Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Zawieja
#1
Pomyślałem, ze może jednak warto napisać coś swojego – w końcu najszybciej uczymy się na błędach. Pierwsze opowiadanie napisane od lat, więc jestem przygotowany na fale krytyki :D
Ps. Na razie tego nie widać, ale będzie to fantasy. Dokładniejsze przedstawienie bohatera, i jakieś wzmianki o świecie planuję zamieścić w rozdziale 1.


Prolog



Słońce chyliło się ku zachodowi, a on nadal nie znalazł miejsca na nocleg.
Było potwornie zimno, a wiedział że wraz z nadejściem nocy temperatura jeszcze spadnie. Silny wiatr, wzbijający w powietrze tumany śniegu przewiewał go na wskroś, mimo narzuconego na plecy, grubego futra wielkiego białego wilka, którego po ciężkiej walce zabił dzień wcześniej. Nie było ono jedyną pamiątka po tym przykrym zdarzeniu. Spojrzał z niepokojem na łydkę owiniętą naprędce kilkoma szmatami – były przesiąknięte krwią. Wiedział że jeśli wkrótce jej nie opatrzy, może wdać się zakażenie i umrze. Nie miał jednak potrzebnych przyrządów, a jedyny możliwy sposób na zamknięcie rany wzbudzał u niego niechęć. Czuł już jednak nadchodzącą gorączkę i wiedział że to nieuniknione.
Nagle stanął jak wryty
– Cholera – mruknął do siebie.
Miał przed sobą niewielki strumień. Był on skuty lodem, przeczuwał jednak że jego warstwa jest bardzo cienka i go nie utrzyma, a mimo że woda nie była głęboka, wiedział że jeśli do niej wejdzie, jeszcze bardziej wychłodzi swój organizm. Nie miał jednak wyjścia, nie mógł przecież po prostu zawrócić.
Chwycił mocniej swój kij, i zrobił ostrożnie pierwszy krok. Był mniej więcej w połowie szerokości strumienia kiedy stało się – lód załamał się pod jego ciężarem.
Woda była jeszcze bardziej lodowata i głębsza niż się tego spodziewał – sięgała mu prawie pod pachy. Zanim dotarł na brzeg, cały dygotał. Wiatr i mokre ubranie jeszcze pogarszały sprawę. Musiał szybko znaleźć jakieś schronienie.
Na szczęście las był tutaj gęsty, co częściowo osłaniało go przed wichurą, jednak było tu też więcej śniegu, w którym miejscami zapadał się aż po uda, co jeszcze bardziej utrudniało mu wędrówkę. Nie pomagało też jego prawej nodze.
Wcześniej odczuwał w niej okropny ból – jakby wilk raz po raz ponownie zagłębiał w niej swoje kły. Teraz doszło do tego tępe pulsowanie w stopie, świadczące o jej nadchodzącym odmrożeniu. Jego sytuacja stawała się coraz gorsza.
Skierował się w stronę widocznej po prawej skarpy, licząc na to że idąc wzdłuż niej, znajdzie jakieś zagłębienie w którym będzie mógł rozpalić ognisko i przenocować. Nie miał jednak szczęścia – miał przed sobą zwartą, gładką ścianę skał.
Ruszył dalej, chociaż czuł że daleko już nie ujdzie. Ściemniało się i temperatura coraz bardziej spadała. Noga jeszcze bardziej mu dokuczała, i gdyby nie gruby kij na którym się podpierał, dawno by upadł. Już miał się poddać, myśląc że spędzi noc pod skałą, kiedy wreszcie szczęście mu dopisało – i to bardziej niż się spodziewał. W zwartej wcześniej ścianie, tuż przy ziemi zauważył niewielki otwór.
Musiał przejść przez niego na czworakach, okazało się jednak, że dalej może się swobodnie wyprostować. Panowały tu nieprzeniknione ciemności, ale kiedy uderzył w ścianę krzesiwem, jego oczom ukazała się na moment przytulna jaskinia. Zrzucił wilcze futro, i zdjął plecak, do którego przytroczona była niewielka wiązka chrustu, którą zebrał rano. Odczepił ją, a następnie ułożył po omacku w niewielki stosik, i zaczął krzesać ogień. Potrzebował do tego dłuższej chwili, ale po pewnym czasie drewno w końcu zajęło się płomieniem. W jego świetle mógł lepiej przyjrzeć się swojemu schronieniu.
W najwyższym miejscu, sklepienie jaskini było wysokie prawie na dziesięć stóp. Miała ona owalny kształt, i była wystarczająco przestronna, żeby w środku zmieściło się kilkanaście osób. Jej ściany były chropowate, a ziemia usłana była żwirem. Było tu zaskakująco czysto, dostrzegł jednak pod jedną ze ścian szkielet jakiegoś dużego zwierzęcia, a wokół niego parę suchych gałązek. Dorzucił je do ognia, wiedział jednak, że to nie utrzyma płomienia na długo.
Musiał wyjść na zewnątrz po więcej. Narzucił na siebie wilcze futro, i wyczołgał się z jaskini. Starał się znaleźć w miarę suche drewno, ale biorąc pod uwagę przykrywający wszystko płaszcz śniegu, było to raczej niemożliwe. Zimno coraz bardziej mu dokuczało, wrócił więc wkrótce do jaskini z naręczem mokrych badyli.
Parę z tych, które wydawały mu się nieco mniej przemoczone, połamał i dorzucił do ognia, a resztę położył obok niewielkiego ogniska, żeby chociaż trochę wyschła. Przez chwilę bał się, że płomień zgaśnie, ten zamigotał jednak tylko i palił się dalej. Niestety, z mokrego drewna zaczęło się wydobywać mnóstwo dymu. Miał jednak sporo szczęścia, bo wbrew jego obawom nie skierował się on ku sklepieniu jaskini, grożąc jego uduszeniem, ale powędrował na zewnątrz.
Wkrótce kiedy drewno trochę przeschło, ogień rozpalił się bardziej, wypełniając jaskinię przyjemnym ciepłem, które koiło strudzone członki rannego. Mimo to, jego stan się pogarszał.
Ból w nodze jeszcze się nasilił, a jego ciało ogarniała coraz wyższa gorączka. Wiedział, że wkrótce może zacząć majaczyć, a wtedy będzie za późno. Musiał działać natychmiast.
Wyjął z plecaka niewielkie ostrze i umieścił je w ogniu. Następnie wyszedł na zewnątrz, gdzie panował już mrok i zebrał trochę czystego śniegu, który umieścił w rondelku i postawił obok ognia żeby się roztopił. Kiedy to nastąpiło, dodał do zimnej wody ziół, które nosił przy sobie od ponad tygodnia. Wygrzebał parę gałązek, na które wstawił miksturę żeby się zagotowała.
Nadszedł czas, żeby opatrzyć ranę. Ostrożnie podwinął nogawkę i odwinął szmaty, którymi owinął wcześniej łydkę. Widok, który mu się ukazał nie wróżył dobrze. Noga spuchła, a rana była cała zaczerwieniona, zaś z jej brzegów sączyła się ohydna żółta ciecz. Wiedział, że najlepiej byłoby gdyby zerwał strup i pozbył się ropy, czuł jednak, że nie da rady tego zrobić. Zamiast tego, kiedy woda w rondelku się zagotowała, wyjął z ogniska wcześniej umieszczony tam nóż, którego ostrze było rozgrzane do czerwoności, i zanurzył je na chwilę w miksturze, żeby dobrze je oczyścić.
Nadszedł moment, na myśl o którym, krzywił się już parę godzin wcześniej. Na wszelki wypadek, dorzucił jeszcze do ognia resztę drewna, i dopiero wtedy wyjął z wrzątku nóż. Jego ostrze nie było już tak jaskrawoczerwone jak wcześniej, ale nadal jarzyło się lekkim szkarłatem.
Wziął do ust zawinięty w skórę kołek i mocno zacisnął zęby. Przysunął nóż do rany. Wahał się jeszcze przez chwilę, po czym odwrócił oczy i płynnym ruchem przyłożył nóż do rany.
Gdyby nie knebel w ustach, pewnie odgryzłby sobie język. Z jego gardła wydobył się przeciągły jęk, a wszystkie mięśnie napięły się z bólu. Z trudem utrzymał nóż przy ranie, a kiedy w końcu go odjął, osunął się bezwładnie na ziemię. Jego nozdrzy doszedł zapach palonego mięsa, przez co poczuł się jeszcze słabiej. Nie mogąc poruszyć żadnym mięśniem, obserwował w otępieniu odblaski ognia, które tańczyły na ścianach jaskini tworząc niesamowite kształty. Zaczął w nich dostrzegać dziwne rzeczy. Jego otępiały umysł uzupełniał i wzbogacał je, wzmacniając hipnotyczną moc płomieni. Z wolna, zaczęła pochłaniać go ciemność.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Cytat:Słońce chyliło się ku zachodowi
Dało się zacząć bardziej typowo? Wątpię :)

Cytat:Miał przed sobą niewielki strumień.
Niewielki strumień to mi się kojarzy raczej z czymś, co można przekroczyć/przeskoczyć, albo przejść nie przemaczając buta, a ten "będąc w połowie szerokości stumienia (to ile miał ten strumień szerokości?) wpada po pachy w wodę". Nie lepiej napisać "rzeczka" ?

Cytat:Przysunął nóż do rany. Wahał się jeszcze przez chwilę, po czym odwrócił oczy i płynnym ruchem przyłożył nóż do rany.

Przysunął nóż do rany, przyłożył nóż do rany – za blisko, zbyt podobne, wypadąłoby jedno zastąpić jakimś innym zwrotem.

Za poprawianie interpunkcji się nie biorę, inni zrobią to lepiej, o treści niewiele można na razie powiedzieć poza tym, że nie jest to szczególnie porywający początek, bo nie wiadomo kto to jest, jak wygląda, gdzie jest i po co tam jest. Gdyby taki fragment był gdzieś dalej i dotyczyl bohatera, za którego już mam powody trzymać kciuki, byłoby spoko, a tak – cóż: mam gościa gdzieś, przeżyje, umrze, whatever. Opisywanie świata to sobie faktycznie można na początku odpuścić, ale bohatera, którego losy śledzę wolę jednak od razu mieć jakieś wyobrażenie.

I jeśli to ma być fantasy, to czemu nie wrzuciłeś do działu FANTASY?
[niedozwolony link]
Odpowiedz
#3
(08-02-2015, 01:28)Dave napisał(a): Prolog

Było potwornie zimno, a wiedział (przecinek) że wraz z nadejściem nocy temperatura jeszcze spadnie. Silny wiatr, (zbędny przecinek) wzbijający w powietrze tumany śniegu przewiewał go na wskroś,(zbędny przecinek) mimo narzuconego na plecy,(zbędny przecinek) grubego futra wielkiego białego wilka, którego po ciężkiej walce zabił dzień wcześniej. Nie było ono jedyną pamiątka(ą) po tym przykrym zdarzeniu.

Wiedział (zbędny przecinek)że jeśli wkrótce jej nie opatrzy, może wdać się zakażenie i umrze.

Czuł już jednak nadchodzącą gorączkę i wiedział(zbędny przecinek) że to nieuniknione.("Wiedział, że" powtórzyło się dotychczas już trzy razy, a to dopiero początek tekstu, przydałoby się urozmaicić określenie)

Był on skuty lodem, przeczuwał jednak(zbędny przecinek) że jego warstwa jest bardzo cienka i go nie utrzyma, a mimo że woda nie była głęboka, wiedział(zbędny przecinek) że(Znowu) jeśli do niej wejdzie, jeszcze bardziej wychłodzi swój organizm.

Chwycił mocniej swój kij,(zbędny przecinek) i zrobił ostrożnie pierwszy krok. Był mniej więcej w połowie szerokości strumienia(zbędny przecinek) kiedy stało się – lód załamał się pod jego ciężarem.
Woda była jeszcze bardziej lodowata i głębsza niż się tego spodziewał – sięgała mu prawie pod pachy. (Popieram przedmówcę: w niewielkim strumieniu woda zdecydowanie byłaby znacznie płytsza, może przy jakimś wodospadzie trochę głębsza, ale na pewno nie po pachy. Nawet w niektórych rzekach trudno jest natrafić na taką głębokość. :))

Skierował się w stronę widocznej po prawej skarpy, licząc na to (przecinek)że idąc wzdłuż niej, znajdzie jakieś zagłębienie (przecinek)w którym będzie mógł rozpalić ognisko i przenocować. Nie miał jednak szczęścia – miał przed sobą zwartą, gładką ścianę skał.

Ruszył dalej, chociaż czuł(przecinek) że daleko już nie ujdzie. Ściemniało się i temperatura coraz bardziej spadała. Noga jeszcze bardziej mu dokuczała,(zbędny przecinek) i gdyby nie gruby kij (przecinek)na (zbędne – podpiera się raczej czymś, nie na czymś) którym się podpierał, dawno by upadł. Już miał się poddać, myśląc (przecinek)że spędzi noc pod skałą, kiedy wreszcie szczęście mu dopisało – i to bardziej niż się spodziewał. W zwartej wcześniej ścianie, tuż przy ziemi(przecinek) zauważył niewielki otwór.

Musiał przejść przez niego na czworakach, okazało się jednak, że dalej może(mógł – utrzymuje się ten sam czas narracji) się swobodnie wyprostować.

Zrzucił wilcze futro, (zbędny przecinek – jaką funkcję miałby tu pełnić?)i zdjął plecak, do którego przytroczona była niewielka wiązka chrustu, którą zebrał rano.

Odczepił ją, a następnie ułożył po omacku w niewielki stosik, (zbędny przecinek)i zaczął krzesać ogień.

W najwyższym miejscu, (zbędny przecinek)sklepienie jaskini było wysokie prawie na dziesięć stóp. Miała ona owalny kształt,(zbędny przecinek) i była wystarczająco przestronna, żeby w środku zmieściło się kilkanaście osób. Jej ściany były chropowate, a ziemia usłana była żwirem. Było tu zaskakująco czysto, dostrzegł jednak pod jedną ze ścian szkielet jakiegoś dużego zwierzęcia, a wokół niego parę suchych gałązek. Dorzucił je do ognia, wiedział jednak, że (Znowu wiedział) to nie utrzyma płomienia na długo.

Narzucił na siebie wilcze futro, (zbędny przecinek)i wyczołgał się z jaskini.

Mimo to,(zbędny przecinek) jego stan się pogarszał.

Wiedział, że(Znowu) wkrótce może zacząć majaczyć, a wtedy będzie za późno.

Wyjął z plecaka niewielkie ostrze i umieścił je w ogniu. Następnie wyszedł na zewnątrz, gdzie panował już mrok(przecinek) i zebrał trochę czystego śniegu, który umieścił w rondelku i postawił obok ognia (przecinek)żeby się roztopił. Kiedy to nastąpiło, dodał do zimnej wody ziół, które nosił przy sobie od ponad tygodnia. Wygrzebał parę gałązek, na które wstawił miksturę(przecinek) żeby się zagotowała.

Widok, który mu się ukazał(przecinek)nie wróżył dobrze.

Wiedział, że najlepiej byłoby(przecinek) gdyby zerwał strup i pozbył się ropy, czuł jednak, że nie da rady tego zrobić.

Nadszedł moment, na myśl o którym, (zbędny przecinek) krzywił się już parę godzin wcześniej. Na wszelki wypadek, (zbędny przecinek)dorzucił jeszcze do ognia resztę drewna, (zbędny przecinek) i dopiero wtedy wyjął z wrzątku nóż.

Nie mogąc poruszyć żadnym mięśniem, obserwował w otępieniu odblaski ognia, które tańczyły na ścianach jaskini(przecinek) tworząc niesamowite kształty.

Z wolna,(zbędny przecinek) zaczęła pochłaniać go ciemność.

Tekst jak tekst: napisany całkiem nieźle, nie ma żadnych rażących błędów, całkiem przyjemny do czytania, bo opisy pozwalają dobrze wczuć się w sytuację. Ale nic poza tym. Jako początek opowiadania albo czegoś większego zupełnie moim zdaniem nie zdałby egzaminu: nie ma w tym fragmencie nic, co zachęciłoby mnie do śledzenia losów bohatera, o którym nie dowiedziałam się z tego fragmentu praktycznie nic poza tym, że pogryzł go wilk i dokądś podróżuje z ranną nogą. Nie został nawet skrótowo opisany, nie podałeś informacji, jak wyglądał czy w co był ubrany. Niezbyt przejęłam się zatem jego losem, tym, czy przeżyje, czy nie, bo nie zacząłeś budować więzi między czytającym a bohaterem.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#4
Masakra, nie zauważyłem tych wszystkich powtórzeń, będę zwracał na to uwagę. Co do strumienia, zamysł był taki, że w całej tej zawiei, wszędzie pełno śniegu i lodu, wydawało mu się, że to strumień, a potem okazuje się, że jest to głębszy potoczek:D Ale widać nie wyszło, zmienię na tę rzeczkę. Dzięki za poprawki.
Co do przedstawienia bohatera, będzie po odczekaniu regulaminowych dwóch dni :D
Odpowiedz
#5
Zdanie mam podobne co reszta. Fragment wydaje się wyrwany ze środka większej całości, przez co dostajemy opis walki o przetrwanie jakiegoś bezimiennego myśliwego.

Cytat:Wyjął z plecaka niewielkie ostrze i umieścił je w ogniu. Następnie wyszedł na zewnątrz, gdzie panował już mrok i zebrał trochę czystego śniegu, który umieścił w rondelku i postawił obok ognia żeby się roztopił. Kiedy to nastąpiło, dodał do zimnej wody ziół, które nosił przy sobie od ponad tygodnia. Wygrzebał parę gałązek, na które wstawił miksturę żeby się zagotowała.
I tu w sumie mam dwie sugestie.
Nie lepiej byłoby napisać, że dodał ziół bez których nigdy nie ruszał na polowanie. To, że miał je od tygodnia, raczej nic nie mówi i nie ma większego znaczenia.
"Wygrzebał parę gałązek" można by zastąpić wyrażeniem, dorzucił kilka gałązek do ognia. W końcu był już w jaskini i nie musiał odgrzebywać drewna spod śniegu.

Co do fabuły to poczekam na następny fragment, po samym prologu nie da się nic powiedzieć o świecie czy bohaterze.
Odpowiedz
#6
Swoją drogą, motyw zimy i zawiei dość popularny ostatnio na forum:

http://podziemieopowiadan.pl/forum/threa...cnego.html
http://podziemieopowiadan.pl/forum/threa...skarb.html
[niedozwolony link]
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Napisane jest całkiem dobrze, czyta się w miarę płynnie, chociaż gdybyś wprowadził poprawki byłoby znacznie lepiej. Cóż, jak na ten moment nie widzę powodu, dla którego miałabym czytać dalsze części Twojego opowiadania. Był sobie jakiś koleś, wilk go pogryzł, a on sobie idzie przez śnieg pogryziony. I to tyle. Proponuję dać mniej szczegółowych opisów czynności, a więcej bohatera, emocji, które nim targają, motywów, powodów, dla których wybrał się w taką podróż. Nie musisz dawać wszystkiego na tacy, np. powody – możesz rzucić parę sugestii, jakieś rozmyślania postaci albo coś. Pozwól czytelnikowi poznać bohatera, utożsamić się, polubić, wtedy będzie dużo lepiej. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#8
Płynnie się czyta, nie ma rażących błędów jeżeli chodzi o znaczenie słów, jakieś dziwne związki wyrazowe, czy spójność logiczną. Możemy więc zająć się treścią.

Wydaje się jakby ten bohater był ważny. Takich bohaterów (chociaż pobieżnie) opisuje się na samym początku. Powody:
1. Czytelnik musi wiedzieć kto jest głównym bohaterem i na kogo ma zwrócić uwagę. Opis jest jak boży palec, którym autor wskazuje na najważniejszą postać w książce.
2. Trzeba czytelnika zaciekawić. Nie czyta się dobrze o jakiś anonimowych postaciach. Bohater musi budzić domysły, więc trzeba go chociaż szczątkowo przedstawić. Zrobiłeś to co prawda pośrednio (samotny podróżnik z ranną nogą i umiejętnością przetrwania na poziomie podstawowym), ale to dla mnie za mało.
3. Kiedy bohater pojawia się po raz pierwszy w książce, to czytelnik tworzy sobie jakiś jego obraz (duże uproszczenie). Przydaje się, żeby ten obraz miał jakieś cechy na początku (szczególnie wizualne), żeby później czytelnik nie musiał tego obrazu sobie zmieniać.

Jeżeli chodzi o resztę tekstu. Wprowadza pewien klimat, co jest ważne w prologu. Dzicz, mroźna kraina, epoka kamienna albo okolice, wszystko fajnie. Trochę za dużo jak na mnie opisów prostych czynności, trochę mało ciekawie.

Tak na koniec, nawet mi się podobało, szczególnie jak na początki pisania. Przede wszystkim nie idziesz w jakiś banalny szablon i nie popełniasz prostych błędów, za to duży plus. Czekam na kolejne części :)
Odpowiedz
#9
Na początek chciałabym pogratulować pierwszego tekstu. Pierwsze kroki wymagają najwięcej odwagi i dałeś sobie radę z tym całkiem nieźle. Posłużysz mi za przykład, bo sama swój tekst nie wiem kiedy wygłaskam tak dobrze, by się odważyć.
Co do treści powiem co powiedziane już zostało. Czysta kartka, jaką jest dla mnie pogryziony, zlała mi się ze śniegiem w tle i doszłam do wniosku, że bardziej pożałowałam wilka.
Ale może taki był Twój zamysł, albo to jeden z tych prologów, gdzie autor wyrywa jedną kartkę z któregoś rozdziału i albo ogarniesz, albo nie.
Czekam na bardziej treściwy rozdział : )
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości