Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Wyzwoliciel cz.1
#1
„Wyzwoliciel”

Rozdział I
Pierwszego dnia wiosny to było, kiedy przyroda wracała do życia, a tłumy ludzi ciągnęły w kierunku nowej stolicy Beteng Bethara. Odbywał się tam niezwykle huczny festyn. Nowy władca, król Pinggiran, zorganizował go, aby uczcić koniec wojny, która pogrążyła kraj w chaosie na dwa lata. Wielka Wojna Lor-Kidul rozpoczęła się niewinnie, podczas turnieju w Saka Raja kiedy to zginął królewicz, następca tronu.

Stało to się za sprawą zamachu zorganizowanego przez bojówkarzy z południowych prowincji. Król Getih V po tym zdarzeniu rozpoczął pogromy ludności południowych krain, nazywanych Mlatar, którą stanowili głównie Miskini, krzepcy, niezbyt rozgarnięci chłopi.
Na ten akt agresji szybko zareagował książę Scythe, włodarz Kidul Mburi. Uderzył on swą armią w podjazd króla i rozgromił jego oddziały, jednak następne starcie, które zdziesiątkowało legiony księcia zmusiło go do rokowań i układów. Pakt był bardzo niekorzystny dla rebeliantów, jak określano ich w stolicy, zmuszał on wszystkich mieszkańców południa do płacenia wysokiej daniny na rzecz metropolii oraz zabraniał zgromadzeń i zbrojenia armii przez tamtejszych możnowładców.
Te decyzje momentalnie wprawiły ludność w nastroje buntownicze. Zaczęły wybuchać pierwsze zamieszki. Rewolucjoniści nazywali siebie Wyzwolicielami, jednak nie uzyskali oni poparcia książąt, którzy bali się utraty ziem i przywilejów.
Na czele rewolucji stanął Pinggiran nieznany dotąd chłop, który postanowił obalić monarchię. Tak właśnie rozpoczęła się wojna. Pochłonęła miliony ofiar oraz zniszczyła gospodarkę kraju.
Teraz po dwóch latach mieszkańcy Antarane mogli zacząć odbudowywać swoje życie. Z tej właśnie okazji został wydany festyn, na który przybyli chyba wszyscy mieszkańcy kraju. Każdy z nich chciał uczcić koniec tego koszmaru, jakim była wojna.

Na karnawał przybyli egzotyczni mieszkańcy zachodniego Pesisir. Przywieźli ze sobą wyjątkowe, niespotykane nigdzie indziej zwierzęta, a także przyprawy i owoce. Mieszkańcy wschodu najmniej stracili podczas walk dzięki temu, że pozostali neutralni wobec stron konfliktu.
Rengowie, bo tak ich nazywano, byli ciemnoskórzy, mężczyźni byli rośli, jednak spokojni i opanowani, a ich kobiety były szczupłe, wysokie oraz bardzo obrotne w interesach, dlatego też uznawano ich rasę za twórców handlu.
Na festiwalu można było spotkać też przedstawicieli rasy Pucet, mieszkańców zachodnich rubieży. Puceci byli bladzi, agresywni i ogromnej postury. Nawet ich kobiety były potężnie zbudowane. Ich rasa poniosła największe straty w wojnie, ponieważ do samego końca pozostali wierni królowi, który wykorzystywał ich do walki w pierwszych szeregach. Ojczyzna Pucetów, Salju pozostała przez to bez obrony, co wykorzystali Wyzwoliciele, paląc i grabiąc zachodnie miasta.
W tym wielokulturowym bałaganie najmniejszą grupę stanowili Ruci, pierwotni mieszkańcy północnej krainy Bandha, do tej pory rasa dominująca w Antarane. Ruci byli rasą władców i szlachty. Wszystkie królewskie rody pochodziły od tej rasy. Byli oni ludźmi przeciętnej postury, mądrymi, obrotnymi, ale niewiernymi i chciwymi. Każdy Rut pragnął zawsze coraz większej władzy i to doprowadziło do ich upadku.

Podczas gdy wszyscy bawili się w najlepsze na karnawale, pewien samotny wojownik właśnie dotarł do miasta. Rycerz, o twarzy Miskina zmęczonej wojaczką i wyglądającej starzej niż była naprawdę, skierował konia do najbliższej speluny.
Przedzierając się przez rozbawiony tłum dotarł do drzwi knajpy. Po wejściu zdziwiło go, że mimo takich tłumów w mieście tawerna jest prawie pusta. Jedynymi klientami był podejrzany typ siedzący plecami do ściany, a twarzą do drzwi. Jego twarz skryta była w półcieniu, a spod długiego płaszcza, który miał na sobie dało się dostrzec połyskujące ostrze sztyletu.
Drugim klientem była kobieta, prawdopodobnie należała do Rengów, ponieważ miała ciemną skórę oraz bystre oczy przynależne do tej właśnie rasy. Ubrana w długą czerwoną suknię wcale nie pasowała do brudnej i podłej knajpki, a raczej do pałacu. Samotny wędrowiec usiadł przy ladzie. Po krótkiej chwili pojawił się gospodarz niski, krępy typ o miłej twarzy i zapytał:

– Co będzie?
– Kufel ciemnego piwa i coś do jedzenia. Co poleca dziś gospodyni?
– Dziś mamy tylko kaszę z omastą.
– Więc podawaj, gospodarzu.

Karczmarz zwinniej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać zniknął na zapleczu. Po chwili pojawił się niosąc kufel piwa. Jeździec wziął łyk i pomyślał, że to najlepszy trunek jaki pił przez kilka ostatnich miesięcy. Karczmarz po kilku minutach znów pojawił się tym razem niosąc miskę kaszy. Wojownik podziękował i zapłacił pięć emas. Gospodarz pochwycił pieniądze i odszedł na zaplecze, a podróżnik zajął się posiłkiem.
Tymczasem do przybytku weszli dwaj mężczyźni. Wyglądali podejrzanie i nosili miecze przy pasach. Jeden, większy i przypominający trolla, Pucet podszedł do stolika, przy którym przesiadywał mężczyzna w długim płaszczu. Drugi drab natomiast ruszył na zaplecze. Z twarzy przypominał Ruta miał bystre, ale chciwe spojrzenie, jednak posturą bardziej przypominał Miskina.
Po chwili z zaplecza dobiegł krzyk gospodyni. Łotr, który do tej pory rozmawiał z klientem, ruszył w stronę drzwi na zaplecze. Nagle na jego drodze stanął typ w płaszczu. Nie wiedzieć kiedy wyrwał miecz z pochwy zbira i ciął go po gardle. Posoka lała się strumieniami. Kobieta, do tej pory siedząca cicho przy barze, zerwała się i z krzykiem wybiegła na ulice. Z zaplecza wyskoczył drugi łotr i zaatakował mężczyznę w płaszczu. Nim jednak dobył miecza już był przyszpilony przez bełt, wystrzelony z kuszy wojownika przy barze. Gospodarz wybiegł z zaplecza i zaczął dziękować setnie dwóm mężom, którzy ocalili jego i jego karczmę.

To pierwsze moje opowiadanie sprzed tego co wstawiłem wczesniej jeszcze jeszcze gorsze ale... zapraszam do lektury moich wypocin :D
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Ciężko to się czyta. Większość fragmentu stanowi opis najbliższej historii oraz podziału społecznego twojego świata. Potraktowanie czymś takim czytelnika na wstępie, zarzucenie go masą obco brzmiących nazw miast, krain i narodów męczy i wprowadza niepotrzebny zamęt. Rozumiem zamysł, często zresztą stosowany, żeby na początku wprowadzić w świat i przedstawić tło do późniejszych wydarzeń, jednak zrobienie tego w tej formie jest złym pomysłem. Gwarantuję ci, że większość czytelników nie zapamięta nawet połowy użytych przez ciebie nazw. Do tego odbiór utrudnia twój język, sztucznie stylizowany na stare kroniki. Już pierwsze zdanie sformułowane jest tak, że nie mam ochoty czytać dalej. Stosowanie takiej stylizacji może znaleźć zastosowanie w dialogach, ale w narracji jest bardzo nieprzyjemne.
Opowiadanie zaczyna się w zasadzie pod koniec twojego tekstu i niestety cierpi na te same wady, co wprowadzenie. Sypiesz wymyślonymi przez siebie nazwami bez umiaru. Czytając musiałem wciąż sprawdzać kto kim miał być, chociaż wstęp czytałem chwilę wcześniej. W tym fragmencie też nie pozbyłeś się kronikarskiej maniery, przez co wszystkie opisy są lakoniczne a akcja pozbawiona jakichkolwiek emocji. W ciągu ledwie kilku wersów przedstawiłeś całe zdarzenie, w którym jedni goście wchodzą do karczmy, a inni ich szlachtują. I tyle. Żadnego w sumie wytłumaczenia, żadnej akcji, żadnych emocji. Suche fakty. Tekst wymaga solidnej pracy, jeżeli ma się nadawać do przeczytania, bo w obecnej chwili nie jestem pewny czy będę chciał czytać kolejne fragmenty. Nie zaciekawiłeś mnie ani odrobinę. Wytykaniem konkretnych błędów się nie zajmę, to rola sprawdzających, nie moja, ale mam nadzieję, że kilka ogólnych uwag pomoże ci w pracy nad tekstem i całości umiejętności pisarskich.
Odpowiedz
#3
(27-02-2015, 20:45)RedViperRevenge napisał(a): Rozdział I

Wielka Wojna Lor-Kidul rozpoczęła się niewinnie, podczas turnieju w Saka Raja (przecinek) kiedy to zginął królewicz, następca tronu.

Uderzył on swą armią w podjazd króla i rozgromił jego oddziały, jednak następne starcie, które zdziesiątkowało legiony księcia(przecinek) zmusiło go do rokowań i układów.

Te decyzje momentalnie wprawiły ludność w nastroje buntownicze(Lepiej: "buntowniczy nastrój").

Na czele rewolucji stanął Pinggiran (przecinek)nieznany dotąd chłop, który postanowił obalić monarchię.

Teraz po dwóch latach mieszkańcy Antarane mogli zacząć odbudowywać swoje życie. (Odbudowywanie życia mi nie brzmi, napisałabym "mogli rozpocząć nowe życie" albo "uporządkować swoje życie" czy coś)

Rengowie, bo tak ich nazywano, byli ciemnoskórzy, mężczyźni byli rośli, jednak spokojni i opanowani, a ich kobiety były szczupłe, wysokie oraz bardzo obrotne w interesach, dlatego też uznawano ich rasę za twórców handlu.

Na festiwalu można było spotkać też przedstawicieli rasy Pucet, mieszkańców zachodnich rubieży. Puceci byli bladzi, agresywni i ogromnej postury. Nawet ich kobiety były potężnie zbudowane. Ich rasa poniosła największe straty w wojnie, ponieważ do samego końca pozostali(pozostała – rasa) wierni(wierna) królowi, który wykorzystywał ich do walki w pierwszych szeregach. Ojczyzna Pucetów, Salju (przecinek)pozostała przez to bez obrony, co wykorzystali Wyzwoliciele, paląc i grabiąc zachodnie miasta.

Ruci byli rasą władców i szlachty. Wszystkie królewskie rody pochodziły od tej rasy.

Rycerz, (zbędny przecinek) o twarzy Miskina(nic mi nie mówi ta "twarz Miskina", nie wiem, jak mam ją sobie wyobrażać – jak oblicze niezbyt rozgarniętego chłopa?) zmęczonej wojaczką i wyglądającej starzej niż była naprawdę, skierował konia do najbliższej speluny.

Przedzierając się przez rozbawiony tłum(przecinek) dotarł do drzwi knajpy. Po wejściu zdziwiło go, że mimo takich tłumów w mieście tawerna jest(była) prawie pusta. Jedynymi klientami był podejrzany typ siedzący plecami do ściany, a twarzą do drzwi. Jego twarz skryta była w półcieniu, a spod długiego płaszcza, który miał na sobie (przecinek)dało się dostrzec połyskujące ostrze sztyletu.

Po krótkiej chwili pojawił się gospodarz(przecinek albo myślnik) niski, krępy typ o miłej twarzy(przecinek) i zapytał:

Po chwili pojawił się(przecinek) niosąc kufel piwa. Jeździec wziął łyk i pomyślał, że to najlepszy trunek(przecinek) jaki pił przez kilka ostatnich miesięcy. Karczmarz po kilku minutach znów pojawił się(przecinek) tym razem niosąc miskę kaszy.

Jeden, większy i przypominający trolla, (zbędny przecinek) Pucet (przecinek)podszedł do stolika, przy którym przesiadywał mężczyzna w długim płaszczu. Drugi drab natomiast ruszył na zaplecze. Z twarzy przypominał Ruta (przecinek)miał bystre, ale chciwe spojrzenie, jednak posturą bardziej przypominał Miskina.

Nie wiedzieć kiedy wyrwał miecz z pochwy zbira(Czyli wyjął miecz z pochwy innego gościa? Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, by ktokolwiek dał sobie wyciągnąć własny miecz z własnej pochwy i ciąć się po gardle) i ciął go po gardle. Posoka lała się strumieniami. Kobieta, do tej pory siedząca cicho przy barze, zerwała się i z krzykiem wybiegła na ulice(ę). Z

Nim jednak dobył miecza (przecinek)już był przyszpilony przez bełt, (zbędny przecinek) wystrzelony z kuszy wojownika przy barze.

Powiem bez ogródek: nie podobało mi się.
Zacznę od początku: rozpocząłeś opowiadanie w sposób, którego chyba najbardziej nie lubię w fantasy – opisem wydarzeń historycznych, ras, miejsc i postaci. Z takiego rozpoczęcia ciężko jest cokolwiek spamiętać: jak na przykład pamiętam to, że była jakaś wojna, a Miskini czy jak im tam to nierozgarnięci chłopi. Trochę mało, nie uważasz? Takie informacje, moim zdaniem, w tekstach tego typu powinno wprowadzać się stopniowo, choćby w takiej sytuacji: główny bohater wchodzi i wyłapuje strzępki rozmowy o wojnie, która odbyła się jakiś czas temu, a potem coś wspomina. (Początek w karczmie też jest dość kiepskim wprowadzeniem do opowiadania, ale chodzi mi tutaj o sam przykład dawkowania informacji. Już pozostałoby po tym coś więcej).

Nie przypadł mi do gustu również sposób opisywania – charakter i wygląd ras opisałeś dość szczegółowo, podczas gdy wnętrza karczmy czy osób, które w niej przebywały, nie opisałeś bodaj w ogóle.

Z innych kwestii: dodaj akapity tagiem [p.] (bez kropki) – tekst stanie się bardziej przejrzysty i łatwiejszy do czytania. Część tych interlinii (odstępów między akapitami) mógłbyś sobie wtedy wg mnie odpuścić.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#4
Nigdy ale to NIGDY nie zaczynaj pisać od wykładu o historii świata. Mam wrażenie, że nikogo nie obchodzi świat, póki nie zaczną go obchodzić zamieszkujący go bohaterowie. Dlatego zawsze zaczynać należy od nich.

W powyższym tekście po trzech linijkach nie chce mi się czytać dalej.
W zasadzie powinno być tak:

Cytat:Pierwszego dnia wiosny to było, kiedy przyroda wracała do życia, a tłumy ludzi ciągnęły w kierunku nowej stolicy Beteng Bethara. Odbywał się tam niezwykle huczny festyn. Nowy władca, król Pinggiran, zorganizował go, aby uczcić koniec wojny, która pogrążyła kraj w chaosie na dwa lata.
Podczas gdy wszyscy bawili się w najlepsze na karnawale, pewien samotny wojownik właśnie dotarł do miasta. Rycerz, o twarzy Miskina zmęczonej wojaczką i wyglądającej starzej niż była naprawdę, skierował konia do najbliższej speluny.
Przedzierając się przez rozbawiony tłum dotarł do drzwi knajpy.

Z tym że knajpa to dla mnie zbyt potoczne określenie by go używać w narracji.
[niedozwolony link]
Odpowiedz
#5
Bardzo lubię teksty, które mają historyczno-polityczne klimat. Jednak kilka szczegółów w Twoim fragmencie utrudniło mi przyjemne czytanie.

Według mnie dobrym pomysłem byłoby nie opisywanie całej historii wojny od razu. Zacząć od festynu, który został zorganizowany z okazji zakończenia konfliktu, a pozostałe fakty wpleść w opowiadanie. Chociażby informacje o rasach, lepiej poczekać aż główny bohater spotka jakiś ich przedstawicieli i wtedy coś o nich napisać.

Teraz może główny bohater. Od razu go nie lubię. Ani nie jest dla mnie ciekawy, ani mu nie współczuję, ani nie podziwiam. Żadnych pozytywnych emocji. Jeżeli zamierzasz utrzymać go na pierwszym planie Twojego opowiadania, to będzie mi ciężko o nim czytać.

Jeszcze styl, bardzo topornie opisujesz historię. Sporo wyrażeń niepotrzebnych lub nie do końca sensownych, ciężko się czytało (na przykład nadużywasz wyrażeń typu: po chwili, nagle i innych tego typu określeń).

Historia też nie powaliła oryginalnością. Przydałoby się popracować nad stylem. Polecam krótsze opowiadania – łatwiej trenować styl kiedy fabuła jest z góry ograniczona.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości