuje), bo przecież mi łgał nie będzie(przecinek) kiedy leżę i z trudem się poruszam, ale ten zmienia nagle ton i trafia od razu w samo sedno(dwukropek) – a(A) pamiętasz w ogóle co się stało?

Nie, żeby mnie nie dziwiło(przecinek) czemu zleźli się tu gnoje całą bandą. Nie, żebym nie był ciekawy (przecinek) z czego się tak cieszą, ale coś innego jest strasznie nie tak, tylko jeszcze nie wiem co.

– No, więc oderwało Ci(zaimki z małej litery – to nie list) nogę, duży fragment brzucha(kropka) – p(P)odniósł tablet zawieszony na łóżku i posiłkując się zdjęciem(przecinek) zaczął(zaczyna – raczej nie zmienia się czasu narracji) opisywać (przecinek) co konkretnie mi urwało, po czym odwraca i pokazuje to zdjęcie. A tam w kałuży krwi jakieś takie kadłubkowate(Nie ma takiego słowa, poza tym nie widzę za bardzo, co miałby mówić o zwłokach taki przymiotnik – że bez kończyn czy coś?) zwłoki.

Dziwi mnie to cale(całe) gadanie, bo przecież ruszam nogami, rękoma.

– Nie, nie – wtrącił się znowu Gargamel(kropka) – Ta jest najlepsza!
– Zamknijcie się wreszcie(kropka/wykrzynik) – Tymęcki próbował, ale śmiechom nie było końca(kropka) – m(M)asz ciało Ewy.

Chwilę patrzę na niego jak na idiotę. Potem, jak na imbecyla. Następnie, jak na błazna skretyniałego i znowu jak na idiotę. (Świetny przykład niekonsekwencji :P. We wszystkich przypadkach bez przecinka przed "jak" – to zwykłe porównania, słowa "potem" i "następnie" tego nie zmieniają)

Ale każę mu się pocałować w dupę,(zbędny przecinek) jak zwykłemu debilowi.

Ciało Ewy, B( b)ioniczne naczynie humanoidalne, jednostka zwiadowczo-badawcza, cud techniki, twór boski.

Chwilę zastanawiam się, co mam o tym myśleć (przecinek) po czym podnoszę kołdrę. I chuj, a w zasadzie nie chuj (przecinek) tylko pizda. (No cóż, nie da się ukryć. :D) Piersi. Opuszczam kołdrę, po czym sprawdzam jeszcze raz. Palcem wymacuję wargi sromowe,(zbędny przecinek) i już wszystko jasne i niestety bardzo realne.

– Zajebię! – krzyczę (przecinek) zrywając się z łóżka(przecinek) ale doktor to przewidział i odskoczył do tyłu.

Zanim zrobisz coś głupiego, nie było Adama(Wiem, że to wypowiedź, ale jak dla mnie to zdanie średnio trzyma się kupy. Lepiej napisać "Zanim zrobisz coś głupiego, musisz wiedzieć, że nie było Adama" czy coś w tym guście. Od biedy można jeszcze zamiast przecinka dać dwukropek, ale ja i tak wolałabym pierwszą wersję) (kropka)– Tymęcki wykrzyczał najszybciej jak mógł.

– Rozerwało cię na kawałki – podejmuje doktor. – W zasadzie to nie było za dużo nadziei, że tak czy siak ("Tak czy siak" to "w każdym razie", nie wiem, dlaczego znalazło się w tym zdaniu, skoro zupełnie nie pasuje) przeżyjesz, więc przeszczepiliśmy cię w Ciało(ciało) Ewy, natomiast Adama wziął Gruby Witek.

Potem mieliśmy wielkie szczęście, bo wszystko zaczęło się pieprzyć, a jak wiesz mieliśmy tylko po jednym ciele Adama i Ewy (przecinek) więc masz mnóstwo szczęścia, że cię zatargali do kapsuły.

Całą matkę trafił szlag. (Jaką matkę? Statek matkę?)

Ledwo co się odłączyliśmy, nie było nawet czasu ustalić lotu (przecinek) a co dopiero mówić o miejscu lądowania. Stąd powinniśmy się wyjątkowo cieszyć, że nie wpadliśmy do oceanu. Ta planeta do(to) w siedemdziesięciu procentach woda.

Kiwam (głową – przydałoby się zaznaczyć moim zdaniem), że rozumiem.

Szok,(zbędny przecinek) nie do opisania.

– Teraz tak – kontynuuje po teatralnej przerwie na strawienie nowinek (kropka)– Jako jedyny lekarz muszę ci zrobić szkolenie z zakresu używania ciała Ewy, niestety mało się na tym znam (przecinek) więc większość sobie doczytasz.

Niemniej wszelkie połączenia nerwowe są sprawne (przecinek) więc nie powinno być problemów z podstawowymi funkcjami. To ciało jest nieużywane, funkiel(Funkiel? A co to za twór?) nówka, więc wszystkich ruchów będziesz się musiał uczyć na nowo. Ale to lepiej, bo inaczej miał być(miałbyś?) jakieś odruchy pozostałe w pamięci mięśniowej czy coś. Na początku ruszaj się ostrożnie, ciało Ewy jest bardziej rozciągnięte niż ty byłeś, ale też mięśnie działają bardzo podobnie jak ludzkie (przecinek) acz nieidentycznie.

Pamiętaj, że masz więcej siły niż może ci się zdawać, (zbędny przecinek) i póki się z mięśniami nie oswoisz(i póki nie oswoisz się z mięśniami)(przecinek) musisz być ostrożny (przecinek) bo uszkodzisz ciało.

Poza tym masz jeść (przecinek) by zaspokoić głód, bez obżarstwa (przecinek) bo masz żołądek zupełnie inaczej skonstruowany niż ludzki. Tam gdzieś jest schemat. Przestudiuj też układ krwionośny, coś (przecinek) co każdy powinien wiedzieć. Na lewej ręce masz gniazda, dupę wycieraj tak jak to robiłeś normalnie (przecinek) a z oddawaniem moczy(moczu) to już ci nie pomogę, będziesz musiał z Martą pogadać.

Są za małe, trochę obcisłe (przecinek)ale co zrobić. Szlafrok wygląda na mnie jak przyduża koszula. Dopiero podchodząc do drzwi (przecinek) zauważam, jak wysokie jest to ciało.

Mam wrażenie, że gubię równowagę (przecinek) choć widzę, że wyraźnie stoję prosto.

Idę boso po kratowanej podłodze(przecinek) bo nie mam obuwia(przecinek) ale przynajmniej nie boli zbyt dotkliwie. Teraz chyba należą mi się wakacje,(zbędny przecinek) i prędzej czy później dostanę rodzaj męski. (O co w tym chodzi? O to, że dostanie kiedyś męskie ciało?)

A tam, na stole (przecinek) wyświetlona szczątkowa topografia otaczającego terenu. Szczątkowa, bo nie widać fragmentów ukrytych za wzniesieniami. Jeśli to ma być dowcip, to cholernie się nastarali(postarali).
– O-o, witamy śpiącą królewnę – W(w)ita mnie Piotr, więc mu tłumaczę (przecinek) jak powinien się (Się? A nie "mnie"?) nazywać(przecinek) żeby było stosowniej do wyglądu.

– Tylko sięgnie(się nie) gniewaj, jak cię przez przypadek oczywiście klepnę w Tylek(tyłek), co?

Siadam, S(s)prawdzam czy aby wyszło mi to etycznie.(To słowo średnio tu pasuje, zobacz sobie definicję: 1. «ogół zasad i norm postępowania przyjętych w danej epoce i w danym środowisku» 2. «nauka o moralności»)

Ostatnie(przecinek) co(czego) bym chciał, to żeby któryś rzeczywiście się do mnie przystawiał.

Biorąc pod uwagę, co się ostatnio wyrabia w tym zdegradowanym społeczeństwie na ziemi(A nie "Ziemi"? Bo mowa o planecie, jak sądzę?), nie zdziwiłbym się (przecinek)gdyby zaczęli produkować nawet takie sztuczne zwierzęta do niecodziennych igraszek.

Wchodzi Marta, rozwija telematę na ścianie (przecinek)co powoduje ogólne rozbawienie.

– Który to taki zabawny? – pyta (przecinek)wskazując na odcięty prostokąt w narożu.

– Pewnie jeszcze na matce – U(u)spokajał(uspokaja) Domino, nieskutecznie.

– I co, psia krew(psiakrew), myślał?

– Chyba, (zbędny przecinek)że odciął kontroler.

– W takim razie albo miał drugi, albo to idiota (kropka)– Domino rozpostarł się wygodnie, na ile to było możliwe. – A z ciekawości (myślnik, dwukropek)co takiego chcesz oglądać?
– Ja piłkę nożną (kropka)– Marian zrobił wesołą minę.

– Nie odbieramy tu niczego. No (przecinek)chyba, (zbędny przecinek)że dochodzą tu jakieś fale od nas(przecinek) ale to pewnie będą czarno(myślnik)białe początki kinematografii.

– Ja mogę na Martę patrzeć, dobrze sobie radzi (kropka)– Michał pojawił się ciężko(trudno – ciężkie mogą być walizki) powiedzieć skąd. Pokazała mu środkowy palec, spojrzał na mnie(kropka) – A ty? Też nie?

Po kilku minutach ćwiczeń mogę już być instruktorką (przecinek)bo ruchy same układają się idealnie. Poza załadowaniem potrzebuję jeszcze chociażby obejrzeć,(zbędny przecinek) albo popróbować, bo co innego pamięć ruchowa (przecinek)jaką posiada ciało, a co innego pamięć właściciela.

Zaczynając od początku(przecinek) resztę mówimy bezwiednie(przecinek) pomimo,(zbędny przecinek) że od drugiej linijki często zacząć już nie sposób.

Byle bym te piosenki znał (przecinek)oczywiście(przecinek) bo inaczej zrobię jeden wielki muzyczny zlepek.

– Są jakieś inne dane to tego ciała Ewy? – pytam. Doktor skinął (głową równie dobrze można skinąć ręką, więc rozróżnienie raczej konieczne), wstał i poszedł szukać.

Marcie się udało, (zbędny przecinek)i puściła jakąś bajkę.

I wcale się nie dziwię (Nie dziwi się, że Tymęcki wrócił? Bo niezbyt rozumiem, czemu miałby się dziwić)(przecinek)przeglądając to, co przyniósł.

A szkoda (przecinek)bo fajnie by było dla odmiany skopać raz dupę Marianowi (przecinek)a nie odwrotnie.

– Nie martwy się, możemy spędzić resztę życia (przecinek)pijąc piwo i uprawiając seks(kropka) – Michał zatarł ręce (kropka)– No przecież dziewczyny, wy też chyba potrzebujecie odrobinę rozrywki czasami, co?

– Planeta jest większa od naszej – podejmuje Domino – mniejsze słońce(przecinek) ale jesteśmy bliżej.

Słucham tego z dość zgłupiałą miną i uświadamia mnie Marian (dwukropek)– Idziesz na spacer, to nie wiesz?

– Po naszym pobycie w przestrzeniu(przestrzeni),(zbędny przecinek) przy wiemy jakiej grawitacji nie jesteśmy tu w stanie pokonać kilkuset metrów, no(przecinek) może kilometra bez odpoczynku.

– A gdzie Adam? – pytam. Bo wolałbym się trochę oswoić z tym wszystkim (przecinek)ale kiwają głowami.

Więc, (zbędny przecinek)czemu nie jakaś cywilizacja?

– A ja mu nie ufam, nie bójmy się powiedzieć, że to idiota był – ryknął Marian, żywo gestykulując(kropka) – Poza tym, żeby wszystko było powiedziane(przecinek) plan był ładny, ale nie jego. A ten chuj zbolały wszystko po swojemu zrobić musi, to i się szarpać zaczęliśmy. I po złości będzie teraz pierdział w portki (przecinek)ale wróci najprędzej za tydzień.

– Oj tam, od razu (kropka)– W końcu odezwał się Gargamel.

– Ale nas tak nie zostawi przecież – Z(z)aczął uspokajać Domino, ale Marian już podłapał temat.

– Tak, moja – przyznał się Gargamel. (myślnik – to chyba dalej mówi on) I do zwrotu w stanie idealnym!

– A na cholerę Ci(ci) kusza? Ty strzelać z niej nie umiesz – D(d)o rozmowy włączył się Piotr.
– A Ty(ty) na jaki chuj wozisz ze sobą fotkę starej?

– No, dość tego (kropka)– Domino wstał. Bądź co bądź najwyższy rangą. A szkoda, jak by się pobili, to by chociaż wesoło było. Trochę rozrywki dla mnie, tak dla odmiany. – Piotr(przecinek) idziesz na wartę, Bolek z Michałem (przecinek)wracajcie do sterówki.

– Tak, tak(kropka) – Piotr przeciągnął się(kropka) – k(K)rótka przerwa na sprzeczkę, kłótnię czy obicie komuś mordy właśnie się skończyła, co(przecinek) Marian?

– A dlaczego pijesz do mnie? Jak ktoś nie potrafi przyjąć krytyki (przecinek)to nie moja wina, ja tylko wyrażam swoje zdanie.

– No, rozłazić się, rozłazić. Doktorze – Domino wciąż widzę dowodzi – K(k – to kontynuacja tego samego zdania)iedy mniej więcej nasza nowa Ewa będzie na chodzie?

Nie mogę tego tak po prostu sprecyzować. Wszystko zależy od mózgu, to może zająć kilka godzin (przecinek)a może kilka dni.

Domino swoim zwyczajem mruknął coś, co oznacza przyjąłem do wiadomości(w cudzysłowie),(zbędny przecinek) i za Michałem wszedł do sterówki.

Mało mnie interesuje kreskówka na telsecie, jeszcze mniej Marian ze Zbigniewem perorujący o możliwościach ciała Ewy (przecinek)więc włączam instrukcję (przecinek) zaczynam twardo od początku.

Tytuł, autorzy, warunki korzystanie(korzystania), przedziały tajemnicy państwowej i wojskowej, odpowiedzialności i kary.

Dobra, skończyłam. :) Kolejny fragment zostawię sobie na później, jako że został przedwcześnie wrzucony.

Muszę przyznać, że sam pomysł wsadzenia faceta w ciało kobiety bardzo mi się spodobał, tak samo jak ogólnie motyw "wkładania" na siebie takiego syntetycznego ciała. Sam stworzony przez ciebie świat również wydaje mi się interesujący. Mimo to podczas czytania miałam spore problemy z należytym wczuciem się, więc nie mogę jednoznacznie stwierdzić, że mi się podobało.

Momentami drażniła mnie narracja, tym bardziej, że ogólnie nie przepadam za pierwszoosobową, a za pierwszoosobową w czasie teraźniejszym to już w ogóle. Póki co zdecydowanie odpychają mnie bohaterowie – jak na razie w żadnym z nich nie ma czegokolwiek, co wzbudziłoby moją sympatię, raczej "postarali się" wzbudzić we mnie niechęć wobec siebie – o ile z początku niewybredne żarciki z kompana w nieszczęściu mówiły coś o tym, jak dobrze się znają i były nawet zabawne, to potem odniosłam wrażenie przesytu. Kiedy w tekście mało jest sensownych, treściwych dialogów, w których widać charakter bohaterów, a zamiast tego co chwilę przewijają się chamskie żarty, to raz, że robi się nudno, a dwa, że postacie nie nabierają żadnej głębi, wręcz przeciwnie.
Jest jeszcze inna sprawa – jak mam mieć jakikolwiek stosunek do bohaterów, o których wiem jedynie, jak się nazywają? A nawet tego nie wiem dokładnie, bo same imiona są nic nie warte, jeśli nie wiadomo, do kogo je przypisać. Podczas czytania zupełnie nie miałam pojęcia, który z tej bandy to Marian, który Gargamel, Piotrek i co tam jeszcze.

Wiem, że to pierwszy fragment, dlatego nie wymagam, a nawet nie chcę, żeby ukazana mi w nim była cała wizja świata, ale choćby skrótowe ukazanie statku, na którym odbywa się aktualnie akcja, byłoby według mnie pożądane.
Nawet drobne opisy wnętrza i znajdujących się tam urządzeń pozwoliłby mi mieć konkretne wyobrażenie, a tak pozostają mi jedynie domysły na podstawie raczej skromnej wiedzy o SF oraz wzmiankach z tekstu.

To tyle ode mnie. Nie zniechęcaj się do pisania po otrzymaniu krytyki, teraz może nie jest rewelacyjnie, ale trzeba wiedzieć, co poprawić w przyszłości, aby właśnie takie były kolejne teksty. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#5
Dziękuję za poświęcony czas ;-P
Co do matki – tak, statek matka.
co do "funkla", a się tak czasami nie mówi (mówiło) – "funkiel nówka"?
"jak powinien się nazywać stosownie do wyglądu" = "kutasia morda", lub cokolwiek czytelnik sobie raczy wymyślić.
Odnośnie antypatii budzonej przez pozostałe postaci – bardzo dobrze. Taki właśnie był zamiar. Znają się długo, bo i długo razem podróżowali na statku matce. A ta długa znajomość połączona z wizją śmierci na obcej planecie przysporzy jeszcze kilka problemów.
Dodatkowo przepraszam za spoiler: zwroty takie jak "u nas na ziemi", czy znane nam nazwy krajów, nacji czy nazw geograficznych są błędem merytorycznym. Wyjaśni się (lub nie) w przyszłości, a dokładnie po wyjściu z kapsuły.

Co do krytyki – jeszcze raz dziękuję. Bardzo mi się podoba ten tekst (samouwielbienia, tak jest!), ale i zmusiłem kilku znajomych do czytania. Im też się podoba, stąd chciałbym zrobić porządek z poprawnością językową. Do pisania się nie zrażę pod wpływem krytyki, prędzej niechęci do czytania. Dodam, że powyżej wrzuciłem sześć ze stu czterdziestu stron A4, które mam zapisane. Nie będę dodawał, że kolejna setka została usunięta ze względu na śmierć bohatera(ki).
Odpowiedz
#6
Zaczne od rugania, bo pisze ze sprzetu mobilnego, a to ciezka robota. Po pierwsze, narracja w czasie rzeczywistym. O przenajswietsza krasnoludka brodo, jak ja jej nie cierpie. Czysto subiektywne, mozesz pominac. Po drugie, od wystawienia poprawek minal dzien, przydaloby sie te poprawki naniesc, taki obowiazek tego forum.
Nie skupialem sie na stronie technicznej, od tego sa ludzie kompetentni. Ja odpadam w przedbiegach.
Podoba mi sie sposob prowadzenia akcji, chociaz osobiscie nie szarzowalbym z takim podejciem do innych opowaidan. Dana naracja sprawdza sie w określonych warunach. Pweidzmy, ze tym razem ci sie udalo, ale nie badz pewien/pewna, ze to wypali gdzie indziej.
Temat mnie kupil, naprawde fajnie realizowany. Propsy i gruby kciuk w gore. Pisz dalej, pisz duzo. Chce zobaczyc, jak to sie skonczy.

To w sumie tyle, jak sie namysle wna dalsze stukanie w niewielki ekranik smartfona, to zedytuje posta. Moze.
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Kurojatka napisał(a):co do "funkla", a się tak czasami nie mówi (mówiło) – "funkiel nówka"?
Nie wiem, czy się tak mówi lub mówiło, nigdy w życiu nie słyszałam takiego zwrotu.

Kurojatka napisał(a):Odnośnie antypatii budzonej przez pozostałe postaci – bardzo dobrze. Taki właśnie był zamiar. Znają się długo, bo i długo razem podróżowali na statku matce. A ta długa znajomość połączona z wizją śmierci na obcej planecie przysporzy jeszcze kilka problemów.
Tak właśnie podejrzewałam. Ale antypatia swoją drogą, a brak uściślenia, kto jest kto to całkiem inna bajka i w sumie to właśnie ta kwestia bardziej mi przeszkadza. Trudno mi było ogarnąć, kto jak się nazywa, znając tylko imiona bohaterów, nie znalazłam w tekście żadnych cech szczególnych, które by mi w tym pomogły. Łatwiej by mi się ich nie lubiło, gdybym nie miała takich trudności. :P


Dobra, a teraz czas na zaległy fragment. :)

(28-06-2015, 21:34)Kurojatka napisał(a): A chuj tam, mam mnóstwo czasu przecież. (Lepszy szyk: "mam przecież mnóstwo czasu")

Aktywność fizyczna w zmaga(wzmaga) zużycie energii (przecinek) więc im więcej biegasz(przecinek) tym głodniejsza się staniesz. Wertuję więc całą zawartość instrukcji w poszukiwaniu co ciekawszych zdjęć czy diagramów. Przelatuję schematy kośćca (przecinek)choć nie umykają mi pewne różnice między moim a zwyczajnym szkieletem.

Dalej układy mięśniowe, miejsca pobudzania zewnętrznego w razie awarii. Rozdział o złamaniach, skręceniach i zwichnięciach ze sposobami unieruchamiania kończyn i pobudzania mięśni i stawów do szybszej regeneracji został wzbogacony o rany postrzałowe.

Piersi mi może nie tyle przeszkadzają, co dziwnie mi z nimi. Są widoczne, są tam(przecinek) gdzie ich nigdy nie było, (zbędny przecinek)czy po prostu nie przywykłem do ich widoku. (Niezbyt ogarniam to ostatnie zdanie, konkretnie tę część po "czy". Nie lepiej "są tam, gdzie ich nie było czy po prostu nie przywykłem do ich widoku w tym miejscu"?)

(akapit)
POH, Eryka, Melita Kalam. Data urodzenia, dane matki, ojciec nieznany. Akta jakiejś kobiety. –(zbędny myślnik, od nowego akapitu) – Co to… kurr…

– Nie czytaj tego(kropka/wykrzyknik) – w(W)yciąga rękę.

– O rzecz(żeż)! Aż się nakrył nogami! – Marian zaczął wiwatować.

– Nie wolno się dobierać tak po prostu, bez kwiatów (przecinek)Zbyszek – I(i)nstruował(zmiana czasu) Gargamel. – A przynajmniej nie przy wszystkich.

– Lepiej, żebyś tego nie czytał(kropka)– Zbigniew wstał(znów zmiana czasu) już(kropka) – Albo przynajmniej nie teraz. Może to wywołać wstrząs…

Lista kar całkiem spora (przecinek)przy czym najlżejszą wydaje się powieszenie.

Kilka opinii z podpisanym autorem. (z podpisem autora)

„Wyniki w nauce mierne(przecinek) spowodowane dużą absencją. Dziecko bystre, chętnie uczestniczy w zajęciach po zajęciach ramowych”.

Wypływa po czterech miesiącach w bazie marynarki wojennej (przecinek)gdzie chce się zaciągnąć. Odsyłają ją do domu. Pól(Pół) roku później matce zostają odebrane prawa rodzicielskie, piętnastoletnia już Eryka trafia do domu dziecka, skąd regularnie ucieka.

W wieku 17(słownie) lat zachodzi w ciążę, badania nie wskazują nikogo z domu dziecka. (Trochę bym uściśliła tę część. Jak sądzę chodzi o stwierdzenie ojcostwa, więc napisałabym coś w rodzaju "badania wykazuję, że ojcem nie jest nikt z domu dziecka")

Trzydziesto-cztero letnia(Trzydziestoczteroletnia) Erika(Eryka?) zostaje zidentyfikowana na zupełnie innym kontynencie, zatrzymana pod zarzutem podpalenia mienia, powiązana z serią podpaleń mienia prywatnego i skazana na piętnaście lat pozbawienia wolności.

Po zabójstwie współwięźniarki zostaje przeniesiona (z) powrotem do kraju, gdzie słuch o niej zanika.

Że badania są przeprowadzane na ludziach i,(zbędny przecinek) że to niehumanitarne.

Z tego co wiem, tak powinno być (przecinek)bo niby jak inaczej?

Krótki fragment, więc nie mam wiele do powiedzenia. Choć taka sytuacja tutaj zdarzyła się bodaj dwa razy, zwracam uwagę na utrzymywanie narracji w tym samym czasie. Jeśli już zdecydowałeś się na narrację w czasie teraźniejszym, to niech jest w teraźniejszym cały czas.
Co do fabuły – ciekawa jestem, jak to się dalej potoczy. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#8
Dzięki epoN. Niemniej, wypraszam sobie. Poprawki naniesione!
Vetala, no cóż. Tak głośno nalegasz, że zacząłem się zastanawiać nad choćby zgrubnym opisem załogi. Nie wiem jednak, jak to zrobić. W końcu pierwszoosobowym narratorem jest bezimienny/bezimienna, która wszystkich zna, nie przymierzając, z pięć lat. Zobaczymy, może niebawem sprawa się wyklaruje :–) Z drugiej strony, nie sądzicie, że w miejscu opisu wystarczą obrazki? Tak z lenistwa...
Odpowiedz
#9
Zwracam w takim wypadku honor, najwyrazniej dojrzalem kilka bledow, ktorych nie wychwycila Vet. Jak bede mial wiecej czasu i sprzet jakis, przejrze jeszcze raz ; )
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
#10
(30-06-2015, 19:17)Kurojatka napisał(a): Z drugiej strony, nie sądzicie, że w miejscu opisu wystarczą obrazki? Tak z lenistwa...

Jak dla mnie obrazki zamiast opisów zajeżdżają "blogaskami" gimnazjalistek, którym nie chce się opisywać ubioru bohaterki i na przykład robią tak, że pod stwierdzeniem "Na sobie miała taką sukienkę" jest zdjęcie tejże sukienki. No po prostu fuj. To już z dwojga złego wolę nic nie wiedzieć o bohaterach.

Rozumiem, że narracja nie sprzyja opisom wyglądu bohaterów, ale też wcale nie o to chodzi. Jak dla mnie wystarczyłyby znaki szczególne, choćby to, że któryś powiedział cośtam, czochrając brodę, że bohatera irytowało, jak ktośtam przeczesywał włosy jakiegoś koloru... Już coś takiego pozwala mieć konkretną wizję bohaterów.
Oczywiście to wszystko to tylko mój gust, a o gustach, jak wiadomo, się nie dyskutuje. :P
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości