Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy WO (5)
#1
Zapraszam ;–)





Pierwszym pytaniem, jakie powinieneś sobie zadać czytelniku, jest: „Czy wierzysz w przypadki?”. Czy jako człowiek jesteś w stanie przyjąć, że twoim życiem kieruje suma potencjalnie niezwiązanych ze sobą wypadków? Czy wierzysz, że są one w stanie diametralnie je zmienić? Czy przypadek może zmienić Ciebie, czy to Ty sam musisz tego dokonać? Czy jesteś w stanie w ogóle się zmienić? Poznaj oto historię kilkorga, obcych sobie ludzi, których linie życia złączne były jednym kołem. A już niedługo jedna z żyłek miała pęknąć…

* * *

Tony usiadł w wielkim, skórzanym fotelu i wyciągnął z szuflady plik papierów. Gwałtownym ruchem dłoni odsunął jakieś graty na biurku, a porcelanowa filiżanka zadrżała i przewróciła się, zalewając czarną kawą piękne mahoniowe biurko. Mężczyzna zaklął głośno i zabrał dokumenty. Wyciągnął z kieszeni chusteczkę i położył ją na mokrą powierzchnię. Po chwili jednak zmarszczył brwi, gniewnie wyrzucił zużyty kawałek do kosza, by następnie wyjść ze swojego gabinetu.
– Posprzątaj tam, ok? Ja zaraz wrócę – rzucił do swojej sekretarki i ruszył długim korytarzem przed siebie, w ręku trzymając plik papierów. Zatrzymał się przy dużych drzwiach ze złotą tabliczką, na której widniały litery: S.J. O’Connor. Zapukał, ale nie czekał na odpowiedź. Od razu wszedł do środka. Wewnątrz dużego, bogato wyposażonego gabinetu siedział starszy mężczyzna w czarnym garniturze. Nad nim stała zgrabna blondynka, w podeszłym wieku, ubrana w zielonkawą garsonkę.
– Co się stało? – spytała, podnosząc wzrok na syna, który usiadł w fotelu przed biurkiem i rzucił na drugi fotel swoje dokumenty.
– Mam zły dzień. Sprawa Jeffersona chyba mnie przerasta.
Ojciec podniósł na niego wzrok. Zamyślił się, odkładając pióro na bok.
– Ale coś nie tak poszło? – spytał w końcu, a blondynka podeszła do chłopaka i położyła swoje stare, lecz zadbane dłonie na jego szerokich ramionach.
– Trudno jest bronić kogoś, wiedząc, że jest winny – mruknął Tony i przetarł oczy. – Do tego czuć wobec niego pogardę i niechęć.
– W tym zawodzie powinieneś się liczyć z takimi sytuacjami – powiedział starszy mężczyzna. – Synu, jesteśmy najlepszą kancelarią prawniczą w Miami i to właśnie dlatego, że bronimy naszych klientów, a nie ich osądzamy. Za to nam płacą. Powinieneś zostawiać swoje uczucia i emocje w domu.
– Ja akurat go rozumiem – rzekła kobieta i uśmiechnęła się do zamyślonego syna. – Jefferson jest mordercą, okrutnym i zimnym draniem.
– Ale obrzydliwie bogatym – poprawił żonę senior O'Connorów, Sony. – Co tam masz? – Zmienił temat, patrząc na fotel z papierami.
– Przyniosłem te dokumenty, które przywiózł kurier, jak byłeś w sądzie. – Młodzieniec patrzył gdzieś w bok. Ojciec uśmiechnął się i wyciągnął po nie rękę, a Tony posłusznie je podał.
– Będziemy mieć nowego, wpływowego klienta. – Mężczyzna poprawił okulary i wczytał się w dokumenty. – Obcokrajowiec. Do tego Rusek.
– A o co chodzi? – spytał Tony, trzeźwiejąc od razu.
– To akta sprawy. Jak je przejrzę to dam ci znać – rzucił krótko Sony, nie odrywając wzroku od pliku papierków.
Tony otworzył drzwi swojego gabinetu i stanął nieruchomo. Sekretarka starannie wycierała szmatką jego biurko, a młoda, śliczna dziewczyna, w skąpym stroju leżała na sofie i przeglądała jakąś gazetę.
– Co tu robisz? – spytał, nakazując ruchem ręki wyjść swojej podwładnej, która posłusznie wykonała polecenie.
– Skończyłam już zajęcia. Przyszłam cię odwiedzić, bo w domu strasznie mi się nudzi – powiedziała i uniosła swoje duże, brązowe oczy znad kolorowego pisemka. – Dużo masz pracy?
– Trochę – westchnął, chwytając falowany, blond kosmyk między palce. – Ale możesz zostać, jeśli chcesz, Nicky. – Uśmiechnął się, a twarz dziewczyny nabrała rumieńców. Podszedł do swojego biurka, zajrzał do pustej filiżanki i przewrócił oczami
– Zrobię Ci kawy – zaproponowała Nicole, wstając i zabierając filiżankę.
– Dzięki, siostro.
Otworzyła drzwi gabinetu brata i stanęła jak wryta.
– Bardzo przepraszam, nie chciałam przeszkadzać – powiedziała wysoka elegancka kobieta, spoglądając na zdziwioną Nicole.
– Proszę. – Nastolatka przepuściła ją w drzwiach i zmierzyła spojrzeniem, oglądając się za nią i marszcząc brwi na widok ogromnego rozcięcia jej spódnicy. Kobieta kusząco uśmiechała się do młodego prawnika i chrząknięciem dała Nicky do zrozumienia, że czeka, aż opuści gabinet. Siostra Tony'ego rzuciła na nią okiem i wyszła z kancelarii.

* * *

Samantha Johnson szturchnęła w ramię zalanego chłopaka, który pochrapywał z głową opartą na barze. Niestety, nie doczekała się reakcji.
– Świetnie... – westchnęła. – Przepraszam! – Szturchnęła go ponownie. – Zamykamy! – Zaczęła nim potrząsać. – Cholera jasna! Jones! – zawołała ochroniarza. Wolała nie brudzić sobie rąk osobiście, poza tym ochroniarz w zdecydowanie lepszym stylu pozbyłaby się gościa. Potężnie zbudowany, ciemnoskóry mężczyzna podszedł do niej z rozbawionym uśmiechem.
– Co jest, złociutka? – Spojrzał najpierw na Sam, albo raczej w jej dekolt, by następnie przenieść wzrok na pijanego chłopaka. – Rozumiem.
– Zajmij się nim, ok? – rzuciła, jakby od niechcenia, po czym chwyciła kask i czarną ramoneskę, którą pospiesznie zarzuciła na ramiona. Miała dość klubu na dziś. Chciała w końcu ułożyć się wygodnie w łóżku i usnąć przy jakimś horrorze, z michą popcornu na nocnym stoliku. Wyszła z Orgy nieco chwiejnym krokiem i skierowała się na parking. Świtało.
– A to co ma być? – warknęła pod nosem na widok chłopaków zebranych dokoła jej ukochanego motoru. Wyprostowała się dumnie.
– Jakiś problem? – spytała z zawziętą miną, dochodząc do grupy.
– Piękna maszyna – odpowiedział jeden z chłopaków, przewyższający Sam o głowę. Opierał się o Hondę zuchwale, co dziewczynie nie bardzo się podobało.
– Dzięki, ale zabierz z niej swoją spoconą dupę, co? – Odepchnęła go.
– Hej hej, niunia! Po co te nerwy? – Położył dłoń na jej ramieniu. Sam prychnęła, odporna na jego zabójczy uśmiech.
– Słuchaj "ogierze"! Zabieraj się stąd! Chcę wyjechać! – Nie zamierzała ustąpić. Była mocno poirytowana faktem, że ten nieznajomy kretyn zgrywa ważniaka przed kolegami. Wśród grupy ozwały się pomruki w stylu "ostra" i "lubię takie". Dłoń nieznajomego zaczęła zjeżdżać w dół jej ramienia. Sam tylko na to czekała. Zamachnęła się i z impetem uderzyła chłopaka kaskiem prosto w twarz. Popłynęła krew.
– Jeśli mówię "weź dupę", to znaczy, że nie chcę mieć z tobą nic wspólnego, czaisz? – Patrzyła jak chłopak podnosi się z ziemi, obalony na nią siłą ciosu. – Zabieraj swoich przydupasów i spieprzaj! – Zamaszyście wcisnęła kask na głowę, wsiadła na motocykl i z piskiem opon odjechała, zostawiając przeklinającego ją chłopaka sam na sam z kolegami.

* * *

Szutrowa droga, wijąca się niczym czerwonołuski wąż, zdawała się nie mieć końca. Wokoło panował spokój, martwa cisza czerwonej pustyni, której jedynymi mieszkańcami były skorpiony i twardolistne krzewy. Ciszę tę na chwilę zakłócił jedynie odgłos miarowego, basowego silnika starej Toyoty. W środku, leniwie obserwujący przestrzeń, falującą aż do horyzontu, siedział mężczyzna tak typowy i pospolity, że aż niezwykły. Większość osób w ogóle by go nie zauważyła, gdyby nie to, że się poruszał. Dla nich był szary jak tło. Tutaj jednak nie było nikogo. W środku dnia nie powinno to dziwić, nie podczas takiego upału. Ischyrion odczuwał jednak pewnego rodzaju żal... Samotność wprawiała go tylko w ten okropny stan powolnie rosnącej apatii, która przywoływała niepotrzebne myśli. Dla skupienia powrócił myślami kilka godzin wstecz. Spojrzał na czarne pudełko, leżące niewinnie na fotelu pasażera. „Nowoczesna technika” – stwierdził kwaśno w myślach – „choć fakt, że skuteczna”. Zadanie nie było trudne. Było natomiast nieprzyjemne i delikatne, czyli takie, jakich nie cierpiał. Przypominały próbę powolnego, równego cięcia kartki. Wymagało to całkowitego skupienia na kretyńsko prostej czynności, a gdy ostrze obsunęłoby się centymetr przed końcem, emocji starczało jedynie na rzucenie prostego przekleństwa. Apatia. No i na dodatek ten odór. Mężczyzna przyciągnął mankiet t-shirta pod nos. Jego węch zaatakowała ostra fala duszącego smrodu alkoholu. Od niego zaczął. Jeszcze poprzedniego wieczoru, przed zleceniem udał się do baru, pijąc jakby już był pijany albo naćpany, dodatkowo jeszcze ochlapując się wódką. Oczywiści nie wyróżniało go spośród reszty stałych bywalców.
Przed południem wyszedł na zalane słońcem miasto. Manewrując miedzy licznymi bocznymi uliczkami, rozkoszował się czystym powietrzem, jednocześnie wyjął z kieszeni tajemniczy „prezent” od zleceniodawcy. Była to maleńka niepozorna strzykawka z przeźroczystym płynem. Złapał ją między palcami prawej ręki, tak by tłoczek miał oparcie. Na głównej uliczce zaczął się lekko zataczać. Plan skutkował, wszyscy omijali go, nie przyglądając się nawet. Powodował odrazę, czyli malały szanse, że ktoś go zapamięta. Jego cel, podstarzały biznesmen, ubrany w pełny garnitur, nie bacząc na pogodę, stał otoczony grupką ochroniarzy na końcu uliczki. Rozmawiał z jakimś mężczyzną i wskazywał na panoramę drugiej części miasta, rozciągającą się poniżej. Strażnicy leniwie i pobieżnie obserwowali przechodniów. Idealnie.
Ischyrion, trzeba przyznać, miał w swym fachu wprawę. Zbliżył się ostrożnie i zręcznie, dając wrażenie, że przemknie obok. Niby przypadkowo wyminął ochroniarzy, by potykając się wpaść na biznesmena. Niezauważalnym gestem ukłuł go pod pachą. Eksperymentalne ostrze strzykawki, niewiarygodnie cienkie i wytrzymałe, przebiło skórę niczym papier, nie wywołując bólu większego niż ukłucie komara. Opór tłoczka w dłoni. Do dna. Przeźroczysty płyn popłynął razem z krwią, rozprowadzającą go po całym ciele. Zegar zaczął tykać. Obaj mężczyźni upadli. Ischyrion szybko jednak został podniesiony z dotkliwą niedelikatnością. Zaliczywszy kilka potężnych kopniaków i wysłuchawszy stopniowych obelg, zdołał kulejąc odejść boczną uliczką. Goryle były zajęte otrzepywaniem stroju ważniaka i kolejnymi przeprosinami. O nim zapomnieli. Kolejny pijak, na dodatek nieostrożny idiota. Gdy Ischyrion tylko zniknął z pola widzenia przechodniów, przesadził płotek, odrzucił czapkę wraz z cienką kurtką i pobiegł w stronę wcześniej wybranego parkingu, na którym spodziewał się znaleźć samochód – wcześniej przygotowaną Toyotę. Miał jeszcze kilka minut.
Znów był na drodze. Jego rozmyślania przerwał dostrzeżony kilkanaście metrów dalej samochód. Nie potrzebował wysilać wzroku by dotrzec, że to policja. Spojrzał na licznik. Prędkość była normalna, czyli powyżej zakazu. Napięcie rosło wyczuwalnie, gdy stojący na poboczu samochód rósł coraz bardziej. Dwóch mężczyzn w środku śledziło pickupa wzrokiem, z lekkim zaciekawieniem. Gdy Ischyrion zrównał się z patrolem, uśmiechnął się szczerze i pomachał na powitanie. Na chwile powietrze jakby zgęstniało, gdy następne sekundy decydowały o wszystkim, a potem obaj mundurowi odwzajemnili uśmiech. Toyota minęła radiowóz nie zwalniając i pomknęła dalej. Mężczyzna wciąż miał na twarzy ten sam wyraz znużenia, co wcześniej. Przerabiał to już wiele razy.
Wokoło było gwarno. Ludzie chodzili w te i z powrotem z ciężkimi walizkami, maszyny popiskiwały i hałasowały, dzieci płakały, inni rozmawiali. Dla Ischyriona panował jednak spokój. W natłoku głosów, rozpoznawał wszystkie nuty, a całość była dla niego niczym koncert. Wpatrywał się wciąż w tablicę, w jedną linijkę. „Lot 7935 Heraklion – Nowy Jork” i dalej „O czasie”. Wszystko inne było nieistotne. Oto nareszcie tam leciał. Uzbierał wreszcie dostateczną ilość pieniędzy, a teraz był tu z biletem w kieszeni. Nagle kratki z napisem „O czasie” przestawiły się w nowe oświadczenie, mówiące „Odprawa”. Mężczyzna odetchnął w sposób typowy dla stwierdzenia „wreszcie!” i ruszył przez salę. Widział lądujący samolot kilkanaście minut wcześniej. W głośnikach rozbrzmiewał komunikat czytany przez kobietę, „…pasażerowie proszeni są do udania się do wyjścia A-3…”. Przy bramce po drugiej stronie stał mocno opalony pracownik linii lotniczych ubrany na niebiesko. Ischyrion podał mu bilet i resztę dokumentów.
– „Kanis”? – spytał zdumiony, patrząc na papier.
– Owszem, czy coś jest nie tak? Jakieś kłopoty? – odparł uprzejmie Ischyrion.
– Nie, nic takiego, naturalnie… proszę. – Pracownik lekko zmieszany oddał mu bilety i pozwolił wejść dalej.
Naturalnie, rozumiem, nic się nie stało… Jak każdy. Każdy, kto rozumiał ironię. Kanis – to znaczy nikt.

* * *

Choćby mocno się starać, trudno znaleźć większą różnorodność i przeciwstawność charakterów. Prawnik, barmanka i zabójca, a każde z innego zakątka globu. Jak wiec wyjaśnić, czemu decyzja jednego wpływa na całą resztę, jak gdyby stanowili jeden umysł? To pytanie zostawimy Tobie czytelniku, nie naszą jest to rolą. Pokażemy Ci ich losy i ich myśli. To, co uznasz za dobre, a co za złe i gdzie postawisz barierę zostawiamy Tobie.





Spis treści
1 Prolog + część 1
2. Część 2
3. Część 3
4. Część 4


+Gratisik: Oneshot Erotic

Człowiek człowiekowi wilkiem, a zombie zombie zombie
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(12-04-2011, 21:40)awangarda napisał(a): Pierwsze rozdziały mogą się wydać nieco chaotyczne, albo mało

Przed jednym "albo" nie stawia się przecinka.

(12-04-2011, 21:40)awangarda napisał(a): Historia jest niemalże cała gotowa, wymaga tylko kilka dopisków i kosmetycznych poprawek naszej drogiej pani Redaktor ;-D

"kilku"


(12-04-2011, 21:40)awangarda napisał(a): Pierwszym pytaniem, jakie powinieneś sobie zadać czytelniku, jest: „Czy wierzysz w przypadki?”

Tu, po cudzysłowie powinna być kropka.

(12-04-2011, 21:40)awangarda napisał(a): diametralnie je zmienić? Czy przypadek może zmienić Ciebie, czy to Ty sam musisz tego dokonać? Czy jesteś w stanie w ogóle się zmienić?

Nawet jeśli zamierzone – fe.

(12-04-2011, 21:40)awangarda napisał(a): Poznaj oto historię kilkorga ludzi, będących sobie obcymi.

"obcych sobie ludzi" brzmi lepiej, imho.

(12-04-2011, 21:40)awangarda napisał(a): gniewnie wyrzucił zużyty kawałek do kosza by następnie wyjść ze swojego gabinetu.

To brzmi, jakby jego wyjście zależało od wyrzucenia tego papierka.

(12-04-2011, 21:40)awangarda napisał(a): – Posprzątaj tam, ok.? Ja zaraz wrócę

To kropka czy znak zapytania?

(12-04-2011, 21:40)awangarda napisał(a): – rzucił do swojej sekretarki i ruszył długim korytarzem przed siebie, w ręku trzymając plik papierów. Zatrzymał się przy dużych drzwiach ze złotą tabliczką,

ekhem.

(12-04-2011, 21:40)awangarda napisał(a): Zapukał, ale nie czekał na odpowiedź tylko od razu wszedł do środka.

Nie podoba mi się "tylko". Nadaje zdaniu 'podstawówkowego' wydźwięku.

(12-04-2011, 21:40)awangarda napisał(a): – Trudno jest bronić kogoś, wiedząc, że jest winny – mruknął Tony i przetarł oczy. – Do tego czuć wobec niego pogardę i niechęć.

Z czyjej strony? Ławy oskarżonych? Jak mniemam, chodziło o jego pogardę wobec innych, ale w tym zdaniu tego nie ma.

(12-04-2011, 21:40)awangarda napisał(a): Sony, nie odrywając wzroku pliku papierków.

A jak można oderwać wzrok plikowi papierków? I czy plik papierków ma w ogóle wzrok?

(12-04-2011, 21:40)awangarda napisał(a): Sekretarka ze szmatką wycierała starannie jego biurko, a młoda, śliczna dziewczyna, w skąpym stroju leżała na sofie i przeglądała jakąś gazetę.

A kto to ta szmatka?

(12-04-2011, 21:40)awangarda napisał(a): Siostra Tony'ego rzuciła okiem tylko na nią i wyszła z kancelarii.

To dobrze, że nie rzuciła jeszcze okiem na tego sprzątacza, co przechodził, młodą kobietę, która przechodziła korytarzem i tego dzieciaka w kącie.

(12-04-2011, 21:40)awangarda napisał(a): – A to co ma być? – warknęła pod nosem na widok chłopaków zebranych dokoła jej ukochanego motoru. Wyprostowała się dumnie.
– Jakiś problem? – spytała z zawziętą miną, dochodząc do grupy.
– Piękna maszyna – odpowiedział jeden z chłopaków, przewyższający Sam o głowę. Opierał się o hondę zuchwale, co dziewczynie nie bardzo się podobało.

Za blisko.

(12-04-2011, 21:40)awangarda napisał(a): Ciszę tę na chwilę zakłócił jedynie odgłos miarowego, basowego silnika starej Toyoty.

"jedynie" do kasacji, imho.

(12-04-2011, 21:40)awangarda napisał(a): Większość osób w ogóle nie zauważyłaby go, gdyby nie to, że się poruszał.

"w ogóle by go nie zauważyła"

(12-04-2011, 21:40)awangarda napisał(a): Dla nich był szary jak tło. Tutaj jednak nie było nikogo. W środku dnia nie powinno to dziwić, nie podczas takiego upału, Ischyrion żałował jednak.

Czego żałował? Oo'

(12-04-2011, 21:40)awangarda napisał(a): „choć fakt że skuteczna”.

"fakt, że"

(12-04-2011, 21:40)awangarda napisał(a): Oczywiści nie wyróżniało go spośród reszty stałych bywalców.

Co go nie wyróżniało?

(12-04-2011, 21:40)awangarda napisał(a): Manewrując miedzy licznymi bocznymi uliczkami rozkoszował się czystym powietrzem,

"uliczkami, rozkoszował"

(12-04-2011, 21:40)awangarda napisał(a): Złapał ją między palcami prawej ręki, tak by tłoczek miał oparcie.
Cytat:Chyba "między palce".

[quote='awangarda' pid='2660' dateline='1302637232']
Na głównej uliczce zaczął się lekko zataczać. Plan skutkował, wszyscy omijali go, nie przyglądając mu się nawet.

"mu" wygląda lipnie.

[quote='awangarda' pid='2660' dateline='1302637232']
Powodował odrazę, czyli malały szanse, że ktoś go zapamięta.

Powodował? Coś jak piąty jeździec apokalipsy?

(12-04-2011, 21:40)awangarda napisał(a): Jego cel, podstarzały biznesmen, ubrany w pełny garnitur, nie bacząc na pogodę. Stał otoczony grupką ochroniarzy na końcu uliczki.

Rozdzielenie kropką tych dwóch zdań nie powinno mieć miejsca. Bo – co ten cel nie bacząc na pogodę?

(12-04-2011, 21:40)awangarda napisał(a): Gdy Ischyrion tylko zniknął z pola widzenia przechodniów przesadził płotek,

"przechodniów, przesadził"
Poza tym, co to znaczy "przesadzić płotek"? Tak jak z pieprzem? Dodać go za dużo? Czy jak kwiatki, zmienić mu doniczkę?

(12-04-2011, 21:40)awangarda napisał(a): odrzucił czapkę wraz z cienką kurtką i pobiegł w stronę wcześniej wybranego parkingu, na którym spodziewał się znaleźć samochód. Wcześniej przygotowaną Toyotę.

Proponowałabym połączyć zdania, np. myślnikiem.

(12-04-2011, 21:40)awangarda napisał(a): Nie potrzebował wysilać wzroku by dotrzeć, że to policja.

A nie doStrzec?

(12-04-2011, 21:40)awangarda napisał(a): Wszystko inne było nieistotne. Oto nareszcie tam leciał. Uzbierał wreszcie dostateczną ilość pieniędzy, a teraz, był tu z biletem w kieszeni.

A przecinek przed "był" to sobie na spacerek przyszedł?




Szczerze? Jestem zawiedziona. Z całego tekstu najbardziej podobało mi się zakończenie – przypis od redakcji i słowo "Enjoy", w tym wypadku z dorysowanym nieco innym wydźwiękiem. Nie powiem, spodziewałam się czegoś lepszego. Mniejszej ilości błędów – niedociągnięć. Bardziej rozwiniętej fabuły. No nie jest źle, ale na pewno nie jest też dobrze. Takie moje zdanie. Cóż, przeczytam dalsze części, ze względu na końcowy dopisek, bo w gruncie rzeczy ciekawa jestem, cóż żeście wymyślili.

Take my mind and take my pain
And heal




Odpowiedz
#3
(13-04-2011, 09:18)Duśka napisał(a): No nie jest źle, ale na pewno jest też dobrze

Diabeł w mojej głowie kazał mi to wytknąć. tam powinno raczej być NIE jest też dobrze, inaczej zdanie nie ma sensu. Nie obrażaj się o to.

Ja mam uwagę co do "przesadzić płotek":

"przesadzać {czas.} (też: przeskakiwać, przeskoczyć, przesadzić)"

I to, przynajmniej dla mnie, jest dobry zwrot.

Odpowiedz
#4
A mnie on nie pasuje. Owszem, zgubiłam "nie". Mam wrażenie, że z tym "nie" naskoczyłeś na mnie w odwecie.
Take my mind and take my pain
And heal




Odpowiedz
#5
Nie wiem jak to napisać, żeby nie zabrzmiało jak ironia, ale zapewniam, że nie miałem takiego zamiaru.
Odpowiedz
#6
Duś te pierwsze poprawki nie dotyczą tekstu, więc wolałabym żebyś się wstrzymała. Pisałam to na kolanach i pod wpływem, więc wolałabym żeby ustosunkowywać się do naszego tekstu niż do mojej wypowiedzi. no chyba, że jednak masz inne zdanie wtedy post naxa będzie jeszcze bardziej uzasadniony. może nie napinajmy aż tak.

Cytat:Z czyjej strony? Ławy oskarżonych? Jak mniemam, chodziło o jego pogardę wobec innych, ale w tym zdaniu tego nie ma.
Nie za bardzo rozumiem o co Ci chodzi? Jak dla mnie to zdanie jest jasne, skoro Tony mówi, że trudno jest go bronić, czując do niego wstręt i pogardę to chyba nie chodzi o ławę tylko o niego samego? Poza tym dalsza część jeszcze bardziej to podkreśla.

Cytat:Czego żałował? Oo'
To nie jest mój fragment, ale mniemam, że chodzi o to, że nikogo tam nie ma. To też dla mnie wydaje się jasne, mimo, że tego nie pisałam.

Dzięki za błędy, wszyscy jesteśmy ludźmi i takie rzeczy się zdarzają, natomiast nie podoba mi się to, w jaki sposób komentowałaś poszczególne fragmenty tekstu, czasem z głupimi bykami, czy literówkami- wiadomo, że takich błędów się nie robi celowo- a Ty to podkreślałaś z takim przekąsem, jakbyś w ogóle była zdegustowana, że ktoś kazał Ci coś takiego czytać. Takie mam odczucie ;–)



Człowiek człowiekowi wilkiem, a zombie zombie zombie
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Cytat:– Trudno jest bronić kogoś, wiedząc, że jest winny – mruknął Tony i przetarł oczy. – Do tego czuć wobec niego pogardę i niechęć.


Z czyjej strony? Ławy oskarżonych? Jak mniemam, chodziło o jego pogardę wobec innych, ale w tym zdaniu tego nie ma.

A dla mnie nie. Gdyby było "Do tego czuję wobec niego pogardę i niechęć", zrozumiałabym. Konsultowałam z Kali, ma takie samo zdanie jak ja.

Cytat:Czego żałował? Oo'

To nie jest mój fragment, ale mniemam, że chodzi o to, że nikogo tam nie ma. To też dla mnie wydaje się jasne, mimo, że tego nie pisałam.

Mógł żałować, że się tam znalazł bądź, że nie było tam ludzi albo nawet, że jest dla ludzi szary.


Cytat:natomiast nie podoba mi się to, w jaki sposób komentowałaś poszczególne fragmenty tekstu, czasem z głupimi bykami, czy literówkami- wiadomo, że takich błędów się nie robi celowo- a Ty to podkreślałaś z takim przekąsem, jakbyś w ogóle była zdegustowana, że ktoś kazał Ci coś takiego czytać. Takie mam odczucie ;–)

Taki mam styl komentowania. Skargi, prośby, zażalenia, raport karny wystąp do Nidrax'a. To nie jest miejsce na to.

Take my mind and take my pain
And heal




Odpowiedz
#8
No, ale popatrz na to w taki sposób: "Trudno jest bronić kogoś, wiedząc, że jest winny, do tego czuć wobec niego pogardę i niechęć". Broni adwokat, ten jeden konkretny, który zajmuje się jego sprawą(Tony, czyli ten który się wypowiada). W ogóle nie miałaś na myśli ławy przysięgłych zamiast oskarżonych? Bo trudno, żeby oskarżony myślał o sobie w taki sposób. No dobrze, możesz podpierać się zdaniem Kali, ale to zdanie jest tak proste, że nie da się tego prościej wytłumaczyć, nie trzeba wrzucać moim zdaniem zbędnych słów. I to nawet nie jest "myślenie skrótowe".

Dlaczego nie miejsce na to? Skoro ty się ustosunkowałaś do mojego tekstu i co więcej do mojej wypowiedzi, ja mogę się odnieść do Twojej i wydaje mi się, że nie napisałam nic złego, po prostu wyraziłam swoje odczucia, a to chyba mogę robić?
Człowiek człowiekowi wilkiem, a zombie zombie zombie
Odpowiedz
#9
Cytat:Trudno jest bronić kogoś, wiedząc, że jest winny, do tego czuć wobec niego pogardę i niechęć"

A z tego może wynikać, że trudno jest czuć wobec niego pogardę i niechęć.
Czepiam się owszem.

Uznałam Twoją wypowiedź przy tekście jako "Przedmowę". Przedmowa ogólnie jest częścią książki [przy wydawaniu], co za tym idzie też musi jakoś wyglądać.
Take my mind and take my pain
And heal




Odpowiedz
#10
Nie, teraz wymyślasz, żeby wyjść na swoje, Duśka! ;p
jakby było:
Trudno jest bronić kogoś, wiedząc, że jest winny, czuć wobec niego pogardę i niechęć" to owszem
Trudno jest bronić kogoś, wiedząc, że jest winny, do tego czuć wobec niego pogardę i niechęć"– Ale jakbym miała to rozrysować to jeśli czytasz tekst i czytasz go ze zrozumieniem(bo kontekst jest ważny, a nie jedno zdanie wyjęte z tekstu) to jakbym miała zaznaczyć, gdzie padałby merytoryczny akcent w tym zdaniu zaznaczyłabym "BRONIĆ", a nie "trudno". Więc skoro wiesz, że jest winny, czujesz do niego pogardę i niechęć z tego powodu to trudno jest Ci go bronić. Nie da się ukryć, nie można interpretować zdania tylko na podstawie jego budowy, kontekst też jest ważny. Dokładnie tak samo jak w językach obcych.

a z resztą, masz prawo mieć inne wrażenie. po prostu wydaje mi się to dość proste do zrozumienia i czyetlne.
Człowiek człowiekowi wilkiem, a zombie zombie zombie
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości