Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Obyczajowe Różnica dziewięciu lat
#1
Spoiler:

– Jak się czujesz? – zapytał cicho, kładąc dłoń na jej czole i delikatnie zsuwając ją na policzek.
– Średnio – mruknęła bardzo markotnym tonem.
– Widzę – odparł z uśmiechem, po czym lekko podciągnął w górę kołdrę. – Przykryj się porządnie…
– Znowu to robisz! – ofuknęła go gniewnie.
Westchnął, oparł się dłońmi o jej łóżko (jednocześnie jednak lekko przesuwając pierzynę) i wbił w nią ni to czułe, ni to stanowcze spojrzenie.
– Chciałbym – zaczął poważnie – naprawdę chciałbym, żeby było inaczej, ale między nami jest różnica DZIEWIĘCIU lat. Stwierdzić, że mógłbym być twoim ojcem, to gruba przesada, oczywiście… ale na pewno mógłbym być twoim dużo starszym bratem. Takim bratem, który ma w pamięci to, że powinien się tobą zaopiekować. Więc niestety, ale musisz przywyknąć, że czasem będę ci trochę ojcował.
Dziewczyna patrzyła na niego z coraz większą zaciętością na twarzy, po czym odwróciła głowę do ściany, jak gdyby się obraziła.
– Cały czas zwracasz uwagę na to, ile mam lat – rzuciła sucho. – Aż tak ci to przeszkadza?
Westchnął ciężko.
– I nie, i tak. Nie przeszkadza mi, że jesteś młodsza, ale teraz, kiedy ty jesteś jeszcze szesnastoletnią dziewczyną, a ja już, jakby nie patrzeć, powoli dorosłym facetem… Po prostu wiem, jak to wygląda.
Ostatnie słowa powiedział cichym, nieco przybitym tonem. Karolina odwróciła głowę z powrotem i spojrzała na niego już nie z pretensją, ale z niepewnością.
– "Jak to wygląda"? – powtórzyła tonem domagającym się wyjaśnienia.
– JA jestem już w jakiś sposób ustabilizowany, TY na razie wchodzisz w ten etap, gdzie się zmieniasz… Nawet jeśli teraz jest jak jest, może za rok, dwa lata ktoś inny będzie siedział ci w głowie zamiast mnie. Więc…
– Więc to wszystko?
Nie potrafił się nie uśmiechnąć. Ten przestrach w jej głosie… z jednej strony czuł się głupio z wiedzą, że coś takiego niejako podnosi mu samoocenę. Poza tym wciąż dudniły w jego głowie echem podobne słowa, ale wypowiedziane głosem należącym do innej kobiety. Z drugiej strony zdążył już zapomnieć, jak miłym uczuciem jest, gdy jakiejś dziewczynie na nim zależy.
– Nie, to nie wszystko – odpowiedział, znów gładząc ją po twarzy. – Ja po prostu nie chcę się śpieszyć. Nie ma po co. Powiedzmy, że potraktujemy to jako test. Jeśli za jakiś czas nadal będziemy chcieli… – odetchnął głębiej szukając słowa – powiedzmy… zaryzykować ten… związek…
Poczuł w okolicach twarzy lekkie ciepło i zauważył, że na jej twarzy też pojawia się lekki rumieniec, bynajmniej nie spowodowany gorączką.
– …To po prostu wtedy zaryzykujemy. A na razie chcę być cierpliwy. Jak dotąd nigdy nie byłem i zawsze źle się to kończyło.
Patrzyła mu w oczy, nieświadoma, że w jego sercu coś drga niebezpiecznie na widok jej cudownie zielonych oczu. W końcu pokiwała głową. Posłał jej krótki uśmiech i zerknął na zegarek.
– Nie zostaniesz? – zapytała ze smutkiem.
– To by było niewłaściwe – odparł rzeczowo.
Skrzywiła się nieco. To znów był pan kierownik Piotr, ten, który ją tak irytował swoją obowiązkowością i bezwzględną dyscypliną.
– Tata nie wraca dziś do domu, a mama już…
– Nie chodzi o to, że czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal, tylko o to, że tego, co niewłaściwe, po prostu się nie robi – odparł tonem pouczenia. – Loli… bądź cierpliwa.
Pokiwała głową, wzdychając ciężko. Piotr zachichotał i przysiadł się nieco bliżej. Jego szorstka, a zarazem dziwnie delikatna dłoń znów znalazła się na jej policzku. Kciuk powoli przesuwał się to w tę, to z powrotem, gładząc skórę w jednym z najczulszych miejsc na ciele. I jak zawsze na pożegnanie, chłopak pochylił się i ucałował ją w czoło, tym razem momentalnie przesuwając się z ustami nieco niżej i składając kolejny pocałunek tuż nad jej nosem. A potem zrobił coś, czego nie robił nigdy dotąd – nie odsunął się kompletnie, ale jedynie na tyle, żeby móc spojrzeć jej w oczy. Lewym ramieniem opierał się o materac, prawą dłonią wciąż gładził dziewczynę po policzku. Przez tę bliskość zaczęło być jej niezręcznie i dziwnie gorąco. Delikatnie, jakby zachęcająco, musnął swoim nosem koniuszek nosa Karoliny, po czym pochylił się i przywarł ustami do jej warg. Zaskoczona, w pierwszej chwili wstrzymała oddech, a dopiero potem uprzytomniła sobie, że powinna oddać pocałunek. Lekko rozchyliła usta, pozwalając jego spierzchniętym wargom zamknąć w cudownym uścisku górną wargę. Mała dłoń dziewczyny zupełnie automatycznie powędrowała na twarz Piotra.
Trwali tak przez kilka sekund. W końcu wycofał się, pozwalając dziewczynie zaczerpnąć oddechu. Nim się wyprostował, schwycił jeszcze jej dłoń i ucałował ją krótko.
– Dobranoc, Loli – rzekł z nieco łobuzerskim uśmiechem, wstając.

***

– Wydaje się być porządnym chłopakiem.
– On ma dwadzieścia pięć lat, do diabła! – niemal krzyknął mężczyzna.
– Wiem, ile ma lat, nie musisz wrzeszczeć – odparła gniewnie jego żona. – Ale jednak… mogło być gorzej.
Mężczyzna zdawał się zapomnieć, że trzyma wciąż w dłoniach gazetę. Wpatrywał się w nią z mieszaniną podenerwowania i zaskoczenia na twarzy.
– Ty stoisz po jego stronie – na poły zapytał, na poły stwierdził.
– Nie stoję po niczyjej stronie! – żachnęła się, teraz już również zdenerwowana. – Ale patrzę na niego i widzę… owszem, dużo starszego chłopaka, i też mi się to nie podoba. Ale też dojrzalszego.
– Jasna cholera, Zośka, on jest dekadę od niej starszy! Niech sobie znajdzie niedojrzałego…
– Tak?! To byś wolał?! Żeby znowu zakręcił się wokół niej jakiś gówniarz?!
– Wolę żeby miała normalnego chłopaka, a nie cholernego pedofila!
– Robert był normalny! I co?! Omal się oboje nie pozabijali!
Głos jej zadrżał. Odwróciła wzrok i odetchnęła głębiej. Mężczyzna opuścił wzrok. Rozłożona w jego rękach gazeta powoli opadał na jego kolana.
– Może się mylę – rzekła już spokojniej. – I może to błąd, że na to pozwalam, ale Karolina naprawdę jest teraz szczęśliwa. Ja to widzę. Jest szczęśliwa z chłopakiem który nie ćpa dla zabawy, nie wsiada do samochodu po pijaku i na pewno dojrzał już do czegoś takiego jak odpowiedzialność. Wiem ile ma lat! – dodała z naciskiem, gdy mężczyzna zaczerpnął nieco szybciej powietrza, uprzedzając jego wtrącenie. – To ostatnio twoja mantra! Pomyśl przez chwilę o czymś innym niż jego wiek!
Mężczyzna zamknął gazetę i cisnął ją na fotel obok siebie. Ułożył łokieć na oparciu i zakrył twarz dłonią, masując palcami pomarszczone czoło. Wreszcie odchrząknął.
– Czyli co, mam udawać, że mi się to podoba? Że jakiś facet podrywa moją dziesięć lat młodszą córkę?
– Po prostu daj mu szansę – jęknęła błagalnie. – Jak dotąd zachowywał się naprawdę porządnie.
– Widać jest na tyle rozsądny, żeby wiedzieć, co by go spotkało w innym razie.
– No właśnie!
– Co "no właśnie"?
– Boże, Jerzyk, czasem to ty powinieneś nosić okulary, bo nie widzisz tego co próbuję ci powiedzieć. Boże, ależ głupoty plotę… Jerzyk, on wygląda mi na porządnego, rozsądnego chłopaka. Na pewno mądrzejszego niż ci, z którymi dotychczas trzymała.
Mężczyzna prychnął.
– Trudno w tych czasach spodziewać się jakiegoś rozsądku po gówniarzach.
– Wiem. I właśnie dlatego… Jerzyk, ja też się o nią boję. Od tamtego wypadku…
Mężczyzna pokręcił głową. Spojrzał na żonę znad złożonych jak do modlitwy dłoni, po czym wstał, obszedł stół i usiadł obok niej, obejmując ją ramieniem.
– No już dobrze.
Pocałował ją w skroń i przytulił do siebie.
– Wiem, że nie wpakuje ich w drzewo – powiedziała cicho głosem, w którym zaczynały pobrzmiewać łzy. – Dla mnie to dość na początek. Poza tym zachowuje się naprawdę przyzwoicie. Wczoraj podsłuchałam ich, jak byli razem w pokoju.
– Był tu wczoraj? – zapytał znów nieco zdenerwowanym tonem.
– Tak, wpadł na chwilę, nie unoś się tak – mruknęła, z niezadowoleniem wychwytując jego zmianę nastroju. – Przyniósł jej sok malinowy od swojej babci i posiedział chwilę u niej.
Mężczyzna zamilkł na chwilę.
– No – mruknął. – Dobry ten sok. Leżał, to spróbowałem! – dodał z wyrzutem, gdy żona uniosła głowę i spojrzała na niego z zaskoczeniem.
Kobieta zaśmiała się wesoło i ponownie przytuliła do męża.
– Kocham cię czasem, wiesz? Ale sam powiedz, ilu chłopaków machnęłoby ręką albo zrobiło swojej dziewczynie awanturę o to, że przez nią przepadł im urlop?
– Chłopaki mają co najwyżej ferie, nie urlop.
– Oj, ty znowu swoje! Wiesz, o czym mówię. A on przyszedł, zostawił dla niej sok domowej roboty… i z tego co mówił naprawdę wygląda na to, że też nie chce się do niczego śpieszyć.
– Albo wiedział, że stoisz za drzwiami i mówił to, co chciałabyś usłyszeć.
– Och, Boże drogi, to już podpada pod paranoję.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(04-06-2015, 01:25)Crazy Halfling Mage napisał(a): (...)Nawet jeśli teraz jest,(zbędny przecinek) jak jest, może za rok, dwa lata ktoś inny będzie siedział ci w głowie, (zbędny przecinek) zamiast mnie. Więc…

Ten przestrach w jej głosie… z jednej strony, (zbędny przecinek) czuł się głupio z wiedzą, że coś takiego niejako podnosi mu samoocenę. Poza tym, (zbędny przecinek) wciąż dudniły w jego głowie echem podobne słowa, ale wypowiedziane głosem należącym do innej kobiety. Z drugiej strony, (zbędny przecinek) zdążył już zapomnieć, jak miłym uczuciem jest, gdy jakiejś dziewczynie na nim zależy.

(spacja)…To po prostu wtedy zaryzykujemy.

Patrzyła mu w oczy, nieświadoma, że w jego sercu coś drga niebezpiecznie na widok jej cudownie zielonych tęczówek. (Bardzo nie lubię używania tego słowa w takim kontekście. Lepsze będzie "cudownie zielonych oczu", bo raz, że nie da się patrzeć na same tęczówki, a dwa, że z "zielonych oczu" wcale nie wynika, że cała ich powierzchnia miała taki kolor)

To znów był pan kierownik Piotr, ten(przecinek) który ją tak irytował swoją obowiązkowością i bezwzględną dyscypliną.

Kciuk powoli przesuwał się to w te(tę), to z powrotem, gładząc skórę w jednym z najczulszych miejsc na ciele.

A potem zrobił coś, czego nie robił nigdy dotąd – nie odsunął się kompletnie, ale jedynie na tyle, żeby móc spojrzeć jej w oczy. Lewym ramieniem opierał się o jej materac, prawą dłonią wciąż gładził ją po policzku. Poczuła, że od tej bliskości jest jej niezręcznie i robi się jej gorąco. Delikatnie, jakby zachęcająco, musnął swoim nosem koniuszek jej nosa, po czym pochylił się i przywarł ustami do jej warg. Zaskoczona, w pierwszej chwili wstrzymała oddech, a dopiero potem uprzytomniła sobie, że powinna oddać pocałunek. Lekko rozchyliła usta, pozwalając jego spierzchniętym wargom zamknąć w cudownym uścisku jej górną wargę. Jej mała dłoń zupełnie automatycznie powędrowała na jego twarz.
Trwali tak przez kilka sekund. W końcu Piotr wycofał się, pozwalając dziewczynie zaczerpnąć oddechu. Nim się wyprostował, schwycił jeszcze jej dłoń i ucałował ją krótko.

– Wolę (przecinek) żeby miała normalnego chłopaka, a nie cholernego pedofila!

(...)Jest szczęśliwa z chłopakiem (przecinek) który nie ćpa dla zabawy, nie wsiada do samochodu po pijaku i na pewno dojrzał już do czegoś takiego jak odpowiedzialność. Wiem(przecinek) ile ma lat! – dodała z naciskiem, gdy mężczyzna zaczerpnął nieco szybciej powietrza, uprzedzając jego wtrącenie.

Mężczyzna zamknął gazetę i cisnął ją na fotel obok siebie. Oparł się łokciem o fotel i zakrył twarz dłonią, masując palcami pomarszczone czoło.

– Boże, Jerzyk, czasem to ty powinieneś nosić okulary, bo nie widzisz tego(zbędny przecinek) co próbuję ci powiedzieć. Boże, ależ głupoty plotę… Jerzyk, on wygląda mi na porządnego, rozsądnego chłopaka. Na pewno mądrzejszego niż ci (przecinek) z którymi dotychczas trzymała.

(...)Poza tym,(zbędny przecinek) zachowuje się naprawdę przyzwoicie.

– No – nurknął(mruknął). – Dobry ten sok.

(...)A on przyszedł, zostawił dla niej sok domowej roboty… i z tego co mówił,(zbędny przecinek) naprawdę wygląda na to, że też nie chce się do niczego śpieszyć.
– Albo wiedział, że stoisz za drzwiami i mówił to (przecinek) co chciałabyś usłyszeć.

Niezły ten kawałek, według mnie dobrze oddałeś emocje bohaterów. Szczególnie przemówiły do mnie rozterki rodziców, bo prawdę mówiąc część tekstu dotycząca dziewczyny jakoś średnio mi się spodobała – podejrzewam, że dlatego, iż moim zdaniem dziewięć lat różnicy między nastolatką a dorosłym facetem to naprawdę sporo, cokolwiek by z tym nie zrobić. :P
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
Ładnie napisane, czyta się przyjemnie. Bohaterowie są wyraziści, emocje żywe, a sytuacje wiarygodne. I o to chodzi. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#4
Arabella, dzięki : )

Vetala – mnie ta różnica również wydaje się zbyt wielka. I dlatego jest temat! Jakby miał 19 lat to by już nie bardzo było o czym pisać : )
"Jesteś tak chuda, że gdyby nastała zombie apokalipsa, zamiast Cię pożreć wykorzystaliby Cię od razu jako wykałaczki..."
Odpowiedz
#5
Cóż, jak dla mnie – dziewięć lat to nie tak wiele. A i owszem, za młodu, kiedy się jest nastolatkiem – to każdy trzydziestolatek jest już stary i w ogóle, "nie jary".
O ile rozterki rodziców w miarę mi się podobały, jako że rodzice – a zwłaszcza ojcowie wobec ich nastoletnich córek – roztaczają szczególną opieką i mają własne wymagania względem nich. Pierwszy fragment natomiast... Jakoś tak bez polotu.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości