Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Paladyn
#1



Światło wpadało przez wielkie okno biura biskupa.
Ojciec Matto obserwował wschód słońca na nieskazitelnie czystym niebie, próbując unikać świdrującego, zimnego wzroku przybysza. Piękny widok – pomyślał – że też nigdy tego nie zauważyłem. Nie dziwne, zważywszy na to, że mój fotel jest odwrócony tyłem do okna. Całą uwagę poświęcałem ludziom po drugiej stronie biurka, którzy błagali o moją łaskę. Zabawne, w końcu dowiem się, jak się czuli.
Niebieskie oczy przybysza dalej były wpatrzone prosto w niego jak ślepia drapieżnika, który tylko czeka na sygnał do ataku. Czuł się tak, jakby wierciły dziurę w jego duszy.
Zupełnie do niego nie pasują – pomyślał Matto. – Poza tym jak półelf mógł tak wyrosnąć? Bogowie, on ma chyba ponad
dwa metry, do tego wygląda jak góra mięcha. Gdyby nie uszy, mógłbym się założyć, że mój fotel zajmuje olbrzym...

Przerwał myśl, gdy zorientował się, że półelf patrzy mu prosto w oczy. Szybko odwrócił wzrok, nie zobaczył więc jego ironicznego uśmiechu.
– A więc, ojcze Matto... – na dźwięk głosu przybysza prawie podskoczył na siedzeniu. Niski, dudniący i głęboki, wydawał się wypełniać całą komnatę. Jakby już nie zajmował wystarczająco dużo miejsca – przemknęło mu przez myśl. – Wytłumaczy mi ojciec, po co musiałem tu przybyć?
Zdziwione oblicze księdza zdradzało, że pytanie zupełnie zbiło go z tropu.
– Ekhm... otóż, lordzie inkwizytorze...
– Zbytek uprzejmości, ojcze, nie jestem lordem – usłyszał suchą odpowiedź. – Inkwizytorze wystarczy w zupełności. – Z jego twarzy nie zniknął ironiczny uśmiech, lecz teraz wydawał się księdzu jeszcze bardziej drwiący niż przed chwilą.
– Tak, inkwizytorze. Wracając do pytania, nie dostał pan żadnych rozkazów od przełożonych?
– Oczywiście, że dostałem – żachnął się półelf. – Po prostu chcę od ojca usłyszeć, w jakiż to sposób biskup tego miasta spartolił sprawy na tyle, że musiał wezwać pomoc ze stolicy. Co więcej, dlaczego akurat moi przełożeni postanowili wysłać jedno z Ostrzy Wiary? Wytłumaczy mi to ojciec?
Uśmiech był już wyraźnie kpiący, a przyjazny ton zadawał kłam słowom przybysza. A te oczy, brrr... Teraz wyglądają jak dwie kulki lodu, gotowe zamrozić mnie na miejscu – pomyślał duchowny. – Może to byłoby jakieś wyjście z sytuacji...
– A więc, ludzie w mieście zaczynają tracić wiarę w bogów...
– Nie chrzań, nawet nie zaczynaj. – Przyjazny ton w głosie półelfa zniknął bez śladu. – Obaj wiemy, że w takiej dziurze jak ta, jeżeli ludzie tracą wiarę w bogów, to ich przedstawiciele muszą być zupełnymi niedojdami. – Przybysz zmierzył wzrokiem księdza od stóp do głów. – Co w tym przypadku raczej nie pozostawia złudzeń.
Półelf wstał z fotela. Słońce odbiło się od zbroi i na chwilę oślepiło Matta. Odwrócił się do okna.
– Maluczcy muszą w coś wierzyć. Jeżeli tracą zainteresowanie wiarą, jest to winą odprawiających rytuały. A od tego bardzo blisko do herezji. – Półelf odwrócił się w stronę ojca, ukazując drapieżny uśmiech. – Ale to na pewno nie jest powód dla którego prosiłeś o pomoc, czyż nie mam racji? Jestem pewny, że brałeś pod uwagę przybycie paladyna z oddziału Ostrzy Wiary. Jeżeli nie, byłby to szczyt głupoty z twojej strony. Więc, co się tak naprawdę stało? Może to kult Baalorga przyjmuje wiernych lepiej od ciebie, przez co wieśniacy zstępują na złą drogę? Taaak, to by było dobre wytłumaczenie. Ale jestem pewien, że już dawno bym o tym wiedział. A może mag–apostata postanowił zniewolić tę mieścinę?
– Ekhm... tak więc...
– MÓW, DO CHOLERY! – Ojca Matto zatkało. Od czasu święceń nikt nigdy nawet nie myślał o podniesieniu na niego głosu, a co dopiero... – Mam dość. Wyśpiewasz mi teraz całą prawdę albo będziesz mierzył się z konsekwencjami. Nawet nie próbuj kłamać, rozpoznam prawdę.
– Dobrze, już dobrze – wymamrotał duchowny przestraszonym głosem. – To miasto jest przegniłe od środka. Wszelkiego rodzaju bandyci, gangsterzy i inne złe typy. Ja... ja nie mam kompetencji do takich zadań.
– Masz rację, jesteś niekompetentny. – Półelf zmierzył go spojrzeniem. – A do tego przekupny. Ci wszyscy źli i nieprawi cię kupili, ciebie i twoją godność. Ale, ale. Nagle zauważyłeś, że jest ci to nie na rękę, gdyż zaczęli straszyć i okradać wiernych. Kiedy zgłosiłeś sprzeciw, skończyło się przekupywanie, a zaczęły groźby pod twoim adresem. Wpadłeś na pomysł: napiszę, a oni mi wyślą świtę niemagicznych debili na każde moje zawołanie, zajmą się bandytami i wszystko wróci do normy? Otóż nie, stolica wiedziała o wszystkim. Mały księżulo mianowany biskupem na zadupiu, którego przekupują źli ludzie. Doprawdy, w co drugim mieście w tym zawszonym królestwie znalazłbyś taki przypadek. Ale koniec z tym, nie ma armii, a jest jedno Ostrze Wiary z twoimi problemami na głowie. Zgadza się?
Ojciec Matto patrzył na paladyna z niedowierzaniem. Zauważył, że półelf patrzy na niego tak, jak na zdechłego szczura na poddaszu – z obrzydzeniem.
Duchowny zdobył się jedynie na zrezygnowane skinienie głową. Półelf uśmiechnął się momentalnie. Usiadł z powrotem na fotelu, oparł się i powiedział:
– Na mocy prawa inkwizytorskiego przejmuję pełnię władzy w tym mieście na czas rozwiązania problemu. – Paladyn wstał, a oczy biskupa rozszerzyły się w niedowierzaniu. – Do tego czasu w stolicy zostanie wybrany twój następca, a ty zapłacisz za swoją niekompetencję. Wymyślę odpowiedni wymiar kary dla ciebie, a w międzyczasie spędzisz trochę czasu w lochu.
– Nie, błagam, tylko nie to! Nie chcę do lochu! Nie zasłużyłem sobie, robiłem wszystko dla dobra kościołaaaa... – rozpłakał się.
– Nie nadużywaj mojej cierpliwości i nie becz jak mała dziewczynka, bądź co bądź jesteś jeszcze duchownym, zachowaj przynajmniej tę cząstkę godności, której nie sprzedałeś. Jeżeli przestaniesz i okażesz skruchę, może ominie cię loch.
– Dziękuję, lordzie inkwizytorze! – Ojciec Matto wstał szybko z zamiarem przytulenia półelfa, lecz załamały się pod nim kolana. Poczuł, jakby od środka czaszkę rozsadzał mu ogień, zaczął wić się na podłodze i wrzeszczeć wniebogłosy. Minęło około minuty, zanim przestał. Ból odchodził bardzo powoli, a kiedy minął, kapłan zauważył, że popuścił na podłogę.
– Mówiłem, że nie jestem lordem. Wstawaj i zaprowadź mnie do mojej komnaty, nie miałem nawet okazji zdjąć zbroi ani opłukać się po podróży. Bez słowa, resztkę ludzkiej godności zostawiłeś na podłodze i szatach. Prowadź.
Poniżony, ociekający moczem ojciec Matto wstał, spojrzał na inkwizytora z mieszaniną wstydu, przerażenia i wściekłości. Postanowił jednak nie sprzeciwiać się rozkazowi pólelfa.

*

Widzę, że mój poprzednik postarał się mądrze wydawać pieniądze z łapówek – pomyślał paladyn, patrząc na bogato urządzoną komnatę przydzieloną mu na czas wizyty. – Najprawdopodobniej komnata biskupia. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby po takim pokazie ta larwa przydzieliła mi swój apartament.
Z ulgą zdjął ciężką zbroję płytową ozdobioną symbolem Zaara, jego boga. Uśmiechnął się ironicznie na tę myśl. Od jak dawna ten znak jest dla mnie tylko obrazkiem miecza wykutego ze światła? Obok zbroi ułożył swój dwuręczny miecz z najlepszej smoczej stali. Przypomina mi dzień przyjmowania święceń: „Przysięgam na ten miecz, od tej chwili będę Ostrzem Wiary...” bla, bla. Przysięga była długa i nudna, mnóstwo wersów o byciu dobrym, o bronieniu słabych przed siłami zła i nienadużywaniu Mocy nadanej przez Bogów. Już wtedy w nią nie wierzyłem i otwarcie gardziłem ludźmi ślepo podążającymi za nią przez życie. To tylko słowa, ale trzeba było się ich wyuczyć i wypowiedzieć, inaczej lata nauki poszłyby na marne. Poza tym pozycja paladyna również poszłaby się jebać.
Zmęczony po podróży postanowił położyć się i przespać. Gdy tylko spojrzenie półelfa padło na lewo, stracił resztki dobrego humoru. Ale, kurwa, łóżka większego kupić nie mógł. Na próbę sprawdził jego długość. Prawie połowa nóg wystawała za zakończenie. Tylko czekać, aż jakiś sługa wejdzie i zacznie się gapić jak na idiotę. Świat nie jest stworzony dla osób mojego wzrostu...
Myśl przerwał mu dźwięk otwieranych drzwi. Do pokoju wszedł drobny, starszy mężczyzna ubrany w bure szaty. Sługa, czy kolejny błazen?
– Panie? Szukam ojca Matta... Wiecie może, gdzie jego świątobliwość się podziewa?
– Teraz? Zapewne leży na ziemi i płacze nad swoją niedolą. – odpowiedział z uśmiechem paladyn.
Zdumiony mężczyzna, nie wiedząc jak odpowiedzieć, zaczął kiwać głową. Czyli błazen. Cholera, a chciałem coś zjeść, a może nawet spłukać kurz z podróży w ciepłej wodzie...
– Wtrąciłem go do lochu za niekompetencję. Jeżeli jesteś jego pomocnikiem, to pójdź go pocieszyć. Cele są dwuosobowe, a ja padam z nóg i nie mam sił ani ochoty się z tobą użerać. Wszyscy szczęśliwi – wzruszył potężnymi ramionami paladyn.
Porządnie wystraszony duchowny zaczął wycofywać się z pokoju, ale półelf zatrzymał go w pół kroku.
– Zostań, spokojnie, żartowałem tylko. Kim ty w zasadzie jesteś?
– Ja... ja... ja ksi... księdzem jestem zwykłym. Nic nie wiem, ja tylko msze odprawiam i służbę dobieram... Sam tylko byłem jako sługa dla Ojca Matta...
Westchnął, widząc, że znów przez przypadek zaczął przesłuchanie. Co tu zrobić, kiedy ludzie mają tak słabą wolę...
– …a ten podlec Matto dostał to na co zasługiwał! Teraz będzie lepiej!
– Ech, nieważne. – Paladyn nie dał po sobie poznać, że go nie słuchał. – Powiedz lepiej straży kościelnej, żeby miała oko na tego nikczemnika w lochach, bo sam nikogo nie mogłem znaleźć. Poza tym wyślij kogoś ze służby do stajni, niech mi oporządzi konia oraz przyprowadź kogoś tutaj, potrzebuję paru rzeczy. Rozkaz inkwizytora.
– Ale, panie...
– Żadnych ale. Mam za sobą osiem dni drogi ze stolicy i naprawdę nie mam ochoty na zbędne dyskusje. Idź i zrób to, co kazałem. – Zniecierpliwionym gestem machnął w stronę drzwi.
– Ale...
– O co ci chodzi, człowieku? Zaraz sam będziesz wszystko załatwiał w ramach kary za niesubordynację.
– Chciałem powiedzieć, że nie ma straży kościelnej – wyrzucił z siebie duchowny.
– Co? To gdzie ona jest?
– Została wymordowana...
– Wyjdź.
– A... a... ale... panie? – Niezrozumienie na twarzy było bardziej niż widoczne.
– Wróć jutro. Dzisiaj odpoczywam. Zrób to, o co prosiłem albo poważnie przemyślę temat towarzystwa dla poprzednika – wycedził zimno paladyn.
Ksiądz ukłonił się niezgrabnie i wyszedł z pokoju.

*

Całkiem sprawnie się uwinął. – Pomyślał półelf, patrząc na suto zastawiony stół. Gorąca jajecznica parowała na talerzu, obok ułożone zostało pęto kiełbasy, bochen chleba i dwa dzbany wypełnione wodą i winem. – Muszę przyznać, postarał się.
Przed śniadaniem postanowił umyć się w balii. Oczywiście jest za mała, ale przywykłem w ciągu ostatnich dziesięciu lat. W końcu nasze przyszkolne koszary nie obfitują w luksusy. Święcenia paladyńskie przyjąłem dopiero rok temu, więc nadal muszę w nich mieszkać. Ale kto wie, może po wykonaniu tego zlecenia kupię dom w stolicy...
Po kąpieli postanowił się ogolić, więc podszedł do lustra. Oczywiście musiał się schylić, żeby się w nim przejrzeć. Kiedy ostatnio krawiec brał miarę, mierzyłem dwa metry i piętnaście centymetrów. Wszyscy nauczyciele w szkole byli zdziwieni, że półelf może być tak wielki. A wtedy jeszcze nie byłem potężnie zbudowany, nie to co teraz... Spojrzał w lustro: patrzyła na niego młoda, przystojna osoba o mocnych rysach twarzy i głęboko niebieskich oczach. Lekko szpiczaste uszy i delikatny nos to chyba jedyne, co mam po ojcu...
Szybko odgonił tę myśl. Zgolił parodniową brodę, postanowił też zrobić coś z włosami, ale odłożył to na jutro. Teraz mam zasłużony wypoczynek. Zjadł śniadanie, niestety, już zimne. I tak był to najlepszy posiłek, jaki jadłem od tygodnia.
Zdaję sobie sprawę, że jako paladyn, sługa Bogów, powinienem odmawiać modlitwy przy wszystkich ołtarzach, a do Zaara to już w ogóle, ale naprawdę padam z nóg. Jutro też mogę dawać przykład. – Pomyślał półelf, kładąc się na łóżku. Przyjął najwygodniejszą pozycje, jaką tylko mógł, i zapadł w głęboki sen.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Na dobry początek: formatowanie. Zajrzyj do dowolnego opowiadania i zobacz, jak jest sformatowane. Następnie zajrzyj do "Poradni Językowej", do działu "Poradniki" i poczytaj trochę. Kolejnym krokiem jest sformatowanie swojego opowiadania zgodnie z tym, co zobaczyłeś i przeczytałeś. ;) Pozostałe błędy wyszczególnią Sprawdzający.
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#3
Formatowanie, to naprawdę dobra rzecz. Im ładniejsze opakowanie, tym większa szansa, że ktoś do niego zajrzy.

To teraz o zawartości. Dość dobre wprowadzenie do historii fantasy. Jest wyróżniający się bohater z ciekawą przeszłością, charakterem i pochodzeniem. Wszystko dzieje się w świecie, który jest niewątpliwie światem fantasy i zapowiada dużo przygód/ zwalczania zła/ walki wręcz. Czytelnik zostaje też wprowadzony do głównego wątku – paladyn przyjechał do przepełnionego złem miasta by je z niego oczyścić, włączając w to skorumpowany kler.

Twój tekst mógłby być przykładem lekkiego i przyjemnego wstępu do opowiadania fantasy, jednak przeszkadza w tym Twój warsztat. Może od razu przykłady.

"Piękny widok, pomyślał, że też nigdy tego nie zauważyłem." – Trzeba się zdecydować na rodzaj narracji, jeżeli jest ona trzecioosobowa, to przedstawianie myśli poszczególnych bohaterów może nie być zbyt dobrym pomysłem. Lepiej tego unikać. Generalna zasada jest taka, że powinno się pisać prosto i zrozumiale, im bardziej skomplikowana konstrukcja tym gorzej. Lepsze byłoby coś w rodzaju: "Ojciec Mateo pierwszy raz w życiu podziwiał wschód słońca".

"A dla twojej informacji, nawet nie próbuj kłamać. Rozpoznam prawdę." – Część przed przecinkiem jest niedopasowana do zdania, niepotrzebna.

"Widzę, że przynajmniej robak postarał się mądrze wydawać kasę z tych wszystkich łapówek, pomyślałem, patrząc na bogato urządzoną komnatę przydzieloną mu na czas wizyty." – Nie jest jasne do kogo odnosi się słowo "robak". Oczywiście nie jest to trudne do wymyślenia, ale i tak utrudnia czytanie.

"Zmęczony po podróży postanowiłem położyć się na łóżku i przespać, zanim zacznę cokolwiek zmieniać w mieście. No ale, k***a, łóżka większego kupić nie mógł." – Zbyt nagły przeskok, szczególnie jeżeli chodzi o stan emocjonalny. W jednej chwili spokojnie planuje jutrzejszy dzień, a w drugie strasznie się denerwuje.

Takich wyrażeń jest jeszcze trochę. Często brakuje Ci płynności. Każde zdanie powinno się w logiczny sposób łączyć z sąsiadami. Radziłbym także uważać na użycie wielokropków w dialogach. Trzeba też pamiętać, że jeżeli czytelnik potrzebuje chociaż pół sekundy więcej, żeby zrozumieć zdanie, to już jest to za długo.

Podsumowując, Masz już bryłę kamienia (początki fabuły i bohaterów) teraz pozostaje tylko rzeźbić (warsztat). Nawet najciekawsza historia jest nudna, gdy jest opowiedziana niewłaściwie.
Odpowiedz
#4
(15-06-2015, 23:09)marchewa napisał(a): Poproszono cię o sformatowanie tekstu, ale efektów brak. Mimo to zerknę, ponieważ akurat mam wolną chwilę, a ostatnio nie zdarza się to często.

Ojciec Matto obserwował wschód słońca na nieskazitelnie czystym, niebieskim(błękitnym?) niebie, próbując unikać świdrującego go (zbędne i przecinek) zimnego wzroku przybysza.

Piękny widok, (raczej myślnik zamiast przecinka) pomyślał,(tu też) że też nigdy tego nie zauważyłem. Nie dziwne, zważywszy na to, że mój fotel jest odwrócony tyłem do okna. Zawsze patrzyłem na osoby po drugiej stronie biurka, chcących(osoby – chcące, pragnące, potrzebujące) mojej łaski. Zabawne, w końcu dowiem się, jak się czuli. (ten fragment to przemyślenia, warto oznaczyć je kursywą lub cudzysłowem)

Niebieskie oczy przybysza dalej były wpatrzone prosto w niego,(bez przecinka) jak oczy drapieżnika, który tylko czeka na najmniejszy ruch jako sygnał do ataku.

Zupełnie do niego nie pasują, (myślnik zamiast przecinka) pomyślał Matto. (tu także)Poza tym jak półelf mógł tak wyrosnąć? Bogowie, on ma chyba ponad
dwa metry, do tego wygląda jak góra mięcha. Gdyby nie uszy, mógłbym się założyć, że mój fotel zajmuje olbrzym...
(kolejne przemyślenia)


A więc, ojcze Matto... – na dźwięk jego głosu prawie podskoczył na siedzeniu. Niski, dudniący i głęboki, wydawał się wypełniać obecnością przybysza(moim zdaniem zbędne) całą komnatę.

Jakby nie zajmował wystarczająco dużo miejsca, (myślnik) przemknęło mu przez myśl.

– Ekhm... tak więc,(zbyt często używasz tego zwrotu – można użyć 'otóż', 'no cóż') lordzie inkwizytorze...

Z jego twarzy nie zniknął ten sam(zbędne) ironiczny uśmiech, lecz teraz wydawał się księdzu jeszcze bardziej drwiący niż przed chwilą.

– Oczywiście, że dostałem – żą(a)chnął się(kropka)(P)po prostu chcę od ojca usłyszeć, w jakiż to sposób biskup tego miasta spartolił sprawy na tyle, że musiał wezwać pomoc ze stolicy.

Uśmiech był już widocznie kpiący, a przyjazny ton stawiał (zadawał) kłam słowom przybysza. A te oczy, brrr... teraz wyglądają jak dwie kulki lodu, gotowe zamrozić mnie na miejscu, (myślnik) pomyślał duchowny.(tu też) Może to byłoby jakieś wyjście z sytuacji...

A więc, ludzie w mieście zaczynają tracić wiarę w bogów...

– Nie chrzań, nawet nie zaczynaj(kropka)(P)przyjazny ton w głosie półelfa zniknął bez śladu(kropka)oboje(obaj) wiemy, że w takiej dziurze jak ta, jeżeli ludzie tracą wiarę w bogów, to jego przedstawiciele muszą być zupełnymi niedojdami – przybysz zmierzył księdza od stóp do głów – co w tym przypadku raczej nie pozostawia złudzeń.

Może to kult Baalorga przyjmuję(e) wiernych lepiej od ciebie, przez to(co) wieśniacy zstępują na złą drogę?

A może mag – apostata(zbędne spacje) postanowił zniewolić te mieścinę?

– Koniec owijania w bawełnę, wyśpiewasz mi teraz całą prawdę,(bez przecinka) albo będziesz mierzył się z konsekwencjami.

A dla twojej informacji, nawet nie próbuj kłamać.
(źle skonstruowane zdanie – 'Nawet nie próbuj kłamać. Dla twojej informacji – zawsze rozpoznam prawdę.' – jakoś tak musisz to przebudować)Rozpoznam prawdę. – (N)na twarzy przybysza odmalował się triumfujący uśmiech.

– Dobrze, już dobrze – wymamrotał duchowny przestraszonym głosem(kropka)(T)to miasto jest przegniłe od środka.

Wszelkie-go (po co ta przerwa?) rodzaju bandyci, gangsterzy i inne złe typy.

Nagle zauważyłeś, że jest ci to nie na rękę, (kiedy lub gdyż)zaczęli straszyć i okradać wiernych.

A kiedy zgłosiłeś sprzeciw, przestało się(skończyło się) przekupywanie, i (a)zaczęły groźby pod twoim adresem.

Wpadłeś na pomysł, napiszesz do stolicy, a oni mi wyślą świtę niemagicznych debili na każde twoje zawołanie, zajmą się bandytami i wszystko wróci do normy? ('napiszesz, a oni ci wyślą' albo 'napiszę, a oni mi wyślą')

Z jego twarzy dało się odczytać tylko pogardę, a patrzył się (zbędne) na niego tak, jak patrzy się na zdechłego szczura na poddaszu – z obrzydzeniem.

Jako potwierdzenie jego słów(przecinek) duchowny zdobył się jedynie na zrezygnowane skinienie głową.

Półelf momentalnie uśmiechnął się(się uśmiechnął).

– Na mocy prawa inkwizytorskiego przejmuję pełnie(ę) władzy w tym mieście – paladyn wstał z krzesła, a oczy biskupa rozszerzyły się w niedowierzaniu – na czas rozwiązania problemu. Do tego czasu w stolicy zostanie wybrany twój następca, a ty zapłacisz za swoją niekompetencje(ę).

– Nie, błagam, tylko nie to! Nie chcę do lochu! Nie zasłużyłem sobie, robiłem wszystko w dobrym imieniu(dla dobra) kościołaaaa... – i ®rozpłakał się.

– Nie nadużywaj mojej cierpliwości,(bez przecinka) i nie becz jak mała dziewczynka, bądź co bądź jesteś jeszcze – paladyn(paladynem)(myślnik i dalej 'położył') nałożył nacisk na ostatnie słowo – duchownym, zachowaj przynajmniej te cząstkę godności, której nie sprzedałeś.

– Dziękuje, lordzie inkwizytorze! – (O)ojciec Matto wstał szybko z zamiarem przytulenia półelfa, lecz załamały się pod nim kolana.

Ból odchodził bardzo powoli, a kiedy minął, (kapłan) zauważył, że w agonii popuścił na podłogę.

Na razie tyle, później zerknę na resztę i dodam komentarz.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#5
Aż ciężko mi uwierzyć, że nawet chcieliście tu zajrzeć . Jestem winien podziękowania za pomoc, oraz przeprosiny za wcześniejszy format.

Długa historia, podczas formatowania przedwczoraj nacisnąłem spacje, po czym od razu przeglądarka odmówiła posłuszeństwa. A dzisiaj patrzę, a tekst jest na forum od tego czasu 0_o .

Dopiero dzisiaj miałem chwilę nad tym posiedzieć. Wziąłem pod uwagę porady i mam nadzieje, że tekst nie będzie już bolesny w czytaniu. Serdecznie dziękuje jeszcze raz, trochę się wstydziłem cokolwiek zamieszczać, ale widzę, że nie miałem czego :).
Odpowiedz
#6
(15-06-2015, 23:09)marchewa napisał(a): Ojciec Matto obserwował wschód słońca na nieskazitelnie czystym, błękitnym niebie(przecinek, chyba o nim zapomniałeś) próbując unikać świdrującego, zimnego wzroku przybysza.

*

Widzę, że mój poprzednik przynajmniej postarał się mądrze wydawać kasę z tych wszystkich łapówek – pomyślałem, patrząc na bogato urządzoną komnatę przydzieloną mu (mi – piszesz w pierwszej osobie) na czas wizyty.

Przypomniał mi on dzień, w którym przyjmowałem święcenia: „Przysięgam na ten miecz, od tej chwili będę Ostrzem Wiary...” bla, bla, przysięga była długa i nudna, dużo wersów o byciu dobrym, o bronieniu słabych przed siłami zła i nienadużywaniu Mocy nadanej od (nadanej przez, otrzymanej od) Bogów.

Poza tym pozycja jako(zbędne) paladyna również poszłaby się j***ć.

Zmęczony po podróży(lepiej 'podróżą') postanowiłem położyć się i przespać, zanim zacznę cokolwiek zmieniać w mieście.

Prawie połowa nóg wystaje(wystawała – narracja jest w czasie przeszłym) za zakończenie.

Tylko czekać(przecinek) aż jakiś sługa wejdzie i zacznie się gapić jak na idiotę. Świat nie jest stworzony dla osób mojego wzrostu...

– Panie? Szukam ojca Matta... Wie ('Wie pan może' albo 'Wiecie może')może, gdzie jego świątobliwość się podziewa?

– Do lochu go wtrąciłem za niekompetencje(ę).

Wszyscy (będą) szczęśliwi(kropka) – z(Z) uśmiechem dodałem.

– Ja...(spacja)ja....(wielokropek składa się z trzech kropek, poza tym oddziela się go spacją od następnego słowa) ja ksi....(usuń jedną kropkę i spacja) księdzem jestem zwykłym.

Nic nie wiem, ja tylko msze odprawiam i służbę dobieram...(spacja) sam tylko byłem jak sługa dla ojca Matta...

– westchnąłem, widząc, że znów przez przypadek zacząłem przesłuchanie. Co tu zrobić, kiedy ludzie mają tak słabą wolę – …a ten podlec Matto dostał to na co zasługiwał! Teraz będzie lepiej! (Cały ten fragment zacznij od nowego akapitu bez myślnika na początku, to nie dialog. Dalej od słów '... a ten podlec' jest myśl, więc ją wyróżnij.)

– Ech, nieważne(kropka)(N)nie dałem po sobie poznać, że go nie słuchałem(kropka)(P)powiedz lepiej straży kościelnej(przecinek) żeby miała oko na tego nikczemnika w lochach, bo sam nikogo nie mogłem znaleźć.

Poza tym wyślij kogoś ze służby do stajni, niech mi oporządzi konia,(bez przecinka) oraz przyprowadź kogoś(zbędna jedna spacja) tutaj, potrzebuję paru rzeczy. Rozkaz inkwizytora.

– O co ci chodzi człowieku? Zaraz sam będziesz wszystko załatwiał,(bez przecinka) w ramach kary za niesubordynację.

– A...a..ale...panie?(spacje i liczba kropek)(N)niezrozumienie na twarzy było bardziej niż widoczne.

Zrób to(przecinek) o co prosiłem, albo poważnie przemyślę temat towarzystwa dla poprzednika – powiedziałem zimno.

*

Ale kto wie, może po wykonaniu tego zlecenia,(bez przecinka) w końcu kupię coś w stolicy...

Po kąpieli postanowiłem się ogolić. Oczywiście, żeby w ogóle się w nim przejrzeć(w czym?), musiałem bardzo się schylić.

A wtedy jeszcze nie byłem potężnie zbudowany, nie to co teraz... (spacja)

Lekko skośne, niebieskie oczy, którymi tak potrafiłem przerażać ludzi podczas przesłuchań,(bez przecinka) albo uwodzić, gdy zachodziła potrzeba.

Naprawdę zdaje(ę)(raczej 'zdawałem') sobie sprawę, że jako paladyn, sługa Bogów, powinienem dawać przykład, że powinienem odmówić modlitwę przy wszystkich ołtarzach, a do Zaara to już w ogóle, ale naprawdę padam(padałem) z nóg.

Podobnie jak Mogget uważam, że masz problem z prowadzeniem narracji. Jeśli opowiadasz w pierwszej osobie, czasie przeszłym, zachowaj ten stan przez cały tekst. Dodatkowo wrzucasz myśli, co utrudnia zrozumienie zdań. Tam, gdzie wyróżniłeś je kursywą już jest lepiej. Zapis dialogów też kuleje. Na forum znajdziesz poradniki o interpunkcji i zapisie dialogów – zerknij. Sam język jest interesujący i taka forma byłaby nawet ciekawa, ale musiałbyś zachować dużą dyscyplinę, żeby czytelnik się w tym nie gubił. Sam się nie zawsze odnajdujesz, stąd moje sugestie. Wybrałeś bardzo trudną formę, wymagającą dużej wprawy.
Jeśli chodzi o fabułę, to rzeczywiście niezły początek. Wyraziste postacie: grzeszny, wystraszony kapłan i pewny siebie, wręcz zadufany w sobie, inkwizytor (szkoda że nie dałeś mu imienia, łatwiej się identyfikować). Kilka informacji wrzuconych od niechcenia (wymordowanie kościelnej straży) też brzmi zachęcająco.
Pisz dalej, będę śledzić tekst w miarę możliwości. Poza tym jest na forum jeszcze dwójka sprawdzających i sporo osób regularnie przeglądających teksty:).
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Biegłem tak szybko, jak tylko potrafiłem. Za sobą słyszałem ciężki oddech matki. Przede mną malowała się zielona ściana lasu. Będziemy bezpieczni, jeżeli uda nam się tam dotrzeć.
– Lindal, zaczekaj – usłyszałem za sobą głos matki. – Ja już nie dam rady dalej biec. Musisz mnie tu zostawić, uciekać do najbliższego miasta. Wiem, że sobie poradzisz...
– Mamo, nawet tak nie myśl! – Łzy stanęły mi w oczach. – Już blisko, błagam, nie zostawiaj mnie samego!
– Nie płacz, synku, już, już, spokojnie. – Odwróciła się w moją stronę i objęła.
Usłyszałem przeraźliwy krzyk. Mój krzyk. Krople krwi powoli spływały mi z twarzy. Uścisk mamy osłabł, z jej ramienia sterczała strzała.
Uśmiechnęła się do mnie tak, jak tylko ona potrafiła. Z ręki spływała jej krew, zalewając rękaw sukni. Byłem sparaliżowany strachem. Wiedziałem, że on mnie dopadnie, jeżeli nie zacznę uciekać, ale... nie potrafiłem. Pogładziła moją twarz zdrową ręką.
– Uciekaj, Lindal – powiedziała, ścierając mi łzy i resztki krwi z twarzy – albo to wszystko będzie na nic.
Odszedłem zaledwie parę kroków, gdy druga strzała przeszyła jej gardło. Upadła na ziemię cicho, nie zdążyła nawet krzyknąć.
Strach nakazywał ucieczkę, ale tęsknota zatrzymała mnie w miejscu. Odwróciłem się, by ostatni raz spojrzeć na matkę.
Stał nad nią, podziwiając swój kunszt. Zawsze tak robił w trakcie łowów. Podniósł wzrok, na jego twarzy ujrzałem przyjazny uśmiech.
– Lindal, synku, chodź do mnie! – krzyknął melodyjnie. – Koniec zabawy, musimy wracać do domu!
Ruszyłem przed siebie, byle dalej. Za sobą usłyszałem jego śmiech. Polowanie trwało nadal...

*
Obudził go własny wrzask. Jestem tu, nie tam. Polowanie zakończone.
Lindal podniósł się z łóżka cały zlany potem i roztrzęsiony. Podszedł do okna i otworzył je na oścież. Księżyc nadal królował na niebie, do świtu zostało dużo czasu. Miałem nadzieję wstać rano. Gdyby nie te koszmary nawiedzające mnie co noc... One są dowodem na to, że bogowie nie istnieją. Żaden łaskawy pan nie karałby swych sług w tak okrutny sposób – pomyślał Lindal.
Jego wzrok padł na miasto. Nieliczne pochodnie dogasały w koszarach miejskich i w okolicach karczmy. Cała reszta tonęła w srebrzystym świetle księżyca. Noc była wyjątkowo gorąca, ciężkie, nieporuszane wiatrem powietrze wisiało nad ziemią.
Równie dobrze mogę zacząć pracę już teraz, skoro i tak nie zasnę. – Na samą myśl o przeżywaniu wydarzeń z przeszłości Lindala odrzucało. – Przynajmniej zajmę czymś myśli na jakiś czas.
Zapalił niewielką, znalezioną na szafce świecę. Jak na półelfa przystało, widział w ciemności jak kot, ale nie przepadał za mrokiem. I już.
Świeca dawała mało światła, postanowił więc złamać jedną z części przysięgi paladyńskiej, nie pamiętał tylko którą. To brzmiało chyba: „Nie używaj Mocy do własnych celów”. Ale czy to w ogóle ma dla mnie znaczenie? Nie.
Ciszę przewał głos Lindala:
– Pani Ogniska Domowego, rozświetl mą drogę.
Poczuł przepływ Mocy, a efekt pojawił się natychmiast. Komnata wypełniła się jasnym, ciepłym blaskiem bijącym od małego płomienia. Przesycony Mocą ogień dawał więcej światła. Tak jest dużo lepiej.
Lindal ubrał się szybko, zabrał świecę ze sobą i wyszedł na korytarz. Gdzie zacząć? Do głowy przychodziło mu wiele możliwości, ale tylko jedna była dostępna o tej porze: przejrzenie kartoteki kościelnej.
Obrał drogę do biura biskupa. Jego kroki odbijały się echem od ścian, nadając cieniom rytm do tańca.
Bez większych problemów znalazł drzwi do biura Matta. Nacisnął klamkę... Nic? Szarpnął znowu, nadal bez sukcesu.
Zamknięte? – Lindal poczuł zalewający go gniew. – Jak to, kurwa, zamknięte?!
Kierowany złością paladyn postawił świecę na podłodze, wziął niewielki rozbieg, uderzył barkiem w drzwi z siłą taranu, wyłamując zamek i otwierając wejście.
Z impetem wpadł do środka. Pociągnięty pędem nie zdążył wyhamować, zahaczył stopą o dywan i chwilę później leżał już na podłodze, kontemplując swoją decyzję.
Oczywiście, że musiałem potknąć się o ten pieprzony dywan. Jakże inaczej. – Sprawdził swój nos. Bolał, ale był cały. – Przynajmniej go nie złamałem. Co tu ukrywać, plan był kiepski.
Wstał powoli i ocenił szkody, jakie spowodował. Cały mechanizm zamykający został wyłamany, a same drzwi trzymały się na jednym zawiasie. Do wymiany. – Skrzywił się Lindal. – Ale czego innego oczekiwałem?
Wrócił po nadal stojącą na korytarzu świecę, zabrał ją i postawił na biurku.
Rozejrzał się po komnacie. Od wczoraj nic się w niej nie zmieniło. Nadal to samo denne umeblowanie. A dywan jakoś przestał mi się podobać.
Najpierw sprawdzę biurko. W końcu to, co ważne powinien mieć zawsze pod ręką. Rozmasował bolący od uderzenia lewy bark, po czym zajął miejsce na fotelu.
Wielkie, dębowe biurko, a tylko cztery szuflady? Bezsens. – Skwitował paladyn.
Otworzył pierwszą z nich. Zobaczył kopertę zalakowaną pieczęcią Kościoła Ośmiu. On jej nie otwierał? Naprawdę jest głupi, skoro ignoruje oficjalne pismo. Złamał pieczęć i wyjął list, który od razu zaczął studiować:

Szanowny Biskupie Matto
Rozpatrzyliśmy pozytywnie prośbę ojca o pomoc. Problem wykracza poza pańskie możliwości działania, dlatego wysyłamy Ostrze Wiary w celu jego rozwiązania. Przeprowadzi ono stosowne dochodzenie oraz znajdzie i ukarze winnych według osobistego osądu.
Zignorowaliśmy zalecenia ojca, ponieważ w tym wypadku jeden paladyn używający boskiej mocy będzie skuteczniejszy od całego oddziału niemagicznego.
Załączamy również kopie kartoteki i uwagi na temat rzeczonego Ostrza Wiary. W momencie otrzymania listu powinno ono już być w drodze do Perii.
Z wyrazami szacunku,
Ojciec Bernard.


Bernard? – pomyślał Lindal. – Sprawa wymagała osobistego udziału przełożonego paladynów? W coś ty się, Matto, wpakował?
Przypomniał sobie rozkazy, które dostał od ojca Bernarda przed wyjazdem: „Przejmij władzę w mieście i zbadaj, co się w nim dzieje. Informuj nas na bieżąco o postępach sprawy i podejmuj konieczne kroki, by doprowadzić ją do końca”. Tyle że on zawsze przekazywał zadania, nie zajmował się nimi osobiście... Od tego ma cały sztab ludzi. Dziwne.
Wyjął z koperty swoją kartotekę. Ciekawe, co o mnie piszą? Drugiej takiej okazji nie dostanę. Hmm... Imię, wiek, wygląd, wzrost, status... nuda. Cechy charakteru... porywczy?! AGRESYWNY?! – Zezłościł się Lindal, po czym jego wzrok padł na uszkodzone drzwi. Może mają trochę racji, ale żeby od razu tak w kartotekę wpisywać...
Z wściekłością zgniótł obie kartki i rzucił za siebie. Jedna dała mi jeszcze więcej pytań, a druga z równowagi wyprowadziła. Cholera.
Zamknął pierwszą szufladę i otworzył drugą, która okazała się być pusta. W trzeciej znalazł jedynie przybory do pisania, natomiast ostatnia, czwarta, stawiała zaciekły opór. Zamknięta? No, nie... – Lindal nie wiedział, czy być złym, czy zrezygnowanym. Zaparł się mocniej o biurko jedną ręką, a drugą pociągnął potężnie do siebie.
Lewy bark odezwał się palącym bólem, ale zamek puścił. Szuflada wypełniona była po brzegi dokumentami. Ich ilość zniechęciła Lindala, chociaż wiedział, że wszystkie musi przejrzeć. Wyjął je, ułożył na blacie i wybrał pierwszy z brzegu. Zaczął czytać.
Odpowiedz
#8
(24-06-2015, 22:51)marchewa napisał(a): Biegłem,(bez przecinka) tak szybko(przecinek) jak tylko potrafiłem.

Tam będziemy bezpieczni, jeżeli uda się nam tam dotrzeć. (powtórzenie i rym nam-tam – 'W nim będziemy bezpieczni, jeżeli uda się tam dotrzeć'.

– Lindal, zaczekaj. – Usłyszałem za sobą głos matki. – Ja już nie dam rady(za dużo spacji) dalej biec. Musisz mnie tu zostawić, uciekać do najbliższego miasta. Wiem, że sobie poradzisz...

Wiedziałem, że mnie dopadnie ( kto lub co?), jeżeli nie zacznę uciekać, ale... nie potrafiłem. Podszedłem do niej (był przytulony, nigdzie nie odchodził, a przynajmniej z poprzednich zdań tak wynika, więc nie mógł podejść, najwyżej przylgnąć do niej z całej siły albo przytulić się jeszcze mocniej), pogładziła moją twarz zdrową ręką.

Odszedłem od niej(zbędne) (zaledwie) na (zbędne)parę kroków, gdy druga strzała przeszyła jej gardło.

Rzuciłem się do ucieczki. Odwróciłem się, aby ostatni raz na nią spojrzeć.(Niekonsekwencja – piszesz, że rzucił się do ucieczki, a po chwili, że odwrócił się, by popatrzeć na matkę. Jeśli w panice uciekasz, to już strach popycha naprzód. Chcąc pokazać przywiązanie silniejsze od strachu, należało opisać to raczej jakoś tak: Strach nakazywał ucieczkę, ale tęsknota zatrzymała mnie w miejscu. Odwróciłem się, by jeszcze raz popatrzeć na matkę.)

On stał nad nią, podziwiał(podziwiając lub przed 'podziwiał' dodaj spójnik 'i') swój kunszt.

– Lindal, synku, chodź do mnie! – (k)Krzyknął melodyjnie.

Biegłem(jeszcze nie biegł, gdyż patrzył na łowcę, więc powinno być 'Ruszyłem przed...) przed siebie, byle dalej. Za sobą usłyszałem jego śmiech. Polowanie trwa(ło) nadal...

*
Miałem nadzieje(ę) wstać rano. Gdyby nie te koszmary,(bez przecinka) nawiedzające mnie co noc...

One są dowodem na to, że żadni (b)Bogowie nie istnieją. Żaden łaskawy (b)Bóg nie karałby swych sług w tak okrutny sposób.
– Pomyślał Lindal.

Równie dobrze mogę zacząć prace(ę) już teraz, skoro i tak nie zasnę.

Zapalił niewielką świece(ę), znalezioną na szafce.

Gdzie zacząć? Do głowy przychodziło mu wiele możliwości, ale tylko jedna była możliwa o tej porze: przejrzenie kartoteki kościelnej.

Kierował się do biura biskupa,(bez przecinka) drogą, którą wczoraj przebył z Mattem.

Kierowany złością paladyn postawił świece(ę) na podłodze, wziął niewielki rozbieg, uderzył barkiem w drzwi z siłą taranu, wybijając zamek i otwierając wejście.

Wpadł do środka z impetem. Pociągnięty pędem Lindal(tu imię zbędne, tylko spowalnia tekst) nie zdążył wyhamować, zahaczył stopą o dywan i chwilę później leżał już na podłodze, kontemplując swoją decyzje(ę).

Wstał powoli,(i zamiast przecinka) ocenił szkody(przecinek) jakie spowodował.

Wrócił po świece(ę), nadal stojącą na korytarzu, zabrał ją i postawił na biurku.

W końcu to(przecinek) co ważne, powinien mieć zawsze pod ręką

Przeprowadzi on stosowne dochodzenie oraz znajdzie i ukaże(ukarze od kary – ukaże od ukazania, pokazania) winnych według osobistego osądu.

Przypomniał sobie rozkazy, które dostał przed wyjazdem do ojca Bernarda: „Przejmij władze(ę) w mieście i dowiedz się(i zbadaj albo sprawdź), co się w nim dzieje.

Zamknięta? No, nie... – Lindal nie wiedział(przecinek) czy być złym, czy zrezygnowanym.

Wszystkie uwagi i sugestie zawarłam w poprawkach. Fabuła nadal jest dość ciekawa, więc czekam na ciąg dalszy.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#9
Dzięki wielkie za poprawki i sugestie, miałem nadzieję zrobić mniej błędów, a wyszło jak zawsze :| . Tekst już został poprawiony i jest gotowy do bezpiecznego czytania :) .
Odpowiedz
#10
Skoro poprawiony...
:)
(24-06-2015, 22:51)marchewa napisał(a): – Lindal, zaczekaj. (tu można dać bez kropki i małą literą po myślniku) – Usłyszałem za sobą głos matki.

– Lindal, synku, chodź do mnie! – Krzyknął melodyjnie. (małą literą – uwaga Naw) – Koniec zabawy, musimy wracać do domu!
Biegłem (zgadzam się z uwagą Nawki) przed siebie, byle dalej.

Lindal podniósł się z łóżka, (zbędny przecinek) cały zlany potem i roztrzęsiony.

Gdyby nie te koszmary, (patrz uwaga Nawki) nawiedzające mnie co noc... One są dowodem na to, że żadni Bogowie (małą literą – patrz uwaga Nawki – dodam tylko, że przyjęło się, aby pisać 'Bóg' dużą literą tylko w odniesieniu do Jahwe (Jehowy), a wzięło się to z błędnego zastąpienia imienia bożego tytułami 'Pan', 'Bóg' i 'Pan Bóg') nie istnieją. Nikt łaskawy nie karałby swych sług w tak okrutny sposób. (zbędna kropka i dalej małą literą) – Pomyślał Lindal.

Zapalił niewielką świece (patrz uwaga Naw), znalezioną na szafce. Jak na półelfa przystało, widział w ciemności jak kot. Po prostu nie przepadał za mrokiem. (hmm... kot dobrze widzi w ciemności, więc czemu ten Lindal nie lubi ciemności? – brak logiki w argumentacji; chyba że połączysz te dwa zdania spójnikiem 'ale')

Do głowy przychodziło mu wiele możliwości, ale tylko jedna była możliwa (możliwa możliwość – pleonazm; patrz uwaga Naw) o tej porze: przejrzenie kartoteki kościelnej.

Kierowany złością paladyn postawił świece (uwaga Naw) na podłodze, wziął niewielki rozbieg, uderzył barkiem w drzwi z siłą taranu, wybijając zamek i otwierając wejście.

Szanowny Biskupie Matto, (zbędny przecinek – nagłówki nie zakańczamy ani kropką, ani przecinkiem)

Bernard?Pomyślał (małą literą)Lindal.

Więc jak to jest z poprawianiem? :)
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości