Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 3 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Bogini hańby
#21
Ad2. Opis jest według mnie troszkę dziwny z jednego powodu, a mianowicie: "Udało się… Naprawdę nam się udało… Szeptał, nie mogąc uwierzyć, że to nie był sen i naprawdę tego dokonał: przeskoczył konno przeszkodę, co jeszcze niedawno wydawało się jedynie marzeniem". <–-–- większa tu chyba zasługa konia niż jego więc czym się tak podnieca?:P Poza tym Szastuny to taka strasznie hmm milusińska nazwa ;) sam opis jest dobry, fajnie, że napisałaś, że Szastunów(chcę takiego z pluszu:P) było kilku (kilka?) w ten sposób te licze bełty mają sens, nie to co w niektórych opowiadaniach w których jedna osoba szyje bełtami jak z kuszy maszynowej (made in china).

Ad3. Ten Gobelin... chlip chlip wreszcie ktoś poprawnie używa magii w Fantasy :P a nie jakieś głupie zamienianie zwierząt w puchary (dalej nie wiem po kij to było). Poza tym troszkę cliche ta Głowna Zła, śmierdzi jakimś wąpierzem ot co! Czekam na fragment czwarty :P
Eorth znajduje się w tym miejscu gdzie śpią wszystkie smoki
Odpowiedz
Reklama AdSense
#22
(26-04-2015, 10:48)Arabella napisał(a): – Czyżbyś stęsknił się(czyżbyś tęsknił – unikniesz podwójnego 'się' w tym zdaniu) za tańcami i strojeniem się? – roześmiała się cicho Joanna, rozwiązując wstążeczki maski.

Przez ukryte w ścianie, zmyślne drzwi przeszli(dotarli?) do podziemnego przejścia prowadzącego w głąb zamku, do lochów.

Jednak gdyby prowadzony tymi korytarzami człowiek skupił się nieco, zauważyłby, że nigdzie nie widać śladów bytności szczurów czy innych stworzeń zamieszkujących podobne miejsca, a zgnilizna, którą w pierwszym odruchu można wziąć za spowodowaną wilgocią, ma (miała zupełnie inne źródło niż wilgoć – będzie prościej) zupełnie inne źródło.

Troje ubranych w balowe stroje ludzi wsunęło się niezauważenie(niezauważenie wsunęło się) do pomieszczenia.

W ciemności skrywającej dalszą część lasu,(bez przecinka) jarzyły się czerwono oczy o pionowych źrenicach.

Pozdrawiały Joannę i towarzyszących jej mężczyzn wyuczonymi uśmiechami i dygnięciami, rumieniły się skromnie pod wpływem męskich spojrzeń lub z zadowolenia(radości), gdy gospodyni oddała powitanie. Joanna stanęła naprzeciwko dziewcząt, rozejrzała się po pomieszczeniu, a uznawszy, że wszystko zostało odpowiednio przygotowane, z zadowoleniem zwróciła się do wpatrujących się(wpatrzonych) w nią młodych kobiet.

– Tak, pani… Byli bardzo uprzejmi… – odezwała się(odparła, odpowiedziała) nieśmiało czarnowłosa piękność, wysuwając się do przodu.

– Podejdź bliżej, kochanie, nie bój się. – Joanna wyciągnęła rękę do dziewczyny i poprowadziła ją do światła. Przyglądała się zamyślona czarnulce, muskając opuszkami palców twarz dziewczęcia(jej twarz – dużo używasz w tym fragmencie słowa 'dziewczyna', a można czasem go uniknąć).

Z chęcią przerzuciłabym się na wieśniaczki, byłoby z nimi(zbędne) mniej kłopotu i łatwiej byłoby(zbędne) zrozumieć, dlaczego ich umysły są ciemne, jednak, niestety, to nie jest(zbędne) takie proste, kochany Bonifaziusie.

Oglądanie zaskoczenia tych głupich gąsek, gdy dociera do nich, że Czerwona Komnata nie jest żadną elitarną odmianą saloniku towarzyskiego, a one nie zostały przyjęte do tajnej sekty czcicieli gówna na patyku, musi być nadzwyczaj ciekawe.(bez kropki) – mruknął mężczyzna.

– Mój drogi, jak zwykle przybywasz spóźniony. – Olbrzym o wyglądzie i posturze wikinga, wbity w elegancki smoking, klęknął przed Joanną i ucałował wyciągniętą rękę(dłoń).

Przeczytałam też poprzedni fragment i poczułam pęd pościgu, podobnie jak Vet. Myślę, że znasz jazdę konną, bo opisałaś to bardzo sugestywnie. Ostatni fragment też mi się podobał – rzeź niewiniątek się szykuje, ofiara dla kogoś? Kończysz w odpowiednim momencie, zostawiając czytelnika w zaciekawieniu, kim będzie ta dziewczyna, która wejdzie do środka – ofiarą, a może mścicielką. Pisałaś te miniaturki, nie mówię, że słabe, ale strasznie przytłaczające, a tu tyle wyobraźni ukrywałaś:). A ciągle prosiłam – napisz coś innego. Czekam na ciąg dalszy.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#23
Vercenvard, dzięki za obszerny komentarz i poprawkę.

Krig, na przykład taka, że trzeba umieć ruszyć konia do skoku i dać mu znać, czego od niego oczekujesz. :P
Co do Szastunów – marudzisz. xD
Główna Zła – nie do końca, ale to w następnych fragmentach. :P
Dziękuję za komentarz. :)

Naw, matko, ile głupich błędów. Wstyd mi. :/ Cieszę się, że Ci się podobało. :D Jeżdżę konno, więc mam jako takie pojęcie. Mam sporo wyobraźni, ale zależy, jak jej użyję. xD Dziękuję za komentarz i poprawki. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#24
I... kolejny fragment. Miłego czytania. :)

Koń wyciągał i pochylał szyję w biegu, jakby wierząc, że jeśli jeszcze bardziej zwiesi łeb, uda mu się zwiększyć dystans. Jeździec wydawał się naśladować wierzchowca: jechał mocno pochylony w stronę końskiego pyska, nieomal kładąc się na szyi zwierzęcia. Wierzchowiec, nieustannie popędzany, pienił się i drżał z wysiłku i strachu, jednak odległość między nimi a ścigającymi nieustannie się zmniejszała.
– Jazda! Jazdaaaaaaaaaaaaaa! – ryczał Eryk do ucha klaczy, bodąc piętami zapadnięte boki zwierzęcia. Koń lawirował pomiędzy gęsto rosnącymi drzewami, a chłopak unosił się i opadał w siodle w dziwnym, tylko jemu znanym rytmie wyznaczanym przez chłoszczące twarz gałęzie.
Tak jak ostatnim razem, zobaczył przed sobą powalony pień. O bogowie… Westchnął w myślach, czując ulgę. Mocniej chwycił cugle, obejrzał szybko do tyłu i pokierował zwierzę w stronę przeszkody. Oddał wodze koniowi, dając znać, że skaczą. Jednocześnie przygiął się w siodle i nieomal położył na zwierzęciu. Koń zrozumiał sygnał i, tak jak poprzednim razem, zebrał resztki sił pozostałych po wykańczającym biegu, i skoczył.
Eryka zalała znana już radość, którą czuł, gdy koń przesadzał przeszkodę. Ostry wstrząs towarzyszący zetknięciu kopyt z podłożem i znowu dzika jazda przez las. Obejrzał się niespokojnie, sprawdzając czy manewr zadziałał. Przerażenie opanowało jego ciało, paraliżując zmysły. Odziani w skórzane ubrania, nie chronieni zbrojami ani nawet kolczugami ludzie bez wysiłku przeskakiwali konno przeszkody, gnając za nim. Wierzchowce wydawały się czerpać radość z pościgu, nie było po nich widać zmęczenia. Chłopak dźgnął konia piętami, zmuszając do jeszcze szybszego biegu i odciążył przechodzące do gwałtownego cwału zwierzę.
Strach wypełniał mu usta, mieszał się ze śliną i spływał do trzewi. Dystans zmniejszał się. Chłopak przygryzł wargi, obejrzał przez ramię. Ze zdziwieniem stwierdził, że odległość przestała maleć. Jechali w równym tempie, utrzymując stały odstęp. Ścigający czekali, aż ze zmęczenia nie będzie w stanie uciekać dalej albo padnie mu koń. Eryk poczuł wilgoć na twarzy. Wyplątał kurczowo zaciśniętą na grzywie wierzchowca dłoń i dotknął policzka. Z zaskoczeniem zorientował się, że płacze. Starł łzy płynące po policzkach i rozszlochał się na dobre. Mamo… – łkał bezgłośnie. – Mamusiu… gdzie jesteś? Mamo… pomóż mi… proszę… Otarł brudną dłonią załzawione oczy i obejrzał się za siebie. Wciąż tam byli, jechali za nim. Odetchnął głęboko, zbierając myśli. Zacisnął usta.
W desperackiej próbie ratowania życia poderwał wytracającego prędkość konia do szybkiego galopu. Pozwolił nieść się zwierzęciu, które nie wiadomo skąd wiedziało, jak pokonać leśne przeszkody. W pewnym momencie mocno chwycił wodze i niespodziewanie skręcił w bok. Szturchnął piętami wytrzeszczającego oczy konia i pognał, klucząc między drzewami. Ostatnia szansa. Musiał spróbować zgubić ogon. Przyginając się do szyi klaczy, ryknął komendę wprost do jej ucha. Przeskoczył zwalony pień i poganiając nieustannie konia, kontynuował szaleńczą jazdę. Skrócił wodze i wychylił się w lewo, jednocześnie bodąc zwierzę piętą. Kolejny skręt. Lawirował między drzewami, łudząc się, że dzięki temu uda mu się zmylić pogoń. Krew szumiała w uszach, czuł metaliczny posmak w ustach. Głowa pękała z bólu, napięte, odrętwiałe mięśnie rwały, utrudniając ruchy. Mokre odzienie przykleiło się do skóry, ziębiąc i przyprawiając o dreszcze. Wilgotne włosy, opadając na twarz, przeszkadzały i zasłaniały widok.
Eryk szykował się do kolejnego zwodu, gdy poczuł, jak coś ociera się o obolałe z wysiłku udo. Koń zarżał niespokojnie, ze strachem. Obok niego, lekko pochylony w siodle, galopował olbrzymi mężczyzna. Ogromny czarny koń, na którym jechał, parskał nieprzyjemnie z podniecenia. Chłopak wpatrywał się przez chwilę we wściekle zielone oczy jeźdźca. Czuł, jak strach powoli rozchodzi się po ciele, podobnie do sczerniałej skorupy stopniowo zastępującej zielonkawą skórę umierających w męczarniach driad. Jeździec wyciągnął łapę w rękawicy i chwycił go za ramię. Palce mężczyzny boleśnie wbiły się w ciało wciąż wpatrzonego w niego Eryka. Gdy olbrzym przeciągał chłopaka na swojego konia, ten zastanawiał się gorączkowo i bezsensownie, dlaczego oczy jeźdźca wydają mu się dziwne. Nie mógł oderwać od nich wzroku ani myśli, chociaż sam nie wiedział czemu. Odwrócił spojrzenie dopiero, gdy mężczyzna posadził go w siodle przed sobą.
Eryk otrząsnął się jak mokry pies. Nagle dotarło do niego, co zaszło. Strach ponownie zalał ciało chłopca. Eryk poczuł, jak łzy spływają mu po policzkach. Przerażenie ogarniało chłopaka falami, obejmując coraz większą powierzchnię.
Gdy zauważył, że mężczyzna zwalnia i wstrzymuje konia, nie myśląc, wyrwał się z rozluźnionego uścisku ogromnych ramion. Poleciał na ziemię, kopyta zatańczyły obok jego głowy. Poderwał się i zaczął biec, wkładając ostatki sił w desperacką próbę ucieczki. Wpadł w gęstsze krzaki, potknął się, podniósł i pobiegł dalej. Eryk wył w myślach, błagał i klął na zmianę.
Jednak po krótkim, rozpaczliwym biegu poczuł, że się unosi. Lecę… Zdążył pomyśleć. Nagle osunął się w ciemność, która niespodziewanie otoczyła go ze wszystkich stron. Ostatnią rzeczą, która błysnęła w gasnącym umyśle była świadomość, że nie słyszał pogoni, ogromnego konia galopującego tuż pod jego bokiem ani jeźdźca przedzierającego się przez gęstwinę.
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#25
Cytat:zebrał resztki sił pozostałych po wykańczającym biegu i skoczył.

Nie lepiej byłoby z tego zrobić wtrącenie?

Cytat:Odziani w skórzane ubrania, nie chronieni zbrojami ani nawet kolczugami (przecinek? ludzie bez wysiłku przeskakiwali konno przeszkody

Fragment jest napisany spoko, chociaż krótsze zdania i mniej rozbudowane opisy wpłynęły by pozytywnie na jej płynność, zwiększyłyby dynamikę i... no, dałyby więcej akcji w akcji, ale źle nie jest ;)
Fabularnie wiele się nie rozwija, poza tym, że chłopak został złapany. Czekam na kolejne fragmenty :)
Niby to wszystko banalne lecz długo się uczyłem cieszyć z prostych rzeczy.
Całe dnie szare przyćmione żalem i narzekaniem gdy teraz na to patrzę ciężko mi uwierzyć.
Zawsze gdy wstaje czeka tu na mnie jakieś wyzwanie bo nieustannie mamy coś tu do odkrycia.
Nawet przegrane coś dają nam a więc idę odważnie i to, co dane mi biorę od życia.
Odpowiedz
#26
Cytat:Bonifaziusie
Zniszczyło mnie to imię, serio :D

Tekst ciekawy, choć spodziewałem się poniekąd sposobu, w jaki go zakończysz. Bardzo spodobał mi się cały opis balu (moja mania opisów), chyba mogę nawet powiedzieć, że właśnie nauczyłem się paru kolejnych "sztuczek" pisarskich. Będę czytał dalej.

EDIT

Ok, przeczytane wszystkie. Inni pewnie lepiej to zauważą, ale ja widzę masę powtórzeń, szczególnie w przypadku imienia. Poza tym, troszkę do mnie nie przemawia dokładne przepisywanie tego samego fragmentu dwa razy, a to zrobiłaś, kiedy koń skakał i kiedy kobieta patrzyła na arras. O tym, że jest to po prostu monitoring, można się szybko zorientować, a kiedy ktoś ładuje mi jeszcze kilka zdań na ten temat, to czuję się troszkę potraktowany jak niedomyślne dziecko.

Bardzo za to czułem klimat. Dosłownie widzę tę ciemność wokół siebie. Like it!

Tyle w kwestii uwag krytycznych, poza tym czyta się naprawdę bardzo przyjemnie. Tak jak napisałem wcześniej, będę czytał dalej, bo oprócz ciekawej fabuły widzę tu naprawdę dobre pole do nauki dla samego siebie.
"Jesteś tak chuda, że gdyby nastała zombie apokalipsa, zamiast Cię pożreć wykorzystaliby Cię od razu jako wykałaczki..."
Odpowiedz
Reklama AdSense
#27
El, dziękuję za poprawki i komentarz. :) Co do przecinka nie jestem przekonana, sama się na tym zastanawiałam, ale jednak zaczekam na sprawdzających. Co do krótszych zdań – lubię krótkie zdania i wszelkie skrótowce, jeśli chodzi o pościgi i nadawanie dynamiki, ale tym razem chciałam troszkę poeksperymentować i zobaczyć, jak to wyjdzie. W sprawie akcji – bo to wolna akcja jest. xD

CHM, co tu dużo mówić – zakochałam się w tym imieniu, jest tak genialnie dziwne, że nie mogłam go nie użyć. :D
Mania opisów – piątka. xD
Staram się wyłapywać powtórzenia, ale prawie zawsze coś i tak przeoczę. Powtórzenie sceny było celowe, kolejny eksperyment. Ogólnie w tym tekście będzie dużo pomysłów mniej lub bardziej udanych, bo to taki mój literacki królik doświadczalny. :)
Bardzo cieszę się, że widzisz możliwość nauczenia się czegoś ode mnie oraz że Ci się podoba. :D
Dziękuję za komentarz. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#28
(05-05-2015, 21:44)Arabella napisał(a): I... kolejny fragment. Miłego czytania. :)

Koń wyciągał i pochylał szyję w biegu, jakby wierząc, że jeśli jeszcze bardziej zwiesi łeb, uda mu się zwiększyć dystans. Jeździec wydawał się naśladować wierzchowca: jechał mocno pochylony w stronę końskiego pyska, nieomal kładąc się na szyi zwierzęcia. Koń,(w tym albo poprzednim zdaniu zamieniłabym na wierzchowiec) nieustannie popędzany, pienił się i rżał(drżał? koń raczej nie rży w biegu, szczególnie w galopie, brakowałoby mu na to oddechu) z wysiłku i strachu, jednak odległość między nimi a ścigającymi nieustannie się zmniejszała.

Koń lawirował pomiędzy gęsto rosnącymi drzewami, a chłopak unosił się i opadał w siodle w dziwnym, tylko jemu znanym rytmie,(bez przecinka, gdybyś podkreślone uznała jako wtrącenie, to po wycięciu go zdanie straciłoby sens, a chcąc pozostać przy tym wtrąceniu, należałoby przecinek postawić przed 'rytmie') wyznaczanym przez chłoszczące twarz gałęzie.

Chłopak bodnął(ubódł lub dźgnął, bodnął brzmi dziwnie) konia piętami, zmuszając do jeszcze szybszego biegu i odciążył (w jaki sposób odciążył – sądziłam, że zeskoczył, ale z dalszej treści to nie wynika) przechodzące do gwałtownego cwału zwierzę.

Już nie skracali odległości (przed chwilą pisałaś, że dystans się zmniejszał, więc tu wypadałoby dodać 'Ze zdziwieniem stwierdził, że odległość przestała maleć.').

(Tamci lub ścigający czekali) Czekali, aż ze zmęczenia nie będzie w stanie uciekać dalej albo padnie mu koń.

Głowa pękała z bólu, napięte (przecinek – odrętwiałe) mięśnie rwały, zdrętwiałe, utrudniając ruchy.

Wilgotne włosy opadały na twarz, przeszkadzały i zasłaniały. (takie sobie to zdanie – 'Wilgotne włosy, opadając na twarz, przeszkadzały i zasłaniały widok')

Eryk szykował się do kolejnego zwodu, gdy poczuł(przecinek) jak coś ociera się o obolałe z wysiłku udo.

Ogromny czarny koń, na którym jechał, parskał nieprzyjemnie,(albo 'z podniecenia', albo tak czy inaczej bez przecinka) podniecony.

Czuł, jak strach powoli rozchodzi się po ciele, podobnie do sczerniałej skorupy,(bez przecinka) stopniowo zastępującej zielonkawą skórę umierających w męczarniach driad.

Nagle osunął się w ciemność, która niespodziewanie otoczyło(a) go ze wszystkich stron.

No dobrze, czekam dalej, choć faktycznie w tym fragmencie niemal powtórzyłaś cały opis ucieczki. Dopiero ostatni moment wniósł coś nowego:).
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#29
Naw, dziękuję za poprawki. :)
I od razu kolejny fragment. Miłego czytania. :)

Spodziewali się kogoś szczególnego, obdarzonego niezwykłą urodą, zgrabnego, powabnego, o przystojnej twarzy i miłym obejściu, oczywiście też dobrze wychowanego. Jednak wprowadzona przez zwalistych mężczyzn młoda kobieta w niczym nie przypominała ideału wymarzonego przez Joannę. Bonifazius uniósł brwi i zmierzył wzrokiem kulącą się pod spojrzeniami dziewczynę, krzywiąc przy tym usta.
Nie była ślicznotką, nie odznaczała się nadzwyczajną figurą czy kobiecymi atrybutami. Nijaki wygląd, ani ładna ani brzydka, nic ciekawego. Nie przyciągała uwagi, nie olśniewała urodą jak Joanna. Włosy w kolorze miedzi związała w ciasny koczek, niesforne kosmyki przygładzając czymś, czego pochodzenia Bonifazius nie chciał znać. Drobna, blada jak sama śmierć, o delikatnych rysach i dużych, dzikich oczach otoczonych żaluzją rudawych rzęs. Małe usta zacisnęła w nieładnym, buntowniczym grymasie, a grube, zaniedbane brwi ściągnęła, przez co wyglądała na brzydszą niż była. Niewielkie, szczupłe dłonie o długich, kościstych palcach i paskudnie obgryzionych paznokciach trzymała zaciśnięte. Krótka szyja, wąska talia przechodząca w szczupłe biodra upodabniały ją do chłopaka. Małe piersi i szerokie plecy również nie pomagały. Bonifazius spojrzał na Joannę, która prawie niedostrzegalnie skinęła ręką, i postąpił w stronę dziewczyny. Ruchem dłoni odprawił pilnujących jej mężczyzn, przyklęknął i bezczelnie zadarł spódnicę stojącej z pół zmieszaną, pół zaskoczoną miną nastolatki. Szarpnęła się z oburzeniem do tyłu, jednocześnie robiąc wymach mocną nóżką. Wyciągnęła rękę za siebie, rozpaczliwie szukając oparcia. Chwilę później dało się słyszeć dwa głuche gruchnięcia, od których podskoczyło szkło stojące na stoliku.
Upadając, dziewczyna trafiła kopniakiem nadal klęczącego Bonifaziusa prosto w żuchwę. Mężczyzna zwalił się na podłogę oszołomiony siłą ciosu. Po chwili uniósł ostrożnie głowę i rozejrzał zdezorientowany, zastanawiając, co właściwie się stało. Nastolatka, przyciskając dłonie do obitego boku, z jękiem zbierała się z podłogi. Joanna trzęsła się od tłumionego śmiechu, prawie leżąc na fotelu. Bonifazius podniósł się z ziemi i, ze wzrokiem wbitym we własne buty, otrzepał ubranie. Kiedy odwrócił się w jej stronę, dziewczyna nadal siedziała na podłodze, z niewyraźną miną obmacując lewe biodro. Przyklęknął obok niej, sygnalizując swoją obecność głośnym chrząknięciem.
– Wszystko w porządku? Nic panienki nie boli?
– Nie – burknęła, marszcząc nos i patrząc na niego spode łba. Bonifazius, mimo że był spokojnym i cierpliwym człowiekiem, poczuł nagłą ochotę zdzielenia dziewczyny otwartą dłonią w głowę. Zamiast tego podał jej rękę i pomógł wstać. Stęknęła, krzywiąc się w brzydkim grymasie. Mężczyzna obdarzył ją niechętnym spojrzeniem, na które odpowiedziała jeszcze szpetniejszym wykrzywieniem się i dyskretnym pokazaniem języka. Bonifazius zmrużył oczy, zerknął przez ramię na Joannę i odpowiedział tym samym. Dziewczyna już miała zripostować, jednak nie zdążyła. Przeszkodził jej w tym kobiecy głos:
– Jeśli skończyłeś się bawić, bądź tak dobry i przyprowadź dziewczynę bliżej mnie, Bonifaziusie.
– Jak się nazywasz, moja droga? – zapytała Joanna, gdy sługa podszedł, prawie ciągnąc za sobą opierającą się nastolatkę.
– Kiliana – burknęła zapytana, spoglądając spode łba.
– Kiliana… Kiliana… Bardzo ładnie. Celtyckie, prawda? – Kobieta wstała i zaczęła przechadzać się po komnacie, zamiatając podłogę długą suknią. Bonifazius stał nieopodal, pocierając wciąż obolałą szczękę. – Czy wiesz coś o naszej uroczej panience?
– Tak, madame.
– To dobrze, zachowaj na razie tę wiedzę. – Joanna machnęła ręką w stronę dziewczyny. – Podejdź, moja droga. – Zimną dłonią chwyciła ją za rękę i przyciągnęła, drugą złapała za niezbyt szeroki podbródek, zmuszając uciekającą wzrokiem Kilianę do patrzenia prosto w oczy. Dziewczyna miała wrażenie, że gdzieś już widziała tę kobietę. Czuła, jak pod wpływem lodowatego spojrzenia zaczyna się pocić i nagle zrozumiała, skąd ją zna. Szkliste oczy o akwamarynowych tęczówkach nie wyrażały nic, a regularne, piękne rysy twarzy wyglądały, jakby zostały wykonane z wosku. Joanna przypominała Kilianie lalki, jakie kiedyś dostawała od ojca. Wreszcie kobieta puściła dziewczynę, a ta od razu odsunęła się poza zasięg jej rąk.
– Niech ktoś się nią zajmie – poleciła chłodno. – Doprowadźcie ją do ludzkiego stanu. Sprawcie, żeby wyglądała jak… kobieta. A przynajmniej nie jak strach na wróble. Brakuje tylko, żeby miała zęby jak koń. Właśnie. Podejdź no tu! – rozkazała Joanna.
Wspomniana zbliżyła się niepewnie. Kobieta ponownie ujęła dziewczynę za podbródek. Kciukiem odciągnęła jej dolną wargę, potem odsłoniła górną. Poza pogryzionymi do krwi i spękanymi ustami nie zauważyła niczego niepokojącego. – Przynajmniej tyle dobrego, że zęby ma jak należy. Idź już – zwróciła się do dziewczyny, mierząc ją nieprzychylnym spojrzeniem jasnych oczu. – Ogarnij się. Wyglądasz, jakbyś nocowała w stajni.
Korzystając z tego, że Joanna chwilowo straciła nią zainteresowanie, Kiliana wyszła pospiesznie.
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#30
Cytat:Nie była ślicznotką, nie odznaczała się nadzwyczajną figurą ani kobiecymi atrybutami. Nijaki wygląd, ani ładna ani brzydka, nic ciekawego. Nie przyciągała uwagi, nie olśniewała urodą jak Joanna. Włosy w kolorze miedzi związała w ciasny koczek, niesforne kosmyki przygładzając czymś, czego pochodzenia Bonifazius nie chciał znać. Drobna, blada jak sama śmierć, o ładnych, delikatnych rysach i dużych, dzikich oczach, otoczonych żaluzją rudawych rzęs. Małe usta zacisnęła w nieładnym, buntowniczym grymasie, a grube, niezadbane brwi ściągnęła, przez co wyglądała na brzydszą niż była. Niewielkie, wąskie dłonie o długich, kościstych palcach i paskudnie obgryzionych paznokciach trzymała zaciśnięte. Krótka szyja, wąska talia, przechodząca w niemal chłopięce biodra upodabniały ją do chłopaka. Małe piersi i szerokie plecy również nie pomagały.
Eteryczna piątka za opis. Chyba zapiszę sobie go gdzieś jako szablon.

Jedno na co zwróciłem uwagę:
Cytat:wąska talia, przechodząca w niemal chłopięce biodra upodabniały ją do chłopaka.

Fragment krótki, nie ma za dużo akcji, ale przyjemny. Czekam na ciąg dalszy akcji.
"Jesteś tak chuda, że gdyby nastała zombie apokalipsa, zamiast Cię pożreć wykorzystaliby Cię od razu jako wykałaczki..."
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 3 gości