Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Deep fever
#1
Spoiler: 'Do czytelników'


Deep fever
Prolog – Echo



Szkoła magii miała swój wyjątkowy klimat. Mianowicie był w niej burdel jak w majtkach u portowej kurwy, która kolekcjonowała wszelkie weneryki, jakie poznał dotychczasowy świat. A nawet dwa więcej. Bo każdy mag to paskudny egoista, który zawsze musi być lepszy i mieć więcej niż typowy śmiertelnik.
Prości ludzie wypowiadali się o nas jak o potworach. Zwierzętach bez krzty moralności, zniewolonych przez pierwotne instynkty. Jak o demonach, dzielących wszechświat na to, co można zjeść i na to, w co można włożyć.
I wiecie co? To wszystko poniekąd prawda. Magia ma swój koszt i bynajmniej nie chodzi o złoto. Walutą magii jest twoja psychika. Kupujesz za nią jak za monety. Jak masz jej mało, to musisz zarobić nową. A jeśli wydasz za dużo, nie dostaniesz nawet grosza zdrowia mentalnego na krechę. Twoja psychika ogłosi bankructwo, z którego nigdy już nie wyjdziesz.
Wspominałem te czasy z pewną dozą chłodnego sentymentu. Każdego dnia, gdy budziło mnie słońce drugiej rzeczywistości, były pierwszą moją myślą. Leżałem w bezruchu na twardym, drewnianym łóżku, a w środku jakaś część mnie umierała kawałek po kawałku. To wszystko było gdzieś daleko i nic nie wskazywało, aby lada dzień miało się to zmienić.
Jak trafiłem do drugiej rzeczywistości? To skomplikowana część mojej historii.
Zdążyłem wspomnieć, że w szkole magii panował, ujmując to delikatnie, chaos jakby w piekle był kryzys na węgiel. Za taki stan rzeczy odpowiadało przede wszystkim zróżnicowanie klasowe uczniów. O dostaniu się do akademii nie przesądzała bowiem inteligencja, błyskotliwość czy rodowód, a zwyczajne szczęście lub jego brak. Rodziłeś się z talentem lub bez niego. W okresie dojrzewania przeważnie pojawiały się pewne mniejsze lub większe sygnały. Mam na myśli delikatne przesuwanie przedmiotów, pękanie luster albo podpalenie krowy sąsiada.
Później pojawiali się panowie z sympatycznymi buziami i mniej sympatycznymi mieczami i zabierali cię ze sobą do stolicy. Do słynnej akademii magów. Oczywiście miałeś wybór. Zawsze istniała droga apostaty. Legenda głosi, że jakiś apostata dożył do kolejnego czwartku.
Tak oto powstawała mieszanka wybuchowa. W jednym środowisku umieszczało się dzieci króla, arystokrację, wysoko urodzonych, mieszczuchów, rzemieślników i tych ostatnich, którzy na konia mówią „kuń”, a na kobietę – „ty kurwo”. I oni wszyscy musieli zmierzyć się z poznaniem tajników najtrudniejszej ze sztuk.
Magia, jak krótko opisałem, upośledza. Różne źródła pisane przedstawiają moc jako zmaterializowane dobro stworzone z zasobu tajemniczej many, który każdy mag posiada. W rzeczywistości zasób ten jako taki nie istnieje. Twoim jedynym wyznacznikiem jest to, jak duże obciążenie może utrzymać twoja psychika.
Trudno opisać osobie niemagicznej, jak to obciążenie naprawdę wygląda. Najbardziej przypomina to napływające dawki negatywnych emocji. Jest to pewien rodzaj stresu, wywołującego depresję i otępienie. Magowie, którzy ocierali się o dolną granicę i przeżyli, wspominają, że słyszeli, jak Kostucha przekonuje ich do samobójstwa. Mówi wtedy, jakie to wspaniałe uczucie.
Każdy mag ma potworne blizny na psychice i depresję. A jeśli nie ma, to lada dzień będzie miał. Podstawową potrzebą każdego czarodzieja jest redukcja stresu. W praktyce więc okazuje się, że najlepszymi z nas nie są ci, którzy dysponują największym talentem magicznym, ale ci, którzy najłatwiej znajdują szczęście, spokój, adrenalinę i wszystkie inne pozytywne uczucia.
I tutaj wkracza nasza wesoła kompania nieporadnie zlepiona z różnych klas społecznych i środowisk. Patologiczny szwadron, pierwszy odział lekkiej umagicznionej, a psychiatryk ich symbolem. Dzieci w gruncie rzeczy, których nikt nie nauczył radzić sobie z takim cierpieniem. Nie znajdzie się dobry człowiek, który wyjaśni ci wyraźnie, o co z tym redukowaniem depresji chodzi. Dostaniesz w tej materii tylko dobre rady. Puzzle. Obrazka do tej łamigłówki nie ma, zapodział się gdzieś na strychu. Układankę rozwiązujesz sam – sięgając do nawyków dotychczasowego życia albo odkrywając w sobie nowe.
Żadna z dróg nie jest kategorycznie dobra, ani kategorycznie zła. Z każdej możesz czerpać, odnaleźć swój klucz i wewnętrzny spokój. Ale każda może też cię zabić. Zniszczyć lub zamienić w zwierzę. Żadne źródło nie jest nieskończone, któregoś dnia wysycha, a człowiek pozostaje rzeźbiąc dłońmi w mule. Okłamujesz samego siebie, że nie masz z tym problemu. Jest dobrze. Z czasem muł rośnie i rośnie, przykrywa cię, aż gubisz siebie. Zostajesz potworem, za jakiego maja cię ludzie. Bardzo często nim zostajesz. Statystycznie w dziewięciu przypadkach na dziesięć.
Pierwsza droga to ścieżka głupca, czyli używki. Dają ulotne szczęście, które z czasem przybiera w jeszcze głębszą depresję.
Niektórzy lubią przemoc, awantury i adrenalinę. Dobre dla kogoś, kto potrafi pogodzić się z krwią na rękach i ma wystarczająco szczęścia, aby ulica nie dopadła go prędzej niż depresja.
Popularny jest seks, magowie pieprzą się na potęgę. W związkach, przygodnie. Organizowane są nawet orgie. Kopiąc głębiej i głębiej w tym źródle, zaczynają smakować tej samej płci, chociaż w poprzednim życiu nigdy by siebie o to nie podejrzewali. Na samym dnie tego zbocza, gdzie sprawdziłeś już wszystko i jesteś emocjonalnym wrakiem, młode magiczki ocierają się z bezdomnymi, zwierzętami i trupami.
Istnieją różne sposoby, duże i małe. Ale jeśli nie znajdziesz złotego środka szybciej, niż rutyna znajdzie ciebie, budzą się w tobie potworne instynkty.
Jest jeszcze jedna metoda warta wspomnienia. Metoda, którą stosowałem ja. Na szczycie najwyższej z wież akademii, przykute pradawnymi łańcuchami starymi jak sam świat, znajduje się echo. Portal do innych światów, w którym otwarty umysł może zaznać ukojenia. Siada się w owalnej sali, gdzie ciszę mącą wyłącznie oddechy dziesiątek innych magów, którzy przyszli tu w tym samym celu. Zamykasz oczy…
I wtedy czujesz echo. A ono czuje ciebie. Zabiera twój umysł na przejażdżkę dla wszystkich zmysłów. Doznajesz smaków i zapachów, obrazów i głosów innych światów. Czerpiesz z nich energię, siłę, która koi psychikę jak sielankowy sen.
Echo jest jak miasto. Labirynt ścieżek, których nie widzisz, ale doznajesz. Poruszasz się po nich jak duch po świecie abstrakcji. Obierasz kierunki i krążysz godzinami.
I doznajesz spokoju.
Ale echo nie jest wyjątkiem.
Zatracasz się. I ja też się zatraciłem.
Są ścieżki bezpieczne, po których możesz chodzić. Uliczki znane i sprawdzone przez innych. Tam, gdzie iść ci zabraniają, czai się śmierć. Umierasz w transie przy paskudnym krwotoku i torsjach. Wśród czerpiących z echa mówi się, że gdzieś w labiryncie czai się świat samej Kostuchy. A gdy tam umrzesz, zostaniesz w nim na zawsze.
Byłem durniem bez wyobraźni. Kretynem nie lepszym niż ci, którzy pieprzą się ze wszystkim, z czym osiągalne. Gorszym nawet niż ćpuni i mordercy.
Moje źródło wysychało. Klucz na szczęście, który nigdy przecież miał się nie wyczerpać, umierał na moich oczach. Echo przestało nagradzać. Stało się miałkie i przewidywalne. Ginąłem od rutyny. Słabłem w oczach, krok po kroku stając się dziwką depresji i desperacji.
I wtedy, zamiast iść w prawo, na bezpieczną ścieżkę, poszedłem w przeciwną stronę. Czerpałem jak nigdy wcześniej. To nie były pojedyncze sygnały tylko pierdolona symfonia wrażeń! Kaliber gigantów. Lot na pocisku katapulty! Taniec z ptakami i dotyk nieba.
Nagle zgasło. Jakbyś pił z czary Bogów, a chwilę potem wylądował w wilczym dole.
Gdy otworzyłem oczy byłem w zupełnie innym miejscu. W drugiej rzeczywistości. Świecie, gdzie moja magia nie istnieje. Rzeczywistości, w której pierwsze skrzypce gra surowa selekcja naturalna.
A cholernym kompozytorem jest sama Kostucha.
Lubię Tytanica. Moim ulubionym bohaterem była góra lodowa.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Cytat:Szkoła magii

Ciekawe ile osób zniechęcasz w ten sposób na samym starcie :) Mnie na pewno, ale że zmusiłem się, by poczytać trochę dalej, owo nieszczęsne skojarzenie szybko minęło. Inna sprawa, że w ogóle nie lubię magów (sam też o nich trochę piszę, ale tylko dlatego, że są mi potrzebni jako element fabuły, nie skupiam się na nich zanadto, a nawet jeśli, to nie na tym magicznym aspekcie), nie lubię też silenia się na filozofowanie – w połączeniu z owymi magami skutecznie zabija to moje zainteresowanie, na domiar złego tekst przeładowany jest przenośniami, mam wrażenie przekombinowania i przesadnego silenia się na "ambitne brzmienie" – kolejna rzecz, która dla mnie jest odpychająca. Jeszcze jedną jest to, żetak naprawdę poza ogólnymi uwagami nic tu nie ma. W zasadzie to niemal to samo co startowanie od opisu świata, czy jego historii, tutaj mamy wykład o problemach magów, niestety, nie znając żadnego z nich, nie potrafię się ich problemami zainteresować (tym bardziej że to magowie – zainteresować mnie nimi jest naprawdę trudno).

Innymi słowy – napisane ładnie i zgrabnie, ale gdybym zajrzał w księgarni do tak zaczynającej się książki, to odłożyłbym ją na półkę bardzo szybko.

PS. na uwagi do czytelników zerknąłem dopiero PO napisaniu komentarza.
[niedozwolony link]
Odpowiedz
#3
No to w pewnych sprawach nasze poglądy totalnie się pokładają. Dla mnie słowo "mag" nie niesie zupełnie żadnego bagażu emocjonalnego. Jest takie nijakie, obojętne, wyprane. Inaczej już się czyta o nekromancie, demonologu, czarnoksiężniku, władcy ognia, siewcy światła. Mag brzmi jak jakieś pojęcie ogólnikowe. Niby robi pewien zarys, ale bardzo marny.

Bloki narracji? Nie cierpię.
Długaśne wstępy? Chyba żartujesz.
Marnowanie słowa? To nie ja.

Wydaje mi się, że chciałem iść tym fragmentem na przekór samemu sobie. Zrobić coś totalnie na odwrót. Zacząć zarysem, zamiast konkretem. Świetnie się bawiłem, zrelaksowałem i o to przede wszystkim chodziło ; )

Jeśli chodzi o porównania, filozofowanie – cóż, to po prostu mój styl. Lubię opisywać zjawiska, które dzieją się wewnątrz. Nadawać im sens, wynajdywać w tym wzory i prawdy życiowe. Lwią część swojego życia spędziłem właśnie tam. Myśląc i analizując, co dzieje się wokół i jak się z tym czuję. Dlatego w moich tekstach jest w pewnym sensie mniej opisów otoczenia, a więcej zjawisk, dziejących się w człowieku. Porównania? Lubię to. Chłodne, abstrakcyjne myślenie. Może nawrzucałem trochę za dużo do jednego wora. Zdam się w tym przypadku na wasze zdanie, bo sam siebie oceniać po prostu nie potrafię :D

Co do chłodnego wstępu – taki po prostu jestem. Napisałem to, co w gruncie rzeczy myślałem. Po prostu w bardzo ironiczny sposób, haha ; )

Dzięki za komentarz!
Lubię Tytanica. Moim ulubionym bohaterem była góra lodowa.
Odpowiedz
#4
Skoro mówimy o porównaniach i filozofowaniu... to właśnie najlepsza część wszystkich Twoich teksów. Pozwala też rozpoznać Cię w tłumie ;)
Lekko i szybko się czytało. Fajnie, że jest zarys świata, problemy magów były ciekawe i świetnie się to łączyło z tym w jaki sposób główny bohater trafił do drugiej rzeczywistości.
Nic więcej nie mam do dodania, pozostaje tylko czekać na kontynuację ;)
P.S. ZABIERZ MI SIĘ ZA HABLA!
Odpowiedz
#5
(11-03-2015, 20:18)Yami napisał(a): Witam w kawałku poświęconym całkowicie narracji, po którym będziecie żałowali, że poświęciliście na tę błazenadę chociażby sekundę dłużej, niż zajmuje naciśnięcie krzyżyka w prawym górnym rogu ekranu. Mam jednak nadzieję, że ktoś to przeczyta, a po dobrnięciu do mety nadal stwierdzi u siebie, że nie wydrapał sobie oczu ; )

Bardzo zachęcający wstęp, trzeba przyznać:).

Cytat:
Deep fever
Prolog – Echo

Mianowicie był w niej burdel jak w majtkach u portowej kurwy, która kolekcjonowała wszelkie weneryki, jakie poznał dotychczasowy świat(zbyt wulgarne porównanie jak mój gust, chyba że idziesz tropem RR Martina).

Jak o demonach,(bez przecinka) dzielących wszechświat na to, co można zjeść i na to, w co można włożyć.

Za taki stan rzeczy odpowiadało przede wszystkim zróżnicowanie klasowe uczniów. O dostaniu się do akademii nie przesądzała bowiem inteligencja, błyskotliwość czy rodowód, a zwyczajne szczęście lub jego brak. (czyli pochodzenie było odpowiedzialne za ten burdel – gdyby tam byli sami błękitnokrwiści, o wtedy byłby ład i porządek;))

W jednym środowisku umieszczało się dzieci króla, arystokrację, wysoko urodzonych, mieszczuchów, rzemieślników i tych ostatnich, którzy na konia mówią „kuń”, a na kobietę – „ty kurwo”.(no właśnie – błękitna krew, a nie jakaś tam czerwona jucha)

Jest to pewien rodzaj stresu,(bez przecinka) wywołującego depresję i otępienie.

Żadna z dróg nie jest kategorycznie dobra,(bez przecinka) ani kategorycznie zła.

Żadne źródło nie jest nieskończone, któregoś dnia wysycha, a człowiek pozostaje(przecinek) rzeźbiąc dłońmi w mule.

Pierwsza droga to ścieżka głupca, czyli używki. Dają ulotne szczęście, które z czasem przybiera(przybiera inaczej narasta, tu bardziej pasuje 'zamienia się, przeobraża') w jeszcze głębszą depresję.

Byłem durniem bez wyobraźni. Kretynem nie lepszym niż ci, którzy pieprzą się ze wszystkim, z czym osiągalne(co osiągalne).

Nie umiem tego skomentować. Bardzo dobrze napisane jak to u ciebie. To tyle plusów. Treść jest co najmniej dziwna, chwilami wulgarna, a chwilami poza wszelką oceną; homoseksualizm, zoofilia, nekrofilia. Jeśli chciałeś tym tekstem wstrząsnąć, to niestety ci się nie udało, raczej mnie zbrzydziło. Jedynie fragment o przejściu do alternatywnej rzeczywistości dało się normalnie przeczytać, choć tu też się przyczepię. Bo jak to tak, każdy mag, zaawansowany czy początkujący miałby wstęp do portalu? Tak po prostu? Skoro tak, to po co miałby się bzykać z trupami, jeśli zasiadłby sobie, zamknął oczy i zagłębił w echu. Ten tekst nie jest Yamim, nawet biorąc pod uwagę parę świetnie skonstruowanych zdań. Yamiego cechuje lekkość, finezja, nawet wtedy, gdy mówi o sprawach trudnych, tu czułam się jak w błocie. Bardzo mi przykro, jeśli mój komentarz cię zawiedzie, ale też czuję się zawiedziona.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#6
Szczerze mówiąc, rozumiem czemu napisałeś ten tekst i rozumiem też dlaczego wygląda on tak, a nie inaczej. Wiem, że tego fragmentu nie można oceniać pod kątem "czy nadaje się do druku", bo tak naprawdę jest to zwykła, luźna wariacja. Odpoczynek.

Generalnie tekst nie jest zły. Każdy dobrze wie, że Yamiś pisać umie. Podobały mi się twoje porównania, taki bezlitosny (nie wiem, czy to dobre słowo) sposób prowadzenia narracji. Nie będę nawet narzekał na wulgaryzmy, fakt, było ich trochę za dużo, ale nie odrzucały aż tak bardzo. Były całkiem fajnie wplecione. Zdarzyło mi się nawet pare razy uśmiechnąć.

Przedstawiłeś nam jakiś świat, według mnie całkiem ciekawy. Prawda, nie potrafię sobie wyobrazić maga, który w przerwie pomiędzy studiowaniem starożytnych woluminów idzie sobie puknąć jakiegoś menela na odstresowanie. Nie można jednak powiedzieć, że realia, które przedstawiłeś, to nuda i sztampa. Rzeczywiście to coś nowego, przynajmniej jak dla mnie. Tu punkt dla ciebie, no dobra, pół punkta za tego menela.

Fabuły nie ma co oceniać, bo póki co jej nie ma. Nie ma również bohaterów, nie ma emocji. Ciężko powiedzieć co tu tak na prawdę jest, jednak cokolwiek by to nie było, jak dla mnie nie jest takie złe. Oczywiście tekst nie błyszczy, jednak było w nim coś, co mnie zaintrygowało (na przykład – czemu go tutaj wstawiłeś :D).

Sam nie wiem, czy mogę coś więcej powiedzieć. Jedyne co mi przychodzi na myśl to "PISZ HABLA!", ale chyba sobię odpuszczę. Powodzenia i czekam na więcej (niekoniecznie tego tego..)
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
(12-03-2015, 00:36)Nawka napisał(a): Bo jak to tak, każdy mag, zaawansowany czy początkujący miałby wstęp do portalu? Tak po prostu? Skoro tak, to po co miałby się bzykać z trupami, jeśli zasiadłby sobie, zamknął oczy i zagłębił w echu. Ten tekst nie jest Yamim, nawet biorąc pod uwagę parę świetnie skonstruowanych zdań. Yamiego cechuje lekkość, finezja, nawet wtedy, gdy mówi o sprawach trudnych, tu czułam się jak w błocie. Bardzo mi przykro, jeśli mój komentarz cię zawiedzie, ale też czuję się zawiedziona.

Jeżeli o mnie chodzi to oczywiste. Cała ta hołota, tak "pięknie" opisana przez Yamiego to ludzie z różnych klas społecznych, a nie sami szlachcice, kulturalni, z manierami którzy pójdą sobie pomedytować na szczycie wieży (a i tak nigdzie nie było powiedziane, że ci z wieży to właśnie ludzie wyższych sfer). Nie. Oni (magowie) skoczą do karczmy na piwo i zabawią się z kelnerką gdzieś w kuchni, albo znajdą jeszcze inny sposób. Nie chcę Cię tutaj urazić, Naw, ale jak dla mnie równie dobrze mogłaś zapytać, dlaczego ludzie kradną, skoro mogą legalnie iść do pracy i zarobić. Przynajmniej ja tak widzę ten problem :)

Mi tam akurat klimat opowiadania odpowiada, ale nasze upodobania w tym temacie to trochę inna kwestia ;) Nie mogę się zgodzić, że "tekst nie jest Yamim". To trochę, jakbyś zarzuciła mu, że kogoś w tym momencie próbował naśladować, albo napisał wbrew sobie, swojemu wewnętrznemu "ja". Dla mnie Twoje słowa właśnie tyle znaczą. Osobiście natomiast uważam, że Yamiego jest tu bardzo dużo ;) To właśnie jego styl... tylko świat, który opisał po prostu nie jest tęczową łąką po której biegają jednorożce.

Zgodzę się z Orzechem, że bardzo oryginalnie podszedł do sprawy. Nie zaznaczyłam tego w poprzednim komentarzu, ale dla mnie najlepsze jest właśnie to że magowie zostali przedstawieni w bardzo niecodzienny i zupełnie nowy, nieznany mi dotąd sposób i za to mega plus – za nie robienie świata takim idealnym, jakby się chciało ;)

W temacie barwnych, czasem wulgarnych opisów mogę powiedzieć tylko tyle, że jak dla mnie było ich odrobinę za dużo. Rzeczywiście w pewnym momencie z lekka przytłaczały, ale poza tym tekst naprawdę dobry.
Odpowiedz
#8
(11-03-2015, 20:18)Yami napisał(a):
Spoiler: 'Do czytelników'


Deep fever
Prolog – Echo


Jak o (zbędne)demonach, dzielących wszechświat na to, co można zjeść i na to, w co można włożyć.

Magia ma swój koszt i bynajmniej nie chodzi o złoto. Walutą magii jest twoja psychika. Kupujesz za nią jak za monety. Jak masz jej mało, to musisz zarobić nową.

W okresie dojrzewania przeważnie pojawiały się pewne mniejsze lub większe sygnały.

Później pojawiali się panowie z sympatycznymi buziami i mniej sympatycznymi mieczami i zabierali cię ze sobą do stolicy.

Różne źródła pisane przedstawiają moc jako zmaterializowane dobro stworzone z zasobu tajemniczej many, który(e) każdy mag posiada. W rzeczywistości zasób ten jako taki nie istnieje. Twoim jedynym wyznacznikiem jest to, jak duże obciążenie może utrzymać twoja psychika.
Trudno opisać osobie niemagicznej, jak to obciążenie naprawdę wygląda. Najbardziej (zbędne) przypomina to napływające dawki negatywnych emocji.

Zostajesz potworem, za jakiego maja(ą) cię ludzie.

Dają ulotne szczęście, które z czasem przybiera zmienia się w jeszcze głębszą depresję.

Dobre dla kogoś, kto potrafi pogodzić się z krwią na rękach i ma wystarczająco dużo szczęścia, aby ulica nie dopadła go prędzej niż depresja.

To nie były pojedyncze sygnały (dałabym przecinek, ale nie jestem pewna) tylko pierdolona symfonia wrażeń!

Gdy otworzyłem oczy (tu też bym w sumie dała przecinek, ale pewności nie mam) byłem w zupełnie innym miejscu.

Nic szczególnego. Napisane jest w miarę dobrze, błędów było niewiele, jednak nie popisałeś się. Porównania, tak charakterystyczne dla Ciebie, tym razem są mało błyskotliwe, toporne wręcz. W niektórych miejscach przekleństwa niezbyt pasują. Zastanawia mnie to na co zwróciła uwagę Nawka, dlaczego magowie posiadający możliwość mało inwazyjnego wyciszenia się, wybierali szalone sposoby, które szybko ich wyniszczały? Nie zauważyłam również typowego dla Ciebie filozofowania i rozwodzenia się. Niby coś było, ale to jednak nie to. Dopiero zakończenie daje nadzieję na ciekawy tekst, reszta jest średnia i nie zachwyca.
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#9
Zastanówmy się czy prolog spełnia swoje funkcje.

Po pierwsze przedstawienie świata, które w tym przypadku sprowadza się przede wszystkim do wprowadzenia w świat magii, który wydaje się być w Twoim tekście najważniejszy (wnioskuje po ilości tekstu jaki zużyłeś na jego opis). Pomysł oryginalny, wszystko przekazana w przyjemny i klarowny sposób. Czuję się do Twojego świata zaproszony.

Po drugie przedstawienie bohaterów. Mamy tutaj jednego kandydata na postać numer jeden. Mag, który powoli dostaje bzika. Jednak dowiaduje się o nim stosunkowo niewiele. Jeżeli w dalszych częściach opowiadania postać te będzie się pojawiać, to trzeba ją przedstawić. Najważniejsze jest imię, ale pewne podstawowe informacje też się przydadzą, wszystko zależy w którą stronę pójdziesz ze swoim opowiadaniem.

Jeszcze zawiązanie akcji. Też wszystko działa, główny bohater zatraca się w echu i trafia do innej rzeczywistości. Jest na czym budować.

Jak na mnie prolog jak najbardziej działa, jedynie bohater jest dla mnie jakąś anonimową postacią. Ciekawość też została we mnie pobudzona, przede wszystkim niestandardowym przedstawieniem świata. Zobaczymy jak to rozwiniesz.

Teraz trochę o stylu. Jest trochę wszechogarniający. Jakbyś odwracał uwagę od treści skupiając się na formie. Mówię tu przede wszystkim o barwnych porównaniach i wtrącaniu nacechowanych emocjonalnie wyrazów w różne ciekawe miejsca. Czyta się przyjemnie i zabawnie, jednak od razu nadaje to Twojemu tekstowi cech komicznych, jakbym czytał opowiadanie w krzywym zwierciadle. W zależności od tego, jakie masz plany na kontynuację potrzebna byłaby zmiana narracji.

Jeszcze ważna rzecz, wulgaryzmy. Nie podobają mi się, na pewno nie w tym tekście. Trochę mi to przypomina świeceniem gołym tyłkiem w reklamie, uwagę to przyciąga, ale niesmak pozostaje. Jedyną książką, w której wulgaryzmy były dla mnie zjadliwe była "Achaja", a to tylko dlatego, że były używane w odpowiedni sposób, jako wyrażenie pewnych emocji bohaterów. W wypowiedziach narratora brzmią po prostu słabo.

Napisane ładnie, nie ma mowy o jakiś bolesnych powtórzeniach, czy nielogicznościach. Czyta się bardzo płynnie i przyjemnie. Aż chce się komentować, co zresztą widać po tym, jak się rozpisałem :).
Odpowiedz
#10
Cytat:Jeżeli o mnie chodzi to oczywiste. Cała ta hołota, tak "pięknie" opisana przez Yamiego to ludzie z różnych klas społecznych, a nie sami szlachcice, kulturalni, z manierami którzy pójdą sobie pomedytować na szczycie wieży (a i tak nigdzie nie było powiedziane, że ci z wieży to właśnie ludzie wyższych sfer). Nie. Oni (magowie) skoczą do karczmy na piwo i zabawią się z kelnerką gdzieś w kuchni, albo znajdą jeszcze inny sposób. Nie chcę Cię tutaj urazić, Naw, ale jak dla mnie równie dobrze mogłaś zapytać, dlaczego ludzie kradną, skoro mogą legalnie iść do pracy i zarobić. Przynajmniej ja tak widzę ten problem Smile

Bardzo dobrze, że o tym wspomniałaś, bo mi wyleciało z głowy. Faktycznie Nawka, nie ma co szukać dziury w całym. Dobrze, że Angelika przytoczyła przykład ze złodziejami, bo świetnie to obrazuje. To samo przyszło mi na myśl, z tym, że ja bym zadał to pytanie bardziej ogólnikowo – są przecież ludzie, którzy bez konkretnego powodu robią rzeczy, o których wspomniał w tekście Yami. Przykładów można podać na pęczki. Fakt, że rządze magów potęguje używanie magii, poniekąd wyjaśnia ten stan rzeczy. Jeśli chodzi o mnie, to czytając ten tekst, po prostu przyjąłem do wiadomości, że jest tak, a nie inaczej.

Co nie zmienia faktu, że wciąż nie mogę sobie wyobrazić maga, który gzi się z bezdomnymi ^^.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości