Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Ciężki Powrót
#1
Na wstępie proszę nie hatować że plagiat z Gry o Tron bo ja o tym wiem potrzebuję szybkiej oceny tego opowiadania z poprawkami i krytyką od razu zaznaczam że nie mogę go rozwinąć gdyż ogranicza mnie ilość znaków.
Wszystkie prawa zastrzeżone!!!

********************************************************
Wieści dotarły wraz z pierwszym brzaskiem. Niedługo całe miasto wrzało już od plotek. Willow obudził się z potwornym bólem głowy. Leżał pod drzwiami Szczęśliwego Portu. Słyszał śmiech dobiegający z wnętrza tawerny, a także krzyki Braavosów sprzedających poranny połów na brzegu. Otworzył oczy, blask słońca oślepił go i spotęgował promieniujący ból w skroniach. Podniósł się powoli. Jego kurta była lepka od wymiocin i cuchnąca. Dowlókł się do pobliskiego kanału. Upadł na kolana, żeby nabrać wody i ujrzał swoje odbicie. Twarde rysy ukryła opuchlizna, miał podbite oko i resztki rzygów w zaniedbanej czarnej brodzie, blizna biegnąca od ucha do kącika ust czerwieniła się wściekle i swędziała piekielnie. Kiedy tak oglądał swoje żałosne odbicie usłyszał za sobą twardy męski głos.
– Patrzcie kogo moje oczy widzą! Czyż to nie ten przeklęty pomiot westerowskiej kurwy?
Stalowy uchwyt zacisnął się na jego ramionach. Dwóch wielkich zbirów podniosło go na nogi i odwróciło w stronę przemawiającego.
– Wyglądasz żałośniej niż kiedy pierwszy raz przyszedłeś na mój statek.
Mówiącym był Yvo Searlas, ogromny mężczyzna ubrany w skórzany strój noszący liczne ślady krwi, na plecach miał szare, wypłowiałe futro, a u pasa wielki, obusieczny topór z pięknie zdobioną rękojeścią. Jego ogromną głowę porastała burza czarnych włosów poprzeplatanych nitkami siwizny. Twarz miał w połowie zakrytą krzaczastą brodą, a szare oczy pełne gniewu. Yvo jest kapitanen ibbeńskiego statku wielorybniczego, na którym kiedyś służył Willow.
– Nic nie mówisz. Czyżby kurwa odgryzła ci język?
– Yvo, stary druhu co ty tu robisz? – odezwał się ochrypłym głosem Will.
– Słyszeliście chłopcy? On śmie nazywać mnie swoim druhem! Po tym jak nas okradł! – Searlas wymierzył mu potężne uderzenie, które niemal pozbawiło go przytomności.
Cios sprawił, że ból głowy stał się nie do wytrzymania, w ustach poczuł smak krwi. Wypluł wybity ząb i spróbował, na tyle na ile mu pozwalał jego stan, ocenić sytuację. Dwaj wielcy Ibbeńczycy trzymali go w stalowym uścisku, jego miecz gdzieś zniknął, a twarz Yvo wykrzywiona w grymasie wściekłości nie sugerowała nic dobrego.
– Widzę, że nadal bijesz jak baba! – powiedział Will i splunął w twarz Ibbeńczyka.
Uderzanie. Ciemność. Krzyki. Ktoś wybiegł z tawerny.
Zaczynało już świtać kiedy zobaczył swój dom. W oddali majaczył Biały Port. Jego koń stąpał powoli w kierunku zabudowań. Czuł znużenie wielodniową podróżą. Chciał przytulić żonę, zobaczyć brata i złożyć hołd na grobie ojca. Podjechał pod dom, zeskoczył z konia, przywiązał go do płotu i ruszył w kierunku drzwi. Koszula kolcza, którą miał narzuconą na przepocony skórzany kaftan, nosiła liczne ślady starej krwi. Miecz przytroczony u pasa ciążył mu już od wielu miesięcy, ale nie potrafił się z nim rozstać nawet na chwilę. Cały rok walczył z górskimi klanami i dzikimi na polecenie lorda Wymana. Otworzył drzwi i zawołał:
– Ariana! Kochanie, nareszcie wróciłem!
Z sypialni dobiegły głosy i skrzypienie łóżka. Willow powoli ruszył w jej kierunku. Uchylił drzwi i zobaczył swojego, półnagiego brata. Cael zbierał pośpiesznie swoje rzeczy, a naga Ariana biegała przerażona po pokoju. Will wyszarpnął miecz i wbiegł do pokoju. Stal błysnęła w świetle świecy. Cael zdążył tylko obrócić głowę, kiedy ostrze rozpłatało jego szyję. Posoka wytrysnęła na wszystkie strony obryzgując ich. Ariana zaczęła krzyczeć. Willow odrzucił broń i podszedł do niej. Wymierzył jej potężny cios, potem następny i następny, aż do chwili kiedy przestała drżeć, a jej twarz zamieniła się w krwawą miazgę. Zrozpaczony powlókł się do swojego konia i odjechał w kierunku Białego Portu. Wiedział, że za morderstwo Eddard Stark zetnie go. Musiał uciekać. Uciekać za Wąskie Morze.
Obudził go strumień zimnej wody. Leżał obolały w karczmie. Nad nim z wiadrem stała Merry. Więc to był tylko sen, koszmarny powrót wspomnień pomyślał. Głowa mu pękała, językiem wyczuł, że stracił kilka kolejnych zębów.
– Wstawaj Menling!
– Co się stało? – zapytał z trudem dobierając słowa.
– Te ibbeńskie wielkoludy nieźle cie poturbowały. Gdyby nie Victor byłbyś karmą dla ryb.
– Victor?
– Tak, nowy klient. Zdaje się, że wczoraj przypłynął z Westeros.
– Westeros?
– No przecież mówię. Chyba uszkodzili cię bardziej niż myślałam.
Podszedł do nich wysoki mężczyzna o szlacheckich, młodzieńczych rysach. Długie czarne włosy splótł z tyłu. Gładko ogolona twarz i zielone oczy nadawały mu wręcz chłopięcy wygląd. Nosił jedwabny, zielony wams z wyszytym czarną nicią jaszczurolwem, a u pasa miał miecz.
– Pozwól, że się przedstawię. Ser Victor Naric, rycerz w służbie lorda Howlanda Reeda.– powiedział mężczyzna kierując przenikliwe spojrzenie na Willa.
– Co? Rycerz? Tutaj? Wysłał cie ten przeklęty Stark? Nadal chce mojej głowy? – Will zerwał się na nogi tak szybko, że omal nie upadł ponownie.
– Lord Eddard Stark nie żyje. Został zabity przez uzurpatora Joffreya Baratheona.
– Co ja słyszę? Synalek najlepszego przyjaciela Starków zabił ich ukochanego Neda! Ha, a od kiedy to Baratheon jest uzurpatorem?
– Od kiedy jest bękartem z kazirodczego związku złotych bliźniąt Lannisterów!
– Ha, dużo się działo pod moją nieobecność. Co cię tu sprowadza rycerzyku?
– Król Robb Stark zwołał chorągwie, więc lord Reed zbiera siły. Więcej nie musisz wiedzieć przybłędo.
– Król Stark? A to dobre! Widzę, że gnojek organizuje bunt pełną gębą. A teraz na poważnie. Dlaczego mi pomogłeś? Czego chcesz?
– Niczego od pana nie chcę. Pomogłem bo tak kazał mi honor. – odpowiedział oburzony Victor.
– Już, już spokojnie młody. Widzę, że nie znasz jeszcze wystarczająco dobrze życia. Ile ty masz lat?
– Dziewiętnaście, a co to ma do rzeczy?
– Ha, widzę, że na północy brakuje już dorosłych mężczyzn skoro wysyłają do walki chłopców!
– Odszczekaj to psie! – krzyknął chłopak wyrywając miecz z pochwy – poradziłem sobie z tymi bydlakami to i z pijakiem dam sobie radę.
– Hola! Jeśli chcecie się mordować to na zewnątrz! – wrzasnęła niespodziewanie Merry.
– Nikt nie będzie się mordował. Młody odłóż to. Nie wątpię, że umiesz się tym posługiwać, ale rób to z głową.
– Odwołaj to!
– Nie chcę ci zrobić krzywdy.
Victor szybkim skokiem znalazł się tuż przy nim i uderzył. Willow ledwo uniknął ciecia. Przeskoczył stół i chwycił opartą o ścianę miotłę. W tym momencie Naric zaatakował ponownie. Jego miecz lśnił raz po raz przecinając powietrze. Will unikał cięć cofając się zgrabnie. Kiedy zobaczył, że chłopak zaczyna się męczyć przeszedł do kontrataku. W chwili gdy zadał cios na głowę Willa, ten szybkim susem zszedł mu z drogi i podciął go trzonkiem od miotły. Rycerz upadł na twarz, a Menling doskoczył do jego miecza. Wyrwał mu ostrze z rąk i przyłożył do gardła.
– To twoja pierwsza lekcja życia, młody.
– Jak? Jak to się stało? Byłem najlepszy. – z nosa młodzieńca płynęła krew.
– Jesteś jeszcze nieopierzonym uczniakiem. Letnim rycerzykiem turniejowym. Nigdy nie doświadczyłeś trudów prawdziwej bitwy. Też kiedyś taki byłem, ale życie mnie nauczyło, że to nie honor, czy rycerskie formułki, ale spryt i przebiegłość uratują ci życie.
– Kim ty jesteś?
– Jestem ser Willow Menling, dawniej rycerz lorda Wymana Manderlyego, a teraz miecz do wynajęcia i jak już zauważyłeś, pijak.
– To ty? Słyszałem o tobie. Zabiłeś swoją żonę i brata. Zmasakrowałeś ich. Byli bezbronni, a ty ich zarżnąłeś jak świnie. Lord Eddard wyznaczył za ciebie nagrodę, ale on nie żyje.
– Tak wspomniałeś już o tym, ale czy to coś zmienia?
– Możesz wrócić. Lord Reed wysłał mnie tu w celu zdobycia wsparcia Żelaznego Banku i najemników Vargo Hoata. Pomóż mi, a zostaniesz ułaskawiony.
– Zabawny jesteś chłopcze, a twój pan jeszcze bardziej. Na negocjacje z najbardziej wpływowym bankiem na świecie wysyła chłystka?
– Nie jestem chłystkiem. – Victor poderwał się na nogi.
– Spokojnie, nie chcę cie poobijać w końcu mi pomogłeś.
– W takim razie ser czy ty pomożesz mi?
– Pomogę ci. Znam Kozła, walczyłem z nim. Umówie spotkanie.
– Dobre chociaż tyle, dziękuję ser.
Willow oddał mu miecz i podał chustę do wytarcia krwi. Chłopak bardzo przypominał mu jego samego kiedy był młody. Nie wiedział dlaczego, ale czuł się za niego odpowiedzialny.
Szli wąskimi uliczkami Braavos w stronę budynku, w którym mieszkał Will. Menling umówił spotkanie z najemnikami, ale najpierw musiał zabrać swój ekwipunek. Budowla była wysoka i wąska, wykonana z szarego kamienia jak wszystko w Braavos. Weszli do środka. Panował tu zaduch i unosił się podły zapach szczyn. Willow wymienił skinienie głowy z właścicielem i ruszył po schodach na górę, każąc Victorowi zostać. Dotarł na piętro. Ruszył korytarzem mijając roześmianą parę i dotarł do swoich drzwi. W środku było ciemno, jedyne okno zasłonił kocem, który teraz zerwał i rzucił na łóżko. Panował tu burdel, brudne ubrania walały się po całej podłodze, nocnik był przepełniony, a po sienniku chodziły wielkie pluskwy. Menling splunął i podszedł do kufra po ścianą. Licha skrzynia ledwo się trzymała. Podniósł wieko i wyciągnął skórzany kaftan, kolczugę, długi miecz ze zdobną rękojeścią rzeźbioną na wzór trytona oraz płaszcz z jedwabiu w kolorze lazuru spinany klamrą w kształcie trójzębu. Zrzucił z siebie brudne ubrania i przywdział dumny strój rycerza, którym niegdyś był, a teraz miał szanse znów zostać. Do pasa przytroczył swój piękny miecz rodowy, prosty sztylet i mieszek. Wychodząc obejrzał się za siebie i zaśmiał się nad tym kim się stał. Zszedł na dół pożegnał gospodarza i wyszedł.
– Ruszamy na nasze negocjacje młody. – rzucił do zdumionego Victora.
Kiedy dotarli z powrotem do Szczęśliwego Portu najemnicy już czekali. Było ich czterech, dothrak z arakhem, dwóch braavosów ze swoimi łotrowskimi mieczami i jeden czarny jak smoła letniak w płaszczu z piór noszący na plecach dwuręczny miecz. Nie było z nimi Kozła.
Willow podszedł do ich stolika. Ser Victor stanął obok niego.
– Witam was, Dzielni Kompanioni. Mamy kilka spraw do omówienia.– przywitał ich Will.
– Tak to prawda. – odpowiedział dothrak gestem uciszając pozostałych i wskazując na krzesła.
– Przeszedłbym od razu do konkretów panowie, ale chciałbym je omówić osobiście z Kozłem, a tutaj go nie widzę. – powiedział Will siadając, Victor usiadł po jego lewej.
– Vargo nie mógł przyjść. Wysłał mnie.– odpowiedział dothracki jeździec, płynnie mówiący w języku powszechnym.
– Hmm, dobrze w takim razie przedstawię ci nasze warunki.– mówiąc to wyjął pergamin, na którym wcześniej Victor zapisał treść kontraktu.
– Ciekawe rzeczy tu wypisujesz Menling. Czym zamierzacie nam zapłacić? Śniegiem czy szyszkami? Haha! – jego towarzysze także się roześmiali – Lord Tywin ma coś o wiele bardziej interesującego. Złoto! Młody Stark nie ma z nim szans, dlaczego mielibyśmy za niego umierać?
– Mów czego chcesz psie? – wyrwał się Victor.
Śmiechy umilkły. Cała sala wstrzymała oddech wyczekując. Dothrak wyrwał swój arakh i kopnięciem przewrócił stół. Willow w ostatniej chwili uskoczył, wyciągając dawno nie używany miecz, ale Victor nie miał tyle szczęścia mebel przygniótł go do podłogi. Jeden z Braavosów doskoczył do niego i przeszył mu gardło sztychem miecza. Chłopak zaczął dławić się własną krwią. Letniak uderzył potężnie celując w głowę Menlinga. Rycerz szybko zatoczył się w półobrocie i rozpłatał mu czaszkę. Braavosowie zaatakowali wspólnie, jeden z lewej, drugi z prawej. Will sparował ich szybkie cięcia i kopniakiem powalił tego, który zabił Narica. Uderzył swoim ostrzem w broń drugiego, wytrącając mu ją z ręki. Kolejny cios wypruł mu flaki. Dothrak zaatakował od tyłu. Menling zdążył jedynie częściowo zejść z linii cięcia, arakh rozpruł mu lewe ramię. Jednak prawą ręką, w której dzierżył miecz, odrąbał dothracki łeb. Jego wzrok padł na podnoszącego się łotra. Ruszył powoli w jego kierunku, gdy ten zaatakował z łatwością pozbawił go ręki i powalił na ziemię. Wyciągnął swój sztylet i przeszył mu gardło. Schował broń. Spojrzał na zwłoki Victora, na policzkach poczuł łzy:
– Valar Morgulis. – wyszeptał.
Zabrał jego pieniądze oraz dokumenty. Wychodząc doszedł do wniosku, że czas wrócić do domu.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(11-04-2015, 22:56)RedViperRevenge napisał(a): Na wstępie proszę nie hatować że plagiat z Gry o Tron bo ja o tym wiem potrzebuję szybkiej oceny tego opowiadania z poprawkami i krytyką od razu zaznaczam że nie mogę go rozwinąć gdyż ogranicza mnie ilość znaków.
Wszystkie prawa zastrzeżone!!!
Potrzebujesz? Na forum nie ma etatowego korektora ani krytyka, wypadałoby więc dodać słowo 'proszę' lub coś w tym guście:nie:.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#3
(11-04-2015, 22:56)RedViperRevenge napisał(a): Wieści dotarły wraz z pierwszym brzaskiem. Niedługo całe miasto wrzało już od plotek. Willow obudził się z potwornym bólem głowy. (Te dwa zdania o mieście zupełnie nie kleją mi się z resztą. Albo poświęcasz trochę na opis miasta, albo go nie robisz – takie dwa zdania moim zdaniem są zupełnie niepotrzebne)

Kiedy tak oglądał swoje żałosne odbicie(przecinek) usłyszał za sobą twardy męski głos.

– Patrzcie(przecinek) kogo moje oczy widzą! Czyż to nie ten przeklęty pomiot(Za dużo spacji) westerowskiej kurwy?

(akapit)Mówiącym był Yvo Searlas, ogromny mężczyzna ubrany w skórzany strój noszący liczne ślady krwi, na plecach miał szare, wypłowiałe futro, a u pasa wielki, obusieczny topór z pięknie zdobioną rękojeścią. Jego ogromną głowę porastała burza czarnych włosów poprzeplatanych nitkami siwizny. Twarz miał w połowie zakrytą krzaczastą brodą, a szare oczy pełne gniewu. Yvo jest(był) kapitanen ibbeńskiego statku wielorybniczego, na którym kiedyś służył Willow. (Tę informację wplotłabym gdzieś w dwa poprzednie zdania, bo osobno nie brzmi to za dobrze moim zdaniem)

– Yvo, stary druhu (przecinek)co ty tu robisz? – odezwał się ochrypłym głosem Will.
– Słyszeliście(przecinek) chłopcy? On śmie nazywać mnie swoim druhem! Po tym(przecinek) jak nas okradł!

Wypluł wybity ząb i spróbował, na tyle (przecinek)na ile mu pozwalał jego stan, ocenić sytuację.

(akapit)Uderzanie. Ciemność. Krzyki. Ktoś wybiegł z tawerny.

Zaczynało już świtać(przecinek) kiedy zobaczył swój dom.

Uchylił drzwi i zobaczył swojego,(zbędny przecinek) półnagiego brata.

Cael zbierał pośpiesznie swoje rzeczy, a naga Ariana biegała przerażona po pokoju. (Może się czepiam, ale zachowaniem typowym dla złapanej na zdradzie żony byłoby raczej zakrycie się kołdrą, a nie latanie na golasa po pokoju)

Posoka wytrysnęła na wszystkie strony (przecinek)obryzgując ich. Ariana zaczęła krzyczeć. Willow odrzucił broń i podszedł do niej. Wymierzył jej potężny cios, potem następny i następny, aż do chwili (przecinek)kiedy przestała drżeć, a jej twarz zamieniła się w krwawą miazgę.

Więc to był tylko sen, koszmarny powrót wspomnień(przecinek) pomyślał.

– Wstawaj (przecinek)Menling!
– Co się stało? – zapytał (przecinek)z trudem dobierając słowa.
– Te ibbeńskie wielkoludy nieźle cie poturbowały. Gdyby nie Victor (przecinek)byłbyś karmą dla ryb.

Gładko ogolona twarz i zielone oczy nadawały mu wręcz chłopięcy(chłopięcego) wygląd(wyglądu).

– Pozwól, że się przedstawię. Ser(Edamski czy camembert? :D Wybacz, nie mogłam. Tytuł pisze się "sir" – czytane "ser") Victor Naric, rycerz w służbie lorda Howlanda Reeda.(zbędna kropka)– powiedział mężczyzna(przecinek) kierując przenikliwe spojrzenie na Willa.

– Co? Rycerz? Tutaj? Wysłał cie(ę) ten przeklęty Stark? Nadal chce mojej głowy? – Will zerwał się na nogi tak szybko, że omal nie upadł ponownie.

– Ha, dużo się działo pod moją nieobecność. Co cię tu sprowadza(przecinek) rycerzyku?
– Król Robb Stark zwołał chorągwie, więc lord Reed zbiera siły. Więcej nie musisz wiedzieć(przecinek) przybłędo.

– Niczego od pana nie chcę. Pomogłem(przecinek) bo tak kazał mi honor. (zbędna kropka)– odpowiedział oburzony Victor.

– Już, już spokojnie (przecinek)młody.

– Ha, widzę, że na północy brakuje już dorosłych mężczyzn (przecinek)skoro wysyłają do walki chłopców!

– Odszczekaj to(przecinek) psie! – krzyknął chłopak(przecinek) wyrywając miecz z pochwy (kropka)– p(P)oradziłem sobie z tymi bydlakami(przecinek) to i z pijakiem dam sobie radę.
– Hola! Jeśli chcecie się mordować (przecinek)to na zewnątrz! – wrzasnęła niespodziewanie Merry.
– Nikt nie będzie się mordował. Młody(przecinek) odłóż to.

Jego miecz lśnił(przecinek) raz po raz przecinając powietrze. Will unikał cięć (przecinek)cofając się zgrabnie. Kiedy zobaczył, że chłopak zaczyna się męczyć (przecinek)przeszedł do kontrataku. W chwili (przecinek)gdy zadał cios na głowę Willa, ten szybkim susem zszedł mu z drogi i podciął go trzonkiem od miotły.

– Jak? Jak to się stało? Byłem najlepszy. – z(Z)nosa młodzieńca płynęła krew.

– (...) Też kiedyś taki byłem, ale życie mnie nauczyło, że to nie honor, (zbędny przecinek)czy rycerskie formułki, ale spryt i przebiegłość uratują ci życie.

– Jestem ser Willow Menling, dawniej rycerz lorda Wymana Manderlyego, a teraz miecz do wynajęcia i(przecinek) jak już zauważyłeś, pijak.

– Tak (przecinek)wspomniałeś już o tym, ale czy to coś zmienia?

– Zabawny jesteś (przecinek)chłopcze, a twój pan jeszcze bardziej.

– Spokojnie, nie chcę cie(ę) poobijać(przecinek) w końcu mi pomogłeś.
– W takim razie(przecinek) ser(przecinek) czy ty pomożesz mi?

– Pomogę ci. Znam Kozła, walczyłem z nim. Umówie(ę) spotkanie.
– Dobre chociaż tyle, dziękuję (przecinek)ser.

(akapit)Willow oddał mu miecz i podał chustę do wytarcia krwi. Chłopak bardzo przypominał mu jego samego(przecinek) kiedy był młody.

Ruszył korytarzem (przecinek)mijając roześmianą parę (przecinek)i dotarł do swoich drzwi.

W środku było ciemno, jedyne okno zasłonił kocem, który teraz zerwał i rzucił na łóżko.

Zrzucił z siebie brudne ubrania i przywdział dumny strój rycerza, którym niegdyś był, a teraz miał szanse(ę) znów zostać. Do pasa przytroczył swój piękny miecz rodowy, prosty sztylet i mieszek. Wychodząc(przecinek) obejrzał się za siebie i zaśmiał się nad tym(przecinek) kim się stał. Zszedł na dół(przecinek) pożegnał gospodarza i wyszedł.

– Ruszamy na nasze negocjacje(przecinek) młody.(zbędna kropka) – rzucił do zdumionego Victora.
Kiedy dotarli z powrotem do Szczęśliwego Portu(przecinek)[/b najemnicy już czekali.
[b]
(akapit)
Willow podszedł do ich stolika. Ser Victor stanął obok niego.

– Witam was, Dzielni Kompanioni(A to jakaś nazwa własna że wielkimi literami napisane?). Mamy kilka spraw do omówienia.(zbędna kropka)– przywitał ich Will.

– Tak(przecinek) to prawda. (zbędna kropka)– odpowiedział dothrak (przecinek)gestem uciszając pozostałych i wskazując na krzesła.

– Przeszedłbym od razu do konkretów(przecinek) panowie, ale chciałbym je omówić osobiście z Kozłem, a tutaj go nie widzę. (zbędna kropka)– powiedział Will (przecinek)siadając, Victor usiadł po jego lewej.

– Vargo nie mógł przyjść. Wysłał mnie.(zbędna kropka)– odpowiedział dothracki jeździec, (zbędny przecinek)płynnie mówiący w języku powszechnym.

– Hmm, dobrze(przecinek) w takim razie przedstawię ci nasze warunki.(spacja)– m(M)ówiąc to(przecinek) wyjął pergamin, na którym wcześniej Victor zapisał treść kontraktu.

– Ciekawe rzeczy tu wypisujesz(przecinek) Menling. Czym zamierzacie nam zapłacić? Śniegiem czy szyszkami? Haha! – j(J)ego towarzysze także się roześmiali (kropka)– Lord Tywin ma coś o wiele bardziej interesującego. Złoto! Młody Stark nie ma z nim szans, dlaczego mielibyśmy za niego umierać?
– Mów (przecinek)czego chcesz(przecinek) psie? – wyrwał się Victor.

Cała sala wstrzymała oddech(przecinek) wyczekując.

Willow w ostatniej chwili uskoczył, wyciągając dawno nie używany miecz, ale Victor nie miał tyle szczęścia (przecinek)mebel przygniótł go do podłogi.

Letniak uderzył potężnie (przecinek)celując w głowę Menlinga.

Ruszył powoli w jego kierunku, gdy ten zaatakował (przecinek)z łatwością pozbawił go ręki i powalił na ziemię.

– Valar Morgulis. (zbędna kropka)– wyszeptał.
(akapit)Zabrał jego pieniądze oraz dokumenty. Wychodząc (przecinek)doszedł do wniosku, że czas wrócić do domu.

Skoro tak się dopominasz o krytykę, to proszę bardzo.
Nie podobało mi się. Akcja jest moim zdaniem za szybka, przez co trudno się w niej połapać – w jednej chwili bohater leży zarzygany w rynsztoku, w drugiej wygrywa bójkę z rycerzykiem, gdzieś tam przewijają się jeszcze dramatyczne wspomnienia, których dramatyzm również gdzieś zaniknął w gnających, krótkich opisach, zaraz potem lecą załatwiać jakiś kontrakt. Bohaterowie również wydają mi się mało wyraziści, zupełnie nie poczułam ich charakteru ani emocji. Opisy również takie sobie, zwłaszcza walki – to takie bezpłciowe relacje z siekaniny i wykonywanych cięć.
Tekst ogólnie ma potencjał, ale... no właśnie.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#4
(11-04-2015, 22:56)RedViperRevenge napisał(a): Na wstępie proszę nie hatować że plagiat z Gry o Tron bo ja o tym wiem potrzebuję szybkiej oceny tego opowiadania z poprawkami i krytyką od razu zaznaczam że nie mogę go rozwinąć gdyż ogranicza mnie ilość znaków.
Wszystkie prawa zastrzeżone!!!

Jak wiesz, że plagiat, to łamiesz regulamin forum... To jest raczej twórczość fanowska osadzona w czyimś uniwersum. Szczerze mówiąc, ta eksklamacja mnie prawie zniechęciła do przeczytania fragmentu.

Zgubiłem się w tym... śnie? Refleksji? Retrospekcji? Nie było praktycznie żadnego oddzielenia od faktycznej akcji, miałem wrażenie, że facet zebrał łomot, po czym jakoś pozbierał się, wsiadł na konia i pogalopował do domku, tylko byłem zdezorientowany, skąd taki nagły przeskok. Nieprzyjemne wrażenie.

Opisy walk są na plus, to Ci trzeba przyznać. Przyjemnie się je czytało, widziałem jak postacie szybko wymieniają ciosy. Tylko że ten styl walki przeniosłeś na całe opowiadanie i czytając czuję się trochę jakby mnie pies gonił.

Pół na pół. Jako fragment większej całości, gdzie byłoby trochę wolniejszej narracji, byłoby naprawdę ok. Tutaj... jak ktoś już poprzednio napisał. Jest potencjał, ALE.
"Jesteś tak chuda, że gdyby nastała zombie apokalipsa, zamiast Cię pożreć wykorzystaliby Cię od razu jako wykałaczki..."
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Horror Powrót Weroniki Bruno 2 1,962 30-04-2013, 17:52
Ostatni post: StuGraMP

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości