Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Przygodowe Mglisty Anioł
#1
Zacząłem ostatnio pisać to opowiadanie, ale jakoś nie jestem z niego zadowolony. Kilka osób zarzuciło mi, że jest zbyt ciężkie i trudno się czyta. Przychodzę do was po bardziej profesjonalną poradę. Brnąć w to dalej czy może zacząć inny projekt? Pewnie trafi się tutaj kilka błędów i może źle złożonych zdań, ale tekst nie odleżał jeszcze swojego i poprawianie szło nieco opornie.


Mglisty Anioł
Rozdział 1

Każdego dnia, na całym świecie, ludzie kupują tysiące o ile nie miliony komiksów. Czemu to robią? By uciec… przed dniem codziennym, przed jego szarością i tym, jak bardzo życie potrafi nas sponiewierać. Przerzucając kartki pokryte kolorowym atramentem, wskakują w skórę głównego bohatera. Odczuwają jego emocje i przypisują sobie tryumfy, jakie odnosi.
Każdy komiks kryje w sobie coś magicznego. Herosi zwyciężają zło, tak jak każdy chciałby przezwyciężyć życiowe problemy.

Cyryl śledził przygody swoich ulubionych bohaterów z zapałem i niezmierzoną przyjemnością. Aktualnie odpoczywał na kanapie w salonie i zaczytywał się Kapitanem Niezwyciężonym. W kulminacyjnym momencie odcinka, kiedy muskularny Afroamerykanin odziany w obcisły strój z lateksu miał zrzucić z dachu seryjnego mordercę i terrorystę Jima Eskalację, do pomieszczenia weszli ojciec Cyryla, Roman Sol i Andrzej Bombka. Mężczyźni rozmawiali o interesach.
— Jesteś gotowy zainwestować w ten biznes? — spytał gościa w garniturze.
— Mógłbym zaryzykować. Mówisz, że poza tobą nikt nie działa w tej branży? — Ukradkowe spojrzenie Andrzeja spoczęło na Cyrylu. — Może pogadamy jutro, dzisiaj jest nas zbyt wielu — dodał, przesuwając lodowaty wzrok na starego Sola, ten spojrzał przez ramię, grymas oburzenia zalał jego twarz nagłą falą.
— Nie ma sprawy. Remi, odprowadź naszego gościa do jego samochodu! — Zawołał.
Z przedpokoju wyłonił się młody, dwudziestoczteroletni Latynos. Najbardziej zaufany pracownik oraz, niemal, prawa ręka Romana.
— Panie Andrzeju, pozwoli pan? Odprowadzę do drzwi. — Po chwili obaj znikli za frontowymi drzwiami.
Czytelnik wyjrzał znad kart, na widok nadchodzącego ojca westchnął przeciągle. Nie chcąc okazać swojego lęku przed jego osobą, wrócił do dalszej lektury. Niespodziewane, silne szarpnięcie wyrwało komiks z jego dłoni. Roman zerknął na okładkę i pokręcił głową.
— Ile raz mam ci powtarzać, żebyś nie wychodził ze swojego pokoju, kiedy przyjmuję ważnych gości. — Usiadł obok Cyryla i zepchnął jego nogi na podłogę.
Chłopak odpowiedział mu cichym mruknięciem.
— Przestałbyś w końcu czytać te głupkowate pisemka. Co to ma być? — Ponownie zbadał okładkę wzrokiem. — Kapitan Niezwyciężony. Jakieś bzdury. W tym roku matura mógłbyś się przyłożyć do nauki.
— Mam dobre ceny i nie muszę powtarzać… A to, co czytam to tylko moja sprawa. — Zobaczył, jak ojciec próbuję powstrzymać narastające oburzenie.
— Może i jesteś inteligentny, ale do przejęcia interesu potrzebujesz czegoś więcej niż rozumu — powiedział, luzując krawat. — Nie masz odpowiedniego wyglądu, jesteś chuderlawy i słaby. Pracownicy nie będą odczuwać przed tobą, żadnego respektu.
Cyryl wstał, był świadom, że zaczynała się bezsensowna paplanina o firmie.
— Zacząłeś tę rozmowę tylko po to, żeby znów się mnie czepiać co? Widzę, że muszę po raz kolejny sprowadzić cię na ziemię. Nigdy nie obejmę twojego stanowiska, choćbyś mnie błagał. To życie mnie nie pociąga.
— Buntownik z ciebie, co? — Rozsiadł się wygodniej, a jego twarz przeciął jadowity uśmieszek. — Zobaczymy, jak będziesz śpiewał, kiedy zablokuję wszystkie twoje karty i wydziedziczę. Umrę, a ty nie dostaniesz nawet grosza.
„Nawet nie wiesz, jak bym chciał, żebyś już zdechł zwyrodnialcu” — pomyślał. — Twoje pieniądze mało mnie obchodzą, sam dałbym radę zapracować na swoje utrzymanie.
Roman parsknął śmiechem.
— Ciekawe jak?
Cyryl wyszedł bez słowa.

Wyczekiwany przez wszystkich uczniów dzwonek zaprosił ich na przerwę obiadową. Młodzież, niczym stado bydła pozostawione samemu sobie, wypadła na korytarz. Cyryl i Dawid przechodzili między ludźmi podzielonymi na grupy. Prawie jak w kiepskim filmie przedstawiającym trudne szkolne życie: byli sportowcy, ślicznotki, spoko kolesie z wątpliwą szansą na przejście do kolejnej klasy. Masa szaraków zamykających się w kręgu najbliższych przyjaciół oraz para najlepszych kumpli znających się od podstawówki.
Chłopcy kontrastowali ze sobą w każdym calu. Dawid wysportowany z zacięciem do mechaniki, Cyryl chudy, słaby, kochający medycynę. Jedynym i najważniejszym, co ich łączyło była pasja do komiksów. Od najmłodszych lat spotykali się, żeby czytać je wspólnie i nieraz odgrywać poszczególne postacie oraz epickie w ich mniemaniu pojedynki, które zawsze rozśmieszały matkę Dawida do łez.
— Temu miastu przydałoby się kilku bohaterów. Jacyś Mściciele w nieco uboższej edycji.
— Nie zajmuj sobie tym głowy. Mój ojciec i cała banda policjantów temperują tych typków spod ciemnej gwiazdy.
Rozmawiali, wchodząc na stołówkę. Zawsze, kiedy poruszali ten temat, Cyryl miał ochotę wyjawić całą prawdę o swojej rodzinie, lecz nie potrafił jej zdradzić.
W opinii publicznej Roman Sol był szefem wielkiej korporacji produkującej leki na ADHD. Jednak tylko wtajemniczeni wiedzieli, że lekarstwa to zaledwie siedemdziesiąt procent całej produkcji. To narkotyki dawały rodzinie czterokrotnie większe zyski niż psychotropy. Pracownicy nigdy nie pochodzili z miasta rodzinnego Solów, byli ściągani z całego kraju i przekupywani. Duże honoraria i groźba bolesnej śmierci skutecznie zamykała wszystkim usta.
— Pomyśl tylko, jak duże korzyści miałaby Maironia z takich bohaterów. Przestępczość by spadła, a ludzie odetchnęli z ulgą. W dodatku to niezła atrakcja turystyczna i okazja do zarobku. — Cyryl mówił o tym, jakby całymi dniami nie myślał o niczym innym.
— No, byłoby fajnie, ale spójrz na to ze strony prawnej. Tacy goście mieliby strasznie przewalone z policją. — Odgryzł wziął duży kawał kanapki z salami i ogórkami kiszonymi. — Zresztą jak każdy super bohater — dodał po chwili nieco bełkotliwie.
— Jak pies je, to nie szczeka, bo mu miska ucieka. — Obaj wybuchli śmiechem. — Dlaczego ty zawsze analizujesz każdą rzecz od strony prawnej? Nie wszyscy mieli problemy z policją. Kapitan Ameryka na przykład.
— On był projektem rządowym. Spędził kilkadziesiąt lat pod lodem i potem współpracował z organizacją rządową. Był czysty jak łza. Więcej przypadków raczej nie znasz.
Dzwonek zagłuszył Cyryla, który próbował jakoś zagiąć przyjaciela. Dwadzieścia minut przeleciało chłopakom przez palce, nie pozwalając skończyć drugiego śniadania. Stołówka opustoszała w okamgnieniu, nikt nie chciał narażać się nauczycielom.
Liceum przy ulicy Drwalskiej słynęło z wysokiego poziomu oraz surowej kadry pedagogicznej, srogo karzącej młodzież za nawet drobne naruszenie regulaminu. Dwuminutowe spóźnienie było niemal grzechem śmiertelnym.
Na szczęście dla komiksowych zapaleńców, klasę chemiczną dzieliło od stołówki tylko kilka metrów. Nauczyciel otworzył drzwi i zaprosił wszystkich na lekcję — zajęcia praktyczne były konikiem Cyryla. Uwielbiał eksperymentować i mieszać ze sobą różnorakie substancje. Kilkukrotnie wywołał w klasie mały pożar, przez co jego ojciec musiał fundować ze swojej kieszeni malowanie ścian.
— Gdyby nasze miasto miało bohatera, to jakby się nazywał? — spytał młody chemik.
— Ja nazwałbym takiego gościa idiotą. Po co zabierać się za coś, z czym doskonale radzi sobie policja? — odparł Dawid rozniecający ogień pod menzurką.
— Chłopcy, mam was na uwadze — Usłyszeli twardy głos belfra przechadzającego się między ławkami.
— Jak dla mnie to mógłby być Wyklęty Rycerz. Dobrze brzmi. Nie uważasz?
— Całkiem niezłe, oficjalny przydomek wymyśliliby pewnie dziennikarze, a nazwa zapożyczona od pomnika mogłaby być całkiem dobrym posunięciem.
— Pan Cyryl i Dawid dostają po jedynce z zachowania. Wystarczy tych pogaduszek. — Między uczniami przebiegł chichot. Chłopcy popatrzyli błagalnie na staruszka wpisującego oceny do dziennika. – Proszę nie robić szczenięcych oczu, mieliśmy przeprowadzać eksperyment, a wy paplacie niczym stare baby na targu.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(11-03-2015, 17:41)Daniel napisał(a): [align=center]Mglisty Anioł
Rozdział 1

By uciec, (raczej dwukropek) przed dniem codziennym, przed jego szarością i tym (przecinek) jak bardzo życie potrafi nas sponiewierać.

W kulminacyjnym momencie odcinka, kiedy muskularny Afroamerykanin, (zbędny przecinek) odziany w obcisły strój, (zbędny przecinek) z lateksu miał zrzucić z dachu seryjnego mordercę i terrorystę Jima Eskalację. (raczej przecinek) Do pomieszczenia wszedł Roman.

— Może pogadamy jutro, dzisiaj jest nas zbyt wielu — dodał, przesuwając lodowaty wzrok na starego Sola (co to za jeden?), ten spojrzał przez ramię, grymas oburzenia zalał jego twarz nagłą falą.
— Nie ma sprawy. — Pstryknął palcami (kto?). — Remi (przecinek) odprowadź naszego gościa do jego samochodu!
Młody (przecinek) około dwudziestoczteroletni Latynos wyprowadził partnera biznesowego, swojego szefa, z pełnymi honorami. (zbyt zawile)

Niespodziewane, silne szarpnięcie wyrwała (wyrwało) komiks z jego dłoni. Roman (WTF? To ja już nic nie rozumiem. Kim, do cholery, jest Roman?) zerknął na okładkę i pokręcił głową.

(dalej nie sprawdzam)

Sypiesz imionami, nazwiskami, postaciami jak z rękawa. Nie wiadomo kto kim jest. Nie wiadomo również, kiedy opisujesz akcję z komiksu, a kiedy 'rzeczywistość' bohatera. Stąd ciężko się czyta i w pewnym momencie nie ma się chęci brnąć w to głębiej.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#3
Dzięki, za radę, wezmę ją sobie do serca i spróbuję zapanować nad tekstem. ;)
Odpowiedz
#4
(11-03-2015, 17:41)Daniel napisał(a): [/align]
[align=center]Mglisty Anioł
Rozdział 1

Herosi zwyciężają zło, tak jak każdy chciałby zwyciężyć swoje życie.(nie rozumiem, na czym miałoby polegać zwyciężanie życia, chyba miałeś na myśli 'trudy, problemy życiowe')

Cyryl śledził przygody swoich ulubionych dobroczyńców(nie lepiej po prostu 'bohaterów'?) z zapałem i niezmierzoną przyjemnością.

W kulminacyjnym momencie odcinka, kiedy muskularny Afroamerykanin, odziany w obcisły strój, z lateksu miał zrzucić z dachu seryjnego mordercę i terrorystę Jima Eskalację. Do pomieszczenia wszedł Roman. (połącz te dwa zdania, ponieważ pierwsze po prostu urwałeś)

— Jesteś gotowy zainwestować w ten biznes? — spytał gościa w garniturze.(kto spytał i kto był w garniturze; Cyryl czy Roman?)

— Mógłbym zaryzykować. Mówisz, że poza tobą nikt nie działa w tej branży? — Ukradkowe spojrzenie tajemniczego faceta(to ilu ich było, bo przedstawiłeś Cyryla i Romana) spoczęło na Cyrylu.

— Może pogadamy jutro, dzisiaj jest nas zbyt wielu — dodał, przesuwając lodowaty wzrok na starego Sola, ten spojrzał przez ramię, grymas oburzenia zalał jego twarz nagłą falą.
— Nie ma sprawy. — Pstryknął palcami. — Remi odprowadź naszego gościa do jego samochodu!
Młody około dwudziestoczteroletni Latynos wyprowadził partnera biznesowego, swojego szefa, z pełnymi honorami. (cały ten fragment jest niezrozumiały – siedzi sobie człowiek nad książką, a tu nagle pojawia się cała masa bohaterów: Roman, Sol, Remi, Latynos, a dalej jeszcze ojciec – czy oni są w domu, a jeśli tak to w czyim, kim są, jakie łączą ich relacje?)

Czytelnik wyjrzał znad kart, na widok nadchodzącego ojca westchnął przeciągle. Nie chcąc okazać swojego lęku przed jego osobą, wrócił do dalszej lektury. Niespodziewane, silne szarpnięcie wyrwała komiks z jego dłoni. Roman zerknął na okładkę i pokręcił głową.(czy Roman to ojciec?)

Nigdy nie obejmę twojego stanowiska, choćbyś mnie błagał. To(Takie) życie mnie nie pociąga.

— Taki z ciebie buntownik chłoptasiu?(raczej do syna, następcy, nie używa się formy 'chłoptaś' – 'Buntownik z ciebie, tak?' – w ten sposób skonstruowane zdanie brzmiałoby lepiej, bardziej rodzinnie)

„Nawet nie wiesz, jakbym ('jak bym' lub 'jak ja bym' – 'jakbym' jest synonimem 'gdybym', więc nie pasuje w tym zdaniu) słowa chciał, żebyś już zdechł zwyrodnialcu” — pomyślał Cyryl.

Cyryl i Dawid przechodzili między ludźmi podzielonymi na grupy. Prawie jak w kiepskim filmie przedstawiającym trudne szkolne życie: byli (zbędne) sportowcy, ślicznotki, spoko kolesie,(bez przecinka) z wątpliwą szansą na przejście do kolejnej klasy. Masa szaraków, (bez przecinka) zamykających się w kręgu najbliższych przyjaciół oraz para najlepszych kumpli znających się od podstawówki.

Jedynym i najważniejszym(przecinek) co ich łączyło była pasja do komiksów. Od najmłodszych lat spotykali się, żeby czytać je wspólnie i nieraz odgrywać poszczególne postacie oraz epickie,(bez przecinka) w ich mniemaniu pojedynki, które zawsze rozśmieszały matkę Dawida do łez.

Będące w mniejszości(zbędne – To narkotyki dawały...) narkotyki dawały rodzinie czterokrotnie większe zyski niż psychotropy.

— Pomyśl tylko, jak duże korzyści miałoby(miałaby) Maironia z takich bohaterów. Przestępczość by spadła, (a) ludzie odetchnęli z ulgą.

— Zresztą jak każdy super bohater — dodał po chwili, bełkocząc nieco(nieco bełkocząc, ale lepiej byłoby 'dodał po chwili nieco bełkotliwie).

Liceum przy ulicy Drwalskiej słynęło z wysokiego poziomu oraz surowej kadry pedagogicznej. (połącz te zdania albo drugie zmień – przykład: Stosowano srogie kary wobec uczniów...) Srogo karzącej młodzież za nawet drobne naruszenie regulaminu.

Nauczyciel otworzył drzwi i zaprosił wszystkich na lekcje(ę),(raczej myślnik zamiast przecinka) zadania praktyczne były konikiem Cyryla.

Uwielbiał eksperymentować i mieszać ze sobą różnorodne substancję(e).

Nanieś poprawki, zarówno moje jak Stu, dopiero wtedy będzie można ocenić fabułę. W takim stanie pierwsza część tekstu jest niezrozumiała
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#5
Naniosłem już poprawki, podałem nieco więcej informacji o postaciach podczas ich wprowadzania. Początkowe błędy i niezrozumiałości wynikły z tego, że na siłę staram się unikać powtórzeń, które są moim aktualnym problemem numer jeden.
Odpowiedz
#6
Nie wiem jak tekst wyglądał wcześniej, ale na tym etapie mogę powiedzieć, że wszystko było dla mnie jak najbardziej zrozumiałe. Nie poczułam się też zalana falą imion i nazwisk, według mnie wszystkie postacie są rozróżnialne.

Historia zapowiada się naprawdę ciekawie ;) Dla tego belfra to bym zdzieliła mokrą ścierką w twarz, za te jedynki, chociaż dowcip ma cięty i nie da się go tak do końca nie lubić ;)

Nie mam pojęcia, co ma znaczyć, że tekst jest zbyt ciężki, jak dla mnie – normalny. Może przed wprowadzeniem zmian był trudny do zrozumienia, ale tego Ci powiedzieć nie mogę, bo surowej wersji nie widziałam ;)

Powiem Ci też, że nie powinieneś rezygnować z pisania tekstu tylko dlatego, że komuś coś się tam w nim nie podoba. To Twój tekst, pisanie powinno sprawiać Ci radość. Nic na siłę, jeżeli nie czujesz tekstu to nie brnij – takie jest przynajmniej moje zdanie na ten temat.

Trochę więcej na temat fabuły i postaci. Cóż Ci mogę rzec? Bohaterowie, ciekawi każdy z nich ma potencjał i jestem ciekawa jak potoczą się ich losy. Przyjaźń pomiędzy Cyrylem i Dawidem z wiadomych względów jest intrygująca. Duży plus dla Ciebie za zrobienie takiej, nazwijmy to, pary ;).

Czekam na ciąg dalszy.

P.S. Co do sygnatury. Carlos Ruiz Zafón <3 Uwielbiam jego styl *.*
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Angeliko, dziękuję za miłe słowa, a zwłaszcza te o postaciach i ciekawej historii. ;)
Fabuła będzie jednak dosyć prosta i łatwa do przewidzenia, ale taka miała być w moim zamierzeniu.
W duchu liczę, że Stu i Nawka zerkną jeszcze kiedyś na ten tekst. Obojgu jestem wdzięczny za zapanowanie nad niedociągnięciami.
Odpowiedz
#8
No, dobrze. Widzę, że są spore zmiany, więc zacznę sprawdzanie od początku.

(11-03-2015, 17:41)Daniel napisał(a): Rozdział 1

Aktualnie odpoczywał na kanapie w salonie i zaczytywał się Kapitanem Niezwyciężonym (w sumie teraz doszedłem do wniosku, że to tytuł komiksu, więc warto dać w cudzysłów albo kursywą).

W kulminacyjnym momencie odcinka (...) do pomieszczenia weszli ojciec Cyryla, Roman Sol i Andrzej Bombka. (jak rozumiem, weszły trzy osoby, bo jeśli ojciec Cyryla ma na imię Roman, to po 'Sol' powinien być przecinek)

— Jesteś gotowy zainwestować w ten biznes? — spytał gościa w garniturze. (konsekwentnie – jeśli to były trzy osoby to nie wiem, kto do kogo mówi)

W tym roku matura (przecinek) mógłbyś się przyłożyć do nauki.

— Mam dobre ceny ( :rotfl: – oceny) i nie muszę powtarzać… A to, co czytam (przecinek) to tylko moja sprawa. — Zobaczył, jak ojciec próbuję powstrzymać narastające oburzenie.

Pracownicy nie będą odczuwać przed tobą, (zbędny przecinek) żadnego respektu.

— Zacząłeś tę rozmowę tylko po to, żeby znów się mnie czepiać (przecinek) co?

„Nawet nie wiesz, jak bym chciał, żebyś już zdechł (przecinek) zwyrodnialcu” — pomyślał.

Jedynym i najważniejszym, co ich łączyło (przecinek) była pasja do komiksów.

Jacyś Mściciele (małą literą) w nieco uboższej edycji.

Przestępczość by spadła, a ludzie odetchnęli (odetchnęliby) z ulgą.

Odgryzł (przecinek i nie wiem, co odgryzł) wziął duży kawał kanapki z salami i ogórkami kiszonymi.

— Jak pies je, to nie szczeka, bo mu miska ucieka. — Obaj wybuchli (wybuchnęli – bo to nie bomby) śmiechem.

Na szczęście dla komiksowych zapaleńców, (zbędny przecinek) klasę chemiczną dzieliło od stołówki tylko kilka metrów.

— Chłopcy, mam was na uwadze (zdecyduj: albo kropka, albo dalej małą literą; nie może być po myślniku dużą literą, jeśli tu nie ma kropki) — Usłyszeli twardy głos belfra przechadzającego się między ławkami.

Jest znacznie lepiej niż wcześniej. Bez problemu doczytałem do końca i jestem gotowy na następne rozdziały :)
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#9
Następny fragment może w weekend, jednak do tego rozdziału też wrócę pod koniec tygodnia. Przydałby się jakiś opis otoczenia, bo na razie wszystko wisi w czarnej dziurze. Przynajmniej jedno zdanie o wyglądzie salonu mógłbym napisać.

"W kulminacyjnym momencie odcinka (...) do pomieszczenia weszli ojciec Cyryla, Roman Sol i Andrzej Bombka. (jak rozumiem, weszły trzy osoby, bo jeśli ojciec Cyryla ma na imię Roman, to po 'Sol' powinien być przecinek)"


Nie wiem jak zrobić cytaty, dlatego kopiuje fragment twojego posta Stu. :P
To zdanie wyszło mi jakoś koślawo, chodziło mi o to, że do pomieszczenia wszedł ojciec Cyrla, który nazywa się Roman Sol, a razem z nim jeszcze ten Andrzej Bombka. Wtedy w pomieszczeniu było trzy osoby: Cyryl, Roman i Andrzej. Strasznie namieszałem w tym rozpoczęciu.
Odpowiedz
#10
Tak też później pomyślałem, ale zatem zgodnie z moimi wskazówkami powinien tam znaleźć się przecinek:
W kulminacyjnym momencie odcinka, kiedy muskularny Afroamerykanin odziany w obcisły strój z lateksu miał zrzucić z dachu seryjnego mordercę i terrorystę Jima Eskalację, do pomieszczenia weszli ojciec Cyryla, Roman Sol, i Andrzej Bombka.
Tak to zdanie powinno wyglądać – z przecinkiem przed 'i'. W tym zapisie widać, że "Roman Sol" jest wtrąceniem i stanowi dodatkową informację o ojcu Cyryla.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości