Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Necro
#1
Mikro wstęp do pseudo pomysłu :D

Rytuał

Blask księżyca oświetlił przedzierającą się przez zarośla postać. Okryta płaszczem istota raz po raz rzucała pod nosem przekleństwa, siłując się z szarpiącymi za ubranie gałęziami. Po chwili zmagań z naturą, wreszcie nastąpił koniec wędrówki. Z westchnieniem ulgi przybysz powitał otwartą przestrzeń polany. W ślad za nim z zarośli wypadł szkielet psa, klnąc nieporównanie głośniej i soczyściej niż jego towarzysz.
– Wytłumacz mi jeszcze raz, dlaczego nie mogliśmy przyjść do kopca traktem – wywarczał gniewnie pies, po tym, jak udało mu się wyciągnąć zębami ostatnią gałąź spomiędzy żeber.
– Trakt prowadzi przez wioskę, tam z miejsca hołota ukamienowałaby mnie jak najpospolitszą hienę cmentarną. Wciąż mają mi za złe, że wykopałem ich kapłana w zeszłym tygodniu – wyjaśnił nieznajomy, zrzucając w międzyczasie płaszcz.
Okrycie opadło na ziemię, odsłaniając wychudły, nagi tors. Przez niemalże trupio bladą skórę przebijał się zarys kości. Symbole wymalowane sadzą pokrywały ciało mężczyzny w przypadkowych miejscach. Zlepione w strąki brudne, czarne włosy sięgały mu ramion.
Przeczesując wzrokiem małą leśną polanę, nie napotkał nic poza trochę szerszą ścieżką, którą miejscowi szumnie nazywali traktem oraz porośniętym trawą kopcem.
– Jesteś pewien, że tym razem wiesz, co robisz? – Jedynie gniewne spojrzenie mężczyzny było odpowiedzią na przepełnione drwiną pytanie psa.
Gdy chmury odsłoniły księżyc w pełni, przybysz ruszył w stronę kopca, zdejmując przewieszony przez plecy worek. Szkielet zwierzęcia z trudem tłumił śmiech, widząc, jak mężczyzna za pomocą mączki kostnej usypuje cztery kręgi wokół kopca, po jednym na każdą stronę świata, po czym wypełnia je tajemnymi znakami. I o ile do tego momentu nekromanta nie popełnił żadnego karygodnego błędu, to rysując finalny symbol na szczycie pagórka, przekreślił wszelkie nadzieje na sukces. Nieumarłe zwierzę, które samo przyglądało się mrocznym symbolom już od roku, cieszyło się o wiele lepszą pamięcią od swojego pana. Dlatego nie miało problemu ze zorientowaniem się, że domorosły nekromanta zapomniał o lwiej części symbolu i improwizuje.
– Stój! – krzyknął zdesperowany pies. Nie wiedział bowiem, co stanie się z nim samym po śmierci jego stwórcy, a szanse na to z każdą chwilą rosły.
Na nic jednak zdały się jego krzyki i ostrzegawcze szczeknięcia. Jego pan naciął własne przedramię, a krew bryznęła na znak, kończąc rytuał.
– Zamknij się i patrz – rozkazał mężczyzna przerażonemu zwierzęciu, zajmując miejsce obok niego u podstawy wzniesienia.
Księżyc na powrót przysłoniły chmury, a całą polaną wstrząsnęło, jakby sama ziemia chciała pochłonąć plugawe istoty sprzeciwiające się kręgowi życia. Na twarz nekromanty wstąpił wyraz ponurej satysfakcji, gdy spod ziemi w każdym z kręgów wyłonił się ludzki szkielet. Te u podstaw kopca odziane były w zbroje rycerzy, a każdy z nich dzierżył dwuręczny miecz. Chociaż nadgryzieni zębem czasu, wciąż prezentowali się imponująco. Roztaczali wokół aurę śmierci tak silną, że ze wszystkiego, co żyło w okolicy, wyssali energię, aż nie pozostała nawet najdrobniejsza jej iskra. W jednej chwili cały las padł w objęcia śmierci, jedynie nekromanta ostał się z bijącym sercem. W najśmielszych snach mężczyzna nie marzył, że odniesie taki sukces. W całej fascynacji swoim nowym oddziałem rycerzy śmierci nieomal przegapił jeden nagi szkielet stojący samotnie na szczycie kopca. Biel jego kości praktycznie raziła oczy swoim blaskiem.
Satysfakcja ustąpiła miejsca szokowi i niedowierzaniu, gdy jego nowy oddział rozsypał się, będąc już na wyciągnięcie ręki. Radość, duma oraz pycha, wszystko to rozwiało się w pył na wietrze. Pył, który zmieniał się w czarny wicher otaczający biały szkielet. Ten wykonał pierwszy od swojego powstania ruch, i rozkładając ręce jak kapłan błogosławiący wiernych, przyjął do siebie ciemną burzę, która połączyła się z nim, nadając mu barwę najmroczniejszej otchłani.
Kiedy mężczyzna oprzytomniał na tyle, żeby ujrzeć przed sobą krwawą mgłę, jego twarz po raz ostatni zmieniła wyraz, przechodząc w mieszaninę bólu i przerażenia. Zanim oczy niedoszłego pana nieumarłych zamknęły się w wiecznym śnie, ujrzał on przebłysk swojego ostatniego dzieła.
Z kopca powoli zszedł szkarłatny szkielet. Zatrzymał się przed psem, który w przerażeniu wodził wzrokiem pomiędzy swoim martwym panem a tą piekielną istotą.
– Kim jesteś? – zapytała istota zwierzęcia, które zmarłoby ze strachu, gdyby nie fakt, że już nie żyło.
W przebłysku szaleństwa, a być może geniuszu, pies odpowiedział najpewniejszym głosem, na jaki był się w stanie zdobyć.
– Twoim Panem.
[Obrazek: 12.jpg]
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
*Włącza muzyczkę z FF8*
Cytat: Okryta płaszczem istota, [bez przecinka] raz po raz rzucała pod nosem przekleństwa, siłując się z szarpiącymi za ubranie gałęziami.

(...)wywarczał gniewnie pies, po tym [przecinek i dałbym "kiedy" miast "jak"] jak udało mu się wyciągnąć zębami ostatnią gałąź spomiędzy żeber.[dziwne, podkreśla mi "wywarczał". Oh well.]

– Trakt prowadzi przez wioskę, tam z miejsca hołota ukamienowała by ["ukamieniowałaby] mnie jak najpospolitszą hienę cmentarną.(...)

– Jesteś pewien, że tym razem wiesz [przecinek] co robisz?

Szkielet zwierzęcia z trudem tłumił śmiech, widząc [przecinek] jak mężczyzna za pomocą mączki kostnej(...)

Nie wiedział bowiem [przecinek] co stanie się z nim samym po śmierci jego stwórcy(...)

Te u podstaw kopca odziane były w zbroje rycerzy a każdy z nich dzierżył dwuręczny miecz. Chociaż nadgryzieni zębem czasu, wciąż prezentowali się imponująco. [A wild paragraph appears!]

Roztaczali wokół aurę śmierci tak silną, że ze wszystkiego [przecinek] co żyło w okolicy, wyssali energię, aż nie pozostała nawet najdrobniejsza jej iskra.

Pył [przecinek] który zmieniał się w czarny wicher otaczający biały szkielet.

Ten wykonał pierwszy od swojego powstania ruch i [przecinek] rozkładając ręce jak kapłan błogosławiący wiernych, przyjął do siebie ciemną burzę, która połączyła się z nim [przecinek] nadając mu barwę najmroczniejszej otchłani.

W przebłysku szaleństwa [przecinek] a być może geniuszu, pies odpowiedział najpewniejszym głosem na jaki był się w stanie zdobyć.

<Dayum, uwielbiam tę muzyczkę, ona nie ma nic wspólnego z tekstem xD>

Nie czytałem jeszcze Warlocka (przyznam się bez bicia), i na dniach sięgnę po niego (o ile nie porzuciłeś pisania), więc ciężko mi określić, czy robisz postępy i jak ogólnie wygląda twój styl.
Jak na razie wygląda całkiem spoko, jest kilka podwinięć z przycinkami, w szyki zdań się nie wtranżalam, bo nie potrafię :<
Jak to z prologami – ciężko określić, czy tekst dalej będzie dobry, czy nie. Mają za zadanie zainteresować czytelnika i powiem ci, że pomysł jak dla mnie jest niezły. Z jakiegoś powodu na starcie polubiłem szkielepieska, a tu jeszcze wykazuje się niezłymi cojones.
To raczej tyle ode mnie. Skąpo bo skąpo, ale cóż, nie bardzo mam pomysł, co mogę dodać:P
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
#3
(20-03-2015, 16:34)DiValldi napisał(a): Mikro wstęp do pseudo pomysłu :D

Okryta płaszczem istota raz po raz rzucała pod nosem przekleństwa Sugerowałabym: klęła pod nosem , siłując się z szarpiącymi za ubranie Myślę, że lepiej będzie brzmiało: szarpiącymi ubranie gałęziami.

Po chwili zmagań z (podwójna spacja) naturą, wreszcie nastąpił koniec wędrówki.

– Wytłumacz mi jeszcze raz, dlaczego nie mogliśmy przyjść do kopca traktem – wywarczał warknął, sapnął, mruknął gniewnie pies, po tym, jak udało mu się wyciągnąć zębami ostatnią gałąź spomiędzy żeber.
– Trakt prowadzi przez wioskę, Przydałby się jakiś łącznik pomiędzy zdaniami, np. a, gdzie tam z miejsca hołota ukamieniowałaby ukamienowałaby by (zbędne) mnie jak najpospolitszą hienę cmentarną. tam hołota z miejsca ukamienowałaby mnie

Przez niemalże trupio bladą skórę przebijał się widać było(?) zarys kości. Symbole wymalowane sadzą pokrywały ciało mężczyzny w przypadkowych miejscach. W przypadkowych miejscach ciało mężczyzny pokrywały wymalowane sadzą symbole

– Jesteś pewien, że tym razem wiesz, co robisz? – Jedynie gniewne spojrzenie mężczyzny było odpowiedzią na przepełnione drwiną pytanie psa. Jedyną odpowiedzią na przepełnione drwiną pytanie psa było gniewne spojrzenie mężczyzny.

Nieumarłe zwierze (ę), które samo przyglądało się mrocznym symbolom już od roku, cieszyło się o wiele lepszą pamięcią od swojego pana. połączyłabym te dwa zdania. Tak podzielone wyglądają jakbyś uciął zdanie na siłę i dalszy ciąg dał w następne. Dlatego nie miało problemu ze zorientowaniem się, że domorosły nekromanta zapomniał o lwiej części symbolu i improwizuje.

– Stój! – krzyknął zdesperowany pies. Nie wiedział bowiem, co stanie się z nim samym po śmierci jego stwórcy, a szanse na to z każdą chwilą rosły.
Na nic jednak zdały się jego krzyki i ostrzegawcze szczeknięcia. Jego pan naciął własne przedramię, a krew bryznęła na znak, kończąc rytuał.

Księżyc na powrót przysłoniły chmury, a całą polaną wstrząsnęło, jakby sama ziemia chciała pochłonąć plugawe istoty sprzeciwiające się kręgowi życia. Na twarz nekromanty wstąpił wyraz ponurej satysfakcji, gdy spod ziemi w każdym z kręgów wyłonił się ludzki szkielet. Te u podstaw kopca odziane były w zbroje rycerzy ( przecinek) a każdy z nich dzierżył dwuręczny miecz. (spacja) Chociaż nadgryzieni zębem czasu, wciąż prezentowali się imponująco. Roztaczali wokół tak silną aurę śmierci aurę śmierci tak silną, że ze wszystkiego, co żyło w okolicy, wyssali energię, aż nie pozostała nawet najdrobniejsza jej iskra. aż nie pozostała jej nawet najdrobniejsza iskra W jednej chwili cały las padł w objęcia śmierci, (tu chyba bez przecinka, ale nie mam pewności) i jedynie nekromanta ostał się z bijącym sercem. W najśmielszych snach mężczyzna nie marzył, że odniesie taki sukces. W całej (zbędne) fascynacji swoim nowym oddziałem rycerzy śmierci, nieomal przegapił jeden (zbędne) nagi szkielet, stojący samotnie na szczycie kopca. Biel jego kości praktycznie raziła oczy swoim (zbędne) blaskiem.

Satysfakcja ustąpiła miejsca szokowi i niedowierzaniu, gdy jego nowy oddział rozsypał się (przecinek) będąc już na wyciągnięcie ręki. Radość, duma, (bez przecinka) oraz pycha, wszystko to rozwiało się w pył na wietrze (zbędne). Pył, który zmieniał się w czarny wicher otaczający biały szkielet. Ten wykonał pierwszy od swojego powstania [/color] ruch, (chyba bez przecinka) i rozkładając ręce jak kapłan błogosławiący wiernych, przyjął do siebie ciemną burzę, która połączyła się z nim, nadając mu barwę najmroczniejszej otchłani. strasznie patetycznie to brzmi

Kiedy mężczyzna oprzytomniał na tyle, żeby ujrzeć przed sobą krwawą mgłę, jego twarz (podwójna spacja) po raz ostatni zmieniła wyraz, przechodząc w mieszaninę bólu i przerażenia. Zanim oczy niedoszłego pana nieumarłych zamknęły się w wiecznym śnie, ujrzał on przebłysk swojego ostatniego dzieła.
szkarłatny szkielet powoli zszedł z kopca Z kopca powoli zszedł szkarłatny szkielet. Zatrzymał się przed psem, który w przerażeniu wodził wzrokiem pomiędzy swoim martwym panem a tą piekielną istotą.
– Kim jesteś? – zapytała istota zwierzęcia, które zmarłoby umarłoby ze strachu, gdyby nie fakt, że już nie żyło.
W przebłysku szaleństwa, a być (zbędne) może geniuszu, pies odpowiedział najpewniejszym głosem na jaki był się w stanie zdobyć. (dwukropek)

Po pierwszych zdaniach spodziewałam się czegoś zupełnie innego, ale sposób, w jaki poprowadziłeś opowieść jest interesujący. Trochę zdziwiła mnie odpowiedź psa. Ciekawa jestem, jak to rozwiniesz. Mam tylko nadzieję, że nie pójdziesz w schemat i nie zrobisz z psa pana i złego władcy, którego wszyscy się lękają, z wściekłym kościotrupkiem jako przybocznym. :P Czekam na ciąg dalszy. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#4
Poważnie w literaturze fantastycznej istnieje schemat o nieumarłym psie, będącym potężnym i złym władcą którego wszyscy się lękają? Chyba muszę nadrobić braki XD
A tak na poważniej, całkiem fajny kawałek tekstu. Pies wydaje się bardzo fajną postacią. Nekromanta, będący amatorem i partaczem też spoko. Gorzej z momentem jego śmierci, który musiałem przeczytać ze 3 razy, a i tak nie do końca ogarniam co mu się do końca stało (poza tym że spieprzył rytuał). Ten super potężny szkielet, który od momentu pojawienia się w ciągu kilku zdań zdążył trzy razy zmienić kolor, też jakoś niezbyt do mnie przemawia, ale liczę że rozwiniesz to odpowiednio i wymyślisz coś ciekawego.
No i jeszcze jedna sprawa. Ten tekst cierpi na dokładnie ten sam problem, co Warlock. Tytuł. Naprawdę, nie wiem dlaczego, ale angielskie tytuły twoich opowiadań brzmią paskudnie i nie pasują mi do reszty. Zresztą nazywanie opowiadania o nekromantach, szkieletach i pewnie innych nieumarłych tytułem "Necro" nie wydaje mi się specjalnie finezyjnym rozwiązaniem. Nawet, jeśli to Necro miałoby być imieniem psa (co jest jedynym chociaż trochę logicznym wytłumaczeniem tytułu, jakie przychodzi mi do głowy w tej chwili).
Odpowiedz
#5
(20-03-2015, 16:34)DiValldi napisał(a):
Rytuał

Po chwili zmagań z naturą, (zbędny przecinek) wreszcie nastąpił koniec wędrówki.

– Wytłumacz mi jeszcze raz, dlaczego nie mogliśmy przyjść do kopca traktem – wywarczał gniewnie pies, (zbędny przecinek) po tym, jak udało mu się wyciągnąć zębami ostatnią gałąź spomiędzy żeber.
– Trakt prowadzi przez wioskę, tam z miejsca hołota ukamieniowałaby (ukamienowałaby) by (zbędne) mnie jak najpospolitszą hienę cmentarną. Wciąż mają mi za złe, że wykopałem ich kapłana w zeszłym tygodniu – wyjaśnił nieznajomy, zrzucając w międzyczasie (zbędne – 'w międzyczasie' stosujemy tylko w określonych przypadkach, a ten do nich nie należy) płaszcz.

Przeczesując wzrokiem małą leśną polanę, nie napotkał nic poza trochę szerszą ścieżką, którą miejscowi szumnie nazywali traktem (przecinek, bo w tej postaci wychodzi, że ścieżkę nazywali kopcem) oraz porośniętym trawą kopcem.

Nieumarłe zwierze (zwierzę, bo 'zwierze' jest liczbą mnogą od 'zwierz'), które samo przyglądało się mrocznym symbolom już od roku, cieszyło się o wiele lepszą pamięcią od swojego pana.

Te u podstaw kopca odziane były w zbroje rycerzy (przecinek) a każdy z nich dzierżył dwuręczny miecz.(spacja)Chociaż nadgryzieni zębem czasu, wciąż prezentowali się imponująco.

W jednej chwili cały las padł w objęcia śmierci, (zbędny przecinek) i jedynie nekromanta ostał się z bijącym sercem.

W całej fascynacji swoim nowym oddziałem rycerzy śmierci, (zbędny przecinek) nieomal przegapił jeden nagi szkielet, stojący samotnie na szczycie kopca.

Satysfakcja ustąpiła miejsca szokowi i niedowierzaniu, gdy jego nowy oddział rozsypał się (przecinek) będąc już na wyciągnięcie ręki. Radość, duma, (zbędny przecinek) oraz pycha, wszystko to rozwiało się w pył na wietrze.

Ten wykonał pierwszy od swojego powstania ruch, (zbędny przecinek) i rozkładając ręce jak kapłan błogosławiący wiernych, przyjął do siebie ciemną burzę, która połączyła się z nim, nadając mu barwę najmroczniejszej otchłani.

W przebłysku szaleństwa, a być może geniuszu, pies odpowiedział najpewniejszym głosem (przecinek) na jaki był się w stanie zdobyć.

Zapowiada się ciekawie. Zobaczymy, jak rozwinie się akcja. W każdym razie przykułeś moją uwagę.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#6
(20-03-2015, 16:34)DiValldi napisał(a):
Rytuał

– Trakt prowadzi przez wioskę, tam z miejsca hołota ukamieniowałaby(ukamienowałaby – http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/ukamienowac;927.html) by(zbędne) mnie jak najpospolitszą hienę cmentarną.

Nieumarłe zwierze(zwierzę), które samo przyglądało się mrocznym symbolom już od roku, cieszyło się o wiele lepszą pamięcią od swojego pana.

Te u podstaw kopca odziane były w zbroje rycerzy(przecinek) a każdy z nich dzierżył dwuręczny miecz.(spacja)Chociaż nadgryzieni zębem czasu, wciąż prezentowali się imponująco.

W jednej chwili cały las padł w objęcia śmierci, i(zbędne) jedynie nekromanta ostał się z bijącym sercem.

W całej fascynacji swoim nowym oddziałem rycerzy śmierci,(bez przecinka) nieomal przegapił jeden nagi szkielet,(tu raczej też bez przecinka, ale nie mam pewności) stojący samotnie na szczycie kopca.

Satysfakcja ustąpiła miejsca szokowi i niedowierzaniu, gdy jego nowy oddział rozsypał się(przecinek) będąc już na wyciągnięcie ręki.

Radość, duma,(bez przecinka) oraz pycha, wszystko to rozwiało się w pył na wietrze.

W przebłysku szaleństwa, a być może geniuszu, pies odpowiedział najpewniejszym głosem(przecinek) na jaki był się w stanie zdobyć.

Specjalistów od nekromancji mamy tu najlepszych. Najpierw było opowiadanie Vetali. Wcześniej sądziłam, że temat jest mi obcy, pod wpływem jej tekstu zmieniłam zdanie. Teraz mamy początek twojego, który jest równie zachęcający. Tekst jest zabawny, inteligentny, z pazurem – psim:) zresztą. Czekam na ciąg dalszy.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Wróciłem, trochę to trwało. Mała przerwa od pisania a i z poprawkami się obijałem.

Zacznę ot tej angielskiej nazwy, opowiadanie na forum nazwałem necro w pliku mam podpisane piszczel, a sam plik to centurion kości. Nazwa raczej robocza bo i samo opowiadanie to taki poligon testowy.

O i wielkie dzięki za wszystkie poprawki. Sorki za obijanie się przy ich wprowadzaniu, ale rzadko ostatni siedziałem na forum i ogólnie przy pisaniu.

Warlocka dalej piszę i tej nazwy nie ruszę za Chiny Ludowe. Po prostu tak ma być i już, a fabularnie to jakoś wyjaśnię choćbym miał przy tym opku znieść jajo. :D

Jak dam radę to dziś wieczorkiem albo jutro wstawię następną część którejś z moich pseudo powieści.
[Obrazek: 12.jpg]
Odpowiedz
#8
Spodobało mi się, jak gładko kreujesz akcję, przez co cały fragment zrobił na mnie wrażenie jednolitego, bez wprowadzających niezrozumienie potknięć typu "aleocochodzi". Nie wydaję mi się też, abyś posłużył się zbyt dużą ilością opisów, dialogów czy jakichś autorskich metod pisania, które czasem się nieświadomie nadużywa. Ogólnie jest fajnie, tylko czy naprawdę tytuł musi mieć taki obcojęzyczny, jak "Warlock", wydźwięk? Oczywiście to twoja decyzja, ale on jakoś niezbyt wydaje się wpasowywać w całość. Wręcz jakby umniejszał nieco powagi twojemu tekstowi, a właśnie takie odniosłem wrażenie :-P
Odpowiedz
#9
Skromnie, ale stabilnie. Wydaje mi się, trzyma trochę cięższą tonację niż Warlock. Sam nie wiem, jak będzie to wyglądało na dłuższą metę. Zasadniczo – approvuje pomysł. Trudno mi cokolwiek złego powiedzieć. Może o tyle, że duet dwóch szkieletów, w którym liderem jest – uwaga – pies, to dość zjawiskowe połączenie i ... i nie mam bladego pojęcia, jak to będzie funkcjonować :D Haha! Chociaż to może bardziej zaleta, dobra siła napędowa dla całości, a nie wada :D

Generalnie – jak się wczytam głębiej, to będę sypał komplementy, ewentualnie nabijał na pal. Chwilowo czekam na zalążek fabuły właściwej ; )
Lubię Tytanica. Moim ulubionym bohaterem była góra lodowa.
Odpowiedz
#10
Nawet fajne, choć krótkie i tyle, bo co tu więcej o tym pisać?
Eorth znajduje się w tym miejscu gdzie śpią wszystkie smoki
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości