Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Bogini hańby
#1
Tekst początkowo przeznaczony na odstresowanie, jednak w czasie pisania okazało się, że mniej więcej wiem, co chciałabym z nim zrobić, więc wstawiam go tutaj. Jeśli się spodoba, może pojawią się kolejne części. A więc, miłego czytania. :)

Fragment 1
Wysoka kobieta w rozłożystej balowej sukni wkroczyła na salę śmiało unosząc ufryzowaną głowę. Arogancki uśmiech błąkał się po jej ustach. Płócienna maseczka zakrywała połowę twarzy, jasne oczy błyskały lodowato. Pewna siebie parła przez tłum zgromadzony w pomieszczeniu, ludzie rozstępowali się przed nią. Na środku sali nagle pojawiła się okrągła platforma w kolorze podłogi, a obok schodów prowadzących na wywyższenie czekał ciemnowłosy młodzieniec. Jego twarz od linii włosów aż po usta zakrywała szeroka maska. Na widok zbliżającej się majestatycznym krokiem kobiety rozciągnął usta w uśmiechu. Podał damie dłoń i pomógł wstąpić na platformę.
– Bal czas zacząć! – oznajmiła. Jej lekko zachrypnięty głos odbił się echem od ścian wielkiej sali. Zgromadzeni ryknęli radośnie. Kobieta pozwoliła sprowadzić się z podwyższenia, które zaraz zmieniło się w stado złotych motyli. Przywilej pierwszego tańca przypadł zamaskowanemu młodzieńcowi, który skwapliwie z niego skorzystał.
– Jak się pani podoba bal, madame? – zapytał młodzian, uśmiechając się z nieskrywanym zadowoleniem.
– Jest przepiękny, Bonifaziusie. Naprawdę nie musiałeś aż tak się starać. – Rozmówczyni lekko odchyliła głowę, wystawiając na widok białą szyję, i roześmiała się chrapliwie.
– Ależ madame! Dla tak pięknej kobiety zawsze warto… – zaczął sługa, zniżając głos.
– Ach, jesteś jak zwykle czarujący, mój drogi. Uwielbiam twoje drobne kłamstewka, jednak zamiast marnować swój potencjał na mnie, idź i zabaw naszych uroczych gości, szczególnie panie – przerwała mu bezceremonialnie Joanna. Bonifazius fuknął urażony, ale już po chwili z cwanym uśmieszkiem na ustach wirował z córką barona von Zergen w objęciach.
Joanna obserwowała przez moment parę, szczególną uwagą obdarzając urodziwą pannę. Długie włosy dziewczyny zostały zaplecione w lśniącą klejnotami koronę, otulającą kształtną główkę pszennymi zwojami. Kobieta uśmiechnęła się pod nosem, przenosząc spojrzenie na inną parę tańczącą szalony i śmiały układ w drugim końcu sali. Wysoko upięte włosy dziewczyny ani drgnęły pod wpływem intrygujących wygibasów, za to szeroka suknia w kolorze mchu wirowała wesoło wokół kostek tancerki. Zarumienionych policzków i zachwytu bijącego z całej postawy tańczącej nie zdołała ukryć nawet fantazyjna, lecz elegancka maska skrywająca twarz dziewczyny. Mężczyzna prowadzący ślicznotkę w tańcu przechwycił spojrzenie Joanny i mrugnął do niej ponad ramieniem partnerki. Ciemne oczy błyszczały zadowoleniem ze spełnionej misji. Bardzo dobrze, pomyślała kobieta, jednocześnie dając się porwać do tańca wysokiemu mężczyźnie ubranemu w dopasowany kostium i obowiązkową maskę zasłaniającą twarz gościa.
W pewnym siebie uśmiechu i lśniących od alkoholu niebieskich, bystrych oczach rozpoznała hrabiego Aleksiejewa, wyjątkowo majętnego posiadacza ziemskiego. O ile pamięć jej nie myliła, Ignatij i jego urocza żona mieli dwóch synów i trzy młodziutkie córki. Muszę przy jakiejś okazji zagadnąć go o dziewczęta i zapytać, czy nie zechciałby mi ich przedstawić… Zanotowała w pamięci, pozwalając, aby kolejny zamaskowany mężczyzna poprowadził ją do tańca.
Załopotały skrzydła, silniejszy powiew smagnął odsłonięte ramiona i plecy. Jednemu i drugiemu wyrwał się przestraszony krzyk, kobiety zakrywały włosy rękami, chroniąc misternie ufryzowane głowy. Ogromna, smoliście czarna sowa przysiadła na wielkim, szklanym żyrandolu. Błysnęła żółtymi oczami i zapomniała o znajdującym się tuż pod nią barwnym tłumie, całkowicie oddając się układaniu zmierzwionych piórek. Zgromadzeni jeszcze przez moment z zaciekawieniem zadzierali głowy, żeby przyjrzeć się ptakowi, jednak już po chwili pomieszczenie ożyło, ponownie rozległo się tupanie, klaskanie, głośne śmiechy wypełniły salę, mieszając się z przekleństwami i krzykami.
Joanna z zadowoleniem przyglądała się roztańczonej, kolorowej masie, co i rusz wyłapując z tłumu interesujące ją postacie, które następnie wskazywała lekkim skinieniem głowy kręcącym się w pobliżu młodym mężczyznom w maskach.
Wybiła północ. Joanna uniosła prawe ramię, dłonią odzianą w długą rękawiczkę wykonała nieznaczny ruch, którego znaczenie potrafiła odczytać tylko jedna osoba. Zamaskowana kobieta wymknęła się niepostrzeżenie z pomieszczenia, a wraz z nią wyszli ubrani w jednakowe ciemne stroje młodzieńcy prowadzący uśmiechnięte dziewczęta o szklistych, pustych oczach.
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Mi się podoba. Wstęp jest taki jaki ma być – tajemniczy, zachęcający i przede wszystkim bardzo ładnie napisany. Jedyna rzecz, do której mogę się przyczepić, to cały pierwszy akapit. Od groma epitetów, a jak za dużo to niezdrowo i brzmi okropnie, przytłaczająco :V Niecierpliwie czekam na dalsze części, Bewl :D
– Światło porusza się szybciej od światła.
– Bezwzględnie, pułkowniku Pickering?
– Absolutnie, generale Bingam.
Odpowiedz
#3
Bewl pisze fantasy, poczytajmy :P

1. "Wysoka, smukła kobieta w rozłożystej balowej sukni wkroczyła na salę z wysoko uniesioną, ufryzowaną głową." <–-– Bewl a co to znaczy ufryzowaną? Daj jakiś słowniczek plox :X

2. " Na środku sali nagle pojawiła się okrągła platforma w kolorze podłogi" <–-–- Czyli w jakim?

Tekst krótki ale naszpikowany tyloma epitetami, że aż ciężkostrawny, poza tym Bewl nie jest źle, akcja rozkręca się powoli, choć opis balu mnie nie urzekł. Nie jest zły tylko ja osobiście nie lubię czytać o tańcach w fantasy, nudzą mnie. ciekawy sposób zniknięcia platformy, dosyć dobre wykorzystanie magi bądź motyli. Na razie nie jest to co prawda jakiś P.L.O ale zdecydowanie nie jest to jakiś potworek typu "Władcy Czasu" jak na debiut w tej formie nie jest źle.
Eorth znajduje się w tym miejscu gdzie śpią wszystkie smoki
Odpowiedz
#4
Tri, dziękuję za opinię. Bałam się, że na wstępie usłyszę jedno wielkie "meh!", a tu bardzo miłe zaskoczenie. :D Co do pierwszego akapitu – chciałam lepiej ukazać postać kobiety, ponieważ jest kluczowa dla opowiadania, ale masz rację, przesadziłam. Zaraz to poprawię. :)

Krig,
1. ufryzować: przestarzale: ułożyć włosy w loki, zrobić fryzurę; utrefić
Hm, nie jestem właśnie pewna czy "ufryzowana głowa" to poprawne wyrażenie, bo niby powinny być włosy, ale raczej zaczekam na Sprawdzających i zobaczę, co oni powiedzą.
2. Czyli nie wiem jakim. xD
Lubię epitety i opisy, co ja poradzę. :< Co do opisu balu – nie miał być jakiś zachwycający, bal jest w gruncie rzeczy wstępem do dalszej części opowiadania, żeby nie było wrażenia, iż pewne rzeczy spadły z nieba i zupełnie nie wiadomo o co chodzi. Gdzie Ty masz opisy tańców w fantasy? o.O Szczerze mówiąc, nie spotkałam się jeszcze.
Cóż, dziękuję za opinię i przeczytanie, miło mi, że nie jest jakoś tragicznie i da się czytać. :D

Edit: wywaliłam trochę epitetów z pierwszego akapitu, dalej nie ruszam, ponieważ tak miało być. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#5
Na samym początku za dużo młodzieńców i nie ogarniam wątku z sobą, ale poza tym jest całkiem, całkiem jak na wstęp. Zaciekawił mnie umiarkowanie i z przyjemnością przeczytam następną część. Btw Bonifazius wielki plus za to imię :p
"W tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem" – Ferdynand Kiepski
Odpowiedz
#6
Ana, nie miało być jakoś super szczególnie. Potrzebowałam po prostu sposobu na wprowadzenie czytelnika w świat, ale cieszę się, że nie jest źle. :) Bonifazius – oczarowało mnie, świetne jest. :3
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
(06-04-2015, 16:14)Arabella napisał(a): Także( także = też, tak że = a więc) ten, miłego czytania. :)

Wysoka kobieta w rozłożystej balowej sukni wkroczyła na salę z wysoko uniesioną, ufryzowaną głową.

Na środku sali nagle pojawiła się okrągła platforma w kolorze podłogi, (dodałabym jakiś spójnik – a, zaś) obok schodów prowadzących na wywyższenie czekał ciemnowłosy młodzieniec.

Jego twarz od linii włosów, aż po usta(albo dałabym tu przecinek, albo usunęłabym poprzedni) zakrywała szeroka maska.

Na widok zbliżającej się majestatycznym krokiem kobiety,(bez przecinka) rozciągnął usta w uśmiechu. Dama przy pomocy młodzieńca wstąpiła na platformę.(Jaka to pomoc? Lepiej – Podał jej dłoń i wprowadził na platformę lub pomógł wstąpić na platformę.)

Uwielbiam twoje drobne kłamstewka,(zbędna spacja) jednak zamiast marnować swój potencjał na mnie, idź i zabaw naszych uroczych gości, szczególnie panie – przerwała mu bezceremonialnie Joanna.

Długie włosy dziewczyny zostały zaplecione w lśniącą klejnotami koronę,(bez przecinka) otulającą kształtną główkę pszennymi zwojami(co to takiego?).

Kobieta uśmiechnęła się pod nosem, przenosząc spojrzenie na inną parę,(bez przecinka) tańczącą szalony i śmiały układ w drugim końcu sali.

Zarumienionych policzków i zachwytu bijącego z całej postawy tańczącej nie zdołała ukryć nawet fantazyjna, lecz elegancka maska,(bez przecinka) skrywająca twarz dziewczyny.

Zamaskowana kobieta wymknęła się niepostrzeżenie z pomieszczenia, a wraz z nią wyszli ubrani w jednakowe ciemne stroje młodzieńcy,(bez przecinka) prowadzący uśmiechnięte dziewczęta o szklistych, pustych oczach.

Byłoby całkiem interesująco, gdyby nie opisy każdej postaci po kolei kończące się maską. Troszkę tych masek za dużo. Chyba lepiej byłoby dać ogólniejszą informację, że grupa mężczyzn w maskach pełniła na balu określoną przez Joannę rolę. Opisy dać przy postaciach istotnych, chyba że wszystkie były istotne.
Tak czy inaczej ten wstęp zainteresował mnie – zimne, cyniczne towarzystwo, wyrafinowana pani (przynajmniej takie sprawia wrażenie), a na końcu dziwne dziewczęta o pustych oczach – intrygujące. Czekam na część dalszą, gdyż ten tekst podobał mi się najbardziej ze wszystkich twoich:).
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#8
(06-04-2015, 23:22)Nawka napisał(a): Długie włosy dziewczyny zostały zaplecione w lśniącą klejnotami koronę,(bez przecinka) otulającą kształtną główkę pszennymi zwojami(co to takiego?). Co do pszennych zwojów – wcześniej jest wzmianka o włosach zaplecionych w koronę, stąd też zwoje, ponieważ, aby uzyskać fryzurę a la korona trzeba owinąć włosy wokół głowy, najczęściej zaplata się je w warkocz i wtedy owija (zwoje – coś zwiniętego, czyli włosy zwinięte wokół głowy, a pszenne to kolor włosów dziewczyny) – zwrot jest nie do końca poprawny, ale zbyt mi się podoba, żeby go usunąć. :)

Byłoby całkiem interesująco, gdyby nie opisy każdej postaci po kolei kończące się maską. Troszkę tych masek za dużo. Chyba lepiej byłoby dać ogólniejszą informację, że grupa mężczyzn w maskach pełniła na balu określoną przez Joannę rolę. Opisy dać przy postaciach istotnych, chyba że wszystkie były istotne. Bardzo dobrze, pomyślała kobieta, jednocześnie dając się porwać do tańca wysokiemu mężczyźnie ubranemu w dopasowany kostium i obowiązkową maskę zasłaniającą twarz gościa.

Naw, dziękuję za poprawki i komentarz, przecinki to moja zmora. :/ Bardzo się cieszę, że Ci się podoba. :) Co do opisów postaci – Joanna i Bonifazius są jednymi z głównych bohaterów, von Zergena i tańczących opisałam, żeby lepiej oddać klimat oraz zaznaczyć, że uwagę Joanny przyciągają wyłącznie dziewczęta wyjątkowej urody. Opisy mężczyzn w maskach podobnie – chciałam dać znać, że wszyscy są młodzi i urodziwi oraz, co raczej dziwne na balu, ubrani jednakowo. Staram się unikać zbędnych opisów, ale mam do nich słabość, więc zazwyczaj jest ich więcej niż potrzeba. :/
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#9
Przeczytałem i muszę się przyznać, że bale maskowe to nie moja bajka, jednak poczekam i zobaczę gdzie i po co zmierza ta grupka tajemniczych ludzi.
I tak ten tekst jest obwieszony epitetami jak cyganka błyskotkami. Czas pokaże czy to będzie pasowało do historii.
Zanim napiszę coś więcej poczekam na jeden czy dwa fragmenty :D
[Obrazek: 12.jpg]
Odpowiedz
#10
Di, dzięki za komentarz i przeczytanie. :) Z góry przepraszam za powtórzenia, przecinki i całą resztę. :/ Miłego czytania. :)

Fragment 2
Niedaleko rezydencji, w której odbywał się bal, lecz poza jej murami, młody jeździec gnał przez las. Spieniony, wystraszony koń niósł go przez knieje. Chłopak trzymał się w siodle ostatkiem sił, kurczowo zaciskając poranione palce na śliskich od potu wodzach. Gałęzie drzew smagały go po twarzy. Wtulony w szyję drżącego ze zmęczenia i strachu konia, błagał już tylko o to, aby Szastuny go nie dorwały. Wolał umrzeć niż dostać się w ich gnijące łapska.
Powietrze obok jego głowy przecięła strzała. Rozległ się nieludzki ryk, na który koń gwałtownie wyrwał do przodu. Eryk zauważył jeszcze, że drzewo, w które wbił się grot, zmieniło się w dziewczynę o nienaturalnej barwie skóry i stopach wyrastających wprost z gleby. Driada z rozpaczą, krzycząc rozdzierająco, szarpała wbitą w brzuch strzałę. Czarna, popękana skóra rozchodząca się od grotu po całym ciele dziewczyny błyskawicznie dotarła do gardła nimfy. Rozległ się suchy trzask i głos umilkł.
Chłopak obejrzał się przez ramię i szybko odwrócił głowę, mocno zaciskając powieki, jakby wierzył, że dzięki temu odetnie się od ujrzanej sceny. Popękana, czarna, złuszczona skóra pokrywała całe ciało driady. Dłonie zacisnęła na promieniu bełtu, aż do ostatniej chwili walcząc o życie w złudnej nadziei, iż jeśli wyciągnie strzałę, przeżyje. Próbując pozbyć się bełtu, odchyliła daleko głowę, odsłaniając teraz sczerniałą szyję. Szeroko otwarte usta na wieczność zamarły w niemym, rozpaczliwym krzyku. Wytrzeszczone, przerażone oczy umierającej kobiety zastygły w wyrazie cierpienia i zgrozy, pokryte zdradziecką czernią. Kolejne strzały śmigały obok, mijając go cudem. Wokół rozlegały się przerażające krzyki umierających driad.
– Jazda! – ryknął prosto do ucha wierzchowca, jeszcze krócej ściągając wodze. Widok śmierci i cierpienia jakby dodał mu skrzydeł, strach trzymał za gardło i dusił z niewyobrażalną siłą. – Jazda, jazda! – Obejrzał się szybko. Czerwone, straszne ślepia wlepione w niego nie oddalały się, wręcz przeciwnie. Mamo… Dlaczego nie ma cię przy mnie, kiedy cię potrzebuję?! Słona łza spłynęła do jego ust, nawilżając spękane wargi. Pędzący do tej pory niczym wiatr koń zaczął wytracać tempo. Chłopak nachylił się nad grzbietem wierzchowca, poczuł dotkliwy ból całego ciała. Na ich drodze leżał zwalony pień drzewa, nie było czasu go objechać, musieli skoczyć. Tylko wtedy będzie jakaś szansa na to, że zwiększą odległość i chociaż na chwilę zgubią pogoń. Byle wydostać się z tego przeklętego lasu…
Chłopak mocniej ścisnął piętami zapadnięte boki zwierzęcia. Ostatkiem sił wysunął się do przodu, pochylił niżej, unosząc jednocześnie pośladki i przyginając kolana. Lekko popuścił wodze, dając znać zwierzęciu, że za moment skaczą. Koń zrozumiał sygnał, przyspieszył i wkładając w wybicie resztę sił, przeskoczył pień zwalonego drzewa. Erykowi zaparło dech w piersi, obserwował świat w zwolnionym tempie. Poczuł, że leci, szybuje na grzbiecie swojego wierzchowca. Napawał się tym błogim, pięknym uczuciem przez krótką chwilę, zaraz potem gwałtowny wstrząs, gdy kopyta dotknęły podłoża, wyrwał go z błogostanu. Udało się… Naprawdę nam się udało… Szeptał, nie mogąc uwierzyć, że to nie był sen i naprawdę tego dokonał: przeskoczył konno przeszkodę, co jeszcze niedawno wydawało się jedynie marzeniem, którego nie potrafił osiągnąć, mimo zawziętych, lecz bezowocnych prób.
Euforia trwała bardzo krótko, niemal w tej samej chwili zdał sobie sprawę z drugiego znaczenia sukcesu. Zerknął przez ramię. Czerwone, złe ślepia jarzące się w złowrogiej ciemności lasu potwierdziły jego nadzieje – nareszcie oddalali się od Szastunów.
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości