Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Obyczajowe Dziewczyna Paganiniego
#1
To jeden z rozdziałów opowiadania, które kiedyś tam napisałam. Taki ze środka, wybrałam, moim zdaniem, najlepszy. Mam nadzieję, że dostanę za to jakąś krytykę.Wiem, może nie do końca obyczajowe, ale na "Romanse" chyba mało kto wchodzi.


Nie jestem na to przygotowany. Nie poradzę sobie. Albo zwieję, albo się poryczę. Dobra. Nie może być tak źle. Nie będzie tak źle. Och, co ja pieprzę, oczywiście, że będzie źle. Zrobię z siebie frajera. Albo będzie zgon na miejscu.

Biorę głęboki oddech i wchodzę do pokoju 364. Boję się tego, co mogę tam zobaczyć.

Jula leży w swoim łóżku. Wygląda, jakby spała. Jest podłączona do respiratora, kroplówki i jeszcze miliona innych rurek,tubek, których nie jestem w stanie rozpoznać. Jej blade, blond włosy są rozsypane po całej poduszce. Wygląda jak Śpiąca Królewna, tylko że ona się nie obudzi, gdy pocałuje ją prawdziwa miłość.

Do pokoju wchodzi pielęgniarka. Uśmiecha się do mnie na powitanie.

-Jesteś chłopakiem Julki?

-Przyjacielem.

Zakochanym w niej bez pamięci. Delikatnie dotykam jej dłoni.

-Czy ona ma jakiekolwiek szanse na obudzenie? – pytam, choć znam odpowiedź.

-7 procent. – odpowiada pielęgniarka, świecąc w oczy Juli jakąś małą latareczką. -Mów do niej.

-Słyszy?

-Nigdy do końca nie wiadomo.

Wzdycham i zaczynam gadać, ale ja wcale nie wiem, czy to do niej dociera.

-Ty się teraz nie poddasz, nie, Jula? Na pewno nie. Ty jeszcze raz kiedyś zagrasz na skrzypcach, kiedyś jeszcze raz zjesz Pawełka,jeszcze raz mnie walniesz w łeb... To nie koniec, co nie?

W tym momencie do pokoju wchodzi ojciec Juli.

-Ej, gówniarzu. – mówi do mnie. – Mam coś dla ciebie.

Podchodzę do niego, a on daje mi do ręki jakąś kopertę.

-Julcia kazała ci to dać. Tuż przed... No wiesz.

-Wiem. Dzięki.

Na kopercie widnieje moje imię. Z jakiegoś powodu w tej chwili opuszczam szpital. Otwieram kopertę i wyjmuję z niej kartkę. List. Od Juli? Zaczynam czytać.

Drogi Łukaszu Obara.

Od niej. Jej charakter pisma. Czytam dalej.

Jeśli to czytasz, to znaczy, że mnie już nie ma, albo że kompletnie zgłupiałam. Ale tak czy inaczej...

Chciałam Ci powiedzieć, że jesteś najbardziej chamskim, niekumatym idiotą, jakiego dane mi było spotkać. Nie lubię Cię. Wręcz Cię nienawidzę.

A jednak byłeś najbliższą mi osobą na tej Ziemi.

Na padaczkę zachorowałam jak miałam 4 miesiące, zaś 5 lat potem, wykryto u mnie zanik szpiku kostnego. Wtedy byłam jeszcze zbyt nieogarnięta, żeby rozumieć, i za mała, żeby się uprzeć na operację. Ale z wiekiem zrozumiałam: Nie mam wiele czasu. Przestraszyłam się. Świadomość obecności zegara, który powoli, ale szybciej, niż zwykle odliczał czas do mojej śmierci przeszkadzała mi we wszystkim. Dlatego postanowiłam: Przebiegnę przez całe moje życie, zanim się skończy!

Ale oczywiście ktoś musiał stanąć mi na drodze.

Poznałam Ciebie.

I się stało. Wszedłeś w mój świat i już tam zostałeś. Razem z twoim brakiem nogi i frajerstwem, stałeś się częścią mnie.

Stworzyłeś dla mnie tyle pięknych wspomnień...

To skakanie z pomostu na Mazurach.

Śpiewanie "Migocz gwiazdko" pod rozgwieżdżonym niebem.

Maratony "Ulicy Sezamkowej".

Tarzanie się w liściach.

Było genialnie!

Fajnie było łączyć nasze pasje, nawet jeśli to było jak łączenie piernika z wiatrakiem.

Ty biegałeś, a ja grałam. Przełamaliśmy wszelkie schematy. Robiliśmy to, co chcieliśmy. Ty poodkrywałeś moje sekrety, zanim nawet miałam zamiar Ci o nich powiedzieć.

Byłam w stanie pozostawić po sobie ślad na świecie?

-Byłaś.

Byłam w stanie zamieszkać w twoim sercu? Wtargnąć tam bez zdejmowania butów?

-W dodatku zajęłaś całą kanapę.

Jednak się cieszę, że to byłeś Ty.

-Jednak.

Nie zapomnisz o mnie?

-Zlałabyś mnie, gdybym zapomniał. Zresztą, nie chcę.

Obara...

Kocham Cię!

Kocham Cię.

Kocham Cię.

Chciałam się zakochać, a jednocześnie się bałam. Ale w końcu to zrobiłam i cieszę się. Nie żałuję ani sekundy, której spędziłam przy twoim boku.

Sorki, że nie dokończyłam tego Pawełka.

Sorki, że ci przypierdzielałam smyczkiem.

Sorki, że zostawiłam po sobie ten gigantyczny bajzel.

Sorki za milion innych rzeczy.

Dziękuję Ci!


Julia Amoniec

Śmieje się i ryczę jednocześnie. Patrzę na tapetę mojego telefonu. Mam na nim całą naszą czwórkę: mnie, Karola, Stefę i Julę. Jula ma na tym zdjęciu tak szeroki uśmiech. Gdyby nie to, że na tym zdjęciu siedzi na wózku, z wąsami tlenowymi na nosie, można by pomyśleć, że jest najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. Ale w końcu kto się cieszy z choroby? Szczególnie takiej, jak Jula.

Padaczka. Zanik szpiku kostnego. Śpiączka. Tyle Julę spotkało, a ona wciąż była uparta, żywa, szczęśliwa. Nie żałowała ani minuty.

Wycieram łzy i patrzę w niebo.

-Niedługo przyjdzie lato. W lecie cię spotkałem. Następne lato... Będzie bez ciebie. Ale ty do mnie wrócisz. Czy za jedno lato, czy za dziesięć. Na pewno wrócisz. I ja będę na ciebie czekał.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Spójrz na teksty innych forumowiczów i zrób formatowanie, akapity (tagiem [p.] – bez kropki). Taki tekst ładniej wygląda i znacznie lepiej się czyta. Niepotrzebne też te dodatkowe interlinie.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#3
Dodam jeszcze, że wypowiedzi wprowadzamy myślnikiem (pauzą lub półpauzą), a nie dywizem. Czyli po myślniku ma być spacja!
-Nigdy do końca nie wiadomo. (źle)
– Nigdy do końca nie wiadomo. (dobrze)
Zwróć uwagę, że od razu te 'myślniki' wyglądają inaczej.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#4
To świecenie latarką kojarzy mi się raczej z lekarzem i sprawdzaniem działalności układu przywspółczulnego. Lekarzem, nie pielęgniarką.

O formatowaniu już wypowiedziano się powyżej.

Sam tekst jest... ok. Po prostu ok. Nie wzruszyłem się, ale może to wynikać z faktu, że ciężko mnie wzruszyć.
"Jesteś tak chuda, że gdyby nastała zombie apokalipsa, zamiast Cię pożreć wykorzystaliby Cię od razu jako wykałaczki..."
Odpowiedz
#5
(02-06-2015, 15:33)Majeczuunia napisał(a): Jest podłączona do respiratora, kroplówki i jeszcze miliona innych rurek,(spacja)tubek, których nie jestem w stanie rozpoznać.

Do pokoju wchodzi pielęgniarka. Uśmiecha się do mnie na powitanie.
(Po co takie odstępy?)
(spacja)Jesteś chłopakiem Julki?

(spacja)Przyjacielem.
Zakochanym w niej bez pamięci. (Ofiara "friendzone'u"? :D)

(spacja)Czy ona ma jakiekolwiek szanse na obudzenie? – pytam, choć znam odpowiedź.

-7(Słownie – siedem) procent.(bez kropki) – odpowiada pielęgniarka, świecąc w oczy Juli jakąś małą latareczką. –(spacja)Mów do niej.

(spacja)Słyszy?


Wzdycham i zaczynam gadać, ale ja(zbędne – po co podkreślać, kto jest podmiotem w tym zdaniu, jak to całkowicie jasne?) wcale nie wiem, czy to do niej dociera.

(spacja)Ty się teraz nie poddasz, nie, Jula? Na pewno nie. Ty jeszcze raz kiedyś zagrasz na skrzypcach, kiedyś jeszcze raz zjesz Pawełka,(spacja)jeszcze raz mnie walniesz w łeb...

(spacja)Ej, gówniarzu.(bez kropki) – mówi do mnie. – Mam coś dla ciebie.

Jeśli to czytasz, to znaczy, że mnie już nie ma, (zbędny przecinek) albo że kompletnie zgłupiałam.


Na padaczkę zachorowałam(przecinek) jak(gdy/kiedy) miałam 4 miesiące, zaś 5 lat potem, (zbędny przecinek) wykryto u mnie zanik szpiku kostnego.

Świadomość obecności zegara, który powoli, ale szybciej, (zbędny przecinek) niż zwykle odliczał czas do mojej śmierci przeszkadzała mi we wszystkim.

Razem z twoim brakiem nogi i frajerstwem, (zbędny przecinek) stałeś się częścią mnie.

Fajnie było łączyć nasze pasje, nawet jeśli to było jak łączenie piernika z wiatrakiem.(To zdecydowanie dziwnie brzmi – owszem, mówi się "co ma piernik do wiatraka", ale w takim kontekście to nie pasuje)

-Zlałabyś mnie, gdybym zapomniał. Zresztą, (zbędny przecinek) nie chcę.

Sorki(Zupełnie nie pasuje do treści listu, wg mnie to trochę tak, jakby napisać "Sorki, że zabiłem ci matkę" :P), że nie dokończyłam tego Pawełka.

Jula ma na tym zdjęciu tak szeroki uśmiech. Gdyby nie to, że na tym zdjęciu siedzi na wózku, (zbędny przecinek) z wąsami tlenowymi na nosie, można by pomyśleć, że jest najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi.

Ale w końcu kto się cieszy z choroby? Szczególnie takiej, jak Jula. (Co to za choroba ta "Jula"? Bo z tego zdania wynika, że to ona jest chorobą)

Powiem wprost: nie podobało mi się. Ani trochę. Nie podoba mi się od formatowania po treść.

Zacznę od tego pierwszego: Jak powiedziano wcześniej, dodaj akapity, dodaj spacje przy dywizach, żeby tak jak należy były myślnikami. Ponadto usuń dodatkowe interlinie, naprawdę okropnie się czyta tekst, w którym zdania nie są ze sobą połączone.

A teraz reszta. Po pierwsze, mimo że w tekście dzieją się dramatyczne sceny, podczas czytania w ogóle nie odczułam emocji, ani śladu wzruszenia. Całość wydała mi się płytka, nie porusza mnie ani motyw choroby, ani tej miłości ukazanej w liście (swoją drogą odnoszę wrażenie, że "romanse" tego typu, w sensie zawierające chorobę jednego z bohaterów, są ostatnio dość modne, jeśli tak można to określić)– dla mnie to wszystko zbyt ckliwie i rzewne, żebym była w stanie wczuć się w akcję.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości