Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Lot
#1
Znowu wracam po długiej przerwie, efektem tego powrotu, jest to "coś", co napisało się prawie samo. Pozdro ;)

Czuję na twarzy wiatr, delikatnie muskający moje policzki i targający włosy. Otwieram oczy. Lecę. Bez skrzydeł, czy samolotu, po prostu unoszę się wysoko w powietrzu, mijając sunące leniwie wokół mnie pierzaste chmury. W oddali, chowa się za górami zachodzące słońce, zanurzając wszystko w pomarańczowym blasku. Jego światło odbija się od jeziora pode mną tworząc cudowne, złote refleksy na tafli wody. Drzewa przypominają z tej wysokości zielony dywan, rozciągający się aż po horyzont. Czuję się cudownie wolny, mogę polecieć gdzie tylko chcę, trącany letnim powietrzem.
Pod sobą widzę stado ptaków, znów zamykam oczy wlatując między nie. Ćwierkają radośnie, jakby chciały wyśpiewać głośno to co czuję: Poczucie niezależności i wolności od wszelkich zmartwień. Obracam się w powietrzu, by dać upust swej radości. Zostawiwszy ptaki nad sobą, znowu zniżam lot, by po chwili zanurzyć dłonie w chłodnej wodzie jeziora. Lecąc tuż nad jej powierzchnią, czuję, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.
Ponownie unoszę się w górę. Słońce niemal całkowicie chowa się za horyzontem, a na niebie widać już pierwsze gwiazdy. Patrzę na nie z uśmiechem na ustach, lecąc coraz wyżej w ich kierunku. Chcę ich dotknąć, być między nimi. I wtedy, czuję, że zaczynam opadać. Rozpaczliwie staram się utrzymać w powietrzu, ale nic to nie daje. Mknę w stronę ziemi, nie mogąc nic na to poradzić. Zamykam oczy. Nie chcę widzieć zbliżającego się końca. Ziemia jest kilka metrów ode mnie…
Ponownie otwieram oczy. Góry, jezioro i las zniknęły. Jestem sam w ciemnym pokoju. Za oknem pada śnieg, a ja leżę w łóżku, z którego nie mogę się ruszyć. Pod ścianą stoi mój wózek inwalidzki, a ja wpatruję się tępo w sufit. Sparaliżowany i samotny. Po moim policzku powoli pełznie samotna łza, której nawet nie mogę wytrzeć. To wszystko, to był tylko sen…
Nigdy w życiu nie jest tak źle, żeby nie można było sobie pozwolić na odrobinę uśmiechu.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(12-02-2015, 21:51)Kryptokot napisał(a): Czuję na twarzy wiatr, delikatnie muskający moje policzki i targający włosy. Otwieram oczy. Lecę. Bez skrzydeł, (zbędny przecinek) czy samolotu, po prostu unoszę się wysoko w powietrzu, mijając sunące leniwie wokół mnie pierzaste chmury. W oddali, (zbędny przecinek) chowa się za górami zachodzące słońce, zanurzając wszystko w pomarańczowym blasku. Jego światło odbija się od jeziora pode mną (przecinek) tworząc cudowne, złote refleksy na tafli wody. Drzewa przypominają z tej wysokości zielony dywan, rozciągający się aż po horyzont. Czuję się cudownie wolny, mogę polecieć (przecinek) gdzie tylko chcę, trącany letnim powietrzem.
Pod sobą widzę stado ptaków, znów zamykam oczy (przecinek) wlatując między nie. Ćwierkają radośnie, jakby chciały wyśpiewać głośno to (przecinek) co czuję: Poczucie niezależności i wolności od wszelkich zmartwień. Obracam się w powietrzu, by dać upust swej radości. Zostawiwszy ptaki nad sobą, znowu zniżam lot, by po chwili zanurzyć dłonie w chłodnej wodzie jeziora. Lecąc tuż nad jej powierzchnią, czuję, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.
Ponownie unoszę się w górę. Słońce niemal całkowicie chowa się za horyzontem, a na niebie widać już pierwsze gwiazdy. Patrzę na nie z uśmiechem na ustach, lecąc coraz wyżej w ich kierunku. Chcę ich dotknąć, być między nimi. I wtedy, (zbędny przecinek) czuję, że zaczynam opadać. Rozpaczliwie staram się utrzymać w powietrzu, ale nic to nie daje. Mknę w stronę ziemi, nie mogąc nic na to poradzić. Zamykam oczy. Nie chcę widzieć zbliżającego się końca. Ziemia jest kilka metrów ode mnie…
Ponownie otwieram oczy. Góry, jezioro i las zniknęły. Jestem sam w ciemnym pokoju. Za oknem pada śnieg, a ja leżę w łóżku, z którego nie mogę się ruszyć. Pod ścianą stoi mój wózek inwalidzki, a ja wpatruję się tępo w sufit. Sparaliżowany i samotny. Po moim policzku powoli pełznie samotna łza, której nawet nie mogę wytrzeć. To wszystko, to był tylko sen…

Ciekawe, dobrze spuentowane.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#3
Napisane jest całkiem dobrze, czyta się płynnie i szybko. Sam opis lotu jest z jednej strony dobry, a z drugiej niezbyt do mnie trafia. Dobra jest jego pierwsza część, ponieważ dobrze oddaje euforię, którą czuje bohater, jednak niezbyt podoba mi się druga część, w której mówisz o spadaniu, jest mało emocjonalna, nie poczułam przerażenia i desperacji, jakie powinny bić z takiej sceny. Podoba mi się zakończenie, ładnie ująłeś smutek i przygnębienie osoby, która nagle uświadamia sobie, że to był tylko sen.
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#4
Przyjemne, napisane przejrzyście i właściwie bez wielu błędów. Muszę jednak przyznać rację Arabelli, scenę ze spadaniem można by choć trochę rozwinąć i ubarwić. Tekst nie wywołał we mnie żadnych wyjątkowo mocnych uczuć i wrażeń, ale, jak na taką miniaturę, jest naprawdę w porządku.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości