Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Psychologiczne Choroba rodzinna
#1
Nadeszła wreszcie wiekopomna chwila, kiedy publikuję moje "dzieło życia", czyli pierwszy długi tekst. Jeśli poniższy fragment się spodoba, pewnie pojawi się kontynuacja. Tytuł jest roboczy, nie mam chwilowo pomysłu, jak nazwać to opowiadanie. Cóż, miłego czytania. :)

Zaczęło się niewinnie. Piwo po pracy, ot, dla rozluźnienia po ciężkim dniu pełnym stresów, zrozumiałe, wielu ludzi tak robi. Niedługo do jednego dołączyło jeszcze jedno, nie szkodzi, jeśli lubi, to niech pije, dwa browary nie są żadną zawrotną ilością. Skoro może dwa, czemu nie mógłby trzech? Jasne, że może, przecież to tylko piwo. Ilość wypijanych wieczorem „tylko piw” wzrosła do czterech.
Browar jest słaby, owszem, wywołuje przyjemny szum w głowie, ale to nie to samo, co na przykład gorzałka… Czemu miałby nie napić się od czasu do czasu pysznej wódeczki? Nie znajdował żadnych argumentów przeciwko. Do piwa dołączyła również ćwiartka. Tak, to było to. Dobra, smaczna gorzałka. Kilka browarów i ćwiartka wódki, och, tyle płynnej przyjemności. Piwo przynosiło cudowny szum w głowie, czyściocha zapewniała błogość ciała i duszy, nektar bogów w płynie, można by rzec. Dlaczego, jeśli my, śmiertelnicy, mamy dostęp do boskich przyjemności, nie korzystamy z nich garściami? Toż to okropne marnotrawstwo! On nie chciał marnotrawić darów danych nam przez Boga.
Ilość wypijanych codziennie piw zmniejszyła się do dwóch, do których dochodziła ukochana wódeczka. Ukochana? Tak, już tylko ona mu pozostała. Jego żona, kochanka, córka, wielbicielka, opiekunka i podpora. Wszyscy go opuścili, nikt nie rozumiał, że tylko kolejne dawki alkoholu przynoszą mu ukojenie, spokój i błogość, że tylko dzięki nim potrafi być naprawdę szczęśliwy.
Czym w takim razie było dla niego szczęście? Stanem upojenia alkoholowego, który osiągał dzień w dzień, wieczór w wieczór? Być może.
Wkrótce picie wieczorami przestało mu wystarczać. Z jakiego powodu miałby cały dzień chodzić smutny, a dopiero wieczorem odnajdować pocieszenie? Przecież radosny nastrój był na wyciągnięcie ręki, jak pstryknięcie palcami. Pstryk i już jest, szczęście, radość i ten cudowny szum w głowie.
Pracodawca chyba nie podzielał jego stanowiska i sposobu osiągania dobrego humoru, bo gdy został przyłapany na popijaniu w pracy, kierownik wymownym gestem pokazał mu drzwi. Zwolnienie dyscyplinarne.
Czy ludzie naprawdę nie rozumieją, że alkohol to dla niego jedyna metoda osiągnięcia radosnego nastroju, szczęścia i beztroski? Niedługo potem odeszła żona, zabierając dzieci. Dlaczego? Nie chciała mieszkać z pijakiem ani narażać dzieci na oglądanie wiecznie pijanego ojca, przecież mogłyby dostać jakiejś traumy albo innego schorzenia.
Czy był pijakiem? Nie, skąd ten pomysł? To, że czasem sobie wypił, raz więcej, innym razem mniej, nie oznaczało jeszcze, że jest alkoholikiem! On miałby być alkoholikiem? Wolne żarty. Ma silną wolę i charakter, jest człowiekiem bystrym, spostrzegawczym i uświadomionym, na pewno by zauważył, gdyby coś było nie tak. A, że nic się nie działo, wszystko miał pod kontrolą, a jego czyny były tylko i wyłącznie zależne od świadomych decyzji, nie ma powodu do niepokoju. Gdyby faktycznie był pijakiem, przyznałby się do tego. Tymczasem on nigdy nawet się nie upił! Pijus żłopie do nieprzytomności, jemu ani raz nie zdarzyło się stracić kontroli nad sobą pod wpływem alkoholu, a co dopiero świadomości!
Nie, nie, nie. Żadnego alkoholizmu, a wszystkim, którzy wmawiają mu, że jest pijany albo uzależniony od tego cudownego napoju, jakim jest alkohol, dziękujemy, ponieważ gadają bzdury. Tylko po co to robią? Czyżby chcieli odebrać mu jego szczęście i przywłaszczyć sobie? Na pewno! Nie może być inaczej, niemożliwe, żeby pragnęli czegoś innego. Chcemy tylko twojego dobra, mówią, chcemy ci pomóc, mamią, wyciągniemy cię z tego, obiecują. A figę! Wszyscy chcą jednego, rozdzielić go z jego ukochaną gorzałką. Każdy potrzebuje kogoś do kochania, do tego został stworzony człowiek, do kochania i bycia kochanym. Dlaczego w takim razie ludzie wokół potępiają jego miłość? Co z tego, że nie kocha człowieka, niektórzy kochają swoje zwierzęta, kolekcje albo inne osobliwości. Uczucie łączące go z alkoholem nie było jakoś szczególnie dziwne.
Nie rozumiał, czemu ludzie patrzą na niego krzywo, kiedy idzie ulicą, przecież wypił tylko trochę, ot, jedno piwko na dzień dobry, żeby zapewnić sobie pogodny nastrój. Dlaczego odmawiają mu sprzedaży alkoholu, także nie rozumiał. Wchodził do monopolowego, witał się grzecznie i prosił, niczym rasowy dżentelmen, o kilka piwek, trochę wódki, jakieś winko, ot, normalne zaopatrzenie na kolejne dni.
Za którymś razem, gdy leżał ululany jak dziecko, usłyszał, że ktoś mówi do niego. Uniósł steraną gorzałką łepetynę i rozejrzał się zaskoczony. Było już późno, dawno minęła północ. Wielokrotnie słyszał, że zamykano sensownie gadających ludzi w szpitalu psychiatrycznym tylko dlatego, że pewnego dnia zaczęły mówić do nich dziwne głosy, namawiające do złych rzeczy. Poderwał się przestraszony. Wypity alkohol natychmiast wyparował z jego ciała.
– Antoni… Antoni… Antoni… – szeptał głos.
– Idź precz, maro nieczysta! – krzyknął wspomniany Antoni. W rzeczywistości wybełkotał tylko „jiźźźź pressssz m… m… m… aro nieeee… szzzzysta!”.
– Antoni… To ja, twoja ukochana, nie poznajesz mnie? – dalej szeptał głos, który udało mu się zidentyfikować jako kobiecy.
– Kim jesteś? – zapytał, co zabrzmiało bardziej jak „kimm jesssdeś?”.
– Nazywam się Alkohol, chociaż najczęściej występuję jako Gorzałka – odpowiedziała właścicielka głosu, wysuwając się z ciemności. Nieznajoma okazała się naprawdę piękną kobietą. Długonoga, ciemnowłosa, drobna, ale wyjątkowo zgrabna i ponętna. Wyglądała młodo i świeżo, kusząco. Podeszła do niego powolnym krokiem i uklękła, pochylając się nisko. Odruchowo spojrzał w wyeksponowany dekolt sukienki i zadrżał. Gorzałka tymczasem odchyliła jego głowę i złożyła pocałunek na spierzchniętych wargach. Podała mu z uśmiechem butelkę pełną przelewającego się radośnie płynu i zniknęła.
Kiedy flaszka pokazała dno, z ciemności znowu wyłoniła się jakaś postać. Tym razem nie była miła ani słodka jak poprzednia, emanowała zimnem i pogardą. Ona również uśmiechnęła się, ale uśmiechem, który mrozi krew w żyłach, podała mu butelkę pełną przelewającego się radośnie płynu i odeszła, obiecując, że niedługo wróci.
Nazajutrz na pierwszej stronie wszystkich gazet w małym miasteczku nagłówki głosiły:
Mężczyzna wpadł pod nadjeżdżający samochód, miał 3,5 promila alkoholu we krwi.
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Dla odmiany zacznijmy od plusów.

Dobry styl, naprawdę przyjemnie się czyta. Nie ma problemów ze znaczeniem wyrazów, zdania są ładnie ułożone, brak zgrzytających lub niepotrzebnych wyrażeń, czy określeń.

Tekst, mimo swojej niewielkiej długości ma też odpowiednią strukturę. Istnieje wstęp, w którym czytelnik zostaje zapoznany z głównym bohaterem i jego chorobą, później opis staczania się na dno i na koniec tragiczne zakończenie.

Dobrze jest pokazany sposób myślenia alkoholika, widać, że tekst sobie zasłużył na zaliczenie go do "opowiadań psychologicznych". Widać w tym pewną konsekwencję oraz że właśnie to jest głównym tematem tekstu.

To teraz trochę minusów. Przede wszystkim negatywnie zaskoczyło mnie zakończenie. Było według mnie ucięte, trochę jakbyś zbyt szybko przeszła od pijanego w sztok do martwego. Brakowało mi połączenia między tymi dwoma stanami. Nie do końca ogarnąłem też motyw tej drugiej postaci oraz jej związku z późniejszym wypadkiem.

Jak czytałem o ilościach wypijanych przez alkoholika, to czasem było tego dla mnie trochę za mało. Zresztą, ludzie w nałogu nie piją piwa (wina też nie, oprócz jakiś podłych jaboli), bo zanim się upiją, to będą mieli mokro w gaciach. Podam tylko przykład z tekstu:
"Wchodził do monopolowego, witał się grzecznie i prosił, niczym rasowy dżentelmen, o kilka piwek, trochę wódki, jakieś winko, ot, normalne zaopatrzenie na kolejne dni." – Żeby tej wódki starczyło na więcej niż trzy dni, to musiałoby to być dobre kilka butelek. Wydaje się być trochę więcej niż "trochę".

To już wszystko. Mam nadzieję, że jest to dopiero "pierwsze dzieło życia". Masz niezły warsztat, więc wypadałoby go wykorzystać. Szczególnie właśnie w dłuższych tekstach, chociaż wiadomo, że są one trudniejsze. Oczywiście zwiększanie objętości tekstu najlepiej przeprowadzać stopniowo, krok po kroku. Wszystko zależy od Twojego samozaparcia.
Odpowiedz
#3
(24-02-2015, 20:34)Mogget napisał(a): Jak czytałem o ilościach wypijanych przez alkoholika, to czasem było tego dla mnie trochę za mało. Zresztą, ludzie w nałogu nie piją piwa (wina też nie, oprócz jakiś podłych jaboli), bo zanim się upiją, to będą mieli mokro w gaciach.

Lwia część alkoholików to przecież piwosze. Bossowie pilota od telewizora. To, jak typowy człowiek wyobraża sobie alkoholika – czyli jako żula z parku, to jest tylko wierzchołek góry lodowej.
Lubię Tytanica. Moim ulubionym bohaterem była góra lodowa.
Odpowiedz
#4
Mogget, w zakończeniu o to właśnie chodziło. Miało być ucięte szybko i sprawnie, bez zbędnego rozwlekania. Nie chciałam wprowadzać więcej opisów niż to konieczne, bo mam tendencję do przesadzania z opisami.
Co do ilości alkoholu – nie każdy alkoholik ma mocną głowę, niektórzy po niezbyt dużej ilości alkoholu zaczynają śpiewać, inną sprawą jest, że, jak pisał Yami, alkoholikami nie są tylko żule z parku.
Tak, to moje "pierwsze dzieło życia", czyli pierwsza poważna próba napisania czegoś długiego i wyjścia poza dział "miniatury". :) Co do samozaparcia – zobaczymy, mam nadzieję, że wystarczy mi go, żeby napisać to opowiadanie. :D Dzięki za komentarz, cieszę się, że Ci się podobało. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#5
Dobry styl, lekkie pióro, umiejętne posługiwanie się słowem. Czyta się płynnie. Warsztatowo bez zarzutu. Literacko – OK.
Ale...
To są piękne, poprawne, akademickie rozważania, czynione przez myślącą, kulturalna osobę, która patrzy na problem przez pryzmat swojego środowiska i widzi tylko to, co dostrzec jest w stanie i opisuje tylko to, co podświadoma mentalna konwencja pozwala opisać, czyli własną, jednostronną, wyidealizowaną wizję.
Na początku Twój bohater jest normalnym człowiekiem. A normalny człowiek, również ten, który „lubi wypić” nigdy nie wpadnie na pomysł, aby pić piwo z wódką. To zabójcza mieszanka (dla takiego osobnika zwłaszcza) i absolutnie nie smakuje, kiedy jeszcze jest się w stanie rozróżniać smaki. A na początku tej drogi – jest się w stanie.
I wszystko dzieje się podręcznikowo. Żona odchodzi i już. Bez wahań, łez, rozpaczy, dramatu. Z dziećmi nie ma problemu, pewnie są szczęśliwe z tego powodu. On oczywiście też.

Cytat:Nie chciała mieszkać z pijakiem ani narażać dzieci na oglądanie wiecznie pijanego ojca, przecież mogłyby dostać jakiejś traumy albo innego schorzenia.
Trauma? Inne schorzenie? Jakie? Oglądanie? Jak dobranocki? Czy Ty naprawdę nie słyszałeś jak wygląda życie z nałogowym alkoholikiem? I jakie rodzi problemy?


Cytat:na pewno by zauważył, gdyby coś było nie tak. A, że nic się nie dzieje,
Wszystko jest przecież w porządku. Nic się nie dzieje. Zwłaszcza z żoną i dziećmi.

Cytat:Nie rozumiał czemu ludzie patrzą na niego krzywo, kiedy idzie ulicą, przecież wypił tylko trochę, ot, jedno piwko na dzień dobry, żeby zapewnić sobie pogodny nastrój. Dlaczego odmawiają mu sprzedaży alkoholu, także nie rozumiał. Wchodził do monopolowego, witał się grzecznie i prosił, niczym rasowy dżentelmen, o kilka piwek, trochę wódki, jakieś winko, ot, normalne zaopatrzenie na kolejne dni.
Przeważająca ilość alkoholików doskonale zdaje obie sprawę ze swego stanu i sytuacji. I często się tego wstydzi. A jeśli w sklepie grzecznie prosi o alkohol, to każdy sprzedawca mu go sprzeda, bo z tego żyje.
A swoją drogą, to skąd miał środki na normalny, legalny alkohol? Nie słyszałaś o Acnosanie, płynie do chłodnicy i „denaturze” (do tego obowiązkowo pół angielka jasnego)? To rzecz jasna tylko kolejny etap.


Cytat:więc zrozumiałe, że poderwał się przestraszony, wypity alkohol natychmiast wyparował z jego ciała.
Na tym etapie alkohol nie wyparowuje natychmiast. A skoro wyparował (załóżmy abstrakcyjnie) tak jak piszesz, to dlaczego bełkoce? Niekonsekwencja.

Cytat:Mężczyzna wpadł pod nadjeżdżający samochód, miał 3,5 promila we krwi.
Jeśli to komunikat w gazecie, to po „promila” winno się znaleźć słowo „alkoholu”. I jaki mężczyzna. Czasem zdaje się piszą „nieznany” czy „niezidentyfikowany”.

Nie jestem specem od tej tematyki, ani alkoholikiem. Taka osoba, udzieliłaby Ci więcej szczegółowych rad. Ale to są elementarne i oczywiste kwestie. Pomijając je, historia staje się sztuczna, niewiarygodna i nie bardzo wiadomo do kogo adresowana. Dramat człowieka i jego rodziny (słowo „gehenna” nazbyt często przewija się przy takich opisach) kwitujesz pojedynczymi, grzecznymi, poprawnymi frazami, jakby był to opis sielankowego pikniku i można odnieść wrażenie, że to, o czym piszesz, jest Ci absolutnie obce, bądź że Twój zmysł obserwacji został uśpiony, przynajmniej na tym obszarze.
Odpowiedz
#6
(25-02-2015, 11:51)Gorgiasz napisał(a): Na początku Twój bohater jest normalnym człowiekiem. A normalny człowiek, również ten, który „lubi wypić” nigdy nie wpadnie na pomysł, aby pić piwo z wódką. To zabójcza mieszanka (dla takiego osobnika zwłaszcza) i absolutnie nie smakuje, kiedy jeszcze jest się w stanie rozróżniać smaki. A na początku tej drogi – jest się w stanie.
Skoro "normalny człowiek" nie wpadnie nigdy na pomysł picia wódki z piwem, to znam całkiem sporo "nienormalnych ludzi". ;) Inną rzeczą jest, gdzie sugerowałam, że mój bohater pił mieszankę wódki z piwem?

(25-02-2015, 11:51)Gorgiasz napisał(a): I wszystko dzieje się podręcznikowo. Żona odchodzi i już. Bez wahań, łez, rozpaczy, dramatu. Z dziećmi nie ma problemu, pewnie są szczęśliwe z tego powodu. On oczywiście też.
Jest to perspektywa osoby uzależnionej, z jej punktu widzenia odejście żony, dzieci, ogólny rozpad dotychczasowego życia nie jest dramatem, o ile w ogóle w pełni uświadamia sobie to, co się wydarzyło i postrzega to inaczej niż korzyść, ponieważ teraz nikt nie będzie mu marudził nad uchem, że za dużo pije i go stopował.

(25-02-2015, 11:51)Gorgiasz napisał(a):
Cytat:Nie chciała mieszkać z pijakiem ani narażać dzieci na oglądanie wiecznie pijanego ojca, przecież mogłyby dostać jakiejś traumy albo innego schorzenia.
Trauma? Inne schorzenie? Jakie? Oglądanie? Jak dobranocki? Czy Ty naprawdę nie słyszałeś jak wygląda życie z nałogowym alkoholikiem? I jakie rodzi problemy?
Słyszałaś. Wciąż jest to perspektywa osoby uzależnionej, a więc chorej psychicznie. Alkoholik nie postrzega rzeczywistości tak, jak osoba zdrowa psychicznie. Słyszałam i widzę, że w przeciwieństwie do Ciebie całkiem nieźle orientuję się w tym zagadnieniu.

(25-02-2015, 11:51)Gorgiasz napisał(a):
Cytat:na pewno by zauważył, gdyby coś było nie tak. A, że nic się nie dzieje,
Wszystko jest przecież w porządku. Nic się nie dzieje. Zwłaszcza z żoną i dziećmi.
Jak wyżej.

(25-02-2015, 11:51)Gorgiasz napisał(a):
Cytat:Nie rozumiał czemu ludzie patrzą na niego krzywo, kiedy idzie ulicą, przecież wypił tylko trochę, ot, jedno piwko na dzień dobry, żeby zapewnić sobie pogodny nastrój. Dlaczego odmawiają mu sprzedaży alkoholu, także nie rozumiał. Wchodził do monopolowego, witał się grzecznie i prosił, niczym rasowy dżentelmen, o kilka piwek, trochę wódki, jakieś winko, ot, normalne zaopatrzenie na kolejne dni.
Przeważająca ilość alkoholików doskonale zdaje obie sprawę ze swego stanu i sytuacji. I często się tego wstydzi.
Przeważająca ilość alkoholików wypiera się tego, iż jest uzależniona, aktywnie zaprzecza podobnemu stanowi i zupełnie nie dostrzega problemu, a z pewnością nie wstydzi się tego.

(25-02-2015, 11:51)Gorgiasz napisał(a): A jeśli w sklepie grzecznie prosi o alkohol, to każdy sprzedawca mu go sprzeda, bo z tego żyje.
Pozwolę sobie odpowiedzieć cytatem:
Cytat:Nie rozumiał czemu ludzie patrzą na niego krzywo, kiedy idzie ulicą, przecież wypił tylko trochę, ot, jedno piwko na dzień dobry, żeby zapewnić sobie pogodny nastrój.

(25-02-2015, 11:51)Gorgiasz napisał(a): A swoją drogą, to skąd miał środki na normalny, legalny alkohol? Nie słyszałaś o Acnosanie, płynie do chłodnicy i „denaturze” (do tego obowiązkowo pół angielka jasnego)? To rzecz jasna tylko kolejny etap.
Nie każdy alkoholik kończy na takim poziomie. Jest wielu ludzi uzależnionych od alkoholu, którzy posiadają własne pieniądze lub od kogoś je otrzymują, np. od rodziny lub znajomych, którym wmawiają, że nie mają pieniędzy na chleb i, że tym razem naprawdę rzucili i już nie mają zamiaru do tego wracać, ponieważ to straszne paskudztwo i oni już nigdy tego nie tkną.

(25-02-2015, 11:51)Gorgiasz napisał(a):
Cytat:więc zrozumiałe, że poderwał się przestraszony, wypity alkohol natychmiast wyparował z jego ciała.
Na tym etapie alkohol nie wyparowuje natychmiast. A skoro wyparował (załóżmy abstrakcyjnie) tak jak piszesz, to dlaczego bełkoce? Niekonsekwencja.
Wciąż jest to perspektywa alkoholika, osoby, która, przynajmniej teoretycznie, postrzega świat inaczej. Poza tym, pod wpływem strachu lub nagłego przypływu adrenaliny często nagle "trzeźwiejemy", gdy jesteśmy pod wpływem, czyli wraca zdolność w miarę jasnego myślenia.

Cytat:Nie jestem specem od tej tematyki, ani alkoholikiem.
Pomijając je, historia staje się sztuczna, niewiarygodna i nie bardzo wiadomo do kogo adresowana. Dramat człowieka i jego rodziny (słowo „gehenna” nazbyt często przewija się przy takich opisach) kwitujesz pojedynczymi, grzecznymi, poprawnymi frazami, jakby był to opis sielankowego pikniku i można odnieść wrażenie, że to, o czym piszesz, jest Ci absolutnie obce, bądź że Twój zmysł obserwacji został uśpiony, przynajmniej na tym obszarze.
Jak większość opowiadań, moje również kierowane jest do czytelnika. ;)
Poza podstawowymi, czasem wyolbrzymionymi lub błędnymi informacjami nie powiedziałeś niczego, co mogłoby mi pomóc przy pisaniu tego tekstu oraz uwiarygodniało zarzucanie mi "patrzenia na problem przez pryzmat swojego środowiska i widzenia tylko tego, co dostrzec jestem w stanie i opisywania tylko tego, co podświadoma mentalna konwencja pozwala mi opisać, czyli własną, jednostronną, wyidealizowaną wizję".
Dziękuję za komentarz. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Cytat:co mogłoby mi pomóc przy pisaniu tego tekstu
Bardzo mi przykro.

Cytat:oraz uwiarygodniało zarzucanie mi "patrzenia na problem przez pryzmat swojego środowiska i widzenia tylko tego, co dostrzec jestem w stanie i opisywania tylko tego, co podświadoma mentalna konwencja pozwala mi opisać, czyli własną, jednostronną, wyidealizowaną wizję".

Wypowiedziałem tylko swoją opinię. Nie wiedziałem, że Cię to dotknie.
Przepraszam. Więcej nie będę.
Odpowiedz
#8
Gorgiasz, nie dotknęło mnie to. Po prostu odpowiedziałam na Twój komentarz. Przepraszam, jeśli poczułeś się urażony, nie o to mi chodziło. Szanuję Twoją opinię, podobnie jak każdego innego czytelnika, jednak nie oznacza to, że pozostanę bierna, gdy ktoś zarzuca mi nieprzygotowanie do tematu, o którym piszę i niewiedzę. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#9
(24-02-2015, 18:33)Arabella napisał(a): Niedługo do jednego dołączyło jeszcze jedno, nie szkodzi, jeśli lubi(przecinek) to niech pije, dwa browary nie są żadną zawrotną ilością.

A, że nic się nie dzieje, wszystko ma pod kontrolą, a jego czyny tylko i wyłącznie zależne od świadomych decyzji, nie ma powodu do niepokoju. (nie wiem, czemu zmieniłaś czas)

Wszyscy chcą jednego, rozdzielić go z jego ukochaną, alkoholem(jeśli ukochaną to gorzałką, bo to brzmi dziwnie).

Uczucie łączące go z alkoholem nie było(a tu znów zmiana czasu na przeszły) jakoś szczególnie dziwne.

Nie rozumiał(przecinek) czemu ludzie patrzą na niego krzywo, kiedy idzie ulicą, przecież wypił tylko trochę, ot, jedno piwko na dzień dobry, żeby zapewnić sobie pogodny nastrój.

Wielokrotnie słyszał, że zamykano sensownie gadających ludzi w szpitalu psychiatrycznym tylko dlatego, że pewnego dnia zaczęły mówić do nich dziwne głosy, namawiające do złych rzeczy, więc zrozumiałe, że poderwał się przestraszony, wypity alkohol natychmiast wyparował z jego ciała. (przeraźliwie długie zdanie, lepiej byłoby podzielić, szczególnie ostatnia część już zupełnie odstaje od reszty)

– Idź precz(przecinek) maro nieczysta! – krzyknął wspomniany Antoni.

Podeszła do niego powolnym krokiem i uklęknęła(wolę formę uklękła), pochylając się nisko.

Nie wiem, czy zauważyłam wszystko, trochę jestem zmęczona:). Stworzyłaś taki profil psychologiczny alkoholika, choć ta choroba ma wiele twarzy. Są tacy, jak opisałaś, tacy, jak wspomniał Yami, ale też tacy, którzy tygodniami nie piją, by potem wpadać w ciąg na wiele dni. Nie powiem, żeby jakoś specjalnie poruszył mnie ten tekst. Moim zdaniem jest najsłabszy z twoich. Początek to taka wyliczanka alkoholi. Później przechodzisz do strat, jakie pijący ponosi z tego tytułu, a na końcu, trach, śmierć. Nie wiem, czy dobrze mnie zrozumiesz, ale całość jest sucha. Człowiek X pije tyle i tyle, takich i takich alkoholi. Nie przyznaje się do problemu, co zwykle ma miejsce w takich przypadkach. Traci rodzinę i to się odbywa tak naturalnie, bez walki, łez, może pięści. Całość bardziej przypomina opis medyczny; choroba, diagnoza, śmierć. Dopiero ostatni fragment jest literacko lepszy, choć pokazuje już stan finalny. Gdybyś opowiedziała tę historię z konkretnym bohaterem, z jego rozterkami, tłumaczeniem, zaprzeczaniem, dramatem utraty rodziny. Gdybyś pokazała sposoby szukania kasy na wódkę, żebrania pod sklepem o "złotóweczkę", walki ze sobą, utratą szacunku do siebie, zobojętnienia, trzęsiawki i gorączkowego szukania rankiem jakichś resztek. Niczego takiego nie znalazłam w tym tekście, a szkoda. Temat jest trudny i ogólnie znany, ale jedynie z perspektywy ocen; łajza, pijus, śmierdziel. Gdybyś pokazała go z wnętrza samego alkoholika albo z perspektywy osoby stojącej z boku, ale bliskiej, takiej, która jeszcze o niego walczy, byłoby znacznie lepiej.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#10
Naw, dziękuję za poprawki i komentarz. Cóż, zdaję sobie sprawę z tego, że tekst wypadł kiepsko, ponieważ zawarłam w nim mało emocji, jednak zorientowałam się, że ich brakuje dopiero, kiedy czytałam Twój komentarz. To mój pierwszy dłuższy tekst, więc jeszcze długa droga przede mną, jednak nie mam zamiaru poddawać się tylko dlatego, że raz mi nie wyszło. :)

– Wie pan, mój mąż był alkoholikiem – powiedziała lekko drżącym głosem żona zmarłego.
– Tak. Większość uzależnionych nie dostrzega problemu, zazwyczaj nawet nie dopuszcza do siebie myśli, że taka sytuacja mogłaby zaistnieć, czy podobnie było z mężem?
– Tak, on też się tak zachowywał. W ogóle nie dopuszczał do siebie myśli, że mógłby się upić. Przeczył swojemu nałogowi, chociaż dla nas to było oczywiste. Nie chciał słyszeć o leczeniu, o tym, że stracił kontrolę i władzę nad sobą, coraz częściej bywał agresywny. – W oczach wdowy zobaczyłem łzy, podałem jej pudełko chusteczek i zachęciłem do opowiadania.
– Jak to się zaczęło?
– Hm, zaczęło się niewinnie. Piwo tu, piwo tam. Nic niezwykłego, chyba nawet nie zwróciłam na to uwagi. Ilość wypijanych piw zwiększyła się, jednak wciąż nie przejmowałam się tym zbytnio. Zauważyłam, że Antoni pije więcej, ale chyba nadal nie docierało do mnie, że coś się dzieje i powinnam jakoś zareagować. Pierwsze sygnały, jakie do mnie dotarły zepchnęłam na margines, uznałam, że to nic ważnego i nie muszę sobie tym zawracać głowy. Myliłam się. Antoni pił coraz więcej, z czasem do picia dołączyły kłótnie, które szybko przeradzały się w awantury, często puszczały mu nerwy, wtedy bił. Pracodawca też musiał coś zauważyć, ponieważ nie minęło wiele czasu, a otrzymał wypowiedzenie. Potem było tylko gorzej. Przesiadywał całe dnie w domu i chlał. Nie było dnia, żeby nie wrócił zalany albo nie „doprawił” później, dnia bez kłótni i krzyków. – Kobieta dyskretnie otarła spływającą po policzku łzę. Zamknęła na chwilę oczy, odetchnęła głęboko i kontynuowała już spokojna.
– Dzieci miały już dość, ja też. Postanowiliśmy wyprowadzić się, uciekać jak najdalej, gdzieś, gdzie nas nie znajdzie. Zamieszkaliśmy u mojej siostry, odnalazł nas tam, prosił, groził, obiecywał. Po raz kolejny zmieniliśmy miejsce zamieszkania. Tym razem nie znalazł nas, nie zdążył. Śmierć dopadła go pierwsza – mówiąc to, zadrżała. Westchnąłem w myślach. Najgorsze jest to, że alkoholizm nie jest chorobą jednej osoby, ale dotyka całej rodziny. Dzieci pochodzące z rodziny, w której raz zagościł alkoholizm, już na zawsze pozostaną w jakiś sposób skrzywdzone.
– Czy uważa pani śmierć męża za godną? – zapytałem, żeby odwrócić jej uwagę od ponurych wspomnień.
– Nie. Antoni zapił się na śmierć. Zdechł jak pies, we własnych rzygowinach i odchodach. Stracił godność człowieka już dawno, sprzedał ją za kolejną flaszkę. Najpierw utracił godność, później człowieczeństwo, zatracił się w alkoholu. On pragnął pić, pić i jeszcze raz pić, tylko pić. Nie interesowało go nic poza tym, rodzina, przyjaciele, praca, życie na poziomie, jakkolwiek wartości, wszystko odeszło w zapomnienie, pozostał tylko alkohol. – Teraz już na dobre płakała, nie kryjąc się z tym nawet. Mógłbym powiedzieć, że rozumiem, co czuje i wiem, jaki to ból, ale skłamałbym.
– Czy gdy mąż zaczął pić i, hm, zmieniać się, przestała go pani kochać, czuć do niego to samo co wcześniej?
– Nie, oczywiście, że nie – wymamrotała, zasłaniając usta chusteczką.
– Czy w międzyczasie wydarzyło się coś, co mogłoby stać się powodem lub impulsem, który popchnął męża do alkoholizmu?
– Nie, o niczym takim nie wspominał, nasze życie było poukładane i spokojne, byliśmy szczęśliwi. Do tej pory nie mogę zrozumieć, co takiego musiało się stać, że wybrał właśnie tę drogę. Chociaż chyba najbardziej zaskakujące jest to, że nigdy nie widziałam go pijanego. Zawsze stronił od używek, nie palił, nie brał narkotyków, nawet za kawą nie przepadał. Twierdził, że życie jest wystarczającym kopem energii, alkohol pił w umiarkowanych ilościach, kieliszek dobrego wina od czasu do czasu. – Przez cały czas, gdy mówiła, energicznie kręciła głową, jednocześnie ocierając łzawiące oczy.
– Czy próbowała pani jakoś temu zapobiec, a później walczyć o męża?
– Oczywiście, że tak. Do końca próbowałam o niego walczyć, o jego życie, to, żeby wyciągnąć go z dołu, w który wpadł na własne życzenie. Bezskutecznie. Prosiłam, żeby poszukał pomocy, ale nie chciał o tym słyszeć, nie docierało do niego, że jest uzależniony. Chodziłam po specjalistach, dowiadywałam się, co można zrobić. Wszyscy byli bezradni, on sam musiał tego chcieć, nie można było zrobić niczego na siłę. Był dorosłym, świadomym człowiekiem. Niewiele mogłam zrobić.
– Teraz myślę, że on nie chciał wyrwać się z nałogu. Było mu dobrze, jak było. Chyba czuł się szczęśliwszy, zasypiając brudny i obdarty z flaszką w objęciach w jakimś rowie niż we własnym domu, czystej pościeli, u boku kochającej go żony, słuchając dobiegających z sąsiednich pokoi spokojnych oddechów śpiących dzieci. Wiem, wydaje się to mało prawdopodobne, ale nie widzę innego wytłumaczenia, dlaczego człowiek, który miał wszystko, kochającą rodzinę, piękny dom, dobrze płatną pracę i właściwie żadnych poważniejszych problemów, nagle zaczął nałogowo pić. – W jej głosie pojawiły się nuty goryczy, niby żal, ale wyraźnie było czuć złość.
– To kwestia osobista oraz bardzo trudne pytanie i, niestety, nie jestem w stanie na nie odpowiedzieć. Alkoholizm nie jest typowo fizycznym uzależnieniem, to choroba psychiczna. Uzależniamy się głównie psychicznie, dopiero później dołączają objawy fizyczne. Dlatego alkoholikiem jest się przez całe życie, niezależnie od tego, czy porzuci się picie czy nie. Zdaje pani sobie sprawę, że nawet gdyby mąż wyszedł z tego, zawsze istniałoby ryzyko, że wpadnie na nowo i historia się powtórzy?
– Tak, zdaję, jednak wierzę, że udałoby nam się żyć normalnie. Miałby wsparcie rodziny oraz specjalistów, spokój i miłość. Czego więcej trzeba, żeby wyjść z nałogu i żyć dalej, na pakując się z powrotem w to samo bagno? – Uniosła głowę w dumnym geście człowieka pewnego swoich racji.
– Chęci. On sam musiałby bardzo tego chcieć – powiedziałem cicho. Kobieta popatrzyła na mnie zszokowana. Dopiero mówiła o tym, że on chyba nie chciał rzucić picia, a teraz dziwi się, że potrzebne są chęci pijącego? Ciekawe. Zaskoczenie powoli ustępowało iskierkom poirytowania zapalającym się w oczach mojej rozmówczyni. Interesujące. – Chyba na dzisiaj wystarczy, dziękuję, że przyszła pani i porozmawiała ze mną. Do następnego spotkania, w razie potrzeby, proszę dzwonić lub w inny sposób kontaktować się ze mną. Do widzenia.
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości