Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Sci-Fi Stalker wojny frakcji
#1
Witam wszystkich. Od ponad dwóch lat w wolnych chwilach skrobię opowiadanie w klimacie gry S.T.A.L.K.E.R. i chciałbym się z wami podzielić moją twórczością :)
Niżej wrzucam prolog a za jakiś czas dodam wstęp oraz pierwszy rozdział



Właśnie zaczął się kolejny atak sił Monolitu w Prypeci. Podpułkownik Matig wraz z towarzyszami wrócił z tajnej operacji schwytania czterech najważniejszych członków frakcji Monolit stacjonujących w mieście.
Matig był twardym i zaprawionym w bojach żołnierzem. Kiedyś służył w Korpusie Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych w randze podpułkownika. Obecnie jest na związany kontraktem z armią ukraińską. Oficjalnie jako Wojskowy Stalker, lecz nieoficjalnie, jako regularny oficer. Armia Ukraińska potrzebowała takich ludzi jak Matig z tak bogatym doświadczeniem bojowym.
Nie zamierzał wracać do świata zewnętrznego i tamtych problemów. Może przez to, że był nadal ścigany przez najemników w Afganistanie albo miał dosyć płacenia podatków i równie niepewnej przyszłości co tutaj. Gdy tylko nadano komunikat przez radio, że potrzebne jest wsparcie w Prypeci, zgłosił się na ochotnika. Zebrał swoich ludzi z fortu Jupiter i czym prędzej chciał się udać na pomoc. Miał też przejąć dowodzenie nad obroną miasta.
– Dobrze pana widzieć i pańskich ludzi całych i zdrowych. Mamy spory problem. Trzeba na nowo opracować plan obrony bloków. Powinności udało się dobrze zabunkrować na terenie szpitala. Są w stanie skutecznie chronić północną flankę.
– Was też dobrze widzieć kapitanie. Weźcie gdzieś tego świra. Ma pozostać przy życiu!
Podpułkownik zrzucił z siebie część wyposażenia i wszedł na piętro po starych zrujnowanych schodach. Gdzieniegdzie widać było spod betonu wystające druty zbrojeniowe, lecz konstrukcja nadal wydawała się być solidna. W jednym z pomieszczeń na górze pralni mieścił się tymczasowy sztab. Pomieszczenie było największe w tym budynku i z tego względu wybór padł akurat na ten pokój. Znajdowało się tutaj wcześniej sporo złożonych starych stolików i biurek oraz krzeseł z lat 80 ubiegłego wieku. Mimo sporej warstwy kurzu, nadal nadawały się do użytku. Złączono je i rozłożono mapy. Na mapach leżały kredki, którymi zaznaczano pozycje własnych wojsk, przeciwnika oraz kontrolowanych terenów. Tuż przy drzwiach stał mniejszy stolik a na nim między innymi radiostacja wojskowa. W trakcie narady oficerskiej przez radiostację słychać było wzywanie o pomoc. Ledwo dało się zrozumieć słowa, ponieważ żołnierz był mocno przerażony. Słychać było także odgłosy wystrzałów z broni automatycznej.
– Monolit... Monolit ... Wszędzie pełno fanatyków... Wyłażą jak spod ziemi ... Aaaaa! ... Gińcie! ...
– Towarzysze oficerowie, chwytać za broń. Nasi mają kłopoty na osiedlu. – Krzyknął Matig, rzucając kredki i jako jeden z pierwszych wybiegając z pomieszczenia. Za sobą słyszał odgłos wojskowych butów. Reszta biegła za nim. Nie miał chwili do stracenia. Czym prędzej zbiegł po schodach i udał się pod ścianę tuż pod schodami, żeby zebrać pozostawiony wcześniej sprzęt. Gdy zakładał na głowę hełm oraz przewieszał broń, dostrzegł, jak do pralni wchodzi patrol Wojskowych Stalkerów. Przekazał dowódcy grupy, że idzie razem z nim i resztą wojskowych bronić bloków w bliskim sąsiedztwie ich bazy. Pomimo zmęczenia, Wojskowi Stalkerzy potwierdzili rozkaz szczękiem odbezpieczanej i przeładowywanej broni.
Monolit chciał odbić Puszkina. To właśnie jego schwytano. Pełnił ważną rolę w hierarchii swojej frakcji.
Z tego też powodu w tym rejonie przeciwnik skoncentrował sporą część swoich sił. Strzelec wyborowy na jednym z dachów bloku strzelał niemalże ogniem ciągłym ze swojego SWD. Zaczynało mu powoli brakować amunicji. Stracił koncentrację i wiele razy chybiał, klnąc przy tym na wszystko na czym świat stoi. Kwestią czasu było, kiedy linia obrony by padła. Zostaliby odcięci od Powinności i jakiejkolwiek drogi ucieczki. A wtedy Monolit bez trudu wyeliminowałby zagrożenie ze strony armii ukraińskiej. Wsparcia już nie otrzymają. A przynajmniej nieprędko. Podpułkownik musiał skutecznie zarządzać siłami, którymi obecnie dysponuje i minimalizować straty w ludziach i sprzęcie. Śmierć każdego wojskowego jest wielką stratą. Pododdział Matiga ruszył na ratunek, a tuż za nim dziesięciu ludzi. Teren przy pralni był stosunkowo bezpieczny, jeszcze, i mogli bez większego trudu zająć dogodne pozycje przy fasadach budynków. Nim weszli do danego budynku, poinformowali przez radio załogę, żeby przypadkiem ich nie ustrzelili, że idą swoi. Wcześniej przed atakiem przygotowano kilka improwizowanych ładunków wybuchowych IED. Jeden z broniących żołnierzy zszedł na dół po ludzi podpułkownika i przeprowadził ich przez zaminowaną klatkę schodową. Gdy tylko weszli na wyższe pietra, natychmiast zajęli pozycje, by wesprzeć swoich towarzyszy. Strzelec karabinu maszynowego cały czas prowadził ogień do nacierający fal nieprzyjaciela. Obserwator i jednoczenie ładowniczy podawał mu co i rusz nowe pozycje do ostrzelania. Kapral Pietruszkim w pewnym momencie już nie wiedział do czego strzelać, więc strzelał gdzie popadnie. Szeregowy Andriej Tiemiaszko odepchnął go od karabinu PK i zajął jego miejsce. Kapral musiał chwilę odsapnąć. Przemęczenie i brak snu daje o sobie znać. Stary czerwony dywan oraz podłoga był cały zasypany łuskami oraz elementami taśmy nabojowej. Pociski wystrzeliwane przez PK skutecznie zatrzymywały marsz fanatyków, ale mimo to, nadal było ich zbyt wielu. Krajobraz za oknem stawał się z każdą chwilą coraz bardziej ponury. Światło słoneczne tego dnia też miało problem, żeby przebić się przez ciężkie ciemne chmury.
Obrońcy zdawali sobie sprawę, że w ataku uczestniczy przynajmniej trzydziestu albo czterdziestu fanatyków. Marsz Monolitu jednocześnie wyglądał imponująco jak i zarazem przerażająco. Ukazywał on jedynie mały procent tego, czym fanatycy faktycznie dysponowali. Sierżant Warczuk, który był strzelcem wyborowym, zauważył, jak pocisk wystrzelony przez granatnik przeciwpancerny uderzył w obok stojący blok. Trafienie było bezpośrednie w pozycje wojskowych. Zaraz po wybuchu rozległy się jęki oraz krzyki rannych ludzi. W głębi duszy już wiedział, że tym osobom nie da się pomóc. Kilka sekund później wyciągnął pusty magazynek ze swojego karabinu i załadował przedostatnie pełne pudełko. Karabin maszynowy Pietruszkina po przeładowaniu po raz kolejny zaczął uprzykrzać życie nacierającym. Przykuli też tym swoją uwagę bojowników Monolitu. Trzy dni wcześniej właśnie tutaj, na pierwszym piętrze, wzmocniono pokój workami z piaskiem. Mimo swojej grubości, płyty betonowe pod naporem mocno skoncentrowanego ostrzału w końcu by przestały spełniać swoją role. Lecz mimo takiej ochrony, załoga nie czuła się bezpiecznie. Szeregowy Tiemiaszko wyrzucił przez okno trzy odbezpieczone granaty F-1. Gdy tylko wybuchły, dało się usłyszeć wrzaski rannych. Widocznie ktoś musiał być w polu rażenia granatu i oberwać odłamkami. Szeregowy uśmiechnął się pod nosem. Po chwili w pokoju pojawił się podpułkownik Matig. Spytał się wojaków, jak wygląda sytuacja i morale. Odpowiedzieli mu, że beznadziejnie, a siły Monolitu nie maleją. Przez radio nakazał jednej z sekcji skierować się do bloku, w którym chwilę wcześniej rozległ się wybuch. Podpułkownik rozejrzał się jeszcze po pokoju. Na starym tapczanie zauważył jeszcze pięć pudełek do PK. Podszedł do okna i zaczął strzelać ze swojego karabinku SCAR. W kolimatorze wyszukiwał celów, do których mógłby strzelać. Jeden z fanatyków dostał w głowę, która eksplodowała od pocisku kalibru 7,62mm. Kilku specjalnie ranił tak, żeby się męczyli przed śmiercią. Po wystrzeleniu całego magazynka, schował się i oparł o ścianę. Przeładował broń, lecz na chwilę przed wstaniem jeszcze raz spojrzał na umeblowanie i wystrój pomieszczenia. Na regale po jego prawej stronie widać było stare książki, zastawę oraz inne drobiazgi. Tuż koło tapczana stał stary stolik nocny a na nim kubek z dawno zaschniętą kawą. Nad łóżkiem wisiał obraz z modlącymi się dziećmi. Można było wywnioskować, że rodzina zamieszkująca tutaj czciła Boga. W tym samym monecie, w którym patrzył na obraz, wpadło kilka wystrzelonych kul przeciwnika. Przypadkowa kula trafiła właśnie w ten wiszący obraz. Spadł na ziemię. Jedna z modlących się dziewczynek dostała centralnie w głowę. Widok był przerażający. Mimo wszystko cieszyło go to, że to był tylko obraz, a nie żywa istota. Przykucnął ponownie przy oknie i po wystrzeleniu kolejnego magazynka dał znać przez radio Wojskowym Stalkerom, żeby wysunęli swoje pozycje nieco dalej. Natarcie Monolitu wyraźnie słabło. Marzyło mu się ponowne utworzenie posterunku w nieopodal zlokalizowanym warzywniaku oraz księgarni. Księgarnia była dosyć daleko wysuniętym punktem, ale zarazem też dogodnym miejscem do obrony. Kilka dni temu owe budynki należały jeszcze do wojska, lecz obecnie kontrolę przejęli fanatycy. Kilka sekund po otrzymaniu rozkazu Stalkerzy zajęli wyznaczone pozycje. Mieli nacierać dalej. Zapewnił ich, że mają wsparcie w postaci obsługi karabinu maszynowego. Grupa nacierająca była już w połowie drogi do warzywniaka, kiedy rozległ się trajkot broni maszynowej. Dwóch Stalkerów zostało rannych. Pozostali zalegli i starali się schować za jakąkolwiek przeszkodą terenową. Jedni chowali się za wystającymi krawężnikami, a inni za wrakiem starej Wołgi. Chcieli odciągnąć rannych towarzyszy, ale ogień nieprzyjacielski im to utrudniał. Pod jednym z rannych wojaków była już całkiem pokaźna kałuża krwi. Druga osoba wyciągała ręce w stronę kompanów, żeby pomogli, lecz nic nie mogli zrobić. Wszystkich sparaliżował strach. Matig dostrzegł całe zajście przez swój kolimator. Osoba, która dostała, to dowódca tutejszych Wojskowych Stalkerów. Wycofał się z pokoju i czym prędzej wybiegł z budynku. Schodząc na dół, uważał na improwizowane ładunki. Gdy już znalazł się przed blokiem, wyczekał na odpowiedni moment, w którym strzelcowi skończy się amunicja i podbiegnie do nacierających żołnierzy. Kilka sekund później KM ucichł. Spanikowani postanowili się wycofać, a Matig zdążył podbiec. Przeładowywanie jeszcze się nie skończyło, więc był w stanie także odciągnąć rannego wojaka. Po podbiegnięciu do ciała, sprawdził je i ocenił stan. Osoba nadal żyła. Złapał za uchwyt przy kombinezonie pancernym i ciągnął do tyłu. Karabin trzymał przed sobą w razie, gdyby przyszło mu walczyć. Parę przypadkowych pocisków zatrzymało się na karoserii samochodu. W tym czasie Matig odciągnął rannego żołnierza. Zdjął rannemu hełm z głowy. Magda tylko zagryzła zęby z bólu. Nie minęła minuta, a tuż pod nią było coraz więcej jej własnej krwi. Drogą radiową kazał wesprzeć ich ogniem maszynowym, żeby w tym czasie mogli się wycofać. I nagle rozległa się kanonada. Podpułkownik przewiesił przez siebie ranną kapitan i czym prędzej ruszył do pozycji wyjściowych wojska. Biegł ile sił w nogach. Minął pozycje obronne i biegł dalej do pralni. Każda sekunda była teraz na wagę złota. Towarzysze cały czas strzelali ogniem zaporowym. Moment, w którym minął linię swoich pozycji, ogień żołnierzy stracił na intensywności. W końcu dobiegł do pralni. Wojskowi siedzący wewnątrz, zauważyli go przez wizjer w drzwiach i tuż przed nim otworzyli solidne metalowe wrota. Wykonane były ze stali i żeby je otworzyć potrzeba było jednego rosłego chłopa. Zardzewiałe zawiasy nie ułatwiały tego zadania. Matig natychmiast wezwał medyka. Pojawił się porucznik Rogocew i od razu wziął się za wstępną analizę medyczną rannej Stalkerki. Miała przestrzelone udo oraz lewy bok. Pocisk złamał przy tym dwa żebra. Bandażem owinął ranę, żeby się dalej nie wykrwawiała i czym prędzej została przeniesiona na noszach do pomieszczenia, w którym mieścił się lazaret. Było to kiedyś pomieszczenie gospodarcze wyłożone zielonymi płytkami na ścianach i brązowymi na podłodze. Ceramikę łatwiej utrzymać w czystości. Sprzęt medyczny taki jak leżanka albo stół operacyjny zdobyto odległego 200 metrów dalej szpitala. Podpułkownik ostrożnie zdjął z kobiety kombinezon pancerny Bułat. Medyk w tym czasie przygotowywał sie do zabiegu usunięcia ołowiu z jej ciała. Narzędzia chirurgiczne zawsze miał czyste i zdezynfekowane, gotowe natychmiast do użycia. Założył też lateksowe rękawiczki i przystąpił do operacji. Matig w tym czasie aż siadł przy ścianie z wrażenia. Było mu bardzo duszno, więc zdjął hełm oraz rozpiął część swojego kombinezonu. Gdy nieco emocje mu opadły, wstał i wyszedł z lazaretu. Pomieszczenie obok stanowiło pokój koszarowy. Ustawiono tutaj kilka łóżek piętrowych oraz skrzynie z zapasami. Część żołnierzy odpoczywała, a inna część zajmowała się czyszczeniem broni albo jedzeniem. Kula w udzie dziewczyny przeszła na wylot, więc porucznik Rogocew oczyścił ranę, a następnie ją zaszył. Wyżej czekało go o wiele więcej trudu. Musiał najpierw peanami zlokalizować metal a następnie go wyjął. Wypływająca krew utrudniała wydobycie odłamków bądź całego pocisku. Widział, że sprawia dziewczynie sporo bólu, ale to wszystko dla jej dobra. Przesuwając peany, trafił na metal. To musiało być to. Ścisnął metal w szczypcach i ostrożnie zaczął wyciągać z ciała. Z wnętrza Magdy wyciągnął spłaszczony pocisk kalibru 5,56mm, po czym wrzucił go do miseczki. Zrobił jeszcze jej zastrzyk z antybiotykiem i dokończył opatrywanie rany. Straciła sporo krwi, ale będzie żyć. Rogocew zdjął rękawiczki i wyrzucił je do kosza obok. Chwycił za miseczkę i chciał pokazać to Matigowi. Był w pomieszczeniu obok. Siedział na skrzyni.
– Panie pułkowniku, operacja zakończona powodzeniem. Ale jest jedno ale. Kapitan straciła sporo krwi i dobrze by było ją ewakuować do Kordonu. Tam mają o wiele lepszy sprzęt. Mogą mieć nawet artefakty, które uratowałyby jej życie.
– Skontaktuję się z pułkownikiem Liewandowskijim. Może uda mu się przysłać jakąś maszynę... Potrzebujecie może jeszcze jakichś zapasów medycznych?
– Szczególnie potrzeba nam bandaży oraz środków przeciwbólowych. Reszta jeszcze jest...
Matig starał się wywołać kwaterę główną przez radio. Po dziesięciu minutach próby w końcu mu się udało. Opisał stan żołnierza, który wymagał natychmiastowej opieki medycznej. Dodatkowo chciał zabrać jeszcze dwóch najbardziej rannych ludzi. Po trzy osoby prędzej przylecą, niż po jedną. Liewandowskij niechętnie, ale postanowił wysłać maszynę z zapasami oraz sześcioma dodatkowymi ludźmi z zaopatrzeniem. Śmigłowiec miał być za godzinę. W tym czasie musieli przygotować rannych do natychmiastowej ewakuacji. Dwóch żołnierzy zostało natychmiast zabranych na dach. Matig z Rogocewem najpierw sprawdzili stan Magdy. Była przytomna. Zaczynała się pojawiać gorączka oraz ogólne osłabienie ciała. Oficerowie spytali ją, czy jest w stanie, opierając się o nich iść. Odparła, że chyba tak. Ostrożnie ją podnieśli i trzymali tak, żeby przypadkiem nie dotknąć rany. Dostała zastrzyki przeciwbólowe miejscowo, ale mimo to mogło nadal boleć. Powolnymi krokami i na spokojnie dostali się na dach. Wejście po drabinie było dla niej trudne, ale idący za nią podpułkownik, pomagał jej. Śmigłowiec miał być za parę minut. Dziewczyna miała coraz bardziej błędny wzrok. Traciła kontakt z rzeczywistością. W oddali nadal było słychać strzały. Oficer chciał, żeby teraz przypadkiem nie wyszedł na dach jakiś fanatyk z RPG-7 i nie zechciał strzelać do śmigłowca. Można było już dostrzec nadlatujący helikopter. Maszyna z każdą chwilą była coraz bliżej, aż w końcu znalazła się na wysokości pralni. Powoli osiadł w wyznaczonym miejscu na dachu, który wydawał się najbardziej solidny. Żołnierze natychmiast wyskoczyli z wnętrza maszyny, wzięli skrzynki z zaopatrzeniem oraz pomogli rannym. Matig zamierzał zabrać się razem z nimi do Kordonu. Żaden z obecnych żołnierzy na dachu się nie sprzeciwiał. Wiedział, że zaraz tutaj znowu trafi, ale gdyby jego przyjaciółka umarła, to wolałby być przy niej. Inaczej by sobie tego nie wybaczył. Dach budynku ledwo wytrzymał. Musieli czym prędzej wystartować. Pilot nie gasił silnika, dodał tylko mocy i Mi-24 uniósł się do góry. Stan Magdy pogarszał się. Czuła jak mdleje. Przez głowę przeszły jej wszystkie myśli i wspomnienia od dziecka, aż do teraz...
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Zrób proszę edycję tego tekstu. Popatrz, jak wyglądają inne teksty i w taki sam sposób wygładź swój. Wcięcia robimy tagiem [p.] (bez kropki). Taki blok czyta się ciężko.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#3
(16-03-2015, 22:30)matig napisał(a): Prolog

Podpułkownik Matig wraz z towarzyszami wrócili(lepiej 'wrócił') z tajniej(tajnej) operacji schwytania czterech najważniejszych członków frakcji Monolit stacjonujących w mieście.

Matig jest(niepotrzebna zmiana czasu, lepiej 'był') twardym i zaprawionym w bojach żołnierzem.

Kiedyś służył w Korpusie Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczoncych (Zjednoczonych) w randze podpułkownika.

Obecnie jest na związany(na stałe?) kontraktem z armią (u)Ukraińską.

Oficjalnie jako Wojskowy Stalker(dlaczego z dużych liter?), lecz nie oficjalnie(nieoficjalnie, zbędny przecinek), jako regularny oficer.

Może przez to, że był nadal ścigany przez najemników w Afganistanie,(zbędny przecinek) albo miał dosyć płacenia podatków i równie niepewnej przyszłości,(zbędny przecinek) co tutaj.

Zaraz po przybyciu z kompanami do pralni i ze schwytanym fanatykiem na garbie jednego z żołnierzy(a co to takiego?), został powitany przez tamtejszych oficerów.

– Was też dobrze wiedzieć(widzieć) kapitanie.

Weźcie gdzieś tego świra.(tak nie mówi dowódca – tego świra zamknijcie albo jakoś tak, ale nie 'weźcie gdzieś')

Podpułkownik zrzucił z siebie część swojego(zbędne) wyposażenia i wszedł na piętro po starych zrujnowanych schodach.

Gdzie niegdzie(Gdzieniegdzie) widać było spod betonu wystajace(wystające) druty zbojeniowe(zbrojeniowe), lecz konstrukcja nadal wydawała się być solidna.

Pomieszczenie było największym(napisałabym olbrzymie albo duże – jeśli piszesz, że było 'największe' to trzeba dodać 'ze wszystkich w jednostce czy w budynku') i z tego względu wybór padł akurat na ten pokój.

Znajdowało się tutaj wcześniej(szyk – Wcześniej znajdowało się...) sporo złożonych starych stolików i biurek oraz krzeseł z lat 80 ubiegłego wieku.

Mimo sporej warstwy kurzu, nadal nadawały siędo(się do) użytku.

Tuż przy drzwiach stał mniejszy stolik(przecinek) a na nim stała(zbędne) radiostacja wojskowa.

– Towarzysze oficerowie, łapać(chwytać) za broń. (zbędne wcięcie) – Krzyknął Matig(przecinek) rzucając kredki i jako jeden z pierwszych wybiegając z pomieszczenia.

Gdy zakładał na głowę hełm,(zbędny przecinek) oraz przewieszał broń, dostrzegł(przecinek) jak do pralni wchodzi patrol Wojskowych Stalkerów.

Powiedział(przekazał dowódcy, poinformował dowódcę) dowódcy grupy, że idzie razem z nim i resztą wojskowych bronić bloków w bliskim sąsiedztwie ich bazy.

Z tego też powodu w ten rejon(w tym rejonie) przeciwnik skoncentrował sporą część swoich sił.

Zaczynało mu powoli brakować amunicji. Brakowało mu skoncentrowania (Stracił koncentrację) wyznaczonego celu(zbędne) i wiele razy chybiał(przecinek) klnąc przy tym(wszystko?) na czym świat stoi.

Zostali by(Zostaliby) odcięci od Powinności i jakiej kolwiek(jakiejkolwiek – co to za słowo 'kolwiek') drogi ucieczki.

A wtedy Monolit bez trudu wyeliminowałby zagrożenie ze strony armii (u)Ukraińskiej.

A przynajmniej nie prędko(nieprędko).

Pododdział Matiga ruszył na ratunek(przecinek) a tuż za nim dziesięciu ludzi.

Gdy tylko weszli na wyższe pietra, od razu udali się, by zająć pozycje strzeleckie(natychmiast zajęli pozycje, by wesprzeć...) i wesprzeć swoich towarzyszy.

Strzelec karabinu maszynowego cały czas strzelał do nacierający(ch) fal nieprzyjaciela. (logiczne, że zadaniem strzelca było strzelanie – 'Strzelec karabinu maszynowego ani na moment nie przerwał ognia w kierunku nacierających...' lub jakoś tak)

Kapral Pietruszkim w pewnym momencie już nie wiedział(przecinek) do czego strzelać, więc strzelał[b](walił na oślep?)(przecinek)[/b] gdzie popadnie. Szeregowy Andriej Tiemiaszko odepchnął go od karabinu PK i sam zaczął strzelać.

Przemęczenie i brak snu daje(zmiana czasu) o sobie znać.

Marsz Monolitu jednocześnie wyglądał imponująco jak i za razem (zarazem czyli jednocześnie) przerażająco.

Zaraz po wybuchu rozległ się jęk oraz krzyk(rozległy się jęki oraz krzyki, ponieważ odnosisz to do dużej liczby rannych – to nie mógł być jeden wspólny krzyk ani jęk w tym samym momencie) rannych ludzi.

Trzy dni wcześniej właśnie tutaj, na pierwszym piętrze(przecinek zamykający wtrącenie) wzmocniono pokój z worków(workami, bo wyszło, jakby pokój był z worków) z piaskiem.

Mimo swojej grubości(przecinek) płyty betonowe pod naporem mocno skoncentrowanego ostrzału w końcu by przestały spełniać swoją role.

Spytał się(Zapytał lub spytał bez 'się') wojaków, jak wygląda sytuacja i morale.

Kilku specjalnie ranił tak, żeby się męczyli(Zbędne okrucieństwo nierealne podczas bitwy – zamiast tłuc wrogów, będziesz zastanawiał się, jak trafić, żeby się jeszcze pomęczyli?) przed śmiercią.

Można było wywnioskować, że byłą to iście religijna rodzina.

W tym samym monecie, w którym patrzył na obraz, wpadło kilka wystrzelonych kul przeciwnika. Jedna z kul trafiła właśnie w ten wiszący obraz. Spadł na ziemię. Jedna z modlących się dziewczynek dostała centralnie w głowę.

Pozostali zalegli i starali się schować za jaką kolwiek(jakąkolwiek) przeszkodą terenową.

Osoba, która dostała, jest dowódcą(to dowódca) tutejszych Wojskowych Stalkerów.

Spanikowani postanowili się wycofać(przecinek) a Matig zdążył podbiec.

Moment(przecinek) w którym minął linię swoich pozycji, ogień żołnierzy stracił na intensywności.

Wykonane były ze stali i żeby je otworzyć(przecinki przed i po) potrzeba było jednego rosłego chłopa.

Matig natychmiast wezwał medyk(a).

Część żołnierzy odpoczywała, a inna część zajmowała się czyszczeniem broni,(zbędny przecinek) albo jedzeniem.

Kula w udzie dziewczyny przeszła na wylot, więc porucznik Rogocew oczyścił ranę(przecinek) a następnie ją zaszył.

Musiał najpie®w peanami zlokalizować metal(przecinek) a następnie go wyjąć.

Wypływająca krew utrudniała wydobycie odłamków,(zbędny przecinek) bądź całego pocisku.

Widział, że sprawia dziewczynie sporo bólu, ale to wszystko ja(dla) jej dobra.

Przesuwając peany(przecinek) trafił na metal.

Zaczynała się jej robić(zbędne) gorączka oraz ogólne osłabienie ciała.

Oficerowie spytali się jej, czy jest w stanie(przecinek) opierając się o nich(przecinek) iść.

Ostrożnie ją podnieśli i brali tak(i trzymali), żeby przypadkiem nie dotknąć rany.

Wejście po drabinie było dla niej trudne, ale idący za nią podpułkownik,(bez przecinka) pomagał jej.

Oficer chciał(pragnął, myślał tylko o tym), żeby teraz przypadkiem nie wyszedł na dach jakiś fanatyk z RPG-7 i nie zechciał strzelać do śmigłowca.

Powoli osiadł(a) w wyznaczonym miejscu na dachu, który wydawał się najbardziej solidny.

Żołnierze natychmiast zeskoczyli z maszyny, wzięli skrzynki z zaopatrzeniem,(bez przecinka) oraz pomogli rannym.

Czuła(przecinek) jak mdleje (Czuła, że za moment zemdleje.).

Nie bardzo chcę się wymądrzać na temat zawartości tekstu, nie grywam w gry i nic mi nie mówi słowo 'powinności' w tym przypadku. Tekst nie jest napisany źle, choć zdarzyły się zdania dziwne. Ten cały opis nie wywołał grozy, dopiero sytuacja z Magdą, była odrobinę bardziej emocjonalna. Staraj się nie zmieniać czasów w tekście, to nie brzmi dobrze.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#4
Jak najbardziej zdaje sobie z tego sprawę, że literówki i błędy językowe się zdarzają. Mogę się jedynie uderzyć w pierś i bardziej dokładnie czytać swój tekst. Powinność, czy Wojskowi Stalkerzy celowo jest napisane z dużej litery, ponieważ są to nazwy frakcji. Dalej jak mam opisaną współpracę z Powinnością, wyjaśniłem kim oni są, co robią i jakie mają poglądy na temat Zony i ludzi z innych frakcji.
Poprawki za chwilę zostaną naniesione i wrzucę kolejny fragment mojego tekstu.
Odpowiedz
#5
Jako miłośnik Metra 2033 i 2034 oraz całego projektu Uniwersum, nie mogłem się powstrzymać od kilku uwag, również merytorycznych.

Przede wszystkim, moim zdaniem tekst jest napisany chaotycznie. Ciężko przez to wczuć się w klimat gdyż od początku rzucasz czytelnika w sam środek akcji. Jak dla mnie jest to nieco przytłaczająca jak na prolog. Gdzie jakiś wstęp, zaciekawienie czytelnika? Tutaj od pierwszego akapitu wrzucani jesteśmy praktycznie w sam środek walk, których przebieg jest dla mnie zupełnie niejasny. Kto i do kogo strzela – musiałbym sobie chyba w tabelce rozpisać;)

Ale rozumiem, że taki przyjąłeś styl i temat. Dla mnie osobiście we wszystkich powieściach tego typu dużo ciekawsze jest tło historii, przemyślenia bohaterów i ich zmagania z rzeczywistością. A to ile podpułkownik wystrzeli amunicji i czy ubierając się założył hełm czy kamizelkę to dla mnie rzecz drugorzędna;) Dlatego dużo bardziej cenię np "Korzenie niebios" niż fatalne moim zdaniem "Dziedzictwo przodków" czy przeciętna fabułę w "Piterze" – chociaż tutaj akurat książka jest napisana fajnym stylem.

Ale jeżeli już chcesz iść w ten mocno wojskowy klimat, to postaraj się nieco spowolnić akcję, dołożyć starań do opisu lokalizacji i niejako "namalowania" nam pola bitwy.
Odpowiedz
#6
Dużo krótkich zdań daje efekt bardzo szybko pędzącej akcji, co ze szczegółowymi opisami wydarzeń tworzy mały zdaniowy chaos. Z takich fragmentów porobiłeś ściany tekstu, w których z opisu czegoś małostkowego w pierwszym zdaniu, w drugim przedstawiasz już coś zgoła innego i tym sposobem niektóre części sprawiają naprawdę chaotyczne wrażenie.
Czyli powiedziałbym, że przydałoby się więcej akapitów. Do tego może trochę więcej dłuższych zdań, w chwilach, gdy jest akcja się uspokaja i dopiero krótkie, kiedy naprawdę dużo się dzieje?

Oprócz tego ktoś, kto nie grał w Stalkera może mieć problemy z wyobrażeniem sobie miejsca akcji. Nie musi wiedzieć o Zonie, tajemniczym Monolicie i innych frakcjach czy w ogóle zdawać sobie sprawę z mrocznego, ponurego klimatu Zony, o jej niebezpieczeństwach, strasznych zwierzątkach, chodzących trupach czy falującym powietrzu, w które lepiej nie wchodzić. Naprawdę można o tym sporo napisać i tą atmosferą wciągnąć czytelnika, przy okazji tłumacząc co nieco przedstawionego świata. Taka tylko moja dygresja :P
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Oczywiście fajnie, że przedstawiacie swoje zdanie i wskazujecie moje błędy, co dla mnie działa jedynie konstruktywnie i zmusza mnie do pisania i redagowania starszego tekstu, tak, żeby był o wiele ciekawszy :)
Jednak na swoją małą linię obrony dodam, że jest to jedynie prolog, czy też próbka tekstu. Docelowo głównym bohaterem ma być Magda, a bohaterami pobocznymi, z których punktu widzenia także piszę, czyli Matig a w dalszej części inna zupełnie postać, którą jest bojownik Wolności. Zaraz po tym, jak Magda traci przytomność jest wstęp przedstawiający kilka lat z życiorysu dziewczyny i to, jak trafiła do Zony. Nie ma sensu w prologu przedstawiać całego mechanizmu i praw, jakimi rządzi się Zona, tylko w trakcie dalszego czytania jest to wszystko wyjaśnione. Są też opisy używanych artefaktów, anomalii, a nawet mutanty, z którymi muszą się zmierzyć. :)
Odpowiedz
#8
Dobra, powiem krótko – brzmi jak Mr.Tank. Dokładnie te same problemy (wszystko na szybko, po łebkach w dwóch zdaniach załatwiane opisy akcji, które mogłyby zająć po kilka stron itd. itp. – czyta się jak streszczenie, nie powieść/opowiadanie) a podczas czytania mózg uszami wypływa.

Nie zdziwiłbym się gdyby to było multikonto. Zresztą, porównajcie sobie z jego Eskalacją. Różnica tylko taka, że tam są głównie dialogi, ale ogólnie czyta się podobnie.
[niedozwolony link]
Odpowiedz
#9
(18-03-2015, 20:18)Vercenvard napisał(a): Dobra, powiem krótko – brzmi jak Mr.Tank. Dokładnie te same problemy (wszystko na szybko, po łebkach w dwóch zdaniach załatwiane opisy akcji, które mogłyby zająć po kilka stron itd. itp. – czyta się jak streszczenie, nie powieść/opowiadanie) a podczas czytania mózg uszami wypływa.

Nie zdziwiłbym się gdyby to było multikonto. Zresztą, porównajcie sobie z jego Eskalacją. Różnica tylko taka, że tam są głównie dialogi, ale ogólnie czyta się podobnie.

Nieee. Żeby od tanka wyszła jakakolwiek narracja, musiałby bardzo fortunnie upadać na klawiaturę. Wiele, wiele razy. Najlepiej bity czymś ciężkim i ostrym przez opasłego tresera niewolników.

Jeśli o Ciebie, matig, chodzi – musisz się jeszcze sporo nauczyć.

Zdrowo jest czasem pomyśleć o pisaniu jak o sztuce sprzedaży. Oba te talenty są bardzo podobne. W jednym i drugim masz swój produkt i twoim zdaniem jest jak najlepiej wcisnąć go szaremu Kowalskiemu. A najlepiej sprawić, aby wrócił po więcej. Ja jestem czytelnikiem. Mam to kupić. Nie jesteś tu dla siebie. Dla czerpania radości z bycia sprzedawcą. Oczywiście nic w tym złego, jeśli czerpiesz z tego radość. Pod warunkiem oczywiście, że twój produkt się sprzedaje. Podstawowym jednak zadaniem twojej działalności jest dotarcie do mnie. Jeśli towar nie schodzi – żaden z ciebie sprzedawca.

Wchodzę do twojego sklepu obuwniczego, którym jest twoja pisanina. Jestem chętny na zakupy. Naprawdę, naprawdę, w ten środowy wieczór potrzeba mi jakiś rewelacyjnych butów. Zakładam ręce na piersi, patrzę ci w głęboko oczy i czekam, co mi zaproponujesz. Twój ruch. Przekonaj mnie.

Twoim jednym, jedynym celem jest wywołać we mnie potrzebę. Niezależnie, czy pomysł na buty jest stary. Czy są niemodne. Musisz wywołać we mnie potrzebę zdobycia ich – a w tym przypadku potrzebę czytania DALEJ. Po to właśnie są prologi – masz mnie nim zachęcić, abym potrzebował mieć ze sobą ten tekst dłużej niż 3 minuty. Masz mnie ZAINTERESOWAĆ. SKUSIĆ na twój produkt. Po trzech minutach musisz kupić sobie kolejne siedem. Musisz wydzierać ode mnie czas. Sprawiać, abym ci go oddał, a ty – abyś mógł mnie dalej przekonywać. I tak do czasu, aż nie podejmę ostatecznej decyzji. Jeśli to kupiłem i chcę z tym jechać do końca – wygrałeś.

Więc powinieneś pokazać mi kolekcję.
Powiedzieć, że laski na takie buty lecą (że tekst bawi).
Że pasują do mnie (stworzyć postać, z którą się utożsamię, której będę kibicował).
Że warto je mieć (że warto iść dalej)!

Ty natomiast nie pokazujesz mi kolekcji. Widzę w oddali kilka par butów, które mogłyby mnie zainteresować. Ale ciągniesz mnie dalej! Nie przyjrzałem się, nie widzę dokładnie! Ale szarpiesz mnie!

Nie próbujesz mi tego sprzedać. Rzucasz mi tylko kolejne buty na twarz, jakbyś chciał pokazać "patrz! mam buty! dużo butów!". Nie dajesz mi żadnych pretekstów, abym chociaż trochę chciał je mieć.

I paradoksalnie, co jest zupełnie zjawiskowe i nietypowe – najwięcej czasu poświęcasz światu, który – UWAGA – nawet nie jest twój.
Lubię Tytanica. Moim ulubionym bohaterem była góra lodowa.
Odpowiedz
#10
(16-03-2015, 22:30)matig napisał(a): Witam wszystkich. Od ponad dwóch lat w wolnych chwilach skrobię opowiadanie w klimacie gry S.T.A.L.K.E.R. i chciałbym się z wami podzielić moją twórczością :) (nie znam tej gry, nie jestem fascynatem gier, a zatem nic mi to nie mówi :P )
Niżej wrzucam prolog a za jakiś czas dodam wstęp oraz pierwszy rozdział. ('prolog', 'wstęp' – i co jeszcze? Prolog już jest wstępem!)

Prolog
Kiedyś służył w Korpusie Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczoncych (Zjednoczonych) w randze podpułkownika. Obecnie jest na (zbędne) związany kontraktem z armią Ukraińską. Oficjalnie jako Wojskowy Stalker, lecz nie oficjalnie, (zbędny przecinek – Ja cię kręcę: nie naniosłeś jeszcze poprawek? No to nie będę sprawdzał, czy nie powtarzam uwag innych. Będziesz miał więcej roboty.) jako regularny oficer. Armia Ukraińska (małą literą – to nie jest nazwa własna) potrzebowała takich ludzi jak Matig z doświadczeniem bojowym.

Może przez to, że był nadal ścigany przez najemników w Afganistanie, (zbędny przecinek) albo miał dosyć płacenia podatków i równie niepewnej przyszłości, co tutaj.

Zaraz po przybyciu z kompanami do pralni i ze schwytanym fanatykiem na garbie jednego z żołnierzy (że co?), (zbędny przecinek) został powitany przez tamtejszych oficerów.

Powinności (jakie powinności? – dopiero dwa akapity dalej dowiadujemy się, że to nazwa jednostki; takie nazwy trzeba wprowadzić, a nie rzucasz nimi i niech czytelnik się martwi) udało się dobrze zabunkrować na terenie szpitala.

– Was też dobrze wiedzieć (widzieć) (przecinek) kapitanie.

Podpułkownik zrzucił z siebie część swojego wyposażenia i wszedł na piętro po starych (przecinek) zrujnowanych schodach. Gdzie niegdzie (Gdzieniegdzie) widać było spod betonu wystajace (wystające) druty zbojeniowe (zbrojeniowe), lecz konstrukcja nadal wydawała się być solidna. W jednym z pomieszczeń na górze pralni mieścił się tymczasowy sztab. Pomieszczenie było największym (Było największe – unikamy tym samym powtórzenia słowa 'pomieszczenie') i z tego względu wybór padł akurat na ten pokój. Znajdowało się tutaj wcześniej sporo złożonych (szyk: "Wcześniej znajdowało się tutaj sporo złożonych" albo "Znajdowało się tutaj sporo wcześniej złożonych) starych stolików i (zamienić na przecinek) biurek oraz krzeseł z lat 80 (słownie) ubiegłego wieku. Mimo sporej warstwy kurzu, (zbędny przecinek) nadal nadawały siędo (się do) użytku.

Tuż przy drzwiach stał mniejszy stolik (przecinek) a na nim stała radiostacja wojskowa.

– Monolit... Monolit (zbędna spacja) ... Wszędzie pełno fanatyków... Wyłażą jak spod ziemi (zbędna spacja – i dalej to samo) ... Aaaaa! ... Gińcie! ...
– Towarzysze oficerowie, łapać za broń. Nasi mają kłopoty na osiedlu. (zbędna kropka) (zbędne wcięcie)Krzyknął (małą literą) Matig (przecinek) rzucając kredki i jako jeden z pierwszych wybiegając z pomieszczenia.

Gdy zakładał na głowę hełm, (zbędny przecinek) oraz przewieszał broń, dostrzegł (przecinek) jak do pralni wchodzi patrol Wojskowych Stalkerów.

Pomimo zmęczenia, (zbędny przecinek) Wojskowi Stalkerzy potwierdzili rozkaz szczękiem odbezpieczanej i przeładowywanej broni.

Strzelec wyborowy na jednym z dachów bloku strzelał ('strzelec strzelał' – pleonazm) niemalże ogniem ciągłym ze swojego SWD. Zaczynało mu powoli brakować amunicji. Brakowało (powtórzenie) mu skoncentrowania wyznaczonego (na wyznaczonym) celu i wiele razy chybiał (przecinek) klnąc przy tym na czym świat stoi.

Zostali by (zostali) odcięci od Powinności i jakiej kolwiek (jakiejkolwiek) drogi ucieczki. A wtedy Monolit bez trudu wyeliminowałby zagrożenie ze strony armii Ukraińskiej (małą literą). Wsparcia już nie otrzymają. A przynajmniej nie prędko (nieprędko). Podpułkownik musiał skutecznie zarządzać siłami, którymi obecnie dysponuje (przecinek) i minimalizować straty w ludziach i sprzęcie. Śmierć każdego wojskowego jest wielką stratą. Pododdział Matiga ruszył na ratunek (przecinek) a tuż za nim dziesięciu ludzi. Teren przy pralni był stosunkowo bezpieczny, jeszcze, i mogli bez większego trudu zająć dogodne pozycje przy fasadach budynków. Nim weszli do danego budynku, poinformowali przez radio załogę, żeby przypadkiem ich nie ustrzelili, że idą swoi. (styl!)

Strzelec karabinu maszynowego cały czas strzelał (pleonazm) do nacierający fal nieprzyjaciela. Obserwator i jednoczenie (jednocześnie) ładowniczy podawał mu co i rusz nowe pozycje do ostrzelania. Kapral Pietruszkim w pewnym momencie już nie wiedział (przecinek) do czego strzelać, więc strzelał gdzie popadnie. Szeregowy Andriej Tiemiaszko odepchnął go od karabinu PK i sam zaczął strzelać (powtórzenie). Kapral musiał chwilę odsapnąć. Przemęczenie i brak snu daje (dawało – nie zmieniaj czasu) o sobie znać. Stary (przecinek) czerwony dywan oraz podłoga był cały zasypany (były całe zasypane) łuskami oraz elementami taśmy nabojowej. Pociski wystrzeliwane przez PK skutecznie zatrzymywały marsz fanatyków, ale mimo to, (zbędny przecinek) nadal było ich zbyt wielu. Krajobraz za oknem stawał się z każdą chwilą coraz bardziej ponury. Światło słoneczne tego dnia też miało problem, żeby przebić się przez ciężkie (przecinek) ciemne chmury.

Trafienie było bezpośrednie w pozycje wojskowych. :łapie się za głowę: (co to jest?)

Karabin maszynowy Pietruszkina (to jak on się w końcu nazywa? bo wcześniej pisałeś, że Pietruszkim) po przeładowaniu po raz kolejny zaczął uprzykrzać życie nacierającym (co, zepsuł się? :D ).

Trzy dni wcześniej właśnie tutaj, na pierwszym piętrze wzmocniono pokój z worków z piaskiem (pokój był z worków? ja pierdzielę :) – czy raczej umocnili pokój workami z piaskiem?).

Lecz mimo takiej ochrony, (zbędny przecinek) załoga nie czuła się bezpiecznie. Szeregowy Tiemiaszko wyrzucił przez okno trzy odbezpieczone granaty F-1 (no przecież, że odbezpieczone – tylko idiota rzucałby nieodbezpieczonymi granatami, bo by nie wybuchły :D ). Gdy tylko wybuchły, dało się usłyszeć wrzaski rannych. Widocznie ktoś musiał być w polu rażenia granatu i oberwać odłamkami. (no przecież, że musieli oberwać, bo nikt dla hecy sobie nie wrzeszczy)

Spytał się wojaków, jak wygląda sytuacja i morale (tak, jeszcze mógł się spytać, czy wypłacono im żołd na czas :) – kto pyta o morale w trakcie walk? kule świszczą nad głową, obok wybucha granat, a on pyta o morale...).

Jeden z fanatyków dostał w głowę, która eksplodowała od pocisku kalibru 7,62(spacja)mm. Kilku specjalnie ranił tak, żeby się męczyli przed śmiercią. Po wystrzeleniu całego magazynka, (zbędny przecinek) schował się i oparł o ścianę. Przeładował broń, lecz na chwilę przed wstaniem jeszcze raz spojrzał na umeblowanie i wystrój pomieszczenia. Na regale po jego prawej stronie widać było stare książki, zastawę oraz inne drobiazgi. Tuż koło tapczana stał stary stolik nocny (przecinek) a na nim kubek z dawno zaschniętą kawą (zajrzał do środka?). Nad łóżkiem wisiał obraz z modlącymi się dziećmi. Można było wywnioskować, że byłą (była) to iście religijna rodzina. (co za zryty koleś – zamiast strzelać, podziwia widoki) W tym samym monecie, w którym patrzył na obraz, wpadło kilka wystrzelonych kul przeciwnika (tak, wpadły na kawę i pogaduchy). Jedna z kul trafiła właśnie w ten wiszący obraz. Spadł na ziemię. Jedna z modlących się dziewczynek dostała centralnie w głowę. ( :D tego się nie da poważnie czytać :D ) Widok był przerażający. (bo wypłynął jej mózg i wszędzie było pełno krwi :D ) Mimo wszystko cieszyło go to, że to był tylko obraz, a nie żywa istota (sentymentalista – a wcześniej celowo ranił kolesi, żeby się męczyli).

Marzyło mu się ponowne utworzenie posterunku w nieopodal zlokalizowanym (a któż to tam zlokalizował? :) ) warzywniaku oraz księgarni.

Zapewnił ich, że mają wsparcie w postaci obsługi karabinu maszynowego (wysłał im ludzi do obsługi karabinu? czy jak?). Grupa nacierająca była już w połowie drogi do warzywniaka, kiedy rozległ się trajkot broni maszynowej (no i marchewki poszły w p...u i cały misterny plan też w...). Dwóch Stalkerów zostało rannych. Pozostali zalegli (a jaką to przestrzeń oni zalegli? – chyba używasz słów, których znaczeń nie znasz) i starali się schować za jaką kolwiek (jakąkolwiek) przeszkodą terenową. Jedni chowali się za wystającymi krawężnikami, a inni za wrakiem starej Wołgi (małą literą).

Osoba, która dostała, jest (była) dowódcą tutejszych Wojskowych Stalkerów. Wycofał się z pokoju i czym prędzej wybiegł z budynku. Schodząc na dół, uważał na improwizowane ładunki. Gdy już znalazł się przed blokiem, wyczekał na odpowiedni moment, w którym strzelcowi skończy się amunicja i podbiegnie (kto? strzelec?) do nacierających żołnierzy. Kilka sekund później KM ucichł. Spanikowani postanowili się wycofać (przecinek) a Matig zdążył podbiec. Przeładowywanie jeszcze się nie skończyło, więc był w stanie także odciągnąć rannego wojaka. Po podbiegnięciu do ciała, (zbędny przecinek) sprawdził je i ocenił stan.

Karabin trzymał przed sobą (przecinek) w razie, (zbędny przecinek) gdyby przyszło mu walczyć. Parę przypadkowych pocisków zatrzymało się na karoserii samochodu (zatrzymało? hamulce miały? bo jak dla mnie, to one trafiły w karoserię). W tym czasie Matig odciągnął rannego żołnierza. Zdjął rannemu hełm z głowy. Magda (cholera, kim jest Magda – rzucasz imię tak z pietruszki, jakbyśmy ją skądś znali) tylko zagryzła zęby z bólu. Nie minęła minuta, a tuż pod nią było coraz więcej jej własnej krwi (przecież z cudzą krwią by nie biegała).

Moment (przecinek) w którym minął linię swoich pozycji, ogień żołnierzy stracił na intensywności. W końcu dobiegł do pralni. Wojskowi siedzący wewnątrz, zauważyli go przez wizjer w drzwiach i tuż przed nim otworzyli solidne (przecinek) metalowe wrota. Wykonane były ze stali i żeby je otworzyć (przecinek) potrzeba było jednego rosłego chłopa. Zardzewiałe zawiasy nie ułatwiały tego zadania. Matig natychmiast wezwał medyk (medyka).

Bandażem owinął ranę, żeby się dalej nie wykrwawiała (przecinek) i czym prędzej została przeniesiona na noszach do pomieszczenia, w którym mieścił się lazaret (to jest przestarzałe określenie szpitala wojskowego i nie pasuje do czasów współczesnych).

Sprzęt medyczny taki jak leżanka albo stół operacyjny zdobyto (z) odległego 200 metrów dalej szpitala. Podpułkownik ostrożnie zdjął z kobiety kombinezon pancerny Bułat. Medyk w tym czasie przygotowywał sie (się) do zabiegu usunięcia ołowiu z jej ciała (tak gwoli informacji – rdzeń pocisku wykonywany jest z twardszych metali, tylko koszulka jest ołowiana).

Część żołnierzy odpoczywała, a inna część zajmowała się czyszczeniem broni, (zbędny przecinek) albo jedzeniem.

Musiał najpiew (najpierw) peanami zlokalizować metal a następnie go wyjąć. Wypływająca krew utrudniała wydobycie odłamków, (zbędny przecinek) bądź całego pocisku. Widział, że sprawia dziewczynie sporo bólu, ale to wszystko ja (dla) jej dobra. Przesuwając peany (przecinek) trafił na metal. To musiało być to. Ścisnął metal w szczypcach (szczypcami) i ostrożnie zaczął wyciągać z ciała. Z wnętrza Magdy wyciągnął spłaszczony pocisk kalibru 5.56mm (5,56 mm), po czym wrzucił go do miseczki.

Najlepiej gdyby był to lekarz (kropka)

Po 10 (słownie) minutach próby w końcu mu sie (się) udało.

Zaczynała się jej robić gorączka oraz ogólne osłabienie ciała. (styl)

Oficerowie spytali się jej (ją), czy jest w stanie opierając się o nich iść.

Wejście po drabinie było dla niej trudne, ale idący za nią podpułkownik, (zbędny przecinek) pomagał jej.

Żołnierze natychmiast zeskoczyli z maszyny (to oni byli na helikopterze, a nie w nim?), wzięli skrzynki z zaopatrzeniem, (zbędny przecinek) oraz pomogli rannym. Matig zamierzał zabrać się razem z nimi do Kordonu. Nikt się za bardzo nie mógł mu sprzeciwić. (to zdanie chyba napisał Yoda z 'Gwiezdnych Wojen')

No cóż. Delikatnie mówiąc, nie powala. A konkretnie gramatyka, ortografia i styl leżą. Nie wiem, czy wstawiałeś już gdzieś wcześniej swoje opowiadania – jeśli nie, to mogę wybaczyć. Masz przed sobą dużo pracy, aby tekst był przyjemny w odbiorze i przyciągał czytelnika.
Nie rozumiem, dlaczego tę część nazwałeś prologiem. To nie ma nic wspólnego ze wstępem do opowiadania, tu od razu lecisz z akcją, więc powinien to być normalny rozdział.

PS
Sory za ironiczny styl niektórych komentarzy, ale tylko dzięki temu doczytałem do końca.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości