Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Chciwość
#1
Łoku doku ten projekt to remake niesławetnego "Lochu". Niektórzy widzieli,kilku przeczytało i wciąż krwią płaczą. Zmieniłem kilka rzeczy i wplotłem w historię to co udało mi przyswoić odkąd zacząłem pisać na portalu(swoją droga dużo tego nie ma więc nadziei sobie na cuda nie róbcie :D). A tak na poważnie jeśli ktoś przeczytał wcześniej Loch, to miło byłoby dowiedzieć się czy zrobiłem jakiekolwiek postępy. Narracja na razie sprawia problemy zarówno mi jak i całej reszcie dlatego użyje Ʌ takich znaczków rozdzielając akcję z punktu widzenia bohater oraz innych osób.

Uczta Ślepców
Tomek nie patrzył w głąb lochu ze strachem czy nadzieją. Granitowy kolos w środku miasta był jego starą kochanką, do której wracał po latach rozłąki. Gniazdo potworów wypełnione śmiercią i bólem, jedyne miejsce, które tak naprawdę mógł nazwać domem. Obietnica emocji, krwi i wyzwań skryta za grubymi murami. Nagrody dla tych, którzy postanowili stawić czoła próbie antycznej świątyni walki, działały jak magnez, pochłaniając przez wieki niezliczone istnienia. Nie wiadomo, kto pierwszy nadał lochowi miano „Chciwości”, lecz jedno jest pewne, żadna nazwa nie oddaje lepiej charakteru tego piekła.
Bezwolnie przyciągany przez nostalgiczne uczucia chłopak stawiał krok za krokiem w kierunku skrytego w cieniu wejścia. Płaskorzeźby na ogromnym łuku przedstawiające oblicza bestii zamieszkujących mistyczny świat w sercu miejskiej dżungli witały go swym kamiennym wzrokiem. Z każdym ruchem pozostawiał za plecami cywilizację. Wieżowce z betonu i stali, chociaż górujące ponad starożytnymi murami „Chciwości”, z każdą chwila malały i traciły znaczenie. Kultura, na którą przez tysiąclecia pracowała ludzkość, rozmywała się, ustępując miejsca pierwotnym instynktom. Wola przetrwania oraz siła, by tę wolę przekuć w czyn, tylko to i nic więcej ma wartość w tym tak obcym większości ludzi świecie.
Spojrzenia ludzi odprowadzających wzrokiem młodego mężczyznę wchodzącego w głąb lochu były wypełnione litością i współczuciem. Brudne ubrania, połatany plecak i topór w garści, nie był to obraz przedstawiający wojownika na drodze do chwały, lecz desperata, który, nie radząc sobie w życiu, łapie się ostatniej deski ratunku. Niejednemu z nich przeszło przez myśl zatrzymanie roztrzęsionej sylwetki stąpającej pomimo przerażenia w stronę własnej zguby. Sam chłopak, nieświadom ponurych rokowań na swój temat wziął głębszy oddech i cały roztrzęsiony od ekscytacji wkroczył w trzewia molocha zwanego „Chciwością”.
Ʌ
Łzy zamgliły oczy Klaudii, z każdą serią z karabinu dopadała ją kolejna fala rozpaczy. Z tafli mętnej wody wyłonił się przed nią stwór pokryty szarym śluzem. Z szerokiego pyska uzbrojonego w ostre, wystające zęby zwisał strzęp ociekającego wciąż świeżą krwią mięsa. Humanoid zdawał się szyderczo uśmiechać w stronę sparaliżowanej strachem dziewczyny. W poświecie czerwonej flary rozpraszającej wszechobecny mrok, białe ślepia bestii nabrały krwawego blasku. Ciało potwora napięło się i wystrzeliło niczym pocisk w stronę bezbronnej ofiary. Ułamek sekundy dzielił ją od śmierci, jednak zęby maszkary zamiast zatopić się w ciele, napotkały zimny metal tarczy.
— Rusz się! — Krzyk brata wywijającego nad głową włócznią przywołał Klaudię do rzeczywistości. Ślepiec nie dał mu okazji powiedzieć nic więcej, ponawiając atak. Desperacka obrona chłopaka po każdym z niezmordowanych natarć wychodziła coraz gorzej. Gdy zgasła ostatnia iskra flary, bestia pod osłoną ciemności wreszcie ominęła okrągłą tarczę i powaliła na kamienie jaskini swojego przeciwnika. Na krótką chwilę eksplozja granatu odkryła przed dziewczyną dramatyczną scenę. Z krzykiem na ustach rzuciła się na pomoc, bojąc się oddać strzał w ciemnościach. Zmaganie przemieniło się w plątaninę ciał, z których każde robiło, co tylko było w ich mocy by przeżyć. Rodzeństwo kopało, uderzało pięściami, a nawet gryzło, wszystko to jednak nie dawało nawet płonnej nadziej w starciu ze szponami i zębami potwora zrodzonego w mroku. Zmagania przerwał wrzask przepełniony bólem, po którym było słychać tępy dźwięk jednostajnych uderzeń. Klaudia, nie czując już oznak życia u nieruchomego stworzenia, odpaliła kolejną racę. Jej oczom ukazał się jej brat uderzający w amoku kantem tarczy w głowę ich niedawnego przeciwnika, którego szczęki były zaciśnięte na jego nodze. Chociaż czaszka stwora już dawno poddała się pod gradem uderzeń, to chłopak z uporem maniaka nie przerywał, zadając ciosy jakby od tego zależało jego życie.
— Wystarczy — powiedziała Klaudia, obejmując brata — Już po wszystkim.
Twarz chłopaka wypełniona była mieszaniną strachu, wściekłości i cierpienia. Dopiero, gdy otrząsnęli się z szoku po walce, uwolnili nogę uwięzioną w szczęce martwej maszkary i zrobili prowizoryczny opatrunek. Nie było czasu na nic więcej, nie byli jeszcze bynajmniej bezpieczni. Wciąż trwała bitwa, a krzyki umierających i rannych mieszały się z wystrzałami z broni. Śmierć jednego Ślepca nie zakończy tego koszmaru.
Ʌ
Tomek zatrzymał się przy wejściu prowadzącym na trzeci poziom lochu. Skryty w ciemnościach uważnie obserwował toczącą się kawałek dalej bitwę. Cały oddział otworzył ogień do zbliżających się ze wszystkich Ślepców. Te prymitywne stwory zazwyczaj polują w pojedynkę, jednak na nieszczęście łowców przygód dowodził nimi Tryton, większa, szybsza a przede wszystkim inteligentniejsza odmiana tych bestii. Oddawane we wszystkich kierunkach serie z karabinu pomagały rozświetlić wnętrze podmokłych jaskiń. W czerwonym świetle rac, już na pierwszy rzut oka widać było, że sytuacja nie maluje się dla ludzi zbyt kolorowo. Chociaż deszcz kul trzebił szeregi potworów, to ich przewaga liczebna zdawała się ciągle rosnąć, za każdego zabitego z wody wyłaniały się dwa kolejne. Tyłów ludzi bronił mężczyzna uzbrojony w miotacz płomieni, był on głównym powodem, dla którego nie załamali się oni jeszcze pod falą przeciwników. Ślepcy zrodzeni w mrocznych wodach mroku, niczego nie bali się tak, jak ognia niosącego fale nieznanego im gorąca.
Każda desperacka obrona natrafia na moment, w którym dochodzi do załamania, tym momentem dla oddziału stała się chwila, gdy ponad połowa z nich zmuszona była przeładować. Masywny Tryton, który był dwukrotnie większy niż którykolwiek z ludzi, pomiędzy których zmierzał z idealnym wyczuciem. Z każdym ruchem na wysokości jego oczu tańczył w hipnotycznym tempie świecący jasnym blaskiem wabik, będący zgubą wielu istnień szukających promyka nadziei w mroku rozpaczy. Dzierżący wielki harpun potwór ruszył zebrać krwawe żniwo. Za pierwsze cele obrał dwójkę obrońców. Jako jedyni wyposażeni w na pozór archaiczne włócznie i tarcze wojownicy nie zatrzymali jego natarcia nawet na chwilę. Pierwszego zabił potężnym pchnięciem harpuna, przebijając go razem z tarczą, a drugim dosłownie rzucił w mrok pomiędzy wygłodniałych Ślepców. Nie zwalniając, w biegu wyciągnął z martwego ciała broń i wpadł pomiędzy resztę oddziału. Tylko jedna osoba otworzyła ogień przeciw nowemu napastnikowi, lecz lufa jej broni szybko ucichła, gdy właścicielka została przyszpilona do ziemi. Następnie przyszła kolej na przeładowującego karabin chłopaka, jego ciało upadło na ziemię pozbawione głowy, którą odgryzły potężne szczęki Trytona. W ślad za bestią ruszyła kolejna fala stworów. Potwory minęły dziewczynę gnającą na złamanie karku i posyłającą w ich kierunku grad kul. Niczym kierowane jedną wolą, zignorowały samotną ofiarę i ruszyły w samobójczym natarciu, pozwalając wbiec jej w mrok jaskini z karabinem w ręku i nadzieją na to, że jej brat wciąż żyje.
Cała organizacja grupy przepadła, gdy Tryton dosłownie rozerwał przywódcę grupy na dwoje. Gdy panika wdarła się w szeregi dzielnie broniących się ludzi, rozpoczęła się uczta Ślepców, którzy pomimo ciężkich strat nie stracili nic na żądzy mordu.
W stronę zakrwawionego przywódcy potworów wytrysnął pióropusz ognia. Bestia nie czuła grozy, jaką płomień napawał jej słabszych pobratymców. Pewna siebie odskoczyła na bok, kolejnym potężnym wybiciem zamknęła cały dzielący ją od nowej ofiary dystans. Harpun przebił trzewia nieszczęśnika i rozpruł zamontowany na plecach pojemnik z zabójczą cieczą, która spowiła jego ciało woalem płomieni. Tryton niezrażony pobliską eksplozją zbłąkanego granatu wydał z siebie triumfalny ryk, wznosząc nad głowę płonące zwłoki. Raz jeszcze udowodnił, że to on jest władcą jaskiń i, z niepodobnym do prymitywnego potwora zadowoleniem na pysku, przyglądał się ponurej uczcie oświetlonej językami płynnego ognia powoli pożerającymi przebite bronią zwłoki.
Z ciemności za plecami pijanego zwycięstwem stwora wystrzeliła sylwetka. Zanim bestia zorientowała się, w jej prawe kolano uderzył topór, którego siła bardziej roztrzaskała niż przecięła kończynę. Pomiędzy upadkiem masywnego cielska a kolejnym ciosem nie minęła nawet chwila. Tym razem ostrze spadło na nasadę ramienia, które bezwiednie wypuściło trzymany w szponiastej dłoni harpun. Z gardła potwora wyrwał się ryk bez śladu triumfu, który zastąpiła wściekłość i groza nieuchronnej zguby. Ostatni cios urwał upiorne wycie i wycisnął ostatni oddech z piersi Trytona. Widząc klęskę i upadek swojego przywódcy Ślepcy umknęli owładnięci strachem, w mroczne odmęty jaskiniowych stawów.
Patrząc na rozszarpane ciała, Tomkowi przypomniały się słowa jego ojca: Loch nagradza słabość ostateczną łaską. W mrokach jaskini zapisane zostały krwią oraz ogniem ostatnie chwile ludzi, jedna kropla życia w oceanie pochłoniętym przez „Chciwość”.




Trochę kombinowałem z narracją więc nie do końca jestem pewien czy wszystko jest jasne, jednak chciałem spróbować trochę innego podejścia.
[Obrazek: 12.jpg]
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Cytat: Wieżowce z betonu i stali, chociaż górujące ponad starożytnymi murami „Chciwości” [przecinek] z każdą chwila malały i traciły znaczenie.

Wola przetrwania oraz siła [przecinek] by tę wolę przekuć w czyn, tylko to i nic więcej ma wartość w tym tak obcym większości ludzi świecie. [druga część zdania trochę mi nie bangla pod względem przecinków; jestem ciekaw, jak to ma wyglądać, zostawię to dla Vet, coby więcej roboty miała ;D]

Brudne ubrania, połatany plecak i topór w garści, nie był to obraz przedstawiający wojownika na drodze do chwały, lecz desperata, który [przecinek] nie radząc sobie w życiu [przecinek] łapie się ostatniej deski ratunku.

Sam chłopak [przecinek] nieświadom ponurych rokowań na swój temat, wziął głębszy oddech i cały roztrzęsiony od ekscytacji wkroczył w trzewia molocha zwanego „Chciwością”.

— Rusz się! — [Z wielkiej litery] krzyk brata wywijającego nad głową włócznią przywołał Klaudię do rzeczywistości.

Rodzeństwo kopało, uderzało pięściami [przecinek] a nawet gryzło, wszystko to jednak nie dawało (...)

— Wystarczy — powiedziała Klaudia, obejmując brata [poproszę tutaj kropeczkę] — Już po wszystkim.

Wciąż trwała bitwa [przecinek] a krzyki umierających i rannych mieszały się z wystrzałami z broni.

Te prymitywne stwory zazwyczaj polują w pojedynkę, jednak na nieszczęście łowców przygód dowodził nimi Tryton, większa, szybsza [przecinek] a przede wszystkim inteligentniejsza odmiana tych bestii.

Ślepcy zrodzeni w mrocznych wodach mroku, nie [zbędne "nie"] niczego nie bali się tak jak ognia, niosącego fale nieznanego im gorąca.

Masywny Tryton, który był dwukrotnie większy niż którykolwiek z ludzi, pomiędzy których zmierzał z idealnym wyczuciem. [czegoś w tym zdaniu brakuje]

Nie zwalniając, w biegu wyciągną z martwego ciała bron ["broń"] i wpadł pomiędzy resztę oddziału.

Niczym kierowane jedną wolą zignorowały samotną ofiarę i ruszyły w samobójczym natarciu, pozwalając wbiec jej w mrok jaskini, z karabinem w ręku i nadzieją na to, że on wciąż żyje w sercu. [Jaka dziewczyna, jaki on? Przeca laska tkwi przyszpilona do ziemi, a ziomek leży bez głowy. chyba że chodzi o innych ziomków, ale oni też nie czują się najlepiej : D]

Ostatni cios urwał upiorne wycie i wycisną ["wycisnął"] ostatni oddech z piersi Trytona.

Patrząc na rozszarpane ciała [przecinek] Tomkowi przypomniały się słowa jego ojca [tutaj możesz dać dwukropek, ładniej by wyglądało.] Loch nagradza słabość ostateczną łaską.[color=#696969][tutaj brakuje spacji przed następnym zdaniem]

Ok, to z poprawek z mojej strony to tyle. Później wpadnie ktoś kompetentny i sprawdzi dokładniej.

Niestety nie czytałem "Lochu", ale nie mogę powiedzieć, że nie jestem zainteresowany tekstem. Wręcz przeciwnie; chcę zobaczyć, jak pociągniesz i rozwiniesz fabułę. I faktycznie ją poprowadzisz dalej, vide "Nekro", którego wrzuciłeś tylko jeden fragment. Dojadę cię kiedyś za to.
Jakkolwiek fajnie nie jest (sam chciałem coś ostatnio napisać w podobnym stylu), to jedna rzecz naprawdę, ale to naprawdę mnie gryzie. Opis walki z początku jest całkiem spoko, ale im głębiej w las... W pewnym momencie jest trochę nazbyt chaotyczny. Musiałem przeczytać ze trzy, może cztery razy, by zrozumieć, co się stało. To niedobrze. Wiem, że jest ciężko zrobić dobry opis walki i trzeba na wiele rzeczy uważać, by nie było to ani suche, ani chaotyczne.
Skoro nie czytałem "Lochów", to ciężko mi powiedzieć, czy nastąpiła poprawa. Ba, nawet jakbym przeczytał, to podejrzewam, że na niewiele bym się przydał. Z mojego punktu widzenia jest całkiem sympatycznie i nieźle, więc na twoim miejscu bym pisał dalej.
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
#3
(08-05-2015, 11:47)DiValldi napisał(a):
Uczta Ślepców

Bezwolnie przyciągany przez nostalgiczne uczucia,(bez przecinka) chłopak stawiał krok z(a) krokiem w kierunku skrytego w cieniu wejścia.

Płaskorzeźby na ogromnym łuku przedstawiające oblicza bestii, (bez przecinka) zamieszkujących mistyczny świat w sercu miejskiej dżungli,(bez przecinka) witały go swym kamiennym wzrokiem. (oddzielasz wtrącenia, a tu są one zbędne)

Wieżowce z betonu i stali, chociaż górujące ponad starożytnymi murami „Chciwości”(przecinek) z każdą chwila malały i traciły znaczenie.

Wola przetrwania oraz siła(przecinek) by tę wolę przekuć w czyn, tylko to i nic więcej ma wartość w tym tak obcym większości ludzi świecie.

Spojrzenia ludzi odprowadzających wzrokiem młodego mężczyznę wchodzącego w głąb lochu,(bez przecinka) były wypełnione litością i współczuciem.

Brudne ubrania, połatany plecak i topór w garści, nie był to obraz przedstawiający wojownika na drodze do chwały, lecz desperata, który(przecinek) nie radząc sobie w życiu(przecinek) łapie się ostatniej deski ratunku.

Nie jednemu(Niejednemu) z nich przeszło przez myśl zatrzymanie roztrzęsionej sylwetki stąpającej pomimo przerażenia w stronę własnej zguby.

Sam chłopak nieświadom ponurych rokowań na swój temat,(bez przecinka lub przecinek po 'Sam chłopak', choć uważam, że wtrącenie nie jest tu potrzebne) wziął głębszy oddech i cały roztrzęsiony od ekscytacji (oddzieliłabym przecinkami jako wtrącenie) wkroczył w trzewia molocha zwanego „Chciwością”.

Z szerokiego pyska uzbrojonego w ostre, wystające zęby,(bez przecinka) zwisał strzęp ociekającego wciąż świeżą krwią mięsa.

W blasku czerwonej flary rozpraszającej wszechobecny mrok,(bez przecinka) białe ślepia bestii nabrały krwawego blasku.

— Rusz się! — (K)krzyk brata wywijającego nad głową włócznią przywołał Klaudię do rzeczywistości.

Rodzeństwo kopało, uderzało pięściami(przecinek) a nawet gryzło, wszystko to jednak nie dawało nawet płonnej nadziej w starciu z(ze) szponami i zębami potwora zrodzonego w mroku.

Klaudia(przecinek) nie czując już oznak życia u nieruchomego stworzenia, odpaliła kolejną racę.

Chociaż czaszka stwora już dawno poddała się pod gradem uderzeń, to chłopak z uporem maniaka nie przerywał, zadając ciosy(przecinek) jakby od tego zależało jego życie.

Wciąż trwała bitwa(przecinek) a krzyki umierających i rannych mieszały się z wystrzałami z broni.

Skryty w ciemnościach (u)ważnie obserwował toczącą się kawałek dalej bitwę.

Ślepcy zrodzeni w mrocznych wodach mroku, nie(zbędne) niczego nie bali się tak(przecinek) jak ognia,(bez przecinka) niosącego fale nieznanego im gorąca.

Z każdym ruchem na wysokości jego oczy(oczu) tańczył w hipnotycznym tempie świecący jasnym blaskiem wabik, będący zgubą wielu istnień szukających promyka nadziei w mroku rozpaczy.

Nie zwalniając, w biegu wyciągną(ł) z martwego ciała bron(ń) i wpadł pomiędzy resztę oddziału.

Niczym kierowane jedną wolą(przecinek) zignorowały samotną ofiarę i ruszyły w samobójczym natarciu, pozwalając wbiec jej w mrok jaskini,(bez przecinka) z karabinem w ręku i nadzieją na to, że on wciąż żyje w sercu.

W stronę zakrwawionego przywódcy potworów,(bez przecinka) wytrysną(ł) pióropusz ognia.

Tryton niezrażony pobliską eksplozją zbłąkanego granatu,(bez przecinka) wydał z siebie triumfalny ryk(przecinek) wznosząc nad głowę płonące zwłoki.

Raz jeszcze udowodnił, że to on jest władcą jaskiń, i(ten przecinek przenieś tu) z niepodobnym do prymitywnego potwora zadowoleniem na pysku(przecinek) przyglądał się ponurej uczcie oświetlonej językami płynnego ognia powoli pożerającymi przebite bronią zwłoki.

Ostatni cios urwał upiorne wycie i wycisną(ł) ostatni oddech z piersi Trytona.

Widząc klęskę i upadek swojego przywódcy, Ślepcy umknęli owładnięci strachem,(bez przecinka) w mroczne odmęty jaskiniowych stawów.

Patrząc na rozszarpane ciała(przecinek) Tomkowi przypomniały się słowa jego ojca Loch nagradza słabość ostateczną łaską.W mrokach jaskini zapisane zostały,(bez przecinka) krwią oraz ogniem ostatnie chwile ludzi, jedna kropla życia w oceanie pochłoniętym przez „Chciwość”.

Nieźle napisane, interesujące. Potrafisz sugestywnie opisać walkę, czego ci zazdroszczę, bo mnie przychodzi to z trudem:). Może ten opis wymaga doszlifowania, ale i tak jest dobrze, bo zrozumiałam.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#4
Spoiler:

Nie czytałem Lochu, natomiast co do tego opowiadania... cóż, akcja jest zbyt powolna. Nie dlatego, że nic się nie dzieje, wręcz przeciwnie, jest co opisywać. W tym problem. Opisy są, moim zdaniem, zbyt długie i rozbudowane jak na sceny akcji. Ogólnie sceny akcji nie nadają się do opisywania świata, co przy okazji starałeś się robić. Powinny być dynamiczne, pełne krótkich zdań, które pochłania się jedno za drugim i nerwowo zadaje się pytanie "co dalej".
Do świata samego w sobie wstępnie mam kilka wątpliwości, ale z nimi poczekam do kolejnych fragmentów, bo jest możliwe, że się rozwiążą same :)
Pomysł też ciężko oceniać po prologu, ale póki co jestem zainteresowany :)
Niby to wszystko banalne lecz długo się uczyłem cieszyć z prostych rzeczy.
Całe dnie szare przyćmione żalem i narzekaniem gdy teraz na to patrzę ciężko mi uwierzyć.
Zawsze gdy wstaje czeka tu na mnie jakieś wyzwanie bo nieustannie mamy coś tu do odkrycia.
Nawet przegrane coś dają nam a więc idę odważnie i to, co dane mi biorę od życia.
Odpowiedz
#5
Na dobry początek: zjechałeś ze mnie tytuł. xD (http://podziemieopowiadan.pl/forum/thread-chciwosc.html) Nie musisz go zmieniać, jeśli uważasz, że pasuje on do Twojego opowiadania. Nie mam niczego przeciwko, po prostu wydawało mi się, że kojarzę skądś opko o podobnym tytule i zonk, bo to moje. xD

"Cały oddział otworzył ogień do zbliżających się ze wszystkich (stron) Ślepców."

"Niczym kierowane jedną wolą zignorowały samotną ofiarę i ruszyły w samobójczym natarciu, pozwalając wbiec jej w mrok jaskini, z karabinem w ręku i nadzieją na to, że on wciąż żyje w sercu." – nie rozumiem tego zdania. Uprość je jakoś i rozbij. Czytałam je trzy razy i nadal nie wiem o co chodzi, a, wbrew pozorom, jestem całkiem kumata.

Na początek – wprowadź poprawki od Epa, Nawki i Ela. Jeśli złapię chwilę, przeczytam tekst jeszcze raz i dam swoje, bo parę rzeczy rzuciło mi się w oczy.
Co do samego tekstu – napisane jest dużo lepiej niż "Lochy", które czytałam i komentowałam. Czyta się również przyjemniej. Widać progres, jednak pracuj dalej, ponieważ Twój warsztat nadal potrzebuje szlifu. O fabule chwilowo się nie wypowiem, pozwolę sobie jedynie zgodzić się z EpoNem – opis walki jest chaotyczny i niezrozumiały. Pod koniec, dwa ostatnie akapity, czytałam już tylko siłą rozpędu, niewiele rozumiejąc z tego, co czytam. Na ten moment tyle ode mnie, więcej powiem przy następnej okazji.
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#6
Tak myślałem, że skojarzysz ten tytuł bells, wyświetliło mi się, że istnieje już wątek o tej nazwie, ale jestem uparty i jak już coś postanowię to ciężko mi się przestawić.

Część chaosu powstała przez wpływ azjatyckiego fantasy w postaci light novel. Po prostu strasznie dużo tego ostatni czytam i chciałem spróbować czegoś w tym stylu. Dlatego starałem się pokazać walkę z dwóch stron. PO jednej obserwacje bohatera po drugiej walka rodzeństwa. Zabrakło mi umiejętności, żeby to wszystko porozdzielać i zaznaczyć, że oba wydarzenia dzieją się równocześnie, ale czegoś takiego spodziewałem się od początku. Popracuje na razie nad tym fragmentem, żeby nie tworzyć zamieszania :D

A dziewczyna która pobiegła w ciemność to właśnie Klaudia, i tu nie mój ewidentny błąd: nie zaznaczyłem wielkości grupy walczących dlatego można było odnieść wrażenie, że w ciemność ruszył trup.
[Obrazek: 12.jpg]
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Drugi fragment, i tak epon dalej nad tym pracuje, nie skończę jak z necro.
Z pół roku nic z walkami nie pisałem, ale przy tym projekcie chyba uda się trochę nadrobić.

Więzi I


Trupy zarówno ludzi jak i bestii gęsto ścieliły skały jaskini. Rodzeństwo, wychodząc z mroku, ona z karabinem w gotowości, a on oparty o włócznię, doznało szoku. Po chmarze potworów, które jeszcze przed chwilą w szale pożerały ich oddział, nie pozostał nawet ślad. Jedyną żywa istotą na placu boju okazał się młody mężczyzna. Z marsową miną przyglądał się wynikowi bitwy. Prawie dwa tuziny ludzi straciło życie podczas rzezi w mroku pieczar.
A Tryton, który w ich oczach stał się symbolem strachu i śmierci, leżał martwy u stup nieznajomego.
Jego oddech był spokojny, a twarz nie pokazywała żadnej emocji. Czarne, zaniedbane włosy, obszarpane ubrania i wyszczerbiony topór
w dłoni, dosłownie nic nie wskazywało na to, że byłby w stanie zgładzić najgorszą bestię na tym piętrze. A jednak najlepszy dowód właśnie leżał na wyciągnięcie ręki.
— Dziękujemy — powiedziała z drżącym głosem Klaudia, rozumiejąc, że to on uratował ich od niechybnej śmierci.
Jej słowa nie wywołały żadnej reakcji. Mężczyzna, jak gdyby nawet ich nie zauważył, zaczął przeszukiwać porozrzucane wszędzie plecaki, bez wahania zabierając zapasy jedzenia poległych towarzyszy.
— Może to nie Polak, trzeba by spróbować po angielsku — zasugerował brat.
— Hi — krzyknął chłopak w stronę nieznajomego.
Jednak i to nie podziałało, dlatego oboje doszli do wniosku, że są celowo ignorowani. Dziewczyna, nie tracą więcej czasu, sama ruszyła uzupełniać zapasy i amunicję. Nie czas na sentymenty i opłakiwanie poległych, jeśli mieli wydostać się z tego piekła, będą potrzebowali wszystkiego, co da się użyć. Kiedy zanurzasz się w korytarze „Chciwości”, liczą się tylko żywi. Chociaż to okrutne, to jednak takie myślenie pozwala przeżyć.
Nieznajomy właśnie skończył pakować prowiant i, bez chwili zastanowienia czy jednego słowa, ruszył w głąb podmokłych jaskiń uzbrojony jedynie w topór oraz wyrwaną z zimnych rąk martwego żołnierza włócznię. Na ten widok Klaudia oniemiała zupełnie. Nie tylko zostawił on za sobą całą broń palna i amunicję, ale także nie zabrał wabika, który wciąż oświetlał jasnym blaskiem upiorne oblicze martwego Trytona. Na czarnym rynku za gram płynu z tego gruczołu można dostać kilka tysięcy. Dziewczyna, nie wnikając, czy mężczyzna był tego świadom, po prostu odcięła gruczoł nożem. Nie sięgający oczu, ponury uśmiech przyozdobił jej usta. Chowając zdobycz do plecaka, w pełni zdawała sobie sprawę z tego, jaka była cena zdobycia tej małej fortuny. Obślizgły świecący organ, nie większy niż pięść, który ktoś przerobi na narkotyk.
Jeszcze kilka chwil poświęcili na pośpiesznym przeszukiwaniu zwłok, po czym ruszyli po schodach na drugie piętro, w stronę bezpiecznej powierzchni.

Ʌ

Klaudia wiedziała, że Arek nigdy nie przyzna się do słabości. Jednak patrząc na brata nie trudno było domyślić się w jakim jest stanie. Na jego czole perliły się krople potu, oddech miał ciężki i coraz bardziej polegał na włóczni przy stawianiu kroków. Nawet swą nieodłączną tarczę przewiesił przez plecy. Okrągły puklerz zawieszony na plecaku upodabniał go do ślimaka, w takim też tempie zaczynali się poruszać.
— Odpocznijmy chwilę — zaproponowała siostra.
Arek bez słowa rzucił plecak na ziemię i usiadł oparty plecami o ścianę szybu kopalni.
— Siostra, co nas podkusiło, żeby tu w ogóle wchodzić?
— Pieniądze — odparła bez wahania dziewczyna — a poza tym sam mówiłeś, że nie masz zamiaru zmarnować całego życia w tartaku jak rodzice.
— Pamiętasz, jak ojciec mówił, że będziemy tego żałować? — spytał.
— I chyba miał rację — odparła Klaudia.
— Gówno prawda — wyrzucił i zaczął się śmiać. — Wyjdziemy stąd, sprzedamy co mamy sprzedać, i wracamy. — W jego głosie czuło się, że szczerze wierzy w to co mówi.
— Gdzie indziej zobaczymy coś takiego? — zapytał, wskazując ręką na błękitne żyły kryształów oświetlające wnętrze szybu. W eterycznym blasku cały świat wydawał się tak odległy od szarości betonu i stali, jak to tylko możliwe.
— A to dopiero początek — dodała dziewczyna z błyskiem ekscytacji
w oczach.
Jaskinie Ślepców opuścili już kilka godzin temu, od tamtej pory napotkali jedynie kilku Górników. Przygarbione karły z kilofami nie były zbytnim wyzwaniem dla karabinu.
— Pokaż tego kulasa, trzeba zmienić opatrunek. — Odwijając bandaże, stwierdziła siostra.
To, co pod nimi znalazła, nie napawało optymizmem. Głęboka, rozorana zębami potwora rana zaczynała się już zaogniać. Gdy tylko skończyła, wstała gotowa do drogi. Jeśli jej brat miał zachować nogę, to będą mu potrzebne antybiotyki. Jedno spojrzenie i wiedziała już, że jego determinacja wciąż nie zgasła. Przy odrobinie szczęścia jeszcze tylko kilka godzin i wyjdą na pierwsze piętro.
[Obrazek: 12.jpg]
Odpowiedz
#8
(19-05-2015, 21:11)DiValldi napisał(a):
Więzi I


Trupy, zarówno ludzi,(bez przecinka) jak i bestii(tu przecinek albo usuń przecinek przed 'zarówno') gęsto usiały(ścieliły gdyż 'trup ściele się gęsto') skały jaskini.

Rodzeństwo(przecinek) wychodząc z mroku, ona z karabinem w gotowości, a on oparty o włócznię, doznało szoku.

Po chmarze potworów, które jeszcze przed chwilą w szale pożerały ich oddział(przecinek) nie pozostał nawet ślad.

A Tryton, który w ich oczach stał się symbolem strachu i śmierci(przecinek) leżał martwy u stup nieznajomego.

— Dziękujemy — powiedziała z drżącym głosem Klaudia, rozumiejąc, że (to on) uratował on(tu zbędne) ich od niechybnej śmierci.

Mężczyzna, jak gdyby nawet nich(ich) nie zauważył, zaczął przeszukiwać porozrzucane wszędzie plecaki, bez wahania zabierając zapasy jedzenia ich(zbędne) poległych towarzyszy.

Dziewczyna(przecinek) nie tracą© więcej czasu, sama ruszyła uzupełniać zapasy i amunicję.

Kiedy zanurzasz się w korytarze „Chciwości”(przecinek) liczą się tylko żywi.

Nieznajomy właśnie skończył pakować prowiant i(przecinek) bez chwili zastanowienia czy jednego słowa, ruszył w głąb podmokłych jaskiń uzbrojony jedynie w topór oraz wyrwaną z zimnych rąk martwego żołnierza włócznię.

Dziewczyna nie wnikała w to czy nieznajomy nie był tego świadom i po prostu odcięła gruczoł nożem. (to zdanie jakoś kuleje – Dziewczyna, nie wnikając, czy mężczyzna był tego świadom, po prostu odcięła gruczoł nożem.)

Chowając zdobycz do plecaka(przecinek) w pełni zdawała sobie sprawę z tego(przecinek) jaka była cena zdobycia tej małej fortuny.

Jeszcze kilka chwil poświęcili na pośpiesznym przeszukiwaniu zwłok, po czym ruszyli po schodach na drugie piętro, prosto (uważam, że to jest zbędne) w stronę bezpiecznej powierzchni.

Jednak(przecinek) patrząc na brata(przecinek) nie trudno(nietrudno) było domyślić się(przecinek) w jakim jest stanie.

— Gówno prawda — wyrzucił i zaczął się śmiać(tu jednak dałabym kropkę i dalej dużą literą) — wyjdziemy stąd, sprzedamy(przecinek) co mamy sprzedać, i wracamy. — W jego głosie czuło się, że szczerze wierzy w to(przecinek) co mówi.

— A to dopiero początek — dodała dziewczyna,(bez przecinka) z błyskiem ekscytacji w oczach.

To, co pod nimi znalazła(przecinek) nie napawało optymizmem.

Głęboka(przecinek) rozorana zębami potwora rana zaczynała się już zaogniać.

Jeśli jej brat miał zachować nogę(przecinek) to będą mu potrzebne antybiotyki.

Mam nadzieję, że znalazłam wszystko, choć muszę przyznać, że w paru miejscach miałam wątpliwości. W jakimś zdaniu napisałeś 'Górników' – nie mam pojęcia, dlaczego dużą literą. Całkiem dobrze się czytało, dalsze części też postaram się ogarnąć :D.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#9
Jak zwykle masa błędów, dlatego tym bardziej dziękuje za poprawki. Nid trochę poprawił artykuł z interpunkcją więc powinno być łatwiej to wszystko zapamiętać :D co do Górników to nazwa własna coś jak Ślepcy wcześniej.
[Obrazek: 12.jpg]
Odpowiedz
#10
Cytat:Rodzeństwo, wychodząc z mroku, ona z karabinem w gotowości, a on oparty o włócznię

Wychodzenie będąc opartym o włócznie to raczej kiepski pomysł :P

Ogólnie za każdym razem dziwią mnie polskie imiona, ale to kwestia tego, że w sumie rzadko spotyka się je w literaturze fantasy.
Tekst jest ok, chociaż dalej brakuje mi większej ilości fabuły. No i postać gościa z toporem (Krzyśka? Nie pamiętam a nie chce mi się scrollować :P) średnio mi podchodzi.
Niby to wszystko banalne lecz długo się uczyłem cieszyć z prostych rzeczy.
Całe dnie szare przyćmione żalem i narzekaniem gdy teraz na to patrzę ciężko mi uwierzyć.
Zawsze gdy wstaje czeka tu na mnie jakieś wyzwanie bo nieustannie mamy coś tu do odkrycia.
Nawet przegrane coś dają nam a więc idę odważnie i to, co dane mi biorę od życia.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości