Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Bellum Fidei – prolog
#1
Słońce świeciło wysoko na niebie, kiedy karawana przejeżdżała właśnie przez równinę dzielącą Tenebris i dorzecze Dawy. Posuwali się bardzo powoli ze względu na wielkie rozmiary orszaku, który liczył sobie ponad dwa tuziny wozów wyładowanych po brzegi najróżniejszymi towarami. Do tego należało dodać dziesięć wozów przewożących ludzi oraz z górą pięćdziesięciu strażników broniących dobytku kupieckiego magnata Vanikara Goodleaf’a jednego z najpotężniejszych ludzi w okręgu Pesisir. Posiadacza kilkunastu kopalń złota i srebra. Zaopatrują one co najmniej połowę kontynentu w te surowce. Wielkie zyski, które mu to daje, pozwoliły na zdobycie wysokiej pozycji w świecie oraz stworzenie prywatnej armii pokaźnych rozmiarów. Jego poparcie znaczy bardzo wiele na Antarane.
Ostatnio Vanikar otrzymał bardzo ważny list od ksiecia Tenebris, Gergusa II z rodu Weng. Treść listu jest tajna, ale po jego otrzymaniu kupiec wysłał dużą dostawę towarów do Tenebris oraz zmobilizował żołnierzy w swojej rodzimej twierdzy, Gold Leaf. Pogloski mówią, że stacjonuje tam co najmniej dwa tysiące zbrojnych, a w pozostałych włościach przebywa drugie tyle. Sam Vanikar wyruszył na spotkanie z księciem zaraz po wydaniu rozkazów swoim dowódcom.
Jednym ze strażników jest Alexos Panas, młody ciemnoskóry mężczyzna o szerokich barach. Przystojną, gładko ogoloną twarz szpeciła wielka blizna biegnącą przez lewy policzek. Długie, czarne jak smoła włosy, związane złotym rzemieniem opadały z tyłu . Jechał na klaczy maści myszowatej. Na plecach zaczepił glewię o bogato zdobionej rękojeści, a do siodła przytroczył krótki leszczynowy łuk i kołczan pełen strzał o białych lotkach.
Karawana sunęła powoli przez suche równiny. Alexos jechał jako straż przednia razem z Głuchym Albertem, Leworęcznym Hekarem i czterema włócznikami z garnizonu Vanikara. Albert był starym weteranem wojennym o naznaczonej bliznami twarzy. Przydomek zawdzięczał temu, że podczas którejś z bitew stracił uszy, mimo to przeżył, ale jego słuch pogorszył się znacznie. Natomiast Hekar miał małą głowę porośniętą gęstą czarną brodą, był wysoki i dobrze zbudowany. Plotki głosiły, że jest poszukiwany w okręgu Salju, ale nikt nie odważył się tego powiedzieć na głos. Hekar był niezrównany w walce, swoim półtora-ręcznym mieczem wywijał z gracją nie pasującą do jego gabarytów. Alexos polubił starego Alberta z tymi jego opowieściami o dawnych wojnach, ale małomównego Hekara traktował z duża rezerwą, czujnie obserwując każdy jego ruch.
Jechali już kilka godzin w pełnym słońcu przedpołudnia i Alexos zauważył, że włócznicy Vanikara zaczynają się chwiać w siodłach. Podjechał do nich i podał im bukłak z wodą. Mężczyźni spojrzeli na niego szeroko otwartymi oczami i bełkocząc, zaczęli dziękować. Kiedy pili, usłyszeli krzyk Hekara:
– Zbrojni przed nami!
Alexos popędził konia w jego kierunku, słysząc za sobą okrzyki dowódcy wydającego rozkazy.
– Ilu ich jest? – wydyszał Alexos, dotarłszy do Hekara.
– Co najmniej pół tysiąca, ale zdają się nie być nami zainteresowani.
– Trzeba dowiedzieć się kim są i jakie mają zamiary, zanim ruszymy dalej.
– Powiem dowódcy, żeby wydał odpowiednie dyspozycje. – Mówiąc to,
– Powiedz, żeby dał mi ludzi, a pojadę do ich obozu.
Hekar zawrócił konia i pojechał w stronę kolumny wozów.
Alexos rozmyślał, jakie mają szanse, jeśli dojdzie do potyczki. Znikome, powiedział w myślach. Ich szarża rozniosłaby garstkę strażników w mgnieniu oka. Mógłby teraz niepostrzeżeni się oddalić i na własną rękę dotrzeć do Tenebris, unikając śmierci z ich rąk. Jednak kodeks zakonu nakazywał chronić słabszych i dochowywać przysiąg. Wiarołomcy byli ścigani z całą surowością przez zakonników. Pogrążony w myślach Alexos nie zauważył, kiedy podjechał do niego Głuchy Albert i pięciu włóczników.
– Szef kazał nam ich wybadać. – powiedział jeden z żołnierzy, wskazując głową w stronę zbrojnej hałastry.
– Na co więc czekamy? Ruszajmy. – odpowiedział Alexos spinając, konia do galopu w kierunku nieznajomych.
Widział przez ramię, że Albert i jego chłopcy jadą za nim z niepewnymi minami. Kiedy zbliżyli się już na zasięg strzały, zwolnili. Alexos zaczął dokładniej przypatrywać się obozowi obcych. Za prowizoryczną palisadą, dostrzegł namioty z prostego materiału i biegających zbrojnych. Po zbliżeniu się jeszcze na kilka jardów dostrzegł niewyraźny herb na chorągwi powiewającej nad obozem. Niebieski sztandar miał wyszyte, skrzyżowane widły, znak lorda Nicholasa Bidgooda.
Bidgood posiadał niewielkie włości przy brzegach Dawy. Jego ziemię były żyzne, ale nie zawierały żadnych bogatych minerałów, więc jego jedynym źródłem dochodu było rolnictwo. Lord Nicholas przysięgał księciu Tenebris i był jego wasalem. Od kilku lat nie widziano Bidgooda poza jego grodem, Kilimo.
Hector D’ty, właśnie poganiał swych podkomendnych, aby pośpieszyli się z namiotami.
– Szybciej! Lord Bidgood chce wyruszyć przed południem! Zanim słońce stanie się zabójcze! Hej, ty weź kilku chłopaków i siodłajcie konie, ale już!
– Pustynni bojownicy! – krzyk dobiegał z zachodniej palisady.
Hector zerwał się z miejsca i ruszył biegiem w kierunku, z którego dobiegał odgłos. Po chwili zerwali się też inni, chwytali broń, naciągali kusze i zakładali kolczugi. D’ty przedarł się przez ciżbę zbrojnych i dotarł do palisady. Wyjrzawszy za nią zobaczył kilku jeźdźców jadących stępa w ich kierunku.
– I o to tyle wrzasku? Kilku zbłąkanych głupców? Wyjadę do nich, dajcie mojego konia! Wezmę ze sobą Jamesa, Hala i Grega, niech się szykują, już!
– Tak jest, kapitanie! – wykrzyczał sierżant i zajął się wydawaniem rozkazów podkomendnym.
Hector zeskoczył z palisady i ruszył szybkim krokiem w kierunku swojego wierzchowca.
Alexos razem z kompanami zatrzymał się w odległości kilkuset metrów od obozu. Wyjaśnił im, z kim mają do czynienia i przedstawił swój plan.
– To ludzie Bidgooda zaprzysiężonego Tenebris, więc nie stanowi realnego zagrożenia, ale lepiej uważać, bo nie przepada za Vanikarem. – wyjaśnił.
– Co? Mówże głośniej, chłopcze! – wykrzyczał jak zwykle Albert.
– Ja zajmę się rozmową, o ile wyślą do nas posła, a nie bełt z kuszy. – Postąpili nierozważnie, podjeżdżając tak blisko, ale to był jedyny sposób na zwrócenie ich uwagi.
Alexos poprawił glewię na plecach, aby móc szybko ją wydobyć. Po chwili dostrzegli, że z obozu wyjeżdża czterech mężczyzn zakutych w kolczugi. Jeden z ich niósł sztandar lorda Nicholasa. Dwaj jadący z tyłu dzierżyli długie na dwa metry włócznie i małe kwadratowe tarcze z herbem ich pana. Czwarty jadący na przodzie wydawał się być czymś w rodzaju dowódcy. Wysoki, żylasty, wyglądający na pięćdziesiątkę, mężczyzna trzymał się w siodle z gracją młodzieńca. Był obleczony w skórzaną kurtę wysadzaną srebrnymi ćwiekami połyskującymi w słońcu i opadający z tyłu czarny płaszcz z jedwabiu. Przy pasie miał wysadzany rubinami miecz. Jego twarz nie zdradzała najmniejszych emocji, była blada i twarda, naznaczona bliznami. Alexos od razu poznał w nim Puceta z okręgu Salju. Dobrze, że nie wzięliśmy Hekara, pomyślał.
– Kim jesteście? Czego tu chcecie? – zapytał z nutą irytacji w głosie blady mężczyzna.
– Jestem Alexos Panas, wojownik Zakonu Złotej Gwiazdy, i służę lordowi Vanikarowi jako strażnik jego karawany. Przyjechałem dowiedzieć się, co tu robicie i jakie macie zamiary. Czy nasza karawana może przejechać swobodnie? – odparł spokojnie młodzieniec.
– Lorda Vanikara, tak? Hmmm, powiem szczerze, że nie spodziewałem się tego. Zabiorę cię do lorda Nicholasa, reszta niech wraca i powie karawanie, że nic im nie grozi.
– Dziękuję. – odparł chłopak z wyraźną ulgą. – Słyszeliście, ruszajcie przekazać wieści! – powiedział, zwracając się do swoich ludzi.
– Tak jest! – krzyknął jeden z włóczników Vanikara.
– Co? Kogo pieści? – wykrzyczał Albert.
Wszyscy go zignorowali jak zwykle. Ludzie Vanikara zabrali go i wyruszyli w stronę, z której przybyli. Alexos natomiast pojechał za ludźmi Bidgooda do ich obozu.
Przejechali przez prowizoryczną bramę i ruszyli ku centrum obozu. Hector wydał szeptem kilka rozkazów swojemu podczaszemu, który czekał przy palisadzie, a potem zwrócił się do Alexosa.
– Mówisz więc, że służysz Zakonowi? Ciekawe, co czciciel Tary robi tak daleko od domu?
Tara, wielka bogini nocnego nieba, najjaśniejsza z gwiazd, kochanka księżyca. Patronka Zakonu Złotej Gwiazdy i wyspy Ynos, z której pochodził Alexos.
– Tak, służę zakonowi od kilku lat, ale to, co tutaj robię, nie powinno pana obchodzić, panie…? – powiedział spokojnie, ale dobitnie młodzieniec.
– Hector, Hector D’ty, kapitan armii lorda Nicholasa. – odparował, z trudem skrywając złość.
– Tak właśnie, panie kapitanie, co ja tak w ogóle tu robię? Po co sprowadziliście mnie do obozu?
Jechali przez chwilę w ciszy, którą przerwał podczaszy podbiegający do Hectora.
– Mam wiadomość, panie. – wydyszał. – Lord Nicholas zgodził się na pana plan.
Alexos spojrzał podejrzanie na kapitana i machinalnie spiął mięśnie szykując się do walki.
– Co się dzieje? – zapytał pośpiesznie.
– Nic ważnego, chłopcze. Dowiesz się w swoim czasie. – Mówiąc to, kapitan dał głową sygnał swoim ludziom jadącym z tyłu.
Uderzenie tępym końcem włóczni powaliło Alexosa na ziemię wzbijając tumany kurzu. Jego koń spłoszył się i pognał przez obóz.
– Złapcie tę szkapę, zanim narobi szkód! – krzyknął kapitan. – I zabierzcie to ścierwo z moich oczu. Policzę się z nim później! Najpierw zajmiemy się jego karawaną.
Hekar zobaczył ich kilka chwil przed tym kiedy pierwszy bełt przeszył ciało jego konia. Na oko cztery setki ciężkiej jazdy i kuszników konnych pomyślał. Jego kasztanowy koń zerwał się do galopu zrzucając go z siodła. Upadając wypuścił z rąk włócznie i tarczę, ale nadal w pochwie spoczywał jego wierny druh, półtora-ręczny miecz, którego pieszczotliwie nazywał Litość. Zerwał się na nogi wypatrując wroga. Wyszarpnął Litość z pochwy i pobiegł w stronę wozów. Słyszał krzyki, szczęk stali i rżenie przerażonych koni. Co do cholery? Mieliśmy mieć swobodny przejazd zresztą to ludzie Bidgooda, a nie banici! Co oni robią? Pierwszy przeciwnik zaatakował go z lewej. Hekar uskoczył przed rozpędzonym koniem zadając szybki cios w udo zbrojnego. Miecz ześliznął się po jego zbroi płytowej. Rycerz zawrócił konia i uderzył buzdyganem w głowę Hekara. Mężczyzna ledwo zdołał sparować silne uderzenie. Stracił równowagę i upadł na kolano. Przeciwnik uderzył po raz drugi tym razem nic nie zatrzymało siły jego uderzenia. Czaszka Hekara roztrzaskała się w spotkaniu z buzdyganem. Krew , mózg i kawałki kości obryzgały rycerza.
Obudziły go agoniczne wrzaski. Alexos siedział przykuty do koła wozu. Głowa mu pękała, a w ustach czuł smak krwi. Jednak nie to go najbardziej przeraziło, tylko to co słyszał. Krzyki, szczęk stali odgłosy bitwy toczonej tuż pod obozem. Z kim mogą walczyć jeśli nie z moimi kompanami? Zadał sobie pytanie.
-Bidgood ty pierdolony, zdradziecki szczurze! – zaczął krzyczeć– Mordujesz niewinnych ludzi dla złota! Vanikar cie wypatroszy, a książę nawet nie mrugnie!
-Zamknij pysk śmieciu! – krzyknął jeden ze zbrojnych podchodząc do Alexosa.
-O kogo ja widzę jeden z piesków Nicholasa!
Zakuta w stał pięść wybiła mu ząb.
– Tylko na tyle cie stać? Moja matka biła mnie mocniej!
Drugi cios ogłuszył Alexosa.
Przyśnił mu się dom, wyspa Ynos. Siedział właśnie na plaży przy twierdzy Starsak, siedzibie swojego zakonu. Bryza wiejąca od oceanu dawała przyjemną ulgę w tym upale. Widział swoich braci kąpiących się w chłodnej wodzie. Kiedy napawał się tą chwilą usłyszał znajomy głos za plecami.
– Alex, kochanie wróć do mnie.-słaby kobiecy głos dobiegał gdzieś z leśnej gęstwiny.
Alexos wstał, wziął glewię i powoli poszedł w tamtą stronę. Piasek chrzęścił pod jego stopami.
– Alex, ukochany nie opuszczaj mnie! Dlaczego to robisz? – głos przybierał na sile.
Chłopak wszedł w las. Piasek zmienił się w poszycie z zielonej trawy, a słońce skryły liście drzew. W lesie panował półmrok i zaduch. Alexos powoli szedł coraz głębiej w zieloną pustkę.
– Ty draniu jak mogłeś mi to zrobić!?– wykrzyczał ten sam głos tuż za plecami mężczyzny.
Odwrócił się błyskawicznie i zobaczył swoją ciotkę. Anika Panas stała przed nim z twarzą wykrzywioną w grymasie wściekłości.
– Dlaczego? Co, co ty tu robisz?– zapytał zdezorientowany.
– Nie wiesz? To twoja wina! – krzyknęła wskazując na swój brzuch.
Biała suknia, w którą była ubrana przybrała tam kolor karmazynowy. Wokół jej bosych stóp zebrała się kałuża krwi spływającej po jej nogach. Alexos podniósł przerażony wzrok z powrotem na jej twarz, gdy zobaczył, że w rękach trzyma ona zakrwawione, martwe niemowlę.
– Co to ma znaczyć? Co ci się stało? Kto ci to zrobił?
-Ty!
Obudził się zlany potem. Przerażony wytężył wzrok, ale dostrzegł tylko nieprzeniknioną ciemność. Kiedy leżał nieprzytomny nadeszła noc i ciemność spowiła obóz. Łańcuchy wbijały się w jego ciało potęgując odrętwienie. Czuł zapach pieczonego mięsa i słyszał krzyki rozbawionych ludzi. Świętują pomyślał. Zastanawiał się dlaczego jeszcze żyje skoro rozbili jego karawanę na co im potrzebny zwykły zakonnik. Znieruchomiał słysząc kroki. Dwóch zbrojnych szło chwiejnym krokiem śpiewając sprośne żołnierskie piosenki. Nagle urwali i spojrzeli na Alexosa.
– Ty patrz obudziła się nasza panienka. – powiedział jeden.
– Taa może się z nim zabawimy? – zapytał drugi.
– Hahaha dobry pomysł. – odpowiedział pierwszy biorąc wiszący na kołku bat.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Wybacz

regulamin napisał(a):38) Użytkownik może dziennie opublikować dwa małe teksty (np. dwa wiersze lub miniaturki nieprzekraczające długością 1,5 strony na każdą) lub jeden długi tekst bądź fragment tekstu (rozdział).
Lubię Tytanica. Moim ulubionym bohaterem była góra lodowa.
Odpowiedz
#3
Byłoby naprawdę dobrze, jakbyś przed wrzuceniem nowego tekstu naniósł poprawki do poprzednich, a także zastosował się do rad, jakie zaproponowali ci sprawdzający i użytkownicy. Po raz trzeci popełniasz te same błędy formatowania, które zostały ci wytknięte. Czy ty w ogóle czytasz te komentarze?
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
#4
poprawiłem formatowanie są akapity i zmieniłem poprzednie opowiadanie na podstawie komentarzy czy miałem je umieścić w tamtym temacie?
Odpowiedz
#5
Po to wytykane są ci błędy, żebyś poprawił swój tekst na forum. Rozejrzyj się po forum i popatrz sobie, jak sformatowe są teksty i porównaj je ze swoim. Zobaczysz, co zrobiłeś źle.
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
#6
(28-02-2015, 14:47)RedViperRevenge napisał(a): Słońce świeciło wysoko na niebie,(zbędna spacja) kiedy karawana przejeżdżała właśnie przez równinę dzielącą Tenebris i dorzecze Dawy.

Do tego należało dodać dziesięć wozów przewożących ludzi oraz z górą pięćdziesięciu strażników broniących(nie trwała walka w tym momencie, więc raczej 'ochraniających lub chroniących') dobytku kupieckiego magnata Vanikara Goodleaf’a jednego z najpotężniejszych ludzi w okręgu Pesisir. Posiadacza kilkunastu kopalń złota i srebra. (całe podkreślenie opisuje magnata i albo powinno być kontynuowane w poprzednim zdaniu, albo utwórz nowe zdanie w stylu: To nie był jakiś tam zwyczajny, bogaty kupiec, ale posiadacz kilkunastu kopalń złota i srebra zaopatrujących co najmniej połowę kontynentu w te kruszce.) Zaopatrują one co najmniej połowę kontynentu w te surowce.

Wielkie zyski, które mu to daje (zbędne tym bardziej, że zmieniasz tym sposobem czas w jednym zdaniu, co podkreśliłam dalej)pozwoliły na zdobycie wysokiej pozycji w świecie oraz stworzenie prywatnej armii pokaźnych rozmiarów.(zbędna spacja) Jego poparcie znaczy(tu też zmiana czasu, a przecież piszesz tekst w czasie przeszłym) bardzo wiele na Antarane.

Treść listu jest tajna, ale po jego otrzymaniu kupiec wysłał (denerwujące te zmiany czasu)dużą dostawę towarów do Tenebris oraz zmobilizował żołnierzy w swojej rodzimej twierdzy, Gold Leaf.

Pogloski mówią, że stacjonuje tam co najmniej dwa tysiące zbrojnych, a w pozostałych włościach przebywa drugie tyle.
(w tym zdaniu jest czas teraźniejszy, a dalej przeszły) Sam Vanikar wyruszył na spotkanie z księciem zaraz po wydaniu rozkazów swoim dowódcom.

Jednym ze strażników jest Alexos Panas, młody ciemnoskóry mężczyzna o szerokich barach. Przystojną, gładko ogoloną twarz szpeciła wielka blizna biegnącą przez lewy policzek. Długie, czarne jak smoła włosy,(bez przecinka) związane złotym rzemieniem opadały z tyłu(zbędna spacja) . Jechał na klaczy maści popiołu(nie ma takiej maści konia).

Przydomek zawdzięczał temu, że podczas którejś z bitew oberwał strzałą w ucho, mimo to przeżył, ale jego słuch nie był już taki sam(jak co? jak przedtem? a może lepiej 'nie był już tak doskonały jak przedtem').

Natomiast Hekar miał małą głowę porośniętą gęstą czarną brodą(:D – broda na głowie, no, no), był wysoki i dobrze zbudowany.

Hekar był niezrównany w walce, swoim półtora-ręcznym(bez myślnika) mieczem wywijał z gracją nie pasującą(niepasującą, gdyż jest to imiesłów przymiotnikowy czynny, a takie piszemy łącznie, zresztą czasownikowe również wg nowych zasad) do jego gabarytów.

Alexos polubił starego Alberta z tymi jego opowieściami o dawnych wojnach, ale małomównego Hekara traktował z duża rezerwą(przecinek) czujnie obserwując każdy jego ruch.
(każdy nowy akapit należy podkreślić, więc tu wcięcie)Jechali już kilka godzin w pełnym słońcu przedpołudnia i Alexos zauważył, że włócznicy Vanikara zaczynają się chwiać w siodłach.

Mężczyźni spojrzeli na niego szeroko otwartymi oczami i bełkocząc zaczęli dziękować.(i zaczęli dziękować bełkotliwie lub przecinek przed i za 'bełkocząc')

Kiedy pili(przecinek) usłyszeli krzyk Hekara:
(wcięcie akapitu)– Zbrojni przed nami!
(tu też)Alexos popędził konia w jego kierunku(przecinek) słysząc za sobą okrzyki dowódcy wydającego rozkazy.

(wcięcie)– Ilu ich jest? – wydyszał Alexos(przecinek) dotarłszy do Hekara.

(wcięcie)– Co najmniej pół tysiąca, ale zdają się nie być nami zainteresowani.

(wcięcie)– Trzeba dowiedzieć się(przecinek) kim są(przecinek) i jakie mają zamiary(przecinek) zanim ruszymy dalej.

(wcięcie)– Powiem dowódcy(przecinek) żeby wydał odpowiednie dyspozycje. – mówiąc to(przecinek) Hekar zawrócił konia i pojechał w stronę kolumny wozów.

Alexos rozmyślał(przecinek) jakie mają szanse(przecinek) jeśli dojdzie do potyczki.

Mógłby teraz niepostrzeżeni się oddalić i na własną rękę dotrzeć do Tenebris(przecinek) unikając śmierci z ich rąk.

Pogrążony w myślach Alexos nie zauważył(przecinek) kiedy podjechał do niego Głuchy Albert i pięciu włóczników.

(wcięcie)– Szef kazał nam ich wybadać. – powiedział jeden z żołnierzy(przecinek) wskazując głową w stronę zbrojnej hałastry.

(wcięcie)– Na co więc czekamy? Ruszajmy.(bez kropki) – odpowiedział Alexos(przecinek) spinając konia do galopu w kierunku nieznajomych.

(wcięcie)Widział przez ramię, że Albert i jego chłopcy jadą za nim z niepewnymi minami. Kiedy zbliżyli się już na zasięg strzały(przecinek) zwolnili.

Po zbliżeniu się jeszcze na kilka jardów(przecinek) dostrzegł niewyraźny herb na chorągwi powiewającej nad obozem.

Niebieski sztandar miał wyszyte,(bez przecinka) skrzyżowane widły, znak lorda Nicholasa Bidgooda.

Hector D’ty,(bez przecinka) właśnie poganiał swych podkomendnych, aby pośpieszyli się z namiotami.

(wcięcie)– Szybciej! Lord Bidgood chce wyruszyć przed południem! Zanim słońce stanie się zabójcze! Hej, ty(przecinek) weź kilku chłopaków i siodłajcie konie, ale już!

(wcięcie)– Pustynni bojownicy! – (K)krzyk dobiegał z zachodniej palisady.

(wcięcie)Hector zerwał się z miejsca i ruszył biegiem w kierunku, z którego dobiegał odgłos.

Po chwili zerwali się też inni(przecinek) chwytali broń, naciągali kusze i zakładali kolczugi(kolczugi raczej na początku, przed naciąganiem kusz).

Wyjrzawszy za nią(przecinek) zobaczył kilku jeźdźców jadących stępa w ich kierunku.

(wcięcie)– I o to tyle wrzasku? Kilku zbłąkanych głupców?

Wezmę ze sobą Jamesa, Hala i Grega(przecinek) niech się szykują, już!

(wcięcie)– Tak jest kapitanie! – wykrzyczał sierżant i zajął się wydawaniem rozkazów podkomendnym.

(wcięcie)Hector zeskoczył z palisady i ruszył szybkim krokiem w kierunku swojego wierzchowca.

Wyjaśnił im(przecinek) z kim mają do czynienia i przedstawił swój plan.

(wcięcie)– To ludzie Bidgooda zaprzysiężonego Tenebris, więc nie stanowi realnego zagrożenia, ale lepiej uważać, bo nie przepada za Vanikarem. – wyjaśnił.

(wcięcie)– Co? Mówże głośniej(przecinek) chłopcze! – wykrzyczał jak zwykle Albert.

(wcięcie)– Ja zajmę się rozmową(przecinek) o ile wyślą do nas posła, a nie bełt z kuszy. – (P)postąpili nierozważnie(przecinek) podjeżdżając tak blisko, ale to był jedyny sposób na zwrócenie ich uwagi.

(wcięcie)Alexos poprawił glewię na plecach, aby móc szybko ją wydobyć.

Wysoki, żylasty, wyglądający na pięćdziesiątkę,(bez przecinka) mężczyzna trzymał się w siodle z gracją młodzieńca.

(wcięcie)– Kim jesteście? Czego tu chcecie? – zapytał z nutą irytacji w głosie blady mężczyzna.

(wcięcie)– Jestem Alexos Panas wojownik Zakonu Złotej Gwiazdy i służę lordowi Vanikarowi jako strażnik jego karawany.

Przyjechałem dowiedzieć się(przecinek) co tu robicie i jakie macie zamiary.

(wcięcie)– Lorda Vanikara tak?

(wcięcie)– Dziękuję.(bez kropki) – powiedział chłopak z wyraźną ulgą(kropka) – Słyszeliście(przecinek) ruszajcie przekazać wieści! – powiedział(przecinek) zwracając się do swoich ludzi.

(wcięcie)– Tak jest! – krzyknął jeden z włóczników Vanikara.

(wcięcie)– Co? Kogo pieści? – wykrzyczał Albert.

(wcięcie)– Mówisz więc, że służysz Zakonowi? Ciekawe(przecinek) co czciciel Tary robi tak daleko od domu?

(wcięcie)Tara, wielka bogini nocnego nieba, najjaśniejsza z gwiazd, kochanka księżyca.

(wcięcie)– Tak służę zakonowi od kilku lat, ale to(przecinek) co tutaj robię(przecinek) nie powinno pana obchodzić, panie…? – powiedział spokojnie, ale dobitnie(przecinek) młodzieniec.

(wcięcie)– Hector, Hector D’ty(przecinek) kapitan armii lorda Nicholasa.(bez kropki) – odparował z trudem(przecinek) skrywając złość.

(wcięcie)Tak właśnie panie kapitanie(przecinek) co ja tak w ogóle tu robie? (oba 'tak' są zbędne)

(wcięcie)Jechali przez chwilę w ciszy, którą przerwał podczaszy podbiegający do Hectora.

(wcięcie)– Mam wiadomość panie.(bez kropki) – wydyszał(kropka) – Lord Nicholas zgodził się na pana plan.

(wcięcie)Alexos spojrzał podejrzanie na kapitana i machinalnie spiął mięśnie(przecinek) szykując się do walki.

(wcięcie)– Co się dzieje? – zapytał pośpiesznie.

(wcięcie)– Nic ważnego(przecinek) chłopcze(przecinek) dowiesz się w swoim czasie.(bez kropki) – mówiąc to(przecinek) kapitan dał głową sygnał swoim ludziom jadącym z tyłu.

Uderzenie tępym końcem włóczni powaliło Alexosa na ziemię(przecinek) wzbijając tumany kurzu.

(wcięcie)– Złapcie tą(ę) szkapę(przecinek) zanim narobi szkód! – krzyknął kapitan(kropka) – I zabierzcie to ścierwo z moich oczu(przecinek) policzę się z nim później!

Zacznę od błędów, których jest mnóstwo. Skopiuj moje poprawki do worda i nanoś do swojego tekstu poprzez edycję. Postaraj się zrobić to uważnie, zdanie po zdaniu, gdyż ciężko czyta się tekst najeżony błędami. Niech nikt ci nie wmawia, że interpunkcja jest nieważna i obchodzi tylko staruszków.
Jeśli chodzi o fabułę, to zaczyna się interesująco, a kończy tajemniczo, zapraszając do śledzenia dalszych losów Alexosa i jego ludzi. Napisane jest nieźle, ładnym językiem, nawet dialogi, jak dla mnie, brzmią fajnie. Jeśli zabierzesz się serio do poprawek, będę śledzić ten tekst. Powodzenia.:)
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
Reklama AdSense
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Fantasy Prolog grotkowska 14 6,504 21-06-2013, 09:07
Ostatni post: Amarena
  Fantasy Krew na złotych maskach (prolog) Szeptun 12 7,274 10-08-2012, 23:04
Ostatni post: Szeptun

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości