Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Trzeci krok nad przepaścią
#1
Kolejna próba napisania czegoś dłuższego niż miniaturki. Może tym razem się uda? :P
Póki co prezentuje KompletnieNicNieMówiącyWstęp™ (tak, nie chce mi się szukać znaczka trademarku xd) (o, trademark się zrobił, wystarczy TM wrzucić w nawiasy. Ślicznie :D)

Enjoy ;)

Potężna, stalowa maszyna toczyła się przed siebie, wystrzeliwując z komina kłęby pary. Łoskot, jaki przy tym wywoływała, niósł się daleko po pustynnym krajobrazie. Po tym jak w polu widzeniu maszynisty pojawiło się rozwidlenie torów, pociąg zaczął powoli wytracać prędkość. Maszyna miała skręcić na wschód, by po dwudziestu kilometrach opuścić Czerwone Pustkowie, a kilkanaście kilometrów dalej zostawić kłopotliwy ładunek w Hopeville. Dopiero po opuszczeniu tego miasta podróż miała stać się spokojna. Chociaż Hopeville było najdalej wysuniętym na zachód miejscem, gdzie można było mówić o cywilizacji, to wciąż znajdowało się na pograniczu – miejscu, w którym lubiły dziać się różne niemiłe rzeczy. Miasto nadziei, prestiżu, stali i, co najważniejsze, wpływów Królestwa Albionu.
W polityczne rozgrywki państwa, wbrew jego woli, wciągnięty został maszynista. Wiedział, że poza standardowym towarem wiezie coś ważnego. W końcu nikt nie wysyła królewskich żołnierzy do ochrony transportu z węglem ani tym bardziej nie podczepia na końcu opancerzonego wagonu wojennego, wyposażonego w karabiny wielolufowe. Mężczyzna pocieszał się jedynie tym, że trasa z tajemniczym ładunkiem powoli się kończy. Jeszcze tylko trochę. Pociąg zwolnił odrobinę z powodu zbliżającego się rozwidlenia. Maszynista miał dziwne wrażenie, że coś jest nie tak.
Jak okazało się chwilę później, miał absolutną rację. Pociąg zamiast skręcić w prawo, jechał dalej przed siebie.
– Co za szaleniec mógł jechać na północ? Musimy wycofać, przestawić zwrotnicę i ruszyć dalej – oznajmił maszynista, patrząc z pewnym lękiem na siedzącego tuż obok oficera. Nie wyglądał on na zadowolonego, lecz jedynie przytaknął i opuścił lokomotywę. Mężczyzna przez chwilę słyszał wydawane rozkazy, jednak szybko zagłuszył je zgrzyt hamulców. Pociąg zaczął gwałtownie zwalniać. Chwilę później rozległ się potężny wybuch.
Motorniczy w pierwszym odruchu rzucił się na podłogę kabiny, z dala od szyb. Wybuch wstrząsnął całą maszyną, ładunek musiał eksplodować tuż przy torach. Chwilę później rozległy się pierwsze strzały, które szybko przerodziły się w regularną strzelaninę. Mężczyzna w myślach przeklinał wszystkich bogów. Nie miał jednak na to wiele czasu, gdyż do lokomotywy wbiegł oficer z wciąż dymiącym rewolwerem w dłoni.
– Ruszaj! Ruszaj tym cholerstwem!
Nie było to szczególnie rozsądne, jednak lufa broni oraz odgłosy wystrzałów sprawiały, że mężczyzna chciał jak najszybciej ewakuować się z tego przeklętego miejsca. Zwolnił hamulce, zwiększył ciąg i maszyna znowu zaczęła nabierać prędkości. Kłęby dymu intensywniej wydobywały się z komina, na którym było pełno odprysków farby powstałych przy uderzeniu kul. Maszynista zebrał się na odwagę i wyjrzał przez okno. Eksplozja odłączyła jedynie ostatni wagon ze składu. Obsługa karabinów wielolufowych musiała zostać zabita, gdyż z uzbrojonego po zęby stanowiska nie dochodziły żadne strzały. Tym samym pociąg został pozbawiony większości swojej ochrony. Kilku żołnierzy znajdowało się jeszcze w wagonie, w którym przewożono tajny ładunek. Maszynista zrezygnował jednak z dalszych obserwacji, kiedy pocisk rozbił szybę. Ignorując tysiące kawałków szkła, mężczyzna rzucił się na podłogę.
Strzały powoli cichły, pociąg cały czas przyśpieszał. Maszynista odetchnął z ulgą, chociaż wciąż nie odważył się wstać. Wszystko wskazywało na to, że udało się uciec. Oficer skierował się szybkim krokiem do wyjścia z lokomotywy, zachowywał jednak ostrożność, trzymając broń gotową do strzału. Otworzył drzwi, następnie wychylił rewolwer i dopiero wtedy głowę, rozglądając się uważnie.
– Nigdzie ich nie widać. John? Jo... – Oficerowi nie było dane ponownie wykrzyczeć imienia swojego podwładnego. Kula przeszyła tętnicę, szkarłatna krew trysnęła na czarną farbę pociągu. Sekundę później ciało wypadło z lokomotywy i spadło na ziemię tuż przy torach. Maszynista krzyknął przeraźliwie. Wciąż pozostawała cząstka nadziei, że pociąg zdąży uciec, była ona jednak nikła.
Kiedy drzwi się otworzyły, spodziewał się końca. Tym razem nie klął na bogów, teraz błagał ich o pomoc i przebaczenie. Modlił się tak gorliwie jak jeszcze nigdy wcześniej w życiu, wlepiając przy tym panicznie wzrok w podłogę.
– Dużo dziś widziałeś, co? Może byś tak... zapomniał o tym wszystkim?
Głos, który wypowiedział te słowa, chociaż szorstki, miał w sobie sporą dozę melodyjności. Był niczym przyjemne drapanie... i przyniósł nadzieję na życie. Tak, zapomnieć! Był gotów wszystko zapomnieć! Zerknął na litościwego napastnika. Smukła twarz, zielone oczy i elfie uszy było ostatnim, co zobaczył w swoim życiu.
Niby to wszystko banalne lecz długo się uczyłem cieszyć z prostych rzeczy.
Całe dnie szare przyćmione żalem i narzekaniem gdy teraz na to patrzę ciężko mi uwierzyć.
Zawsze gdy wstaje czeka tu na mnie jakieś wyzwanie bo nieustannie mamy coś tu do odkrycia.
Nawet przegrane coś dają nam a więc idę odważnie i to, co dane mi biorę od życia.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Nooo napisane bardzo przyjemnie. Błędy są, ale zostawię je na pożywkę niebieskim :P (Powiem tylko że w fragmencie " Maszynista zebrał się na odwagę odwagę i spojrzał w boczne lusterko" masz dwa razy odwagę.) Mnie osobiście czytało się dobrze i by mi się spodobało, gdyby nie to zdanie "Smukła twarz, zielone oczy i elfie uszy było ostatnim, co zobaczył w swoim życiu". Osobiście nie przepadam za istotami typu elfy. Po prostu za nimi nie przepadam. Mam nadzieję, że tak pokierujesz fabułą, że zapomnę o mojej niechęci do tego typu istot :P.
–"We are leaves in the wind. Where will we fall? Nobody knows."
-Nadejdzie czas, kiedy zniknę stąd. Słońce zgaśnie, nadejdzie mrok. Stojąc na granicy, zrobię krok. Rozliczony zostanie, każdy mój błąd. Odejdę w wieczny byt. Czy zdążę dojść na szczyt?
Odpowiedz
#3
(27-04-2015, 02:12)Elas napisał(a): Łoskot, jaki przy tym wywoływała(przecinek) niósł się daleko po pustynnym krajobrazie.

Chociaż Hopeville było najdalej wysuniętym na zachód miejscem, gdzie można było mówić o cywilizacji, to wciąż znajdowało się na pograniczu,(tu wg mnie bardziej niż przecinek pasowałby myślnik) miejscu(przecinek) w którym lubiły dziać się różne niemiłe rzeczy.

W końcu nikt nie wysyła królewskich żołnierzy do ochrony transportu z węglem,(zbędny przecinek) ani tym bardziej nie podczepia na końcu wagonu niemalże wojennego, wyposażonego w karabiny wielolufowe.

Jak okazało się chwilę później, miał absolutną racje(ę).

Eksplozja wstrząsnęła całą maszyną, ładunek musiał eksplodować tuż przy torach.

Tym samym, (zbędny przecinek) pociąg został pozbawiony większości swojej ochrony.

Mimo tysięcy kawałków szkła na podłodze, mężczyzna rzucił się na nią.(To zdanie mi jakoś nie brzmi. Albo zmieniłabym jego kolejność, np. tak: "Mężczyzna rzucił się na podłogę mimo pokrywających ja tysięcy kawałków szkła", albo zmieniła to "mimo" na "ignorując tysiące kawałków szkła" czy coś w tym stylu. Moim zdaniem lepiej by brzmiało)

Kula przeszyła tętnice(ę), szkarłatna krew trysnęła na czarną farbę pociągu. Sekundy(Lepiej: kilka sekund później/sekundę później) później ciało wypadło z lokomotywy i spadło na ziemię tuż przy torach.

Głos(przecinek) który wypowiedział te słowa, chociaż szorstki, miał w sobie sporą dozę melodyjności.

Wstęp jak wstęp, faktycznie nic nie mówi, a i nie wzbudził we mnie szczególnych emocji. Zakończenie nie było dla mnie zbytnim zaskoczeniem, a wszystkie wydarzenia przyjęłam obojętnie, bo tak na dobrą sprawę nie mam pojęcia, kto tam umarł.
Ale napisane bardzo ładnie i czytało się miło.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#4
Dzięki za komentarze, w szczególności poprawki :) teraz fragment, który już coś mówi! Postęp!
Enjoy, moje małe minionki :3

Elf zatrzymał się się na chodniku i poprawił brązową marynarkę. Oparł się o ścianę budynku i delikatnie postawił wiklinowy kosz na ziemi, uważając, żeby serwetka dalej szczelnie zakrywała jego zawartość. Wyjął z kieszeni malutkie pudełeczko, którego sproszkowaną zawartość dosyć obficie wysypał na wgłębienie dłoni. Chwilę później tabaka znalazła się w jego nozdrzach. Wziął głęboki wdech nosem, rozkoszując się specyficznym uczuciem, i uśmiechnął się lekko.
Podniósł kosz z ziemi i ruszył dalej. Szedł jeszcze chwilę główną ulicą, by kawałek za przystankiem tramwajowym skręcić w boczną alejkę. Zatrzymał się przed kamienicą, wisząca na ścianie tabliczka dumnie oznajmiała, że mieściło się w niej biuro doradcy prawnego Schuttenbacha. Iodil nie mógł powstrzymać ironicznego uśmiechu. Za każdym razem, gdy widział tę informację, ten sam grymas pojawiał się na jego twarzy. Nie zwlekając dłużej, wszedł przez mosiężne drzwi do wewnętrznego podwórza.
Gabinet mieścił się na parterze, co zresztą nie było przypadkowe, biorąc pod uwagę prawdziwy fach Schuttenbacha. Żeby dostać się do niego, elf wpierw musiał wejść do poczekalni. Zza lady powitała go niziolica. Iodil nigdy nie był pewien, czy była ona niewolnicą, czy jedynie pracownicą, lecz nie uważał za stosowne pytać o takie rzeczy.
– Czy jest pan... – zaczęła, jednak elf nie dał jej skończyć.
– Tak, pan Schuttenbach mnie oczekuje.
– Niestety musi pan chwilę poczekać. Pan Schuttenbach jest w trakcie spotkania.
Iodil skinął głową i usiadł na jednym z foteli, stawiając kosz blisko siebie. Jeszcze raz upewnił się, że jego zawartość jest ukryta przed ciekawskimi spojrzeniami. On sam przyglądał się sekretarce, która wróciła do pracy. Mimo że w większości wypadków niewolnictwo niziołków zostało zabronione, to pod pewnymi szczególnymi warunkami wciąż było ono praktykowane. Przeważnie wystarczyła odpowiedniej wysokości łapówka, żeby otrzymać stosowne zezwolenie. Królestwo Albionu, nad którym słońce ponoć nigdy nie zachodzi, chociaż tak często okazywało swoją wielkość, wewnątrz było równie zepsute i skorumpowane co inne państwa. Jednakże czym jest zdrowy rozsądek w obliczu pieniędzy i karabinów?
Drzwi do gabinetu otworzyły się, wypuszczając mężczyznę tęgiej postury. Zamienił on kilka słów z sekretarką i wyszedł na podwórze. Elf, któremu nie uśmiechało się dalsze czekanie, chwycił kosz i skierował się do biura. Za mahoniowym biurkiem, przeglądając papiery, siedział gnom. Małe okularki zsuwały się powoli z jego długiego i spiczastego nosa, on jednak poprawiał je co jakiś czas, nie zwracając uwagi na Iodila. Dopiero kiedy drzwi zamknęły się z lekkim trzaskiem, oderwał się od notatek i zwrócił uwagę na przybysza.
– Och, to ty! Siadaj, proszę, siadaj. Przepraszam, zamyśliłem się. Interesy, sam rozumiesz. Jakoś trzeba zarobić na chleb! – oznajmił i zaśmiał się cicho. Przeważnie brzmiało to jak nerwowy chichot i tym razem nie było inaczej. Iodil tylko czekał, aż gnom przeczesze swoje nieliczne, długie włosy na niemalże łysej już głowie, jednak tym razem to nie nastąpiło.
– Taki fach, Stiletto – odparł elf, siadając po przeciwnej stronie biurka.
– Więc co cię sprowadza? – zapytał, splatając palce dłoni i opierając na nich brodę. Wysunął się nieco do przodu, by być bliżej potencjalnego klienta.
– Interesy. Chociaż tym razem to może być grubsza sprawa. Podołasz?
Błysk w gnomim oku był jednoznaczną odpowiedzią, tak samo zresztą jak lekki uśmieszek. Jeśli Schuttenbach uwielbiał coś poza pieniędzmi, informacjami, wpływami i liczbami, to z pewnością były to wyzwania. Elf schylił się do koszyka, odrzucając na bok serwetkę i chwytając średniej wielkości drewniane pudełko. Postawił je na biurku i pozwolił gnomowi dorwać się do niego małymi łapkami.
– Pieczęć armii, zerwana. Szkoda, oj, szkoda, mogłaby być wiele warta. Ale teraz już za późno – mówił, obracając przy tym pudełko, by obejrzeć je z każdego kąta. – Dosyć lekkie. Nawet gustowne, ładnie by wyglądało na moim biurku, oj, ładnie. Ale to nie jest warte naszego czasu, czyż nie? Więc chodzi o zawartość, tak, o zawartość.
Powoli otworzył pudełko, jakby w środku miała znajdować się odpowiedź na wszelkie pytania dręczące wszystkie inteligentne rasy od zarania dziejów. Było ono wypełnione po brzegi brązowo-czarną substancją, podobną nieco do gliny. Widząc to, gnom natychmiast zamknął szkatułkę.
– Czy to opium?! Tak, to opium. Najprawdziwsze opium! Czy... czy to oryginalna zawartość, czy jakiś żart?
– Jedyne, co zrobiłem, to zerwałem pieczęć, by sprawdzić zawartość. Dostałem cynk o wartościowym ładunku przewożonym pociągiem. Był on ochraniany przez żołnierzy, ale nie było ich wielu, szybka robota. To pudełko to jedyna wartościowa rzecz, jaka była przewożona. Więc tak... to pół kilograma opium, które było przewożone pod ochroną wojska i skierowane dla któregoś z wyższych rangą oficerów.
– Nie jest oclone, nie ma odpowiednich pieczęci, pewnie nie było nigdzie zaksięgowane. Na Dalekim Wschodzie byłoby to drogie, ale tutaj, w Hopeville... To jest warte małą fortunę, oj, tak, małą fortunę. Ale to istna Puszka Pandory, zdajesz sobie z tego sprawę, tak? Przewóz opium przez terytoria Albionu jest dozwolony, ale też ściśle regulowany, nie mówiąc już o zakazie handlu i spożycia na większości terytorium królestwa. Jeśli ta przesyłka, bez żadnej kontroli celnej, miała trafić do wojska i była transportowana w eskorcie... za tym może kryć się coś głębszego. Wiedziałem! WIEDZIAŁEM! – wykrzyczał ostatnie słowo.
– Wiem o tym doskonale, Stiletto. Wygląda na to, że włożyłem rękę w spore gówno, kiedy wyjmowałem ten diament. Jednak skok opłaciłem z własnej kieszeni, informator też chciał opłaty z góry. Sam rozumiesz... muszę to opylić. Tutaj pojawiasz się ty.
– Tak, tak... pół kilo opium. Mała fortuna, oj, tak, mała fortuna. To będzie kosztować, oj, będzie kosztować. To jakaś głębsza sprawa, będę musiał trochę powęszyć, żeby uratować twój tyłek. Trzydzieści... nie, czterdzieści. Procent oczywiście. To chyba uczciwa cena?
Iodil nie zdołał ukryć szoku, kiedy usłyszał ofertę. Wiedział jednak, że tylko Stiletto był w stanie upłynnić coś takiego, nie zostawiając przy tym żadnego śladu. Anonimowość. Właśnie tego elf potrzebował w tej chwili. Gdyby ludzie, do których miała trafić ta przesyłka dowiedzieli się, że to jego sprawka... wtedy śmierć byłaby najmilszą z opcji. Gnom również wiedział o tym doskonale.
– Cenisz się, Schuttenbach. Jak zwykle. Ale chyba nie mam wyboru.
– Nie masz, oj, nie masz. Ale jeszcze na tym zarobimy, ja i ty. Ładnie się obłowimy, oj, ładnie. Ale trochę to zajmie, sam rozumiesz. Dam ci jakąś zaliczkę, żebyś miał za co opić nasz sukces.
– Wiesz, że nie piję.
– Ja też nie, Iodil, ja też nie. Ale gdybym pił, to wypiłbym więcej niż ważę, żeby jakoś to uczcić. Tak, tak... Ale teraz czeka mnie sporo pracy – stwierdził, biorąc przy okazji kwit. Posługiwał się piórem z niebywałą gracją, niczym szermierz mieczem. Chociaż momentami Iodil miał ochotę skrzywdzić gnoma, to był on jednak niezastąpiony. Nie musiał się martwić ochroną – jeśli ktoś ruszyłby go tylko, to, delikatnie mówiąc, zdenerwowałby wszystkich, którzy robili z nim interesy. Szybki wyrok śmierci.
– To dla ciebie. Dziesięć tysięcy, tyle póki co, powinno ci wystarczyć, tak, powinno wystarczyć. Więcej jak upłynnię towar. Będziemy w kontakcie. No i jak już jesteś, możliwe, że będę miał dla ciebie jakąś robotę. Skontaktuję się z tobą. No, to wszystko. Sio, sio. I przekaż, że nie przyjmuję już klientów. Będę miał sporo roboty, oj, tak, sporo roboty.
Elf wstał i skinął głową. Od niechcenia chwycił koszyk i wyszedł z gabinetu. Przekazał jeszcze niziolicy informacje i opuścił kamienicę. Na wszelki wypadek wracał inną drogą niż zwykle.
Niby to wszystko banalne lecz długo się uczyłem cieszyć z prostych rzeczy.
Całe dnie szare przyćmione żalem i narzekaniem gdy teraz na to patrzę ciężko mi uwierzyć.
Zawsze gdy wstaje czeka tu na mnie jakieś wyzwanie bo nieustannie mamy coś tu do odkrycia.
Nawet przegrane coś dają nam a więc idę odważnie i to, co dane mi biorę od życia.
Odpowiedz
#5
Noo, powiem, że mnie zaciekawiłeś. Czekam na więcej :D
–"We are leaves in the wind. Where will we fall? Nobody knows."
-Nadejdzie czas, kiedy zniknę stąd. Słońce zgaśnie, nadejdzie mrok. Stojąc na granicy, zrobię krok. Rozliczony zostanie, każdy mój błąd. Odejdę w wieczny byt. Czy zdążę dojść na szczyt?
Odpowiedz
#6
(29-04-2015, 02:08)Elas napisał(a): Wziął głęboki wdech nosem, rozkoszując się specyficznym uczuciem(przecinek) i uśmiechnął się lekko.

Zatrzymał się przed kamienicą, wisząca na ścianie tabliczka dumnie oznajmiała, że mieści(mieściło) się w niej biuro doradcy prawnego Schuttenbacha. Iodil nie mógł powstrzymać ironicznego uśmiechu. Za każdym razem, gdy widział tę informacje(ę), ten sam grymas pojawiał się na jego twarzy.

Żeby dostać się do niego, elf wpierw musiał wpierw wejść do poczekalni. Zza lady powitała go niziolica(Łe, "niziolica" mi zupełnie nie brzmi :P) Iodil nigdy nie był pewien, czy jest(była) ona niewolnicą(przecinek) czy jedynie pracownicą, lecz nigdy nie uważał za stosowne pytać o takie rzeczy.

Wysunął się nieco do przodu, chcąc znaleźć się bliżej potencjalnego klienta. (Nie brzmi to za dobrze, zmieniłabym zdanie tak, by jedno z "się" znikło)

– Pieczęć armii, zerwana. Szkoda, oj (przecinek)szkoda, mogłaby być wiele warta. Ale teraz już za późno – mówił, obracając przy tym pudełko, by obejrzeć je z każdego kąta. – Dosyć lekkie. Nawet gustowne, ładnie by wyglądało na moim biurku, oj(przecinek) ładnie.

Powoli otworzył pudełko, jakby w środku miała znajdować się odpowiedź na wszelkie pytania dręczące wszystkie inteligentne rasy od zarania dziejów. Było ono wypełnione po brzegi brązowo-czarną substancją, podobną nieco do gliny. Widząc to, gnom natychmiast zamknął pudełko.

– Czy to opium?! Tak, to opium. Najprawdziwsze opium! Czy... czy to oryginalna zawartość(przecinek) czy jakiś żart?

– (...) To pudełko to jedyna wartościowa rzecz(przecinek) jaka była przewożona.

– (...)To jest warte małą fortunę, oj (przecinek)tak, małą fortunę.

– Tak, tak... pół kilo opium. Mała fortuna, oj (przecinek)tak, mała fortuna. To będzie kosztować, oj(przecinek) będzie kosztować.

Gdyby ludzie(przecinek) do których miała trafić ta przesyłka (przecinek)dowiedzieli się, że to jego sprawka... wtedy śmierć byłaby najmilszą z opcji.

– Nie masz, oj (przecinek)nie masz. Ale jeszcze na tym zarobimy, ja i ty. Ładnie się obłowimy, oj(przecinek) ładnie.

– Wiesz, że nie pije(ę).

– Ja też nie, Iodil, ja też nie. Ale gdybym pił, to wypiłbym więcej niż ważę(przecinek) żeby jakoś to uczcić.

Nie musiał się martwić ochroną – jeśli ktoś ruszyłby go tylko, to, delikatnie mówiąc, zdenerwowałby wszystkich, którzy robią(robili) z nim interesem(interesy).

– (...) Będę miał sporo roboty, oj (przecinek)tak, sporo roboty.

Przekazał jeszcze niziolicy informacje i opuścił kamienice(ę).

Fragment wzbudził również moje zaciekawienie. :) Nie ma co się rozwodzić, bo póki co niewiele wiadomo, czekam więc, aż fabuła się rozwinie.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Czy gnom naprawdę nie może się nazywać inaczej niż Schuttenbach? Tylko czekałem, aż Geralt i Zoltan Chivay wyskoczą zza rogu.
[niedozwolony link]
Odpowiedz
#8
@Wilk, Vet
Ponownie dzięki za komentarze i ciesze się, że tekst wzbudza zainteresowanie :) no i wielkie dzięki za poprawki, ale na niziolice lepszego pomysłu nie mam. xd

(30-04-2015, 14:57)Vercenvard napisał(a): Czy gnom naprawdę nie może się nazywać inaczej niż Schuttenbach? Tylko czekałem, aż Geralt i Zoltan Chivay wyskoczą zza rogu.

Dzięki za rzeczową krytykę od osoby, która po takową na to forum przyszła. Specjalnie dla Ciebie wrzucę gdzieś scene seksu pomiędzy Geraltem a Yennefer, bo czemu by nie :D
Niby to wszystko banalne lecz długo się uczyłem cieszyć z prostych rzeczy.
Całe dnie szare przyćmione żalem i narzekaniem gdy teraz na to patrzę ciężko mi uwierzyć.
Zawsze gdy wstaje czeka tu na mnie jakieś wyzwanie bo nieustannie mamy coś tu do odkrycia.
Nawet przegrane coś dają nam a więc idę odważnie i to, co dane mi biorę od życia.
Odpowiedz
#9
Konstruktywnej krytyki to się możesz ode mnie domagać jak sobie zasłużysz (np tym samym albo tekstem, który mnie na tyle zainteresuje, by mi się chciało nad nim przysiąść ot tak, niektórym się udawało), nazywanie gnoma tak, jak to zrobił Sapkowski na pewno nie pomoże w zyskaniu mego zainteresowania.
[niedozwolony link]
Odpowiedz
#10
@Varcenvard

[Obrazek: 1371386381_by_DON_500.jpg]
Lubię Tytanica. Moim ulubionym bohaterem była góra lodowa.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości