Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Przeklęty
#1
Wiem, że zaczynanie bazyliarda różnorakich opowiadań do niczego konkretnego nie prowadzi, ale tak mi jest najłatwiej uczyć się nowych rzeczy.

Nox
Huk wyłamywanych drzwi przerwał spokojne, rodzinne śniadanie. Zaskoczenie na twarzach domowników błyskawicznie przeszło w strach, kiedy trójka wojowników wkroczyła do małej izby z bronią gotową do ataku. Matka, trzymając w ramionach niemowlę, skryła się za plecami swojego męża, stojącego ramię w ramię z synem naprzeciw nieznanych napastników.
— Co to ma znaczyć, kim wy jesteś…? — Pchnięcie miecza urwało pytanie mężczyzny.
Kolejny cios wysłał bezradnego syna w ślady jego ojca.
— Dlaczego? — zapytał ze smutkiem w oczach chłopak.
Ostrze miecza po raz kolejny obróciło się w jego trzewiach. Milczący napastnik nie wysilił się na odpowiedź. Zanim bezwładne ciało chłopaka opadło na podłogę, zdążył jeszcze usłyszeć krzyk rozpaczy swojej matki.

Ʌ

Nox obudził się zlany potem. Spazmatycznie łapiąc oddech, rzucał głową na wszystkie strony, wypatrując zagrożenia. Mógłby przysiąc, że jeszcze przed chwilą czuł, jak stal przebija skórę, a ciało uderza o twarde deski, jednak jak co rano leżał we własnym łóżku. Z każdą sekundą bicie jego serca wracało do normy, a wizja śmierci, chociaż boleśnie realna, odchodziła na bok niczym senna mara. Odpędzając od siebie ponure myśli wywołane koszmarem, chłopak ubrał się i dołączył do reszty rodziny, która czekała na niego w izbie obok.
— Jeszcze trochę i zamiast na śniadanie trafiłbyś na obiad — zażartował ojciec.
W całym pomieszczeniu rozchodził się zapach świeżego chleba. Na suto zastawionym stole nie brakowało jedzenia. Chociaż żyli w małej chatce na uboczu, pracując na wszystko siłą własnych rąk, to żadne z nich nigdy nie zaznało głodu. Jeden uśmiech matki wystarczył, żeby przegnać mroki nocy. Słysząc pukanie do drzwi, chłopak poczuł, jak dreszcze wstrząsają jego ciałem. Nieświadom niczego ojciec otworzył drzwi jedynie po to, by miecz przeszył jego serce. Furia jak ogień rozlała się po ciele Noxa, z nożem w dłoni rzucił się na zabójcę. Jego wściekła szarża urwała się w pół kroku, gdy ciśnięta z zewnątrz włócznia powaliła go na ziemię. Czerwone błyski w oczach napastników odprowadził go w ciemność.

Ʌ

— Aaa! — Paniczny krzyk przywołał rodziców do pokoju Noxa.
Uspokojenie trzęsącego się na ziemi chłopaka zajęło im dłuższą chwilę. W jego wzroku odnaleźli jedynie przerażenie. Krótkie wyjaśnienia tylko utwierdziły ich w przekonaniu, że chłopak miał wyjątkowo paskudny sen. Wciąż trzymali syna w ramionach, kiedy przez drzwi wkroczyli trzej mężczyźni z obnażoną bronią. Nox odszedł z tego świata po raz kolejny przy akompaniamencie krzyków bólu.

Ʌ

Wkrótce śmierć przestała być dla chłopaka obca, a ból i cierpienie stały się nieodłączną częścią jego życia. Co ranek budził się w swoim łóżku, aby w parę chwil później zginąć z rąk trójki nieznajomych. Zarówno próby walki, jak i ucieczki spełzły na niczym. Ku swojej rozpaczy Nox zrozumiał, że ugrzązł w niemającym końca koszmarze. Czekając na śmierć, każdego dnia przyglądał się, jak uśmiechy jego szczęśliwej rodziny gasną w obliczu niezasłużonego okrucieństwa. Z czasem stracił nadzieję na zmiany i po prostu wypatrywał końca w łóżku. Nieważne, co mówił bliskim, za każdym razem był on jedynym, który wiedział, co tak naprawdę się dzieje. Cały jego świat przybrał barwę czerwieni, żył w morzu krwi przelanej przez trzy demony o szkarłatnych oczach. Dni zmieniły się w tygodnie, a żal, ból i smutek zagnieździły się w umyśle chłopaka tak głęboko, że zaczęły przeradzać się w szaleństwo.
— Pragniesz końca czy początku?
— Końca! — wykrzyczał Nox w odpowiedzi na szepty swego umysłu, przyjmując z rozwartymi ramionami idącą wraz z ostrzem ostateczną śmierć.
[Obrazek: 12.jpg]
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(24-05-2015, 22:47)DiValldi napisał(a):
Nox

Huk wyłamywanych drzwi przerwał spokojne(przecinek) rodzinne śniadanie.

Matka(przecinek) trzymając w ramionach niemowlę, skryła się za plecami swojego męża,(bez przecinka) stojącego ramie(ę) w ramie(ę) z synem,(bez przecinka) naprzeciw nieznanych napastników.

— Co to ma znaczyć, kim wy jesteś… (?) — Pchnięcie miecza urwało pytanie mężczyzny.

Słysząc pukanie do drzwi, chłopak poczuł(przecinek) jak dreszcze wstrząsają jego ciałem.

Nieświadom niczego ojciec otworzył drzwi,(bez przecinka) jedynie po to, by miecz przeszył jego serce.

Czerwony błysk
(tu dałabym 'Czerwone błyski' ponieważ mówimy o oczach kilku napastników) w oczach napastników odprowadził go w ciemność.

— Aaa! — (P)paniczny krzyk przywołał rodziców do pokoju Noxa.

Nox odszedł z tego świata po raz kolejny,(bez przecinka) przy akompaniamencie krzyków bólu.

Ku swojej rozpaczy,(bez przecinka) Nox zrozumiał, że ugrzązł w niemającym końca koszmarze.

Nie ważne (Nieważne)(przecinek) co mówił bliskim, za każdym razem był on jedynym, który wiedział(przecinek) co tak naprawdę się dzieje.

Cały jego świat przybrał barwę czerwieni, żył w morzu krwi,(bez przecinka) przelanej przez trzy demony o szkarłatnych oczach.

Dni zmieniły się w tygodnie(przecinek) a żal, ból i smutek zagnieździły się w umyśle chłopaka,(bez przecinka) tak głęboko, że zaczęły przeradzać się w szaleństwo.

— Końca! — wykrzyczał Nox w odpowiedzi na szepty swego umysłu, przyjmując z rozwartymi ramionami,(bez przecinka) idącą wraz z ostrzem ostateczną śmierć.

Zaskakujący tekst. W kilku odsłonach przedstawiłeś śmierć tych samych ludzi, na dodatek przeżywaną i oglądaną przez syna. Szkoda, że na tym nie poprzestałeś. Byłby to niezły prolog do dłuższej opowieści. Z chwilą prawdziwej śmierci (bo chyba o tym jest mowa w ostatnim fragmencie) temat został zamknięty, chyba że jakoś to odkręcisz. Bardzo dobrze mi się czytało i chętnie poczytałabym więcej.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#3
"Czerwone błyski w oczach napastników odprowadził(y) go w ciemność." – jest liczba mnoga od "błysk", więc dalej też powinna być l.mn.

"W jego wzroku odnaleźli jedynie przerażenie." – jakoś nie podchodzi mi to "odnaleźli", może: zobaczyli(?)

Mam podobne odczucia, co Nawka. Byłby to naprawdę dobry początek dłuższego opowiadania. Chyba że to jednak jest prolog nowego opka, wtedy czekam na kolejny fragment. :P Nie wiem, co mogłabym dodać. Ot, kawałek tekstu, wyglądający bardziej na miniaturkę niż rozpoczynające się opowiadanie.
A tak swoją drogą – należy Ci się pochwała za pracę, bo każdy kolejny tekst pod względem warsztatu jest lepszy od poprzedniego. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#4
Szlifuj się, oj szlifuj. Pisz dużo i często – to nie jest coś, co można nabyć tylko przez czytanie innych :3
Trochę ciężko mi wysnuć dłuższą opinię, bo niczego tak naprawdę tutaj nie ma. Jest niby śmierć przedstawiona w pętli, trochę dramatyzmu, ale jak dla mnie to dużo za mało, by skrobnąć coś więcej.
Wyczuwam tutaj coś ciekawego. W przeciwieństwie do Naw nie widzę tutaj końca. Ba, wygląda mi to raczej na początek do jakiejś historii. Śmierć nigdy nie jest końcem. A znając twoje upodobania dam głowę, że zaraz dorzucisz coś do historii.
A więc po prostu, nie mając żadnej większej opinii, zostawię ci kilka słów pod tekstem, żebyś wiedział, że obserwuję kolejny twój tekst. I, tak jak zawsze, odezwę się, kiedy coś będzie mi nie banglać.
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
#5
And the winner is Epon. Oczywiście, że coś będzie dalej. A i nie bangalających rzeczy się znajdzie, jak to zwykle u mnie. :D



Nox z rezygnacją otworzył oczy. Od ciągłego umierania umysł miał na tyle otępiały, że dopiero po dłuższej chwili zorientował się w swoim położeniu. Plecy dotykały chłodnej ziemi, a wzrok skierowany był na poranne niebo. Łzy mimowolnie napłynęły do jego oczu, gdy dotarło do niego, jak bardzo ten dzień różni się od poprzednich. Niczym przez mgłę chłopak rozglądał się na boki, szukając śladu, że jest to jedynie okrutny żart losu, złudzenie zesłane po to, by zabić ostatnią iskrę oporu. Środek ulicy, która najlepsze czasy miała już dawno za sobą, mógłby wydawać się niezbyt pięknym miejscem, jednak mała, obskurna wieś była dla chłopaka rajem. W rozmowach mieszkańców, w pyle niesionym wiatrem, w szczekaniu psa i uderzeniach kowalskiego młota, we wszystkim tym, co tak odmienne od ostatnich tygodni, czuł on tchnienie wolności i rozpalający się z wolna płomyk nadziei. Wstając, śmiał się jak wariat, co zwróciło uwagę wszystkich wokoło na nietypowego przybysza.
— Każdy koniec jest początkiem. — Po tych słowach, które doszły do niego gdzieś z głębi, Nox został zalany falą obrazów.
Pojawiające się znikąd znaki przesłoniły widok wioski przed oczami chłopaka. Panicznie machając rękoma, próbował rozpędzić nieznany fenomen. Walcząc z eterycznymi kształtami, upadł na ziemię, a gdy wstał, świat wrócił do normy. Po tajemniczych wizjach nie pozostało nic prócz niezręcznych spojrzeń przechodniów. Głosy w głowie i majaki, tygodnie obcowania ze śmiercią i balansowania na krawędzi szaleństwa niewątpliwie odcisnęły ponure piętno na umyśle młodego człowieka.
— Wszystko w porządku, chłopcze? — zapytał z zatroskaną miną starzec opierający się na drewnianej lasce.
— Tak, chyba — odpowiedział drżącym głosem Nox. — Co to za miejsce? — spytał, odzyskując powoli rezon.
— Zwykła wieś, nie mamy nawet nazwy, bo i co tu nazywać — odparł, wskazując ręką na podupadającą osadę.
Chłopak dopiero teraz ochłonął na tyle, żeby uważniej przyjrzeć się okolicy. Widok nie napawał optymizmem, drewniane chaty nosiły ślady wandalizmu i zniszczeń. Na twarzach ludzi odmalowało się zdenerwowanie i rezygnacja. Na całej ulicy próżno szukać chociażby jednego dziecka czy kobiety, a każdy z mężczyzn nosił prowizoryczną broń. Siekiery, dzidy, sierpy i łuki były nieodłącznym elementem każdego ubioru. Chociaż słońce wspięło się na firmament, przepędzając cienie nocy, to spojrzenia skierowane w stronę pól prześwitujących pomiędzy domami wyraźnie mówiły, że nie całe zło umknęło wraz z mrokiem.
— Masz może ochotę na małe śniadanie? — spytał starzec, po czym nie czekając na odpowiedź, skierował kroki w stronę jednego z domostw.
Chociaż chłopak nie był głodny, i tak podążył za drepczącym szybko staruszkiem. Wydawał się on całkiem uprzejmy, a wciąż zagubiony w całej sytuacji Nox potrzebował informacji. Dom jego nowego znajomego nie wyróżniał się niczym szczególnym. Ot, chatka postawiona z drewnianych pali na wiejską modłę.
— Usiądź, ja zaraz coś przygotuję.
Chłopak zajął miejsce przy solidnym drewnianym stole, przyglądając się starcowi krzątającemu się po małej izbie. Po chwili wylądowały przed nim pajdy chleba z serem i kubki z mlekiem, a mężczyzna zajął miejsce naprzeciw.
— Nie wydajesz się bardzo zaskoczony tym, że pojawiłem się w środku osady — stwierdził chłopak.
— Przez lata podróżowałem po świecie i widziałem cuda, o jakich ci się nawet nie śniło — odparł gospodarz, na którego twarzy pojawił się nostalgiczny uśmiech.
— Poza tym widywałem już takich jak ty, wasze zniknięcia i pojawienia nie są niczym niezwykłym.
— Jak to takich jak ja? — spytał chłopak, dla którego wyjaśnienia zrodziły jedynie więcej pytań.
— Wędrowców oczywiście. Podróżników ze świata poza granicami wszystkiego co znamy — odparł starzec, jakby była to najzwyklejsza rzecz pod słońcem.
— Utknąłem tutaj, kto mnie przeniósł, dlaczego?! — Nox zaczął wyrzucać z siebie pytania jedno po drugim, blednąc ze zdenerwowania.
— Spokojnie, spokojnie, nigdzie nie utknąłeś. Wy możecie wrócić, kiedy się wam żywnie podoba.
— Jak? — przerwał chłopak, wstając gwałtownie.
— Nie wiem, nigdy żadnego z was nie zapytałem. Jeśli chcesz się dowiedzieć, musisz odnaleźć jednego podróżników.
Uderzenia serca w piersi Noxa powoli wróciły do normy. Nieważne, ile wycierpiał, nie mógł pozwolić, by jego rodzina dalej tkwiła w koszmarnej pętli. Nie wiedział jeszcze jak, ale musiał ich uwolnić.
— Gdzie odnajdę tych Wędrowców? — Z nową siłą w głosie spytał chłopak.
—Zapewne w jakimś większym mieście, raczej rzadko zapuszczacie się na takie odludzia. Aż dziw bierze, że ciebie tutaj przywiało. Parę dni drogi wzdłuż traktu leży Ereb, jednak ja wstrzymałbym się z podróżą — doradził starzec, widząc, jak chłopak z determinacją na twarzy wstaje od stołu.
— Co będziesz jadł, czym się obronisz przed zwierzętami, gdzie legniesz, gdy zmorzy cię sen? — Cegła po cegle gospodarz powalał ścianę determinacji.
Nox opadł na krzesło, gdy dotarło do niego, jak głupia byłaby wędrówka po nieznanym świecie, w którą niewątpliwie wybrałby się, gdyby nie argumenty starca. Chłopak zaczynał mieć dość tego, jak los pogrywa z nim, na zmianę dając mu i odbierając nadzieję. Nieświadomie ponownie zaczął odpływać w głąb siebie, chowając się przed tym, na co nie miał najmniejszego wpływu.
Patrząc w jego oczy, które pozbawione płonącego tam jeszcze chwilę ognia przybrały matową bezduszną barwę, starzec wyciągnął nad stołem dłoń.
— Nazywam się Herion i wierzę, iż obaj możemy sobie pomóc.
[Obrazek: 12.jpg]
Odpowiedz
#6
(27-05-2015, 16:22)DiValldi napisał(a): And the winner is Epon. Oczywiście, że coś będzie dalej. A i nie bangalających rzeczy się znajdzie, jak to zwykle u mnie. :D



Nox z rezygnacją otworzył oczy, (dałabym kropkę, zamiast przecinka. W ten sposób postawisz wyraźniejszą granicę między zdaniami) od ciągłego umierania jego umysł był na tyle otępiały, że dopiero po dłuższej chwili zorientował się w swoim położeniu. (zbędna spacja) Jego plecy dotykały chłodnej ziemi, a wzrok skierowany był na poranne niebo. Łzy mimowolnie napłynęły do jego oczu, gdy dotarło do niego, jak bardzo ten dzień różni się od poprzednich. Jak przez mgłę chłopak rozglądał się na boki, szukając śladu, że jest to jedynie okrutny żart losu, złudzenie zesłane po to, by zabić ostatnią iskrę oporu. Środek ulicy, która najlepsze czasy miała już dawno za sobą, mógłby wdawać (wydawać) się niezbyt pięknym miejscem, jednak mała, obskurna wieś była dla chłopaka rajem. W rozmowach mieszkańców, w (zbędne) pyle niesionym wiatrem, w (zbędne) szczekaniu psa i uderzeniach kowalskiego młota, we wszystkim tym, co tak odmienne od ostatnich tygodni, (raczej bez przecinka) (niezbyt podchodzi mi to zdanie, nieładnie brzmi. Może: we wszystkim, co różniło się od ostatnich tygodni...) czuł on tchnienie wolności i rozpalający się zwolna (z wolna) płomyk (zbędne) nadziei. (zbędna spacja) Wstając, śmiał się jak wariat, co zwróciło uwagę wszystkich wokoło na nietypowego przybysza. (zbędne)
(spacja)Każdy koniec jest początkiem. — Po tych słowach, które doszły do niego gdzieś z głębi (głębi czego?), Nox został zalany falą obrazów.
Pojawiające się znikąd znaki, (bez przecinka) wypełniły wszystko (może: obraz, pole widzenia? "Wszystko" ma dość szerokie znaczenie i nie wiem, co dokładnie masz na myśli) przed chłopakiem.

Głosy w głowie i majaki, tygodnie obcowania ze śmiercią i balansowania na krawędzi szaleństwa, (bez przecinka) niewątpliwie odcisnęły ponure piętno na umyśle młodego człowieka.
— Wszystko w porządku (przecinek) chłopcze?

— Tak, chyba — odpowiedział drżącym głosem Nox.

— Zwykła wieś, nie mamy (to ludzie nie mają nazwy, czy wieś jej nie ma? :P Jeśli wieś, to: nie ma) nawet nazwy, bo i co tu nazywać — odparł, wskazując ręką na podupadającą osadę.
Chłopak dopiero teraz,(bez przecinka) ochłoną(ł) na tyle, żeby uważniej przyjrzeć się okolicy.

Na twarzach ludzi odmalowało się (znowu nie do końca wiem, co chciałeś przekazać. Czy teraz, w tym momencie odmalowało się na ich twarzach zdenerwowanie, czy ogólnie z ich twarzy można było odczytać zdenerwowanie? Jeśli pierwsza opcja – "odmalowało się" jest poprawne, jeśli druga – proponowałabym raczej coś w gust: odbiły się, wyryły albo coś takiego) zdenerwowanie i rezygnacja. Na całej ulicy próżno szukać, (bez przecinka) chociażby jednego dziecka czy kobiety, a każdy z mężczyzn (mężczyźni nosili – prościej brzmi) nosił prowizoryczną broń. Siekiery, dzidy, sierpy i łuki były nieodłącznym elementem, (bez przecinka) każdego (zbędne) ubioru. Chociaż słońce wspięło się na firmament, (nie dawałabym tu przecinka, ale mogę się mylić) przepędzając cienie nocy, to spojrzenia skierowane w stronę pól prześwitujących pomiędzy domami, (bez przecinka) wyraźnie mówiły, że nie całe zło umknęło wraz z mrokiem.
— Masz może ochotę na małe śniadanie? — spytał starzec, po czym (przecinek) nie czekając na odpowiedź, skierował kroki w stronę jednego z domostw.

Chociaż chłopak nie był głodny, i tak (zbędne) podążył za drepczącym szybko staruszkiem.

Dom jego nowego znajomego, (bez przecinka) nie wyróżniał się niczym szczególnym. Ot (przecinek) chatka postawiona (zbędne) z drewnianych pali na wiejską modłę.
— Usiądź, ja (zbędne) zaraz coś przygotuję.
Chłopak zajął miejsce przy solidnym drewnianym stole, przyglądając się starcowi krzątającemu się po małej izbie. Po chwili wylądowały przed nim pajdy chleba z serem i kubki (kubek, chyba że chłopak dostał od razu kilka na raz) z mlekiem, a mężczyzna zajął miejsce naprzeciw.
— Nie wydajesz się bardzo zaskoczony tym, że pojawiłem się w środku (na środku(?)) osady — stwierdził chłopak.
— Przez lata podróżowałem po świecie i widziałem cuda(przecinek) o jakich ci się nawet nie śniło — odparł gospodarz, na którego twarzy pojawił się nostalgiczny uśmiech.
— Poza tym, widywałem już takich jak ty, (kropka) (W)wasze zniknięcia i pojawienia, (zbędny przecinek) nie są niczym niezwykłym.

Podróżników ze świata poza granicami wszystkiego (przecinek) co znamy — odparł starzec, jakby była to najzwyklejsza rzecz pod słońcem.

Nox zaczął wyrzucać z siebie pytania jedno po drugim (zbędne), blednąc w oczach (zbędne) ze zdenerwowania.

— Nie wiem(przecinek) nigdy, (bez przecinka) żadnego z was nie zapytałem.

Uderzenia serca w piersi (Puls – prościej) Noxa powoli wróciły do normy. Nieważne (przecinek) ile wycierpiał, nie mógł pozwolić, by jego rodzina dalej tkwiła w koszmarnej pętli.

Z nową siłą w głosie spytał chłopak. (zmieniłabym szyk: spytał chłopak z nową siłą w głosie)

— Doradził starzec, widząc (przecinek) jak chłopak z determinacją na twarzy wstaje od stołu.
(spacja) Co będziesz jadł, czym się obronisz przed zwierzętami, gdzie legniesz, gdy zmorzy cię sen? — Cegła po cegle gospodarz powalał rozbierał, demontował ścianę determinacji.
Nox opadł na krzesło, gdy dotarło do niego, jak głupia byłaby wędrówka, (zbędne) po nieznanym świecie, w którą niewątpliwie wybrałby się, gdyby nie argumenty starca. (zbędna spacja) Chłopak zaczynał mieć dość tego, jak los pogrywa z nim, na zmianę, (bez przecinka) dając mu i odbierając nadzieję. Nieświadomie ponownie zaczął odpływać (przecinek) chowając się w głąb siebie w głąb siebie chowając się przed tym, na co nie miał najmniejszego wpływu.
Patrząc w jego oczy, które (przecinek) pozbawione płonącego tam jeszcze chwilę (temu albo chwilę przedtem) ognia (przecinek) przybrały matowa(ą) (przecinek) bezduszną barwę, starzec wyciągnął nad stołem dłoń. (dłoń nad stołem)

A jednak. :) Napisane jest ładnie, nie mam w sumie jakichś większych zastrzeżeń, treść też przyjemna, chociaż trochę nie mogłam się z początku połapać, co, kto, jak i gdzie. Na ten moment podoba mi się i... to w sumie tyle. Zaczyna się ciekawie, ale nie wiem, co mogłabym więcej powiedzieć. Chociaż muszę przyznać, że zainteresowałeś mnie i będę czytać dalej, chociażby po to, żeby zobaczyć, jak to poprowadzisz. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Ciekawy pomysł i dość przyzwoity styl. Jest to coś nowego i świeżego. Niestety jeszcze nie do końca rozumiem o co tu chodzi, ale wyjaśnienia pewnie pojawią się wraz z dalszą fabułą. W tej chwili ciężko stwierdzić coś więcej. Czekam na kontynuację. :)
Odpowiedz
#8
(27-05-2015, 16:22)DiValldi napisał(a): (...)we wszystkim tym, co tak odmienne od ostatnich tygodni, czuł on tchnienie wolności i rozpalający się zwolna(z wolna) płomyk nadziei. (za dużo spacji) Wstając, śmiał się jak wariat, co zwróciło uwagę wszystkich wokoło na nietypowego przybysza.

(spacja)Każdy koniec jest początkiem. — Po tych słowach, które doszły do niego gdzieś z głębi, Nox został zalany falą obrazów.

Pojawiające się znikąd znaki,(zbędny przecinek) wypełniły wszystko przed chłopakiem. (Czyli co? "Wszystko" jest jak dla mnie zbyt ogólne, mało mówi o rzeczywistych wrażeniach bohatera.)

Po tajemniczych wizjach nie pozostało nic, (zbędny przecinek)prócz niezręcznych spojrzeń przechodniów. Głosy w głowie i majaki, tygodnie obcowania ze śmiercią i balansowania na krawędzi szaleństwa,(zbędny przecinek) niewątpliwie odcisnęły ponure piętno na umyśle młodego człowieka.

— Wszystko w porządku(przecinek) chłopcze? — zapytał z zatroskaną miną starzec opierający się na drewnianej lasce.

Chłopak dopiero teraz, (zbędny przecinek)ochłoną(ochłonął) na tyle, żeby uważniej przyjrzeć się okolicy.

Na całej ulicy próżno szukać, (zbędny przecinek) chociażby jednego dziecka czy kobiety, a każdy z mężczyzn nosił prowizoryczną broń. Siekiery, dzidy, sierpy i łuki były nieodłącznym elementem, (zbędny przecinek) każdego ubioru. Chociaż słońce wspięło się na firmament, przepędzając cienie nocy, to spojrzenia skierowane w stronę pól prześwitujących pomiędzy domami, (zbędny przecinek) wyraźnie mówiły, że nie całe zło umknęło wraz z mrokiem.

Dom jego nowego znajomego, (zbędny przecinek) nie wyróżniał się niczym szczególnym. Ot(przecinek) chatka postawiona z drewnianych pali na wiejską modłę.

— Przez lata podróżowałem po świecie i widziałem cuda(przecinek) o jakich ci się nawet nie śniło — odparł gospodarz, na którego twarzy pojawił się nostalgiczny uśmiech.
— Poza tym, (zbędny przecinek) widywałem już takich jak ty, wasze zniknięcia i pojawienia, (zbędny przecinek) nie są niczym niezwykłym.

— Utknąłem tutaj, kto mnie przeniósł, dlaczego?! — Nox zaczął wyrzucać z siebie pytania jedno po drugim, blednąc w oczach (zbędne) ze zdenerwowania.

— Spokojnie, spokojnie(przecinek) nigdzie nie utknąłeś.

— Nie wiem(przecinek) nigdy, (zbędny przecinek)żadnego z was nie zapytałem. Jeśli chcesz się dowiedzieć, musisz odnaleźć jednego podróżników.

Nieważne(przecinek) ile wycierpiał, nie mógł pozwolić, by jego rodzina dalej tkwiła w koszmarnej pętli.

—(...) Parę dni drogi wzdłuż traktu leży Ereb, jednak ja wstrzymałbym się z podróżą. (zbędna kropka)— D(d)oradził starzec, widząc(przecinek) jak chłopak z determinacją na twarzy wstaje od stołu.

(spacja)Co będziesz jadł, czym się obronisz przed zwierzętami, gdzie legniesz, gdy zmorzy cię sen?

Nox opadł na krzesło, gdy dotarło do niego, jak głupia byłaby wędrówka, (zbędny przecinek)po nieznanym świecie, w którą niewątpliwie wybrałby się, gdyby nie argumenty starca. Chłopak zaczynał mieć dość tego, jak los pogrywa z nim, na zmianę, (zbędny przecinek)dając mu i odbierając nadzieję.

Nieświadomie ponownie zaczął odpływać w głąb siebie (przecinek)chowając się przed tym, na co nie miał najmniejszego wpływu.

Patrząc w jego oczy, które pozbawione płonącego tam jeszcze chwilę ognia przybrały matowa(ą) bezduszną barwę, starzec wyciągnął nad stołem dłoń.

Nie jestem na bieżąco, więc nie będę wypowiadała się na temat całości. Ten fragment czytało mi się jednak raczej przyjemnie, choć z początku nieszczególnie ogarnęłam, co się dzieje, bo niejako wpadłam prosto do głowy bohatera, w której dzieją się jakieś dziwne rzeczy :P.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#9
Krótko, bo krótko, ale musiałem. Po tym zacznę wstawiać dłuższe fragmenty.



Cios miecza powalił chłopaka na ziemię. Dłonie zaciśnięte na rękojeści zdrętwiały od siły uderzenia. Z trudem łapiąc oddech, Nox przeturlał się na bok, ledwo unikając kolejnego ataku. Wciąż na kolanach, uniósł miecz nad głowę, blokując nieustającą nawałnicę stali. Po wyjątkowo potężnym uderzeniu ostrze przeciwnika ześlizgnęło się wzdłuż krawędzi jego miecza, ze zgrzytem wbijając się w piasek. Nie dając napastnikowi czasu na reakcję, chłopak natarł na niego całym ciałem, chwytając w pasie i powalając na ziemię. Na twarz zaskoczonego przeciwnika spadł cios dłoni wciąż zaciśniętej na rękojeści miecza. Nieprzyjemny chrzęst łamanego nosa i ból oprzytomniły drugiego z walczących. Z całą swoją siłą chłopak zepchnął z siebie Noxa, usiadł na nim i z wściekłością okładał go po twarzy pięściami. Grad ciosów wycisnął resztkę sił ze zmęczonego walką ciała.
— Stać! — Gdy nie podziałała pierwsza komenda, Herion jednym wymachem laski posłał na plecy ogarniętego bitewną gorączką chłopaka.
Dysząc ciężko, obaj przeciwnicy mrużyli oczy, chroniąc je przed żarem popołudniowego słońca.
— Wstawać! — krzyknął starzec nieznoszącym sprzeciwu tonem.
Znając charakter swojego mistrza, starszy z uczniów poderwał się z ziemi. Nox poszedł za jego przykładem, z dużo mniejszą werwą podnosząc się z ziemi. Chociaż twarz chłopaka wyglądała tragicznie, to bardziej przejmował się żebrami, czując kłucie w klatce piersiowej, obawiał się, że któreś mogło przebić płuco. Każdy oddech stawał się cięższy od poprzedniego, nie minęła chwila, nim znów padł na kolana, walcząc o przychodzące z coraz większym trudem hausty powietrza. Słony pot i pył wypełniały rany znaczące jego ręce oraz nogi.
— Tork, walczyłeś jak pijana kurwa! – wykrzyczał z wściekłością starzec. — Straciłeś panowanie i tłukłeś pięściami, chociaż miecz miałeś na wyciągnięcie ręki. Czy ja cię niczego nie nauczyłem przez te wszystkie lata? — spytał wypełnionym rozczarowaniem głosem i nie czekając na odpowiedź, kontynuował. — Na miłość bogów jesteś szermierzem czy pijakiem z rynsztoku? Jak chcesz zostać czempionem i obrońcą osady, skoro ledwo dotrzymujesz kroku dzieciakowi uczącemu się walczyć od tygodnia?! Jutro o świcie masz przyjść pod mój dom, do tego czasu nie pokazuj mi się na oczy.
Wysoki chłopak nazwany Torkiem zdążył jeszcze rzucić pokonanemu przeciwnikowi przesączone nienawiścią spojrzenie. Ten zaś poturbowany kaszlał, raz za razem plując krwią. Mimo że każdy cios zadawany był stępionym mieczem, brutalne, pozbawione cienia litości ciosy odcisnęły swe piętno na pchniętym poza wszelkie limity chłopaku. Herion przykucnął przed sinym od duszności uczniem i chwycił jego skatowaną twarz w dłonie. Jego wypełnione doświadczeniem oczy, napotkały pod opuchniętymi powiekami jedynie zamkniętą w żelaznym spojrzeniu, niezłomną determinację godną wojownika.
—Nie ma innej drogi — oznajmił, bez wahania skręcając kark Noxa.
[Obrazek: 12.jpg]
Odpowiedz
#10
(02-06-2015, 17:26)DiValldi napisał(a): Z trudem łapiąc oddech(przecinek) Nox przeturlał się na bok, o ledwo(ledwo lub o włos) unikając kolejnego ataku.

Wciąż na kolanach(tu dałabym przecinek, ponieważ bez niego wychodzi, że wciąż na kolanach unosi miecz) uniósł miecz nad głowę, blokując nieustającą nawałnicę stali.

Po wyjątkowo potężnym uderzeniu ostrze przeciwnika ześlizgnęło się po krawędzi jego miecza, ze zgrzytem wbijając się w piasek.

Na twarz zaskoczonego przeciwnika spadł cios dłoni,(bez przecinka) wciąż zaciśniętej na rękojeści miecza.

Nieprzyjemny chrzęst łamanego nosa i ból,(bez przecinka) oprzytomniły drugiego z walczących. (tu przez chwilę nie zrozumiałam, jakby był jeszcze jeden przeciwnik)

Dysząc ciężko(przecinek) obaj przeciwnicy,(bez przecinka) mrużyli oczy, chroniąc je przed żarem popołudniowego słońca.

Każdy oddech miał(był, stawał się) cięższy od poprzedniego, nie minęła chwila(przecinek) nim znów padł na kolana, walcząc o przychodzące z coraz większym trudem hausty powietrza.

— Tork, walczyłeś jak pijana kurwa! – wykrzyczał z wściekłością starzec(kropka)(S)straciłeś panowanie i tłukłeś pięściami, chociaż miecz miałeś na wyciągnięcie ręki.

Czy ja cię niczego nie nauczyłem przez te wszystkie lata? — spytał wypełnionym rozczarowaniem głosem i nie czekając na odpowiedź, kontynuował(kropka) — Na miłość bogów jesteś szermierzem czy pijakiem z rynsztoku?

Jak chcesz zostać czempionem i obrońcą osady, skoro ledwo dotrzymujesz kroku,(bez przecinka) dzieciakowi uczącemu się walczyć od tygodnia?!

Wysoki chłopak nazwany Torkiem zdążył jeszcze rzucić,(bez przecinka) pokonanemu przeciwnikowi,(bez przecinka) przesączone nienawiścią spojrzenie.

Mimo iż (czemu 'iż' a nie 'że'?) każdy cios zadawany był stępionym mieczem, brutalne, pozbawione cienia litości ciosy odcisnęły swe piętno na pchniętym poza wszelkie limity chłopaku.

Zmuszając go do spojrzenia w wypełnione doświadczeniem oczy, które napotkały pod opuchniętymi powiekami niezłomną determinację godną wojownika. (To zdanie w całości jest trochę dziwne – albo powinno być połączone z poprzednim, gdyż zmuszając do czegoś, chcesz uzyskać jakiś efekt, albo powinno brzmieć inaczej: "Zmusił go do spojrzenia w swoje, wypełnione doświadczeniem oczy, które pod opuchniętymi... dostrzegły niezłomną...")

Znów go uśmierciłeś? Pewnie ożywionego rzucisz w miejsce bardzo odległe od tego, w którym przebywał. Szkoda byłoby postaci Heriona, chyba że on pojawi się tam, gdzie Nox. Interesująca jest ta formuła, którą nadałeś swojemu tekstowi, choć ciągłe uśmiercanie głównego bohatera nie daje mu szans na wypełnienie jakiejś misji:D.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości