Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Konstruktor
#1
To znowu ja. Postanowiłam podzielić się swoim nowym potworkiem. A nuż się spodoba. :) Miłego czytania. :D

Spis treści:
Rozdział I: Dobra rada: nigdy nie próbuj ujeżdżać orka. Bardzo tego nie lubią
Rozdział II: Boję się twojej zapiekanki
Rozdział III: Mądrość ludowa: jeśli ugryziesz chochlika w udo, będziesz mieć szczęście
Rozdział III, część II
Rozdział IV: Wanda to nie imię, wanda to zawód

Rozdział I:
Dobra rada: nigdy nie próbuj ujeżdżać orka. Bardzo tego nie lubią.

Jednostajny łomot wdzierał się przemocą do nakrytej poduszką głowy. Ten, kto w środku nocy puszczał techno na głośnikach musiał być niespełna rozumu. Szczególnie, jeśli mieszkał w sąsiedztwie Żeny. Dziewczyna obróciła się na plecy, wściekłym ruchem odrzucając poduszkę. Futerkowe coś śpiące w kącie pisnęło i wyszczerzyło godne rekina zęby.
– Spokój, Miluś – mruknęła do kulki, podchodząc do szafy. Burcząc pod nosem wyjątkowo nieprzyjazne życzenia pod adresem sąsiadów, naciągnęła spodnie i bluzę. Wychodząc, zgarnęła jeszcze tomahawki i klucze od mieszkania. Wpierdol wpierdolem, ale lepiej nie sprawdzać, czy w okolicy są złodzieje. Przystanęła na korytarzu, nasłuchując. Hałas dobiegał spod piątki, czyli orkowie. Znaczy, ostatnim razem nie dotarło. Żena skrzywiła się, odruchowo pocierając biodro, które po poprzedniej rozmowie z potworami przyozdobiła nowa szrama. A żeby ich dzikie trolle górskie wyruchały. Pomyślała złośliwie dziewczyna, stając pod drzwiami z numerem pięć. Wzięła głęboki oddech, przepędzając wspomnienia i złorzecząc w myślach bokowi, który nagle postanowił o sobie przypomnieć. Zapukała, ściskając w ręce rękojeść tomahawka, drugi zatknęła za pasek.
– Czego?! – ryknął ork, stając w drzwiach. Żena zdążyła zauważyć, że w ukrytej za plecami ręce trzymał ogromny, obosieczny topór.
– Czy moglibyście przyciszyć muzykę? Ludzie chcą spać… – zaczęła spokojnie, opierając się o ścianę tak, żeby ork ani wyglądający z sąsiedniego pokoju kompani nie zauważyli broni.
– To ty… – Oczy paskudy zwęziły się w szparki, a chrapy rozdęły niebezpiecznie. – Hej, chłopaki! Zobaczcie, któż to do nas zawitał! – zaryczał w głąb mieszkania, odwracając się plecami do Żeny. Oho, szykuje się wpierdol… Pomyślała machinalnie. Wieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeej! Znajomy, piskliwy głosik w jej głowie, znany jako instynkt samozachowawczy, nie był już tak opanowany. Jednak Żena nie należała do tchórzy. Ani ludzi rozsądnych, więc nie czekając, aż po raz kolejny orkowie spuszczą jej łomot, wybiła się i przyładowała stojącemu w drzwiach potworowi obuchem siekierki w łeb, jednocześnie wskakując mu na plecy.
– Ty mała gadzino! – ryknął rozwścieczony, próbując ją ściągnąć. Pozostałe paskudy rzuciły się koledze na ratunek. Wbiła pięty w boki tymczasowego wierzchowca i skierowała na przeciwnika, jedną ręką przytrzymując się szyi potwora. Nadbiegający z odsieczą ork stanął nagle jak wryty i wytrzeszczył oczy na nadjeżdżającą na jego znajomku Żenę. Ogłuszyła go ciosem obucha, jednak zanim zwalił się na ziemię, patrzył jeszcze przez chwilę z oszołomieniem. Drugiego nie zwiodła sztuczka z galopującym kompanem i zaatakował, tnąc szeroko mieczem. Ork pod nią zamachał rękami i zaryczał. Żena zdążyła się odchylić, jednak pęk zielonkawych, związanych w kucyk kłaków rosnących na łbie potwora nie miał tyle szczęścia. Kitka, obcięta przy skórze, spadła pod nogi paskudy. Żena krzyknęła dziko, spięła orka i najechała na kolegę swojego tymczasowego konia. Przyładowała mu obuchem tomahawka w łeb. Ork zachwiał się, ale nie przewrócił. Powtórzyła raz, drugi, trzeci. W końcu osunął się na kolana, a potem upadł. Żena zaklęła, widząc, że z sąsiedniego pomieszczenia wybiega jeszcze trzech imprezowiczów. Dała piętę wierzchowcowi, obracając go jednocześnie w stronę wyjścia, i pognała do drzwi. Ork niespodziewanie zarył obcasami w dywan, zrzucając ją z pleców.
– O kurwa! – zaklęła, gramoląc się w stronę wyjścia. Podniosła broń i już miała puścić się biegiem do drzwi, kiedy poczuła, jak wielka łapa usadza ją w miejscu. Z jakiegoś powodu była pewna, że łapsko na jej kołnierzu jest zielone.
– Jazdy ci się zachciało, ludzka gadzino? – syknął jej do ucha świeżo ostrzyżony ork. – Zobaczymy jeszcze, kto na kim będzie jeździł…
– Widzę, że trafiła się wam nowa klaczka? – Usłyszała głos. Spojrzała w kierunku drzwi, ale niewiele zobaczyła, ponieważ mówiący stał w cieniu, błyskając jedynie zębami w ni to kpiącym, ni obleśnym uśmieszku.
– He he, dobrze powiedziane, he he, klaczka – zaśmiał się ork, szczerząc żółte kły.
– Odkupię ją od was – rzucił jakby od niechcenia nieznajomy, niedbałym ruchem wyciągając wypchany mieszek i podrzucając go na dłoni.
– Ale… Ona nasza… – Potwór zająknął się i przełknął ślinę, szacując w myślach, ile pieniędzy może zawierać woreczek.
– Mam dzisiaj ochotę pochędożyć, a ona wydaje się być jeszcze w niezłym stanie. – Mężczyzna nadal bawił się sakiewką. W półmroku błysnął uśmieszek. – To jak będzie? Wam forsa, mi dziewucha. Co tam mamroczesz, Baluk? Proponuję uczciwą wymianę. Nic, tylko korzystać. – Znowu ten uśmiech, jednak tym razem Żena poczuła, jak ściskająca jej kark łapa drgnęła. Co jest grane, do cholery? Zdziwiła się, słysząc sapanie orka. Czyżbyście bali się tego chuchra? Zapytała w myślach, wytężając jednocześnie wzrok w kolejnej próbie przyjrzenia się nieznajomemu.
– Nam forsa, tobie dziewucha, Strav – powtórzył tępo ork, spuszczając głowę i jednym ruchem stawiając Żenę na nogi.
Po chwili znalazła się poza zasięgiem zielonych łap, ale w zakresie rąk mężczyzny, który rzucił Balukowi sakiewkę, a ją chwycił w pół i przerzucił sobie przez ramię.
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(07-06-2015, 13:54)Arabella napisał(a): Odpowiedziała jej cisza. Jakoś żaden z towarzyszących jej pyskatych i zazwyczaj wygadanych kompanów nie miał nic do powiedzenia. Rozejrzała się po grupie. Nie potrafiła powstrzymać uśmiechu. Tworzyli tak dziwną kompanię, że nie sposób było powstrzymać wędrujących ku górze kącików ust.

Dlaczego? Chyba żadne z nich nie potrafiło powiedzieć czemu. (Jakoś to "dlaczego" i "czemu" tak blisko siebie mi nie brzmi. Przebudowałabym to, np: Dlaczego? Chyba żadne z nich nie znało odpowiedzi na to pytanie.)

Ivolio przyglądał jej się z dziwnym wyrazem twarzy. (A ja chciałabym mieć choć liche pojęcie o tym, kto to był, bo nie wiem, kogo z tej zgrai mam sobie wyobrazić)

(D)obra rada: nigdy nie próbuj ujeżdżać orka. Bardzo tego nie lubią.

Hałas dobiegał spod piątki, czyli orki. (Nie przepadam za tą formę, wolę "orkowie" – nie nasuwa przynajmniej skojarzeń z wodnym drapieżnikiem)

Znaczy, ostatnim razem nie dotarło. Żena skrzywiła się, odruchowo pocierając biodro, które po ostatniej rozmowie z potworami przyozdobiła nowa szrama.

Zapukała, ściskając w drugiej ręce drzewiec(drzewce – "Drzewiec" to taka postać z "Władcy Pierścieni" :P Inna sprawa, że "drzewce" bardziej pasują mi do broni typu włócznia, a "trzymadełko" topora określiłabym mianem "rękojeść") topora.

Ogłuszyła go ciosem obucha, jednak zanim zwalił się na ziemię, gapił się jeszcze przez chwilę z oszołomieniem. Drugi nie dał nabrać się na sztuczkę z galopującym kompanem i zaatakował, tnąc szeroko mieczem.

Ork po nią zamachał (Co to jest "po nią zamachał"?) rękami i zaryczał. Żena zdążyła odchylić się(się odchylić), jednak pęk zielonkawych, związanych w kucyk kłaków rosnących na łbie potwora nie miał tyle szczęścia. (W połączeniu z tym dziwnym tworem "po nią zamachał" niezbyt ogarniam, o co chodzi w tym drugim zdaniu – to znaczy domyślam się, ale mi to nie brzmi)

Kitka, obcięta przy skórze, spadła pod nogi. (Przydałoby się napisać moim zdaniem, komu pod nogi)

Dała piętę wierzchowcowi, obracając go jednocześnie w stronę wyjścia(przecinek) i pognała do drzwi.

Podniosła swój topór i już miała puścić się biegiem do drzwi, kiedy poczuła, jak wielka łapa ucapiła ją w miejscu. (W miejscu można osadzić, a ucapić można tylko kogoś lub coś)

– Nam forsa, tobie dziewucha, Strav(spacja)– powtórzył tępo ork, spuszczając głowę i jednym ruchem stawiając Żenę na nogi.

Jak na razie trudno mi wiele powiedzieć, bo po pierwszym fragmencie rzadko jestem w stanie napisać dłuższy komentarz.

Ogólnie nie jestem fanką mieszanki fantasy ze światem współczesnym – dla mnie to się po prostu gryzie i już. Od pewnego, w sumie dłuższego już czasu nie przepadam też za bohaterkami-"kobietami wyzwolonymi", czyli takimi, które od mężczyzn różni w sumie tylko to, co mają w spodniach, że tak to określę – wydają mi się mało wiarygodne. Tym bardziej jeśli "na luzie" biegają sobie z toporami i siekają nimi radośnie co popadnie. :P
Ogólnie fragment mi się podobał, ale wydaje mi się, że żeby tekst naprawdę mnie wciągnął, musiałabyś się ostro nagimnastykować. Liczę więc, że kolejne fragmenty dadzą mi solidny powód do zmiany nastawienia. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
Vet, dziękuję za poprawki. :)
Ja natomiast nie lubię takich rozlazłych panienek, które tylko płakałyby po kątach. Może dlatego, że sama jestem raczej typem dość... energicznej i żywiołowej osoby. :P Ale akurat Żena raczej nie będzie typową "kobietą – rębaczem". W tym świecie "radosne siekane toporem czego popadnie" będzie bardziej koniecznością niż własną wolą.
Mam nadzieję, że jednak spodoba Ci się. :) Dzięki za komentarz. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#4
(07-06-2015, 15:23)Arabella napisał(a): Ja natomiast nie lubię takich rozlazłych panienek, które tylko płakałyby po kątach.

Ale ja absolutnie nie taką miałam na myśli – pośrodku, między heroską a płaksą, jest przecież jeszcze mnóstwo innych wariantów i to je właśnie miałam na myśli. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#5
(07-06-2015, 13:54)Arabella napisał(a): Kupiec o wyglądzie bandyty, Ivolio(przecinek) przyglądał jej się z dziwnym wyrazem twarzy. (tu zmieniłabym szyk – Ivolio, kupiec o wyglądzie bandyty przyglądał się...)

Niespodziewanie usłyszeli łomot kopyt. Ktoś nadjeżdżał od strony zamku.
Ktoś krzyknął.

Rozdział I:

– Spokój, Miluś – mruknęła do kulki, podchodząc do szafy. Burcząc pod nosem wyjątkowo nieprzyjazne życzenia pod adresem sąsiadów, naciągnęła spodnie i bluzę. Wychodząc, zgarnęła jeszcze topór bojowy i klucze od mieszkania. (W tych trzech zdaniach nagromadziło się sporo tych 'ąc', w ostatnim zmieniałabym na 'Przed wyjściem zgarnęła...)

Zapukała, ściskając w drugiej ręce rękojeść topora.(tu zgadzam się z Vet – ten topór nie bardzo pasuje do dziewczyny, gdyż wymaga sporo siły, a już z pewnością nie na jedną rękę – chyba że to taka sobie siekierka – lepiej jakiś nóż albo wiele noży poutykanych tu i tam)

Wrócę jeszcze do tego topora – piszesz, że sterowała orkiem, trzymając go za uszy. Jeśli miał bardzo długie, zwisające uszy, to dałaby radę, ale jak w tym momencie wywijać toporem? Bojowe miały stylisko o długości > 50 cm, a wagę 1 – 5 kg. Trudno walczyć takim narzędziem w pomieszczeniu, bo nie ma jak się zamachnąć, no i trzeba jednak dysponować sporą siłą, podobnie jak w przypadku miecza, więc dla dziewczyny wybrałabym lżejszą broń.
Sama postać ciekawa, a walkę mogłam sobie świetnie wyobrazić, szczególnie to ujeżdżanie :D. Też wolę fantasy osadzone w czasach dawnych, ale skoro tak chcesz umiejscowić akcję, masz do tego prawo. Czy ta Żena ma coś wspólnego z tamtą, czy tak bardzo lubisz imię? Cały czas kojarzyła mi się z jedną z bohaterek z poprzedniego tekstu.
Czekam na ciąg dalszy, tym bardziej, że z nadmiarem opisów chyba sobie poradziłaś. Jest dobrze.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#6
Oki wrażenia mam dwojakie. Z jednej strony lubię urban fantasy a i humor w walkach nie zaszkodzi. Tylko parę drobiazgów mi się gryzło.
Primo jak przywalisz komuś w głowę toporem z impetem to później przeważnie już na nim sobie nie pojeździsz.
Secundo "A żeby ich jaka gadzina zżarła." jakoś mi to do bohaterki nie pasowało ja bym wstawił "A żeby ich chudy buk wyruchał.", niby wulgarne, jednak lepiej by mi to pasowało do charakteru Żany według tego jak sobie ją w głowie rysuję.
Trochę za bardzo lubisz słowo gadzina.
A i zgaduje, że lubisz jeździć konno, popieram wszelkie pasje bo sam ich nie mam wiele, tyle, że wyrażenie "Dała piętę wierzchowcowi" nijak mi do galopu na orku nie pasuje.
Zobaczę co dalej wykminisz bo lubię teksty z jajem :D
[Obrazek: 12.jpg]
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Naw, poprawiłam już ten topór i uszy, dziękuję za poprawki i komentarz. :)
Nie, po prostu imię fajne i jakoś od razu nasunęło mi się na myśl, kiedy zaczęłam pisać ten tekst. xD Cieszę się, że Ci się podoba. :3

Di, ciężko jest ogłuszyć orka, szczególnie, kiedy jest to naprawdę potężne bydlę. Nie zauważyłam nawet, że tak często używam "gadziny". o.O
Hm, z jazdą konną jest taka rzecz, że albo masz bacik i lejesz konia bacikiem albo używasz mięśni nóg tudzież pięt. Ja jak jeżdżę (tak, zgadłeś) to "daję piętę", czyli po prostu lekki kop piętą albo przykładam piętę pod popręg (pas pod brzuchem konia, który trzyma siodło), żeby dać znać, że jedziemy szybciej. Częściej używa się "dać łydkę", czyli dołożyć mocniej łydki do boków i ścisnąć albo po prostu dołożyć i pięta. Użyłam pierwszego wyrażenia, bo chciałam, żeby czytelnik zrozumiał, o co chodzi.
Dziękuję za komentarz, poprawiłam tekst według Twoich uwag i myślę, że jest lepiej. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#8
Kolejny fragment. Mam nadzieję, że ktoś go przeczyta. xD Miłego czytania, jak coś. :)

Rozdział II:
Boję się twojej zapiekanki.

– Puść mnie, do cholery jasnej! – rozdarła się, kiedy tylko minęli pierwszy zakręt korytarza, a budynek zadrżał pod wpływem muzyki puszczanej pod piątką.
– Niby dlaczego miałbym to zrobić? – odpowiedział nazwany Stravem mężczyzna, zupełnie nie przejmując się mniej lub bardziej celnymi kopniakami wymierzonymi w jego plecy i pięściami bijącymi pierś i brzuch.
– Bo… Bo nie jestem twoją własnością, żebyś mógł mnie nosić jak worek ziemniaków! – wrzasnęła, próbując kopnąć go w nerki albo chociaż w krzyż.
– Tak ci się wydaje? – prychnął, sięgając do tyłu. Zawyła z bólu, kiedy ucisnął nerw na jej nodze, a Strav kontynuował niewzruszony:
– A właśnie, że jesteś moją własnością. Kupiłem cię za niemałą forsę od tych orków. Nie byłaś ich własnością? Ciekawe, czy mówiłabyś tak, gdybym przyszedł tam pół godziny później – zaśmiał się szczekliwie. Żena zamilkła, przestała też wierzgać. Gdyby nie kupił mnie, prawdopodobnie Baluk z koleżkami ujeżdżaliby mnie teraz. Pomyślała ze zgrozą.
Milczeli chwilę, zanim Strav nie dotarł do celu. Dziewczyna rozejrzała się ciekawie i z zaskoczeniem zauważyła, że są na poddaszu budynku. Mężczyzna pchnął drzwi i gestem zaprosił do środka, uśmiechając się kpiąco. Gdy zapalił światło, ze zdumieniem spojrzała na rozciągającą się przed nią graciarnię.
– Łał… – sapnęła z zachwytem, podchodząc do konstrukcji przypominającej dzwoneczki feng shui, ale zrobionej z kolorowych płytek połączonych sznurkami. – Sam to zrobiłeś? – zapytała, stukając palcem w szkiełko.
– Nie – odburknął, spoglądając na nią nieprzyjaźnie. Nie lubił, kiedy ktoś zachwycał się jego pracami. Dla niego żadna z nich nie była dość dobra, aby mógł poczuć zadowolenie.
– Zjesz coś? – zapytał nagle, odwracając się w jej stronę. Uniosła brwi zaskoczona.
– Mhm – mruknęła w końcu, przyglądając mu się bacznie.
– Chodź, wyczarujemy coś do żarcia. – Poszła za nim w głąb mieszkania, do nie mniej zagraconej niż salon kuchni. – Jadłaś kiedyś zapiekankę z niczego? – rzucił, wychylając się na chwilę z lodówki.
– Jaką zapiekankę? – Żena rozejrzała się z niepokojem po pomieszczeniu.
– Noooo… wyciągasz z lodówki wszystko, co jako tako nadaje się do zjedzenia, kroisz, wrzucasz do naczynia żaroodpornego, dodajesz jakieś przyprawy, dajesz mnóstwo sera na wierzch, zapiekasz i… gotowe – roześmiał się, widząc jej minę. – Wyluzuj, dziewczyno, mnóstwo razy tak robiłem i wychodziło całkiem nieźle. – Puścił do niej oczko, po czym zawinął rękawy bluzy, związał włosy nie wiadomo skąd wyciągniętą recepturką i rzucił jej drugą gumkę. Żena popatrzyła na frotkę, potem na chłopaka i znowu na frotkę. O kurwasz, przecież on ma długie włosy… Pomyślała, z zaskoczeniem przyglądając się Stravowi i zastanawiając, jak mogła wcześniej tego nie zauważyć. I wcale nie jest taki stary… Ponaglona gestem i niezbyt uprzejmym komentarzem, zabrała się do krojenia podsuwanego przez gospodarza mięsa.
– Swoją drogą, czemu właściwie uratowałeś mi dupę? – zapytała, mrużąc podejrzliwie oczy.
– Może lubię ratować niewiasty z opresji? – mruknął, uśmiechając się kpiąco. Rzuciła mu krótkie spojrzenie spod grzywki, jednak nie odpowiedziała.
Ciszę przerywał jedynie odgłos krojenia. Żena lubiła muzykę, słuchała jej przy każdej okazji. Więc kiedy zauważyła odbiornik, postanowiła go uruchomić. Próbując dosięgnąć do postawionego wysoko radia, wspięła się na szafkę. Udało jej się uruchomić odbiornik, jednak zamiast z gracją zeskoczyć z blatu, z łomotem i wrzaskiem wylądowała na podłodze.
– Następnym razem raczej użyj krzesła, jeszcze mi podłogę porysujesz – parsknął chłopak, przestępując nad nią. W odpowiedzi tylko szarpnęła go mocno za nogawkę. Chwilę później z łoskotem zwalił się na ziemię. Obrócił się na plecy, wyszarpując nogę z jej objęć. Po czym szybkim ruchem przygwoździł do ziemi. Poczuła jego oddech na twarzy. A kij – pomyślała, uderzając go głową w czoło. Zatoczył się do tyłu, co natychmiast wykorzystała. Przygniotła go kolanami do podłogi i przystawiła tomahawk do szyi.
– Kim ty jesteś i czego chcesz? – wysyczała. Odpowiedział jej drapieżnym uśmiechem.
– Ja? Ja jestem chłopcem od brudnej roboty. A ty, księżniczko?
– Dziewczynką, z którą się nie zadziera – burknęła, złażąc z niego. – Wyciągamy tą zapiekankę? – zapytała, pociągając nosem. – Bo tak jakby się przypaliła.
Zapiekanka, choć trochę przypalona, smakowała wspaniale. Pachnącą przyprawami kiełbasę pokrył roztopiony, na brzegach chrupiący ser.
Jedli w milczeniu, zerkając jedynie na siebie ponad talerzami. Po posiłku bez słowa posprzątali kuchnię, po czym Strav gestem nakazał jej iść za sobą.
Obszerny pokój sypialnią był jedynie z nazwy. Jedną ścianę w całości zajmowały okna, drugą zakrywały regały pełne książek. Chłopak podszedł do stojącej w kącie szafy, pogrzebał w niej chwilę i wyciągnął dwa zestawy ubrań. Jeden z nich podał Żenie.
Zostawił ją pod drzwiami łazienki, na odchodnym informując, gdzie znajdzie ręczniki.
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#9
(11-06-2015, 20:10)Arabella napisał(a): – Chińczycy używają go do planowania położenia budynków i grobów – mruknął, biorąc od niej luopan. ("L" uciekło z kursywy)

– Jego tarcza wyznacza ośmiokąt, czyli osiem trygramów, (zbędny przecinek) zwanych bagua. Każdy trygram oznacza coś innego.

(...)W centrum ośmiokąta zazwyczaj rysuje się taijitu, (zbędny przecinek) symbolizujące podział wszechświata na yin i yang.

– Mhm… – Żena słuchała, wpatrując się w Strava szeroko otwartymi oczyma, (z) przechyloną głową i przygryzionymi wargami.

(akapit)Żena odgarnęła pozlepianą grzywkę z twarzy i spojrzała na niego podejrzliwie.

Prawdę mówiąc, to średnio mi się ten fragment podobał. Wydał mi się taki... no właśnie, nijaki. Pojawił się nowy bohater, zaczęło się robić ciekawie, kiedy opowiadał o własnoręcznie zbudowanym ustrojstwie, ale nic więcej z tego nie wynikło i zrobiło się tak sobie. Po prostu oczekiwałam czegoś ciekawszego po takiej akcji, jaka była w pierwszym fragmencie.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#10
Vet, działanie tego "ustrojstwa" jest dość ważne dla późniejszej akcji i po prostu i tak, i tak musiałabym to w pewnym momencie wytłumaczyć, więc wolałam teraz. Dzięki za poprawki i komentarz. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości