Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Poza granicą snu
#1
Poza granicą snu

Część I.


Nastoletnia dziewczyna weszła do małej kawiarenki. Niepewnie rozejrzała się dookoła, a następnie zajęła wskazane przez towarzyszącego jej mężczyznę miejsce w kącie sali, tuż pod oknem. Usiadła po turecku w głębokim fotelu i zapięła zamek błyskawiczny bluzy, jakby warstwa ubrania mogła ją przed czymś ochronić. W końcu rozbiegane spojrzenie skupiła na sadowiącym się właśnie naprzeciwko człowieku.
– Coś do picia? Może chcesz coś zjeść? – spytał ją towarzysz.
– Kawa. Czarna i mocna. I dużo cukru. Można tu zapalić? Coś mnie drapie w gardle – odpowiedziała.
– Nerwy? – dopytywał mężczyzna, kiwając jednocześnie głową na kelnerkę.
W jego oczach można było dostrzec iskierki rozbawienia. Nastolatka speszyła się i uniosła dumnie podbródek.
– Nie nerwy. Uzależnienie – odparła butnie.
Nie czekając na odpowiedź, sięgnęła do kieszeni i wyjęła z niej paczkę waniliowych black devili. Przez chwilę bawiła się papierosem, a gdy jej towarzysz składał zamówienie, wsadziła fajkę do ust i zapaliła. Minuty mijały w ciszy. Dziewczyna odgarnęła długie, kasztanowe włosy za ucho i wciągnęła głęboko dym do płuc. Palcami obracała zapalniczkę, nie spuszczając badawczego spojrzenia z siedzącego naprzeciw mężczyzny.
Kiedy kelnerka przyniosła zamówienie, milczenie wciąż nie zostało przerwane. Nastolatka sięgnęła po filiżankę i upiła pierwszy łyk.
– A więc? – spytał w końcu mężczyzna.
– To ja mogłabym o to spytać – odpowiedziała cicho. – To ty mnie zaprosiłeś. Co tutaj robimy? Co to za miejsce?
– Dowiesz się w swoim czasie. Możemy zacząć?
Przełknęła duży łyk kawy i zagryzła wargę. Usilnie starała się nie okazywać zdenerwowania, ale miała świadomość, że każdy, nawet najdrobniejszy gest ją zdradza.
– Zacznijmy – powiedziała w końcu, próbując brzmieć na tyle zblazowanie, na ile potrafiła.
– Usiądź wygodnie i zamknij oczy.
Z cichym westchnieniem odstawiła filiżankę na stół i przyjęła wygodniejszą pozycję, opierając się o tył fotela. Zamknęła oczy, chowając jednocześnie dłonie w rękawach. Jej prawa stopa zaczęła podrygiwać, jakby żyła swoim własnym życiem.
– Wyobraź sobie, że śpisz. Co widzisz? Myślisz? Czujesz? Nie spiesz się. Mamy czas.
Cisza, która zaległa, wwiercała się w umysł dziewczyny jak upierdliwy robak. Wszystko, na czym potrafiła skupić uwagę, to tykanie zegara zawieszonego na ścianie oraz stukot filiżanek odstawianych gdzieś przy sąsiednich stolikach. Wszelki gwar rozmów, jeśli wcześniej brzmiał, w tej chwili zamarł.
– Jest ktoś… Ale nie mam pojęcia, kto. Nie widzę twarzy, nie potrafię rozpoznać głosu. Siedzi obok, trzymając mnie za rękę. Nie rozumiem czemu, ale ufam tej osobie. Tak w stu procentach. Coś mówi… Mówi, żebym zasnęła. Że nie muszę się niczego bać, że to już koniec. I mogę spać. Ufam tej osobie, naprawdę ufam. I zasypiam…
– Czujesz coś?
– Drżę. To są takie jakby… wstrząsy. Trzęsie się świat… Albo ja. Nie wiem. I ktoś… lub coś… chwyta mnie za gardło. Trzęsie mną, mam problem ze złapaniem oddechu. Duszę się. Drżę, czuję drżenie… Ale to dziwne, nie czuję strachu… Coś czuję… nie mam pojęcia, co. Coraz trudniej mi oddychać, powoli… ja…
Otworzyła szeroko oczy i gwałtownie wciągnęła powietrze. Przez chwilę miała problem z uspokojeniem oddechu, a serce waliło jej jak młotem, była jak topielec łapiący pierwsze wdechy na powierzchni. Spojrzała po sobie, stwierdzając z zaskoczeniem, iż jej ciało przyjęło skuloną postawę. Niepewnie się wyprostowała i spuściła nogi na podłogę. By ukryć drżenie rąk, sięgnęła po filiżankę.
– Więc śpisz – powiedział spokojnie mężczyzna, jakby nie zauważając tego, co się z nią stało.
Nie lubię go. Ta myśl pojawiła się niespodziewanie w głowie nastolatki. W postawie tego człowieka było coś, co odpychało ją już w momencie, gdy po raz pierwszy ujrzała te świdrujące, nieco szczurze oczy, pociągłą twarz, wystające kości policzkowe i uśmiech, który przypominał raczej grymas.
– Więc śpię – powiedziała tak spokojnie, jak tylko potrafiła.
Nie chciała dać temu mężczyźnie żadnej satysfakcji.
– Dobrze. Spróbujmy teraz czegoś innego.

CDN.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(26-05-2015, 11:54)Wanderer napisał(a):
Poza granicą snu

Niepewnie rozejrzała się dookoła, a następnie zajęła wskazane przez towarzyszącego jej mężczyznę miejsce w kącie sali, tuż pod oknem. Usiadła po turecku w głębokim fotelu i zapięła zamek błyskawiczny bluzy, jakby warstwa ubrania mogła ją przed czymś ochronić. W końcu rozbiegane spojrzenie skupiła na sadowiącym się właśnie naprzeciwko mężczyźnie.

Ale, (zbędny przecinek) to dziwne, nie czuję strachu…

Otworzyła oczy, szeroko,(Lepiej zabrzmi "Otworzyła szeroko oczy i (...)) i gwałtownie zaciągnęła (wciągnęła) powietrze.

Przez chwilę miała problem z ustabilizowaniem funkcji życiowych(Źle to brzmi, tak jakby chciała opanować bicie serca, pracę mózgu i inne niezależne od woli czynniki. Ujęłabym to inaczej, może "przez chwilę miała problem z uspokojeniem oddechu, a serce waliło jej jak młotem" czy coś takiego), była jak topielec łapiący pierwsze wdechy na powierzchni.

Fragment czytało mi się przyjemnie, głównie dlatego, że nie musiałam się bardzo napracować, a i twój styl przypadł mi do gustu. Nie za bardzo mam się o czym wypowiadać, bo nie wiem do końca, co się stało w tym fragmencie, nie dowiedziałam się nic o bohaterach ani przyczynach ich spotkania. Ale napisałeś/aś, że będzie ciąg dalszy, więc liczę, że kiedyś się to wyjaśni. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
Dziękuję za poprawki.

Oczywiście, jak na razie to jest wstęp, czy raczej po prostu pierwszy fragment, jako że opowiadanie jest z tych krótkich, ledwie kilkustronnych, i po prostu to był moment, w którym cięcie nie jest zbyt ordynarne :)
O bohaterach najwięcej będzie można się dowiedzieć pod koniec... Więc zapraszam do lektury :)

Dziękuję raz jeszcze za poświęcony czas.
Odpowiedz
#4
Wiem, że double-post, ale podejrzewam, iż gdyby zedytować mój poprzedni, to nawet sprawdzający by nie zauważyli, że jest cokolwiek nowego.

____________________________________________

Poza granicą snu
Część II

Przywołana ruchem jego dłoni kelnerka podeszła i postawiła na stole tacę z kilkoma kieliszkami wypełnionymi różnokolorowymi płynami. Dziewczyna uniosła pytająco jedną brew i odruchowo sięgnęła po papierosa.
– Przypominam, że jestem nieletnia – rzuciła z kpiną.
Miała nadzieję, iż zamaskuje w ten sposób niepokój, który ją ogarnął.
– Tak jakbym nie znał dzisiejszej młodzieży, Antonino. To akurat nie jest alkohol, a poza tym... czy nieletnim wolno palić?
– Co to jest w takim razie? – zbyła jego pytanie, spoglądając podejrzliwie na różnobarwne płyny.
– Przekonasz się, jak spróbujesz. Jedna zasada, pamiętaj – ostrzegł Antoninę mężczyzna. – Nie przestawaj mówić. To nie jest najbezpieczniejsza z praktyk i muszę mieć kontrolę nad tym, co się dzieje.
Zaległa ciężka cisza, a atmosfera zgęstniała tak, że można by ją kroić nożem. Niepokój dziewczyny był wręcz namacalny.
– Co konkretnie mam mówić? – spytała nieufnie.
Wizja upajania się nieznanymi substancjami nie przypadła Antoninie do gustu. Poczuła ucisk w gardle i klatce piersiowej, wzięła głęboki oddech. Mężczyzna badał uważnie jej reakcje i rozciągnął usta w uśmiechu.
– Wszystko. Szczegóły, ogóły. Kolor nieba, odczucia, uczucia, wrażenia, myśli, rzeczywistość, fantazje. Co tylko ci przyjdzie do głowy. Nie myśl o tym, po prostu mów. W porządku? Nie martw się. Jesteś pod całkowitą kontrolą z zewnątrz.
Nastolatka wzdrygnęła się, słysząc ostatnie wyrażenie. „Całkowita kontrola” nie przypadła jej do gustu, wzbudziła niepokój i brak zaufania. Poczuła dreszcz przechodzący wzdłuż kręgosłupa. Niechętnie skinęła głową, wiedząc, iż nie ma wyjścia.
– Od którego zacząć? – zapytała cicho, wskazując podbródkiem na kieliszki.
– I tutaj zaczyna się zabawa. Wybierasz sama.
Wypaliła jeszcze jednego papierosa, nim podjęła decyzję. Drżącą ręką sięgnęła po naczynie z płynem w kolorze ciemnozielonym. Napój był gęsty i mętny.
– Do dna! – usłyszała zachętę mężczyzny i na ułamek sekundy dostrzegła w jego oczach niebezpieczny błysk.
Skuliła się w fotelu i przytknęła kieliszek do warg. Jednym haustem przełknęła zawartość. Płyn smakował obrzydliwie i był tak samo lepki, jak gęsty. Siłą woli powstrzymała odruch wymiotny i spojrzała na mężczyznę naprzeciw. Uśmiechał się dobrodusznie, ale wyczuła w tym fałsz. Czekała na to, co nastąpi. Bezczynność i brak dostrzegalnych zmian irytowały ją. Chciała sięgnąć po następny z kieliszków, gdy...
Stoję przed opuszczonym budynkiem. Nie potrafię określić pory dnia, niebo zasnute jest szarymi chmurami. Może być poranek, wieczór lub nawet samo południe. Słyszę szum drzew nieopodal, lekki wiatr owiewa moją twarz. To miejsce wygląda znajomo, mam silne wrażenie, że już tu kiedyś byłam. Robię pierwszy krok i czuję ostry kamyk wbijający się w moją stopę. Spoglądam w dół i wydaję okrzyk zdumienia. Jestem boso, mam na sobie tylko zwiewną, białą sukienkę. Ogarnia mnie nagły chłód, na rękach pojawia się gęsia skórka. Przełykam głośno ślinę i próbuję odkryć, co ja w ogóle robię w tym miejscu. I jak się tutaj znalazłam.
Do moich uszu dobiega cykanie świerszcza. Zagryzam wargę, niemal czuję posmak krwi w ustach, i idę w tamtym kierunku. Każda nierówność terenu, każdy kamyk, każdy odłamek szkła kaleczy moje stopy. Staram się ignorować ból i brnę naprzód, szukając owego żyjątka. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale mam wrażenie, że jakaś siła ciągnie mnie w tym kierunku. Wchodzę między drzewa, ich gałęzie uderzają mnie w twarz i powodują mnóstwo zadrapań. Piekący ból rozlewa się po całym ciele, ale przestaję zwracać uwagę na cokolwiek, ważne jest tylko cykanie świerszcza. W końcu odnajduję skraj polany, w tym samym momencie atakuje mnie gryzący w gardło, oślepiający dym. Mam problem z zaczerpnięciem oddechu, próbuję odkaszlnąć, by pozbyć się nieprzyjemnego drapania. W końcu mój wzrok przebija się przez ciemne opary i…

Antonina zgięła się gwałtownie wpół i zwymiotowała do miski, którą musiał ktoś przynieść. Gdy opanowała targające nią fale torsji, oparła plecy o fotel i ukryła twarz w dłoniach. Po kilku długich, trwających wieczność sekundach odważyła się spojrzeć dookoła i wydała zduszony okrzyk. Wpadła w panikę, próbowała uciec. Krzyczała najgłośniej, jak mogła, tracąc nad sobą wszelką kontrolę.
– Krew. To jest krew. Na moich rękach! KREW! ZOSTAWCIE MNIE, TO NIE BYŁAM JA!
Mężczyzna unieruchomił ją i trzymał za ramiona, dopóki się nie uspokoiła. Posadził ją z powrotem na fotelu, z jej oczu płynęły łzy. Nastolatka ponownie ukryła twarz w dłoniach.
– Ciała. Mnóstwo ciał. Niektóre zwęglone, inne na wpół zgniłe. Zgliszcza jakiegoś wielkiego budynku… Wszędzie krew. Na polanie, na drzewach… Na moich rękach. Śmierć. Przeoczyła mnie. Przyszła po mnie i mnie przeoczyła. To nie byłam ja, to nie byłam ja, to nie byłam… To nie…
– Wszystko w porządku. To nie byłaś ty. Pamiętaj, to jest tylko w twojej głowie. Może śpisz i to po prostu jest sen. Koszmar. Nie denerwuj się. Dobrze sobie poradziłaś.
Antonina wzięła kilka spazmatycznych oddechów i drżącymi rękami sięgnęła po kawę i papierosa. Nie odezwała się ani słowem, paliła w ciszy. Skulona w fotelu, miała ochotę zniknąć. Marzyła o tym, by to spotkanie dobiegło końca.
– Może śpię – powiedziała cicho, niemal szeptem.
– Może śpisz – powtórzył mężczyzna.


CDN.
Odpowiedz
#5
(02-06-2015, 11:43)Wanderer napisał(a): Dziewczyna uniosła pytająco jedną brew w górę (Pleonazm – unieść można tylko w górę, a zatem określenie kierunku zbędne) i odruchowo sięgnęła po papierosa.

– Tak, (zbędny przecinek) jakbym nie znał dzisiejszej młodzieży, Antonino.

– Co to jest, (zbędny przecinek)w takim razie? – zbyła jego pytanie, spoglądając podejrzliwie na różnobarwne płyny.

Może być poranek, wieczór, (zbędny przecinek)lub nawet samo południe.

Po kilku długich, trwających wieczność, (zbędny przecinek)sekundach odważyła się spojrzeć dookoła i wydała zduszony okrzyk.

Posadził ją z powrotem na fotelu, z jej oczu płynęły pozbawione jakiejkolwiek kontroli łzy. (A jak płyną łzy pod kontrolą? Całkowicie zbędne to określenie, bo nie ma ono sensu. Chyba że chodzi o to, że dziewczyna ich nie ścierała, ale trzeba by to w takim razie inaczej ująć)

Przyszła po mnie,(zbędny przecinek) i mnie przeoczyła.

Może śpisz, (zbędny przecinek)i to po prostu jest sen. Koszmar. Nie denerwuj się. Dobrze sobie poradziłaś.

Podobnie jak poprzedni fragment czytało mi się przyjemnie, ale świadomość, że jedyna nowość to imię bohaterki trochę mnie męczy. Trudno jest wczuć się w tekst, kiedy nie wie się nic o żadnym z bohaterów. Co więcej nie wyjaśniło się w ogóle, o co chodzi w całej sytuacji, co również trochę mnie zniechęca – nie lubię błądzić w tekście, nie widząc, że zmierza on do czegoś konkretnego. Mam nadzieję, że kolejne fragmenty zaspokoją moją ciekawość. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#6
Przeciwnie do Vetali, podoba mi się cała sytuacja. Umiejętnie budujesz atmosferę tajemniczości, niepokoju i niecierpliwości, która może udzielić się czytelnikowi. Pierwszy fragment zainteresował mnie, a drugi wciągnął i jeszcze bardziej zaintrygował. Mimo nielicznych przesłanek na temat bohaterów, postaci są wyraziste i dość charakterystyczne. Masz dobry warsztat, co sprawia, że opowiadanie jest jeszcze lepsze. Czekam na ciąg dalszy, bo pomysł z kolorowymi kieliszkami i wizjami wydaje mi się naprawdę ciekawy. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Hm... Zobaczymy.
Niemniej, za komentarze dziękuję. Poza tą, została jeszcze jedna część :)

Poza granicą snu

Część III

Wypuściła dym z płuc i zaczęła podrzucać zapalniczkę w dłoni. Próbowała ukryć zdenerwowanie, które narastało z każdą chwilą. Zagryzła mocno wargę i poczuła metaliczny posmak w ustach, więc otarła krew rękawem. Była zmieszana.
– Wybieraj.
– Muszę? – spytała szeptem.
Jej głos zdradzał lęk, który opanował myśli i emocje. Czuła zbierające się w kącikach oczu łzy i przestała zwracać uwagę na to, że można z niej czytać jak z otwartej książki. Kolejna wypita substancja była ostatnią rzeczą, której by w tej chwili chciała.
– Musisz – powiedział spokojnie mężczyzna. – Przekroczyliśmy już granicę, więc nie ma sensu przerywać. To zaszło za daleko.
– Proszę…
– PIJ!
Filiżanka z kawą wypadła z rąk Antoniny i roztrzaskała się na wiele kawałków. W tej chwili nie tylko była przerażona tym, co miało miejsce. Pojawił się też głęboki strach przed towarzyszącą jej osobą. Wiedziała, że odniosła porażkę.
Sięgnęła po kieliszek wypełniony mętnym granatowym płynem, w którym pływały kropelki jakiejś innej substancji barwy błękitnej. Przełknęła specyfik i poczuła dziwne ukojenie, wzdłuż kręgosłupa przeszła fala ciepła.
Pomieszczenie jest pogrążone w półmroku, głośna muzyka dudni w uszach. Tańczę na samym środku parkietu wśród rzeszy innych, spoconych ludzi. Pozwalam dźwiękom zawładnąć nad umysłem, nie walczę. Okręcam się dookoła, powoli i… kusząco. Czuję na plecach jego wzrok. Patrzy na mnie i nie potrafi tego ukryć. Tryumfuję. Ot tak, po prostu. Nie jest w stanie ukryć swoich myśli, w tej chwili czytam z niego jak z otwartej książki. Rozciągam usta w uśmiechu i skinieniem głowy przywołuję go. Wyczuwam jego zawahanie…
– Jego? – Do świadomości Antoniny brutalnie wdarło się pytanie.
To pytanie było tak bardzo nie na miejscu. Tak bardzo nie pasowało…
Jego – odpowiedziała z naciskiem.
Podchodzi, czuję jego dłonie na biodrach. Poza żarem bijącym od towarzyszącej mi osoby wyczuwam coś jeszcze. Nie, to nie jest bezpieczeństwo… To jest pewność. I stabilizacja. Ale nie bezpieczeństwo… Wolność… Ale nie bezpieczeństwo. Zdecydowanie.
Odwracam się powoli w jego stronę i wspinam na palce. On pochyla głowę i całuje mnie namiętnie. Na jego języku leży tabletka, którą chętnie przejmuję. Nie pytam, czym ona jest. Nie wykazuję żadnego zainteresowania w tej materii, choć nie znam jej skutków. Przełykam narkotyk i pozwalam, by spowiła mnie fantazja. Barwy wirują, dźwięki drżą… Jestem tylko ja… Tylko ja i on.

Powstrzymała odruch wymiotny, który nie był aż tak natarczywy jak uprzednio. Musiała jednak odczekać chwilę, nim powróciła pełna ostrość widzenia. Przetarła dłoń, łagodząc ból powstały po zbyt mocno wbitych paznokciach.
– Co… Co to było? – spytała niepewnie.
W odpowiedzi mężczyzna tylko się uśmiechnął i wskazał dłonią na pozostałe kieliszki.
– Wybieraj – rzekł głosem pozbawionym wszelkich emocji.
Antonina sięgnęła po naczynie, którego zawartość barwą i konsystencją przypominała zakrzepłą krew. Przełknęła z trudem, a po kilku sekundach zwymiotowała wszystko do miski.
Wszystko mnie boli. Oślepia mnie jaskrawe, błękitne światło, gardło pali żywym ogniem. Zwijam się w kłębek na chłodnej podłodze i próbuję zapanować nad własnym ciałem. Wnętrzności są poskręcane, uciśnięte. Próbuję dźwignąć się na dłoniach, ale z powrotem upadam twarzą na posadzkę. Usta mam pełne krwi, zapach potu przyprawia mnie o mdłości. Ktoś coś mówi, ale nie rozróżniam poszczególnych słów, słyszę jedynie bełkot. Oddycham, choć sprawia to niewysłowiony ból. Próbuję zebrać siły, by wstać, ale zadanie nie jest tak proste, jak by się zdawało. Znam ten głos. Wzdłuż kręgosłupa przechodzą mnie ciarki, czuję lęk. Wszystkie mięśnie sztywnieją, w gardle rośnie dławiąca gula. Czuję spływające po policzkach łzy i chyba próbuję się modlić… Pragnę końca, upokorzenie sprawia, iż myśl o śmierci jest kojąca. „Wiesz… zasłużyłaś… przeznaczenie… tak miało być… chciałaś”. Mózg rejestruje poszczególne słowa, ale są one całkowicie pozbawione sensu.
Czuję ostre szarpnięcie za ramię i uderzam plecami o ścianę. Strach i obrzydzenie zastępują ból. Dłonie mężczyzny zaczynają błądzić po moim ciele…
Znów. Adrenalina krąży w żyłach, zbieram nadludzką odwagę i rzucam się do ataku. Zaślepiona nienawiścią i gniewem, paznokciami zostawiam ślady na twarzy napastnika. Kopię, uderzam łokciami, gryzę. Słyszę szaleńczy śmiech kogoś, kto dawno postradał zmysły. Mężczyzna zaciska palce na mojej szyi, zaczynam charczeć i się dusić. Ciałem wstrząsają spazmatyczne dreszcze. Śmiech milknie i uświadamiam sobie, iż od samego początku to ja byłam jego sprawcą. Świat zaciemnia się, po rękach spływa mi krew… Mnóstwo krwi.
Leżąc na ziemi, Antonina próbowała złapać oddech. Minęła chwila, nim uświadomiła sobie, że z jej gardła znów wydobywa się złowrogi, szalony śmiech. Zabarwione czerwienią dłonie nie odrzucały już dziewczyny, przeciwnie, sprawiały, iż czuła przedziwną ulgę.
– Zapłacić za swoje winy – mamrotała w amoku. – Zapłacić za swoje winy… Zapłacić za… Zapłacił…
Roześmiała się w głos i przetoczyła na plecy, czując niewysłowioną radość i ulgę.
– ZAPŁACIŁ! – krzyknęła tak głośno, jak tylko potrafiła.
Zerwała się na równe nogi i rozejrzała dookoła obłąkanym spojrzeniem. Poczuła nagły dreszcz i odkaszlnęła, a potem kolejny raz. Niewidzialna siła ścisnęła mocno gardło Antoniny i ta upadła na kolana, wypluwając na posadzkę krew. Zadrżała, a temperatura obniżyła się o kilka stopni. Zapanował chłód. Dziewczyna wciąż walczyła o każdy oddech, jednak nikt jej nie pomógł… W pomieszczeniu byli tylko ona i siedzący spokojnie przy stoliku mężczyzna. Zwymiotowała i otarła spocone czoło rękawem. Zamknęła na chwilę oczy.

CDN.
Odpowiedz
#8
(05-06-2015, 08:37)Wanderer napisał(a):
Część III

Filiżanka z kawą wypadła z rąk Antoniny i roztrzaskała się na miliony kawałków. (Bardzo nie lubię tego sformułowania – tak jakby ktoś kiedykolwiek policzył, na ile kawałków rozpada się kubek.)

Wiedziała, że przegrała. ("Wiedziała" i "przegrała" się rymuje, a przez to źle brzmi, jakoś przebudowałabym to zdanie)

Tańczę na samym środku parkietu, (zbędny przecinek) wśród rzeszy innych, spoconych ludzi.

Poza żarem bijącym od towarzyszącej mi osoby, (zbędny przecinek) wyczuwam coś jeszcze.

Mózg rejestruje poszczególne słowa, ale są one pozbawione całkowitego sensu. (A cóż to ten "całkowity sens"? To źle brzmi, powinno być "są one całkowicie pozbawione sensu")

Czuję ostre szarpnięcie ramienia(Raczej "szarpnięcie za ramię", bo ramieniem raczej się nie szarpie) i uderzam plecami o ścianę.

Minęła chwila (przecinek) nim uświadomiła sobie, że z jej gardła znów wydobywa się złowrogi, szalony śmiech.

Zerwała się na równe nogi i rozejrzała dookoła zabłąkanym(Bardziej będzie pasowało: obłąkanym) spojrzeniem.

Niewidzialna siła ścisnęła mocno jej gardło i Antonina upadła na kolana, wypluwając na posadzkę krew. Zadrżała, a temperatura obniżyła się o kilka stopni. Zapanował chłód. Dziewczyna wciąż walczyła o każdy oddech, jednak nikt jej nie pomógł…

Nie mam nic nowego do dodania, mój poprzedni komentarz można by odnieść także i do tego fragmentu.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#9
To ostatnia w takim razie część, żeby już nie przedłużać. Dziękuję za poprawki i opinie. Mam tylko nadzieję, że nie było tak źle. :)

Poza granicą snu
Część IV

Gdy je otworzyła, siedziała w fotelu, z kolanami podciągniętymi pod brodę. Spojrzała niepewnie na towarzyszącego jej osobnika, który jak gdyby nigdy nic sączył kawę.
– Co… Co to było? – spytała łamiącym się głosem.
– W sensie, że co było co? – odparł irytująco spokojny mężczyzna.
– Ja… Przed chwilą… Dusiłam się, a ty mi nie pomogłeś. Krew wszędzie… Ból… Wszechogarniające zimno…
– Antonino… Nic takiego nie miało miejsca – powiedział cicho. – Przez ostatnie kilkanaście minut siedziałaś na tym fotelu, na którym siedzisz teraz… I mówiłaś. Nie dusiłaś się. Nie było żadnej krwi.
Antonina zagryzła niepewnie wargę i naciągnęła kaptur na głowę, myśląc gorączkowo. Widok kieliszków na stoliku przyprawiał ją o dreszcze. Rzeczywistość zaczęła mieszać się ze snem… Gdzie w takim razie leżała granica? Po czym miała poznać, co się dzieje naprawdę, a co jest skutkiem różnobarwnych płynów?
– A może… Zaczynasz powoli wariować? – zasugerował ostrożnie mężczyzna. – W twoim przypadku jest to prawdopodobne. To, co się działo… Wywarło ten bądź inny wpływ na twoją psychikę. Może jesteś szalona?
– Może… może jestem szalona – wyszeptała cicho dziewczyna. – Może jestem szalona… Może…
Czas jakby spowolnił. Nastolatka odruchowo sięgnęła po filiżankę z kawą, lecz uświadomiła sobie, że nie tak dawno temu ją rozbiła. Drżącymi rękami dobyła z paczki black devila i zapaliła go, próbując skupić uwagę na unoszącym się w powietrzu dymie papierosowym.
– Wybieraj.
– Muszę? – spytała, nie próbując już nawet powstrzymać płynących łez.
– Ostatni, więc wybierz dobrze. Ostatni, obiecuję.
– Proszę… Nie chcę. Mam już tego wszystkiego dość – błagała łamiącym się głosem. – To ponad moje siły.
– Wybierz. – Głos mężczyzny zabrzmiał łagodnie i ciepło. – A potem odpowiem na twoje pytania.
– Wszystkie? – dopytywała nieufnie.
– Wszystkie, Tosiu. Co do jednego.
Zgasiła papierosa i niechętnie sięgnęła po kieliszek wypełniony bezbarwnym, pozbawionym zapachu płynem. Przełknęła z łatwością, nie miał żadnego smaku. Pomyślała, że to zwykła woda.
– To chyba… – zaczęła.
Cisza. Żaden, najmniejszy nawet dźwięk jej nie zakłóca. Jestem we własnym pokoju, światło pada jedynie z małej lampki na biurku. Widzę… siebie. To dziwne. Stoję w kącie pomieszczenia, a jednocześnie wpatruję się w okno, wzdychając cicho, oparta o parapet. Obok dostrzegam napoczętą butelkę wina i w połowie pełny kieliszek. Ta druga „ja” stojąca przy oknie głośno wypuszcza powietrze i z irytacją gnie pustą paczkę po papierosach. Zaczynam odczuwać przemożną chęć zapalenia… Targa mną irytacja, że zapomniałam wcześniej kupić fajek. Słyszę dźwięk przychodzącego SMSa i ta druga ja zerka na wyświetlacz. Podchodzę i zerkam przez jej ramię, ale zdążyła już wyłączyć ekran. Zalewa mnie złość i rezygnacja. Nie rozumiem tych emocji, nie pochodzą ode mnie… Tak, jakby były we mnie dwie różne osoby.
Nagle… Zalewa mnie fala niewytłumaczalnego, bezbrzeżnego smutku. Stało się coś bardzo złego, czuję to każdą, najmniejszą drobinką mojego jestestwa. Osamotnienie bierze mnie w posiadanie. Boli… To wszystko tak bardzo, bardzo boli. Jestem porzucona, niechciana… Skrzywdzona i kompletnie złamana. Bezsilna. Stapiam się w jedno z tą drugą mną i sięgam po butelkę, olewając kompletnie lampkę z winem. Wrzucam środki usypiające do trunku i z satysfakcją obserwuję, jak nikną. Wypijam zawartość niemal duszkiem, dostaję mdłości. I oto nadchodzi… Ulga, spokój. Ból niknie, samotność przestaje być uciążliwa. Nadchodzi nicość.

Antonina oddychała spokojnie, spoglądając spokojnie na towarzyszącego jej mężczyznę. Obserwował ją znad złączonych palców w całkowitym milczeniu. Cisza trwała i nikt nie kwapił się, by ją przerwać. Minuty mijały.
– Co to było? To wszystko? – spytała w końcu Antonina.
– Wspomnienia. Prawdziwe lub zmodyfikowane przez twoje przemyślenia, pragnienia, lęki – odparł mężczyzna, zrywając z aurą tajemniczości. – Za wyjątkiem ostatniego. Wybrałaś czystą prawdę.
– Najczystszą… – zaczęła dziewczyna i zawahała się. – Czy to znaczy… Co się stało? Gdzie ja jestem? Co to…
– Może śpisz – powiedział spokojnie. – Może jesteś szalona. A może jesteś…
– Nie! Nie mogę! Nieprawda! – przerwała mu szybko i nakryła uszy dłońmi. – To nie może być prawda!
– Może śpisz. Może jesteś szalona. Może jesteś...
– NIE! – krzyknęła głośno i w tej chwili mężczyzna rozpłynął się w powietrzu.
Zerwała się na równe nogi. Krążyła gorączkowo po opustoszałym pomieszczeniu, szybkim ruchem ręki zrzuciła pozostałe kieliszki ze stołu. Krzyknęła z frustracji i dostrzegła żółtą wstążkę owiniętą wokół jej lewego nadgarstka. Nić biegła aż do drzwi i znikała gdzieś za ścianą.
– Może śpisz – wyszeptała Antonina i zrobiła niepewny krok w kierunku, gdzie prowadziła ją wstążka. – Może jesteś szalona.
Dystans do ściany pokonała biegiem. Złapała za klamkę i z ciężkim sercem pchnęła drzwi do przodu.
– A może jesteś martwa…
Weszła do sterylnie białej sali. Widziała samą siebie leżącą w czystej pościeli. Przeraźliwie bladą i jakby pozbawioną życia, lecz wciąż oddychającą. Obok niej siedział młody chłopak, którego w tej chwili nie pamiętała.
– Śpij, już wszystko w porządku – powtarzał. – Już wszystko jest dobrze. Śpij, śpij.
Śpię, pomyślała.
– Tylko pamiętaj, by w końcu wrócić. Obiecuję, że już nic się nie stanie. Nie jesteś sama.
Śpię… I nie mogę się obudzić.

Koniec.
Odpowiedz
#10
(09-06-2015, 10:44)Wanderer napisał(a):
Poza granicą snu
Część IV

Nastolatka odruchowo sięgnęła po filiżankę z kawą(przecinek) lecz uświadomiła sobie, że nie tak dawno temu ją rozbiła. Drżącymi rękami dobyła z paczki black devila i zapaliła go, próbując skupić uwagę na unoszącym się w powietrzu dymie papierosowym.

Skrzywdzona i złamana, kompletnie. (Lepiej "skrzywdzona i kompletnie złamana)

Obserwował ją znad złączonych palców, (zbędny przecinek) w całkowitym milczeniu.

– Wspomnienia. Prawdziwe,(zbędny przecinek) lub zmodyfikowane przez twoje przemyślenia, pragnienia, lęki – odparł mężczyzna, zrywając z aurą tajemniczości.

(spacja)Najczystszą… – zaczęła dziewczyna i zawahała się.

Ostatnia, jak napisałaś/eś, część, więc czas, żebym podsumowała swoje wrażenia.
Moja opinia w sumie nie uległa wielkiej zmianie. Tekst napisany jest łatwym w odbiorze, wypracowanym językiem, raczej niewiele w nim błędów, więc czytało się przyjemnie. Nadal jednak jestem zdania, że za mało w nim informacji o tym, o co chodzi w całej akcji. Przez cały czas praktycznie nic nie wiadomo ani o bohaterce, ani jej towarzyszu, który każe jej wypijać płyny z kolejnych kieliszków, według mnie czytelnikowi nie został nakreślony cel tych działań. Trudno mi było choćby zacząć interpretować te wizje czy też wspomnienia, bo nie miałam do tego bazy – nie znam bowiem przeszłości Antoniny, nie wiedziałam, jakich wydarzeń one dotyczyły. Dlatego niezbyt wiem, jak mam podejść do zakończenia, żadne z moich podejrzeń odnośnie tego, o co chodzi, nie wydaje mi się dostatecznie uzasadnione.
To tyle ode mnie. Skoro to już koniec, to pozostaje mi czekać na inne twoje teksty. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości