Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Spowiedź
#1
Kolejny tekst z serii "sens wyjechał". :P

Wchodzisz do środka. Wewnątrz, mimo później pory, panuje tłok. Ludzie siedzą, stoją pod ścianami, ustawiają się w długie kolejki. Podchodzisz do jednej z nich, z prawej lub lewej strony, środek pozostaje pusty. Pytasz, kto jest ostatni i stajesz się częścią liczącego wielu przed tobą i za tobą ludzkiego wagonu.
Czekając na swoją kolej, rozmyślasz gorączkowo, kiedy ostatni raz to robiłeś, usiłujesz odszukać w mrokach pamięci niezbędną formułkę, w końcu rozliczasz się sam ze sobą, zastanawiasz, co nadaje się do powiedzenia, a co lepiej przemilczeć, zasłaniając się szwankującą pamięcią.
Na początku jesteś spokojny, może nawet lekko znudzony. Rozglądasz się po pomieszczeniu, przyglądasz ludziom. Czekasz.
Jednak w miarę zbliżania się do celu, stajesz się coraz bardziej nerwowy. Wbrew twojej woli myśli rozpoczynają szalony galop, dłonie stają się wilgotne, nagle czujesz, że brakuje ci powietrza, pragniesz wyjść na zewnątrz, pozwolić, aby otulił cię bezpieczny mrok nocy. Jednak nie możesz.
Obiecałeś sobie, że to zrobisz, przynajmniej tym razem. Ostatnio nie udało ci się dotrzymać danej obietnicy, jednak teraz będzie inaczej.
Niespokojnie spoglądasz w stronę końca swojej drogi, ludzi przed tobą ubywa. Widzisz jak kolejna osoba wchodzi i niedługo potem wychodzi i znowu, w kółko.
Starasz się uspokoić, przecież to nic strasznego. Nie zrobiłeś niczego naprawdę złego, nie ma się czego bać. A jednak boisz się, pragniesz mieć to już za sobą.
Twój oddech przyspiesza, pocisz się obficie, ręce szukają zajęcia, nogi mimowolnie poruszają się, tupiąc, podrygując albo drepcząc. Od celu dzieli cię już tylko kilka kroków, parę osób.
Na nowo szukasz w myślach odpowiednich słów, robisz postanowienia, przypominasz sobie niegdyś wyuczoną na pamięć w akompaniamencie płaczu, surowych słów rodziców i razów zadawanych skórzanym pasem ojca formułkę.
Ogarnia cię strach, nieomal panika. Rozpaczliwie pragniesz mieć to już za sobą.
Nareszcie nadchodzi ten moment. Wchodzisz do ciemnego wnętrza, klękasz, rzucasz kilka słów drżącym głosem, czynisz znak krzyża trzęsącymi się rękoma. I zaczynasz wyznawać grzechy. Te schowane głęboko, skryte przed oczyma i wiedzą innych ludzi oraz pozostałe, normalne, codzienne, powszechnie znane.
Wreszcie kończysz, nieuważnie wysłuchujesz ostatnich słów kapłana i z westchnieniem ulgi prawie wyskakujesz z konfesjonału.
Siadasz gdzieś w ławce, najlepiej pośrodku rzędu, odmawiasz krótką modlitwę.
Bez udziału należnego skupienia wysłuchujesz mszy, przyjmujesz komunię, docierasz do końca i z poczuciem samozadowolenia, dumy i ulgi opuszczasz kościół.
Powrócisz do niego dopiero za jakiś czas, przy okazji, ale jeszcze długo nie będziesz musiał zaprzątać sobie głowy taką koniecznością.
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(21-03-2015, 21:27)Arabella napisał(a): Bez udziału uwagi(należnego skupienia?) wysłuchujesz mszy, przyjmujesz komunię, docierasz do końca mszy(zbędne) i z poczuciem samozadowolenia, dumy i ulgi opuszczasz kościół.

Sądziłam, że to pójdzie w zupełnie innym kierunku. Boisz się tej spowiedzi, a kiedy już do niej dochodzi, zaczynasz kombinować, co powiedzieć, a czego nie albo w panice zapominasz o połowie grzechów. Nic takiego się nie zdarzyło, dobrnęłaś do końca i... no właśnie. Zabrakło mi troszkę takiego wystrzału na koniec. Sam proces spowiedzi pokazałaś świetnie, tak go odbierałam, z paniką i buntem, że muszę mówić obcemu facetowi o swoich sprawach, przeżyciach, myślach. Najgorzej, kiedy on później głośno komentował i wszyscy wokół to słyszeli ;).
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#3
Naw, nie chodziło mi o przedstawienie typowej spowiedzi, kiedy kombinujesz z czego się wyspowiadać, żeby tylko było, ale o sytuację, gdzie wiesz z czym idziesz, ale boisz się jak cholera, ponieważ zdajesz sobie sprawę z wagi swoich "grzechów" i zupełnie nie chcesz o nich nikomu mówić, a co dopiero obcemu facetowi. A wystrzału nie miało być, chciałam, żeby kulminacyjnym momentem tekstu była właśnie spowiedź. Do tej chwili napięcie rośnie, a potem już tylko opada.
Dziękuję za poprawki i komentarz. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#4
Cytat:Na nowo szukasz w myślach odpowiednich słów, robisz postanowienia, przypominasz sobie niegdyś wyuczoną na pamięć w akompaniamencie płaczu, surowych słów rodziców i razów zadawanych skórzanym pasem ojca formułkę.

Przekombinowane to zdanie, musiałem je drugi raz przeczyta by dokładnie ogarnąć sens, a to raczej niezbyt dobre w miniaturach.
Sam tekst... cóż, "sens wyjechał". Napisany poprawnie, ale brakuje mi jakieś głębszej treści. Niestety, moim zdaniem nic ciekawego. Po prostu średnio pasuje mi do "mojej" koncepcji miniaturki.
Niby to wszystko banalne lecz długo się uczyłem cieszyć z prostych rzeczy.
Całe dnie szare przyćmione żalem i narzekaniem gdy teraz na to patrzę ciężko mi uwierzyć.
Zawsze gdy wstaje czeka tu na mnie jakieś wyzwanie bo nieustannie mamy coś tu do odkrycia.
Nawet przegrane coś dają nam a więc idę odważnie i to, co dane mi biorę od życia.
Odpowiedz
#5
Tekst napisany dobrze, płynnie. Brakuje mi jednak jakiejś puenty... Tak, jakby jeszcze nie było tutaj zakończenia.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości