Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Konstruktywna krytyka mile widziana
#1
Słońce świeciło wysoko na niebie, kiedy karawana przejeżdżała właśnie przez równinę dzielącą Tenebris i dorzecze Dawy. Posuwali się bardzo powoli ze względu na wielkie rozmiary orszaku, który liczył sobie ponad dwa tuziny wozów wyładowanych po brzegi najróżniejszymi towarami. Do tego należało dodać dziesięć wozów przewożących ludzi oraz z górą pięćdziesięciu strażników broniących dobytku kupieckiego magnata Vanikara Goodleaf’a jednego z najpotężniejszych ludzi w okręgu Pesisir. Posiadacza kilkunastu kopalń złota i srebra. Zaopatrują one co najmniej połowę kontynentu w te surowce. Wielkie zyski, które mu to daje, pozwoliły na zdobycie wysokiej pozycji w świecie oraz stworzenie prywatnej armii pokaźnych rozmiarów. Jego poparcie znaczy bardzo wiele na Antarane.
Ostatnio Vanikar otrzymał bardzo ważny list od ksiecia Tenebris, Gergusa II z rodu Weng. Treść listu jest tajna, ale po jego otrzymaniu kupiec wysłał dużą dostawę towarów do Tenebris oraz zmobilizował żołnierzy w swojej rodzimej twierdzy, Gold Leaf. Pogloski mówią, że stacjonuje tam co najmniej dwa tysiące zbrojnych, a w pozostałych włościach przebywa drugie tyle. Sam Vanikar wyruszył na spotkanie z księciem zaraz po wydaniu rozkazów swoim dowódcom.
Jednym ze strażników jest Alexos Panas, młody ciemnoskóry mężczyzna o szerokich barach. Przystojną, gładko ogoloną twarz szpeciła wielka blizna biegnącą przez lewy policzek. Długie, czarne jak smoła włosy, związane złotym rzemieniem opadały z tyłu . Jechał na klaczy maści myszowatej. Na plecach zaczepił glewię o bogato zdobionej rękojeści, a do siodła przytroczył krótki leszczynowy łuk i kołczan pełen strzał o białych lotkach.
Karawana sunęła powoli przez suche równiny. Alexos jechał jako straż przednia razem z Głuchym Albertem, Leworęcznym Hekarem i czterema włócznikami z garnizonu Vanikara. Albert był starym weteranem wojennym o naznaczonej bliznami twarzy. Przydomek zawdzięczał temu, że podczas którejś z bitew stracił uszy, mimo to przeżył, ale jego słuch pogorszył się znacznie. Natomiast Hekar miał małą głowę porośniętą gęstą czarną brodą, był wysoki i dobrze zbudowany. Plotki głosiły, że jest poszukiwany w okręgu Salju, ale nikt nie odważył się tego powiedzieć na głos. Hekar był niezrównany w walce, swoim półtora-ręcznym mieczem wywijał z gracją nie pasującą do jego gabarytów. Alexos polubił starego Alberta z tymi jego opowieściami o dawnych wojnach, ale małomównego Hekara traktował z duża rezerwą, czujnie obserwując każdy jego ruch.
Jechali już kilka godzin w pełnym słońcu przedpołudnia i Alexos zauważył, że włócznicy Vanikara zaczynają się chwiać w siodłach. Podjechał do nich i podał im bukłak z wodą. Mężczyźni spojrzeli na niego szeroko otwartymi oczami i bełkocząc, zaczęli dziękować. Kiedy pili, usłyszeli krzyk Hekara:
– Zbrojni przed nami!
Alexos popędził konia w jego kierunku, słysząc za sobą okrzyki dowódcy wydającego rozkazy.
– Ilu ich jest? – wydyszał Alexos, dotarłszy do Hekara.
– Co najmniej pół tysiąca, ale zdają się nie być nami zainteresowani.
– Trzeba dowiedzieć się kim są i jakie mają zamiary, zanim ruszymy dalej.
– Powiem dowódcy, żeby wydał odpowiednie dyspozycje. – Mówiąc to,
– Powiedz, żeby dał mi ludzi, a pojadę do ich obozu.
Hekar zawrócił konia i pojechał w stronę kolumny wozów.
Alexos rozmyślał, jakie mają szanse, jeśli dojdzie do potyczki. Znikome, powiedział w myślach. Ich szarża rozniosłaby garstkę strażników w mgnieniu oka. Mógłby teraz niepostrzeżeni się oddalić i na własną rękę dotrzeć do Tenebris, unikając śmierci z ich rąk. Jednak kodeks zakonu nakazywał chronić słabszych i dochowywać przysiąg. Wiarołomcy byli ścigani z całą surowością przez zakonników. Pogrążony w myślach Alexos nie zauważył, kiedy podjechał do niego Głuchy Albert i pięciu włóczników.
– Szef kazał nam ich wybadać. – powiedział jeden z żołnierzy, wskazując głową w stronę zbrojnej hałastry.
– Na co więc czekamy? Ruszajmy. – odpowiedział Alexos spinając, konia do galopu w kierunku nieznajomych.
Widział przez ramię, że Albert i jego chłopcy jadą za nim z niepewnymi minami. Kiedy zbliżyli się już na zasięg strzały, zwolnili. Alexos zaczął dokładniej przypatrywać się obozowi obcych. Za prowizoryczną palisadą, dostrzegł namioty z prostego materiału i biegających zbrojnych. Po zbliżeniu się jeszcze na kilka jardów dostrzegł niewyraźny herb na chorągwi powiewającej nad obozem. Niebieski sztandar miał wyszyte, skrzyżowane widły, znak lorda Nicholasa Bidgooda.
Bidgood posiadał niewielkie włości przy brzegach Dawy. Jego ziemię były żyzne, ale nie zawierały żadnych bogatych minerałów, więc jego jedynym źródłem dochodu było rolnictwo. Lord Nicholas przysięgał księciu Tenebris i był jego wasalem. Od kilku lat nie widziano Bidgooda poza jego grodem, Kilimo.
Hector D’ty, właśnie poganiał swych podkomendnych, aby pośpieszyli się z namiotami.
– Szybciej! Lord Bidgood chce wyruszyć przed południem! Zanim słońce stanie się zabójcze! Hej, ty weź kilku chłopaków i siodłajcie konie, ale już!
– Pustynni bojownicy! – krzyk dobiegał z zachodniej palisady.
Hector zerwał się z miejsca i ruszył biegiem w kierunku, z którego dobiegał odgłos. Po chwili zerwali się też inni, chwytali broń, naciągali kusze i zakładali kolczugi. D’ty przedarł się przez ciżbę zbrojnych i dotarł do palisady. Wyjrzawszy za nią zobaczył kilku jeźdźców jadących stępa w ich kierunku.
– I o to tyle wrzasku? Kilku zbłąkanych głupców? Wyjadę do nich, dajcie mojego konia! Wezmę ze sobą Jamesa, Hala i Grega, niech się szykują, już!
– Tak jest, kapitanie! – wykrzyczał sierżant i zajął się wydawaniem rozkazów podkomendnym.
Hector zeskoczył z palisady i ruszył szybkim krokiem w kierunku swojego wierzchowca.
Alexos razem z kompanami zatrzymał się w odległości kilkuset metrów od obozu. Wyjaśnił im, z kim mają do czynienia i przedstawił swój plan.
– To ludzie Bidgooda zaprzysiężonego Tenebris, więc nie stanowi realnego zagrożenia, ale lepiej uważać, bo nie przepada za Vanikarem. – wyjaśnił.
– Co? Mówże głośniej, chłopcze! – wykrzyczał jak zwykle Albert.
– Ja zajmę się rozmową, o ile wyślą do nas posła, a nie bełt z kuszy. – Postąpili nierozważnie, podjeżdżając tak blisko, ale to był jedyny sposób na zwrócenie ich uwagi.
Alexos poprawił glewię na plecach, aby móc szybko ją wydobyć. Po chwili dostrzegli, że z obozu wyjeżdża czterech mężczyzn zakutych w kolczugi. Jeden z ich niósł sztandar lorda Nicholasa. Dwaj jadący z tyłu dzierżyli długie na dwa metry włócznie i małe kwadratowe tarcze z herbem ich pana. Czwarty jadący na przodzie wydawał się być czymś w rodzaju dowódcy. Wysoki, żylasty, wyglądający na pięćdziesiątkę, mężczyzna trzymał się w siodle z gracją młodzieńca. Był obleczony w skórzaną kurtę wysadzaną srebrnymi ćwiekami połyskującymi w słońcu i opadający z tyłu czarny płaszcz z jedwabiu. Przy pasie miał wysadzany rubinami miecz. Jego twarz nie zdradzała najmniejszych emocji, była blada i twarda, naznaczona bliznami. Alexos od razu poznał w nim Puceta z okręgu Salju. Dobrze, że nie wzięliśmy Hekara, pomyślał.
– Kim jesteście? Czego tu chcecie? – zapytał z nutą irytacji w głosie blady mężczyzna.
– Jestem Alexos Panas, wojownik Zakonu Złotej Gwiazdy, i służę lordowi Vanikarowi jako strażnik jego karawany. Przyjechałem dowiedzieć się, co tu robicie i jakie macie zamiary. Czy nasza karawana może przejechać swobodnie? – odparł spokojnie młodzieniec.
– Lorda Vanikara, tak? Hmmm, powiem szczerze, że nie spodziewałem się tego. Zabiorę cię do lorda Nicholasa, reszta niech wraca i powie karawanie, że nic im nie grozi.
– Dziękuję. – odparł chłopak z wyraźną ulgą. – Słyszeliście, ruszajcie przekazać wieści! – powiedział, zwracając się do swoich ludzi.
– Tak jest! – krzyknął jeden z włóczników Vanikara.
– Co? Kogo pieści? – wykrzyczał Albert.
Wszyscy go zignorowali jak zwykle. Ludzie Vanikara zabrali go i wyruszyli w stronę, z której przybyli. Alexos natomiast pojechał za ludźmi Bidgooda do ich obozu.
Przejechali przez prowizoryczną bramę i ruszyli ku centrum obozu. Hector wydał szeptem kilka rozkazów swojemu podczaszemu, który czekał przy palisadzie, a potem zwrócił się do Alexosa.
– Mówisz więc, że służysz Zakonowi? Ciekawe, co czciciel Tary robi tak daleko od domu?
Tara, wielka bogini nocnego nieba, najjaśniejsza z gwiazd, kochanka księżyca. Patronka Zakonu Złotej Gwiazdy i wyspy Ynos, z której pochodził Alexos.
– Tak, służę zakonowi od kilku lat, ale to, co tutaj robię, nie powinno pana obchodzić, panie…? – powiedział spokojnie, ale dobitnie młodzieniec.
– Hector, Hector D’ty, kapitan armii lorda Nicholasa. – odparował, z trudem skrywając złość.
– Tak właśnie, panie kapitanie, co ja tak w ogóle tu robię? Po co sprowadziliście mnie do obozu?
Jechali przez chwilę w ciszy, którą przerwał podczaszy podbiegający do Hectora.
– Mam wiadomość, panie. – wydyszał. – Lord Nicholas zgodził się na pana plan.
Alexos spojrzał podejrzanie na kapitana i machinalnie spiął mięśnie szykując się do walki.
– Co się dzieje? – zapytał pośpiesznie.
– Nic ważnego, chłopcze. Dowiesz się w swoim czasie. – Mówiąc to, kapitan dał głową sygnał swoim ludziom jadącym z tyłu.
Uderzenie tępym końcem włóczni powaliło Alexosa na ziemię wzbijając tumany kurzu. Jego koń spłoszył się i pognał przez obóz.
– Złapcie tę szkapę, zanim narobi szkód! – krzyknął kapitan. – I zabierzcie to ścierwo z moich oczu. Policzę się z nim później! Najpierw zajmiemy się jego karawaną.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Rzuciłem tylko okiem, bo brak formatowania zniechęca do czytania – dodaj do tekstu wcięcia akapitowe (tag [p]).
Pięć akapitów praktycznie samych opisów. Nic ekscytującego. Ja bym raczej olał tak długie wprowadzenie do świata i przeszedł szybciej do konkretów, a dopiero potem stopniowo dodawał szczegóły dotyczące otoczenia i okoliczności. Dokładniejszej analizy możesz się spodziewać, jeśli sformatujesz tekst i być może go skrócisz (podzielisz na dwie części?), bo taki blok tekstu na twarz odrzuca czytelnika. Zachęcam również do zajrzenia do tekstów innych użytkowników – wiele można się stamtąd nauczyć – oraz wyrażania swojej opinii co do tekstów reszty autorów, gdyż każdy chce poznać zdanie innych odnośnie swego dzieła, więc wypadałoby, aby to działało w dwie strony.
Czasami, gdy pojawiają się nowi, próbują na jeden raz wrzucić wszystko, co mają. Zupełnie, jakby portal miał lada dzień zniknąć z Internetów, a administracja pojechać do Afryki, sprzedawać olejek do opalania rdzennym murzynom.
~Yami
Odpowiedz
#3
To i trochę ode mnie. Naprostuję trochę opinię Nidraxa: długość tekstu jest ok. Morgget ostatnio mi wypomniał, że ludziom czyta się lepiej nieco dłuższe teksty, bo nie trzeba za dużo wracać do poprzednich fragmentów. Czy coś w tym stylu. Poza tym popieram resztę: przyda się formatowanie, w temacie powinna znaleźć się raczej nazwa opowiadania, a nie prośba.

Za dużo faktów jak dla mnie, a za mało akcji. W porządku, rozumiem, że chcesz przedstawić nam świat i wydarzenia, jakie wykreowałeś i popchnęły bohaterów ku wyprawie, ale jest tego zdecydowanie za dużo. Można to wpleść później, jako odpoczynek od akcji. Dać tło fabularne tam, gdzie będzie aktualnie potrzebne albo nieco wcześniej, ale też z kolei nie powinieneś przesadzać. Jest dosyć sporawo nazw własnych, a wprowadzanie ich też bym dawkował. Pod koniec tekstu nie pamiętałem już większości nazw, które wprowadziłeś.
W kilku miejscach zapisy dialogów kuleją: mianowicie chodzi o kropkę po wypowiedzi bohatera tuż przed myślnikiem. Jeżeli jest to czynność związana z mową (powiedział, mruknął, wydusił), kropka nie ma prawa się tam znaleźć. W każdym innym przypadku ta kropka powinna się znaleźć.

Pomysł wygląda na dosyć ciekawy, ale niestety jak dla mnie przyćmiło go sporo podanych na początku faktów. Też ciężko powiedzieć więcej po jednym kawałku, gdzie fragment z akcją ma ledwie 18 linijek :P (w mocnym zawyżeniu).
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
#4
(04-02-2015, 22:35)RedViperRevenge napisał(a): Słońce świeciło wysoko na niebie, kiedy karawana przejeżdżała właśnie(Według mnie całkiem zbędne w tym zdaniu) przez równinę dzielącą Tenebris i dorzecze Dawy.

Do tego należało dodać dziesięć wozów przewożących ludzi oraz z górą pięćdziesięciu strażników broniących dobytku kupieckiego magnata Vanikara Goodleaf’a(przecinek lub myślnik) jednego z najpotężniejszych ludzi w okręgu Pesisir.(Tutaj dałabym przecinek, łącząc zdanie po prawej z poprzednim – osobno brzmi ono nienaturalnie) Posiadacza kilkunastu kopalń złota i srebra. Zaopatrują one co najmniej połowę kontynentu w te surowce. Wielkie zyski, które mu to daje(przecinek) pozwoliły na zdobycie wysokiej pozycji w świecie oraz stworzenie prywatnej armii pokaźnych rozmiarów. Jego poparcie znaczy bardzo wiele na Antarane. (Zmieniłeś nagle czas narracji, a tego się unika)


Ostatnio Vanikar otrzymał bardzo ważny list od ksiecia(księcia) Tenebris, Gergusa II z rodu Weng. Treść listu jest(była) tajna, ale po jego otrzymaniu kupiec wysłał dużą dostawę towarów do Tenebris oraz zmobilizował żołnierzy w swojej rodzimej twierdzy, Gold Leaf. Pogloski(Pogłoski) mówią, że stacjonuje(stacjonowało) tam co najmniej dwa tysiące zbrojnych, a w pozostałych włościach przebywa(przebywało) drugie tyle.

Jednym ze strażników jest(był) Alexos Panas, młody ciemnoskóry mężczyzna o szerokich barach i klacie(klatce piersiowej – "klata" jest określeniem potocznym). Przystojną, gładko ogoloną twarz szpeciła wielka blizna biegnącą przez lewy policzek.

Jechał na klaczy maści popiołu. (Nie rozumiem takiego udziwnienia – o ile upiększanie języka jest w porządku, to wg mnie określanie maści konia w ten sposób to lekka przesada) Na plecach miał zaczepioną glewię o bogato zdobionej rękojeści, a do siodła przytroczył krótki leszczynowy łuk i kołczan pełen strzał o białych lotkach.

Jej gorący klimat sprawiał, że jej mieszkańcy byli ciemnej karnacji i luźnych obyczajów. Można było tam spotkać egzotyczne zwierzęta z różnych zakątków świata, a przy każdej ulicy znaleźć zamtuz pełen orientalnych kurew(A wiesz, że to wulgaryzm? Gdyby reszta tekstu jakoś uzasadniała jego zastosowanie, to pewnie bym to pominęła, ale obecnie jakoś mnie to gryzie).

Saka pochodził ze zubożałej, kupieckiej rodziny z Pesisir. Ojciec wychowywał go na kupca, aby kontynuował tradycje(ę) rodzinną. (Ja bym jakoś przerobiła ten fragment, bo teraz ta informacja o tradycji rodzinnej w połączeniu z pierwszym zdaniem tworzy taką oczywistą oczywistość)

Młodzieniec nie chciał jednak sprzedawać ryb i małży (przecinek) zarabiając marne grosze.

Saka poprosił go o sfinansowani(-anie) wyprawy w głąb morza celem odkrycia nowych ziem. L

Saka rozgoryczony porażką,(zbędny przecinek) zebrał swoich zauszników następnej nocy w porcie. Uzbrojeni weszli na pokład statku flagowego lorda Oswalda. W nocy na statku i w porcie było zaledwie kilkunastu strażników, więc buntownicy z łatwością zdobyli kontrole(ę) nad statkiem.

Saka posiadł za żonę córkę jednego ze swoich przyjaciół i spłodził z nią silnych synów, którzy przejęli po nim władze(ę). Lord Oswald dowiedziawszy się o kradzieży (przecinek)wysłał pościg, ale Saka nie był głupcem ("i" albo przecinek albo inny spójnik) zaraz po dotarciu zatopił piękny okręt, a swój obóz rozbił w głębi wyspy (przecinek)co sprawiło, że ludzie lorda szybko zaniechali pościgu.

Langit blady ze wściekłości musiał popłynąć na spotkanie admiralicji (przecinek)gdzie musiał znosić szyderstwa i obelgi pozostałych lordów-admirałów.

Na wyspie znajdował się też zakon(Zakon – jak dla mnie ta cała organizacja to nazwa własna, nie tylko ta Gwiazda) Złotej Gwiazdy, którego siedziba mieściła się na ostrych klifach wyspy, był on ostoją spokoju, dyscypliny i medytacji.

Wierzą(Wierzyli) oni w boginię Tarę, władczynię nocnego nieba i najjaśniejszą z gwiazd. Szkolą(Szkolili) się w walce glewią wykutą ze świętej gwiazdy oraz wytwarzają(wytwarzali) niezwykłe leki i mikstury, które bardzo przydały się mieszkańcom Ynos, dlatego też Nakas pozwolił zakonnikom założyć swoją siedzibę na jego wyspach.

Został tam wysłany przez ojca, Zexa Panasa(przecinek) włodarza wyspy, za popełnienie niewyobrażalnej zbrodni przeciwko bogom. Otóż Alexos spłodził syna z siostrą Zexa. Jest to niewybaczalny grzech i gdyby nie jego ranga społeczna (przecinek)na pewno spłonąłby na stosie. On jednak został tylko wysłany do zakonu, a później zmuszony do opuszczenia wyspy na zawsze.

Był bardzo pojętny (przecinek)co sprawiło, że szybko przerósł większość starszych akolitów z zakonu i ukończył szkolenie w szybszym tempie. Po zdobyciu złotej gwiazdy i wykuciu własnej glewii z gwieździstej stali, (zbędny przecinek)opuścił zakon i wyruszył za morze, na kontynent Antarane.

Każdy słaby podmuch sprawiał, że masz(maszt) skrzypiał i wydawał się zaraz runąć. Niestety Alexos nie miał funduszy, aby pozwolić sobie na coś lepszego. Zresztą i tak całą podróż spędził w swojej kajucie (przecinek)medytując i modląc się do bogini Tary, patronki zakonu i całej wyspy Ynos, gdzie była czczona i otrzymywała syte ofiary, ale tylko na wyspie modlono się do niej, gdyż na kontynencie dominowała wiara w Erregela i jego sługi.

Plotki głosiły, że jest(był) poszukiwany w okręgu Salju, ale nikt nie odważył się tego powiedzieć na głos. Hekar był niezrównany w walce, swoim półtora-ręcznym(półtoraręcznym) mieczem wywijał z gracją nie pasującą do jego gabarytów. Alexos polubił starego Alberta z tymi jego opowieściami o dawnych wojnach, ale małomównego Hekara traktował z duża rezerwą (przecinek)czujnie obserwując każdy jego ruch.

Mężczyźni spojrzeli na niego szeroko otwartymi oczami i bełkocząc(przecinek) zaczęli dziękować. Kiedy pili (przecinek)usłyszeli krzyk Hekara:

Alexos popędził konia w jego kierunku(przecinek) słysząc za sobą okrzyki dowódcy wydającego rozkazy.
– Ilu ich jest? – wydyszał Alexos (przecinek)dotarłszy do Hekara.

– Trzeba dowiedzieć się(przecinek) kim są i jakie mają zamiary(przecinek) zanim ruszymy dalej.
– Powiem dowódcy(przecinek) żeby wydał odpowiednie dyspozycje. – m(M)ówiąc to(przecinek) Hekar zawrócił konia i pojechał w stronę kolumny wozów.

Alexos rozmyślał (przecinek)jakie mają szanse(przecinek) jeśli dojdzie do potyczki. Znikome (przecinek)powiedział w myślach. Ich szarża rozniosłaby garstkę strażników w mgnieniu oka. Mógłby teraz niepostrzeżeni(-enie) się oddalić i na własną rękę dotrzeć do Tenebris(przecinek)unikając śmierci z ich rąk.

Pogrążony w myślach Alexos nie zauważył(przecinek) kiedy podjechał do niego Głuchy Albert i pięciu włóczników.

– Szef kazał nam ich wybadać.(bez kropki)– powiedział jeden z żołnierzy (przecinek)wskazując głową w stronę zbrojnej hałastry.

– Na co więc czekamy? Ruszajmy.(bez kropki) – odpowiedział Alexos(przecinek) spinając konia do galopu w kierunku nieznajomych.

Kiedy zbliżyli się już na zasięg strzały (przecinek)zwolnili.
Niebieski sztandar miał wyszyte, (zbędny przecinek) skrzyżowane widły, znak lorda Nicholasa Bidgooda

Skoro tak dopominasz się o krytykę, to proszę bardzo, mam nadzieję, że po jej przeczytaniu nie zmienisz nagle zdania. :P Może trochę powtórzę to, o czym pisali przedmówcy, ale trudno.

Zacznę od tego, że tekst powinien mieć tytuł, a jeśli naprawdę aż tak trudne jest wymyślenie choćby najprostszego, jednowyrazowego miana, jakie mógłby nosić tekst, to niech jest to od biedy "bez tytułu" albo niech ma jakąś nazwę roboczą, a nie "krytyka mile widziana", bo to jak dla mnie... hm... dziwne? Tak, chyba tak można to ująć.

Co do samego tekstu... O czym on był? Naprawdę nie wiem. Zapowiadał się całkiem fajnie, ot, jakaś karawana sobie jedzie, a potem... Potem utonęłam w morzu informacji o bohaterach, których widzę po raz pierwszy, oraz o świecie i jakichś konfliktach na tym świecie. Żadnych szczegółów nie zapamiętałam, bo było ich naprawdę bardzo dużo, zwłaszcza jak na pierwszy fragment. Rozumiem, że większość początkujących pisarzy tworzących własne światy chce jak najszybciej pokazać ich wyjątkowość i genialność innym, ale nie można tego robić w taki sposób: informacje trzeba dawkować, a nie przekazywać w pierwszym fragmencie w jednym wielkim opisie. Ja z tego, jak już pisałam, nie zapamiętałam praktycznie nic. Nawet trudno mi teraz ocenić, jak się to zapowiada.

Plusa masz ode mnie za język: czytało się bez większych zgrzytów i lekko, potrafisz dobrze ująć w słowa to, co masz na myśli.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#5
To ja może krótko i zwięźle, wszak inni już się rozpisali. Saga Kryształów Czasu naprawdę nie jest dobrym wzorem do naśladowania. Ten jeden, krótki tekst, to zlepek opisów, którym brakuje akcji. To tak, jakbyś urządzał czytelnikom lekcję geografii przeplatając krótkimi fragmentami historii która nie zawsze jest ciekawa. A wiedzą powszechną jest, że ludzie takowych lekcji z reguły nie lubią.
Odpowiedz
#6
Matko Święta, przeczytałem to! Drogi autorze dzieła pod tytułem "Konstruktywna krytyka mile widziana", powiem ci, że tytuł opowiadania jest tak oryginalny, że bardziej już się chyba nie da. Widzę że ktoś już ci mówił o akapitach więc pomińmy to i skupmy się na treści.

1. Tylko tak ogólnie, opisów jest za dużo i nawet ja mam problem z ich zapamiętaniem, co więcej są strasznie dokładne. Wiesz ludzie lubią dokładne opisy, chwali ci się to, że próbujesz sprostać tym zachciankom, ale nie zawsze musisz być aż tak dokładny bo, np: " Dama, bo taką nazwę nosił statek, była w pełni uzbrojona i wyładowana potrzebnym prowiantem." <–-–- Mamy tu nazwę statku i jaki był jego stan, ale sam statek tak, ładnie przez ciebie opisany żadnej większej roli w opowiadaniu nie gra, jest tylko transportem z miejsca a do b, a później go zatapiasz. Widzisz według mnie sam motyw podróży mógł by zająć ze trzy strony, a tak mamy tu ładny opis czegoś zupełnie nieistotnego. Jeśli możesz opisuj rzeczy które pobędą na kartach twojego opowiadania dłużej niż te parę linijek.

2. Opisujesz religię którą sam stworzyłeś, ale robisz to w zły sposób, kto udziela mi tych informacji? Ty jako narrator, oczywiście, ale czemu? Jaki wpływ na obecny fragment tekstu ma to jakie bóstwa są czczone na kontynencie? Poza tym skoro już o nich wspomniałeś, patronami czego są ci bogowie? Czemu Tara jest im obrzydliwa tak bardzo, że aż wypędzono ją z kontynentu?.

3. Nielogiczności: ". Jej gorący klimat sprawiał, że jej mieszkańcy byli ciemnej karnacji i luźnych obyczajów." <–-– O ile tą pierwszą część jestem w stanie zrozumieć, to co ma klimat do luźnych obyczajów? Czy burdele nie powstają w jakichś określonych warunkach klimatycznych?
Druga sprawa: "Jednym ze strażników jest Alexos Panas, młody ciemnoskóry mężczyzna o szerokich barach i klacie." <–-– To zdanie jest dziwne, bo skoro jest szeroki w barach to klata też musi być jak u pirata, ja bym klatę wywalił.

4. Statek na dzień przed wypłynięciem nie jest raczej pilnowany tylko przez kilku strażników, bo powinien być już gotowy do drogi, a co za tym idzie załoga powinna już być nań zaokrętowana, aby następnego dnia nie marnować czasu.

5. Gdyby ktoś uciekał przede mną i zaszył się na wyspie otoczonej lądem bez możliwości ucieczki, to najechałbym go po stokroć, bo nie miał by jak uciec przed moim gniewem.

Według mnie powinieneś nad tym koncentratem przysiąść i rozcieńczyć z niego opowiadanie, bo na razie to strasznie kwaśne jest.
Eorth znajduje się w tym miejscu gdzie śpią wszystkie smoki
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Za długie wprowadzenie. Ciekawość buduje się poprzez niepewność i oczekiwanie. Gdyby wszyscy powieściopisarze zaczynali swe dzieła takim wstępem, nie sprzedaliby zbyt wiele egzemplarzy.

Mało akcji. Nawet ten dialog pod koniec tekstu na niewiele się zdał. Musisz wprowadzić ŻYCIE do swych wypociń!

Jednakże – masz miły styl pisania – dla oka oczywiście. Popracuj nad charakterem tekstu. Nie chcesz przecież wyrwanej kartki z podręcznika od historii, prawda?
Odpowiedz
#8
Dzięki za wszystkie uwagi po staram się to uwzględnić i poprawić :D
Milo w końcu mieć jakiś punkt zaczepienia czy to wszystko idzie w dobrym kierunku
Odpowiedz
#9
Wiesz już, że nie idzie, pytanie tylko – co z tym zrobisz?

Przede wszystkim stały czas narracji i żadnych wykładów z historii świata, nikomu się tego nie chce czytać, na pewno nie na samym początku.
[niedozwolony link]
Odpowiedz
#10
(28-02-2015, 22:01)RedViperRevenge napisał(a): Wielkie zyski, które mu to daje (przecinek) pozwoliły na zdobycie wysokiej pozycji w świecie oraz stworzenie prywatnej armii pokaźnych rozmiarów.

Długie, czarne jak smoła włosy, związane złotym rzemieniem opadały z tyłu (zbędna spacja) . Jechał na klaczy maści popiołu. (nie ma takiej maści – http://pl.wikipedia.org/wiki/Umaszczenie_koni )

Przydomek zawdzięczał temu, że podczas którejś z bitew oberwał strzałą w ucho, mimo to przeżył, ale jego słuch nie był już taki sam. (jakoś to nie wyjaśnia, dlaczego gostek się nazywa Głuchy Albert – człowiek posiada dwoje uszu, skoro więc dostał w jedno, to drugie jest dobre)

Alexos polubił starego Alberta z tymi jego opowieściami o dawnych wojnach, ale małomównego Hekara traktował z duża rezerwą (przecinek) czujnie obserwując każdy jego ruch.

Mężczyźni spojrzeli na niego szeroko otwartymi oczami i bełkocząc (przecinek) zaczęli dziękować. Kiedy pili (przecinek) usłyszeli krzyk Hekara:
– Zbrojni przed nami!
(wcięcie) Alexos popędził konia w jego kierunku (przecinek) słysząc za sobą okrzyki dowódcy wydającego rozkazy.
– Ilu ich jest? – wydyszał Alexos (przecinek) dotarłszy do Hekara.
– Co najmniej pół tysiąca, ale zdają się nie być nami zainteresowani.
– Trzeba dowiedzieć się kim są i jakie mają zamiary (przecinek) zanim ruszymy dalej.
– Powiem dowódcy (przecinek) żeby wydał odpowiednie dyspozycje. – mówiąc (dużą literą) to (przecinek) Hekar zawrócił konia i pojechał w stronę kolumny wozów.
Alexos rozmyślał (przecinek) jakie mają szanse (przecinek) jeśli dojdzie do potyczki. Znikome (przecinek) powiedział w myślach. Ich szarża rozniosłaby garstkę strażników w mgnieniu oka. Mógłby teraz niepostrzeżeni się oddalić i na własną rękę dotrzeć do Tenebris (przecinek) unikając śmierci z ich rąk. Jednak kodeks zakonu nakazywał chronić słabszych i służyć lojalnie przysięgom (a jak się służy przysięgom?). Wiarołomcy byli ścigani z całą surowością przez zakonników. Pogrążony w myślach Alexos nie zauważył (przecinek) kiedy podjechał do niego Głuchy Albert i pięciu włóczników.
– Szef kazał nam ich wybadać. (zbędna kropka) – powiedział jeden z żołnierzy (przecinek) wskazując głową w stronę zbrojnej hałastry.
– Na co więc czekamy? Ruszajmy. (zbędna kropka) – odpowiedział Alexos (przecinek) spinając konia do galopu w kierunku nieznajomych.
(wcięcie) Widział przez ramię, że Albert i jego chłopcy jadą za nim z niepewnymi minami. Kiedy zbliżyli się już na zasięg strzały (przecinek) zwolnili. Alexos zaczął dokładniej przypatrywać się obozowi obcych. (tyle tekstu trzeba było ogarnąć, by się wreszcie dowiedzieć, że tamci obozowali? – a ja myślałem, że tamci są gotowi do ataku...) Dostrzegł kilka namiotów z prostego materiału i kolejnych kilkanaście, które właśnie zwijano. (to zdanie wygląda równie dziwnie jak "Jechały dwa autobusy – jeden był czerwony, drugi też skręcał w lewo") Po zbliżeniu się jeszcze na kilka jardów dostrzegł niewyraźny herb na chorągwi powiewającej nad obozem. Niebieski sztandar miał wyszyte, skrzyżowane widły, znak lorda Nicholasa Bidgooda. ('skrzyżowane widły'? Czyżby dlatego, że jedyne, czym mógł się poszczycić, to wieśniacy, czy też dlatego, że Szatan mu pierze skarpetki – przypis by Nidrax inspired by epoN)

– Pustynni bojownicy! – krzyk dobiegał z zachodniej palisady. (ciekawy obóz... z palisadą – a latryny też mieli? i SPA?)
(wcięcie) Hector zerwał się z miejsca i ruszył biegiem w kierunku, z którego dobiegał odgłos. Po chwili zerwali się też inni (przecinek) chwytali broń, naciągali kusze i zakładali kolczugi. D’ty przedarł się przez ciżbę zbrojnych i dotarł do palisady. Wyjrzawszy za nią (przecinek) zobaczył kilku jeźdźców jadących stępa w ich kierunku.
– I o to tyle wrzasku? Kilku zbłąkanych głupców? Wyjadę do nich, dajcie mojego konia! Wezmę ze sobą Jamesa, Hala i Grega (przecinek) niech się szykują, już!
– Tak jest (przecinek) kapitanie! – wykrzyczał sierżant i zajął się wydawaniem rozkazów podkomendnym.
(wcięcie) Hector zeskoczył z palisady i ruszył szybkim krokiem w kierunku swojego wierzchowca.
Alexos razem z kompanami zatrzymał się w odległości kilkuset metrów od obozu. Wyjaśnił im (przecinek) z kim mają do czynienia (przecinek) i przedstawił swój plan.
– To ludzie Bidgooda zaprzysiężonego Tenebris, więc nie stanowi realnego zagrożenia, ale lepiej uważać, bo nie przepada za Vanikarem. (zbędna kropka) – wyjaśnił.
– Co? Mówże głośniej (przecinek) chłopcze! – wykrzyczał jak zwykle Albert.
– Ja zajmę się rozmową (przecinek) o ile wyślą do nas posła, a nie bełt z kuszy. – postąpili (dużą literą) nierozważnie (przecinek) podjeżdżając tak blisko, ale to był jedyny sposób na zwrócenie ich uwagi.
(wcięcie) Alexos poprawił glewię na plecach, aby móc szybko ją wydobyć.

Dobrze, że nie wzięliśmy Hekara (przecinek) pomyślał.

– Jestem Alexos Panas (przecinek) wojownik Zakonu Złotej Gwiazdy (przecinek) i służę lordowi Vanikarowi jako strażnik jego karawany. Przyjechałem dowiedzieć się (przecinek) co tu robicie i jakie macie zamiary. Czy nasza karawana może przejechać swobodnie? – odparł spokojnie młodzieniec.
– Lorda Vanikara (przecinek) tak?

– Dziękuję. (zbędna kropka) – powiedział chłopak z wyraźną ulgą (kropka) – Słyszeliście (przecinek) ruszajcie przekazać wieści! – powiedział (przecinek) zwracając się do swoich ludzi.

(wcięcie) Wszyscy go zignorowali jak zwykle.

Ciekawe (przecinek) co czciciel Tary robi tak daleko od domu?
(wcięcie) Tara, wielka bogini nocnego nieba, najjaśniejsza z gwiazd, kochanka księżyca. Patronka Zakonu Złotej Gwiazdy i wyspy Ynos (zbędna spacja) , z której pochodził Alexos.
– Tak (przecinek) służę zakonowi od kilku lat, ale to (przecinek) co tutaj robię (przecinek) nie powinno pana obchodzić, panie…? – powiedział spokojnie, ale dobitnie młodzieniec.
– Hector, Hector D’ty (przecinek) kapitan armii lorda Nicholasa. (zbędna kropka) – odparował (przecinek) z trudem skrywając złość.
– Tak właśnie (przecinek) panie kapitanie (przecinek) co ja tak w ogóle tu robie (robię)? Po co sprowadziliście mnie do obozu?
(wcięcie) Jechali przez chwilę w ciszy, którą przerwał podczaszy podbiegający do Hectora.
– Mam wiadomość (przecinek) panie. (zbędna kropka) – wydyszał (kropka) – Lord Nicholas zgodził się na pana plan.
(wcięcie) Alexos spojrzał podejrzanie na kapitana i machinalnie spiął mięśnie (przecinek) szykując się do walki.
– Co się dzieje? – zapytał pośpiesznie.
– Nic ważnego (przecinek) chłopcze (kropka i dalej dużą literą) dowiesz się w swoim czasie. – mówiąc (dużą literą) to (przecinek) kapitan dał głową sygnał swoim ludziom jadącym z tyłu.
(wcięcie) Uderzenie tępym końcem włóczni powaliło Alexosa na ziemię (przecinek) wzbijając tumany kurzu. Jego koń spłoszył się i pognał przez obóz.
– Złapcie (tę) szkapę (przecinek) zanim narobi szkód! – krzyknął kapitan (kropka) – I zabierzcie to ścierwo z moich oczu (kropka i dalej dużą literą) policzę się z nim później! Najpierw zajmiemy się jego karawaną.

Początek – błędów niewiele. Ale dalej już masakra.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości