Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Zimowy wyjec
#1
Stare, drewniane drzwi otworzyły się z wielkim hukiem na oścież. Wszyscy znajdujący się w izbie jak jeden mąż spojrzeli w ich stronę, gdzieś pod ścianą w półmroku cichutko zakwiliło niemowlę. W słabym świetle prostych, oliwnych lamp ich oczom ukazała się wielka, prawie dwumetrowa sylwetka, której szaty zajadle targały podmuchy lodowatego wiatru. W lewej ręce trzymała długi kij z emanującym czerwonym blaskiem wierzchołkiem.
– Chodźże do środka, starcze – powiedział mężczyzna siedzący najbliżej paleniska, naciągając na siebie kolejną warstwę skór z niedźwiedzia. – Wyziębisz nam izbę i pacholęta się pochorują.
Postać szybkim krokiem weszła w głąb izby, zamykając masywne, obite skórą drzwi jednym machnięciem ręki.
– Przepraszam – powiedziała postać – straszna zawierucha na dworze. Nie zdołałem ich utrzymać.
– Wieje tak od tygodnia. Nie dość, że wszystko zasypane śniegiem prawie po pas, to jeszcze jęczy i zawodzi jak jakaś utrapiona dusza, dzieciaki boją się po nocach – powiedział mężczyzna ubrany w ciężkie skóry, siedzący w przeciwległym końcu sali. Jego sylwetka prawie cała nikła w mroku, który tam panował.
– Tatko mi mówił, że to dusze zmarłych, które nie mogą dostać się do zaświatów – powiedziała mała dziewczynka, tuląc się mocniej do swojej matki.
– E tam, pleciecie bzdury. Po prostu wiatr w szczelinach gór wyje, ot co. Prawda Forsaverze?
– Sam nie wiem. Różne słyszałem opowieści na ten temat, Indikativie – rzekł przybysz, ściągając kaptur z głowy. W półmroku, jaki panował w pomieszczeniu, widać było jego długie, siwe włosy i lico upstrzone wieloma zmarszczkami, od razu przykuwało uwagę jego bystre i stalowe spojrzenie.
– Nie zaczynaj i ty, stary druhu. Nie pleć bajek jak przekupka przy trakcie – powiedział Indikativ, wstając, a był to widok niecodzienny, ponieważ miał on posturę małego giganta. Podał rękę starcowi i wskazał na miejsce obok siebie.
– Siadaj, rozgość się, ogrzej stare kości.
Forsaver zwinnie zdjął płaszcz, rzucił go na wieszak przy drzwiach, otrzepał śnieg z butów i usiadł obok ogromnej postaci gospodarza. Rozejrzał się po sali. Była wysoka, w półmroku, jaki ją opanował, nie było widać sklepienia nad nimi oraz ścian. Znajdowało się w niej około trzydziestu osób w różnym wieku i płci. Był to główny budynek w wiosce Indikativa, miejsce zebrań i uczt. Ludzie siedzieli bądź leżeli na posłaniach ze skór, najwięcej starało się stłoczyć w centralnej części izby wkoło wielkiego paleniska. Ci, którym się to nie udało, siedzieli w kątach skryci pod stosami futer.
– Pewnie jesteś głodny? – powiedział wódz. – Kone, kochanie, przynieś naszemu gościowi strawy i napitku, coby się rozgrzał. A ty, stary wędrowcze, opowiadaj nam, co słychać w świecie. Czy czeka nas wojna wraz z pierwszymi roztopami? Czy ruszymy w końcu w bój?
W pomieszczeniu dał się słyszeć nagły ruch, ponieważ każdy chciał być jak najbliżej, by nie uronić nawet jednego słowa. 
– Wojna, hmmm … nadciąga i to rychło. Dwa miesiące spędziłem na dworze króla Ulrika i widziałem, że zbiera on wojów chcących razem z nim ruszyć na południe. Gotowych przebyć morze i uderzyć no bogate miasta słabowitych południowców.
W sali dał się słyszeć głośny pomruk aprobaty, każdy mężczyzna pokiwał głową.
– Twoja strawa, czcigodny Forsaverze. – Wysoka blondynka podała mu tacę.
– O, dziękuję, Kone. Jesteś prawdziwym skarbem.
Starzec w ciszy powoli zjadł przyniesione mu jedzenie, wsłuchując się w ożywione rozmowy i podniesione męskie głosy. Na wieść o wyprawie wszyscy się ożywili – kobiety, mężczyźni i dzieci. Życie Nordów opierało się na wyprawach i łupieniu. Ich ziemia była jałowa i prawie nie dało się znaleźć odpowiedniego skrawka pod uprawę. Lata na północy trwały bardzo krótko, dlatego często panował głód. Wyprawy stanowiły jedyną okazję do uzupełnienia zapasów, zdobycia złota i niewolników. Sama tylko plotka o wyprawie powodowała żarliwe rozmowy i dyskusje, wskutek których dzbany z mocnym piwem i gorzałką zaczęły krążyć dwa razy szybciej. Nim Forsaver skończył potrawę, wielu mężów zdążyło się upoić i legnąć na podłodze sali, głośno przy tym chrapiąc.
– Mistrzu, mógłbyś nam opowiedzieć o wyjcu na wietrze? – zapytala mała dziewczynka, ta sama, która wcześniej upierała się, że wyjący wiatr to dusze pokutników.
– A co dokładnie chciałabyś wiedzieć, dziecko? – odpowiedział starzec.
– Powiedziałeś, że słyszałeś różne opowieści.
– Właśnie, Forsaverze, opowiedz nam bajeczkę do snu – prychnął Indikativ.
– Nie jest to historia wesoła ani lekka, ale skoro nalegacie. Jest to opowieść o miłości elfiej księżniczki Aveline do ogromnego jak góra i brzydkiego jak troll giganta lodowego o imieniu Tvilling. Usłyszałem ją, przebywając w dworze króla elfów w Havantorze.
……

Dawno temu król elfów z wysokiego rodu wysłał swoją najstarszą i najpiękniejszą córkę Aveline w delegację do północnych plemion, licząc, że uda się jej wynegocjować rozejm w trwającej dziesięć lat wyniszczającej wojnie. Niestety jej statek zbłądził w zimowym sztormie i śnieżycy, która po nim nastąpiła. Statek roztrzaskał się o lodowiec większość załogi utopiła się w lodowatej wodzie albo zmarła z wyziębienia. Nie wiadomo, w jaki sposób drobnej i delikatnej jak kwiatek Aveline udało się przetrwać. Jedni mówią, że to dzięki magii, inni, że to dzięki niesamowitej sile woli i chęci parcia do przodu. Po długiej arktycznej tułaczce, będąc sama w lodowym piekle, nawet ona znalazła się na skraju wyczerpania i pewna swojej rychłej śmierci w ramionach mrozu zaległa w jaskini, czekając na cud. Jakież było jej zdziwienie, gdy obudziła się w przepięknej, lodowej komnacie przykryta futrem z białych lisów, a na stoliku obok stała taca z ciepłą potrawką i dzban grzanego wina. Nasyciwszy pragnienie, ubrała się czym prędzej. Postanowiła znaleźć gospodarza i podziękować mu za gościnę. Długo chodziła oniemiała z wrażenia po lodowym pałacu, nie mogąc wyjść z podziwu, choć całe dotychczasowe życie spędziła w wiszacych elfich pałacach, uważanych za najpiękniejsze na świecie. Ściany były wykonane z gładkiego i przezroczystego lodu, zdobione skomplikowanymi płaskorzeźbami przedstawiającymi chyba wszystkie znane jej zwierzęta żyjące w arktycznych klimatach oraz parę których, nigdy w życiu nie widziała. Z okien pałacu roztaczał się zapierający dech w piersiach widok na dziedziniec, lodowe ogrody oraz bezkresną tundrę wkoło. Pałac był otoczony wysokim na około dziesięć metrów murem. Po wielogodzinnej tułaczce po setkach komnat i sal oraz ogrodzie Avelin ku swojej rozpaczy nie znalazła nikogo, żadnej żywej istoty, tylko setki lodowych rzeźb, z którymi nie mogła zamienić żadnego słowa. Wszystko zimne i martwe. Usiadła więc koło lodowej fontanny, z żalu i bezsilności zaczęła płakać.
To wszystko z ukrycia obserwował władca lodowego pałacu, lodowy gigant o imieniu Tvilling. Okazało się, iż to, co wyczerpana Avelin wzięła za jaskinię, było w rzeczywistości jedną z sal nieopodal muru okalającego ziemię giganta. Zaniósł ją do komnat, ogrzał i naszykował jadła. Tvilling samotnie zamieszkiwał swoje włości, nikt poza niedźwiedziami, lisami czy
yeti nie żył w okolicach stu mil. Ukrywał się przed elfką, ponieważ się jej wstydził – zjawiskowa uroda księżniczki onieśmielała go. Choć żył wśród pięknych rzeźb i posągów, nigdy w życiu nie widział nikogo i nic, co mogłoby się choć w połowie równać z jej urodą. Widząc zapłakaną Avelin, postanowił się jej ujawnić. Ta, widząc go, najpierw się zlękła, płosząc go, potem jednakże bardzo się ucieszyła. Domyślając się, że to on uratował jej życie, rzuciła się mu w ramiona, chcąc go przytulić. Do dziś nie wiadomo, jak przepiękna elfka mogła się zakochać w wielkim jak sosna, śmierdzącym jak stado orków i brzydkim jak wspomniany wcześniej troll olbrzymie. Jednakże pokochała go szczerą miłością, dając mu coś, czego nigdy w życiu nie przeżył. Ciepło jej serca rozpromieniało go, dawało mu siły i natchnienie.
Niestety elfia księżniczka stęskniwszy się za rodziną i bliskimi, po paru latach postanowiła wrócić do domu. Poprosiła Tvilinga, by ten jej towarzyszył. Niestety biedny olbrzym nie mógł opuścić murów tego pałacu, ponieważ kilkaset lat wcześniej został przeklęty przez swojego ojca. Setki lat temu było to kwitnące centrum kultury lodowych gigantów. Niestety z biegiem lat wszystko podupadło i o tym miejscu nie pamiętał już nikt oprócz mieszkańca. Aveline zmartwiło to straszliwie, gdyż była zakochana w olbrzymie. Obiecała mu, że wróci do niego najszybciej jak się da. Spakowała swoje rzeczy i zaprzęgiem Tvilinga ruszyła do wioski rybackiej oddalonej dwieście mil od pałacu olbrzyma.
Elfka spełniła swoją obietnicę, wróciła do olbrzyma po pięciu latach i została z nim na rok. Ten stan utrzymywał się przez siedemset lat. Aveline krążyła między jednym światem a drugim, z tym że u olbrzyma przebywała coraz krócej i krócej, tłumacząc to obowiązkami wobec dworu ojca i monarchii. Olbrzym rozumiał to, jednakże nie potrafił się z tym do końca pogodzić. Za każdym razem, gdy Aveline go opuszczała, czuł, jak umiera cząstka jego samego. Nie potrafił się zmotywować do działania, zaniedbywał obowiązki, robił się pochmurny i agresywny. Często wpadał w szał i demolował lodowe sale i ogrody. Mur wkoło pałacu piętrzył się i narastał, lód nie był już taki gładki i przezroczysty, był ciemny i szary. Pałac powoli przeradzał się w straszliwą lodową, fortecę o murach wysokich na pięćdziesiąt metrów i grubych na pięć. Olbrzym zapominał, kim był, zanim poznał elfkę. Często potrafił wpaść w szał przy niej, nie potrafiąc sobie poradzić z odrzuceniem i samotnością. Tviling był istotą prostą, stworzoną z instynktów i uczuć, nie kierował się logiką i intelektem. Czasami zdarzały się cudowne dni, gdy odwiedzała go Aveline. Potrafił zrobić dla niej wyszukaną i skomplikowaną biżuterię albo tkał lodowe suknie. Mimo to zaczynał ją przerażać, na najmniejszą wzmiankę o jej życiu na dworze, o ucztach z elfimi książętami, wpadał w szał. Był jak tajfun miażdżący wszystko na swojej drodze, nie potrafił też zapanować nad słowami, którymi rzucał w jej stronę. Wybuchał, ponieważ przez to kim był, oraz przez lodowe więzienie, w którym żył, nie mógł być częścią jej świata. Po kolejnym ataku elfka przeraziła się tak bardzo, że wyjechała tego samego dnia i nie wracała przez kolejne dziesięć lat. Opuszczony i osamotniony olbrzym, nie potrafiący uporać się z swoimi uczuciami, po prostu nie rozumiał, co się z nim dzieje, zdziczał do reszty.
Kiedy Aveline po dziesięciu latach wróciła do arktycznego pałacu, zdumiała i przeraziła się widokiem. Lodowa forteca była widoczna z wielu mil, mury wznosiły się na sto metrów, były poszarpane i pełne ostrych krawędzi, nigdzie nie mogła znaleźć drogi do środka. Stanęła więc przy murze i przyłożyła do niego rękę. W jakiś niewytłumaczalny sposób Tviling ujrzał w tym momencie światło wlewające się w mroczne komnaty jego fortecy, ruszył więc jak najszybciej w jego stronę, rozbijając po drodze lodowe ściany, które stawały mu na drodze. Kiedy dotarł do muru, zobaczył, że tym światłem, które wyrwało go z mroku, jest Aveline. Gigant czuł jej ciepło, nawet przez dziesięciometrowy blok lodu, niestety nie mógł się do niej zbliżyć, forteca uniemożliwiała jej wstęp, a jemu wyjście. Niestety usłyszał jej słowa:
– Tivelunie, nie jesteś już tym samym gigantem o złotym sercu i duszy gołębia. Stałeś się potworem, brutalnym, okropnym i okrutnym. Jesteś chamski, boję się ciebie i nie potrafię z tobą żyć. Nie kocham cię od wielu lat, mimo to przyjeżdżałam do ciebie, mając nadzieje, że się zmienisz i znowu będziesz starym sobą, niestety zmarnowałeś wszystkie szanse, które ci dałam. Na dworze mojego ojca poznałam kogoś i zakochałam się w nim, jest zupełnym przeciwieństwem ciebie. Dam ci jednak ostatnią szansę, jeżeli opuścisz mury swojego lodowego zamczyska i dołączysz do mnie w moim świecie, będę twoja na wieki.
Olbrzym usłyszawszy te słowa, wpadł w furię, z której siłą nie mogły równać się nawet największe lodowe burze niszczące wszystko na swojej drodze. Zaczął z całych sił uderzać w mur, chcąc go rozbić, chciał zrobić wszystko, by tylko móc znowu, choć przez sekundę, spojrzeć na jej uśmiech, by móc choć na sekundę poczuć jej zapach. Bił w mury bez opamiętania uderzeniami o sile mogącej przewrócić góry, bił tak długo, aż połamał sobie obie ręce, mimo to uderzał dalej, aż zdarł sobie skórę do żywej kości. W momencie gdy dłonie i ramiona przestały go słuchać, uderzał w mur głową i całym ciałem. W całej tej furii biedny olbrzym nie zobaczył, jakie efekty przynoszą jego ciosy. Lód pod jego uderzeniami zamiast pękać i kruszyć zaczynał przyrastać, stając się jeszcze grubszy i grubszy. Miało to miejsce na skutek klątwy, która od przeszło tysiąca lat ciążyła na Tvilungu. Jego ojciec będący królem upadającego królestwa lodowych olbrzymów nie chciał dopuścić do tego, by resztki jego spuścizny zostały zapomniane. Nałożył więc na syna klątwę, która nie pozwalała mu opuścić pałacu.
Zdesperowany i poważnie ranny olbrzym podjął ostatnią szaleńczą próbę, mimo zgruchotanych kończyn udało mu się wspiąć na stumetrowy mur okalający fortecę. Będąc na szczycie muru, widział oddalające się sylwetki orszaku Aveline, postanowił więc skoczyć. Wiedział, iż czeka go bolesna śmierć, że zostanie pocięty na kawałki przez ostre krawędzie, którymi mur był nastroszony. Wiedział też, że nic nie będzie równie bolesne jak życie bez niej i jej światła, którym ogrzewała jego wielkie, skute lodem serce. Chciał choć na chwilę być nawet o metr bliżej do niej. Niestety zaklęcie nie pozwoliło mu nawet na ten desperacki krok. Nie mógł zrobić nic, siedział na szczycie muru, krzycząc ile sił w płucach.
Podobno po kilkudziesięciu latach od tego wydarzenia odwiedził go potężny czarodziej, który słysząc opowieść o przeklętym olbrzymie, chciał pomóc biedakowi złamać klątwę. Została ona jednak upleciona z tak mocnych pradawnych zaklęć, których nawet on, mimo całej swojej mocy i wiedzy, nie potrafił rozerwać. Znalazł jednak lukę w zaklęciu, lukę, której ojciec Tvilunga nawet nie potrafił sobie wyobrazić. By zaklęcie straciło swoją moc, olbrzym musiał ożenić się z istotą, która by go kochała z całego serca . Słysząc to, gigant o dziwo nie wpadł w szał, po rostu odszedł w najgłębsze zakątki swojej fortecy, idąc jak kukła – pusty w środku, wyprany z jakichkolwiek uczuć. Ponieważ miał możliwość złamać klątwę, jednak nie wiedział o tym wcześniej, a nie znał sposobu, by cofnąć czas. Choć nie wiadomo, czy jeśli jakimś cudem Tivelung cofnąłby czas, potrafiłby zmienić to kim jest.
Do dzisiaj żyje w ogromnej i pustej, lodowej fortecy, jak lunatyk chodząc z kąta w kąt bez celu. Czasami próbuje się wydostać z twierdzy, raniąc się przy tym okropnie, wtedy to właśnie słychać przerażające i mrożące krew w żyłach wycie. Ponieważ Tvilung stara się wydostać z twierdzy, którą sam zbudował w swojej furii i gniewie, do jedynej istoty na świecie, która była w stanie go pokochać i która mogła mu pomóc w walce z klątwą. Wtedy to leży poobijany z połamanymi rękoma, opierając się o mur, płacząc za tym, co stracił przez samego siebie i modląc się do wszystkich znanych mu bogów, by wróciła.
Aveline natomiast wyszła za mąż, dochowała się dwójki dzieci, po śmierci ojca został królową i prowadziła spokojny żywot. Tylko czasami rano w przypływie wspomnień spogląda z tęsknotą na północ.

….
Starzec skończył swoją opowieść, wystukał resztki tytoniu z fajki i rozejrzał się po pomieszczeniu. Twarze wszystkich osób w izbie były zwrócone na niego. Wiatr na zewnątrz chaty wzmógł się jeszcze bardziej i wszyscy mogli przysiąc, iż słyszą krzyki biednego Tvilunga.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Ściana, ściana, ściana. Nie przeczytam tego dopóki nie sformatujesz. Użyj [p.] – bez kropki- jeśli chcesz wstawić akapity. Akapity przed wypowiedziami też powstawiaj. A jak kończysz wypowiedź to też wstawiaj myślniki. Mniej więcej tak to ma wyglądać

[p.] – bla bbla bla bla – powiedział, waląc konia ([p.] zapisz bez kropki)
(Mówię to, bo gdzie, nie gdzie zauważyłem brak tego drugiego myślnika)
–"We are leaves in the wind. Where will we fall? Nobody knows."
-Nadejdzie czas, kiedy zniknę stąd. Słońce zgaśnie, nadejdzie mrok. Stojąc na granicy, zrobię krok. Rozliczony zostanie, każdy mój błąd. Odejdę w wieczny byt. Czy zdążę dojść na szczyt?
Odpowiedz
#3
No to jadę z tym koksem. :)

(20-05-2015, 19:58)Gorethh napisał(a): Stare drewniane drzwi otworzyły się nagle z wielkim hukiem na oścież. (Nie wiem, dlaczego, ale jakoś mi to nie brzmi. "Z wielkim hukiem" i "nagle" są jak dla mnie w tym kontekście równoznaczne i zastanowiłabym się, czy naprawdę oba te określenia są konieczne. Jeśli ja miałabym coś usunąć, to byłoby to "nagle". :))

Wszyscy znajdujący się w izbie jak jeden mąż spojrzeli w ich stronę, gdzieś pod ścianą w półmroku cichutko zakwiliło niemowlę. (za dużo spacji) W słabym świetle prostych oliwnych lamp ich oczom ukazała się wielka(przecinek) prawie dwumetrowa sylwetka (przecinek)której szaty zajadle targały podmuchy lodowatego wiatru. W lewej ręce trzymała długi kij(przecinek) którego wierzchołek tlił się dziwnym(przecinek) stłumionym(przecinek) czerwonym blaskiem.

– Choć że(Chodźże) do środka(przecinek) starcze – powiedział mężczyzna siedzący najbliżej paleniska, naciągając na siebie kolejną warstwę skór z niedźwiedzia(kropka) – w(W)yziębisz nam izbę i pacholęta się pochorują.

Postać szybkim krokiem weszła w głąb izby(przecinek) zamykając masywne(zbędna spacja) ,(spacja)obite skórą, (zbędny przecinek)drzwi jednym machnięciem ręki.

– Przepraszam – powiedziała postać – taka zawierucha (przecinek) iż nie zdołałem ich utrzymać.

– Wieje tak od tygodnia (przecinek)nie dość ,(Spację stawia się po przecinku, nie przed) że wszystko zasypane śniegiem prawie po pas. (To powinno być jedno zdanie, a tu powinien być przecinek)To jeszcze jęczy i zawodzi jak jakaś utrapiona dusza, dzieciaki boją się po nocach – powiedział mężczyzna ubrany w ciężkie skóry, siedzący w przeciwległym końcu sali. Jego sylwetka prawie cała nikła w mroku (przecinek)który tam zamieszkiwał. (Usunęłabym to – jakoś mi tu nie pasuje taki zwrot, to "zamieszkiwanie" mroku to moim zdaniem kiepski dobór słów)

– Tatko mówił(przecinek) iż to dusze zmarłych(przecinek) które nie mogą dostać się do zaświatów – powiedziała mała dziewczynka (przecinek)tuląc się mocniej do swojej matki.

– E tam, pleciecie bzdury(przecinek) po prostu wiatr w szczelinach gór wyje(przecinek) ot co. Prawda (przecinek)Forsaverze ?? (Ze znakiem zapytania jest taka sama sytuacja jak z przecinkiem – spacja po, nie przed. No i po co aż dwa znaki zapytania?)
– Sam nie wiem(przecinek) różne słyszałem opowieści na ten temat(przecinek) Indikativie(Brzmi mi jak jakaś nazwa przypadku z niemieckiego, no wiesz: Nominativ, Dativ, Akkusativ, Indikativ...:D )(Spacja)– rzekł przybysz (przecinek)ściągając jednocześnie (zbędne – wynika ze zdania, że jednocześnie) kaptur z głowy. W półmroku(przecinek) jaki panował w pomieszczeniu (przecinek)widać było jego długie siwe włosy (za dużo spacji) i (za dużo spacji) lico upstrzone wieloma zmarszczkami (przecinek)od razu przykuwało uwagę jego bystre i stalowe spojrzenie.

– Nie zaczynaj i ty (przecinek)stary druhu. Nie pleć bajek jak przekupka przy trakcie.(zbędna kropka) – powiedział Indikativ wstając(przecinek) a był to widok niecodzienny(przecinek) ponieważ miał on posturę małego giganta. Podał rękę starcowi i wskazał ręką (Tę drugą "rękę" bym usunęła, bo raczej wiadomo, że nie wskazał nogą, ew. mógł wskazać ruchem głowy) na miejsce obok siebie(kropka) – Siadaj (przecinek)rozgość się (przecinek)ogrzej stare kości.

Forsaver zwinnie zdjął płaszcz rzucił go na wieszak przy drzwiach (przecinek)otrzepał śnieg z butów i usiadł obok ogromnej postaci gospodarza.

Rozejrzał się po sali(Tu dałabym kropkę, a dalej nowe zdanie) była wysoka, w półmroku (przecinek)jaki ją opanował (przecinek)nie było widać sklepienie(-nia) nad nimi oraz ścian.

Była(Był) to główny budynek w wiosce Indikativa(przecinek) miejsce zebrań i uczt. Ludzie siedzieli bądź leżeli na posłaniach z(ze) skór(przecinek) najwięcej starało się stłoczyć w centralnej części izby wkoło wielkiego paleniska. Ci (przecinek)którym się to nie udało (przecinek)siedzieli w kontach(Bankowych? :D "kątach", oczywiście) skryci pod stosami futer.

– Pewnie jesteś głodny (bez spacji)? – powiedział wódz(kropka) – Kone (przecinek)kochanie(przecinek)przynieś naszemu gościowi strawy i napitku(przecinek) coby się rozgrzał. A ty (przecinek)stary wędrowcze (przecinek)opowiadaj nam (przecinek)co słychać w świecie.

W pomieszczeniu dał się słyszeć nagły ruch (przecinek)ponieważ każdy chciał być jak najbliżej (przecinek)by nie uronić nawet jednego słowa.

(Myślnik)
Wojna(przecinek) hmmm (bez spacji)… nadciąga i to rychło. Dwa miesiące spędziłem na dworze króla Ulrika i widziałem(bez spacji) ,(spacja)że zbiera on wojów chcących razem z nim ruszyć na południe.

W sali dał się słyszeć głośny pomruk aprobaty(przecinek) każdy mężczyzna pokiwał głową.

– Twoja strawa (przecinek)czcigodny Forsaverze. – w(W)ysoka blondynka podała mu tacę.
– O (przecinek)dziękuje(ę)(przecinek) Kone. Jesteś prawdziwym skarbem.

Starzec w ciszy powoli zjadł przyniesione mu jedzenie (przecinek)wsłuchując się w ożywione rozmowy i podniesione męskie głosy. Na wieść o wyprawie wszyscy się ożywili (przecinek)kobiety (przecinek)mężczyźni i dzieci, życie Nordów(Tych z serii "The Elder Scrolls"? :P) opierało się na wyprawach i łupieniu. Ich ziemia była jałowa i ciężko było znaleźć odpowiedni skrawek pod uprawę. Lata były również bardzo krótkie (przecinek)dlatego często panował głód. Wyprawy były okazją do uzupełnienia zapasów(przecinek)zdobycia złota i niewolników. Sama tylko plotka o wyprawie powodowała żarliwe rozmowy i dyskusje (przecinek)wskutek których dzbany z mocnym piwem i gorzałką zaczęły krążyć dwa razy szybciej. Nim Forsaver skończył potrawę(przecinek) wielu mężów zdążyło się upoić i zalegnąć(legnąć) na podłodze sali(przecinek) głośno przy tym chrapiąc.

– Mistrzu (przecinek)mógłbyś nam opowiedzieć o wyjcu na wietrze(bez spacji) ? – powiedziała mała dziewczynka, ta sama(przecinek) która wcześniej upierała się(przecinek) iż wyjący wiatr to dusze pokutników.
– A co dokładnie chciała byś(chciałabyś) wiedzieć (przecinek)dziecko.(Znak zapytania zamiast kropki) – odpowiedział starzec.
– Powiedziałeś (bez spacji),(spacja)że słyszałeś różne opowieści.
– Właśnie (przecinek)Forsaverze (przecinek)opowiedz nam bajeczkę do snu – prychnął Indikativ.
– Nie jest to historia wesoła ani lekka (przecinek)ale skoro nalegacie. Jest to opowieść o miłości elfiej księżniczki Aveline do ogromnego jak góra i brzydkiego jak troll giganta lodowego o imieniu Tvilling. Usłyszałem ją (przecinek)przebywając w elfim dworze w Havantorze.(To się rymuje, a to proza, więc nie powinno)

Na razie tyle, póki co więcej nie dam rady.
Uwag mam sporo, więc pozwolę sobie wypunktować.

1. Przede wszystkim akapity. Tutaj stawia się je tagiem [p.] (bez kropki) na początku zdania, które ma poprzedzać wcięcie (czyli praktycznie przed każdym zdaniem zaczynającym się od nowej linijki). Akapity powinny także poprzedzać każdą wypowiedź. W tekście wygląda to tak:
– Blabla – powiedział ktośtam.
Akapity sprawiają, że tekst jest bardziej przejrzysty, nie trzeba wypatrywać sobie oczu na ścianie liter. W razie wątpliwości zerknij na któryś sformatowany tekst na forum, na pewno zauważysz znaczną różnicę.

2. Spacje stawia się PO znaku interpunkcyjnym, nie przed. Wyjątkiem jest myślnik, który jest i poprzedzany, i zakańczany spacją. Każda inna opcja da nam zamiast półpauzy czy pauzy dywiz, który służy do czegoś innego (łączenia wyrazów).
Taka jest różnica:

– Blabla? – spytał ktośtam. –-–> Wersja poprawna
-Blabla?-spytał ktośtam. –-–-> Wersja błędna

3. Zauważyłam, że nieco nadużywasz "iż". Nie brzmi to zbyt naturalnie, kiedy nawet dzieciaki go używają, znacznie naturalniejsze jest "że", "iż" stosowałabym raczej jako jego zamiennik, żeby nie tworzyć powtórzeń. "Iż" moim zdaniem źle brzmi nawet w niektórych wypowiedziach archaizowanych.

4. W oczy rzucił mi się także błędny zapis dialogów, dlatego zachęcam do zerknięcia do poradnika forumowego na ten temat.

Sam tekst, poza błędami, nie jest zły. W sumie czytałoby mi się miło, ale niestety mam "ale". :) Właściwie nie ma pojęcia, gdzie dokładnie dzieje się akcja – wiem, że to jakaś wioska jakiegoś plemienia (wyobraziłam sobie wioskę Nordów ze Skyrima, ale nie sądzę, że gdybym nie znała tej gry, to miałabym tak klarowną wizję). W zasadzie nie wiem, kim są bohaterowie, znam tylko ich imiona, które jeszcze niezbyt dobrze umiem dopasować do poszczególnych postaci, wiem, że któryś jest starcem, ale nic więcej. No i jak na razie nie wydarzyło się nic, co przykułoby moją uwagę. Z tego powodu nie czytało mi się najlepiej, ale mam nadzieję, że kiedy doczytam dalej, będę miała okazję do zmiany zdania. :)

Resztę sprawdzę, kiedy zobaczę, że zostały naniesione powyższe poprawki. Miło byłoby również, gdybyś naniósł na cały tekst to, co wymieniłam pod tą listą (czyli akapity, spacje w dobrych miejscach itd.), żeby oszczędzić mnie lub innym sprawdzającym zbędnej roboty. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#4
(20-05-2015, 19:58)Gorethh napisał(a): Stare (przecinek) drewniane drzwi otworzyły się (z) wielkim hukiem na oścież.

W słabym świetle prostych (przecinek) oliwnych lamp ich oczom ukazała się wielka, prawie dwumetrowa sylwetka, której szaty zajadle targały podmuchy lodowatego wiatru. W lewej ręce trzymała długi kij, (zbędny przecinek) z emanującym czerwonym blaskiem wierzchołkiem. (na końcu akapitu nie robimy wcięcia – ten błąd jest w całym tekście)

(wcięcie) Postać szybkim krokiem weszła w głąb izby, zamykając masywne, obite skórą drzwi jednym machnięciem ręki.
– Przepraszam – powiedziała postać – straszna zawierucha na dworze, (skoro usunąłeś spójnik 'iż', to już nie ma sensu ten przecinek – zamienić go na kropkę i dalej dużą literą) nie zdołałem ich utrzymać.
– Wieje tak od tygodnia, (tu też kropka zamiast przecinka i dalej dużą literą) nie dość, że wszystko zasypane śniegiem prawie po pas, to jeszcze jęczy i zawodzi jak jakaś utrapiona dusza, dzieciaki boją się po nocach – powiedział mężczyzna ubrany w ciężkie skóry, siedzący w przeciwległym końcu sali.

– Tatko mi mówił, (że) to dusze zmarłych (przecinek) które nie mogą dostać się do zaświatów – powiedziała mała dziewczynka, tuląc się mocniej do swojej matki.
– E tam, pleciecie bzdury, (raczej kropka) po prostu wiatr w szczelinach gór wyje, ot co. Prawda (przecinek) Forsaverze?
– Sam nie wiem, (raczej kropka) różne słyszałem opowieści na ten temat (przecinek) Indikativie – rzekł przybysz, ściągając kaptur z głowy. W półmroku, jaki panował w pomieszczeniu, widać było jego długie (przecinek) siwe włosy i lico upstrzone wieloma zmarszczkami, od razu przykuwało uwagę jego bystre i stalowe spojrzenie.
– Nie zaczynaj i ty, stary druhu. Nie pleć bajek jak przekupka przy trakcie – powiedział Indikativ (przecinek) wstając, a był to widok niecodzienny, ponieważ miał on posturę małego giganta. Podał rękę starcowi i wskazał na miejsce obok siebie.
(wcięcie) – Siadaj, rozgość się, ogrzej stare kości.
(wcięcie) Forsaver zwinnie zdjął płaszcz (przecinek) rzucił go na wieszak przy drzwiach, otrzepał śnieg z butów i usiadł obok ogromnej postaci gospodarza.

Była wysoka, w półmroku, jaki ją opanował (przecinek) nie było widać sklepienia nad nimi oraz ścian.

(wcięcie) W pomieszczeniu dał się słyszeć nagły ruch, ponieważ każdy chciał być jak najbliżej, by nie uronić nawet jednego słowa.

Gotowych przebyć morze i uderzyć no (na) bogate miasta słabowitych południowców.
(wcięcie) W sali dał się słyszeć głośny pomruk aprobaty, każdy mężczyzna pokiwał głową.
– Twoja strawa (przecinek) czcigodny Forsaverze. – Wysoka blondynka podała mu tacę.

(wcięcie) Starzec w ciszy powoli zjadł przyniesione mu jedzenie, wsłuchując się w ożywione rozmowy i podniesione męskie głosy. Na wieść o wyprawie wszyscy się ożywili, (raczej myślnik) kobiety, mężczyźni i dzieci, (raczej kropka i dalej dużą literą) życie Nordów opierało się na wyprawach i łupieniu.

– Mistrzu, mógłbyś nam opowiedzieć o wyjcu na wietrze? – Powiedziała (po pierwsze – małą literą, a po drugie – może tak dla odmiany 'zapytała') mała dziewczynka, ta sama, która wcześniej upierała się, że wyjący wiatr to dusze pokutników.

Dawno temu król elfów z wysokiego rodu wysłał swoją najstarszą i najpiękniejszą córkę Aveline w delegację do północnych plemion (przecinek) licząc, że uda się jej wynegocjować rozejm w trwającej 10 (dziesięć) lat wyniszczającej wojnie.

Statek roztrzaskał się o lodowiec (przecinek) większość załogi utopiła się w lodowatej wodzie albo zmarła z wyziębienia. Nie wiadomo, w jaki sposób drobna (drobnej) i delikatna (delikatnej) jak kwiatek Aveline udało się przetrwać, (raczej kropka i dalej dużą literą) jedni mówią, że to dzięki magi (magii) (przecinek) inni, że to dzięki niesamowitej sile woli i chęci parcia do przodu. Po długiej arktycznej tułaczce (przecinek) będąc sama w lodowym piekle (przecinek) nawet ona znalazła się na skraju wyczerpania i pewna swojej rychłej śmierci w ramionach mrozu zaległa w jaskini (przecinek) czekając na cud. Jakież było jej zdziwienie, gdy obudziła się w przepięknej (przecinek) lodowej komnacie przykryta futrem z białych lisów (przecinek) a na stoliku obok stała taca z ciepłą potrawką i dzban grzanego wina. Nasyciwszy pragnienie (przecinek) ubrała się czym prędzej, (raczej kropka i dalej dużą literą) postanowiła znaleźć gospodarz (gospodarza) i podziękować mu za gościnę. Długo chodziła oniemiała z wrażenia po lodowym pałacu (przecinek) i (zbędne) nie mogąc wyjść z podziwu, choć całe dotychczasowe życie spędziła w uważanych za najpiękniejsze na świecie wiszących elfich pałacach (szyk – spędziła w wiszących elfich pałacach, uważanych za najpiękniejsze na świecie). Ściany były wykonane z gładkiego i przezroczystego lodu (przecinek) zdobione skomplikowanymi płaskorzeźbami przedstawiającymi chyba wszystkie znane jej zwierzęta żyjące w arktycznych klimatach oraz parę (przecinek) których, (zbędne w tym miejscu) nigdy w życiu nie widziała. Z okien pałacu roztaczał się zapierający dech w piersiach (widok) na dziedziniec, lodowe ogrody oraz bezkresną tundrę w koło (wkoło – jeśli już). Pałac był otoczony wysokim na około 10 (dziesięć) metrów murem. Po wielogodzinnej tułaczce po setkach komnat i sal oraz ogrodzie Avelin ku swojej rozpaczy nie znalazła nikogo, żadnej żywej, (zbędny przecinek) istoty (przecinek) tylko setki lodowych rzeźb (przecinek) z którymi, (zbędny przecinek) nie mogła zamienić żadnego słowa.

To wszystko z ukrycia obserwował władca lodowego pałacu (przecinek) lodowy gigant o imieniu Tvilling (kropka i dalej dużą literą) okazało się, iż to, co wyczerpana Avelin wzięła za jaskinię (przecinek) było w rzeczywistości jedną z sal nieopodal muru okalającego ziemię giganta. Zaniósł ją do komnat (przecinek) ogrzał i naszykował jadła. Tvilling samotnie zamieszkiwał swoje włości (przecinek) nikt poza niedźwiedziami (przecinek) lisami czy Yeti (małą literą) nie żył w okolicach 100 (stu) mil. Ukrywał się przed elfką, ponieważ się jej wstydził, (raczej myślnik) zjawiskowa uroda księżniczki onieśmielała go. Choć żył wśród pięknych rzeźb i posągów (przecinek) nigdy w życiu nie widział nikogo i nic (przecinek) co mogłoby się, (zbędny przecinek) choć w połowie równać z jej urodą. Widząc zapłakaną Avelin (przecinek) postanowił się jej ujawnić. Ta (przecinek) widząc go (przecinek) najpierw się zlękła (przecinek) płosząc go (przecinek) potem jednakże bardzo się ucieszyła. Domyślając się, że to on uratował jej życie, rzuciła się mu w ramiona, chcą (chcąc) go przytulić. Do dziś nie wiadomo (przecinek) jak przepiękna elfka mogła się zakochać w wielkim jak sosna (przecinek) śmierdzącym jak stado orków i brzydkim jak wspomniany wcześniej troll olbrzymie. Jednakże pokochała go szczerą miłością ,dając (miłość, dając – przecinek po wyrazie, a nie przed następnym; w złym miejscu spacja) mu coś, czego nigdy w życiu nie przeżył.

Niestety elfia księżniczka stęskniwszy się za rodziną i bliskimi (przecinek) po paru latach postanowiła wrócić do domu. Poprosiła Tvilinga (przecinek) by ten jej towarzyszył (kropka i dalej dużą literą) niestety biedny olbrzym nie mógł opuścić murów tego pałacu, ponieważ kilkaset lat wcześniej został przeklęty przez swojego ojca. Wiele set (Setki) lat temu było to kwitnące centrum kultury lodowych gigantów (kropka i dalej dużą literą) niestety z biegiem lat wszystko podupadło i o tym miejscu nie pamiętał już nikt oprócz mieszkańca. Avelin (raz piszesz tak, a raz Aveline – zdecyduj się) zmartwiło to straszliwie, gdyż była zakochana w olbrzymie. Obiecała mu, że wróci do niego najszybciej jak się da. Spakowała swoje rzeczy i zaprzęgiem Tvilinga ruszyła do wioski rybackiej oddalonej 200 (dwieście – liczby w powieściach zapisujemy słownie; dalej będę tylko zaznaczał na czerwono bez komentarza) mil od pałacu olbrzyma.
Elfka spełniła swoją obietnicę, wróciła do olbrzyma po 5 latach i została z nim na rok. Ten stan, (zbędny przecinek) utrzymywał się przez 700 lat, (raczej kropka) Avelin krążyła między jednym światem a drugim, z tym, (zbędny przecinek) że u olbrzyma przebywała coraz krócej i krócej, tłumacząc to obowiązkami wobec dworu ojca i monarchii. Olbrzym rozumiał to, jednakże nie potrafił się z tym do końca pogodzić, (raczej kropka) za każdym razem, gdy Avelin go opuszczała, czuł (przecinek) jak umiera cząstka jego samego, (raczej kropka) nie potrafił się zmotywować do działania, zaniedbywał obowiązki, robił się pochmurny i agresywny. Często wpadał w szał i demolował lodowe sale i ogrody. Mur w koło (wkoło) pałacu piętrzył się i narastał, lód nie był już taki gładki i przezroczysty, był ciemny i szary. Pałac powoli przeradzał się w straszliwą (przecinek) lodową fortecę o murach wysokich na pięćdziesiąt metrów i grubych na pięć. Olbrzym zapominał (przecinek) kim był (przecinek) zanim poznał elfkę. Często potrafił wpaść w szał przy niej, nie potrafiąc sobie poradzić z odrzuceniem i samotnością, (raczej kropka) Tviling był istotą prostą, stworzoną z instynktów i uczuć, nie kierował się logiką i intelektem.(spacja)Czasami zdarzały się cudowne dni (przecinek) gdy odwiedzała go Avelin, (raczej kropka) potrafił zrobić dla niej wyszukaną i skomplikowaną biżuterię albo tkał lodowe suknie (zbędne) suknie.

Był jak tajfun miażdżący wszystko na swojej drodze, nie potrafił też zapanować nad słowami (przecinek) którymi rzucał w jej stronę. Wybuchał, ponieważ przez to kim był, (zbędny przecinek) oraz przez lodowe więzienie (przecinek) w którym żył, nie mógł być częścią jej świata.

Opuszczony i osamotniony olbrzym (przecinek) nie potrafiący uporać się z swoimi uczuciami, po prostu nie rozumiał (przecinek) co się z nim dzieje, zdziczał do reszty.
Kiedy Avelin po dziesięciu latach wróciła do arktycznego pałacu (przecinek) zdumiała i przeraziła się widokiem.

Stanęła więc przy murze i przyłożyła do niej (niego – mur jest rodzaju męskiego) rękę, (raczej kropka) w jakiś niewytłumaczalny sposób Tviling ujrzał w tym momencie światło wlewające się w mroczne komnaty jego fortecy, ruszył więc jak najszybciej w jego stronę, rozbijając po drodze lodowe ściany (przecinek) które stawały mu na drodze, (raczej kropka) kiedy dotarł do muru (przecinek) zobaczył, że tym światłem (przecinek) które wyrwało go z mroku (przecinek) jest Avelin. Gigant czuł jej ciepło, nawet przez dziesięciometrowy blok lodu, niestety nie mógł się do niej zbliżyć, forteca uniemożliwiała jej wstęp (przecinek) a wyjście jemu (szyk – a jemu wyjście). Niestety usłyszał jej słowa (dwukropek)
– Tivelunie (przecinek) nie jesteś już tym samym gigantem o złotym sercu i duszy gołębia.

Nie kocham cię od wielu lat, mimo to przyjeżdżałam do ciebie (przecinek) mając nadzieje, że się zmienisz i znowu będziesz starym sobą, niestety zmarnowałeś wszystkie szanse (przecinek) które ci dałam. Na dworze mojego ojca poznałam kogoś i zakochałam się w nim, jest zupełnym przeciwieństwem ciebie. Dam ci jednak ostatnią szansę (przecinek) jeżeli, (zbędny przecinek) opuścisz mury swojego lodowego zamczyska i dołączysz do mnie w moim świecie (przecinek) będę twoja na wieki.

Olbrzym usłyszawszy te słowa (przecinek) wpadł w furię, z której siłą nie mogły równać się nawet największe lodowe burze niszczące wszystko na swojej drodze. Zaczął z całych sił uderzać w mur (przecinek) chcą (chcąc) go rozbić, chciał zrobić wszystko (przecinek) by tylko móc znowu, choć przez sekundę (przecinek) spojrzeć na jej uśmiech, by móc choć na sekundę poczuć jej zapach. Bił w mury bez opamiętania uderzeniami o sile mogącej przewrócić góry, bił tak długo (przecinek) aż połamał sobie obie ręce, mimo to uderzał dalej (przecinek) aż zdarł sobie skórę do żywej kości. W momencie gdy dłonie i ramiona przestały go słuchać (przecinek) uderzał w mur głową i całym ciałem. W całej tej furii, (zbędny przecinek) biedny olbrzym nie zobaczył (przecinek) jakie efekty przynoszą jego ciosy. Lód pod jego uderzeniami zamiast pękać i kruszyć zaczynał przyrastać, stając się jeszcze grubszy i grubszy. Miało to miejsce na skutek klątwy (przecinek) która od przeszło tysiąca lat ciążyła na Tvilungu, (raczej kropka) jego ojciec będący królem upadającego królestwa lodowych olbrzymów, (zbędny przecinek) nie chciał dopuścić do tego (przecinek) by resztki jego spuścizny zostały zapomniane.

Zdesperowany i poważnie ranny olbrzym podjął ostatnią desperacką (pleonazm) próbę, (raczej kropka) mimo zgruchotanych kończyn udało mu się wspiąć na stumetrowy mur okalający fortecę. Będą (Będąc) na szczycie muru (przecinek) widział w oddali oddalające się (co za fatalny zlepek – a nie można 'widział oddalające się sylwetki'?) sylwetki orszaku Avelin, postanowił więc skoczyć. Wiedział (przecinek) iż czeka go bolesna śmierć, że zostanie pocięty na kawałki przez ostre krawędzie, którymi mur był nastroszony. Wiedział jednak (też), że nic nie będzie równie bolesne jak życie bez niej i jej światła (przecinek) którym ogrzewała jego wielkie, skute lodem serce. Chciał choć na chwilę być nawet o metr bliżej do niej, (raczej kropka) niestety zaklęcie nie pozwoliło mu nawet na ten desperacki krok. Nie mógł zrobić nic, siedział na szczycie muru (przecinek) krzycząc ile sił w płucach.

Podobno, (zbędny przecinek) po kilkudziesięciu latach od tego wydarzenia, (zbędny przecinek) odwiedził go potężny czarodziej, który słysząc opowieść o przeklętym olbrzymie, chciał pomóc biedakowi złamać klątwę. Została ona jednak upleciona z tak mocnych pradawnych zaklęć (przecinek) których nawet on, mimo całej swojej mocy i wiedzy (przecinek) nie potrafił rozerwać. Znalazł jednak lukę w zaklęciu, lukę (przecinek) której ojciec Tvilunga nawet nie potrafił sobie wyobrazić. By zaklęcie straciło swoją moc (przecinek) olbrzym musiał ożenić się z istotą (przecinek) która by go kochała z całego serca . Słysząc to, gigant o dziwo nie wpadł w szał, porostu (po prostu) odszedł w najgłębsze zakątki swojej fortecy, idąc jak kukła (myślnik) pusty w środku (przecinek) wyprany z jakichkolwiek uczuć. Ponieważ miał możliwość złamać klątwę, jednak nie wiedział o tym wcześniej (przecinek) a nie znał sposobu (przecinek) by cofnąć czas. Choć nie wiadomo, czy jeśli jakimś cudem Tivelung cofnąłby czas (przecinek) potrafił by (potrafiłby) zmienić to (przecinek) kim jest.
Do dzisiaj żyje w ogromnej i pustej (przecinek) lodowej fortecy (przecinek) jak lunatyk chodząc z kąta w kąt bez celu. Czasami próbuje się wydostać z twierdzy (przecinek) raniąc się przy tym okropnie (przecinek) i wtedy to właśnie słychać przerażające i mrożące krew w żyłach wycie. Ponieważ Tvilung stara się wydostać z twierdzy (przecinek) którą sam zbudował w swojej furii i gniewie (przecinek) do jedynej istoty na świecie (przecinek) która była w stanie go pokochać i która mogła mu pomóc w walce z klątwą. Wtedy to leży poobijany z połamanymi rękoma (przecinek) opierając się o mur (przecinek) płacząc za tym (przecinek) co stracił przez samego siebie (przecinek) i modląc się do wszystkich znanych mu bogów (przecinek) by wróciła.
Avelin natomiast wyszła za mąż, dochowała się dwójki dzieci, po śmierci ojca został królową i prowadziła spokojny żywot. Tylko czasami rano w przypływie wspomnień spogląda z tęsknotą (na) północ.

Starzec skończył swoją opowieść (przecinek) wystukał resztki tytoniu z fajki i rozejrzał się po pomieszczeniu (kropka) twarze wszystkich osób w izbie były zwrócone na niego. Wiatr na zewnątrz chaty wzmógł się jeszcze bardziej i wszyscy mogli przysiąc (przecinek) iż słyszą krzyki biednego Tvilunga.

Stworzyłeś naprawdę ciekawą historię. Nabrałem chęci na dalszy ciąg.
Niestety jednak musisz solidnie popracować nad formą. Ilość błędów jest powalająca. Polecam nasze poradniki:
http://podziemieopowiadan.pl/forum/threa...logow.html
http://podziemieopowiadan.pl/forum/threa...nkcja.html
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#5
Poprawki naniesione, dziękuję wszystkim którzy poświęcili czas na przebijaniu się przez tą ścianę. Wiedziałem, że ciężko u mnie z interpunkcją ale nie ,że aż tak. Czy będzie kontynuacja to nie wiem. Na pewno postaram się i poświecę więcej czasu na redagowanie tekstu.
Dziękuje za wszelkie uwagi i linki na pewno zajrzę.
Odpowiedz
#6
Wszystko przykuło moją uwagę do momentu, gdy opowieść snuta przez starca zaczęła przypominać wymyślaną na miejscu bajeczkę. Nie wiem w jakim stopniu legenda jest ważna dla fabuły, jednak miałem momentami wrażenie jakby całość opowiadało dziecko, które usłyszało wszystko od kolegi i nieudanie łatało dziury wyobraźnią. Cały klimat posypał się jak domek z kart, i gdy opowieść dobiegła końca, nie wpatrywałem się w starca ani nie słyszałem jęków giganta, a czytając dobre historie przeważnie mi się to zdarza.
[Obrazek: 12.jpg]
Odpowiedz
Reklama AdSense
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości