Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Łowca
#1
Jestem ciekawy co sądzicie o tym, zapewne w cały tekście jest masa błędów. U mnie to norma,jestem inżynierem, nie humanistą, a piszę tylko dla przyjemności :D

Prolog

Historia, którą chciałbym wam opowiedzieć zaczęła się w małej mieścinie, niedaleko Rookwood. Swornhills było dziwnym miejscem, większość ludzi po skończonej robocie jak najszybciej wracała do domów i zamykała drzwi na cztery spusty. Rzadko widywało się kogoś na ulicy po zmroku, dzisiaj jednak był wyjątek. Jedną z nielicznych brukowanych uliczek wędrował bogato odziany jegomość, który nie wyglądał na speszonego czy wystraszonego, a wręcz przeciwnie, wydawało się, jakby czegoś szukał. Rozglądał się uważnie po wywieszonych szyldach, mrucząc coś pod nosem. W końcu stanął przed najgorszą knajpą w całym mieście, ze wzrokiem wbitym w zamazany napis: „Pod zardzewiałym napierśnikiem”. Rozejrzał się jeszcze na boki, po czym pewnie wkroczył do środka.
O tej porze raczej nie spotykano tu żadnych osób, szczerze mówiąc, prawie nigdy tu nikogo nie było, spelunka nie cieszyła się dobrą opinią, a utrzymywała się chyba tylko z drobnych pijaczków. Tym razem jednak można było zastać aż dwie osoby, jedna z nich stanie kompletnego upojenia, nie do końca świadoma obecności innych. Drugim człowiekiem był normalnie wyglądający chłop. Bawełniana koszula do kolan, luźne spodnie, tępe spojrzenie i kufel piwa w ręku. Na dźwięk otwieranych drzwi podniósł głowę i spojrzał w kierunku bogato ubranego człowieka. Bogacz wykonał krótki gest ręką, uważnie obserwując mężczyznę siedzącego przy barze. Kiedy ten odpowiedział mu identycznym znakiem usiadł obok niego i skinął na barmana.
– Jedno piwo – powiedział – tylko w czystym kuflu, jeśli łaska.
Barman spojrzał na niego posępnym wzrokiem, po czym udał się na zaplecze. Bogacz zwrócił się do mężczyzny obok.
– Volta, jeśli dobrze pamiętam, rozumiem, że też to wyczuliście? Raczej tak, bo inaczej byście mnie nie wzywali… – powiedział bardziej do siebie niż do niego – czego ode mnie oczekujecie?
– Chcemy, żebyś go znalazł i sprowadził do nas. – Nieznajomy wzdrygnął się, słysząc ten głos, skądś go kojarzył, chociaż był pewien, że nigdy tego człowieka nie widział. – Jest nam potrzebny, Mistrz Gerard stwierdził, że jego.. hmmmm… potencjał bardzo pomógłby w naszych… badaniach naukowych. Mam nadzieję, że rozumiesz?
– To będzie kosztowne, człowiek z jego, jak się wyraziłeś, potencjałem może sprawić trudności, duże trudności. Nie jestem pewien, czy zwykła stawka pokryje wszystkie koszta. – Spojrzał uważnie na swojego rozmówcę.
W tym momencie barman przyniósł piwo, rozlewając połowę na ladę. Kompletnie się tym nie przejął i wrócił do wycierania kufli.
– Pieniądze nie grają roli, klan za wszystko zapłaci, twoim zadaniem jest tylko go znaleźć. – Volta odwrócił się, uważnie patrząc w twarz Poszukiwacza. – I doprowadzić do nas, reszta nie ma znaczenia. – Bogacz poczuł nieprzyjemne mrowienie na karku.
– T-tak, rozumiem- zająknął – postaram się… jak najszybciej.
Wstał, zostawiając niedopite piwo na ladzie, po czym wyszedł z baru pospiesznym krokiem.
– Dobrze się spisałeś, Volta. Teraz masz się zająć Łowcą, nie chcemy, żeby pierwszy znalazł naszego wybranka i tym razem tego nie schrzań, już raz nam uciekł, nie możemy na to pozwolić… rozumiesz… tym razem ma umrzeć… – Głos w głowie Volty słabł, aż w końcu całkiem ucichł. Skrzywił się, komunikacja na taką odległość nigdy nie była miła, a jego mistrz nie wiele robił, żeby mniej bolało, a nawet odwrotnie. Spojrzał na barmana, podstarzałego człowieczka, z workami pod oczami. Widział w nich strach i niepewność, uśmiechnął się na tę myśl. Odkąd przystąpił do Mistrza Gerarda budził lęk we wszystkich spotykanych osobach. Jego czyny sięgały daleko, znacznie dalej, niż podejrzewał…

Rozdział I

Dziewczyna była ładna, ale za tę, cenę musiała być ładna. Długie, czarne włosy opadały jej na ramiona, blada, delikatna cera kontrastowała z czerwienią ust. Przenikliwe, niebieskie oczy patrzyły prosto na niego, wyzywająco. Nie mógł nadziwić się jędrności jej piersi, miękkości skóry, ale za cenę jaką zapłacił, musiała być ładna…
***
Łowca, tak go zwali, nie pamiętał swojego imienia ani skąd pochodził. Ludzie zaczęli tak na niego mówić odkąd zaczął pracować u Val: Łowca. Właśnie zbliżał się do kolejnego miasta, w którym czekała go kolejna robota. Zatrzymał konia patrząc w dal. Swornhills nie robiło zbyt dobrego wrażenia, a zapach który wędrował razem z wiatrem dodatkowo odstręczał podróżnych. Kiedyś było inaczej, miasto tętniło życiem, zatrzymywali się tutaj kupcy z całego południa, żeby odpocząć i przygotować się na ostatni skok do Rookwood.
– No nic, nie ma co tak stać, jedziemy Joan – mruknął w stronę swojej towarzyszki – nie ma co tu stać, od tego nie przestanie cuchnąć.
Ruszył powolnym kłusem w stronę prowizorycznej bramy. Dziewczyna pojechała za nim, zasłaniając się szczelniej płaszczem, próbując uchronić nos.
Tuż przy bramie stał żołdak w płytowym, zardzewiałym napierśniku, który w ręku trzymał stary wysłużony buzdygan. Z niechęcia przyglądał się nadjeżdżającym wędrowcom.
– Stać! – rozkazał – skąd i dokąd wam droga!?
– Jedziemy w odwiedziny, nie zabawimy tutaj długo… – odrzekł Łowca, nie zaszczycając wojaka nawet spojrzeniem. Tylko dziewczyna spojrzała na niego tajemniczym wzrokiem, od którego przeszedł go dreszcz. Skulił się i odsunął, robiąc jej przejście. Chwilę jeszcze patrzył, jak zanurzają się w uliczki miasta, po czym pośpiesznie wrócił do budki strażniczej.
Jechali środkiem ulicy, nie zwracając uwagi na twarze, które wychylały się z okien, by po chwili szybko zniknąć. Wszędzie było tak samo, ludzie bali się wyjść z domu, robili to tylko w ostateczności.
– Tam – wskazał – ratusz… Poczekaj na mnie w gospodzie, jutro rano jedziemy, nie zniosę dłużej tego smrodu.
Zeskoczył z rumaka, po czym podał Joanie wodze, wyciągnął coś jeszcze z juków i schował do kieszeni, a dziewczynie podał mieszek pełen brzęczących monet. Ruszył wzdłuż uliczki, aż doszedł do wąskiego przejścia. Przystanął na chwilę i szybkim krokiem wszedł pomiędzy budynki.
Joanna stała jeszcze przez chwilę, wpatrując się w masyw Ratusza. Martwiła się o niego, był dla niej wszystkim, ojcem, bratem… kochankiem. Zeskoczyła z siodła i udała się w stronę starego, lekko podniszczonego lokalu.
W stajni oddała konie chłopcu stajennemu, po czym kazała się prowadzić do najlepszego pokoju. Gospodarzem okazał się miły mężczyzna o kilku podbródkach. Z nonszalancją samego króla zaprosił ją na wyższe piętro, zabawiając po drodze rozmową.
– Widzę, że panienka nietutejsza? Rzadko w naszym regionie spotyka się tak piękne kobiety. Moja żona jest najładniejsza w promieniu wielu mil, jednak do panienki to nawet do pięt nie dorasta. – Zaśmiał się rubasznym rechotem, przez co Joanie przypominał teraz dobrze wyrośniętą ropuchę, aż uśmiechnęła się na tę myśl. – Jak panienka widzi, nie ma u nas dużych luksusów, ale gdzie się umyć i najeść to jest, a moja żona gotuje najlepszy gulasz w promieniu wielu mil, zobaczy panienka. O tu będzie panienki pokój, a tam na końcu korytarza jest łaźnia, jakby panienka chciała się umyć po podróży. A jeśli panienka pozwoli, to zaraz przyniosę gulasz i może dzbanek wina? Lubi panienka wino, mam najlepsze w promieniu wielu mil, lepszego panienka nie znajdzie.
– Nie, dziękuję, gulasz wystarczy – odrzekła, po czym rozejrzała się po pokoju, całkowicie ignorując paplającego gospodarza. Pokoik był mały, mieściło się w nim tylko łóżko i mała szafka nocna, na której stał wazonik z zasuszonymi kwiatami. W oknie wisiały firanki, a nad samym łóżkiem wisiał obrazek przedstawiający kwiaty słonecznika. Zdecydowanie widać było tu kobiecą rękę. Spojrzała na pulchnego mężczyzna, przypatrywał się jej uważnie, wyraźnie czegoś oczekując.
– Przepraszam. – Uśmiechnęła się najpiękniej jak umiała. – Ale chyba nie słuchałam.
– Nic nie szkodzi panienko, pytałem tylko, na ile nocy panienka zostanie, ostatnio mamy mnóstwo gości…
– Tylko na jedną – przerwała mu, wyciągając z mieszka dwie złote monety – chyba wystarczy – spytała, wręczając mu pieniądze.
– Oczywiście panienko, nawet za dużo, a ja wydać nie będę miał, co zrobić, co zrobić. – Jego oczy przebiegały z kąta w kąt.
– Nie trzeba – zaśmiała się – to napiwek za miłe przyjęcie.
– Niezwykle hojna jest panienka, niezwykle, kłaniam się i zaraz przyniosę gulasz, najlepszy w ….
– Tak, tak w promieniu wielu mil, wiem – przerwała mu, wydawał jej się sympatyczny, chociaż zdecydowanie mówił za dużo.
Mężczyzna ukłonił się nonszalancko, po czym tyłem opuścił pokój. Joan z ulgą rzuciła się na łóżko z głośnym westchnięciem. Wszystko ją bolało po długiej podróży w siodle. Ostatnie dwa tygodnie praktycznie żyła na koniu, co właśnie dawało o sobie znaki. Pomyślała o gospodarzu, który mimowolnie wywoływał uśmiech na jej twarzy – króciutki, gdyż zaraz znikł na samą myśl o Łowcy. To było kolejne zlecenie, kolejna wiadomość przyniesiona przez ptaka, kolejna podróż i kolejna śmierć… Wzdrygnęła się na samą myśl, nadal nie wiedziała dlaczego to robił, za każdym razem zbywał ją innym tematem, albo usilnie powtarzał, że i tak nie zrozumie. Cały czas się o niego bała, często w nocy widziała, jak siedzi sam przy ognisku, bawiąc się sztyletem i mruczy cos pod nosem – wyglądał wtedy na człowieka zagubionego, który boi się przyszłości. W dzień przybierał maskę twardego skurwiela, który niczym się nie przejmuje, ale Joan wiedziała, że w środku walczy sam ze sobą.
Przypomniała sobie, kiedy spotkała go po raz pierwszy, to było mgliste wspomnienie, sama nie była pewna, czy na pewno to pamięta, czy tylko jej umysł wymyślił to sobie. Jego twarz, kiedy schylał się, żeby ją podnieść, jego obojętny wyraz twarzy i ból, to pamiętała aż za dobrze, przeszywający ból w całym ciele… i umyśle. Tego, co było wcześniej nie pamiętała i w sumie się z tego cieszyła, pamiętała tylko maruderów, którzy ja złapali, później nic, a później pojawił się on. Kiedy odzyskała przytomność, leżała na starym łóżku przykryta kocami, to on jej wyjaśnił, co się stało. A prawda była jeszcze bardziej bolesna. Przed tym całym zajściem była córką zamożnego kupca, miała wszystko, co chciała, ale wojna zabrało jej to i wiele więcej. Przed oczami widziała, jak żołnierze zabijają jej ojca, jak gwałcą jej matkę, jak rzucają jej trzyletnim bratem o ścianę, jak palą jej dom. Najśmieszniejsze, że nie zrobiły tego wrogie armie, tylko armia kraju, w którym wtedy żyła. Żołnierze, którzy wracali po bitwie pod Meadowthunder. Później mówili, że musieli odreagować… że to, co widzieli na wojnie wywołuje zaburzenia, że musieli się wyżyć… Łzy napłynęły jej do oczu, obraz jej rodziny coraz bardziej zacierał się w jej wspomnieniach, z trudem przypominała sobie twarz matki. Wytarła oczy, przecież nie będzie teraz płakać, to wszystko to już przeszłość, a przeszłość nie ma znaczenia.
Wstała, ściągnęła płaszcz i przyjrzała mu się krytycznie. Oprócz tego, że cały był w kurzu i plamach, to dodatkowo miał spore rozdarcie pod prawym ramieniem, wyciągnęła igłę i nici z podręcznego bagażu i wzięła się do roboty. Nie była zdolną szwaczką, ale przynajmniej płaszcz był cały. Wzięła go ze sobą i udała się do łaźni, którą wskazał jej właściciel. Była jeszcze mniejsza niż jej pokoik, ale przynajmniej w środku było lustro. Spojrzała na własne odbicie, ciemne, brązowe oczy patrzyły na nią figlarnie, z daleka można było powiedzieć, że są czarne, brązowe włosy opadały jej falami na ramiona i plecy, gładka, delikatnie smagnięta słońcem skóra dodawała jej uroku. Uśmiechnęła się do siebie. Szybko zrzuciła z siebie ubranie i przechyliła wiadro podwieszone pod sufitem. W zagłębieniu pod lustrem znalazła zwykłe szare mydło, umyła się i wyprała ubranie. Usłyszała pukanie.
– Panienko? Przyniosłem obiad, zostawię go w pokoju, żona pyta, czy jeszcze czegoś panience nie brakuje? Bo jeśli tak, to niech panienka tylko da znać zaraz przyniosę.
– Dziękuję, niczego na razie nie chcę – odparła, po czym zarzuciła na siebie jeszcze mokre ubranie. Poczekała, aż kroki gospodarza ucichną na końcu korytarza, po czym szybko wróciła do pokoju. Po całym pomieszczeniu roztaczał się niezwykle przyjemny zapach, jej żołądek głośnym burczeniem domagał się posiłku. Otworzyła okno i wyjrzała na zewnątrz, na ulicy pod nią nic się nie działo, przypadkowi przechodnie śpieszyli w tylko im znanych kierunkach. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, nadając niebu piękny, lekko pomarańczowy kolor. Stała tak jeszcze przez chwilę, po czym rozwiesiła swoje ubrania i zabrała się za gulasz.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Napisane jest dobrze, czyta się przyjemnie i szybko. Zauważyłam trochę powtórzeń i błędów interpunkcyjnych, mignęła jakaś literówka, jednak nie jest tragicznie. Powtórzenia możesz wyeliminować czytając swoje teksty przed wstawieniem i np. zaznaczając kolorem powtórzenia, które udało Ci się wyłapać, żeby móc je później poprawić, ewentualnie czytając poszczególne zdania na głos. :) Jak na razie niewiele jestem w stanie powiedzieć o bohaterach czy fabule, jednak początek jest ciekawy i zachęca do czytania kolejnych fragmentów.
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#3
No to jedziemy. Minusy zawsze pierwsze, taką już mam manierę.

Trochę mieszasz postacie. Żeby tekst czytało się płynnie musi być wyraźnie powiedziane, kto jest i kim i co kto robi. U Ciebie nie zawsze tak było.
" Bogacz wykonał krótki gest ręką uważnie obserwując człowieka przy barze." – Nieznajomy nie został opisany jako bogacz, więc trzeba się domyślić, że to o nim mowa.
"-Pieniądze nie grają roli, klan za wszystko zapłaci, twoim zadaniem jest tylko go znaleźć. – Odwrócił się, uważnie patrząc w twarz Poszukiwacza. – I doprowadzić do nas, reszta nie ma znaczenia. " – to samo, nie wiadomo który jest poszukiwaczem, nie jest to powiedziane w tekście.
"– Dobrze się spisałeś Volta. Teraz masz się zająć Łowcą, nie chcemy żeby pierwszy znalazł naszego wybranka i tym razem tego nie schrzań, już raz nam uciekł, nie możemy na to pozwolić… rozumiesz… tym razem ma umrzeć…– głos w głowie Volty słabł" – który z dwóch rozmówców jest Voltą?

Oczywiście po krótkim zastanowieniu można się domyślić kto jest kim, ale czytelnik z reguły jest leniwy. Jest jeszcze jedna ważna rzecz jeżeli chodzi o wprowadzanie postaci.
"– No nic, nie ma co tak stać, jedziemy Joan – mruknął w stronę swego towarzysza, a właściwie to towarzyszki – nie ma co tu stać, od tego nie przestanie cuchnąć." – Przez chwilę myślałem, że mówi do konia. Opisując, jak zbliża się do miasta nawet nie pisnąłeś o jakiejś towarzyszce. Zaskoczenie było całkiem spore i zdecydowanie niepotrzebne.

Kończąc część poświęconą minusom dodam jeszcze kilka spostrzeżeń. Staraj się mniej pozostawiać domysłom, unikaj powtórzeń i unikaj banalnych schematów.

Teraz czas na plusy. Widać, że masz jakiś pomysł na fabułę i stopniowo starasz się w nią wprowadzać czytelnika. Pierwszy fragment wywołał wiele pytań (tych niewiadomych jest jednak trochę zbyt dużo jak na mnie) i pobudził ciekawość. Jest też pierwsza próba odkrycia motywacji bohaterki, zgłębienia się w jej przeszłość, co jest przydatne. Żeby czytelnik przywiązał się do bohatera, to musi go poznać.

Mam nadzieję, że byłem przydatny oraz że dzięki mnie uda Ci się czerpać z pisania więcej zadowolenia. Powodzenia,
Odpowiedz
#4
Cytat:Nieznajomy zwrócił się do mężczyzny obok.

W zasadzie obaj są w tym momencie nieznajomymi. Zależy, jak się spojrzy – przybysz jest nieznajomym, klient baru jest nieznajomym.

Cytat:Wstał zostawiając niedopite piwo na ladzie, po czym wyszedł z baru nie spuszczając mężczyzny z oczu.

Znaczy, kierował się do drzwi tyłem albo z nieprzyjemnie wykręconą głową?

Cytat:– Dobrze się spisałeś Volta. Teraz masz się zająć Łowcą, nie chcemy żeby pierwszy znalazł naszego wybranka i tym razem tego nie schrzań, już raz nam uciekł, nie możemy na to pozwolić… rozumiesz… tym razem ma umrzeć…– głos w głowie Volty słabł, aż w końcu całkiem ucichł.

Który to Volta?

Największa wada prologu to właśnie te postacie. Całkiem bystry ze mnie gość, choć nie wyglądam wcale. Jeśli po przeczytaniu muszę myśleć, co się właściwie stało, to znaczy, że naprawdę nie jest dobrze. Zwyczajnie gubiłem się w biegu. Musiałem "rozkminiać" tekst, zamiast go sobie wyobrażać. Spowalniać i zgadywać. Nawet jeśli w twojej głowie jest oczywiste, który to nieznajomy, który to Volta, który to zleceniodawca, to na papierze nie wskazujesz tego czytelnikowi wcale.

Zleceniodawcę (chociaż mogłem pomylić z zleceniobiorcą) kreujesz na badassa, który do zupy mlecznej wrzuca karton żyletek. Próbujesz i to jest fajne, ale wychodzi trochę "meeeeh". Świdrowanie wzrokiem i paraliżowanie wyrazem twarzy jakoś mnie nie rusza. Można to było zaakcentować na wiele innych sposobów.

Nad samym pomysłem na prolog rozwodził się nie będę. Wyznaję zasadę, że lepiej zacząć czymś prostym niż nie pisać wcale.

Nie jest najgorzej. Wizja opuszczonego miasta jest całkiem okej. Dołóż kilka istotnych filarów do narracji i będzie dobrze.
Lubię Tytanica. Moim ulubionym bohaterem była góra lodowa.
Odpowiedz
#5
(10-02-2015, 13:22)Viss napisał(a): Prolog

Historia(przecinek) którą chciałbym wam opowiedzieć zaczęła się w małej mieścinie, niedaleko Rookwood.

Swornhills było dziwnym miejscem, większość ludzi po skończonej robocie jak najszybciej wracali do domów i zamykali drzwi na cztery spusty. (ludzie wracali, zamykali – większość ludzi wracała, zamykała)

Jedną z nielicznych brukowanych uliczek wędrował bogato odziany jegomość,(raczej myślnik zamiast przecinka albo po przecinku dodaj "który") nie wyglądał na speszonego czy wystraszonego, a wręcz przeciwnie, wydawało się(przecinek) jakby czegoś szukał.

Rozglądał się uważnie po wywieszonych szyldach(przecinek) mrucząc coś pod nosem.

O tej porze raczej nie spotykano tu żadnych osób, szczerze mówiąc(przecinek) prawie nigdy tu nikogo nie było, spelunka nie cieszyła się dobrym imieniem(raczej dobrą opinią, dobrą sławą), a utrzymywała się chyba tylko z drobnych pijaczków.

Tym razem jednak można było zastać aż dwie osoby, jedna z nich nie była świadoma pozostałych. Był to miejscowy pijak(przecinek) który jak co dzień wyżebrał lub ukradł gdzieś pieniądze i zalał się do nieprzytomności. Drugim człowiekiem był normalnie wyglądający chłop.

Bogacz wykonał krótki gest ręką(przecinek) uważnie obserwując człowieka przy barze.

– Rozumiem, że też to wyczuliście? Raczej tak, bo inaczej byście mnie nie wzywali… – powiedział bardziej do siebie niż do niego – ©czego ode mnie oczekujecie?

– Nieznajomy wzdrygnął się(przecinek) słysząc ten głos, skądś go kojarzył, chociaż był pewien, że nigdy tego człowieka nie widział.

– To będzie kosztowne, człowiek z jego, jak się wyraziłeś(przecinek) potencjałem,(bez przecinka) może sprawić trudności, duże trudności.

Nie jestem pewien(przecinek) czy zwykła stawka pokryje wszystkie koszta. – Spojrzał uważnie na swojego rozmówcę.

W tym momencie barman przyniósł piwo i o mało co go nie rozlał(przecinek) dostrzegając wyraz twarzy jednego z nich.

-T-tak, rozumiem – zająkał(zająknął) się – postaram się… jak najszybciej.

Wstał(przecinek) zostawiając niedopite piwo na ladzie, po czym wyszedł z baru(przecinek) nie spuszczając mężczyzny z oczu.

– Dobrze się spisałeś(przecinek) Volta.

Teraz masz się zająć Łowcą, nie chcemy(przecinek) żeby pierwszy znalazł naszego wybranka i tym razem tego nie schrzań, już raz nam uciekł, nie możemy na to pozwolić… rozumiesz… tym razem ma umrzeć…(spacja)(G)głos w głowie Volty słabł, aż w końcu całkiem ucichł.

Skrzywił się, komunikacja na taką odległość nigdy nie była miła, a jego mistrz nie przykładał się(niewiele zrobił – unikniesz powtórek), żeby mniej bolało, a nawet odwrotnie.

Widział w nich strach i niepewność, uśmiechnął się na (tę) myśl.

Jego czyny sięgały daleko, znacznie dalej(przecinek) niż podejrzewał…

Rozdział I
Dziewczyna była ładna, ale za (przecinek) cenę musiała być ładna.

Długie(przecinek) czarne włosy opadały jej na ramiona, blada, delikatna cera kontrastowała z czerwienią ust.

Przenikliwe(przecinek) niebieskie oczy patrzyły prosto na niego, wyzywająco.

Nie mógł nadziwić się jędrności jej piersi, miękkości jej(tu zbędne) skóry, ale za cenę jaka(ą) zapłacił, musiała być ładna….

Łowca, tak go zwali, nie pamiętał swojego imienia,(bez przecinka) ani skąd pochodził.

Właśnie zbliżał się do kolejnego miasta(przecinek) w którym czekała go kolejna robota.

Zatrzymał konia(przecinek) patrząc w dal. Swornhills nie robiło zbyt dobrego wrażenia, a zapach który wędrował razem z wiatrem dodatkowo odstręczał wędrowców.

– No nic, nie ma co tak stać, jedziemy Joan – mruknął w stronę swego towarzysza, a właściwie to(zbędne) towarzyszki – nie ma co tu stać, od tego nie przestanie cuchnąć.

Tuż przy bramie stał żołdak w płytowym, zardzewiałym napierśniku, (jakiś spójnik by się tu przydał) w ręku trzymał stary wysłużony buzdygan. Z niechęcią przyglądał się nadjeżdżającym wędrowcom.

– Jedziemy w odwiedziny, nie zabawimy tutaj długo….– odrzekł Łowca(przecinek) nie zaszczycając wojaka nawet spojrzeniem.

Skulił się i odsunął(przecinek) robiąc jej przejście.

Chwile(ę) jeszcze patrzył(przecinek) jak zanurzają się w uliczki miasta, po czym pośpiesznie schował się w budzie strażniczej.(wrócił do budki strażniczej)

Jechali środkiem ulicy(przecinek) nie zwracając uwagi na twarze(przecinek) które wychylały się z okien, by po chwili szybko zniknąć.

Po czym(zbędne) ruszył wzdłuż uliczki, aż doszedł do wąskiego przejścia.

Przystanął na chwile(ę) i ruszył szybkim krokiem pomiędzy budynki.(szybkim krokiem wszedł pomiędzy...)

Joanna stała jeszcze przez chwile(p(ę)(przecinek) wpatrując się w masyw Ratusza.

– Widzę, że panienka nie tutejsza(nietutejsza)?

– Zaśmiał się rubasznym rechotem,(przez co) Joanie przypominał teraz dobrze wyrośniętą ropuchę, (aż, więc)uśmiechnęła się na tę myśl.

– Jak panienka widzi(przecinek) nie ma u nas dużych luksusów, ale gdzie się umyć i najeść to jest, a moja żona gotuje najlepszy gulasz w promieniu wielu mil, zobaczy panienka.

A jeśli panienka pozwoli(przecinek) to zaraz przyniosę gulasz i może dzbanek wina? Lubi panienka wino, mam najlepsze w promieniu wielu mil, lepszego panienka nie znajdzie.

– Nie, dziękuję, gulasz wystarczy – odrzekła(przecinek) po czym rozejrzała się po pokoju, całkowicie ignorując paplającego gospodarza.

W oknie wisiały firanki (przecinek, a...)na nad samym łóżkiem wisiał obrazek przedstawiający kwiaty słonecznika.

Spojrzała na pulchnego mężczyzna, przypatrywał się jej uważnie(przecinek) wyraźnie czegoś oczekując.

– Nic nie szkodzi panienko, pytałem tylko(przecinek) na ile nocy panienka zostanie, ostatnio mamy mnóstwo gości..(trzecia kropka)

– Tylko na jedną – przerwała mu, wyciągając z mieszka dwie złote monety. – ©chyba wystarczy – spytała(przecinek) wręczając mu pieniądze.

Mężczyzna ukłonił się nonszalancko(przecinek) po czym tyłem opuścił pokój.

Pomyślała o gospodarzu, który mimo wolnie(mimowolnie) wywoływał uśmiech na jej twarzy, lecz zaraz znikł(wiem, że chodzi o uśmiech, ale brzmi jakby znikł gospodarz a może uśmiech – "...uśmiech na jej twarzy – króciutki, gdyż znikł na samą myśl o Łowcy.") kiedy przypomniała sobie o Łowcy.

Cały czas się o niego bała, często w nocy widziała(przecinek) jak siedzi sam przy ognisku(przecinek) bawiąc się sztyletem i mruczy cos pod nosem,(myślnik zamiast przecinka) wyglądał wtedy na człowieka zagubionego, który boi się przyszłości.

Przypomniała sobie(przecinek) kiedy spotkała go po raz pierwszy, to było mgliste wspomnienie, sama nie była pewna, czy na pewno to pamięta, czy tylko jej umysł wymyślił to sobie.

Tego(przecinek) co było wcześniej nie pamiętała i w sumie się z tego cieszyła, pamiętała tylko maruderów(przecinek) którzy ja złapali, później nic, a później pojawił się on.

Kiedy odzyskała przytomność(przecinek) leżała na starym łóżku przykryta kocami, to on jej wyjaśnił(przecinek) co się stało.

Przed tym całym zajściem była córką zamożnego kupca, miała wszystko(przecinek) co chciała, ale wojna zabrało jej to i wiele więcej.

Przed oczami widziała(przecinek) jak żołnierze zabijają jej ojca, ja(k) gwałcą jej matkę, jak rzucają jej 3 letnim(trzyletnim) bratem o ścianę, jak palną(raczej palą) jej dom.

Najśmieszniejsze, że nie zrobiły tego wrogie armie, tylko armia kraju(przecinek) w którym wtedy żyła.

Później mówili, że musieli odreagować… że to(przecinek) co widzieli na wojnie wywołuje zaburzenia, że musieli się wyżyć…

Wstała, ściągnęła płaszcz i przyjrzała mu się krytycznie. Oprócz tego(przecinek) że cały był w kurzu i plamach, to dodatkowo miał spore rozdarcie pod prawym ramieniem, wyciągnęła igłę i nici z podręcznego bagażu i wzięła się do roboty.

Wzięła go ze sobą i udała się do łaźni(przecinek) która(ą) wskazał jej właściciel.

Spojrzała na własne odbicie, ciemne(przecinek) brązowe oczy patrzyły na nią figlarnie, z daleka można było powiedzieć(przecinek) że są czarne, brązowe włosy opadały jej falami na ramiona i plecy, gładka, delikatnie smagnięta słońcem skóra dodawała jej uroku.

– Panienko? Przyniosłem obiad, zostawię go w pokoju, żona pyta(przecinek) czy jeszcze czegoś panience nie brakuje?

Bo jeśli tak(przecinek) to niech panienka tylko da znać zaraz przyniosę.

Poczekała(przecinek) aż kroki gospodarza ucichną na końcu korytarza(przecinek) po czym szybko wróciła do pokoju.

Słońce powoli chyliło się ku zachodowi(przecinek) nadając niebu piękny, lekko pomarańczowy kolor. Stała tak jeszcze przez chwilę, po czym rozwiesiła swoje ubrania i zabrała się za gulasz.

Zacznijmy od dobrych nowin:). Zdania są dość ładnie zbudowane, opowieść płynna, choć jak zauważyli poprzednicy, nie wszędzie zrozumiała. Bohaterowie się zarysowują powoli, przynajmniej dwójka z nich.
Niestety bardzo dużo błędów interpunkcyjnych i notoryczny brak spójników w zdaniach. Nasze poradniki sporo cię nauczą, jeśli zechcesz, a poprawienie tekstu również.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#6
Dziękuję wszystkim za uwagi, myślę że udało mi się wszystkie poprawić. Poradniki czytałem, ale tak samo jak w przypadku nauki polskiego w podstawówce, gimnazjum, czy liceum na niewiele się to zdaje. Jednak staram się poprawiać :)
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Tak jak wspomnieli inni w prologu ciężko połapać się kto jest kim.
Nie do końca wiedziałem w którym momencie pojawia się głos w głowie bohater i musiałem od początku przejrzeć dialog.

Niby taki szczegół i nawet nie wiem czy jest u ciebie błędem, ale jeśli to czasy bliskie średniowieczu to chłop z karczmy prędzej chodził w lnianej koszuli niż bawełnianej, ta druga była kiedyś bardzo kosztowna i trwało to gdzieś do czasów rewolucji przemysłowej czyli do końca XVIII wieku.

Początek pierwszego rozdziału jest dla mnie niezrozumiały. Dajesz opis dziewczyny, jednak nie wiadomo kto za nią zapłacił ani jakie ma to znaczenie.( chyba, że chodzi o Joan, ale to mi się nie klei z jej opowieścią i wynika głównie z moje próby poskładania wszystkiego na siłę)

Cytat:– No nic, nie ma co tak stać, jedziemy Joan – mruknął w stronę swego towarzysza – nie ma co tu stać, od tego nie przestanie cuchnąć.
Może lepiej od razu napisać towarzyszki. Miałem przez chwilę niejasne wrażenie, że w podróży towarzyszy łowcy więcej niż inna osoba.

Co do samej fabuły to ciekawi mnie jakie znaczenie i zdolności ma osoba na którą polują obie strony oraz to jak skończy się ich konfrontacja. Dlatego czekam na następny fragment.

Interpunkcji itp. nie ruszam bo sam nie mam o tym pojęcia :D

Aaa i zapomniał bym. Ostatni czytałem temat o oklepanych motywach. Wiem, że karczma to nic złego, ale usta same mi się uśmiechnęły, jak zobaczyłem gdzie zaczyna się akcja. :)
Odpowiedz
#8
Na początku nie bardzo wiedziałam, kto jest kim, ale po dłuższej chwili zdołałam się domyślić. Nie miałam problemu z przebrnięciem przez ten fragment, jest trochę powtórzeń, ale ogólnie nie jest źle.
Niezbyt podoba mi się postać dziewczyny, która cieszy się, że nie pamięta, chociaż wie co się stało, bardzo łatwo pogodziła się z przeszłością, ale może tak mi się tylko wydaje, mam nadzieję, że w dalszej części dowiem się o niej czegoś więcej.
Ogólnie nie jestem w stanie powiedzieć, czy mi się podobało, czy nie, fragment jest zbyt krótki. Czekam na kontynuację. xD
Odpowiedz
#9
Rozdział II

Biegł lekkim krokiem miedzy starymi budynkami. Szybko mijał kolejne rozwidlenia, kierując się w stronę Ratusza, budynek ten stał w centrum, otoczony mniejszymi zabudowaniami najczęściej kupieckimi i gospodami, które tworzyły coś na kształt rynku. Grube mury i małe okienka strzelnicze, utrudniały zdobycie go podczas bezpośredniego ataku, ale Łowca nie chciał atakować całego gmachu, jego celem był pojedynczy człowiek, który znajdował się gdzieś w środku.
Uważnie przyglądał się strażnikom pilnującym wejścia, zwracał uwagę na ludzi wchodzących do budynku. Nie było ich wielu, kilku urzędników, jakiś zabłakany wieśniak. Z godziny na godzinę żołnierze coraz bardziej tracili czujność, widać było po nich zmęczenie całodniowej straży.
Słońce powoli zachodziło, ale on czekał aż zrobi się całkowicie czarno, schował się w opuszczonej składzie. Siedział z założonymi rękami i zamkniętymi oczyma, wydawało się że drzemie, ale jego umysł był w ciągłym skupieniu. W myślach odtwarzał drogę jaką musi przejść. Wyobrażał sobie każdy krok, każdy ruch i gest, wiedział, że jeden błąd może kosztować go życie. Przypomniał sobie ile razy to już robił, najpierw zwiad, rozpoznanie miejsca, skupienie i wielokrotne wykonanie misji w myślach, żeby na końcu wszystko przebiegło dokładnie tak jak założył, aż w końcu finał. To przywoływało wspomnienia. Przypomniał sobie swoje dzieciństwo, jako niemowlak razem z innymi chłopcami został wysłany do specjalnego obozu treningowego, gdzie ćwiczyło się takich jak on w walce i skradaniu. Na początku była ich ponad setka, po treningu zostało dokładnie pięćdziesięciu. Każdy z nich miał swój numer, przypisywany zamiast imienia. W wieku sześciu lat rozpoczął się jego trening. Dziesięć lat piekła na ziemi, walki o przeżycie. W wieku szesnastu został oddelegowany na pierwszą misję, razem z grupą dziewiętnastu innych „specjalnych” żołnierzy zostali wysłani na pewną śmierć, mówili o nich dwudziestka skazańców, nikt nie dawał im szansy przeżycia. Wtedy tylko on i jeszcze jeden z tej grupy wróciło. Ten drugi, bez nogi i z raną w brzuchu, zmarł niedługo po tym, przeżył tylko on. Do dwudziestego piątego roku życia wykonywał bezmyślnie wszystkie rozkazy, tak go nauczono, tak wmawiano mu od dziecka. Aż do wojny czteroletniej, kiedy to obecny król, zapragnął władzy absolutnej, wysłał całą swoją armię na południe, aby podbić kraje, które sprzeciwiały się jego tyranii. Ta wojna, obudziła w Łowcy człowieka, coś w nim pękło, zdezerterował. To, co stało się później, odmieniło całkowicie jego życie, znów zaczął zabijać, ale tym razem z rozkazów kogoś innego.
Jeszcze raz w pamięci odtworzył całą drogę. Otworzył oczy, w których od dawna nie było życia. Wstał i ruszył w ciemność.
***

Poruszał się bezszelestnie, każdy krok stawiał pewnie, ale mimo tego żadna stara deska nie zaskrzypiała, szedł niczym duch, przemykając między cieniami. Kierował się do pomieszczenia na końcu korytarza. Czuł w tyle głowy jednostaje pulsowanie mocy, kolejna umiejętność której go uczono, bezbłędnie potrafił wskazać maga w promieniu kilkuset metrów.
W prawej ręce trzymał nóż, światło lamp na korytarzu odbijało się od ostrza tworząc różnokolorowe światełka na ścianach. Przy lewej rękawicy, przyczepiony na rzemyku, miał przedmiot w kształcie monety, czarny, matowy kolor i wizerunek oka wskazywały jednak, że jest to coś innego. Przystanął przed ciężkimi, dębowymi drzwiami, nasłuchiwał… Z wnętrza dobiegało ciche chrapanie mężczyzny i powolne oddechy jakiejś kobiety, z głębi korytarza dobiegały głosy służby, sprzątającej i przygotowującej wszystko na następny dzień. Łowca przyłożył lewą rękę do zamka drzwi, mechanizm cicho kliknął. Wszedł do pomieszczenia, ten pokój w porównaniu do poprzedniego był ogromny i bogato zdobiony, podłoga wyłożona puszystym dywanem, na ścianach kolorowe obrazy, a pośrodku olbrzymie łoże z baldachimem. Wszystko to, w świetle dogasającego kaganka nabierało fantastycznych kształtów. Łowca podszedł do śpiącego mężczyzny i kobiety, pewnym ruchem złapał przeciwnika za nadgarstek, podrywając go z łóżka i przykładając mu nóż do gardła.
– Wiedziałem, że w końcu po mnie przyjdziesz – wyszeptał – domyśliłem się, kogo szukacie. Jestem następny na liście? Tylko, że ze mną nie pójdzie ci tak łatwo, miałem czas… przygotowałem się.
Łowca zacisnął mocniej dłoń na jego nadgarstku, na jego czoło wystąpiły kropelki potu, wyglądało to, jakby toczył ciężką walkę, nie ruszając się z miejsca. Twarz mężczyzny z szyderczego uśmiechu zmieniła się w grymas bólu i przerażenia. Uzmysłowił sobie co jego przeciwnik robi i nie był w stanie temu przeciwdziałać, jego moc nie działała, pod wpływem fal energii którą Łowca wysyłał w jego dłoń, był bezsilny. Nie był w stanie się poruszyć, magia paraliżowała go całkowicie, mógł tylko stać i czekać kiedy zbir złamie jego tarczę i go zabije.
Walczyli tak, w okrutnym tańcu śmierci, aż w końcu sztylet zaczął cal po calu zbliżać się do skóry maga. Kiedy już wydawało się, że jej dotknie tarcza pękła, a ostrze bezgłośnie wbiło się w ciało. Mężczyzna osunął się na ziemię, jego oczy były puste, martwe. Łowca wytarł sztylet o pościel, nie przywiązując uwagi śpiącej kobiecie.
Słońce powoli pojawiało się na horyzoncie, oświetlając zwłoki mężczyzny. Przeszukał je dokładnie, aż w końcu znalazł to czego szukał, czarna moneta z wizerunkiem jastrzębia. Przyjrzał jej się uważnie, po czym pewnym ruchem przełamał ja na pół. Z wnętrza monety wydobył się skrzek, słyszalny na kilka mil. Kobieta zerwała się przerażona, po czym dołączyła swój wrzask do zawodzenia monety. Łowca wstał znad zwłok, chwile tylko popatrzył na żonę maga i wyszedł z pomieszczenia.
Odpowiedz
#10
(10-02-2015, 13:22)Viss napisał(a): Prolog

Historia, którą chciałbym wam opowiedzieć zaczęła się w małej mieścinie,(bez przecinka) niedaleko Rookwood.

W końcu stanął przed najgorszą knajpą w całym mieście,(bez przecinka) ze wzrokiem wbitym w zamazany napis: „Pod zardzewiałym napierśnikiem”.

Tym razem jednak można było zastać aż dwie osoby, jedna z nich (w) stanie kompletnego upojenia, nie do końca świadoma obecności innych.
Kiedy ten odpowiedział mu identycznym znakiem(przecinek) usiadł obok niego i skinął na barmana.

– Jest nam potrzebny, Mistrz(to zapisałabym jednak małą literą) Gerard stwierdził, że jego.. hmmmm… potencjał bardzo pomógłby w naszych… badaniach naukowych.

Skrzywił się, komunikacja na taką odległość nigdy nie była miła, a jego mistrz nie wiele(niewiele) robił, żeby mniej bolało, a nawet odwrotnie.

Spojrzał na barmana, podstarzałego człowieczka,(bez przecinka) z workami pod oczami.

Rozdział I

Dziewczyna była ładna, ale za tę,(Przepraszam, ale kopiując, omyłkowo wkleiłam ci ten przecinek, tu chodziło o zmianę 'tą na tę' a nie o przecinek. Nie powinno go być w tym miejscu.) cenę musiała być ładna.

Zatrzymał konia(przecinek) patrząc w dal.

Swornhills nie robiło zbyt dobrego wrażenia, a zapach(przecinek) który wędrował razem z wiatrem dodatkowo odstręczał podróżnych.

Z niechęcia(ą) przyglądał się nadjeżdżającym wędrowcom.

Moja żona jest najładniejsza w promieniu wielu mil, jednak do panienki(panience) to nawet do pięt nie dorasta.

W oknie wisiały firanki, a nad samym łóżkiem wisiał (zbędne) obrazek przedstawiający kwiaty słonecznika.

– Przepraszam. – Uśmiechnęła się najpiękniej(przecinek) jak umiała.

– Tylko na jedną – przerwała mu, wyciągając z mieszka dwie złote monety(kropka)©chyba wystarczy(?) – spytała, wręczając mu pieniądze.

– Tak, tak(przecinek) w promieniu wielu mil, wiem – przerwała mu, wydawał jej się sympatyczny, chociaż zdecydowanie mówił za dużo.

Wzdrygnęła się na samą myśl, nadal nie wiedziała dlaczego to robił, za każdym razem zbywał ją innym tematem,(bez przecinka) albo usilnie powtarzał, że i tak nie zrozumie.

– Dziękuję, niczego na razie nie chcę – odparła, po czym zarzuciła na siebie jeszcze mokre ubranie. Poczekała, aż kroki gospodarza ucichną na końcu korytarza, po czym ("i" – bez przecinka) szybko wróciła do pokoju.

Przejrzałam jeszcze raz, mam nadzieję, że to będzie wszystko.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości