Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
twardziel
#1
Prolog
Pierwszy uderza grubas. Cała wściekłość nagromadzona od rana, skumulowana jest w jego uderzeniach. Wali jak wieśniak cepem, ale mocno. Czuję jak moja twarz puchnie i pokrywają ją coraz liczniejsze siniaki. O dziwo jestem przytomny i wszystko czuję. Widać, że paralizator nie zadziałał prawidłowo albo moje ciało jest odporne w jakimś stopniu na te elektryczne wynalazki. Nie ma jednak mowy, żebym mógł się bronić. Puls elektryczny poraził moje mięśnie i zostawił przytomnego, skazując na odczuwanie wszystkich całego bólu. Po kilku sekundach zaczynają mnie wszyscy kopać. Bez szans na przetrwanie leżę na betonowej posadzce klatki schodowej i czekam na mój koniec. Znudzeni i zmęczeni kopaniem podnoszą mnie do góry i przerzucają przez poręcz jak worek ziemniaków. Ostatnie co pamiętam, że uderzam o podłogę i tracę przytomność.


Siódma rano. Wstaję i pomimo bólu głowy, świdrującego moje skronie, kładę się na podłogę i zaczynam robić pompki. Barki i mięśnie rąk budzą się do życia. Pięćdziesiąt razy, potem kilka głębokich wdechów i podchodzę do drążka. Wiszę nachwytem i wolno bez pośpiechu podnoszę się i opadam. Czuję przyjemne palenie mięśni. Po kilku następnych razach nadchodzi ból. To dobrze. Kiedy coś boli to znaczy, że żyjesz a w moim fachu to dobra wiadomość, Śmierć przecież, może mnie dosięgnąć każdego dnia. Moje ogromne ciało potrzebuje opieki. Sto trzydzieści kilogramów i blisko dwa metry wzrostu powoduje, że muszę o nie dbać, jeżeli nie chcę być tylko bezkształtną masą tłuszczu. Zwracam uwagę na to, w jaki sposób żyję. Alkohol rzadko, narkotyki wcale... tu bym skłamał. Czasem zapalę skręta, wciągnę kreskę, ale tylko towarzysko Jestem twardzielem i bandziorem a tacy ludzie nie mogą mieć słabości. Niektórzy wolą nazwę gangster. Ja.. nie. My Polacy, jesteśmy na piątym miejscu na świecie pod względem znajomości angielskiego, jako drugiego języka. Wciąż jednak męczy mnie, słuchanie tych wszystkich amerykanizmów. Cool, trendy, Halloween czy lunch. W co drugim filmie, cała ta Ameryka daje nam jasno do zrozumienia co myśli o naszym narodzie. Zmywać gary, być sprzątaczką, złodziejem lub dziwką. Tylko do tego według nich się nadajemy.
Mam trzypokojowe mieszkanie na południu Wrocławia. Nie brzmi imponująco, ale kiedy sto procent twoich dochodów, pochodzi z narkotyków i odzyskiwanych długów, nie można się za bardzo wychylać. Policja i Skarbówka wciąż węszą i wystarczy mała wpadka, żeby wszystko stracić. Kosztowało ponad dwieście tysięcy i jak na moje dwadzieścia pięć lat, to całkiem niezły wynik. Mieszkam sam. Nie kręci mnie życie rodzinne. Bycie w związku to niewolnictwo mentalne. Kobieta zawsze chce wiedzieć, co robisz, gdzie jesteś. Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy odpowiadam mojej lepszej połowie „ Tak kochanie, będę za godzinkę, tylko obetniemy facetowi jeszcze trzy palce, bo zwleka z oddaniem długu".Mógłbym ją okłamywać, ale, po co. Związek dwojga ludzi powinien opierać się na zaufaniu i uczciwości wobec siebie. Nie ma nikogo kto zapyta, a je przez to nie muszę kłamać. Wiadoma sprawa, że kobiety są ważne w życiu mężczyzny, ale, czy przystojny, potężny facet jeżdżący prawie nowym Maserati, może mieć problem z poderwaniem ostrej laski na jedną noc. Nie sądzę.
Wyglądam przez okno.Jest słoneczny, lipcowy poranek. Pewnie znów będzie upalny dzień. Zakładam cienkie, lniane spodnie i skórzane włoskie półbuty i zapalam papierosa.
W radiu grają „ Impossible” Jamesa Arthura. Lubię faceta, kilka razy widziałem go w telewizji i zrobił na mnie dobre wrażenie. Ma dobry, rockowy głos i pewnie już wkrótce dołączy do " szacownego" grona celebrytów. Też jestem na swój bandycki sposób taką gwiazdą. Znają mnie wszyscy, którzy powinni znać. Choć zwykle normalny to w momencie, gdy zaczyna się coś dziać zamieniam się w bezlitosnego sukinsyna, który z chęcią połamie ci nogi i wrzuci do lodowatej rzeki.Kilka lat wystarczyło na wyrobienie sobie dobrej marki. Jestem ambitny i zawsze doprowadzam wszystkie sprawy do końca.
Spoglądam na zegarek. Wariat z Saszą powinni już być. Czeka nas pracowity dzień.
Pukanie do drzwi. Otwieram i spoglądam na twarz Ukraińca.
– Gdzie ten mały przykurcz?
Uśmiecha się sarkastycznie i spogląda na podłogę.
– Chyba pod wycieraczką, bo też go nie widzę.– mówi z dość mocnym, wschodnim akcentem.
Wariat wali mnie pięścią w żołądek i wpycha się do mieszkania. Chłopak jest w moim wieku, ma sto sześćdziesiąt centymetrów wzrostu i waży siedemdziesiąt pięć kilogramów. Powód do nieustannych kpin z naszej strony. Mojej od prawie dziesięciu lat, a Saszy od jakiś trzech.
Otwiera lodówkę i pije łapczywie sok z kartonu. Wyciera mokre usta o spód podkoszulka i łypie na nas swoimi małymi, wrednymi oczkami.
– Jesteście obaj tacy zabawni, że aż mi będzie żal, kiedyś was zastrzelić.
Puszczam oko do Ukraińca i wybucham śmiechem.
– Więc, to, jednak prawda. Zaczęli produkować mini gnaty dla krasnoludków
– Chyba dla troli. Popatrz na jego paskudną gębe.
Wariat siada przy stole i bezceremonialnie wywala nogi na st.oł.
– Chyba, łeb ci szwankuje od tego upału.– spycham nogi z blatu.
Sasza też siada przy stole i spogląda na mnie pytająco.
– Co robimy?
– Coś trzeba zrobić. Kasa się sama nie zarobi.
Minęły dwie minuty i poranna dawka kpin z Wariata dobiegła końca. Zaczynamy być bardziej poważni. Wyciągam z kieszeni spodni swój telefon i przeglądam zaszyfrowane notatki.
– Ten fagas z hurtowni wciąż nie oddał kasy. Szef kazał z nim skończyć.
– Ten od mięsa?
– Tak. Mamy wziąć co się da i zamknąć sprawę.
Wariat zaciera ręce na myśl o torturowaniu delikwenta.
– Ile jest winny?
– Sporo. Coś około stu tysięcy... z odsetkami. Teraz, to już w zasadzie nie ma znaczenia. Bierzemy wszystko. Facet jest już wspomnieniem.
Siadam przy stole i spoglądam na szyję Saszy.
– Co to jest? – Nie mogę powstrzymać się od śmiechu.– Złoto?, łańcuch? Powaliło cię. Mamy dwa tysiące trzynasty rok. Kto nosi złote łańcuchy na szyi.
Trzydziestolatek kiwa przecząco palcem wskazującym, jakby chciał ostrzec przed wtrącaniem się w jego sprawy.
Niby znamy się ponad trzy lata, ale wciąż mu całkowicie nie ufam. Nikt tak naprawdę nie wie, co mu tam siedzi pod czaszką. Jest cholernie silny i dobrze posługuje się bronią. Jednym słowem zawodowiec i lepiej z nim nie przeginać. Nie boję się go, ale wiem jedno. Gdyby któregoś dnia doszło między nami do bójki, to na sto procent nie skończyłoby się na porozbijanych głowach. Jeden z nas musiałby zdechnąć.
Wariat chyba wyczuł tą chwilowe napięcie, bo robi kretyńską minę i naśladując Saszę wstaje i popycha go z taboretu.
– Paszli swołocz, dengi nada dełat.
Miłośnik złotej biżuterii nieznacznie się uśmiecha i sytuacja wydaje się opanowana.
– Idziemy dziś na trening?– spoglądam pytająco na miniaturowego koleżkę.
– Jak się za bardzo nie wypompuję na tym hurtowniku, co jest już trupem, to możemy poćwiczyć.
Razem z Wariatem od kilku lat trenujemy mieszane sztuki walki. Takie karate, zapasy, judo w jednym. Trenerem jest Robert, który po długim pobycie w USA, postanowił wrócić do ojczyzny. Był sparing-partnerem kilku zawodników z górnej półki UFC. Nie zrobił oszałamiającej kariery, ale i tak naprawdę jest dobry w te klocki. Zainwestował kilka dolców, wynajął niedużą salę treningową i uczy nas. Nie jest to sekcja z prawdziwego zdarzenia, bardziej taki nieformalny klub dla facetów, którzy chcą nauczyć się walczyć. Trenujący, to zazwyczaj już mężczyźni, którzy chcą uciec od codziennych obowiązków i wyżyć się na macie.
Ja i Wariat, to inna historia. Trenujemy ciężko i zawzięcie odkąd mieliśmy po piętnaście lat. Poznaliśmy się na treningach karate kyokushin. Ja zacząłem trenować, po namowach mojego nauczyciela wychowania fizycznego. Starszy pan miał na mnie oko, odkąd trafiłem do Domu Dziecka. Byłem małym cherlawym chłopcem, który w wieku dziesięciu lat stracił rodzinę. Zrobiło mu się żal lalusiowatego szczyla i ostro się za mnie wziął. Zrobienie ze mnie faceta, okazało się nie lada wyzwaniem. Wychowywany przez matkę, byłem całkowicie od niej uzależniony. Byłem prawdziwym maminsynkiem.
Ostatni rzut oka na mieszkanie. Gaz, woda i inne urządzenia wyłączone. Wariat obserwuje mnie i pedalskim głosikiem dogaduje.
– Prawdziwa z ciebie pani domu. Sprawdź piekarnik, może serniczek już gotowy.
Nie zwracam uwagi na jego docinki. Mały gnojek wciąż mieszka w willi starych. Co zarobi, wszystko przepuszcza na koks i dziwki. Już kilka lat temu mógłby kupić mieszkanie, ale, po co. Cały czas myśli, że żyjemy w jakiejś czarodziejskiej krainie i forsa nieustanie będzie nam spływać do kieszeni.
Schodzimy z trzeciego piętra. Na parterze widzę małą dziewczynkę. Ma z osiem, może dziewięć lat. Siedzi przed drzwiami mieszkania i chyba płacze. Z wnętrza lokum dobiegają odgłosy awantury. Normalnie nie zwracam uwagi na takie rzeczy, ale widok płaczącego dziecka, nie jest dla mnie obojętny. Znam ją, zwykle wesoła i roześmiana zawsze mówi mi „cześć drągalu”, gdy się widzimy.
Wariat z Saszą mijają ją obojętnie, ale ja zatrzymuje się i przykucam.
– Co jest mała? Czemu płaczesz?
Dziewczynka ze schyloną głową i dłońmi zasłaniającymi uszy próbuje odciąć się od krzyków z mieszkania. Nie odpowiada.
– Coś się stało? Przecież mnie znasz. Powiedz drągalowi, co się dzieje?
Podnosi głowę i widzę wielki siniak pod okiem i cienką strużkę krwi spływającą z nosa.
– Zostaw gówniarę. Musimy jechać.– Wariat zniecierpliwiony blokuje zamykające się drzwi wejściowe do budynku.
– Zamknij się debilu i choć to zobaczyć.
Niezadowoleni cofają się kilkanaście kroków i stają obok mnie.
– Co jest? Musimy iść.
Podnoszę dziewczynkę z betonowej posadzki i pokazuję jej twarz.
– Sami zobaczcie.
Twarze obu ulegają transformacji w ułamku sekundy. Sasza dotyka palcem nosa pobitej i spogląda na krople krwi na końcu palca wskazującego.
– Zabiję skurwiela!
Nie mam cienia wątpliwości, że może to zrobić. U większości ludzi to zwykła grozba. Po prostu tak się mówi..., ale w ustach Ukraińca, który przeszedł szkolenie w rosyjskim Specnazie, znaczy wiele. Zabijał już wcześniej. Jest w stanie zrobić człowiekowi takie rzeczy, że warto zastanowić się nad znaczeniem słowa, człowieczeństwo. Odcinał przytomnym ludziom kończyny, zardzewiałą piłą do drewna. Wbijał dziesięciocentymetrowe gwoździe w sam środek czaszki. Tak... jestem święcie przekonany, że wszedłby do mieszkania i po prostu zabiłby tego, który tak potraktował małą dziewczynkę. Skąd, to wiem? Kilka miesięcy temu piliśmy z Saszą i jego przyjacielem z Kijowa. Po kilku butelkach Smirnoffa okazało się, że obaj walczyli w Czeczeni. Pewnego dnia w czasie rutynowego zwiadu jeden z komandosów został złapany przez miejscowych. Torturowany i w końcu zabity, przed śmiercią wyznał prawdziwe nazwiska żołnierzy. Nie wiadomo jak, ale w ciągu kilku następnych miesięcy całe rodziny żołnierzy zginęły w okropnych męczarniach, a rozczłonkowane ciała znajdywano w różnych miejscach miasta. Żonę i dwie córki Saszy znaleziono w ich lwowskim mieszkaniu. Bite i gwałcone, przeszły straszne rzeczy, zanim pozwolono, im umrzeć.
– Czekaj. Ja, to załatwię.
Kładę mu rękę na ramieniu i mówię spokojnym głosem.
– Nie trzeba zabijać. Tylko go ukarzemy.
Łypie na mnie tymi swoimi, przerażającymi oczami.
– Charaszo, nie nada, to nie nada.
Pochylam się nad dziewczynką.
– Kto jest w mieszkaniu?
– Tylko mama i tata – odpowiada, wycierając zakrwawiony nos.
Z parterowego lokum, dobiegają nas kolejne bluzgi. Mężczyzna wyraźnie pijany krzyczy do kobiety.
Wchodzę z Wariatem do środka. Sasza zostaje z dziewczynką na korytarzu. Lepiej będzie, żeby nie widziała co robimy z takimi gnojami, którzy czują się mocni w towarzystwie kobiet i dzieci. W przedpokoju pusto, wygląda normalnie. Z kuchni dobiega cichy szloch kobiety i coraz bardziej agresywny ton mężczyzny. Na wieszaku wisi policyjna kurtka. Wariat spogląda na mnie i chwilę się waha. Patrzę na niego i wzruszam ramionami.
– To co. Pies nie pies, trzeba cwela ukarać.
Trzy kroki i jestem w kuchni. Kobieta siedzi na podłodze oparta plecami o ścianę. Ma zmasakrowaną twarz. Spowolnionymi ruchami próbuje strząsnąć z siebie resztki jedzenia, które mąż cisnął jej w twarz razem z talerzem. Rozbite skorupy leżą wokół. Z jej twarzy sączy się krew.
– Obiad nie smakował?.
Wariat z wrodzoną sobie gracją wali potężnego grubasa w splot słoneczny. Rozebrany do połowy, przez sekundę patrzy zdziwiony na niespodziewanego gościa i po chwili uśmiecha się przez zęby.
– Musisz się lepiej postarać, kurduplu.
Dwa razy nie trzeba powtarzać. Wszystkie części mowy i zdania powiązane ze słowem „mały”, działają na mojego przyjaciela, jak czerwona płachta na byka.
Nie ma mocy uderzenia Mike Tysona, ale skutecznie nadrabia to częstotliwością. Trzy, krótkie proste w nos ostudzają zapał grubasa na kilka sekund. Po chwili jednak z nienaturalną wściekłością napiera na mojego kolesia.
– Dasz sobie radę czy potrzebujesz pomocy prawdziwego faceta?
Wariat rzuca mi pełne pogardy spojrzenie i rzuca się na policjanta.
Pomagam kobiecie wstać. Uśmiecham się życzliwie i powoli odprowadzam ją do salonu. Siada na skórzanej sofie i patrzy na mnie, nic nie rozumiejąc.
– Kim wy jesteście?
Trochę mi się śpieszy, ale przeczytane ponad trzysta książek, zobowiązuje do wykazania się elokwencją i kulturą osobistą.
– Jesteśmy z Towarzystwa Przyjaciół Dzieci i Młodzieży.
Kobieta wybałusza oczy i spogląda w stronę kuchni skąd dochodzi coraz większy hałas.
– Pani wybaczy. Muszę się tym zająć.
Podbiegam do kuchni i widzę, jak dwa razy większy od mojego kolegi grubas, próbuje go udusić. Trzyma go wielkimi łapami za gardło i głośno charcząc naciska z całej siły. Oczy kumpla prawie już całkowicie wyskoczyły z orbit. Próbuje zerwać uchwyt, ale, po prostu nie ma na to siły. Grubas jest wielki, silny i pewnie naćpany amfą, która daję takiego kopa, że naprawdę ciężko go powstrzymać. Nie ma co, trzeba działać.
– Spróbuj ze mną.– proponuję w grzeczny sposób.
Grubas odwraca głowę i wyszczerza zęby.
– Zaraz, tylko uduszę tego karła.
– Nie kolego. Na to, nie mogę ci pozwolić.
Robię dwa kroki w jego kierunku i uderzam płaskimi dłońmi w uszy delikwenta. Działa tak szybko, jak dobry narkotyk. Facet chwiejąc się wstaję z kolan i patrzy na mnie nie bardzo rozumiejąc, co się właściwie stało. Nic nie słyszy. Błędniki w uszach pozbawiają go możliwości utrzymania równowagi. Mógłbym mu już odpuścić, ale za to, że chciał udusić mojego kumpla...
Łapię go za szyję. Przez chwilę przytrzymuję, jakbym wyostrzał celownik i walę z głowy. Nos zamienia się w krwawą miazgę i życie gaśnie w oczach policjanta. Traci przytomność i osuwa się na podłogę.
– Nie śpieszyłeś się.
Wariat podnosi się z podłogi I głośno charcząc, spluwa z pogardą na gliniarza.
– Jebany kundel!. Za ciężki i za mało miejsca. W otwartym terenie bym go załatwił.
Zastanawiam się co robić, jakby na to nie spojrzeć to w końcu przedstawiciel prawa. Kawał gnoja, ale policjant.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(26-05-2015, 21:56)tomek3000xxl napisał(a): Prolog

Cała wściekłość nagromadzona od rana, (zbędny przecinek) skumulowana jest w jego uderzeniach.

Czuję (przecinek) jak moja twarz puchnie i pokrywają ją coraz liczniejsze siniaki.

Puls elektryczny poraził moje mięśnie i zostawił przytomnego, skazując na odczuwanie wszystkich (zbędne) całego bólu.

Ostatnie (przecinek) co pamiętam, że uderzam o podłogę i tracę przytomność. (trochę niestylistycznie)

Kiedy coś boli (przecinek) to znaczy, że żyjesz (przecinek) a w moim fachu to dobra wiadomość, (raczej kropka) Śmierć przecież, (zbędny przecinek) może mnie dosięgnąć każdego dnia.

Czasem zapalę skręta, wciągnę kreskę, ale tylko towarzysko (kropka) Jestem twardzielem i bandziorem (przecinek) a tacy ludzie nie mogą mieć słabości.

Ja.. (co to za nowy znak interpunkcyjny?) nie. My Polacy, (zbędny przecinek) jesteśmy na piątym miejscu na świecie pod względem znajomości angielskiego, (zbędny przecinek) jako drugiego języka. Wciąż jednak męczy mnie, (zbędny przecinek) słuchanie tych wszystkich amerykanizmów. Cool, trendy, Halloween czy lunch. W co drugim filmie, (zbędny przecinek) cała ta Ameryka daje nam jasno do zrozumienia (przecinek) co myśli o naszym narodzie.

Nie brzmi imponująco, ale kiedy sto procent twoich dochodów, (zbędny przecinek) pochodzi z narkotyków i odzyskiwanych długów, nie można się za bardzo wychylać. Policja i Skarbówka (małą literą) wciąż węszą i wystarczy mała wpadka, żeby wszystko stracić. Kosztowało ponad dwieście tysięcy i jak na moje dwadzieścia pięć lat, (zbędny przecinek) to całkiem niezły wynik.

Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy odpowiadam mojej lepszej połowie „ (zbędna spacja) Tak kochanie, będę za godzinkę, tylko obetniemy facetowi jeszcze trzy palce, bo zwleka z oddaniem długu”.(spacja)Mógłbym ją okłamywać, ale, (zbędny przecinek) po co.

Nie ma nikogo (przecinek) kto zapyta, a je (ja) przez to nie muszę kłamać. Wiadoma sprawa, że kobiety są ważne w życiu mężczyzny, ale, (zbędny przecinek) czy przystojny, potężny facet jeżdżący prawie nowym Maserati, (zbędny przecinek) może mieć problem z poderwaniem ostrej laski na jedną noc. (raczej znak zapytania)

Wyglądam przez okno.(spacja)Jest słoneczny, lipcowy poranek.

Zakładam cienkie, lniane spodnie i skórzane (przecinek) włoskie półbuty i zapalam papierosa.

W radiu grają „ (zbędna spacja) Impossible” Jamesa Arthura.

Ma dobry, rockowy głos i pewnie już wkrótce dołączy do " (zbędna spacja) szacownego" (nie zmieniaj typu cudzysłowu w trakcie opowiadania) grona celebrytów.

Choć zwykle normalny (przecinek) to w momencie, gdy zaczyna się coś dziać (przecinek) zamieniam się w bezlitosnego sukinsyna, który z chęcią połamie ci nogi i wrzuci do lodowatej rzeki.(spacja)Kilka lat wystarczyło na wyrobienie sobie dobrej (w cudzysłowie) marki.

– Gdzie ten mały przykurcz? (kto to mówi?)
Uśmiecha się sarkastycznie i spogląda na podłogę.
– Chyba pod wycieraczką, bo też go nie widzę.(zbędna kropka i brak spacji)– mówi z dość mocnym, wschodnim akcentem.

Powód do nieustannych kpin z naszej strony. (Z) Mojej (małą literą) od prawie dziesięciu lat, a Saszy od jakiś (jakichś) trzech.

– Jesteście obaj tacy zabawni, że aż mi będzie żal, (zbędny przecinek) kiedyś was zastrzelić.

– Więc, (zbędny przecinek) to, (zbędny przecinek) jednak prawda. Zaczęli produkować mini gnaty dla krasnoludków (kropka)
– Chyba dla troli (trolli). Popatrz na jego paskudną gębe (gębę).
Wariat siada przy stole i bezceremonialnie wywala nogi na st.oł (stół).
– Chyba, (zbędny przecinek) łeb ci szwankuje od tego upału.(spacja)spycham (dużą literą) nogi z blatu.

Mamy wziąć (przecinek) co się da (przecinek) i zamknąć sprawę.

Teraz, (zbędny przecinek) to już w zasadzie nie ma znaczenia.

– Co to jest? – Nie mogę powstrzymać się od śmiechu.(spacja)– Złoto?, (zbędny przecinek) łańcuch? Powaliło cię.

Niby znamy się ponad trzy lata, ale wciąż mu całkowicie nie ufam (szyk – nie ufam mu całkowicie).

Nie boję się go, ale wiem jedno. (raczej dwukropek) Gdyby któregoś dnia doszło między nami do bójki, to na sto procent nie skończyłoby się na porozbijanych głowach.

Wariat chyba wyczuł (od początku piszesz w czasie teraźniejszym, a tu nagle czas przeszły?) (to) chwilowe napięcie, bo robi kretyńską minę i naśladując Saszę (przecinek) wstaje i popycha (spycha) go z taboretu.
– Paszli (przecinek) swołocz, (raczej kropka) dengi (Diengi) nada dełat (diełać). (dlaczego Ukrainiec mówi po rosyjsku?)

– Idziemy dziś na trening?(spacja)spoglądam (dużą literą) pytająco na miniaturowego koleżkę.

Trenerem jest Robert, który po długim pobycie w USA, (zbędny przecinek) postanowił wrócić do ojczyzny.

Ja i Wariat, (zbędny przecinek) to inna historia. Trenujemy ciężko i zawzięcie (przecinek) odkąd mieliśmy po piętnaście lat. Poznaliśmy się na treningach karate kyokushin. Ja zacząłem trenować, (zbędny przecinek) po namowach mojego nauczyciela wychowania fizycznego. Starszy pan miał na mnie oko, odkąd trafiłem do Domu Dziecka (domu dziecka). Byłem małym (przecinek) cherlawym chłopcem, który w wieku dziesięciu lat stracił rodzinę.

Zrobienie ze mnie faceta, (zbędny przecinek) okazało się nie lada wyzwaniem. Wychowywany przez matkę, (zbędny przecinek) byłem całkowicie od niej uzależniony.

Już kilka lat temu mógłby kupić mieszkanie, ale, (zbędny przecinek) po co.

Normalnie nie zwracam uwagi na takie rzeczy, ale widok płaczącego dziecka, (zbędny przecinek) nie jest dla mnie obojętny. Znam ją, zwykle wesoła i roześmiana zawsze mówi mi „cześć (przecinek) drągalu”, gdy się widzimy.
Wariat z Saszą mijają ją obojętnie, ale ja zatrzymuje się i przykucam.
– Co jest (przecinek) mała? Czemu płaczesz?

Podnosi głowę i widzę wielki siniak pod okiem i (oraz) cienką strużkę krwi spływającą z nosa.
– Zostaw gówniarę. Musimy jechać.(spacja)– Wariat zniecierpliwiony blokuje zamykające się drzwi wejściowe do budynku.
– Zamknij się (przecinek) debilu (przecinek) i choć to zobaczyć.

U większości ludzi to zwykła grozba (groźba). Po prostu tak się mówi..., (zbędny przecinek albo wielokropek – te znaki nie mogą występować razem) ale w ustach Ukraińca, który przeszedł szkolenie w rosyjskim Specnazie, znaczy wiele. Zabijał już wcześniej. Jest w stanie zrobić człowiekowi takie rzeczy, że warto zastanowić się nad znaczeniem słowa, (zbędny przecinek) człowieczeństwo (w cudzysłowie). Odcinał przytomnym ludziom kończyny, (zbędny przecinek) zardzewiałą piłą do drewna.

Skąd, (zbędny przecinek) to wiem?

Torturowany i w końcu zabity, (zbędny przecinek) przed śmiercią wyznał prawdziwe nazwiska żołnierzy.

Bite i gwałcone, (zbędny przecinek) przeszły straszne rzeczy, zanim pozwolono, (zbędny przecinek) im umrzeć.
– Czekaj. Ja, (zbędny przecinek) to załatwię.
Kładę mu rękę na ramieniu i mówię spokojnym głosem. (raczej dwukropek)

Z parterowego lokum, (zbędny przecinek) dobiegają nas kolejne bluzgi.

Lepiej będzie, żeby nie widziała (zbędny przecinek) co robimy z takimi gnojami, którzy czują się mocni w towarzystwie kobiet i dzieci.

– Obiad nie smakował?. (zbędna kropka)
Wariat z wrodzoną sobie gracją wali potężnego grubasa w splot słoneczny. Rozebrany do połowy (kto? Wariat? – to on był podmiotem w poprzednim zdaniu i skoro nie zaznaczyłeś tego, jest on też podmiotem domyślnym w tym zdaniu; wystarczyło np. napisać "Gospodarz rozebrany do połowy" albo coś w tym guście), (zbędny przecinek) przez sekundę patrzy zdziwiony na niespodziewanego gościa i po chwili uśmiecha się przez zęby.

Wszystkie części mowy i zdania powiązane ze słowem „mały”, (zbędny przecinek) działają na mojego przyjaciela, (zbędny przecinek) jak czerwona płachta na byka.

Trzy, (zbędny przecinek) krótkie proste w nos ostudzają zapał grubasa na kilka sekund.

– Dasz sobie radę (przecinek) czy potrzebujesz pomocy prawdziwego faceta?

Trochę mi się śpieszy, ale przeczytane ponad trzysta książek, (zbędny przecinek) zobowiązuje do wykazania się elokwencją i kulturą osobistą.

Kobieta wybałusza oczy i spogląda w stronę kuchni (przecinek) skąd dochodzi coraz większy hałas.

Podbiegam do kuchni i widzę, jak dwa razy większy od mojego kolegi grubas, (zbędny przecinek) próbuje go udusić. Trzyma go wielkimi łapami za gardło i głośno charcząc (zbędny przecinek) naciska z całej siły. Oczy kumpla prawie już całkowicie wyskoczyły z orbit. Próbuje zerwać uchwyt, ale, (zbędny przecinek) po prostu nie ma na to siły. Grubas jest wielki, silny i pewnie naćpany amfą, która daję (daje) takiego kopa, że naprawdę ciężko go powstrzymać. Nie ma co, trzeba działać.
– Spróbuj ze mną.(zbędna kropka i brak spacji)– proponuję w grzeczny sposób.

– Nie (przecinek) kolego. Na to, (zbędny przecinek) nie mogę ci pozwolić.

Facet chwiejąc się (przecinek) wstaję z kolan i patrzy na mnie (przecinek) nie bardzo rozumiejąc, co się właściwie stało.

Wariat podnosi się z podłogi I (małą literą) głośno charcząc, spluwa z pogardą na gliniarza.
– Jebany kundel!. (zbędna kropka) Za ciężki i za mało miejsca. W otwartym terenie bym go załatwił.
Zastanawiam się (przecinek) co robić, (raczej kropka) jakby na to nie spojrzeć to w końcu przedstawiciel prawa.

Proszę też zrobić wcięcia akapitów za pomocą tagu [p].
Sporo błędów gramatycznych, są też ortograficzne. Zły zapis dialogów. Polecam nasze forumowe poradniki:
http://podziemieopowiadan.pl/forum/threa...logow.html
http://podziemieopowiadan.pl/forum/threa...nkcja.html
Dokonując transliteracji rosyjskiego na polski, warto znać wymowę tego pierwszego.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#3
czy bandzior musi mówić stylistycznie? pytam nie pyskuję
Przecinki, no cóż słabo mi wychodzą.
Dopiero zaczynam tę przygodę z pisaniem.
Dziękuję za komentarz. Bardzo pomocny.
Odpowiedz
#4
(28-05-2015, 07:45)tomek3000xxl napisał(a): czy bandzior musi mówić stylistycznie? pytam nie pyskuję
Moja uwaga, że coś tam było niestylistycznie, nie dotyczyła wypowiedzi żadnego z bohaterów, tylko narracji, a ta powinna być poprawna!
:)
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#5
Tekst przeczytałem już jakiś czas temu, mam nadzieję, że jeszcze coś pamiętam :P.

Zaczyna się zwykle od rzeczy dobrych. Plus za to, że starałeś się, żeby prolog zacząć z grubej rury. Plus także za to, że stworzyłeś bohatera, który widocznie się wyróżnia i, co ważniejsze, można go nawet lubić. Taki typ bandziora z moralnością lub honorem. Plus za to, że w opisie walk używasz krótkich prostych zdań.

Strasznie dużo powiedziałem dobrych rzeczy o Twoim tekście. Mam więc nadzieję, że wybaczysz mi to, co mam zamiar napisać teraz.

Za krótki, za mało rozbudowany prolog. Wydaje się, jakby miał wprowadzić czytelnika w gangsterski światek, ale przydałoby się go przepisać. Szczególnie że napisanie go w pierwszej osobie sugeruje, że przeżywa go główny bohater, a tak chyba nie jest.

Fragment ten przede wszystkim przybliża czytelnikom głównego bohatera. Jest to nawet ciekawie zrobione, scenka z brutalnym policjantem jest dosyć dosadna. Jednak brakuje mi czegoś w rodzaju zawiązania akcji, zapowiedzi tego, o czym chciałbyś napisać. Czegoś, co sprawi, że będę czekał na kolejne części, że nie będę mógł oderwać się od lektury.

Minus za to, że cały czas używasz prostych, krótkich zdań. Czyta się wtedy szybciej, ale nie zawsze to jest dobrze. Nawet nie chodzi o to, że lepiej używać długich, rozbudowanych zdań z mnóstwem pięknych metafor, tylko o to, że czasem dobrze jest kontrolować tempo czytania. Na przykład, najpierw jest jakiś opis, który z reguły jest napisany bardziej rozwlekle, a potem przerzucasz się na krótkie zdania, bo głównego bohatera napadła jakaś banda i zaczęła się walka. Widać wtedy kontrast.

Więcej póki co chyba nie napiszę. Przydałby się jakiś format Twojego tekstu (akapity i tym podobne, polecam forumowe poradniki). Chociaż styl masz bardzo prosty, to czyta się Twój tekst dość łatwo. Jeżeli chcesz zostać drugim Sienkiewiczem to będzie ciężko, ale na pełen akcji tekst wystarczy. Stosujesz też ważne chwyty literackie typu: weź głównego bohatera i mu dowal żeby czytelnik mu współczuł. Czekam na następny fragment.
Odpowiedz
#6
Hej Wielkie dzięki za komentarz.
Jak wcześniej napisałem to dopiero zaczynam przygodę z pisaniem. Dobrze wiem, że dużo więcej mi brakuje niż umiem, dlatego z taką niecierpliwościa czekam na komentarze od prawdziwych znawców tej pieknej i wciągającej sztuki. Fragmentów za dużo nie chcę publikować, gdyz mój wydawca nie będzie zbyt szczęsliwy.
Może mógłbym zaproponować coś w rodzaju recenzji wtedy juz prywatnie wysłałbym całość do oceny i ewentualnych uwag co trzeba poprawić.
PS SIENKIEWICZEM to na pewno nie zostanę, ale komercyjnym pisarzem, który będzie pisał proste w odbiorze książki z wciągającą akcją Kto wie.
Odpowiedz
Reklama AdSense
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości