Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Zew przygody
#1
Spoiler: 'Od autora'

~oOo~

– Ten talerz jest brudny! – ryknął mężczyzna, stając w progu kuchni.
Stanowił zaiste imponujący widok. Znacznie ponad sześć stóp wzrostu i waga przeszło dwóch normalnych mężczyzn dawała mu iście tytaniczną posturę. Jego łysa głowa zdawała się być osadzona bezpośrednio na masywnym karku, a skłębiona, ruda broda opadała mu na potężną pierś. Twarz niegdyś musiała mieć mocne, twarde rysy, dziś jednak zmiękczyły je lata obżarstwa i wygodnego życia. Mimo to wyglądała przerażająco, gdy się wściekał. Z pewnością pomagała w tym szpetna blizna zaczynająca się na czole i ciągnąca aż do szczęki, przecinając przy tym lewe oko skryte pod skórzaną opaską.
– To go sobie umyj – odpowiedział obojętnie młody chłopak stojący przy drewnianej balii wypełnionej wodą.
– Coś ty powiedział?! – oburzył się wielkolud, patrząc z niedowierzaniem na chłystka.
– Słyszałeś przecież – odparł niewzruszony pomywacz.
Zdjął brudny fartuch, który nosił na wierzchnim ubraniu, i zawiesił go na kołku w ścianie. Potem, nie do końca świadomym ruchem, odgarnął niesfornie opadające mu na oczy kasztanowe włosy i spojrzał na mężczyznę w drzwiach.
– Skończyłem na dziś. Szukaj gdzie indziej frajerów, którzy będą odpracowywać nadgodziny, za które nawet nie płacisz. Do jutra, Bart.
Chłopak ruszył w stronę wyjścia. Mężczyzna instynktownie przesunął się, robiąc mu miejsce, gdy ten go mijał. Przez chwilę zastanawiał się potem, czy nie rzucić w ślad za pracownikiem trzymanym w dłoni talerzem, który był przyczyną awantury, jednak skąpa natura zwyciężyła.
– Wynoś się z mojej knajpy, Zaan – warknął tylko za nim.
Sala gospody była pełna gości, tak że chłopak chwilami musiał używać łokci, żeby przebić się przez tłum. Żałował, że nie wyszedł tylnym wyjściem, prosto z kuchni, jednak nie mógł sobie odmówić satysfakcji z denerwowania Barta. W gruncie rzeczy olbrzym prywatnie był całkiem przyzwoitym facetem, ale zawodowo była z niego ostatnia kutwa próbująca wydoić własnych pracowników jak tylko się dało.
W końcu udało mu się dopchać do drzwi i wyjść na zewnątrz. Od razu uderzył w niego upiorny skwar środka lata. Słońce co prawda zbliżało się już powoli do widnokręgu, lecz od tygodnia panowały okropne upały, które nawet nocą nie dawały żadnego wytchnienia. Rozgrzane, falujące powietrze nadawało miastu wygląd eterycznej iluzji. Chłopak wiele by dał, żeby to rzeczywiście było tylko przywidzenie, żeby tak naprawdę być gdzieś daleko od tłocznej metropolii i jej chorych problemów.
Potrząsnął z rozdrażnieniem głową, odganiając irracjonalne myśli, i ruszył przed siebie. Wlókł się powoli wąskimi uliczkami, kierując się do nory, którą nazywał swoim domem. Droga zajęła mu niecałe dziesięć minut, lecz panujący gorąc sprawił, że czuł się wyczerpany jak po całodziennym biegu i cały lepił się od potu. Stał przed brzydką, czynszową kamienicą z szarej cegły, w której wynajmował mieszkanie. Wyszukał w kieszeni klucz i wszedł do środka.
W budynku zawsze panowała wilgoć i unosił się delikatny, wszędobylski aromat pleśni. Zazwyczaj wszyscy na to narzekali, lecz przy obecnej pogodzie delikatny chłód bijący ze ścian okazał się cudownie orzeźwiający. Zaan nieco raźniej wdrapał się na drugie piętro, na którym mieszkał. Gdy tylko przekroczył próg, wiedział już, że mieszkanie jest puste. Nie, żeby był to jakiś wielki wyczyn – jego większość stanowiło jedno pomieszczenie, w którym znajdowały się dwa łóżka, drewniany stół, dwa zydle i kilka półek ściennych, zawalonych księgami, rolkami pergaminów i szklanymi butelkami po piwie. Do tego dochodziła klaustrofobicznych rozmiarów kuchnia i tylko nieco większe pomieszczenie udające łazienkę. Całe jego wyposażenie stanowiła spora beczka z wodą, którą czasem nawet wymieniali, drewniana ława, duża misa i szmata służąca za ręcznik. Co prawda budynek był podłączony do kanalizacji obejmującej większość miasta, ale nikt nie postarał się o toaletę w każdym mieszkaniu. Była jedna na piętro. To i tak sporo.
Chłopak skierował się prosto do kuchni. Wziął z niej pajdę czerstwego chleba, posmarował ją obficie masłem i dopiero wtedy ruszył do głównej izby. Zamierzał rzucić się na swoje łóżko i pomedytować trochę nad beznadzieją własnego życia, ale dostrzegł na stole kawałek pergaminu, którego w tym miejscu nie kojarzył. Co prawda w całym mieszkaniu panował kompletny chaos, ale chłopak był dumny z tego, że nad tym chaosem panuje i doskonale wie, co gdzie leży. Wziął więc zwitek do ręki z zainteresowaniem i przeczytał, przegryzając kanapkę. Na karcie zgrabnym pismem nakreślona została krótka wiadomość:

Piję w „Cycatej Harpii”. Wpadnij, jak tylko wrócisz z roboty. Muszę ci coś pokazać.
Cidreandill

Chłopak skrzywił się. Nie miał pojęcia, kto inny mógłby zostawić mu wiadomość w pokoju, jednak jego współlokator oczywiście musiał się podpisać pięknymi, zamaszystymi literami. Uwielbiał swoje imię wskazujące na elficki rodowód i chwalił się nim przy każdej okazji, nawet jeśli było to zupełnie bez sensu. W zasadzie fakt, że akurat jest zajęty piciem także nie dziwił. Cid był półelfem i umiał z tego korzystać. Z racji pochodzenia przysługiwało mu absurdalnie wysokie stypendium, które z niewyjaśnionych przyczyn otrzymywał także w wakacje. W przeciwieństwie do Zaana, który dowiedział się, że jego wysokie osiągnięcia w nauce i brak jakiegokolwiek źródła utrzymania nie są wystarczającym powodem na otrzymanie choćby miedziaka, ponieważ „motywacje pieniężne dla studentów kierunku Nauki Tajemne i Czarnoksięstwo nie wpisują się w obecny plan finansowy Uniwersytetu”. W trakcie semestru pozwalano mu co prawda mieszkać nieodpłatnie w akademiku, lecz wykopano go z niego z pierwszym dniem lata. Musiał więc teraz zaharowywać się u rudobrodego sadysty, by mieć na czynsz, podczas gdy jego przyjaciel całymi dniami oddawał się cudownemu próżniactwu, zresztą tak samo jak robił to przez resztę roku.
W gruncie rzeczy musiał jednak przyznać, że perspektywa wyskoczenia na kilka piw nie była taka zła. Nie pamiętał, kiedy ostatnio wychodził z domu, nie licząc oczywiście pracy, a „Cycata Harpia” stanowiła lokal na tyle tani, by mógł ją odwiedzić bez poważnego uszczerbku dla swego ograniczonego budżetu. Skończył więc skromny posiłek, zrzucił z siebie koszulę i poszedł do łazienki, by nieco się odświeżyć. Potem wygrzebał spod łóżka zmiętą tunikę, stwierdził, że znajduje się ona w stanie znośnej czystości i ubrał ją. Znalazł smutnie chudy mieszek z oszczędnościami, wyciągnął z niego kilka drobnych monet i starannie ukrywszy resztę, wyszedł z mieszkania.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(07-04-2015, 17:27)Arnubis napisał(a): Mimo to to(zbędne) wyglądała przerażająco, gdy się wściekał. Z pewnością pomagała w tym szpetna blizna, (zbędny przecinek) zaczynająca się na czole i ciągnąca aż do szczęki, przecinając przy tym lewe oko,(zbędny przecinek) skryte pod skórzaną opaską.

– Coś ty powiedział?! – oburzył się wielkolud, patrząc z niedowierzaniem (na) chłystka.

Zdjął brudny fartuch, który nosił na wierzchnim ubraniu, i zawiesił go na kołu(kołku) na (zmieniłabym na "w" – sens ten sam, a nie ma powtórzenia) ścianie.

W gruncie rzeczy olbrzym prywatnie był całkiem przyzwoitym facetem, ale zawodowo była z niego ostatnia kutwa,(zbędny przecinek) próbująca wydoić własnych pracowników jak tylko się dało.

Potrząsnął z rozdrażnieniem głową, odganiając irracjonalne myśli(przecinek) i ruszył przed siebie.

Gdy tylko przekroczył próg (przecinek) wiedział już, że mieszkanie jest puste. Nie, żeby był to jakiś wielki wyczyn – jego większość stanowiło jedno pomieszczenie, w którym znajdowały się dwa łóżka, drewniany stół, dwa zydle i kilka półek na ścianach, zawalonych księgami(Napisałabym "i kilka półek ściennych zawalonych księgami", bo obecnie wychodzi tak, jakby to ściany były zawalone książkami), rolkami pergaminów i szklanymi butelkami po piwie. Do tego dochodziła klaustrofobicznych rodzajów(Raczej "rozmiarów") kuchnia i tylko nieco większe pomieszczenie udające łazienkę.

Wziął z niej pajdę czerstwego chleba, posmarował go(ją – pajdę) obficie masłem i dopiero wtedy ruszył do głównej izby.

Nie miał pojęcia(przecinek) kto inny mógłby zostawić mu wiadomość w pokoju, jednak jego współlokator oczywiście musiał się podpisać, (zbędny przecinek) pięknymi, zamaszystymi literami. Uwielbiał swoje imię, (zbędny przecinek) wskazujące na elficki rodowód, (zbędny przecinek) i chwalił się nim przy każdej okazji, nawet jeśli było to zupełnie bez sensu.

Musiał więc teraz zaharowywać się u rudobrodego sadysty(przecinek) by mieć na czynsz, podczas gdy jego przyjaciel całymi dniami oddawał się cudownemu próżniactwu, zresztą tak samo jak robił to przez resztę roku.

Jak na razie trudno mi powiedzieć coś konkretnego, bo dopiero się zaczyna, a zaproszenie na chlanie w karczmie nie jest w moim odczuciu niczym porywającym. :) Niemniej fragment napisany jest bardzo dobrze, czytało się przyjemnie, bohater również zaczyna mi się podobać, więc czekam, aż fabuła zacznie się rozwijać. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
Cóż mogę powiedzieć. Przyjemnie się czyta. Opisy są dla mnie przejrzyste i jasne. Fabularnie szału nie ma – dupy nie urywa(jakiś student, który pracuje by opłacić mieszkanie). Czekam na więcej, bo chętnie się dowiem jaką przygodę tutaj zaserwujesz (chociaż nie przepadam za powieściami tego typu – takie fantasy z elfami, jakimiś krasnoludami itd. Mimo to przykułeś moją uwagę – "nie spierdziel tego!" jak to pewien człowiek mawiał :D ).
–"We are leaves in the wind. Where will we fall? Nobody knows."
-Nadejdzie czas, kiedy zniknę stąd. Słońce zgaśnie, nadejdzie mrok. Stojąc na granicy, zrobię krok. Rozliczony zostanie, każdy mój błąd. Odejdę w wieczny byt. Czy zdążę dojść na szczyt?
Odpowiedz
#4
Bardzo dobrze napisany tekst, czyta się leciutko i z przyjemnością:). Szkoda że nie nadałeś imienia swojemu bohaterowi, chyba że przeoczyłam. To fajna postać, ale łatwiej utożsamiać się z bohaterem, który ma imię. Dobrze opisana knajpa i mieszkanie chłopaka. Opisy są bardzo obrazowe, tyle ile trzeba. Kumpel, elf, też wróży interesujące powiązania. Zobaczymy, co z tego wyniknie, ale zapowiada się ciekawie.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#5
Napisane jest ładnie, czyta się przyjemnie i płynnie. Podoba mi się sposób, w jaki prowadzisz narrację – lekki, przyjazny, z cieniem ironii. Opisy są plastyczne i przystępne, nie mam się do czego przyczepić. Chwilowo nie mam też zbyt wiele do powiedzenia, no, może poza tym, że czekam na ciąg dalszy, bo zaczyna się zachęcająco i jestem ciekawa, co z tego będzie. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#6
Dzięki wszystkim za opinie. Faktycznie, jeśli chodzi o fabułę to póki co jest ona bardzo szczątkowa, ale nie ma czego innego spodziewać się po pierwszym, dość krótkim fragmencie, który skupia się głównie na przedstawieniu głównego bohatera. Zresztą generalnie początkowo akcja będzie rozkręcała się raczej spokojnie, a tekst będzie raczej krążył dookoła sytuacji bohaterów i ich relacji. A w tym celu trzeba jeszcze wprowadzić innych bohaterów, więc spokojnie, na wszystko przyjdzie czas :) Cieszę się, że spodobał się swobodny styl i narracja, ponieważ mają one stanowić jeden z silniejszych elementów opowiadania (nie licząc oczywiście świetnych postaci i szalonych przygód :D).
Jeszcze kilka słów do Nawki. Bohater nazywa się Zaan, jego imię przewinęło się w tym fragmencie trzy razy. Nie mam pojęcia dlaczego ci umknęło, być może dlatego, że nie rzuciłem nim jakoś w pierwszych zdaniach i występuje w trakcie dialogu.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
(08-04-2015, 16:31)Arnubis napisał(a): Jeszcze kilka słów do Nawki. Bohater nazywa się Zaan, jego imię przewinęło się w tym fragmencie trzy razy. Nie mam pojęcia dlaczego ci umknęło, być może dlatego, że nie rzuciłem nim jakoś w pierwszych zdaniach i występuje w trakcie dialogu.

Tak, tak, przejrzałam jeszcze raz i wszystko się zgadza, sorry:D. Początkowo zakodował mi się tylko Bart, bo to dość charakterystyczna postać.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#8
Epicka walka studenta o przetrwanie w realiach świata fantasy, w jego osobistym mało epickim wykonaniu. Wiadomo dużo nie naskrobię bo i nie ma na razie do czego.

Jedno tylko mnie zastanawia a mianowicie w jakich czasach dzieje się akcja. Głownie przez te książki na półkach.
Biedny student Zaan raczej na takie luksusy sobie pozwolić nie może. Ksiąg magicznych uczelnia raczej na dobre oczy nie pozwoliła by z biblioteki wynieść. Współlokator upłynnia fundusze i nauką nie przejmuje się na tyle, żeby woluminy kupić. A jeśli są to czasy nawet ciupkę przypominające średniowiecze to nawet jedna książka kosztowała by majątek.
Nie zrozum mnie źle, ja wcale nie uważam takiego mało ważnego szczegółu za błąd, jednak często spotykam się z małymi klitkami w fantasy wypełnionymi książkami, a fakt ten nie tyle mi przeszkadza co zastanawia :D

OK sorry trochę popłynąłem i środek komentarza to taka luźna dygresja. Zobaczymy co tam dalej z tego zrobisz.
[Obrazek: 12.jpg]
Odpowiedz
#9
Jeśli chodzi o półki zawalone księgami, to nie było ich aż tyle, jak ci się wydawać może. Znaczy były one zawalone różnymi przedmiotami, w tym księgami, których w zasadzie było tam maksymalnie kilka. A same czasy ciężko dokładnie określić, bo jako świat fantasy nie ma bezpośredniego przeniesienia na nasz świat. Ogół jest raczej zbliżony do późnego średniowiecza, ale to zależy od rejonu świata. I tak zwykłe wsie niczym praktycznie nie będą różniły się od średniowiecznych, ale krasnoludzkie miasta będą miały nieźle rozwinięte przemysł i technologię. Akcja póki co dzieje się w największej metropolii świata, która chociaż zdominowana przez ludzi, to jest zamieszkiwana przez przedstawicieli wielu ras i każda z nich wpływa na charakter miasta. A że tylu mieszkańców musi coś robić, pełno jest różnego rodzaju manufaktur, korzystających z krasnoludzkich wynalazków. Spokojnie druk może być jednym z nich, przez co w samym mieście książki nie muszą być aż tak drogie jak może ci się wydawać. A osobiście znam studentów, którzy ciułają pieniądze i wydają większość na podręczniki :D
Odpowiedz
#10
Mam nadzieję że wybaczony mi zostanie post pod postem. Kolejny fragment, nie za długi, żeby nikogo nie zmęczyć :D


~oOo~

Karczemny gwar nieprzyjemnie skojarzył mu się z „Królową Siedmiu Mórz”, w której pracował. Musiał jednak przyznać, że knajpa prowadzona przez rudobrodego byłego pirata wbrew pozorom miała przyzwoitą opinię i nawet jeśli nie była najlepsza w mieście, to z pewnością nie miała się czego wstydzić. „Cycata Harpia” z kolei utożsamiała wszelkie stereotypy, jakie tylko krążyły o podejrzanych spelunach. Takie miejsca odwiedzała tylko najgorsza hołota i biedni studenci, wszystko więc wychodziło na jedno.
Przepchnął się do kontuaru i zamówił cienkie piwo. Z własnego doświadczenia wiedział, co potrafi zrobić obsługa w złym humorze. Cały czas patrzył więc karczmarzowi na ręce, pilnując, żeby nie napluł mu do kufla, o gorszych rzeczach nie mówiąc. Oczywiście nie pomogło to w sprawie brudnego naczynia, ale wszystkiego mieć nie można. Upił łyk trunku. Może i smakował jak szczyny, ale był w miarę chłodny, co w wciąż panującym skwarze nadawało mu cech równych boskiemu nektarowi.
Dopiero teraz Zaan porządnie rozejrzał się po gospodzie, szukając przyjaciela. Dostrzegł go bardzo szybko, siedzącego w jednym z kątów przy stoliku z dwiema młodymi dziewojami i machającego do niego. Po nietęgiej minie druha domyślił się, że ten od dłuższej chwili próbuje zwrócić jego uwagę, ale niezbyt się tym przejął. Pociągnął jeszcze łyk z kufla i ruszył niespiesznie przez salę.
W odróżnieniu od Zaana, Cid zawsze wyglądał świetnie, nawet gdy upał zmieniał resztę ludzi w górę spoconego mięsa. Długie do ramion złociste włosy miał starannie zaczesane na prawą stronę, zaś lewy bok głowy krótko wygolony. Dzięki temu jego ucho, nie aż tak spiczaste jak u czystej krwi elfów, ale zdecydowanie nie ludzkie, naturalnie przyciągało wzrok. Cała jego twarz stanowiła mieszankę cech obu ras. Duże, bursztynowe oczy o kształcie migdałów z pewnością nie mogły należeć do człowieka. Rysy miał egzotyczne, lecz nie tak delikatne i eteryczne jak elfickie. Szczękę pokrywał mu starannie wypielęgnowany zarost udający tylko zawadiacką niechlujność, który zawsze sprawiał, że Zaan z niechęcią myślał o kilku rzadkich kępkach porastających jego policzki. Cid miał dziś na sobie wykonany z miękkiej skóry czarny kaftan bez rękawów ujawniający szpanerski tatuaż, który bezsensownie wił się elfickimi zawijasami na jego prawym ramieniu. Widząc nadchodzącego przyjaciela, wstał z krzesła z szelmowskim uśmiechem na twarzy.
– Miłe panie! – przemówił. – Poznajcie proszę mego serdecznego kompana, a zarazem potężnego czarnoksiężnika, wielkiego Zaantariusa, o którym wam już wspominałem.
– Możecie mówić mi po prostu Zaan – powiedział chłopak, zażenowany nieco przedstawieniem, chociaż od początku przejrzał grę, którą prowadził dziś jego współlokator.
Dziewczęta spojrzały na Zaana. Pierwsza z nich, nieco pulchna blondynka o wydatnym biuście, obdarzyła go obojętnym wzrokiem, który zaraz ze zdecydowanie większym zaangażowaniem przeniosła na Cida. Druga, szczupła i piegowata, o burzy wściekle rudych loków i przeraźliwie zielonych oczach, skupiła się na nim nieco dłużej.
– Nie jesteś trochę za młody na potężnego czarnoksiężnika? – spytała głosem, którego przesadzona słodycz nawet nie próbowała ukryć ironii.
– Oficjalnie nie skończyłem jeszcze studiów – wzruszył ramionami Zaan. – Ale...
– Ale nieoficjalnie? – wciął mu się w słowo Cid. – Nieoficjalnie jest jednym z najlepszych adeptów, którzy kiedykolwiek pobierali nauki na Uniwersytecie i jego promocja jest obecnie jedynie kwestią formalności i papierologii.
– Oh! – Brwi rudej uniosły się w przerysowanym zdumieniu. – Musisz więc przyznać, panie czarnoksiężniku...
– Zaan – przypomniał chłopak.
– Octavia – przedstawiła się jego rozmówczyni i kontynuowała. – Musisz więc przyznać, Zaan, że dla kogoś na twoim poziomie drobna prezentacja umiejętności ku uciesze dziewczęcych serc nie byłaby żadnym problemem, prawda?
Zaan popatrzył uważnie na dziewczynę. Była nie tylko całkiem ładna, ale do tego inteligentna. Zawsze lubił inteligentne dziewczyny o ostrym języku. Szkoda, że bez wzajemności.
– Problemem? – Prawdziwym problemem było to, że jak zwykle rozmowa od razu potoczyła się w stronę, której wybitnie nie lubił. Jak miał wytłumaczyć, nie tracąc przy tym twarzy, że prawdziwa magia nie polega na strzelaniu kulami ognia? Że zanim zacznie się manipulować naturą wszechrzeczy, trzeba oddać się wieloletnim studiom, by poznać wszelkie prawa rządzące tajnikami równoległych światów. By poznać niebezpieczeństwa czyhające się na każdym kroku na nieuważnych adeptów. By...
– Oczywiście, że sama prezentacja nie byłaby problemem – odezwał się Cid, najwyraźniej znudzony przeciągającym się milczeniem, w trakcie którego Zaan odleciał myślami daleko od stołu i kompanów. – Problemem jest raczej miejsce, w którym się znajdujemy. Zaantarius specjalizuje się w dość niebezpiecznych dziedzinach magii, demonologia i takie tam sprawy. Chyba nie chcielibyśmy, żeby przywołał jakiegoś biesa na środku karczemnej sali, prawda, moje panie?
Zaan dostrzegł błysk triumfu w zielonych oczach Octavii i zaklął w duchu. To tyle, jeśli chodzi o nie tracenie twarzy. Nienawidził tego, jak nieudolnie prowadzi rozmowy z dziewczynami. Już otwierał usta, by się odezwać i prawdopodobnie jeszcze pogorszyć swoją sytuację, gdy usłyszał szczebiotanie blondynki.
– Oczywiście, że nie chcielibyśmy, książę, masz rację. Na samą myśl o tym mam ciarki.
Dla podkreślenia swych słów zatrzęsła się teatralnie. Cid natychmiast wykorzystał ten moment, obejmując ją uczynnym ramieniem, co zostało skomentowane cichym, pogardliwym prychnięciem Octavii. Zaan jednak zwrócił uwagę na coś innego. Książę, tak go nazwała. Dlaczego go to nie zdziwiło? To był jeden z jego ulubionych bajerów, którego używał do wyrywania lasek. Zazwyczaj opowiadał dramatyczną historię losów swoich rodziców. Jego ojciec był w niej następcą tronu wielkiego i potężnego królestwa elfów daleeeeeko na zachodzie. Pokochał on ludzką kobietę (czasem była księżniczką, czasem prostą wieśniaczką, innym razem czarodziejką) i wbrew woli swego ojca poślubił ją. Skutkowało to wygnaniem i skazaniem na ciężką tułaczkę. Jeśli Cid miał dobry dzień, wzbogacał ten moment rozpaczliwymi opisami zamachów na ich życie, które przetrwali tylko dzięki wielkiej odwadze i wzajemnej miłości. Potrafił mówić o tym godzinami, w większości improwizując. Wszystko sprowadzało się do tego, że jego rodzice zmarli w ubóstwie, ale szczęśliwie, razem do końca, a on sam snuł wielkie plany powrotu do krainy swego ojca i odebrania utraconego dziedzictwa.
Dziewczyny leciały na to jak szalone. Większość z nich pewnie nie wierzyła nawet w jedno jego słowo, ale to niczego nie zmieniało. Elficki książę, prawdziwy czy nie, zawsze był gwarancją niezapomnianej przygody. W rzeczywistości Cid wychował się w sierocińcu i nie miał nawet pojęcia, które z jego rodziców należało do której rasy, ale niezbyt się tym przejmował.
– Przepraszam, że przerywam, książę – powiedział Zaan, kładąc nacisk na ostatnie słowo. – Ale z tego co sobie przypominam, chciałeś się ze mną spotkać w jakimś konkretnym celu? Pokazać mi coś ważnego?
– Tak, tak, oczywiście! – podekscytował się Cid. – Drogie panie, możecie zostawić nas na chwilę samych? Idzie przypudrować noski czy co tam robicie w wolnym czasie, w każdym razie nie oddalajcie się za daleko, to nie powinno trwać zbyt długo. Musimy tylko przedyskutować kilka elementów dotyczących naszej przyszłej kampanii do mej ojczyzny. Rozumiecie, nie chcemy was zanudzać.
– Oh, nie przejmuj się książę! – powiedziała ruda ze słodkim uśmiechem. – To z pewnością będzie wielce pouczająca dysputa! Chętnie zostaniemy i posłuchamy.
– Octi, daj spokój. – Skrzywiła się blondynka, wstając z miejsca. – Dajmy mężczyznom porozmawiać o męskich sprawach.
Octavia przez chwilę jeszcze się wahała, w końcu jednak dała za wygraną, wzruszyła ramionami i ruszyła za przyjaciółką.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Fantasy Przygody i inne abstrakcyjne zjawiska Adaśko_z_Łomiańca 15 2,963 13-06-2014, 20:56
Ostatni post: Crax

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości