Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Bogini hańby
#11
(17-04-2015, 22:55)Arabella napisał(a): Czarna, popękana skóra rozchodząca się od grotu po całym ciele dziewczyny, (zbędny przecinek) błyskawicznie doszła(Zmieniłabym na "dotarła" lub "dosięgła gardła", tak by wg mnie lepiej brzmiało) do gardła nimfy.

Pędzący do tej pory niczym wiatr koń, (zbędny przecinek)zaczął wytracać tempo.

Lekko popuścił wodzę(e), dając znać zwierzęciu, że za moment skaczą.

Nie jestem na bieżąco z tekstem, więc wypowiem się tylko o tym fragmencie.
Bardzo spodobał mi się opis pogoni – aż kipi emocjami, jest dynamiczny, tak że czytając, sama niemal czułam pogoń na karku. :D
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
#12
Poprawki wprowadzone, dzięki za sprawdzenie. :) Bardzo się cieszę, że Ci się podobało i że udało mi się dobrze oddać sytuację. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#13
Pierwszy fragment tajemniczy i zaciekawił mnie, nie mogę zaprzeczyć :P zrobił to na tyle skutecznie, że... drugi fragment, który był już o czymś innym, był kolejnym zaskoczeniem. Cóż, samego manewru z tym przeskoczeniem nie mogę jakoś szerzej skomentować, póki nie wpadnie trzecie, ale zobaczymy co żeś wymyśliła :P
Oba fragmenty napisane są dobrze i czyta się przyjemnie, użyty język jest bardzo fajny. No i cóż, póki co zostaje tylko czekać na więcej.
Niby to wszystko banalne lecz długo się uczyłem cieszyć z prostych rzeczy.
Całe dnie szare przyćmione żalem i narzekaniem gdy teraz na to patrzę ciężko mi uwierzyć.
Zawsze gdy wstaje czeka tu na mnie jakieś wyzwanie bo nieustannie mamy coś tu do odkrycia.
Nawet przegrane coś dają nam a więc idę odważnie i to, co dane mi biorę od życia.
Odpowiedz
#14
Elas, dzięki za komentarz. Cieszę się, że Ci się podobało. :3

Nie zapewniam, że jakość fragmentu będzie jakaś szczególna albo powalająca. Dobrze mi się pisało, więc postanowiłam podzielić się swoją tfurczością. :P Więc... miłego czytania. :)

Bal trwał w najlepsze. Po północy, gdy kolorowe fale opanowały salę, a wstawieni i coraz weselsi goście oddawali się radosnym tańcom i piciu, nikt już nie zwracał uwagi na to, że młodzi mężczyźni w jednakowych czarnych strojach wyprowadzali gdzieś bocznymi wyjściami starannie wybrane dziewczęta. Zaabsorbowani swoimi sprawami rodzice nie zauważyli nawet, że ich pociechy zniknęły gdzieś z nieznajomymi młodzieńcami. Gospodyni i jej wiernego sługi, Bonifaziusa, również próżno było wypatrywać. Wyszli wraz z wybiciem północy, a za nimi wyleciała smoliście czarna, ogromna sowa do tej pory przyglądająca się zabawie z wygodnej pozycji na żyrandolu.
– Moglibyśmy częściej urządzać takie bale… – westchnął Bonifazius, opadając na kanapę. Znajdowali się teraz w przylegającym do sali balowej gabinecie Joanny.
– Czyżbyś tęsknił za tańcami i strojeniem się? – roześmiała się cicho Joanna, rozwiązując wstążeczki maski.
– Niekoniecznie, madame. – Sługa odpowiedział jej lekkim uśmiechem.
– Więc o co chodzi, mój drogi? – drążyła, jednocześnie bacznie przyglądając się mężczyźnie. Bonifazius uciekł wzorkiem przed jej spojrzeniem.
– Wszystko gotowe, pani – rozległ się głos od progu.
– Bardzo dobrze, Aureliusie, dziękuję. – Joanna odpowiedziała uśmiechem. – Wrócimy jeszcze do tej rozmowy, a tymczasem chodźmy już, nie każmy czekać naszym gościom. Zabawę czas zacząć… – Kobieta uśmiechnęła się. Bonifazius, widząc ów uśmiech, rozciągnął wargi w paskudnym grymasie. Och, tak… Zabawę czas zacząć… Pomyślał, a jego oczy rozbłysły wesołymi iskierkami okrucieństwa.
Przez ukryte w ścianie, zmyślne drzwi dotarli do podziemnego przejścia prowadzącego w głąb zamku, do lochów. Chcąc dotrzeć do cel, należało iść cały czas prosto, jednak Joanna poprowadziła mężczyzn w bok, skręcając nagle w ukryty korytarz. Podziemny labirynt wypełniło echo kroków, gdy kluczyli sekretnymi przejściami. Kazamaty zamku położone były głęboko pod ziemią, śmierdziało w nich wilgotną zgnilizną i odchodami zamieszkujących je zwierząt.
Jednak gdyby prowadzony tymi korytarzami człowiek skupił się nieco, zauważyłby, że nigdzie nie widać śladów bytności szczurów czy innych stworzeń zamieszkujących podobne miejsca, a zgnilizna, miała zupełnie inne źródło niż wilgoć. Im bardziej zbliżali się do celu, tym wyraźniejsza stawała się z początku nikła woń. Ciężki odór starej krwi, strachu i cierpienia mieszał się z powietrzem i wypełniał płuca przy każdym oddechu. Bonifazius wciągnął mocno zapach, przy wydechu rozciągając usta w szerokim, odsłaniającym zęby uśmiechu. Nozdrza Aureliusa rozdymały się niespokojnie, sycąc zmysły kwaśnym odorem. Jedynie Joanna pozostała nieporuszona, chociaż oddychała nieco szybciej niż zwykle, a na jej twarzy odmalował się wyraz zadowolenia.
Wreszcie stanęli przed niepozornymi, szarymi drzwiami upodobniającymi się do otaczających je kamiennych ścian. Ktoś, kto nie wiedziałby o ich istnieniu, z łatwością mógłby przeoczyć wejście. Kobieta lekko nacisnęła klamkę. Drzwi otworzyły się powoli. Troje ubranych w balowe stroje ludzi niezauważenie wsunęło się do pomieszczenia.
Pokój w niczym nie przypominał lochu. Wysokie ściany okrywały przyciągające uwagę barwami i przedstawionymi na nich scenami gobeliny, pomieszczenie wypełniały eleganckie meble, a w środku unosił się delikatny, kwiatowy aromat, przez który tylko momentami przebijał inny, cięższy zapach.
Szczególnie zainteresowanie przyciągały ozdobne arrasy. Pierwszy z brzegu, wiszący tuż przy drzwiach, skąpany był w odcieniach czerni, zieleni i brązu. Ukazywał niezwykłą scenę: chłopiec o przestraszonych, wytrzeszczonych z przerażenia oczach jechał konno przez dziwny las, kurczowo uczepiony grzywy spienionego, oszalałego ze strachu konia. Za plecami zostawił bór pełen sczerniałych, powykręcanych w agonii kobiecych ciał. Niektóre driady zastygły w rozpaczliwej próbie wyjęcia bełtów, którymi zostały ugodzone. Inne otwierały usta w niemym, pełnym bólu krzyku, wyciągając ręce do nieba, jakby w ostatniej, desperackiej prośbie o ratunek, a może tylko litość. W ciemności skrywającej dalszą część lasu jarzyły się czerwono oczy o pionowych źrenicach. Scena wydawała się niepokojąco żywa i dynamiczna. Można było odnieść wrażenie, że za chwilę salę wypełnią przeraźliwe krzyki umierających driad, a chłopiec popędzi konia do skoku nad przewróconym drzewem i zostawi w tyle śledzące go czerwone ślepia. Kolejne przedstawiały ten sam las, lecz w różnych sytuacjach. Dalsze ukazywały przerażające istoty o szkarłatnych oczach i pionowych źrenicach, dziwne, elegancko ubrane postacie, które po bliższym przyjrzeniu się okazywały się podobnymi do ludzi dziwadłami i potworami o paszczach najeżonych igiełkami kłów.
Pomieszczenie było obszerne, a na środku stały w rzędzie otumanione dziewczyny. Różniły się między sobą, jednak łączyło je to, iż wszystkie miały na sobie balowe suknie, były śliczne, zgrabne i zdrowe oraz pochodziły z liczących się rodów. Niektóre z nich nadal pozostawały pod wpływem podanej im mieszanki ziół, jednak większość dziewcząt była trzeźwa. O dziwo, panienki nie wydawały się przestraszone ani zaniepokojone. Pozdrawiały Joannę i towarzyszących jej mężczyzn wyuczonymi uśmiechami i dygnięciami, rumieniły się skromnie pod wpływem męskich spojrzeń lub z radości, gdy gospodyni oddała powitanie. Joanna stanęła naprzeciwko dziewcząt, rozejrzała się po pomieszczeniu, a uznawszy, że wszystko zostało odpowiednio przygotowane, z zadowoleniem zwróciła się do wpatrzonych w nią młodych kobiet.
– Moje drogie – zaczęła i przyjrzała się rozbawiona wyprężonym nieomal na baczność dziewczynom – znalazłyście się tutaj, ponieważ zostałyście wybrane. Podczas balu obserwowałam was, wasze ruchy, postawę, mowę i zachowanie. Wreszcie posłałam do was moich młodzieńców. Czy podobali się wam? – zwróciła się do dziewcząt, przyglądając im się bacznie.
– Tak, pani… Byli bardzo uprzejmi… – odpowiedziała nieśmiało czarnowłosa piękność, wysuwając się do przodu.
– Podejdź bliżej, kochanie, nie bój się. – Joanna wyciągnęła rękę do dziewczyny i poprowadziła ją do światła. Przyglądała się zamyślona czarnulce, muskając opuszkami palców jej twarz. Wreszcie dotknęła nieskromnie obnażonych ramion panienki i pocałowała ją w czoło. – Jesteś naprawdę piękna, moja droga. Myślę, że dobrze wybrałam. Aureliusie, zaprowadź naszą słodką ptaszynkę do Czerwonej Komnaty. – Joanna posłała mężczyźnie spojrzenie ponad ramieniem dziewczyny. W jej wzroku nie było śladu życzliwości i ciepła, które gościły przed chwilą na twarzy i w spojrzeniu kobiety. Jednak kiedy zwróciła się do kolejnej ślicznotki, znowu była miła i okazywała nieomal matczyną serdeczność.
Gdy ostatnia z dziewcząt została wyprowadzona przez sługę, Joanna przywołała Bonifaziusa skinieniem dłoni, a sama usiadła na fotelu. Mężczyzna zbliżył się z karafką pełną złocistego płynu w jednej i kieliszkami w drugiej ręce.
– Ależ te arystokratki są nudne – skrzywił się. – Wszystkie zachowują się tak… szablonowo, przewidywalnie. Zero fantazji w tych dziewczynach, zero! – oburzał się. – Potrafią tylko robić te swoje ukłony i głupie miny. Tak, pani, oczywiście, pani, przecież to, że nasrała pani na stół nie jest niczym zdrożnym, to było takie piękne i eleganckie! Tylko pani potrafi srać tak pachnąco i wytwornie! – Bonifazius naśladował wysoki głos jednej z zaaferowanych panienek, które znalazły się tego dnia w podziemnej sali. Joanna roześmiała się głośno.
– Trafnie to ująłeś, mój drogi – chichotała. – Te dziewczęta są jak lalki, słodkie, ale puste. I niezwykle próżne.
– I głupie, nie zapominaj, madame, o głupocie! Czasem nie mogę wyjść z szoku, gdy przebywam w obecności takich panienek: a jednak można żyć bez mózgu. Czemu się śmiejesz, pani? Toż to tragiczne, nie śmieszne! – zawołał w udanym oburzeniu. Joanna spojrzała nań wesoło, obnażając kły w szerokim uśmiechu.
– Bawi mnie twój wywód, mój drogi, jednak muszę też przyznać ci rację. Sama niekiedy nie mogę wyjść z podziwu, iż można być tak wybitnie głupim, a jednocześnie nabierać ludzi wokół, że jest inaczej. Cóż, te dziewczęta są może głupie i próżne, jednak są nam też potrzebne. Z chęcią przerzuciłabym się na wieśniaczki, mniej kłopotu i łatwiej zrozumieć, dlaczego ich umysły są ciemne, jednak, niestety, to nie takie proste, kochany Bonifaziusie. – Joanna uśmiechnęła się ze znużeniem i oparła głowę o zagłówek.
– Czasem zazdroszczę Aureliusowi, madame. Oglądanie zaskoczenia tych głupich gąsek, gdy dociera do nich, że Czerwona Komnata nie jest żadną elitarną odmianą saloniku towarzyskiego, a one nie zostały przyjęte do tajnej sekty czcicieli gówna na patyku, musi być nadzwyczaj ciekawe – mruknął mężczyzna. Joanna zachichotała ubawiona.
– Ech, powiem ci, mój drogi, że od lat czekam, aż w moje ręce wpadnie odpowiednia dziewczyna. Szlachetnie urodzona i dobrze wychowana, jak te – Joanna machnęła ręką w stronę drzwi – ale mądra. Inteligenta, bystra i sprytna. Powinna być pojętna, stanowcza i twarda, a jednocześnie posiadać godność i aparycję królowej. Wymarzona panna, czyż nie? – Uśmiechnęła się gorzko.
– Jeszcze trafi ci się, madame, odpowiednia dziewczyna – zapewnił ją wierny sługa. – A ja dopilnuję, żeby miała potrzebne przymioty. – Z uśmiechem pogładził białą dłoń kobiety, po czym ucałował ją delikatnie, nie spuszczając wzroku z oczu chlebodawczyni.
– Ha, zawsze wiesz, co powiedzieć i jak pocieszyć strapioną kobietę, Bonifaziusie. – Joanna zabrała dłoń z ręki sługi i odwróciła się w stronę ściany ozdobionej gobelinami. Wiszący tuż przy drzwiach arras zmienił się. Już nie przedstawiał sceny pogoni, lecz jeźdźca przeskakującego powalony pień drzewa i wymykającego się pogoni. Joanna zmrużyła oczy we wściekłym grymasie. – Głupcy, cholerne bezmózgi! – warknęła przez zaciśnięte usta. – Jak mogli spartaczyć tak prostą robotę?! Kazałam im dorwać dzieciaka i przyprowadzić tutaj, a ten stary baran, Gildas, nawet tego nie potrafi. – Bonifazius postąpił kilka kroków w stronę wciąż zmieniającego się gobelinu. Joanna zakołysała szklanką, patrząc na swobodnie przelewający się płyn. Wreszcie napiła się, spoglądając jednocześnie na scenę przedstawioną na arrasie. W końcu odezwała się niskim, zupełnie odmiennym od zwykłego melodyjnego głosu, ochrypłym tonem:
– Brioka. Sprowadź do mnie Brioka. Natychmiast. – Bonifazius wyciągnął w górę lewe ramię i gwizdnął cicho, nie odrywając wzroku od nieustannie zmieniającego się gobelinu. Załopotały ogromne skrzydła, wielka, czarna sowa usiadła na wyciągniętym ramieniu, popatrzyła nieprzyjemnie żółtymi oczyma na Bonifaziusa i czekała. Mężczyzna oderwał wreszcie spojrzenie od arrasu, szepnął coś do przypominającego rysie sowiego ucha i otworzył drzwi. Gdy Bonifazius był zajęty ptakiem, otworzyły się ukryte drzwi w jednej ze ścian i do pomieszczenia wsunął się wysoki mężczyzna w masce skrywającej twarz.
– O co chodzi, Basiliusie? – zapytała szorstko Joanna. Mężczyzna skinął głową pokrytą gęstym, rudym włosiem i zbliżył się do fotela, na którym zasiadała Joanna. Przyklęknął na jedno kolano, przez co spoglądał na kobietę z dołu i dopiero wtedy odpowiedział:
– Madame… przyprowadziliśmy jeszcze jedną dziewczynę… – mówił bardzo cicho, jednak jego głos w pustym pomieszczeniu był dobrze słyszalny. Joanna zmrużyła oczy, słysząc jego słowa.
– Zakończyliśmy już wybór kandydatek. Mamy odpowiednią liczbę dziewcząt. Więcej nie potrzebujemy – odpowiedziała sucho.
– Ale, madame… to nie jest kolejna głupia dziewucha szlachetnego pochodzenia… Myślę, że to jest dziewczyna, której pani szuka… To jest ONA – wyjaśnił cicho Basilius, kładąc szczególny nacisk na ostatnie słowo. Joanna na chwilę wstrzymała oddech. Wiele razy wcześniej jej sługi przywoziły dziewczyny z całego kraju, a nawet sąsiadujących krain, jednak do tej pory żadna z dziewcząt nie była tą, której tak wielu szukało na przestrzeni wieków. Kobieta zmusiła się do zachowania obojętnej, wyniosłej postawy. Nie mogła okazać, jak wielka jest jej nadzieja.
– Dziękuję, Basiliusie. Przyprowadźcie ją do mnie. Chcę ją zobaczyć. – Joanna skosztowała płynu nadal wypełniającego jej szklankę w połowie i przywołała gestem Bonifaziusa.
– Myślisz, madame, że to… ta…? – zapytał niepewnie mężczyzna.
– Nie wiem, drogi Bonifaziusie, niedługo się przekonamy. – Ktoś zapukał cicho, a usłyszawszy zaproszenie, wsunął się do środka.
– Mój drogi, jak zwykle przybywasz spóźniony. – Olbrzym o wyglądzie i posturze wikinga, wbity w elegancki smoking, klęknął przed Joanną i ucałował wyciągniętą dłoń.
– Wybacz mi, madame. Starałem się przybyć jak najszybciej – powiedział, przyglądając się z uśmiechem Joannie. – Czym mogę ci służyć, piękna pani?
– Znajdź chłopaka i przyprowadź go do mnie. Żywego. – Głos kobiety był zimny i ostry niczym stal. Bonifazius uśmiechnął się do gobelinu, słysząc ów ton. Zabawa się skończyła. Cierpliwość Joanny także. Briok skinął poważnie, dając znać, że przyjął do wiadomości. – Wyrusz natychmiast. Nim słońce zajdzie po raz drugi, masz wrócić do zamku z chłopakiem. Dziecko ma być całe i zdrowe. Nie zrań go ani nie zabij i nie dopuść, żeby ktoś to zrobił. Wiesz, co cię czeka, jeśli ci się nie uda. A teraz odejdź. – Joanna odprawiła mężczyznę ruchem dłoni. – Bonifaziusie, niech wprowadzą dziewczynę. Chcę ją zobaczyć. – Mężczyzna podszedł do drzwi, którymi wyszedł Basilius, chwilę z kimś rozmawiał. Wreszcie spojrzał na Joannę, a gdy ta skinęła głową, dał znak i dwóch zwalistych mężczyzn wprowadziło dziewczynę.
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#15
Styl cały czas dobry i przyjemny do czytania. Trzymasz poziom poprzednich fragmentów, może jest nawet nieco lepiej – i zdecydowanie jest to pochwała :P
Fabuła się rozkręca. Pomysł z arrasem fajny. Cóż... czekam na dalszą część akcji :)
Niby to wszystko banalne lecz długo się uczyłem cieszyć z prostych rzeczy.
Całe dnie szare przyćmione żalem i narzekaniem gdy teraz na to patrzę ciężko mi uwierzyć.
Zawsze gdy wstaje czeka tu na mnie jakieś wyzwanie bo nieustannie mamy coś tu do odkrycia.
Nawet przegrane coś dają nam a więc idę odważnie i to, co dane mi biorę od życia.
Odpowiedz
#16
Wstrzymywałem się z komentarzem dopóki nie dowiem się czegoś więcej. I... cholera xd. Przeczytałem już 3 fragmenty i dalej mało co wiem ;d. Co to za jakieś obrzędy? Po co im te dziewczyny? Kim jest ten chłopak? Dlaczego ta dziewczyna jest TĄ odpowiednią? Te pytania + zgrabna narracja poprowadzona w mroczny sposób sprawia, że aż chce się czytać więcej i poznać odpowiedź na te pytania. Czekam na więcej :D
(Znalazłem kilka powtórzeń w tekście)
–"We are leaves in the wind. Where will we fall? Nobody knows."
-Nadejdzie czas, kiedy zniknę stąd. Słońce zgaśnie, nadejdzie mrok. Stojąc na granicy, zrobię krok. Rozliczony zostanie, każdy mój błąd. Odejdę w wieczny byt. Czy zdążę dojść na szczyt?
Odpowiedz
Reklama AdSense
#17
Cytat:Zaabsorbowani swoimi sprawami rodzice nie zauważyli nawet, że ich pociechy zniknęły gdzieś z nieznajomymi młodzieńcami.
Ile lat miały te dziewczyny? Cztery? Zwrot 'pociecha' jakoś nie pasuje mi w odniesieniu do dojrzałych dziewcząt.

Cytat:Gospodyni i jej wiernego sługi, Bonifaziusa,
Cytat:westchnął Bonifacy
To w końcu nazywasz go Bonifaziuzem czy normalnie, po polsku, Bonifacym? Zdecyduj się.

Cytat:Chcąc dotrzeć do cel należało iść cały czas prosto
Przecinek po cel.

Cytat:Przez ukryte w ścianie, zmyślne drzwi przeszli do podziemnego korytarza prowadzącego w głąb zamku, do lochów. Chcąc dotrzeć do cel należało iść cały czas prosto, jednak Joanna poprowadziła mężczyzn w bok, skręcając nagle w ukryty korytarz. (...) Jednak gdyby prowadzony tymi korytarzami człowiek skupił się nieco
Przejście, maybe?

Cytat:Drzwi otworzyły się powoli, bezszelestnie.
Gdyż z natury drzwi przy otwieraniu nie szeleszczą, tylko co najwyżej skrzypią.

Cytat:<tutaj wstaw opis gobelinów>
http://puu.sh/hucF8/efde3e81e4.png
Fajnie, tylko wyjaśnij mi: jaki to ma związek z fabułą? Czytelnika interesuje akcja, a nie opisy na całą stronę maszynopisu, z czego 3/4 to gadanie o gobelinach.

Cytat: Wreszcie posłałam do was moich młodzieńców. Czy podobali wam się?
Jednosylabowe wyrazy dawane na końcu zdania otrzymują wyraźny akcent (zwłaszcza w pytaniach), dlatego zaimka zwrotnego się tam nie umieszczamy, bo z natury jest nieakcentowalny. Wypowiedz to zdanie na głos i się zastanów, czy brzmi Ci normalnie.

Cytat:Joanna wyciągnęła rękę do dziewczyny i pociągnęła ją do światła.

Cytat:Myślę, że dobrze wybrałam. Mam jednak nadzieję, że nie zawiedziesz mnie.
Brak logiki w zdaniu. Dobrze wybrała, ale pomimo tego ma nadzieję, że jej nie zawiedzie... Przecież to wynika samo z siebie. Jednak uzywa się w takim samym znaczeniu, jak ale, czyli jeśli następuje jakaś akcja, której mówiący by się nie spodziewał na podstawie przesłanek.

Cytat:W jej wzroku nie było śladu życzliwości i ciepła, które gościły przed chwilą na twarzy i w spojrzeniu kobiety.
Gdybyś tego nie uściśliła, to nikt by się nie domyślił, o co chodzi...

Cytat:Zero fantazji w tych dziewczynach, zero! – oburzał się udanie.
Co autorka ma na myśli? Udanie ma być w tym zdaniu przysłówkiem? Wytłumacz mi, jak oburzenie się może być nieudane.

Cytat:Och, ale, no już.
Jak słowo daję, nie spotkałem jeszcze nikogo, kto by wypowiedział coś takiego.

Cytat:Te dziewczęta są może głupie i próżne
Tak, tak, załapaliśmy. Po raz szósty w ciągu kilku zdań zwracasz na to uwagę...

Cytat:a one nie zostały przyjęte do tajnej sekty czcicieli gówna na patyku musi być nadzwyczaj ciekawe. – Joanna zachichotała ubawiona.
Przecinek przed 'musi'. I masz plus za użycie w zdaniu najniebezpieczniejszej broni na świecie. Z przebiegu rozmowy wynika, że to zdanie wypowiada Bonifazius, jednak to wtrącenie narratora sugeruje coś innego. Może lepiej dać Joanna zareagowała na tę wypowiedź chichotem? A najlepiej walnąć to od nowego akapitu zamiast po myślniku.

Cytat:Inteligenta, bystra i sprytna (...), a jednocześnie posiadać godność
https://www.youtube.com/watch?v=A8a7GF-Wb5U – taka mała dygresja :v

Cytat:Joanna zabrała dłoń z ręki sługi i odwróciła się w stronę ściany ozdobionej gobelinami.
Błagam, tylko nie to... Jak znowu zostanie mi wylane na twarz wiadro kolejnych opisów gobelinów, to wyskakuję z tego pociągu.

Cytat:Wiszący tuż przy drzwiach arras zmienił się. Już nie przedstawiał sceny pogoni, lecz jeźdźca przeskakującego powalony pień drzewa i wymykającego się pogoni. Joanna zmrużyła oczy we wściekłym grymasie. – Głupcy, cholerne bezmózgi! – warknęła przez zaciśnięte usta. – Jak mogli spartaczyć tak prostą robotę?!
O kurde! Ku mojemu zaskoczeniu te gobeliny jednak mają jakieś znaczenie. Ale i tak 3/4 strony opisów tam gdzieś wyżej to gruba przesada.

Cytat:Joanna zakołysała szklanką, przyglądając się przelewającemu się swobodnie płynowi. Wreszcie napiła się
Joanna zakołysała szklanką, przyglądając przelewającemu się swobodnie płynowi. Wreszcie pociągnęła łyk (...)
Powtarzanie obok siebie partykuły 'się' nie brzmi zbyt dobrze i powinno być unikane, gdy tylko jest to możliwe.

Cytat:Bonifazius wyciągnął w górę lewe ramię i gwizdnął cicho
W moim umyśle właśnie namalował się obraz arbitra pokazującego wszystkim żółtą kartkę, plując przez gwizdek.

Cytat:jednej ze ścian pomieszczenia i do pomieszczenia
Tia... Chyba wiadomo, o co chodzi :D

Cytat:Mężczyzna skłonił głową
Co zrobił? Chyba skłonił się, jeśli już. Bo w takiej postaci to brzmiało, jakby używał głowy jako argumentu, by kogoś do czegoś namówić.

Cytat:pokrytą gęstym, rudym włosem
Całym jednym! Wiem, że to zabieg stylistyczny, ale ni czorta mi tu nie pasuje.

Cytat:Przyklęknął na jedno kolano, przez co spoglądał na kobietę z dołu i dopiero wtedy odpowiedział:
Pani, zapomniałaś założyć majtek. :D

Cytat:Mamy odpowiednią liczbę dziewcząt, więcej nie potrzebujemy
Niezbyt mi sie to klei jako jedno zdanie. Dałbym tu kropkę zamiast przecinka.

Cytat:To jest ona – wyjaśnił cicho Basilius, kładąc szczególny nacisk na ostatnie słowo.
Mogłaś je więc zapisać wielkimi literami. Nikt by cię za to nie zlinczował. To popularna praktyka.

Cytat:Bonifaziusie. Niech wprowadzą dziewczynę, chcę ją zobaczyć.
Nie lepiej Bonifaziusie, niech wprowadzą dziewczynę. Chcę ją zobaczyć?


W tekście było jeszcze kilka miejsc, gdy coś mi nie dźwięczało, jak powinno, ale je pominąłem, żeby już nie było, że się czepiam.



Ufff, koniec. Wybacz, że nie będzie zachwytów z mojej strony, ale było ciężko. Często silisz się na jakiś skomplikowany, zawiły język i przez cały ten patos piszesz nie po polsku. Zluzuj dziewczyno, tekst ma być prosty i płynny. To nie poezja, by ją na siłę udziwniać ;)
Drugi problem to opisy. Jest ich za dużo. Nie skupiaj swego tekstu wokół nich. One są jedynie dodatkiem do fabuły – traktuj je jako przyprawy. Ten fragment był mocno przesolony.
Celem tekstu jest zainteresowanie czytelnika. Jeśli rzucisz mu w twarz prawie stonnicowy ciąg opisu cholernych gobelinów, to albo go zanudzisz, albo po prostu przeskoczy on cały ten akapit. Nie marnuj słów, są one ważne.
Czasami, gdy pojawiają się nowi, próbują na jeden raz wrzucić wszystko, co mają. Zupełnie, jakby portal miał lada dzień zniknąć z Internetów, a administracja pojechać do Afryki, sprzedawać olejek do opalania rdzennym murzynom.
~Yami
Odpowiedz
#18
Jest tajemniczo i mhrocznie, brawo. Po ostatnim fragmencie zirytował mnie fakt, że nie ma już więcej tekstu, bo ucięłaś w takim momencie :D Podobają mi się arrasy, całkiem ozom pomysł, no i to w sumie na tyle z plusów. Bo ten sposób, w jaki piszesz... No właśnie – często przekombinowany. Raz jestem zachwycona jak ładnie coś opisałaś, raz odrzuca mnie jakie to wszystko do bólu fancy xD I to drugie zdarza się nieco częściej. Ogólnie dopiero zaczynam ogarniać, czy to opowiadanie to moje klimaty i mam nadzieję, że ta mądra i piękna wybranka jako tako przypadnie mi do gustu. Nie wiem czemu, ale postaci kobiece nigdy jakoś nie zdobywały mojej sympatii :D
– Światło porusza się szybciej od światła.
– Bezwzględnie, pułkowniku Pickering?
– Absolutnie, generale Bingam.
Odpowiedz
#19
Nid, nie zależy mi na zachwytach, raczej na konstruktywnej krytyce.
Rozumiem, że nadal chodzi o te uprzykrzone gobeliny? Cóż, gdybyś przeczytał poprzednie fragmenty, a dokładniej drugi z wstawionych, zorientowałbyś się, że obszerny opisy gobelinów i sporo miejsca, które im poświęciłam, jednak mają sens, a nie zostały napisane, bo mi się nudziło. Lubię opisy, dlatego często mam z nimi problem i staram się ich nie nadużywać, ale tym razem "przesolenie" było celowe.
A jednak gobeliny. xD
Na koniec, żeby nie było, że tylko pyskuję, dziękuję za przeczytanie i sprawdzenie, miło mi, że poświęciłeś chwilę na moją pisaninę. :)

Tri, hm, cóż, widzę, że serio muszę popracować trochę nad stylem, bo faktycznie mogę przeginać i nie zauważać tego. Powiem tyle, że przecudowna i przewspaniała wybranka nie będzie ani przecudowna ani przewspaniała. xD Mojej też w sumie nie, dlatego będą głównie faceci. :D Dziękuję za komentarz. :3
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#20
Cytat:Joanna zakołysała szklanką, przyglądając przelewającemu się swobodnie płynowi. Wreszcie pociągnęła łyk (...)
Powtarzanie obok siebie partykuły 'się' nie brzmi zbyt dobrze i powinno być unikane, gdy tylko jest to możliwe.

"Przyglądając" bez "się" tym bardziej wygląda dziwnie. "Patrząc na" lepiej tu wstawić.
[niedozwolony link]
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości