Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Zdrajca. Cykl: Zepsute Królestwo
#1
Witam. Dzisiaj wstawię trochę dłuższy fragment, bo opowiadanie jest w zasadzie kompletne. Może kiedyś powstaną dodatkowe sceny, bo często wracam do starych teksów i bohaterów ;)
Miłej lektury.

Dzień był słoneczny.
Ean przemykał niezauważony pomiędzy przechodniami. Na rynku jak zwykle panował gwar i tłok. Handlarze przekrzykiwali się wzajemnie, bogaci kupcy targowali głośno o najlepszą cenę, a biedne dzieci przebiegały pomiędzy straganami, śmiejąc się i krzycząc. Jakaś przekupka chciała go zaczepić, ale zwinnie się jej wywinął.
Minął czarnowłosą wróżbitkę z kryształową kulą, której mlecznobiałe wnętrze zmieniło się w gęsty dym, gdy przechodził obok, i skręcił w boczną uliczkę. Oparł plecy o ścianę podupadającego budynku, jego krzywy dach przechylał się niebezpiecznie w stronę stojącej naprzeciwko starej kamienicy. Westchnął przeciągle, spoglądając na kawałek błękitnego nieba.
A jeżeli popełniłem błąd? Zastanawiał się. Może nie powinienem reagować aż tak gwałtownie?
Przypomniał sobie, jak tamtego przeklętego dnia znalazł naramiennik gwardii królewskiej w rzeczach Luki. Wyglądał trochę dziwnie – był czarno-złoty, a nie czarno-czerwony jak pozostałe – ale bez wątpienia należał do żołnierza gwardii, miał nawet królewski herb.
Trzymał w rękach kawałek ładnie skrojonego, drogiego materiału i chciał się obudzić, bo to mógł być tylko zły sen. Nie mógł uwierzyć w to, co widział. Nie chciał w to wierzyć. Uparcie się przed tym bronił, ale okrutna prawda siłą wdzierała się w jego umysł, zatruwając mu duszę.
Wtedy do pokoju wszedł Luka.
– Co ty tu robisz tyle czasu? – odezwał się. – Nie miałeś iść do Elai?
Ean odwrócił się powoli i spojrzał na niego lekko zamglonym wzrokiem.
– Stało się coś? – zaniepokoił się białowłosy, widząc minę przyjaciela.
– Co to jest? – zapytał tamten bezbarwnym głosem, wyciągając w jego stronę naramiennik.
Nie usłyszał odpowiedzi. Luka wpatrywał się przez chwilę w trzymany przez niego przedmiot, a potem spojrzał mu w oczy. Buntownik zobaczył w złotych tęczówkach zdumienie, które po chwili zastąpił smutek.
– Chyba obaj wiemy, co to jest – wyszeptał cicho Luka.
Przez chwilę Luka patrzył na niego tak, jakby chciał coś jeszcze powiedzieć, ale nie zrobił tego, a Ean pozbył się wszystkich wątpliwości. I nadziei.
Zdrajca.
Zdrajca.
Zdrajca.
On jest zdrajcą.
Widzisz?
Zdrajcą.
Teraz rozumiesz?
To zdrajca.
Zdrajca.

Jakiś cichy, irytujący głosik w jego głowie zaczął szeptać uporczywie to jedno słowo, doprowadzając go powoli do szału.
– Jak mogłeś? – krzyknął nagle Ean, nie wytrzymując tego dłużej. – Ufałem ci! – Luka odwrócił wzrok, gdy ten rzucił naramiennikiem o podłogę. – Patrz na mnie, gdy do ciebie mówię!
Posłuchał.
– Ean, ja... – głos mu się załamał.
Próbował powiedzieć coś jeszcze, ale jego rozmówca nie pozwolił mu.
– Ty co? – wydarł się na niego, ale znów nie otrzymał odpowiedzi.
Przez chwilę tak stał, wpatrując się w Lukę nienawistnym wzrokiem. Poczuł, jak pieką go oczy od napływających nagle łez. Czekał na jakieś wyjaśnienie, jakiekolwiek, w cichej nadziei, która jednak nie umarła, że zaraz usłyszy, że to nie jest tak jak myśli, że nie ma racji i że ten kawałek materiału, który jeszcze przed chwilą trzymał w dłoni, jest czymś zupełnie innym, a Luka wcale nie jest zdrajcą – nie należy do gwardii królewskiej i nie stoi w jednym szeregu z ludźmi, na których rozkaz zniszczono mu życie, zamordowano rodziców, spalono wioskę. Z ludźmi, przez których teraz, wraz z garstką niedobitków, musi chować się po ciemnych zaułkach jak przestępca i kraść jedzenie, żeby nie umrzeć z głodu. Cały czas żyjąc w strachu jak zaszczute zwierzę.
Tylko że jego przyjaciel uparcie milczał, stał ze spuszczoną głową i ani myślał mu to wyjaśnić.
– Wynoś się stąd! – wrzasnął, a Luka spojrzał na niego przerażony tym nagłym wybuchem. – Nie chcę cię więcej widzieć! Nigdy! W ogóle żałuję, że cię poznałem!
Jego były już przyjaciel stał przez chwilę otępiały, jakby dostał obuchem w głowę i tylko patrzył na niego.
– Ean... – wydobyło się z jego ust.
– Nie chcę tego słuchać! – nie przestawał krzyczeć. – Cokolwiek chcesz powiedzieć, nie obchodzi mnie to! Wynoś się!
Już nie chciał wiedzieć, nie chciał go widzieć. Chciał tylko zapomnieć, że kiedykolwiek się poznali i że był na tyle głupi, żeby mu zaufać.
Luka zamrugał parę razy, jakby nie rozumiał, co się do niego mówi. Bezwiednie zrobił krok w tył, obrócił się i wyszedł bez słowa, pozostawiając Eana samego.

***

– Tu jesteś – usłyszał Ean nagle wyrwany z ponurych wspomnień.
Spojrzał spanikowany w kierunku źródła dźwięku, ale z ulgą stwierdził, że patrzy na Harrisa.
– Słyszałem o Luce – powiedział do niego.
W odpowiedzi skinął tylko głową, w tym temacie nie było nic więcej do dodania.
Zdrajca.
Znów rozbrzmiało w jego głowie.
– Chodź ze mną – Harris poklepał go po ramieniu. – Napijemy się czegoś dobrego.
Przez chwilę Ean zastanawiał się, czy to aby na pewno dobry pomysł, ale tylko przez chwilę. Uśmiechnął się ponuro, co oznaczało zgodę, i bez słowa ruszyli w stronę „Złamanego Grotu” – wdzięczna nazwa jak na tak nędzną spelunę, jaką była ta nieudana imitacja gospody.
Zajęli stolik oblepiony nie wiadomo czym, ulokowany w najodleglejszym rogu sali.
– Coś mało osób dzisiaj – powiedział Harris, rozglądając się z podejrzliwością.
– Tłumów nie ma – przyznał Ean, odsuwając się od pełznącej po ścianie glisty czy cokolwiek to było. – Mi się tylko tak wydaje, czy to miejsce z dnia na dzień robi się bardziej obskurne? – zapytał.
– Nie wiem, ale obsługa jest do dupy, kiedy pracowała tu Merita, było przynajmniej na co popatrzeć. Tęsknię za jej awanturami – pierdoliła się na zapleczu z każdym chętnym, ale jak ją podczas pracy za dupę złapałeś, to ci rozbijała kufel na głowie – zachichotał.
Ean mimowolnie też się uśmiechnął. Zamówili dzban piwa i pieczoną wołowinę z cebulą, chociaż doskonale wiedzieli, że dostaną mocno rozcieńczony trunek, któremu bardzo daleko do prawdziwego piwa, i przypalonego szczura z jakimś chwastem rosnącym pod oknem. Miło było jednak użyć w odniesieniu do owego dania jakiejś dumnej nazwy i mieć cichą nadzieję, że może tym razem będzie miało jakikolwiek smak.
– No dobra – zaczął Ean. – Czego ty ode mnie właściwie chcesz? – zapytał, bo jakiś wewnętrzny głos przekonywał go, że przemytnik w swojej nagłej sympatii do jego osoby wcale taki bezinteresowny nie jest.
Harris popatrzył na niego, udając bezgraniczne zdziwienie.
– Nie wiem o czym... – próbował się wytłumaczyć.
– Daruj sobie to przedstawienie, ile ja cię znam? – zapytał, patrząc na niego z politowaniem.
– Zaczynam się robić przewidywalny – poskarżył się.
Ean zaśmiał się.
– Harris, stara gnido, ty jesteś przewidywalny. No, to o co chodzi? Annet cię przysłała, mam rację?
– Wiesz, że nigdy nie umiałem odmówić twojej siostrze – przyznał ze skruchą – chciała, żebym z tobą pogadał, bo odkąd dowiedziałeś się, kim tak naprawdę jest Luka, zachowujesz się jak... – Tu się zawahał, poszukując odpowiednich słów.
– Bezużyteczny dureń? – dokończył za niego.
Jego kochana siostrzyczka już mu to wczoraj uświadamiała. Przez pół godziny słuchał jej dzikich wrzasków i pretensji do jego jak się zdaje egzystencji w ogóle. Po co jeszcze nasyłała na niego tego starego skurwysyna?
Harris wykrzywił swoją pooraną bliznami twarz w paskudnej parodii uśmiechu.
– Bezużyteczny dureń z papką zamiast mózgu – dodał. – Człowieku, pięcioletnie dziecko jest bardziej przydatne niż ty. Zaczynasz już poważnie wkurwiać wszystkich tym swoim użalaniem się nad sobą.
– A co to ich wszystkich obchodzi? To moja sprawa. – odparł agresywnie.
– Przestań robić z siebie ofiarę i weź się do roboty, a nie warczysz na każdego, kto się napatoczy, bezczeszcząc swoją obecnością twoją niewyruchaną w dupę, gówno wartą osobę! – nie wytrzymał.
– Daj mi spokój! – powiedział, wstając.
Harris też wstał, zastąpił mu drogę i posadził go z powrotem. Jak na swój wiek poruszał się całkiem zwinnie, a i siły nie można było mu odmówić.
– Jeszcze nie skończyłem – powiedział nad wyraz spokojnie.
– Mam to gdzieś – odparł Ean, ponownie wstając.
Dostał w twarz, zatoczył się i zwalił pod stół z krwawiącym nosem. Harris wyciągnął go niezdarnie i jeszcze raz cierpliwie posadził na miejsce.
– Uspokoiłeś się? – zapytał i nie czekając na odpowiedź, kontynuował: – To teraz mnie posłuchaj, wstaniesz, jak ci pozwolę, zrozumiałeś?
Podano szczura.
Ean nie odzywał się, próbował zatrzymać potok szkarłatnej mazi cieknącej po jego twarzy.
Harris natomiast wrócił na swoje miejsce i z zapałem zabrał się za jedzenie.
– A teraz się skup – zaczął. – To bardzo ważne – nachylił się, machając mu szczurzym ogonem przed twarzą. – Co nasza kochana gwardia robi z buntownikami takimi jak ty czy ja? – zapytał.
To było głupie pytanie. Ean miał nadzieję, że nie będzie musiał odpowiadać, bo zajęłoby mu to pewnie cały dzień, a i tak nie był pewny, czy z zasłyszanych opowieści dowiedział się już na ten temat wszystkiego. W każdym razie nieodmiennie kończyło się to śmiercią delikwenta, długą, powolną i w męczarniach.
– No właśnie – uśmiechnął się Harris z satysfakcją.
Nie oczekiwał odpowiedzi, bo odpowiedź była jedna. Trzeba było tylko dać rozmówcy trochę czasu.
– Nie rozumiem – odezwał się Ean.
– Pomyśl przez chwilę, durniu. Luka jest chędożonym w dupę gwardzistą, ty jesteś chędożonym buntownikiem, Luka o tym wie, a ty nadal żyjesz. My wszyscy nadal żyjemy.
Zapanowała cisza. Przez chwilę Ean wpatrywał się w Harrisa z otępieniem, aż w końcu iskierka zrozumienia zagościła w jego głowie.
– Zaraz, chcesz mi powiedzieć, że on nie jest... – zaczął.
– Oczywiście, że jest – przerwał mu. – Po tym jak go wywaliłeś skurwysyn nagle zaczął wychodzić na ulicę z czerwoną kurwą na plecach. Akki go widział. Chociaż zarzeka się, że ten twój cudowny chłopiec wcale nie miał czerwonego płaszcza, tylko jakiś żółty czy coś, ale to nieważne.
Ean przypomniał sobie nagle złoty symbol widoczny na naramienniku. Złoty, a nie czerwony jak miała reszta gwardzistów. O co w tym wszystkim chodzi?
Nim Harris podjął przerwany wątek, drzwi karczmy otworzyły się z hukiem. Do „Złamanego Grotu” jak burza wpadli zbrojni, a Ean dopiero teraz uświadomił sobie, że razem z Harrisem są jedynymi gośćmi gospody, chociaż mógłby przysiąc, że kiedy tu wchodzili, w gospodzie było jeszcze przynajmniej dwoje innych ludzi. Gwardziści rozejrzeli się w pośpiechu, a gdy tylko dostrzegli siedzących przy stoliku buntowników, w jednej chwili pokonali dzielącą ich odległość, rozwalając stoły, krzesła i generalnie wszystko, co stało na drodze. Nie dali im najmniejszej szansy na jakąkolwiek reakcję. Na samym końcu szedł spokojnym, niespiesznym krokiem Luka.
Eana dosłownie sparaliżowało na widok byłego przyjaciela. Ich spojrzenia spotkały się na moment, a obudzona przez Harrisa nadzieja, odradzająca się w jego sercu, została brutalnie zamordowana. Oczy Luki były zimne i okrutne, tak inne od tych, które znał, że przez chwilę zastanawiał się, czy to na pewno ta sama osoba. Poczuł, jak wzbiera w nim wściekłość.
Zdrajca.
Pięciu gwardzistów otoczyło ich stolik tak, by nie mogli uciec, czego i tak nie zamierzali nawet próbować, byli na straconej pozycji. Luka stanął przed nimi, na jego plecach rzeczywiście nie było czerwonej peleryny. Nie. Jego miała złoty kolor, cokolwiek miał on znaczyć.
– No to się doigraliście, psie syny – odezwał się stojący po jego prawej mężczyzna z mściwym uśmiechem na twarzy.
Jako pierwszy zrobił krok w ich stronę, nim zdążył jednak dobyć broni, Luka dość brutalnie podciął mu nogi, powalając tym samym nieszczęśnika na ziemię. Zaskoczony gwardzista próbował się podnieść, lecz białowłosy przydeptał go jak robala. Dobiegł ich głuchy jęk, a reszta gwardzistów zatrzymała się wpół kroku, popatrzyła na Lukę, po czym cofnęła się.
– Chcesz mi, kurwa, wmówić – zaczął. – Że ta dwójka – nawet na nich nie spojrzał. – To buntownicy szykujący się do zamachu stanu?! – krzyknął wściekle.
Ean zamrugał gwałtownie, nie mogąc uwierzyć w to, co widzi i słyszy.
Oni naprawdę myślą, że planujemy tutaj zabić Jego Wysokość?
Zdawał sobie sprawę, że jako władca jednego z żywiołów ogólnie był uznawany za największego wroga królestwa, ale żeby od razu miał planować morderstwo? Nie bardzo rozumiał, co tu się właściwie dzieje. Poza tym jeszcze nigdy nie widział, żeby Luka zachowywał się tak agresywnie. Zerknął przelotnie na Harrisa, mężczyzna był blady jak ściana i nie mniej zdziwiony niż on sam.
Leżący na ziemi gwardzista, dociskany do drewnianej podłogi ciężkim, okutym w metal butem chyba próbował coś powiedzieć, ale usłyszeli tylko jego krzyk, gdy Luka kopniakiem przewrócił go na plecy.
– Jakiś trzęsący się starzec i wychudzony dzieciak zapewne bez krzty jakichkolwiek umiejętności – dopiero teraz obrzucił ich przelotnym spojrzeniem. – W dodatku bez broni.
Słysząc to Ean, poruszył się niespokojnie. Luka przecież doskonale wiedział, że ma schowane dwa sztylety w fałdach materiału okrywającego jego chude ciało.
– Wstawaj – zachęcił mężczyznę kolejnym kopniakiem – Wydawało mi się, że mieliśmy dorwać ich przywódcę, widzisz go tu gdzieś? – Rozłożył ręce, rozglądając się po gospodzie.
Ean omal nie zaczął się śmiać, bo nagle zrozumiał. Wszystko wskazywało na to, że Luka zastał wysłany, żeby dorwać Talara, a jego nawet nie było w kraju, o czym białowłosy doskonale wiedział, bo go sam wepchnął na ten cholerny statek do Denay.
– Mieli tu być – jęknął mężczyzna – sam słyszałem! Spotkać się w złamanym... Złamanym... – zawahał się.
Rozwścieczony Luka chwycił biedaka za szyję i jedną ręką podniósł do góry. Gwardzista zaczął się dusić, rozpaczliwie drapał trzymającą go dłoń, próbując się uwolnić z żelaznego uścisku i machał pozbawionymi oparcia nogami.
– Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że pomyliłeś miejsca! – Wydarł się.
Eanowi zjeżyły się włosy na całym ciele, takim głosem mógłby zamrozić otchłań.
Istotnie trzy najgorsze speluny w stolicy nosiły niepokojąco podobne nazwy: „Złamany Grot”, „Załamana Strzała”, „Złamany Miecz” i każda z nich znajdowała się w innej części miasta.
Luka zacisnął mocniej palce na szyi gwardzisty i rzucił nim o ziemię. Dało się słyszeć nieprzyjemny chrzęst łamanych kości i wysoki, przeciągły jęk.
– Banda idiotów – dodał, odwracając się do reszty gwardzistów. – Ja nie wiem, skąd wy, kurwa, bierzecie tych swoich informatorów, ale radzę ich zmienić, bo następnego mądrego, który mi taki cyrk odstawi, zdegraduję do poziomu stajennego – dodał jeszcze, kierując się w stronę wyjścia.
Nawet się nie odwrócił. Ean spoglądał na jego długie, białe włosy zaplecione w warkocz, opadające na plecy i walczył z pokusą, żeby za nim nie pobiec albo go nie zawołać. To by zniszczyło wszystkie dotychczasowe starania jego przyjaciela.
Pozostali w gospodzie gwardziści zabrali się niemrawo za zbieranie swojego kolegi z podłogi. Mężczyzna strasznie przy tym jęczał, do momentu, w którym jeden z nich nie dał mu w mordę, pozbawiając go tym samym przytomności.
– Co, ty też masz dzisiaj „gorszy dzień”? – zapytał niespodziewanie gwardzista, śmiejąc się przy tym paskudnie.
– Weź mnie, Viasko, nie denerwuj – odparł tamten wyraźnie poirytowany. – Nasz kochany dowódca ma „gorszy dzień” już od tygodnia.
Opuścili gospodę, a on i Harris zostali sami. Gospodarza też jakoś magicznie wcięło, to pewnie on zawiadomił… ale jak? Zresztą teraz to nie było ważne.
– Och… Dalabisu mara – zaklął Harris w swoim ojczystym języku. – Tego to się mimo wszystko nie spodziewałem – przyznał. – Ktoś tu się zdaje uratował nam wszystkim nasze zawszone dupska – powiedział, patrząc znacząco na Eana.
– Tak – potwierdził.
Zdrajca.
Tak. Uśmiechnął się w duchu do swoich myśli. Luka bez wątpienia był zdrajcą. Zdradził, ale nie jego. Luka zdradził królestwo.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(14-03-2015, 20:02)Angelika napisał(a): Witam. Dzisiaj wstawię trochę dłuższy fragment, bo opowiadanie jest w zasadzie kompletne. Może kiedyś powstaną dodatkowe sceny, bo często wracam do starych teksów i bohaterów ;)
Miłej lektury.

Ean przemykał niezauważony pomiędzy przechodniami.
Handlarze przekrzykiwali się wzajemnie, bogaci kupcy targowali głośno o najlepszą cenę, a biedne bezdomne, obdarte albo coś. "Biedne" pasowałoby gdybyś pisała np. o dzieciach z sierocińca i innych smutnych przypadkach. dzieci przebiegały pomiędzy straganami, śmiejąc się i krzycząc. Jakaś przekupka chciała go zaczepić, ale zwinnie się jej wywinął. To zdanie mi zgrzyta. Na tle pozostałej części akapitu wygląda słabo i niezbyt pasuje. Możesz je wywalić albo zmienić jakoś.
Dzień był słoneczny. Takie trochę ni z gruszki ni z pietruszki to zdanie. Myślę, że bez niego brzmi lepiej, jednak jeśli się upierasz, to możesz wpleść je w pierwszy akapit.
Minął czarnowłosą wróżbitkę z kryształową kulą, której mlecznobiałe wnętrze zmieniło się w gęsty dym, gdy przechodził obok, i skręcił w jakąś (zbędne) boczną uliczkę. (podwójna spacja) Oparł plecy się plecami o ścianę podupadającego budynku,tu bym dała kropkę i zaczęła od nowego zdania. jego krzywy dach przechylał się niebezpiecznie w stronę stojącej naprzeciwko starej kamienicy. Mężczyzna odchylił głowę do góry spojrzał w górę na kawałek błękitnego, spoglądając w kawałek błękitnego nieba.

Może nie powinienem reagować, (tu chyba bez przecinka, jednak pewności nie mam) aż tak gwałtownie?

– Chyba oboje wiemy, co to jest – wyszeptał cicho (zbędne)Luka.
Przez chwilę Luka patrzył na niego tak, jakby chciał coś jeszcze powiedzieć, ale nie zrobił tego, a Ean pozbył się wszystkich wątpliwości.

Jakiś cichy, irytujący głosik w jego głowie zaczął szeptać uporczywie, (chyba bez przecinka) to jedno słowo, doprowadzając go powoli do szału.

Posłuchał. (zbędny akapit)

(zbędny akapit) Próbował coś jeszcze powiedzieć, ale nie pozwolił mu.

Przez chwilę tak stał stał tak przez chwilę, wpatrując się w Lukę nienawistnym wzrokiem. Poczuł, jak pieką go oczy od napływających nagle łez. oczy zaczęły go piec od napływających łez Czekał na jakieś wyjaśnienie, jakiekolwiek, w cichej nadziei, która jednak nie umarła, że zaraz usłyszy, że to nie jest tak jak myśli, że nie ma racji i że ten kawałek materiału, który jeszcze przed chwilą trzymał w dłoni jest czymś zupełnie innym, a Luka wcale nie jest zdrajcą – nie należy do gwardii królewskiej i nie stoi w jednym szeregu z ludźmi na których rozkaz zniszczono mu życie, zamordowano rodziców, spalono wioskę; podziel to zdanie, jest okropnie długie. z ludźmi przez których teraz, wraz z garstką niedobitków, musi chować się po ciemnych zaułkach jak przestępca i kraść jedzenie, żeby nie umrzeć z głodu, cały czas żyjąc w strachu, jak niczym zaszczute zwierzę zaszczute zwierzę.

– Wynoś się stąd! – z małej litery Wrzasnął, a Luka spojrzał na niego (dałabym przecinek) przerażony tym (zbędne) nagłym wybuchem. – Nie chcę cię więcej widzieć! Nigdy! W ogóle (i w szczególe; zbędne) żałuję, że cię poznałem!
Jego były już przyjaciel stał przez chwilę otępiały, jakby dostał obuchem w głowę i tylko patrzył się (zbędne) na niego.

– Nie chcę tego słuchać! – duża litera nie przestawał krzyczeć. – Cokolwiek chcesz powiedzieć, nie obchodzi mnie to! Wynoś się!
Już nie chciał wiedzieć, nie chciał go widzieć. Chciał – zamieniłabym na "pragnął". Zbyt dużo "chciał". tylko zapomnieć, że kiedykolwiek się poznali i że był na tyle głupi, żeby mu zaufać.
Luka zamrugał parę razy (przecinek) jakby nie rozumiał, co się do niego mówi. Bezwiednie zrobił krok w tył, obrócił się i wyszedł bez słowa (dałabym przecinek) pozostawiając Eana samego.

[align=center]***

– Tu jesteś – wydaję mi się, że z dużej usłyszał nagle wyrwany z ponurych wspomnień. nagle, gwałtownie wracając do rzeczywistości
Spojrzał spanikowany w kierunku źródła dźwięku, ale z ulgą stwierdził, że patrzy na Harrisa. to tylko Harris.
– Słyszałem o Luce – powiedział do niego. kto i do kogo powiedział?

(zbędny akapit) Znów rozbrzmiało w jego głowie.
– Chodź ze mną(kropka) – Harris poklepał go po ramieniu. – Napijemy się czegoś dobrego.
Przez chwilę Ean zastanawiał się, czy to aby na pewno dobry pomysł, ale tylko przez chwilę. Uśmiechnął się ponuro (dałabym przecinek) co oznaczało zgodę i bez słowa ruszyli w stronę „Złamanego Grotu” – wdzięczna nazwa jak na tak nędzną spelunę (postawiłabym przecinek) jaką była ta nieudana imitacja gospody.
Zajęli jakiś (zbędne) stolik oblepiony nie wiadomo czym, ulokowany gdzieś (zbędne) w najodleglejszym rogu sali.
– Coś mało osób dzisiaj – powiedział Harris, rozglądając się podejrzanie podejrzliwie. Podejrzanie – gdyby rozglądał się w podejrzany dla kogoś sposób, podejrzliwie – gdy on rozglądał się, aby sprawdzić, co mu nie gra.
– Tłumów nie ma – przyznał Ean, odsuwając się od pełznącej po ścianie glisty, czy cokolwiek to było (kropka) – Mi się wydaję wydaję mi się, czy to miejsce z dnia na dzień robi się bardziej obskurne? – (z małej) Zapytał.
– Nie wiem, ale obsługa jest do dupy,(kropka) kiedy pracowała tu Merita było przynajmniej na co popatrzeć. Tęsknię za jej awanturami – pierdoliła się na zapleczu z każdym chętnym, ale jak ją podczas pracy za dupę złapałeś (przecinek) to ci rozbijała kufel na głowie – zachichotał.
Ean mimowolnie też (zbędne) się uśmiechnął. uśmiechnął się mimowolnie Zamówili dzban piwa i pieczoną wołowinę z cebulą, chociaż doskonale wiedzieli, że dostaną mocno rozcieńczony trunek, któremu bardzo daleko było do prawdziwego piwa i przypalonego szczura z jakimś chwastem do niedawna rosnącym pod oknem. Miło było jednak jednak miło było użyć użyć w odniesieniu do owego dania jakieś (zbędne) dumnej nazwy i mieć cichą nadzieję, że może tym razem będzie ono miało jakikolwiek smak.
– No dobra – zaczął Ean. – Czego ty ode mnie właściwie chcesz? – zapytał, bo jakiś wewnętrzny głos przekonywał go, że przemytnik w swojej nagłej sympatii do jego osoby nie jest wcale taki bezinteresowny wcale taki bezinteresowny nie jest.
(zbędny akapit) Harris popatrzył na niego, udając bezgraniczne zdziwienie.
– Nie wiem o czym... – próbował się wytłumaczyć. raczej wykręcić
– Daruj sobie te to przedstawienie, ile ja cię znam?

– Zaczynam się robić przewidywalny – poskarżył się Harris.
(zbędny akapit) Ean zaśmiał się.

– Wiesz, że nigdy nie umiałem odmówić twojej siostrze – przyznał ze skruchą – chciała, żebym z tobą pogadał (przecinek) bo odkąd dowiedziałeś się (dałabym przecinek, ale nie jestem pewna) kim tak naprawdę jest Luka (przecinek) zachowujesz się jak... – (duża litera) tu się (zbędne) zatrzymał się w poszukiwaniu odpowiednich słów.

Przez pół godziny słuchał jej dzikich wrzasków i pretensji do jego (dałabym przecinek) jak się zdaje (i tu również dałabym przecinek) egzystencji w ogóle.

Harris wykrzywił swoją (zbędne) pooraną bliznami twarz w paskudnej parodii uśmiechu.
– Bezużyteczny dureń z papką (dałaby przecinek) zamiast mózgu – dodał.

– Przestań robić z siebie ofiarę i weź się do roboty, a nie warczysz na każdego, kto się napatoczy, bezczeszcząc swoją obecnością twoją niewyruchaną w dupę, gówno wartą osobę! – nie wytrzymał. jestem chyba zbyt głupia, żeby zrozumieć to zdanie, bo czytam je trzeci raz i nadal nie ogarniam

– Spierdalaj – powiedział mu (zbędne), wstając.
Harris też wstał, zastąpił mu drogę i posadził go z powrotem. Jak na swój wiek (dałabym przecinek, ale nie jestem pewna) poruszał się całkiem zwinnie, a i siły nie można mu było było mu odmówić.

– Mam to gdzieś – odparł Ean (dałabym przecinek) ponownie wstając.

– Uspokoiłeś się? – zapytał i nie czekając na odpowiedź (dałabym przecinek) kontynuował.
(zbędny akapit) Podano szczura.
Ean nie odzywał się, próbował zatrzymać potok szkarłatnej mazi cieknącej po jego (zbędne) twarzy.

– A teraz się skup – ( z małej litery) Zaczął. –

W każdym razie (dałabym przecinek) nieodmiennie kończyło się to śmiercią delikwenta, długą, powolną i w męczarniach.
– No właśnie – uśmiechnął się Harris z satysfakcją. Harris uśmiechnął się z satysfakcją
Nie oczekiwał odpowiedzi, bo odpowiedź była jedna.


Przez chwilę Ean wpatrywał się w Harrisa z otępieniem, aż w (zbędne) iskierka zrozumienia nie zagościła w jego głowie.

– Oczywiście, że jest – przerwał mu. – Po tym jak go wywaliłeś (przecinek) skurwysyn nagle zaczął wychodzić na ulicę z czerwoną kurwą na plecach.

Nim Harris podjął przerwany wątek (dałabym przecinek) drzwi karczmy otworzyły się z hukiem. Do „Złamanego Grotu” jak burza wpadli zbrojni, a Ean dopiero teraz uświadomił sobie, że (podwójna spacja) razem z Harrisem są jedynymi gośćmi gospody, chociaż mógłby przysiąc, że kiedy tu wchodzili w gospodzie było jeszcze przynajmniej dwoje innych ludzi. Gwardziści rozejrzeli się w pośpiechu, a gdy tylko dostrzegli siedzących przy stoliku buntowników (dałabym przecinek) w mgnieniu oka pokonali dzielącą ich odległość, rozwalając stoły, krzesła i generalnie wszystko, co stało na drodze.

Jego (podwójna spacja) miała złoty kolor, cokolwiek miał on znaczyć.
– No to się doigraliście, psie syny – odezwał się z mściwym uśmiechem na ustach stojący po jego... stojący po jego prawej mężczyzna z mściwym uśmiechem na twarzy.

Zaskoczony gwardzista próbował się podnieść (przecinek) lecz białowłosy przydeptał go jak robala. Dobiegł ich głuchy jęk, a reszta gwardzistów zatrzymała się w pół kroku, popatrzyła na Lukę, po czym cofnęła się.

– Chcesz mi, kurwa, wmówić – zaczął. – Że ta dwójka – nawet na nich nie spojrzał. – To buntownicy szykujący się do zamachu stanu?! – (z małej litery) Krzyknął wściekle.
Ean zamrugał gwałtownie (dałabym przecinek) nie mogąc uwierzyć w to co widzi i słyszy.

– Jakiś trzęsący się starzec i wychudzony dzieciak (dałabym przecinek) zapewne bez krzty jakichkolwiek umiejętności (kropka) (z dużej litery) dopiero teraz obrzucił ich przelotnym spojrzeniem.

Wszystko wskazywało na to, że Luka zastał wysłany, żeby dorwać Talara, a jego nawet nie było w kraju, o czym białowłosy doskonale wiedział, bo go sam sam go wepchnął na ten cholerny statek do Denay.
– Mieli tu być – jęknął mężczyzna – (z dużej litery) sam słyszałem!

Istotnie trzy najgorsze speluny w stolicy nosiły niepokojąco podobne nazwy: „Złamany Grot”, „Załamana Strzała”, „Złamany Miecz” (zostawiłabym bez przecinka) , i każda z nich znajdowała się w innej części miasta.
Luka mocniej zacisnął zacisnął mocniej palce na szyi gwardzisty i rzucił nim o ziemię.

– Banda idiotów – dodał odwracając się do reszty gwardzistów. (podwójna spacja – Ja nie wiem skąd wy, kurwa, bierzecie tych swoich informatorów, ale radzę ich zmienić, bo następnego, (bez przecinka) mądrego, który mi taki cyrk odstawi (przecinek) to zdegraduję do poziomu stajennego – dodał jeszcze, kierując się w stronę wyjścia.
Ean spoglądał na jego długie, białe włosy zaplecione w warkocz (dałabym przecinek) opadające na plecy i walczył z pokusą, żeby za nim nie pobiec, (zostawiłabym bez przecinka) albo go nie zawołać.

Mężczyzna strasznie (podwójna spacja) przy tym (zbędne) jęczał, (zrobiłabym bez przecinka) do momentu (przecinek) w którym jeden z nich (podwójna spacja) nie dał mu w mordę, pozbawiając go tym samym przytomności.
– Co, ty też masz dzisiaj „gorszy dzień”? – (z małej litery) Zapytał niespodziewanie gwardzista, śmiejąc się przy tym paskudnie.

Z resztą zresztą, teraz to nie było ważne.
– Oh… Dalabisu mara – (z małej litery) Zaklął Harris w swoim ojczystym języku. – Tego to się mimo wszystko nie spodziewałem – przyznał. – Ktoś tu się zdaje uratował nam wszystkim, (bez przecinka) nasze zawszone dupska – powiedział, patrząc znacząco na Eana.

Średnio mogę się wczuć w to, co się dzieje. Akcja w karczmie, mniej więcej od "bójki" z Harrisem do wyjścia Luki, pędzi na łeb na szyję, ciężko jest połapać się, co, kto i kiedy. Ogólnie momentami nie wiedziałam co, kto i do kogo mówi albo robi. Podoba mi się retrospekcja, którą posłużyłaś się do wprowadzenia czytelnika w świat, fajny zabieg. Średnio na jeża łapię pierwszy akapit, ale z drugiej strony przyjemnie wprowadzasz nim w świat. Na tę chwilę niewiele mogę powiedzieć o fabule, o bohaterach jestem w stanie stwierdzić jedynie, że podoba mi się długi, biały warkocz Luki. :3 Zapowiada się ciekawie, czekam na coś więcej. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#3
(14-03-2015, 23:09)Arabella napisał(a): Handlarze przekrzykiwali się wzajemnie, bogaci kupcy targowali głośno o najlepszą cenę, a biedne bezdomne, obdarte albo coś. "Biedne" pasowałoby gdybyś pisała np. o dzieciach z sierocińca i innych smutnych przypadkach. Tylko, że to są te "smutne" przypadki. Bogaci kupcy i brudne, może nawet osierocone dzieci, które biegały głodne dzieci przebiegały pomiędzy straganami, śmiejąc się i krzycząc. Jakaś przekupka chciała go zaczepić, ale zwinnie się jej wywinął. To zdanie mi zgrzyta. Na tle pozostałej części akapitu wygląda słabo i niezbyt pasuje. Możesz je wywalić albo zmienić jakoś. No widzisz, a dla mnie to zdanie pasuje ;)
Dzień był słoneczny. Takie trochę ni z gruszki ni z pietruszki to zdanie. Myślę, że bez niego brzmi lepiej, jednak jeśli się upierasz, to możesz wpleść je w pierwszy akapit. Akurat to zdanie zapomniałam zamienić miejscami z pierwszym akapitem XD
Minął czarnowłosą wróżbitkę z kryształową kulą, której mlecznobiałe wnętrze zmieniło się w gęsty dym, gdy przechodził obok, i skręcił w jakąś (zbędne) boczną uliczkę. (podwójna spacja) Oparł plecy się plecami no i widzisz Bella, ale wtedy będę miała powtórzenie XD Ok, posiedzę nad tym o ścianę podupadającego budynku,tu bym dała kropkę i zaczęła od nowego zdania. jego krzywy dach przechylał się niebezpiecznie w stronę stojącej naprzeciwko starej kamienicy. Mężczyzna odchylił głowę do góry spojrzał w górę na kawałek błękitnego, spoglądając w kawałek błękitnego nieba. Hahahahaha, widzę, że udało Ci się w końcu dowiedzieć jak jest poprawnie ;), dzięki

Posłuchał. (zbędny akapit)

(zbędny akapit) Próbował coś jeszcze powiedzieć, ale nie pozwolił mu. W temacie tych zbędnych akapitów to Ci powiem, że nie jestem przekonana do końca. Generalnie jak piszę dialogi to drugie zdanie narracyjne zawsze daje od nowego akapitu. W książkach jak patrzyłam, nie jest to regułą, ale przynajmniej w tym pierwszym wypadku podkreśla... dobra, nie potrafię powiedzieć co, ale tutaj postaram się zaufać mojej osobistej ocenie ;)

Przez chwilę tak stał stał tak przez chwilę, wpatrując się w Lukę nienawistnym wzrokiem. Poczuł, jak pieką go oczy od napływających nagle łez. oczy zaczęły go piec od napływających łez Czekał na jakieś wyjaśnienie, jakiekolwiek, w cichej nadziei, która jednak nie umarła, że zaraz usłyszy, że to nie jest tak jak myśli, że nie ma racji i że ten kawałek materiału, który jeszcze przed chwilą trzymał w dłoni jest czymś zupełnie innym, a Luka wcale nie jest zdrajcą – nie należy do gwardii królewskiej i nie stoi w jednym szeregu z ludźmi na których rozkaz zniszczono mu życie, zamordowano rodziców, spalono wioskę; podziel to zdanie, jest okropnie długie. Wiem, widzisz, i tu się pojawia zasadniczy problem. Długo się zastanawiałam jak to zrobić, żeby zdanie nie straciło swojego klimatu... i kurde nie wymyśliłam z ludźmi przez których teraz, wraz z garstką niedobitków, musi chować się po ciemnych zaułkach jak przestępca i kraść jedzenie, żeby nie umrzeć z głodu, cały czas żyjąc w strachu, jak niczym zaszczute zwierzę zaszczute zwierzę.

– Wynoś się stąd! – z małej litery Wrzasnął, a Luka spojrzał na niego (dałabym przecinek) przerażony tym (zbędne) nagłym wybuchem. – Nie chcę cię więcej widzieć! Nigdy! W ogóle (i w szczególe; zbędne) Nie wiem nawet jak się odnieść do twojej uwagi... znaczy rozumiem Twój zamysł, ale weź poprawkę, że to jednak jest dialog, którego nie chcę całkowicie pozbawiać takich hmm... błędów. Jak się na kogoś drzesz to raczej nie zwracasz większej uwagi ile razy powtórzyłeś to samo słowo w jednym zdaniu i chociaż na ogół w dialogach tych powtórzeń i tak nie robię, to czasami specjalnie umieszczę jakiś błąd, albo zostawię coś takiego. żałuję, że cię poznałem!
Jego były już przyjaciel stał przez chwilę otępiały, jakby dostał obuchem w głowę i tylko patrzył się (zbędne) na niego.


– Tu jesteś – wydaję mi się, że z dużej usłyszał nagle wyrwany z ponurych wspomnień. nagle, gwałtownie wracając do rzeczywistości
Spojrzał spanikowany w kierunku źródła dźwięku, ale z ulgą stwierdził, że patrzy na Harrisa. to tylko Harris. Cóż, sam zwrot był celowy i osobiście uznałam, że nie najgorszy dobór słów, jednak zauważyłam to: spojrzał/patrzy, w jednym zdaniu rzeczywiście nie wygląda jakoś super dobrze.
– Słyszałem o Luce – powiedział do niego. kto i do kogo powiedział?

(zbędny akapit) Znów rozbrzmiało w jego głowie. Nie zgodzę się, to był ten cichy głos w jego głowie, a nie jego myśl i specjalnie został oddzielony akapitem

Zajęli jakiś (zbędne) stolik oblepiony nie wiadomo czym, ulokowany gdzieś(zbędne) w najodleglejszym rogu sali. O ile pamiętam, to zdanie zostało tak napisane celowo, aczkolwiek później jest z tego tytułu powtórzenie więc mam problem XD

– Zaczynam się robić przewidywalny – poskarżył się Harris.
(zbędny akapit) Ean zaśmiał się. W temacie tych zbędnych akapitów to już się wypowiadałam ;) Jak dla mnie są we właściwym miejscu.

– Przestań robić z siebie ofiarę i weź się do roboty, a nie warczysz na każdego, kto się napatoczy, bezczeszcząc swoją obecnością twoją niewyruchaną w dupę, gówno wartą osobę! – nie wytrzymał. jestem chyba zbyt głupia, żeby zrozumieć to zdanie, bo czytam je trzeci raz i nadal nie ogarniam Ja nie chcę martwić ale inni, którym dawałam ten tekst zrozumieli Xd. Harris mówi, żeby Ean nie robił z siebie ofiary, zabrał do roboty i przestał warczeć na ludzi, bo kto do niego nie podejdzie to dostaje od niego opierdol, że się ogóle odezwał, a dalej to już go Harris po prostu obraża.

Bardzo Ci dziękuję za komentarz i wszystkie uwagi :)

Co do kontynuacji.... kurcze, to miało być samodzielne opowiadanie – w sensie, że ono jest już skończone, a to był pierwszy i ostatni fragment, aczkolwiek przyznaję, że można pociągnąć dalej. Pod warunkiem, że wymyślę temu jakieś sensowne zakończenie... ale widzisz, uniwersum w którym tak naprawdę główny bohater to właśnie Luka jest raczej obszerne. Prawdę mówiąc nie byłabym wstanie pociągnąć jego historii od początku do końca, raczej zrobiłabym to w formie krótkich opowiadań i to w sumie nie jest taki zły pomysł.

Przemyślę to jeszcze ;)
Odpowiedz
#4
(14-03-2015, 20:02)Angelika napisał(a): Mężczyzna odchylił głowę do góry(To jest jak dla mnie zbędne, skoro w tym samym zdaniu określasz kierunek, pisząc, że spojrzał w niebo) , spoglądając w kawałek błękitnego nieba.

Może nie powinienem reagować, (zbędny przecinek) aż tak gwałtownie?

Przypomniał sobie(przecinek) jak tamtego przeklętego dnia znalazł naramiennik gwardii królewskiej w rzeczach Luki.

Buntownik zobaczył w złotych tęczówkach najpierw zdumienie, a potem smutek.(Może się czepiam, ale przeważnie patrzy się po prostu w oczy i to w nich dostrzec można emocje, nie zaś w same tęczówki lub same źrenice. Jeśli więc kolor oczu tego jegomościa jest aż tak ważny, to zawarłabym tę informację w innym zdaniu.)

Jakiś cichy, irytujący głosik w jego głowie zaczął szeptać uporczywie, (zbędny przecinek) to jedno słowo, doprowadzając go powoli do szału.

– Patrz na mnie(przecinek) jak(Wiem, że to wypowiedź, ale znacznie lepiej pasowałoby "gdy" lub "kiedy") do ciebie mówię!

Próbował coś jeszcze powiedzieć, ale nie pozwolił mu.(Tutaj w drugiej części przydałby się podmiot, bo wychodzi na to, że obie te czynności wykonała jedna osoba)

(...)że to nie jest tak jak myśli, że nie ma racji i że ten kawałek materiału, który jeszcze przed chwilą trzymał w dłoni(przecinek) jest czymś zupełnie innym, a Luka wcale nie jest zdrajcą – nie należy do gwardii królewskiej i nie stoi w jednym szeregu z ludźmi (przecinek)na których rozkaz zniszczono mu życie, zamordowano rodziców, spalono wioskę; z ludźmi (przecinek)przez których teraz, wraz z garstką niedobitków, musi chować się po ciemnych zaułkach jak przestępca i kraść jedzenie, żeby nie umrzeć z głodu, cały czas żyjąc w strachu, (Zastanowiłabym się na twoim miejscu, czy ten przecinek jest konieczny – wg mnie lepiej by brzmiało, gdyby było to porównanie) gdyby to jak zaszczute zwierzę.

– Wynoś się stąd! – W(w)rzasnął, a Luka spojrzał na niego przerażony tym nagłym wybuchem.

Jego były już przyjaciel stał przez chwilę otępiały, jakby dostał obuchem w głowę i tylko patrzył się (zbędne) na niego.

Luka zamrugał parę razy(przecinek) jakby nie rozumiał, co się do niego mówi. Bezwiednie zrobił krok w tył, obrócił się i wyszedł bez słowa (przecinek)pozostawiając Eana samego.

– Chodź ze mną(przecinek) – Harris poklepał go po ramieniu. – Napijemy się czegoś dobrego.

Uśmiechnął się ponuro(przecinek) co oznaczało zgodę(przecinek) i bez słowa ruszyli w stronę „Złamanego Grotu” – wdzięczna nazwa jak na tak nędzną spelunę(przecinek) jaką była ta nieudana imitacja gospody.

Zajęli jakiś stolik oblepiony nie wiadomo czym, ulokowany gdzieś w najodleglejszym rogu sali.(Jak dla mnie to zdanie jest za bardzo niekonkretne)

– Coś mało osób dzisiaj – powiedział Harris, rozglądając się podejrzanie(podejrzliwie).

– Tłumów nie ma – przyznał Ean, odsuwając się od pełznącej po ścianie glisty,(zbędny przecinek) czy cokolwiek to było(kropka)Mi się wydaję(e)(To mi się bardzo nie podoba, mimo że to wypowiedź – raz, że powinno zacząć się od "mnie", a dwa, że ogólnie źle brzmi), czy to miejsce z dnia na dzień robi się bardziej obskurne? – Z(z)apytał.

– Nie wiem, ale obsługa jest do dupy, kiedy pracowała tu Merita(przecinek) było przynajmniej na co popatrzeć. Tęsknię za jej awanturami – pierdoliła się na zapleczu z każdym chętnym, ale jak ją podczas pracy za dupę złapałeś(przecinek) to ci rozbijała kufel na głowie – zachichotał.

Zamówili dzban piwa i pieczoną wołowinę z cebulą, chociaż doskonale wiedzieli, że dostaną mocno rozcieńczony trunek, któremu bardzo daleko było do prawdziwego piwa(przecinek) i przypalonego szczura z jakimś chwastem rosnącym pod oknem. Miło było jednak użyć w odniesieniu do owego dania jakieś(jakiejś) dumnej nazwy i mieć cichą nadzieję, że może tym razem będzie ono miało jakikolwiek smak.

– Nie wiem(przecinek) o czym... – próbował się wytłumaczyć.

– Daruj sobie te(to) przedstawienie, ile ja cię znam? – zapytał, patrząc na niego z politowaniem.

– Wiesz, że nigdy nie umiałem odmówić twojej siostrze – przyznał ze skruchą – chciała, żebym z tobą pogadał(przecinek) bo odkąd dowiedziałeś się(przecinek) kim tak naprawdę jest Luka (przecinek)zachowujesz się jak... – t(T)u się zatrzymał (Lepiej będzie: umilkł/zamilkł/zawahał się) w poszukiwaniu odpowiednich słów.

– Mam to gdzieś – odparł Ean(przecinek) ponownie wstając.
Dostał po mordzie, zatoczył się i zwalił pod stół z krwawiącym nosem. Harris wyciągnął go niezdarnie i jeszcze raz, (zbędny przecinek) cierpliwie posadził na miejsce.

Uspokoiłeś się? – zapytał i nie czekając na odpowiedź(przecinek) kontynuował.(dwukropek) – To teraz mnie posłuchaj, wstaniesz, jak ci pozwolę, zrozumiałeś?

– A teraz się skup – Z(z)aczął. – To bardzo ważne – nachylił się, machając mu szczurzym ogonem przed twarzą. – Co nasza kochana gwardia robi z buntownikami takimi jak ty,(zbędny przecinek) czy ja? – zapytał.

Nim Harris podjął przerwany wątek(przecinek) drzwi karczmy otworzyły się z hukiem. Do „Złamanego Grotu” jak burza wpadli zbrojni, a Ean dopiero teraz uświadomił sobie, że razem z Harrisem są jedynymi gośćmi gospody, chociaż mógłby przysiąc, że kiedy tu wchodzili(przecinek) w gospodzie było jeszcze przynajmniej dwoje innych ludzi. Gwardziści rozejrzeli się w pośpiechu, a gdy tylko dostrzegli siedzących przy stoliku buntowników (przecinek)w mgnieniu oka pokonali dzielącą ich odległość, rozwalając stoły, krzesła i generalnie wszystko, co stało na drodze.

Poczuł (przecinek)jak wzbiera w nim wściekłość.

Pięciu gwardzistów otoczyło ich stolik(albo tu przecinek...) tak(...albo tu) by nie mogli uciec, czego i tak nie zamierzali nawet próbować, byli na straconej pozycji.

Jako pierwszy zrobił krok w ich stronę, nim zdążył jednak dobyć broni, Luka, (zbędny przecinek) dość brutalnie podciął mu nogi, powalając tym samym nieszczęśnika na ziemię. Zaskoczony gwardzista próbował się podnieść(przecinek) lecz białowłosy przydeptał go jak robala. Dobiegł ich głuchy jęk, a reszta gwardzistów zatrzymała się w pół(wpół) kroku, popatrzyła na Lukę, po czym cofnęła się.

– To buntownicy szykujący się do zamachu stanu?! – K(k)rzyknął wściekle.
Ean zamrugał gwałtownie(przecinek) nie mogąc uwierzyć w to(przecinek) co widzi i słyszy.

Po za(Poza) tym jeszcze nigdy nie widział, żeby Luka zachowywał się tak agresywnie.

Słysząc to Ean(przecinek) poruszył się niespokojnie. Luka przecież doskonale wiedział, że ma schowane dwa sztylety w fałdach materiału okrywającego jego chude ciało(kropka)

– Wstawaj – zachęcił mężczyznę kolejnym kopniakiem(kropka) – Wydawało mi się, że mieliśmy dorwać ich przywódcę, widzisz go tu gdzieś? – Rozłożył ręce, rozglądając się po gospodzie.

Istotnie trzy najgorsze speluny w stolicy nosiły niepokojąco podobne nazwy: „Złamany Grot”, „Załamana Strzała”, „Złamany Miecz”,(zbędny przecinek) i każda z nich znajdowała się w innej części miasta.

Banda idiotów – dodał (przecinek)odwracając się do reszty gwardzistów. – Ja nie wiem(przecinek)skąd wy, kurwa, bierzecie tych swoich informatorów, ale radzę ich zmienić, bo następnego, (zbędny przecinek) mądrego, który mi taki cyrk odstawi(przecinek) to(zbędne) zdegraduję do poziomu stajennego – dodał jeszcze, kierując się w stronę wyjścia.

Nawet się nie odwrócił. Ean spoglądał na jego długie, białe włosy zaplecione w warkocz(przecinek) opadające na plecy i walczył z pokusą, żeby za nim nie pobiec,(zbędny przecinek) albo go nie zawołać.

Mężczyzna strasznie przy tym jęczał, do momentu (przecinek)w którym jeden z nich nie dał mu w mordę, pozbawiając go tym samym przytomności.

– Co, ty też masz dzisiaj „gorszy dzień”? – Z(z)apytał niespodziewanie gwardzista, śmiejąc się przy tym paskudnie.

Gospodarza też jakoś magicznie wcięło, to pewnie on zawiadomił… ale jak? Z resztą(Zresztą),(zbędny przecinek) teraz to nie było ważne.

– Oh(Och)… Dalabisu mara – Z(z)aklął Harris w swoim ojczystym języku. – Tego to się mimo wszystko nie spodziewałem – przyznał. – Ktoś tu się zdaje uratował nam wszystkim,(zbędny przecinek) nasze zawszone dupska – powiedział, patrząc znacząco na Eana.

Pod względem fabularnym dobrze mi się to czytało, chociaż prawdę mówiąc, to przeczuwałam, jak to się skończy – jakoś jasne dla mnie było, że Luka nie wydałby swojego dawnego kumpla. :)
Trochę mniej podobał mi się styl: nic mnie w nim szczególnie nie porwało. Czasem, tak jak wspomniała Bella, gubili mi się autorzy wypowiedzi. Brakuje mi również informacji o bohaterach, bo tak na dobrą sprawę, to po przeczytaniu nadal nie mam pojęcia, czym się zajmują i dlaczego są poszukiwani przez służby państwowe czy jak to określić – mogę tylko się domyślać, a i to mało konkretnie.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#5
(15-03-2015, 00:45)Angelika napisał(a):
(14-03-2015, 23:09)Arabella napisał(a): Handlarze przekrzykiwali się wzajemnie, bogaci kupcy targowali głośno o najlepszą cenę, a biedne bezdomne, obdarte albo coś. "Biedne" pasowałoby gdybyś pisała np. o dzieciach z sierocińca i innych smutnych przypadkach. Tylko, że to są te "smutne" przypadki. Bogaci kupcy i brudne, może nawet osierocone dzieci, które biegały głodne dzieci przebiegały pomiędzy straganami, śmiejąc się i krzycząc.

Źle się wyraziłam, przepraszam. Nie miałam na myśli, że to nie są smutne przypadki, bo są, nawet bardzo. Myślałam raczej o tym, że jeśli dasz "bezdomne", "obdarte" albo jakiś inny, konkretniejszy przymiotnik to zdanie będzie brzmiało lepiej. "Biedny" to słowo posiadające wiele znaczeń i w zależności od użycia, może oznaczać wiele rzeczy. Dlatego proponuję po prostu uściślić, co masz na myśli.

(zbędny akapit) Próbował coś jeszcze powiedzieć, ale nie pozwolił mu. W temacie tych zbędnych akapitów to Ci powiem, że nie jestem przekonana do końca. Generalnie jak piszę dialogi to drugie zdanie narracyjne zawsze daje od nowego akapitu. W książkach jak patrzyłam, nie jest to regułą, ale przynajmniej w tym pierwszym wypadku podkreśla... dobra, nie potrafię powiedzieć co, ale tutaj postaram się zaufać mojej osobistej ocenie ;)

Cóż, nie spotkałam się nigdy z takim zapisem i bardziej odpowiada mi ten "tradycyjny" sposób narracji. Twój wygląda dla mnie po prostu dziwnie i źle mi się czyta tak napisany tekst.


Czekał na jakieś wyjaśnienie, jakiekolwiek, w cichej nadziei, która jednak nie umarła, że zaraz usłyszy, że to nie jest tak jak myśli, że nie ma racji i że ten kawałek materiału, który jeszcze przed chwilą trzymał w dłoni jest czymś zupełnie innym, a Luka wcale nie jest zdrajcą – nie należy do gwardii królewskiej i nie stoi w jednym szeregu z ludźmi na których rozkaz zniszczono mu życie, zamordowano rodziców, spalono wioskę; podziel to zdanie, jest okropnie długie.
Wiem, widzisz, i tu się pojawia zasadniczy problem. Długo się zastanawiałam jak to zrobić, żeby zdanie nie straciło swojego klimatu... i kurde nie wymyśliłam

W cichej nadziei, która jednak nie umarła (nie wiem, czy tu nie powinno być przecinka) czekał na jakieś wyjaśnienie. Miał nadzieję, że zaraz usłyszy, że to nie jest tak jak myśli, że nie ma racji i że ten kawałek materiału, który jeszcze przed chwilą trzymał w dłoni jest czymś zupełnie innym, a Luka nie jest zdrajcą. Rozpaczliwie pragnął dowiedzieć się, że nie należy do gwardii królewskiej i nie stoi w jednym szeregu z ludźmi, na których rozkaz zniszczono mu życie, zamordowano rodziców i spalono wioskę

– Wynoś się stąd! – z małej litery Wrzasnął, a Luka spojrzał na niego (dałabym przecinek) przerażony tym (zbędne) nagłym wybuchem. – Nie chcę cię więcej widzieć! Nigdy! W ogóle (i w szczególe; zbędne)

Nie wiem nawet jak się odnieść do twojej uwagi... znaczy rozumiem Twój zamysł, ale weź poprawkę, że to jednak jest dialog, którego nie chcę całkowicie pozbawiać takich hmm... błędów. Jak się na kogoś drzesz to raczej nie zwracasz większej uwagi ile razy powtórzyłeś to samo słowo w jednym zdaniu i chociaż na ogół w dialogach tych powtórzeń i tak nie robię, to czasami specjalnie umieszczę jakiś błąd, albo zostawię coś takiego. żałuję, że cię poznałem!

Zdaję sobie sprawę, że napisałaś to tak a nie inaczej celowo, po prostu podrzuciłam Ci sugestię, co mogłabyś zrobić z tym zdaniem, żeby lepiej brzmiało. Sugestia jest tylko i wyłącznie sugestią, a Ty możesz zrobić z nią, co chcesz. W końcu to Twój tekst. :)

– Przestań robić z siebie ofiarę i weź się do roboty, a nie warczysz na każdego, kto się napatoczy, bezczeszcząc swoją obecnością twoją niewyruchaną w dupę, gówno wartą osobę! – nie wytrzymał. jestem chyba zbyt głupia, żeby zrozumieć to zdanie, bo czytam je trzeci raz i nadal nie ogarniam Ja nie chcę martwić ale inni, którym dawałam ten tekst zrozumieli Xd. Harris mówi, żeby Ean nie robił z siebie ofiary, zabrał do roboty i przestał warczeć na ludzi, bo kto do niego nie podejdzie to dostaje od niego opierdol, że się ogóle odezwał, a dalej to już go Harris po prostu obraża.

– Przestań robić z siebie ofiarę i weź się do roboty, a nie warczysz na każdego, kto się napatoczy, bezczeszcząc swoją obecnością twoją niewyruchaną w dupę, gówno wartą osobę! – nie wytrzymał.

Zdanie byłoby jasne, gdyby nie zaznaczona część. Dziwnie to sformułowałaś, może dlatego. Nie jestem innymi i nie muszę rozumieć czegoś, dlatego że inni zrozumieli.


Bardzo Ci dziękuję za komentarz i wszystkie uwagi :)

Co do kontynuacji.... kurcze, to miało być samodzielne opowiadanie – w sensie, że ono jest już skończone, a to był pierwszy i ostatni fragment, aczkolwiek przyznaję, że można pociągnąć dalej.

Sorry, mój błąd. Pomieszało mi się coś, że to jest coś w gust wstępu. W sumie nie wiem czemu. xD
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#6
Oficjalnie (po zmianie tytułu opowiadania) mogę chyba powiedzieć, że kontynuacji zgodnie z początkowym zamysłem nie będzie. Zamknęłam w tym krótkim fragmencie w zasadzie wszystkie wątki, a nie chcę pisać niczego na siłę.

Co do świata... będzie się można czegoś więcej dowiedzieć z następnych (o ile je napiszę) części :).
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Co do stwierdzenia, że akcja biegnie na łeb na szyję to ostatnio widzę je chyba odrobinę za często. Ja nie miałem problemów z odnalezieniem się w akcji. Po bójce wystąpiło w sumie tylko jedno wydarzenie i nie było ono jakoś na siłę wciśnięte i przepakowane informacjami.

Wszystko w miarę spójnie, ale za malo tego żeby lepiej rozeznać się w sytuacji. Przydadzą się jakieś dodatkowe informacje o Królestwie i władcach żywiołów.

"– Przestań robić z siebie ofiarę i weź się do roboty, a nie warczysz na każdego, kto się napatoczy, bezczeszcząc swoją obecnością twoją niewyruchaną w dupę, gówno wartą osobę! – nie wytrzymał."
Druga część tego zdania pasuje mi tu jak metalowy trybik skrzynce z bezpiecznikami. Musiałem zdanie przeczytać ze trzy razy zanim załapałem o co chodzi.

Lubie poznawac nowe światy dlatego zaczekam, na więcej z tego cyklu.
[Obrazek: 12.jpg]
Odpowiedz
#8
Cytat:przechodził obok, i skręcił w jakąś boczną uliczkę.

"jakąś" zbyteczne.

Cytat:– Cześć – odezwał się.

"cześć" zabija klimat.

Cytat:– Stało się coś? – zaniepokoił się białowłosy

Białowłosi są oklepani :)

Cytat:Luka zamrugał parę razy, jakby nie rozumiał, co się do niego mówi. Bezwiednie zrobił krok w tył, obrócił się i wyszedł bez słowa, pozostawiając Eana samego.

wkurza mnie niemiłosiernie ten motyw w filmach i książkach (ostatni trafiłem na to w Dirty Dancing) ktoś mógłby bez problemu coś wyjaśnic, ale nie "nie chcę słuchać i ****!".
Wkurza mnie, ale rozumiem, bo też mi się zdarzyło raz skorzystać, choć w nieco zmienionej formie (ktoś nie tyle nie chciał słuchać, co obawiał się zapytać, gdy trzeba było to zrobić).

Cytat:– Tu jesteś – usłyszał nagle wyrwany z ponurych wspomnień.
Spojrzał spanikowany w kierunku źródła dźwięku, ale z ulgą stwierdził, że patrzy na Harrisa.

po gwiazdkach w sumie pasowałoby zaznaczyć o kogo chodzi. To się niby zaraz okazuje, ale taki przeskok sugeruje że może chodzić o kogoś innego i wprowadza to pewną niepewność w odbiorze.

Cytat:pierdoliła się na zapleczu

Jak obuchem w łeb.
Nie lubię używać akurat tego słowa w tym znaczeniu, ale to już kwestia gustu. Potem też natężenie wulgaryzmów w następujących chwilę później zdaniach zdaje się nie tyle przesadzone, co jakby wymuszone.

Cytat:Dostał po mordzie

Potoczne określenia w narracji aż kłują w oczy.

Cytat:zaczął wychodzić na ulicę z czerwoną kurwą na plecach.

say what?

–-–-–-–-–-–-–-–-–

Ogólnie całkiem fajnie, ale byłoby dużo fajniej, gdyby to była część większej całości. No ale ja po prostu preferuję rzeczy rozbudowane. Sam z Navaerreidem (ex Narreweidem) który startował jako pomysł na opowiadanie (czy raczej krótki cykl opowiadań), dobijam do 1200 stron. Jeszcze cztery rozdziały i będzie z tego skończona trylogia :).
[niedozwolony link]
Odpowiedz
#9
(14-03-2015, 20:02)Angelika napisał(a): [align=justify]
Dzień był słoneczny.

Handlarze przekrzykiwali się wzajemnie, bogaci kupcy targowali głośno o najlepszą cenę, a biedne dzieci przebiegały pomiędzy straganami, śmiejąc się i krzycząc. (Ten przymiotnik 'biedne' zastąpiłabym jakimś innym, ponieważ mówimy 'biedny', litując się nad kimś niekoniecznie z powodu biedy materialnej, ale choćby z powodu choroby, odniesionych ran. Tu nie było tak źle, dzieci śmiały się i krzyczały, czyli to było dla nich typowe zachowanie.)

– Cześć – odezwał się. (Z opisu wynika, że to nie są współczesne czasy, powitanie "cześć' jakoś mi nie pasuje.)

Luka wpatrywał się przez chwilę w trzymany przez niego przedmiot, a potem spojrzał mu w oczy. Buntownik zobaczył w złotych tęczówkach najpierw zdumienie, a potem smutek.

– Chyba oboje(obaj, to są osobnicy płci męskiej) wiemy, co to jest – wyszeptał cicho Luka.

– Patrz na mnie(przecinek) gdy do ciebie mówię!

Zajęli stolik oblepiony nie wiadomo czym(klejący się od brudu? oblepiony byle czym, to może być stary przyklejony obrus), ulokowany w najodleglejszym rogu sali.

– Coś mało osób dzisiaj – powiedział Harris, rozglądając się podejrzanie(z podejrzliwością, nieufnie).

Zamówili dzban piwa i pieczoną wołowinę z cebulą, chociaż doskonale wiedzieli, że dostaną mocno rozcieńczony trunek, któremu bardzo daleko było(zbędne) do prawdziwego piwa, i przypalonego szczura z jakimś chwastem rosnącym pod oknem.

Miło było jednak użyć w odniesieniu do owego dania jakiejś dumnej nazwy i mieć cichą nadzieję, że może tym razem będzieono(zbędne – wiemy już, że chodzi o danie) miało jakikolwiek smak.

Cały chuj(w życiu nie słyszałam takiej formy tego przekleństwa – 'taki chuj', 'psi chuj') im do moich nastrojów – odparł agresywnie.

– Przestań robić z siebie ofiarę i weź się do roboty, a nie warczysz na każdego, kto się napatoczy, bezczeszcząc swoją obecnością twoją niewyruchaną w dupę, gówno wartą osobę! – nie wytrzymał.(ta druga część zdania świadczy o bezczeszczeniu samego siebie, jak rozumiem – strasznie przekombinowałaś, bo pierwsza wystarczająco pokazuje jego stan)

Dostał po mordzie, zatoczył się i zwalił pod stół z krwawiącym nosem. Harris wyciągnął go niezdarnie i jeszcze raz,[b](albo tu bez przecinka, albo zamykający po 'cierpliwie')[/b] cierpliwie posadził na miejsce.

Przez chwilę Ean wpatrywał się w Harrisa z otępieniem, aż w (końcu, wreszcie) iskierka zrozumienia nie (zaprzeczenie zbędne, chyba że napiszesz 'dopóki iskierka... nie zagościła') zagościła w jego głowie.

Akki go widział. Chociaż zarzeka się, że tan(ten) twój cudowny chłopiec wcale nie miał czerwonego płaszcza, tylko jakiś żółty czy coś, ale to nieważne.

Zainteresowałaś mnie, ponadto tekst jest dobrze napisany, bohaterowie wyraziści, a zdarzenia intrygujące. Taki początek zachęciłby mnie do kupienia książki – a zawsze czytam początki, zanim kupię:).
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#10
Cytat:twoją niewyruchaną w dupę,

To tak nie bardzo obraźliwe jest prawdę mówiąc :)
[niedozwolony link]
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości