Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Forumowe Opowiadanie, sezon drugi
#1
Tramwajem bujało z prawa na lewo, co w efekcie powodowało ocieranie się pasażerów o siebie. Jeśli Crax nienawidził czegoś bardziej niż Kac Wawy, to był to transport publiczny. No, ale cóż. Jego mistrz prosił o dyskrecję, więc stwierdził, że nie będzie jechał na umówione spotkanie swoim samochodem. Ostatecznie dotarł na swój przystanek i wysiadł z pojazdu. Przeszedł kilka mniejszych uliczek, po czym znalazł się przed drzwiami niewielkiego pubu. Wszedł do środka. Pomimo swego rozmiaru lokal wyglądał naprawdę przyzwoicie. Dębowe stołki, chromowane rurki i inne wykończenia. Za barem na ścianie wisiał telewizor, na którym był włączony kanał muzyczny. Crax zamówił piwo i udał się w głąb pomieszczenia, gdzie znajdowała się opuszczona w podłogę skórzana kanapa. On już tam na niego czekał.
– Witaj, mistrzu. – Młodzian skinął lekko głową.
– Miło cię znowu widzieć – odpowiedział mu siedzący w półmroku mężczyzna. – Kiedy to ostatni raz się widzieliśmy? Trzy miesiące temu?
– Jakoś tak na początku lutego, więc już prawie pięć.
– Ach tak... Pamiętna noc drugiego lutego... Właśnie, w sumie to chciałem się z tobą spotkać w tej sprawie. Mam dla ciebie nowe zlecenie. – W tej chwili wyciągnął z kieszeni koszuli kartkę papieru i podał ją Craksowi. Chłopak rozłożył ją, zerknął na dane swojego celu i zaskoczony wciągnął powietrze.
– Mistrzu... Jesteś pewny, że mam to zrobić? Nie lepiej było to zlecić komuś bardziej kompetentnemu?
– Crax... – odparł tajemniczy jegomość. – Jesteś moim najzdolniejszym uczniem. Nauczyłem ciebie wszystkiego, co potrafię... Nawet programowania w Javie. Bez wątpienia jesteś w tej kwestii najlepszym wyborem. Mam dosyć tego, że ten skurwiel mi bruździ. Czas już nadszedł – Mężczyzna robił krótkie pauzy, akcentując każde słowo. – Wykonaj rozkaz sześćdziesiąt dziewięć.
– Tak się stanie, mój lordzie. – Crax szybko dopił swoje piwo i już zabierał się do wyjścia, gdy jego mistrz mu przerwał.
– Zaczekaj! Jest coś jeszcze. Tym razem chcę, abyś zostawił przy nim nasz znak. Niech pozostali wiedzą, że ich też dopadniemy. – Podał chłopakowi kopertę, po czym zaśmiał się złowieszczo.

***

Pociąg wjechał leniwie na Peron. Stu stał na stacji, czekając na pojawienie się dwóch młodzieńców, których poprosił o przybycie. Po chwili ich zauważył: jeden z brodą, którą nie pogardziłaby większość krasnoludów i drugi, wyglądający jak Macaulay Culkin przed ćpaniem.
– Witam – powiedział do nich. – Dziękuję, że tak szybko przyjechaliście.
Epon i Yami odpowiedzieli na jego powitanie, po czym ten pierwszy spytał:
– Stu, mógłbyś wyjaśnić jednak, dlaczego nas wezwałeś? Wspomniałeś jedynie, że chodzi o Nida, ale nie zdradziłeś żadnych szczegółów.
Mężczyzna stał przez chwilę w milczeniu, po czym wskazał za siebie i odparł:
– Chodźcie, porozmawiamy w aucie.
Chłopaki stali chwilę w konsternacji, po czym ruszyli za Stu na parking i wsiedli do samochodu. Jechali dobrą chwilę bez słowa, po czym mężczyzna wreszcie zaczął.
– Posłuchajcie. Nid... on... nie żyje.
Yami spojrzał na niego z niedowierzaniem.
– Że co?
– Dzisiaj rano znaleźliśmy go w jego mieszkaniu. Policja bada właśnie miejsce zdarzenia.
Chłopak opadł na oparcie fotela. Starał się przetworzyć to, co przed chwilą trafiło do jego głowy. Po pięciu minutach dojechali do celu. Przed budynkiem, koło którego się zatrzymali, powitała ich młoda kobieta w długim, jasnobrązowym prochowcu.
– Dzień dobry, jestem Trice. Prowadzę śledztwo w sprawie śmierci pańskiego syna.
Stu skinął lekko głową.
– I co? Dowiedzieliście się czegoś? – spytał.
– Hmm... Póki co wiemy tylko, że został zabity wczoraj wieczorem. Drzwi nie zostały sforsowane. Napastnik dźgnął go siedem razy nożem w plecy. Jest jednak jedna dosyć ważna poszlaka. Przy jego ciele znaleźliśmy to. – Trice uniosła dłoń, trzymając między palcem wskazującym a środkowym woreczek strunowy, w którym znajdowała się karta do gry. W sumie nie byłoby w niej nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że zamiast figury karcianej, na awersie widniał czarny smok. – Czy denat miał może jakichś wrogów, którym zależałoby na jego śmierci?
Epon i Yami wymienili ze sobą porozumiewawcze spojrzenie. Trice, zauważywszy ten gest spytała:
– Czyżbyście wiedzieli, kto może być sprawcą?
– Nie, mamy jedynie pewne podejrzenie.
– Jeśli pozwolicie, chętnie ich wysłucham, już na komendzie.

***

Po nieco ponad godzinie młodzieńcy w końcu opuścili komisariat i szli ulicą, rozglądając się za jakąś knajpą.
– Jak tam, trzymasz się? – spytał Epon.
– A dlaczego, kurwa, miałbym się nie trzymać?
– Myślałem, że Nid...
– To źle myślałeś – warknął Yami.
Po chwili trafili na jakiś lokal, do którego postanowili wstąpić. Siedli przy małym stoliku w dosyć oddalonej części sali.
– No i co o tym wszystkim sądzisz?
– W sensie?
– No wiesz, ta karta. Czy twoim zdaniem to on zabił Nida?
– Nie – odpowiedział Yami. – Na pewno on za tym stał, ale zabójcą był kto inny.
– Hm? Czemu tak sądzisz?
– Pani detektyw powiedziała, że drzwi nie były sforsowane. Wychodzi więc na to, że Nid wpuścił napastnika do mieszkania z dobrej woli. – Chłopak stukał nerwowo palcami w blat. – Może i był idiotą, ale wątpię, by otworzył drzwi przed tym psycholem, zatem musiał to być ktoś, kogo znał i komu względnie ufał.
– Co chcesz przez to powiedzieć? – Epon nie ukrywał zdziwienia.
– Hmm... Sam nie wiem, ale mam przeczucie, że w naszych kręgach znajduje się jakiś zdrajca.
– Masz na myśli, że ktoś z podziemia jest jego szpiegiem?
– Niestety, na to wygląda. Niepokojący jest też fakt, że zostawili przy nim tę kartę ze smokiem. Czyżby szukał zemsty i ofiar ma być więcej? Musimy być czujni co do osób, z którymi się zadajemy. Możemy być następni na jego liście. – Yami przerwał, gdyż akurat w tej chwili podeszła do nich kelnerka.
Czasami, gdy pojawiają się nowi, próbują na jeden raz wrzucić wszystko, co mają. Zupełnie, jakby portal miał lada dzień zniknąć z Internetów, a administracja pojechać do Afryki, sprzedawać olejek do opalania rdzennym murzynom.
~Yami
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Słońce stało już wysoko. Zegar na wieży kościelnej wskazywał za pięć dwunastą, gdy na placu miejskim pojawił się Stu. Wszedł do małej księgarni na rogu i nie zwracając uwagi na powitania ekspedientki, ruszył na zaplecze. Młoda dziewczyna rzuciła się za nim w pogoń, krzycząc, że „tam nie wolno”, ale Stu był szybszy. Zatrzasnął za sobą drzwi i przekręcił klucz. Ruszył małym korytarzem, kierując się do ostatnich drzwi z napisem „Magazyn”. Były otwarte, ale tego się właśnie spodziewał. Wszedł i stanął na środku alejki rozdzielającej szpalery regałów z książkami.
— Bella, jesteś tu?! — zawołał.
Spomiędzy regałów dobiegł kobiecy głos:
— Jestem. Czego chcesz, Stu?
Mężczyzna jednak milczał. Czekał spokojnie, aż Arabella wyjdzie do niego. Nie pomylił się. Młoda kobieta wypłynęła godnie zza trzeciego regału, trzymając na rękach kilka książek.
— Potrzebuję twojej pomocy.
— Ty? Ty potrzebujesz pomocy? Ode mnie? — pytała ironicznie. Stu jednak miał to w nosie.
— Kiedy ostatnio widziałaś się z Nidem?
— Z Nidem?
— Przestań! — rzucił gniewnie Stu. — Udajesz zdziwienie, jakbyś nie wiedziała, o kim mówię.
— No już dobrze, uspokój się. Stało się coś?
— Nid nie żyje — powiedział krótko Stu.
Bella stanęła oniemiała, bezwładne ręce upuściły książki, które upadły z hukiem na podłogę. Nastała cisza, której nikt nie ważył się przerwać. Po kilkunastu sekundach zadzwonił telefon. Bella odebrała nieśpiesznie, nie spuszczając wzroku ze Stu.
— Tak? Nie, wszystko w porządku. Ania, spokojnie. To mój znajomy.
Rozłączyła się i schowała telefon do kieszeni.
— Jak to się stało — zapytała.
— Został zamordowany. Policja zajęła się już tą sprawą, ale, powiedzmy sobie szczerze, to była fachowa robota na zlecenie.
— Na zlecenie? Czyje?
— Ten, którego imienia nie wolno wymawiać… Voldemort podziemia, ciemny lord.
— Więc w czym ja miałabym ci pomóc?
— Chcę go dorwać, ale w tym celu muszę wytropić mordercę mego syna. Pomóż mi go odnaleźć.
— Ja? Ale jak?
— Użyj swoich wdzięków… i wpływów.

***

— Yami! Ktoś próbuje się włamać do naszego serwera! — darł się Epon niemiłosiernie do słuchawki.
— Jak działają zabezpieczenia? — usłyszał spokojny głos przyjaciela.
— Używa jakiegoś algorytmu, by złamać hasło. Ma już pięć z dziesięciu znaków. Mimo że serwer wywala go po każdej nieudanej próbie logowania na pięć minut, to po tym czasie wchodzi z wyższym priorytetem niż ja i nie mogę przez to zmienić hasła — żalił się Epon.
— To algorytm „sześćdziesiąt dziewięć”.
— Skąd wiesz?
— Bo sam pomagałem go tworzyć — odparł Yami.
— To teraz, geniuszu, pomyśl jak go zablokować. Jeśli nic z tym nie zrobimy, to najpóźniej za godzinę gość włamie się do naszego serwera.
— To nie jest problem. Pytanie brzmi: czego ten gość szuka? No, Epon, myśl. Czego potrzebuje nasz nieznajomy?
Zapadła krótka chwila milczenia, po czym Epon odezwał się nieśmiało:
— Danych o użytkownikach?
— Bingo, mój przyjacielu. Chce naszych danych personalnych. Chce nas dorwać.
Epon zbladł.
— No to mamy przerąbane — skwitował.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#3
Z lekkiego półsnu wyrwał go dźwięk powiadomienia o wyświetlającym się na monitorze komunikacie. Zaspany i zmęczony, rozejrzał się po pokoju. Panował w nim półmrok.
– Znowu musiałem usnąć przed komputerem – westchnął i podrapał się po policzku, na którym odcisnęła się klawiatura.
Rozprostował ręce, rozsiadł się wygodnie na krześle i spojrzał na monitor swojego komputera. Na czarnym tle były wyświetlone cztery kolumny z losowo ułożonymi i zmieniającymi się znakami. W skład pierwszej kolumny wchodziły tylko zera i jedynki, druga zawierała liczby od zera do dziewięciu. Trzecia i czwarta złożone składały się z liter, różniły się tylko tym, że w ostatniej niektóre znaki zakreślone były na czerwono.
Pod nimi wyświetlony był pasek określający postęp w odgadywaniu kolejnych znaków. Najważniejszym jednak elementem było małe, niepozorne okienko w prawym górnym rogu monitora. Drukowanymi literami wyświetlało się w nim hasło i login, o które Crax walczył od kilku dni.
– Algorytm „sześćdziesiąt dziewięć”, dzieło życia Yamiego – mruknął, uśmiechając się szeroko.
Pogrzebał chwilę w szafkach koło biurka i znalazł małą karteczkę, na której zapisał zdobyte informacje. Notatkę włożył do kieszeni, po czym wstał od biurka i skierował się do kuchni, chcąc coś zjeść. Jednak szybko zmienił plany i trzymając się za brzuch, wybiegł do łazienki. Wrócił do pokoju, ocierając twarz, stanął przed lustrem, spojrzał na siebie i krytycznym wzrokiem ocenił swój stan. Był bardziej blady niż zwykle, bolało go gardło i ciekło z nosa katar. Mimo to musiał się ubrać w garnitur, koszulę i wyruszyć na spotkanie do centrum miasta.

Kiedy wcisnął przycisk aby wyłączyć komputer, na monitorze wyświetlił się komunikat ostrzegający, że ktoś może mieć dostęp do jego danych. Wyprostował się zaskoczony, przygotowując się do starcia z hakerem. Jednak było już za późno, ekran komputera robił się coraz ciemniejszy, nawet, specjalne zabiegi Craxa nie dały rady tego powstrzymać. Komputer powoli wygasał, by w końcu się całkowicie się wyłączyć. Niestety nie miał już czasu włączyć go od nowa, i sprawdzić co się stało. Był spóźniony, prawie pół godziny, – często mu się to zdarzało, ale nigdy aż tak długo, musiał jeszcze dotrzeć do centrum. Sprawdził jeszcze, czy niczego nie zapomniał i szybko ruszył do wyjścia. Zatrzymał się jednak, ostrożnie uchylił drzwi i wyjrzał na zewnątrz. Tuż obok swojego samochodu dostrzegł wściekłego psa sąsiadów – Wilka. Nie znosił tego szarego kundla, wyciem do księżyca budził go co noc. Psisko nie reagowało na żadne komendy, już dawno chciał z nim zrobić porządek, a dzisiejszy dzień wydał mu się do tego idealny. W końcu, po trzydniowych zmaganiach, Crax zdobył hasło i login do systemu Epona i Yamiego – był to chyba najlepszy dzień w jego życiu. Nawet najgorsze ostrzeżenie o włamaniu do jego systemu nie zepsuło mu humoru. Teraz mógł osiągnąć wszytko o czym kiedykolwiek marzył i popisać się przed swoim mistrzem, którego imienia, po wielu latach szkolenia nadal bał się wymawiać. Rozochocony tą myślą wziął się do roboty.

Cichutko zamknął drzwi i wrócił do swojego pokoju, obmyślając w głowie plan. Z dna szafy wygrzebał pałkę do gry w baseballa i duży worek. Pewny siebie wrócił do drzwi. Przeanalizował jeszcze raz każdy etap planu, po czym jak najgłośniej, otworzył drzwi i wyskoczył na podwórze, chowając za plecami pałkę i worek. Lekko zdezorientowany zachowaniem Craxa, Wilk rzucił się w jego stronę. Kiedy tylko zbliżył się do niego, ten zamachnął się kijem baseballowym i uderzył biegnące w jego stronę stworzenie w bok. Wilk runął na ziemię, ciężko sapiąc. Napastnik podszedł do rannego zwierzęcia i trzymając zwierzę, wcisnął go do starego worka, zawiązując tak, aby dalej nie mógł się ruszyć. Bezbronny Wilk zaczął się szarpać i warczeć, chcąc uzyskać pomoc. Zadowolony z zemsty Crax załadował swoją zdobycz do samochodu i ruszył na umówione spotkanie do centrum miasta. Jeśli się nie pośpieszy będzie w poważnych tarapatach. W połowie drogi skręcił w boczną uliczkę, szybko rozwiązał worek i przez otwarte okno wyrzucił na pobocze skomlące zwierzę. Po czym z piskiem opon ruszył w dalszą drogę.



– Jak to się kurwa, stało?! – stękał Yami, uderzając głową w klawiaturę.
– Ty mi powiedz – westchnął Epon, bawiąc się jabłkiem.
– Epon, nawaliliśmy! Nie mogłem powstrzymać czegoś, co sam stworzyłem.
– Jak już to ty nawaliłeś, ja zdobyłem cenną wiadomość, jeszcze nie wiem, co ona oznacza, ale proces odszyfrowywania trwa. – Uśmiechnął się słabo, odgryzając kawałek jabłka.
– Co nam z głupiej wiadomości, skoro straciliśmy login i hasło do naszego systemu?! Dla ciebie to nic nie znaczy? – Popatrzył na przyjaciela, jakby ten zwariował.
– Wszystko, na czym mi zależało mam na dysku, zresztą włamywacz przejrzał tylko naszą pocztę i listę ulubionych filmów – westchnął i odgryzł jeszcze jeden kawałek.
– Ale tu chodzi o coś innego... – Nie zdążył dokończyć, na laptopie leżącym obok Epona wyświetlił się komunikat z tłumaczeniem przejętej od hakera wiadomości, a odgłos komunikatu najnowszego Windowsa zagłuszył Yamigo i jego narzekania.
Yami rzucił się do laptopa, Epon natomiast siedział spokojnie, odgryzając kolejny kawałek jabłka. Powoli obrócił się w stronę laptopa, odepchnął Yamiego i z nienaturalnym dla siebie spokojem odczytał na głos wiadomość przechwyconą od hakera.

„Psiapsiółko, proponuję panu ice cream o 12.34 pod Mc Donaldem.
Mam dla cb very cenne info. xoxo, Crax”

– Ha, gay – pomyślał Yami, ale nic nie powiedział.
– Teraz nasuwa się pytanie do kogo wysyłał tak, dziwną wiadomość – westchnął Epon.
– Spójrz na adres odbiorcy – kontyunował Yami.

„Tajne więzienie laboratorium, w Bieszczadach”

– Ciekaw – zamyślił się Epon. – Tajne laboratorium... Tam chyba pracuje Dr Arnubis... Najlepszy przyjaciel Nida
– Drugi najlepszy... – przerwał Yami. – Nie zapominaj o mnie...
– Przyjaciel Nida, Arnubis, współpracujący z tym czubkiem Craxem, ma to sens? – rozmyślał Epon mimo dalszego narzekania Yamiego.
– Czy to możliwe, aby doktorek był zdrajcą? – powtórzył na głos to, co myślał.
Spojrzał na Yamiego zamyślony, westchnął i ugryzł jeszcze jeden kawałek jabłka.
Crax, do poprawek marsz! ~ Nawka
Odpowiedz
#4
Arabella po raz ostatni zerknęła w lustro, poprawiła płaszcz i z zadowoleniem puściła oczko do swojego odbicia. Namacała w kieszeni karteczkę z adresem i uśmiechnęła się chytrze. Po chwili na jej twarz wstąpił wyraz zamyślenia, jednak szybko się otrząsnęła, jednocześnie pokazując międzynarodowy znak pokoju wściekle trąbiącemu kierowcy, który przed chwilą nieomal ją przejechał. Pozdrowiła go też serdecznie, nie zapominając o pozdrowieniach dla mamusi. Żwawym krokiem podążyła w stronę dzielnic opanowanych przez wszelkiego rodzaju mendy, bandytów, dziwki i nożowników – jednym słowem: śmietankę półświatka.
Im bardziej zagłębiała się między odrapane kamieniczki, tym więcej zakazanych mord i podejrzanych postaci majaczyło na skraju pola widzenia. Arabella poczuła, jak wraz z nocnym chłodem otula ją strach. Cholera, jeśli to wszystko pójdzie teraz na marne, to chyba dostanę wścieklizny – pomyślała, mocniej zaciskając palce na krótkim nożu, który ukryła w kieszeni płaszcza.
W końcu dotarła pod wskazany adres. Mrok otulił miasto bezpieczną kurtyną, szumowiny wyszły na żer. Energicznie zapukała w odrapane drzwi, jednocześnie dyskretnie oglądając się, czy nikt nie czai się w pobliżu.
– Czego? – warknął zza drzwi ochrypły głos.
– Ja do Wilqa – powiedziała odważnie, przesuwając się tak, żeby typek mógł ją sobie dokładnie obejrzeć. Ocena musiała wypaść na jej korzyść, bo po chwili szczęknęły zamki i drzwi się uchyliły.
– Właź – burknął facet, a ciemność rozjaśnił żar papierosa. Ruszyła za nim ciasnym korytarzem. Po chwili przeciskania się zagraconym przejściem, co na wysokich obcasach stanowiło nie lada wyzwanie, dotarli do jakichś drzwi. Facet zapukał, wsadził łeb przez szparę i powiedział coś cicho. Słuchał moment, po czym otworzył szerzej i zaprosił ją gestem, żebym weszła. Przecisnęła się między nim a framugą, w międzyczasie łapiąc pełne aprobaty spojrzenie, gdy otarła się biustem o jego pierś. W końcu stanęła przed chyba jedyną osobą w mieście, która mogła pomóc jej znaleźć zabójcę Nida.
– Witaj, Wilqu… Władco złodzie… – zaczęła, podchodząc. Uśmiechnęła się uroczo i kusząco, jednak na mężczyźnie nie zrobiło to wrażenia.
– Przestań udawać trzpiotkę, Bella, i mów, czego chcesz? – mruknął mężczyzna i przyjrzał się jej uważnie. Arabella poczuła się nieswojo, jednak nadal trzymała fason.
– Nid został zamordowany. Muszę znaleźć jego mordercę – wyrzuciła z siebie jednym tchem. Wilq z wrażenia zakrztusił się dymem papierosowym. Po chwili popatrzył na nią załzawionymi oczyma. Na jego twarzy odmalowała się ponura determinacja. Spojrzała w zimne jak lód błękitne oczy i już wiedziała, że jej pomoże.

***

W gabinecie powoli robiło się ciemno, jednak Trice nie zwracała na to uwagi. Wpatrywała się w raport z laboratorium, który otrzymała przed chwilą. W końcu potarła brew w zamyśleniu i upiła łyk zimnej już kawy. Westchnęła ciężko i odchyliła się na oparcie krzesła.
– Dlaczego ktoś podstawił sobowtóra w miejsce oryginału i czemu w ogóle ktoś chciał jego śmierci? – zastanawiała się, mrucząc pod nosem pytania i nadal wpatrując się w wyniki laboratoryjne.
– I gdzie, do cholery, podziewa się Nid? – rzuciła w przestrzeń, spoglądając na dołączone do dokumentów zdjęcie rzekomego Nidraxa.
Wiedziałeś, że coś ci grozi i postanowiłeś się ukryć – pomyślała jeszcze pod adresem chłopaka w nagłym przebłysku świadomości, po czym zasnęła z głową na biurku.
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Forumowe Opowiadanie, sezon drugi – wątek techniczny Nidrax 31 10,400 05-09-2015, 20:17
Ostatni post: Arabella

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości