Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Loch
#1
Ok moje pierwsze podejście do pisania.
Koszmar dla sprawdzających.
Chaotyczny język i styl są celowe.
Całość wyszła z deko albo dwa za duża, następnym razem postaram się to jakoś rozdzielić i popracować nad formatowaniem tekstu
Jak ktoś dobrnie do końca bez utraty przytomności z nudów lub wyłupienia sobie oczu stawiam piwo :D
Loch
– Słuchać, bo drugi raz nie powtórzę. Nie wiem, co zaroiło się w waszych pustych łbach, że tutaj przyleźliście. Nie znajdziecie tu bogactwa, potęgi ani chwały. Dziewięciu z dziesięciu z was zginie w pierwszym miesiącu, a połowa pewnie już w tym tygodniu.
Ale co ja tam będę wam gadał, to już wiecie.
Jeszcze raz wyjaśnię a potem spieprzajcie mi sprzed oczu, bo i tak tylko tu czas tracę.
Jesteście gnidami, na żadnym z wejść was nie chcieli, więc wylądowaliście tu, na „Bramie Wyrzutków” to by było na tyle, życzę wszystkim szybkiej śmierci i na więcej raczej nie liczcie.–
Dupek, ale na co można było liczyć w tej sytuacji. Na normalnym wejściu po przejściu testów przyjęła by, nas jedna z gildii, wytrenowała i pomogła w pierwszych polowaniach, mielibyśmy swój oddział
i pożądane uzbrojenie. A tak jeden rzut oka i pesymizm tego gbura przestaje wydawać się przesadzony.
Na oko zbieranina dwudziestu osób jak spod wsiowej imprezy, kilku karków spod bloku uzbrojonych w pałki nabijanie kolcami, młoda dziewczyna w stroju do biegania z biczem w ręku i kolejna podobnie ubrana z włócznią no i wisienka na torcie: dziesięciu nerdów z różnym uzbrojeniem, w skleconych przez siebie zbrojach z blachy. Szczyt wszystkiego raczej nie dotarło do nich, że broń i zbroje robione przez zwykłych ludzi nie działają na nic z „Lochu”.
Dziesięć lat od powstania pierwszych lochów, tysiące żyć straconych w walce, a jednak są jeszcze kretyni, którzy myślą, że kawałek blachy zamocowany na kurtce ochroni ich od broni czy szponów.
– Niunia choć z nami. – Najbardziej cherlawy z dresów zawołał do blondynki z biczem.
– Obronię cię, jak zrobisz mi lo... – Propozycję przerwał trzask bicza i krzyk bólu niedoszłego obrońcy.
Kumple zamiast mu pomóc wybuchnęli śmiechem i patrzyli, jak ten skamle z bólu na ziemi.
Na tym skończyły się rozmowy. Dresy zebrały z ziemi ziomka i ruszyły przodem, za nimi oddział nerdów, a na końcu ja z dziewczynami. Nie to, żebym bał się wbiec na przedzie do ruin, ale nie jestem samobójcą, tacy jak ja powinni za pierwszym razem trzymać się na uboczu. Biorąc pod uwagę reakcję blondi na ostatnią zaczepkę oraz to, że druga z dziewczyn niesie włócznię, raczej nie wyrywałem się do rozmowy.
OK, wracając do tej „broni”, to określenie raczej na wyrost. Niby rekrut jest towarem jednorazowym, ale ten szmelc to już przegięcie. Tępe, zardzewiałe ostrza, sparciałe drzewce włóczni, o zbroi albo tarczy można tylko pomarzyć. A wszystko to zwalone na hałdę jak złom pod starą wiatą. Każdy może zabrać jedną broń, niby nic, ale do spełnienia warunku zostania częścią tego świata wystarczy.
Świat się zmieni,ł a z nim wszystkie zasady. Bierzesz broń od „tubylców” albo z łupów z bestii, stajesz się częścią tego świata, jak to działa pojęcia nie mam i w sumie mało mnie to obchodzi.

Minęliśmy posterunek obsadzony weteranami, którzy nawet na nas nie spojrzeli, i ruszyliśmy w głąb ruin. „Mury gnolli”, loch rangi „F”, najłatwiejszy z dostępnych, jeden z tych, które pojawiły się dziesięć lat temu. Strażnicy nawet nie zwrócili na nas uwagi, ich wzrok skupiał się na tym, co mogło wybiec przejściem. Wyposażeni w broń i zbroje nieporównywalnie lepsze niż nasze pilnowali, aby nic nie dało rady wydostać się z ruin wyglądających jak relikt przeszłości.
Mech porósł popękane mury, czterometrowe ściany wznoszące się w górę wyglądały, jakby stały tu od zawsze, aż trudno uwierzyć, że pojawiły się zaledwie kilka lat temu. Początek przygody jak z książki lub gry, marzenie, które szybko miało się obrócić dla niektórych z nas w koszmar. Wszyscy wiedzieliśmy, na co się piszemy, gdy wybieraliśmy pierwszą broń, stając się tym samym częścią tego świata, wiedzieliśmy, co możemy stracić, ale też co staje się dla nas możliwe...

Pierwszy gnol, szybsze bicie serca... i zero akcji, no, przynajmniej dla mnie. Dresy uzbrojone w pałki dopadły hienopodobnego stwora uzbrojonego tylko w małe włochate łapy. Kudłate metr pięćdziesiąt wzrostu na na dwóch łapach kontra stado miejskich goryli z maczugami.
Gdy patrzyłem, co robią z nim pałki dresów, zrobiło mi się go prawie żal, siedmiu karków rozgniotło go na krwawa kupę futra, jak na mój gust trochę ich poniosło.
Cherlawy z czerwoną pręgą na twarzy nawet nie zdążył dobiec do stwora. Kolejne kilkadziesiąt metrów i korytarz zaczął się rozszerzać, pięć metrów od ściany do ściany, co kawałek trzeba było wymijać wyłamane mury, spróchniałą beczkę albo złamany wpół kamienny filar. Jeden z nerdów odwiesił łuk na ramię i uruchomił wyjętą z plecaka kamerę. Pewnie grupka naszych blaszaków ma zamiar zostać bohaterami internetu. Broń na ramię w ruinach tylko dlatego, że na razie łatwo poszło, nie to, żebym źle im życzył, ale długo raczej nie pożyją z takim nastawieniem.

Kolejny gnoll, chłystek z grupki dresów wybiegł do przodu, jak nic chcąc się odbić po wpadce z blondi. Nawet bardzo nie zaryzykował, bo zwykła psia morda nie da rady dorosłemu człowiekowi.
No, trzeba przyznać, ma zapał chłopak, puścił się biegiem do oddalonego o jakieś trzydzieści metrów stwora, zostało mu coś około dziesięciu, ale upadł na plecy i już się nie podniósł.
Powód był prosty: zza ułamanego filara wyszedł kolejny gnoll, tym razem uzbrojony w kuszę, którą właśnie naciągał. Za nim wybiegły trzy kolejne nieuzbrojone stwory, wszystkie o brunatnej sierści, poszczekując w sposób, który dziwnie przypominał śmiech. Cóż, widocznie z chłopaka ktoś musiał się śmiać do samego końca. Ta ostatnia myśl przyszła mi już w locie, bo wykonałem taktyczny odwrót z kucnięciem za kawałkiem muru leżącego na ziemi.
Reszta wzięła mój przykład i pochowała tyłki za czym się tylko dało. Gnoll zdążył już przeładować i nikomu nie spieszyło się, żeby dołączyć do martwego blokersa.
– Oddział za mną. – Na komendę nerda w blaszanym hełmie uzbrojonego w miecz z wioski i kupioną zapewne na Allegro tarczę oddział blaszaków ruszył do przodu. To już był dla mnie szok, myślałem, że gdy zobaczą pierwszego trupa, wezmą dupy w troki i uciekną, a tu taka niespodzianka. Pełne natarcie pod komendą zakutego łba. Pewny siebie wódz wzniósł tarczę i zablokował wystrzelony przez stwora bełt. No, może zablokował to spora przesada, bo właśnie nerdziki przekonały się na własnej skórze, że ludzkie uzbrojenie nie zadziała.
Bełt z odległości czterdziestu metrów przeszedł przez tarczę nieustraszonego lidera i przybił jego rękę do piersi. W serce nie trafi,ł dlatego usłyszeliśmy malowniczy krzyk. Jak szybko wyszli zza kamieni, tak szybko za nie wrócili, tym razem targając swojego przywódce na plecach. Trzeba przyznać, bystrzy nie są, ale swoich nie zostawiają, plus kamerzysta złapał całe chwalebne natarcie na taśmie.
– Reżyser-amator odkładaj kamerę, i łap za łuk. Pora wziąć się do roboty, nie możemy wiecznie siedzieć za kamieniami, bo nas wystrzela – awołałem. Jak na potwierdzenie bełtem dostał w ramię kolejny dres, à propos stara spróchniała deska nie zatrzyma bełtu.
– Chyba cię posrało ja się nawet nie wychylam. – No ta, jeszcze będzie gnój pyskował.
– Albo to, albo zlezie się tego więcej i wszyscy mamy przejebane. – Krzycząc to, przepełzłem za kamienny blok obok czterech dresów przyczajonych najbliżej gnolli.
– Ziomek, zbierzesz kumpli i biegniecie za mną, wy bierzecie przydupasów, ja kusznika, jasne? –
– Spoko – odpowiedział ten najmniej przypominający małpę, ewidentnie przywódca blokowego stada.
Wow, poszło z nimi łatwiej niż myślałem.
– Nerdzie, wystrzel do futrzaków, a potem się ukryj.
– Nie jestem nerdem, po za tym nie mam jak celować, nie trafię. – Od krzyknął.
– Nie musisz trafić, pi razy drzwi w ich stronę, tylko ładuj.
– WAL! – Szok, wstał i wystrzelił, a futrzasty snajper odpowiedział ogniem, co dalej się działo nie patrzyłem, musiałem zrobić te czterdzieści metrów, zanim gnój przeładuje albo zastałbym szaszłykiem.
Na szczęście gnolle do bystrych nie należą i czekały, aż dobiegnę z obstawą o parę kroków za mną.
Ze złomu w wiosce wybrałem krótki miecz, na szczęście mały bydlak nie miał hełmu i ostrze wbiło się w jego włochaty cymbał. Kuszę zdążył załadować, na szczęście nie wycelował i bełt przeleciał parę centymetrów od mojego ramienia. Dopiero teraz zorientowałem się, że serce bije mi jak szalone a ręce trzęsą się jak w delirium. Po prostu usiadłem na tyłku i patrzyłem, jak drechy kończą robotę.
Po śmierci kusznika kudłacze były w szoku i nawet nie stawiał oporu, kiedy karki tłukły je pałami.
– Hahhaha – Śmiałem się jak wariat, więc nie dziwne, że nawet mój pseudo oddział przestał tłuc zapalczywie swoje martwe już cele i patrzył na mnie, tracąc ten swój bojowy błysk berserka w oczach.
Nie ma nic lepszego niż walka w lochu, teraz jestem tego pewien. Życie w normalnym świecie nie ma sensu, jest bezcelowe i jałowe. Odcięcie się od starego życia było moim najlepszym pomysłem.
Adrenalina, emocje, walka, potęga, zapłać cenę, a loch da ci wszystko...

– Niezła akcja, tylko nie myśl, że teraz rządzisz. – No tak, kark alfa musi zaznaczyć pozycję.
– Spoko wodza, pierwsze rozwidlenie i spadam, jestem solistą.
– No to długo nie pożyjesz, solisto – powiedziała brunetka z włócznią. Nawet nie zorientowałem się, kiedy podeszła razem z kilkoma nerdami, dziewczyną od bicza i jednym z dresów.
Reszta została opatrzyć lidera blaszaków i idiotę zza beczki.
Nerd z łukiem skakał z kamerą wkoło jak opętany. Widocznie nie był zbyt przejęty stanem kolegi.
– Chcesz przyłączyć się do naszej gildii? Nazywamy się Zakon.
– Eeee nie, dzięki.– Chyba by mi się musiały gwinty pozrywać, ale będę dla odmiany miły i mu tego nie powiem.
– Zastanów się, skołujemy ci zbroję i tarczę.– No, łatwo się nie poddawał, trzeba przyznać.
– Tja, i jak te wasze tarcze działają właśnie widzieliśmy. – Na to już więcej nie odpowiedział i odszedł do grupki, która została z tyłu, pomóc opatrywać rannych.
– Jak dzielimy? – Karak szybko oprzytomniał po akcji i ustalił priorytety.
– Biorę kuszę, wy macie kołczan z bełtami i pałkę waszego kumpla. – Niby się trochę skrzywił, mimo to skinął głową na znak zgody. Normalnych ludzi może dziwić brak empatii w takim podejściu, ale my nie jesteśmy normalni, a to nie jest cywilizowany świat. Nie ma tu czasu na opłakiwanie zmarłych, grzebać ich też nie będziemy, po prostu nie ma sensu, po dwudziestu-czterech godzinach ciała same się rozpłyną, nieważne, czy potwór, czy człowiek, teraz jesteśmy częścią tego świata i zasady obowiązują nas wszystkich.
– Musimy zająć się przywódcą, więc nie możemy już was osłaniać. -Oznajmił jeden z nerdów, zachowując pełną powagę. Ostatni gwóźdź do trumny, nie wiem, gdzie się tacy ludzie rodzą, ale trzeba to wytępić zanim się rozmnoży.

Ok, zostało nas dziesięć: osób dziewczyny, klocki spod bloku, w tym jeden ranny w ramię, i ja, dwudziestotrzyletni niedoszły student bliżej nieznanego kierunku. Plus po mojej szarży reszta ma mnie raczej za barana, odważnego, ale jednak barana.
Lochy to nie miejsce dla bohaterów, tu wchodzisz walczyć o przetrwanie, zebrać surowce na nowe bronie, złom ze stworów, a przede wszystkim stać się silniejszym. Siła po tym, jak staliśmy się częścią świata bestii staje się pojęciem względnym. Parę lat temu było głośno o tym, jakie są skutki dłuższych polowań. Mała Chinka, może z piętnaście lat, na antenie kablówki dosłownie rwała metalowe płyty gołymi rękoma. Wiadomo, potwory takie jak ona nie polują w nędznych loszkach klasy „F”, poza tym nie ma ich tak wiele, większość z nas staje się tylko trochę silniejsza czy szybsza od zwykłego człowieka (pod warunkiem, że pożyje na tyle długo). Do końca nie wiadomo, jak to działa, walczymy, zabijamy, rozwijamy się jedni szybciej, drudzy wolniej. Zwiększona siła, szybkość, wyostrzone zmysły. Różni ludzie, różne zdolności czasami ktoś rozwija coś ciekawszego, ale jednak nawet to może nie wystarczyć...

Nasz, wesoła gromadka znowu w drodze i znowu w trybie niemym, w sumie nie ma się czemu dziwić, każde z nas jest święcie przekonane, że cała reszta i tak zginie, więc po co zawracać sobie głowę rozmową.
Rozwidlenie korytarza, dotąd sięga nasza znajomość tego lochu, weterani za darmo mapami się nie podzielą, a filmiki na YouTube pokazują same walki w pojedynczych korytarzach lub drogę tylko do tego na jakichś pojedynczych odcinakach.
– Idziemy prosto. – Prosta komenda od prostego człowieka, fani trzech pasków wybrali, bramkę numer dwa.
– Ja i siostra idziemy w lewo, na pewno nie chcesz z nami iść, „solisto”?– Tak jak myślałem, ta od włóczni jest bardziej rozmowna, ale i tak nie mam zamiaru ryzykować, że wypalę coś i dostanę biczem po pysku. Często szybciej mówię niż myślę więc mogłoby się to źle skończyć.
-Nie, dzięki, ale doceniam gest.– Jestem na fali jakieś sześćset metrów drogi, a ja jeszcze nikogo nie obraziłem.

Krótki szczerbaty miecz w ręce i kusza bez bełtów na plecach, i nowy iphone z apką Dungeon Mapper v2.3, pora zarobić na obiad.
Łapczywy nie jestem, nie będzie wielkiej wyprawy ze skrzynią wypełniona skarbami na końcu.
Ze dwie sztuki jakiejś broni i zawijam dupę w troki, szkoda by było zginąć w pierwszy dzień nowego życia z chciwości. Nie to, żebym się nie przygotował na walkę, rok biegania i treningów mniej lub bardziej przydatnych, ale tu w lochu w sumie nic to nie znaczy. Jedna pułapka, jeden stwór, ba, zazdrosny konkurent i leżę martwy. Tu uczysz się żyć na nowo, rozwijasz, zmieniasz i albo się dostosujesz, albo kończysz w dresie w trzy paski z bełtem do ozdoby.

Widoki jak poprzednio, stare beczki, skrzynki, loch zmienia się, co jakiś czas dochodzą elementy, tu jakiś filar, tam kilka kamieni. Plus nie można zapomnieć, że co roku cały loch przemienia się i trzeba mapy rysować od nowa, upierdliwe jak nie wiem, ale co poradzić. Ok, wiem, że nie mam co grać eksperta, w lochu jestem kwadrans, a to, co wiem może znaleźć dziecko w internecie, dodatkowo poszedłem sam zamiast dołączyć do kogoś i nie martwić się o własne plecy podczas walki.
Chwała torrentom i lewym mapom lochu, bez nich albo słono płacisz za oryginał, albo gubisz się w pokręconych korytarzach. A tak masz prawie godny zaufania elektroniczny przewodnik.
Ba, na tym nie koniec, bestiariusz i looter, dwie aplikacje, bez których żaden szanujący się pseudo poszukiwacz przygód do lochu nie wejdzie. Bestiariusz jest nawet droższy niż same mapy (o ile nie pobierzesz go z neta na lewo). Pokazuje zdjęcia i opisy potworów z lochu, słabe punkty, zachowania i masę innych dupereli.
Looter łączy się z siecią i na bieżąco sprawdza, co ile kosztuje i co warto przytargać z polowania, ma też opcje zakładania aukcji i kupowania przez neta (kurde, to chyba jedyna darmowa i legalna aplikacja na moim telefonie).

Pominę tu opis tego, jak szwendałem się po pustych korytarzach zapatrzony w ekran fona i przejdę do konkretów. Korytarze blisko wejścia koło południa są prawie puste, powód, zorganizowane grupy tępią stosunkowo słabe gnolle od samego rana.
Dlatego mi zostało polowanie na niedobitki które zdążyły się odrodzić.

No i wreszcie coś nowego, oglądać, jak powstaje potwór na rozpikselowanym filmiku z komórki a widzieć na żywo, jak chmura czarnego dymu skręca się i formuje to dwie rożne rzeczy.
Następny kudłacz powstał na moich oczach zupełnie z niczego i tu bonus, buzdygan w łapie.
Aha, ja tu się zachwycam, a mała warcząca bestia zaraz roztrzaska mi łeb, jeśli nie wrócę do rzeczywistości, warknięcie i już biegnie, może i wygląda pokracznie na krzywych nogach, ale bydlę potrafi skoczyć nawet przyzwoity kawałek. Jednego dałem już radę zabić, ten też nie powinien stanowić problemu. Wybiegam mu naprzeciw, epicki zamach mieczem znad głowy...
Lipa, cham miał czelność odskoczyć w bok, mało tego, skoczył na mnie i zacisnął zęby na lewym przedramieniu. Boli jak cholera, więc dźgam na oślep raz, drugi, trzeci, wreszcie szczęki puszczają, a napastnik wiotczeje, moje niezwykłe zdolności(fuks jak byk) sprawiły, że trafiłem wsióra w gardło.
Niezbyt popisowa pierwsza walka, mimo to ważny jest efekt. Ręka nie wygląda tak źle, dwa opatrunki z gazy i trochę bandaża i jestem jak nowy, no i mam żelazny buzdygan, a to już coś.
-Hau hau.– Proszę, niech to będzie stado pekińczyków...
Zza rogu na końcu korytarza wypadł gnoll, z tego, co zdążyłem zobaczyć bez broni, więc trudno nie będzie, to wcale nie dużo groźniejsze niż te moje wymarzone pekińczyki. Zdążyłem pomyśleć i od razu pożałowałem, za tym pierwszym wypadło jeszcze z sześć.
Pewnie wyczuły krew i postanowiły, że ludzina nie jest taka zła.
Nic, nie ma co strugać chojraka, pora na taktyczny odwrót w trybie przyśpieszonym, co wyglądało tak, że zasuwałem jak mały motorek bez oglądania się za siebie. Mniejszych kamieni i filarów nawet nie mijałem, tylko pokonywałem susami, co proste nie było, biorąc pod uwagę, że trzymałem iphona w dłoni, dłuższa chwila biegu, już widać wyjście w zwężonym korytarzu, ale równocześnie słychać uderzenia łap i powarkiwania głodnej watahy.
– Padnij! – Dwa razy mi powtarzać nie trzeba było, kiedy widziałem łuczników celujący, we mnie z łuków.
Padłem plackiem na ziemię, aż straciłem oddech i przeszorowałem jeszcze brzuchem po kamieniach.
Nad głową usłyszałem świst strzał, a po nim zwierzęce skamlenia, okazuje się, że gnolle aż tak głupie nie są i po tam, jak dwa pierwsze padły bez życia reszta zwiała w głąb korytarza.
Przeturlałem się na bok, sapiąc jak po maratonie, przebiegłem prawie kilometr i to chyba w czasie olimpijskim. Adrenaliny, psiamać, mi się zachciało, mało gier na kompie i filmów, trzeba samemu pozwiedzać lochy i na co mi to, bandaż na ręce prawie przesiąkł, krwią i jestem cały poobdzierany.
Dodatkowo kiedy widzę minę nadchodzącego strażnika czuję, że to nie koniec kłopotów, tym razem przynajmniej mnie nie oleje jak przy wejściu.
-Zdebilałeś, ciągniesz tu watahę gnolli, jakbyśmy nie mieli do roboty nic tylko ratować twój żałosny tyłek. Wstawaj i zasuwaj do wioski, niech ci ktoś rękę opatrzy.
Żadnej pochwały, że udało mi się przeżyć, ale też nie dostałem po pysku za narażanie ludzi przy wyjściu, więc wszystko na plus.
– Dzięki za pomoc. – powiedziałem do strażnika wyciągającego strzały z ciał moich niedoszłych oprawców i ruszyłem do wyjścia.
-Nie załamuj się, młody, gorsze ścierwa tu czasem podbiegają. Opchnij broń „tubylcom” i kup nowy miecz, z tym gówienkiem długo nie pociągniesz.– Drugi z moich wybawców, no oko trzydziestoletni łucznik w skórzanej zbroi, był o wiele bardziej pozytywnie nastawiony. Kto wie, może nie każdy chce ci tu wbić nóż w plecy.
Na szczęście nie zgubiłem w biegu trzymanych w jednej ręce łupów, za to rozbiłem wyświetlacz w telefonie pewnie przy moim artystycznym telemarku przy wyjściu.

Całe ruiny zajmują kwadrat o boku kilku kilometrów otoczony wioską zamieszkałą przez tubylców oraz cała masę poszukiwaczy przygód. Dosłownie jeden wielki cyrk: wojownicy, strażnicy, kucharze, rzemieślnicy, całe gildie pogromców i łowców. Nie zapominajmy o oddziałach Zawodowej Armii Polskiej zarządzającej całym tym majdanem.
Razem osiem dużych wejść do ruin, a przy każdym posterunek obsadzony wojownikami pilnującymi, żeby nic nie wydostało się do wioski, a tym bardziej do cywilizowanego świata.
Po dziesięciu latach zmagań każdy z lochów został otoczony takim ochronnym kordonem.
Tylko bestia może zranić bestię, to jedna z nowych uniwersalnych zasad naszego świata i zanim ludzkość ją pojęła musiała zapłacić krwawa cenę.
Hit wiadomości dziesięć lat temu, pojawienie się lochów było początkiem. Po kilku dniach uformowały się zaczątki „wiosek”, pojawili się tubylcy, a w ślad za nimi kroczyły bestie. Większość potworów z lochów rangi „F” jest słabsza lub co najwyżej dorównuje dorosłemu człowiekowi pod względem fizycznym. Miały one jednak kluczową przewagę, broń palna, noże, ładunki wybuchowe, sztuki walki, dosłownie nic nie było w stanie ich zranić, do czasu gdy tubylcy dali nam pierwsze bronie, które dały podwaliny systemowi „wiosek”.
„Wioska” broni region, przed bestiami, a region daje wiosce wszystko, czego oni zażądają.
Bestiale, takie miano nadały media ludzkim mieszkańcom wiosek, co w sumie jest nawet trafne, gdy człowiek widzi, co łowca z lochów jest w stanie dokonać kiedy już dłuższy czas poluje.
Tubylcy to taki odpowiednik NPC z gier. Niby da się ich zabić, ale po co. Produkują bronie i inne przydatne rzeczy, czasami udzielają jakichś informacji. Wiadomo, pierwsi z nich mieli trochę nieprzyjemności w postaci tortur i przesłuchań. Tylko jak inaczej miałaby zareagować ludzkość w chwili, kiedy stali się oni potencjalnym źródłem informacji. Niestety o pochodzeniu i celu powstania lochów wiedzą oni tyle, co my. Możliwe, że mają nawet bardziej przekichane, żyjąc bez wiedzy o tym, jak znaleźli się w naszym świecie i kim tak naprawdę są.

OK, trzeba by zmienić te bandaże i przeczyścić ranę, nie wiadomo, co to bydle miało w pysku, zanim mnie ugryzło. Ci, którzy przeszli do warstwy bestii, stają się odporniejsi i szybciej się regenerują, ale to przychodzi z czasem i po mojej półgodzinnej (prawie) wyprawie jestem tak samo bliski stania się potężną maszyną do zabijania jak byłem wczoraj.
Jednak na szczęście wejście do warstwy bestii oferuje pakiet pseudo medyczny w postaci księży, rabinów, popów, kapłanów shinto i całej masy innego takiego tałatajstwa. Świątynie wysypują się w wioskach jak grzyby po deszczu, dlatego każdy z nasz może otrzymać pomoc w takim przybytku za darmo. Niestety jak wszystko, co darmowe nie jest ona na najwyższym poziomie, delikatnie mówiąc drobne szwy i bandaż to szczyt finezji u tych rzeźników, plus w pakiecie dostajesz pierdyliard ulotek o wierze i dołączeniu do radosnej rodzinki.
Moja wiara jest w najlepszym wypadku zachwiana, ale spora większość bestiali odwiedza domy Boże przed każdym polowaniem, prosząc o błogosławieństwo.
Mi wystarczy fakt, że mogą mnie połatać. Mały drewniany kościółek, bingo, tego szukałem.
– Puk puk. – Kilka stuknięć w drzwi zakrystii i otwiera mi kościelny.
– Ojciec wyszedł, wróć później. – powiedział i zamknął mi drzwi przed nosem, to by było na tyle, jeśli chodzi o dobroć serca w domu Bożym.
– Puk puk puk – Tym razem otwiera już wyraźnie rozdrażniony.
– Przecież mówiłem...
– Ta, ta, księdza nie ma w domu, co nie sprawia, że mniej krwawię. – Przerwałem mu, podnosząc ramię z przesiąkniętym już bandażem.
– Dobra, właź, byle szybko. – Odburknął, obracając się na pięcie.
Wszedłem za nim do małego pomieszczenia. Drewniane biurko, trzy krzesła, regał na książk,i na ścianie krzyż i obrazy jakichś świętych.
Kościelny podszedł do regału i wyciągnął słoik z jakąś zielona papką, butelkę z przeźroczystym płynem i trochę bandaży.
– Siadaj – warknął, pokazując na jedno z krzeseł, muszę przyznać, że zmartwił mnie fakt obecności na biurku otwartego wina. Mam nadzieję, że to dopiero pierwsze.
Rozwinął mój opatrunek, wylał trochę cieczy z butelki na ranę. Cholerstwo zapiekło tak, że mało nie krzyknąłem.
-Nie jęcz, i tak szkoda na ciebie dobrego spirytu – powiedział po czym zdrowo pociągnął z gwinta.
Co prawda zaraz wszystko wypluł, krztusząc się i klnąc pod nosem.
Odstawił butlę na biurko, jakby go poparzyła. Złapał trochę szlamu ze słoiczka i nałożył na ugryzienie, całość krzywo obandażował i pożegnał mnie krótkim: -A teraz spieprzaj. – Gdy siadał za biurkiem, wyglądał, jakby zmęczył się życiem, chociaż pewnie jest w moim wieku z dwadzieścia parę lat.
– Stało się coś? Wyglądasz jakbyś miał zejść z tego świata. – Uprzejmość nie zawadzi, zagadać można, nie wiadomo, kiedy będzie mnie znowu składam do kupy.
– Awansowałem – powiedział, po czym wlał w siebie resztę wina z butelki.
No cóż, każdy cieszy się na swój sposób, pomyślałem, wychodząc z zakrystii.

Najstarsza z „wiosek” w Polsce powstała osiem lat temu, asfaltowe ulice, domy, linia autobusów, przez prawie dekadę całość rozrosła się do rozmiarów sporego miasta.
Tubylcy, bestiale i zwykli ludzie żyją tu we względnej harmonii pod opieką gildii oraz armii, aż ciężko uwierzyć, że klika metrów stąd można zginąć z ręki gnolli.
w murach są tak częste, że rzadko kiedy cokolwiek jest w stanie dotrzeć aż do wejścia, a nawet wtedy ginie na miejscu z ręki strażników.
Tubylcy tworzą broń, zbroje oraz eliksiry, krótko mówiąc, wszystko to czego my nie potrafimy.
Skąd się tu trafili nie wiemy ani my ani oni, ale jedno jest pewne: bez nich raczej długo byśmy nie przetrwali.
Gdy człowiek spojrzy na ten cały sajgon z dystansu, to łatwo dostrzec, że wygląda to jak jakaś chora gra.
Potwory, artefakty, NPC w wiosce i lochy z bossami, D&D jak w mordę strzelił.
Mnie to w sumie nie przeszkadza, bo tego właśnie szukałem...
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(02-02-2015, 17:11)DiValldi napisał(a): (spacja)Słuchać (przecinek) bo drugi raz nie powtórzę. Nie wiem (przecinek)co zaroiło się w waszych pustych łbach, że tutaj przyleźliście. Nie znajdziecie tu bogactwa, potęgi ani chwały. Dziewięciu z dziesięciu z was zginie w pierwszym miesiącu (przecinek)a połowa pewnie już w tym tygodniu.
(To w poprzednim zdaniu, po co od nowej linijki?)Ale co ja tam będę wam gadał(przecinek) to już wiecie.
Jeszcze raz wyjaśnię (przecinek)a potem spieprzajcie mi sprzed oczu(przecinek) bo i tak tylko tu czas tracę.
(To też do poprzedniego zdania) Jesteście gnidami, na żadnym z wejść was nie chcieli (przecinek)więc wylądowaliście tu(przecinek) na „Bramie Wyrzutków”
to by było na tyle(przecinek) życzę wszystkim szybkiej śmierci i na więcej raczej nie liczcie. (A co to jest? Kontynuacja poprzedniego zdania? Zatem dlaczego nie jest połączona z resztą?)(zbędny myślnik)

Dupek(przecinek) ale na co można było liczyć w tej sytuacji. Na normalnym wejściu po przejściu testów przyjęła by(przyjęłaby) nas jedna z gildii, wytrenowała i pomogła w pierwszych polowaniach, mielibyśmy swój oddział
i pożądane uzbrojenie. (Kto to mówi? Narrator? Jakiś bohater? Bo nie wiadomo)


Na oko zbieranina z (zbędne) dwudziestu osób jak spod wsiowej imprezy, kilku karków(za dużo spacji) spod bloku uzbrojonych w pałki nabijanie kolcami, młoda dziewczyna w stroju do biegania z biczem w ręku
(To też do poprzedniego zdania) i kolejna podobnie ubrana z włócznią no i wisienka na torcie (Tu przydałby się dwukropek) z dziesięciu nerdów z różnym uzbrojeniem(przecinek) w skleconych przez siebie zbrojach z blachy.

Dziesięć lat od powstania pierwszych lochów, tysiące żyć straconych w walce(przecinek) a jednak są jeszcze kretyni(przecinek) którzy myślą, że kawałek blachy zamocowany na kurtce ochroni ich od broni czy szponów.
(spacja)Niunia choć z nami.(spacja)– Najbardziej cherlawy z dresów zawołał do blondynki z biczem.
(spacja)Obronie(ę) cię(przecinek) jak zrobisz mi lo...(spacja)– Propozycje(ę) przerwał trzask bicza i krzyk bólu niedoszłego obrońcy.

(akapit)Kumple zamiast mu pomóc wybuchli(wybuchnęli – chyba że byli bombami) śmiechem i patrzyli (przecinek) jak ten skamle z bólu na ziemi.

(akapit)Na tym skończyły się rozmowy. Dresy zebrały z ziemi ziomka i ruszyły przodem, za nimi oddział nerdów (przecinek) a na końcu ja z dziewczynami. Nie to (przecinek) żebym bał się wbiec na przodzie(na przedzie) do ruin, ale nie jestem samobójcą(przecinek) tacy jak ja powinni za pierwszym razem trzymać się na uboczu. Biorąc pod uwagę reakcję blondi na ostatnią zaczepkę oraz to(przecinek) że druga z dziewczyn niesie włócznię(przecinek) raczej nie wyrywałem się do rozmowy.

OK (przecinek) wracając do tej „broni”(przecinek) to określenie raczej na wyrost. Niby rekrut to towar jednorazowy (przecinek) ale ten szmelc to już przegięcie. Tępe, zardzewiałe ostrza, sparciałe drzewce włóczni(przecinek) o zbroi albo tarczy można tylko pomarzyć. A wszystko to zwalone na hałdę jak złom pod starą wiatą. Każdy może zabrać jedną broń, niby nic(przecinek) ale do spełnienia warunku zostania częścią tego świata wystarczy.
(akapit)Świat się zmienił (przecinek) a z nim wszystkie zasady. Bierzesz broń od „tubylców” albo z łupów z bestii, stajesz się częścią tego świata, jak to działa pojęcia nie mam i w sumie mało mnie to obchodzi.

Minęliśmy posterunek obsadzony weteranami(przecinek) którzy nawet na nas nie spojrzeli, i ruszyliśmy w głąb ruin. „Mury gnolli”(przecinek, myślnik albo dwukropek) loch rangi „F”(przecinek) najłatwiejszy z dostępnych(przecinek) jeden z tych(przecinek) które pojawiły się dziesięć lat temu. Strażnicy nawet nie zwrócili na nas uwagi, ich wzrok skupiał się na tym (przecinek) co może(mogło – zachowuje się ten sam czas narracji) wybiec przejściem.

Uzbrojeni w broń("Uzbrojeni w broń" to takie "masło maślane". Żeby pogodzić zbroje i broń zmieniłabym to na "wyposażeni") i zbroje nieporównywalnie lepsze niż nasze pilnowali(przecinek) aby nic nie dało rady wydostać się z ruin wyglądających jak relikt przeszłości(zbędna spacja) .

(akapit)Mech porósł popękane mury, czterometrowe ściany wznoszące się w górę wyglądają(wyglądały – znowu zmieniłeś czas narracji)(przecinek) jakby stały tu od zawsze, aż trudno uwierzyć, że pojawiły się zaledwie kilka lat temu. Początek przygody jak z książki lub gry, marzenie (przecinek) które szybko obróci się(miało się obrócić) dla niektórych z nas w koszmar. Wszyscy wiedzieliśmy(przecinek) na co się piszemy(przecinek) gdy wybieraliśmy pierwszą broń, stając się tym samym częścią tego świata, wiedzieliśmy(przecinek) co możemy stracić(przecinek) ale też co staje się dla nas możliwe...

Pierwszy gnol, szybsze bicie serca... i zero akcji, no (przecinek) przynajmniej dla mnie. Dresy uzbrojone w pałki dopadły hieno podobnego(hienopodobnego) stwora uzbrojonego tylko w małe włochate łapy.

(akapit)Jak(Gdy/Kiedy) patrzyłem(przecinek) co robią z nim pałki dresów(przecinek) zrobiło mi się go prawie żal, siedmiu karów(karków) rozgniotło go na krwawa kupę futra, jak na mój gust trochę ich poniosło.

(akapit)
Cherlawy z czerwoną pręgą na twarzy nawet nie zdążył dobiec do stwora. Kolejne kilkadziesiąt metrów i korytarz zaczyna(zaczął) się rozszerzać, pięć metrów od ściany do ściany, co kawałek trzeba (trzeba było) wymijać wyłamane mury, spróchniałą beczkę albo złamany w pół(wpół) kamienny filar.

Broń na ramię w ruinach tylko dlatego, że na razie łatwo poszło,
(Do poprzedniego zdania) nie to (przecinek) że bym(żebym) źle im życzył (przecinek) ale długo raczej nie pożyją z takim nastawieniem.

Kolejny gnoll, chłystek z grupki dresów wybiega do przodu, jak nic chce się odbić po wpadce z blondi. Nawet bardzo nie ryzykuje, bo zwykła psia morda nie da rady dorosłemu człowiekowi. (Ponownie zmiana czasu narracji.)

No (przecinek) trzeba mu(zbędne) przyznać (przecinek) ma zapał chłopak(przecinek) puścił się biegiem do oddalonego o jakieś 30(słownie) metrów stwora, zostało mu coś około dziesięciu(przecinek) ale upadł na plecy i już się nie podniósł.

(akapit)Powód (był) prosty(dwukropek) zza ułamanego filara wyszedł kolejny gnoll, tym razem uzbrojony w kuszę (przecinek) którą właśnie naciąga(naciągał). Za nim wybiegły trzy kolejne nieuzbrojone stwory(przecinek) wszystkie o brunatnej sierści (przecinek) poszczekując w sposób(przecinek) który dziwnie przypomina(przypominał) śmiech. Cóż(przecinek) widocznie z chłopaka ktoś musiał się śmiać do samego końca. Ta ostatnia myśl przyszła mi już w locie(przecinek) bo wykonałem taktyczny odwrót z kucnięciem za kawałkiem muru leżącego na ziemi.

(spacja)Odział(Oddział) za mną(kropka i spacja)– Na komendę nerda w blaszanym hełmie uzbrojonego w miecz z wioski i kupioną zapewne na allegro(Allegro – to nazwa własna, o ile się nie mylę :P) tarczę,(zbędny przecinek) oddział blaszaków ruszył do przodu.

To już był dla mnie szok (przecinek) myślałem, że jak(gdy/kiedy) zobaczą pierwszego trupa (przecinek) to (zbędne, a akurat tutaj wg mnie dość brzydko brzmi) wezmą dupy w troki i uciekną(przecinek) a tu taka niespodzianka.

Pełne natarcie pod wodzą zakutego łba. Pewny siebie wódz wzniósł tarczę i zablokował wystrzelony przez stwora bełt. No (przecinek) może zablokował to mała przesada(Mała? A nie duża, wnioskując z kontekstu i wcześniejszych uwag odnośnie uzbrojenia tychże panów), bo właśnie nerdziki przekonały się na własnej skórze, że ludzkie uzbrojenie nie zadziała.

(akapit)
Bełt z odległości czterdziestu metrów przeszedł przez tarczę nieustraszonego lidera i przybił jego rękę do piersi. W serce nie trafił (przecinek) dlatego usłyszeliśmy malowniczy krzyk("Malowniczy" to określenie raczej średnio pasujące do krzyku). Jak szybko wyszli zza kamieni (przecinek) tak szybko za nie wrócili (przecinek) tym razem targając swojego przywódce na plecach. Trzeba im(zbędne) przyznać(przecinek) bystrzy nie są(przecinek) ale swoich nie zostawiają(przecinek) plus łucznik/kamerzysta(Ten zwrot wybitnie mi się nie podoba) złapał całe chwalebne natarcie na taśmie.

(spacja)Reżyser(Połączyłabym te dwa wyrazy dywizem) amator(przecinek) odkładaj kamerę i łap za łuk. Pora wziąć się do roboty(przecinek) nie możemy wiecznie siedzieć za kamieniami (przecinek) bo nas wystrzela.(bez kropki)(spacja)– Z(z)awołałem. Jak na potwierdzenie bełtem dostał w ramie(ę) kolejny dres, a pro po (A co to? Jakiś kuzyn "à propos"?) stara spróchniała deska nie zatrzyma bełtu.

(spacja)Chyba cie(ę) posrało à proposja się nawet nie wychylam.(spacja)– No ta(przecinek) jeszcze będzie gnój pyskował.

(spacja)Albo to (przecinek)albo zlezie się tego więcej i wszyscy mamy przejebane.(spacja) (Za dużo spacji) Krzycząc to (przecinek)przepełzłem za kamienny blok obok czterech dresów przyczajonych najbliżej gnolli.

(spacja)Ziomek(przecinek) zbierzesz kumpli i biegniecie za mną (przecinek)wy bierzecie przydupasów(przecinek) ja kusznika(przecinek) jasne?–(zbędny myślnik)
(spacja)Spoko(spacja)– O(o)dpowiedział ten najmniej przypominający małpę, ewidentnie przywódca blokowego stada.

Wow (przecinek)poszło z nimi łatwiej niż myślałem.

(spacja)Nerdzie(przecinek) wystrzel do futrzaków (przecinek)a potem się ukryj.–(zbędny myślnik)
(spacja)Nie jestem nerdem, po za tym nie mam jak celować(przecinek) nie trafię.(spacja)– Od krzyczał(odkrzyknął i kropka)

(spacja)Nie musisz trafić, pi razy drzwi w ich stronę (przecinek)tylko ładuj.– (zbędny myślnik)

-WAL!(spacja)Szok wstał (O, emocja, która dostała nóżek, wstała i strzeliła. ^^ Przecinek robi wielką różnicę, jak widać) i wystrzelił (przecinek)a futrzarzy(A nie "futrzasty"? Bo "futrzarz" to, o ile się nie mylę, kuśnierz) snajper odpowiedział ogniem, co dalej się działo nie patrzyłem(przecinek) musiałem zrobić te 40(słownie) metrów(przecinek) zanim gnój przeładuje albo jestem (Kilka słów wcześniej masz "musiałem", czyli czas przeszły, a tutaj już teraźniejszy) szaszłyk.

(akapit)Na szczęście gnolle do bystrych nie należą i czekały (przecinek)aż dobiegnę z obstawą o parę kroków za mną.

Kusze(ę) zdążył załadować, na szczęście nie wycelował i bełt przeleciał parę centymetrów od mojego ramienia. Dopiero teraz zorientowałem się(przecinek)ze(że) serce bije mi jak szalone a ręce trzęsą się jak w delirium. Po prostu usiadłem na tyłku i patrzyłem(przecinek) jak drechy kończą robotę.

(akapit)
Po śmierci kusznika kudłacze były w szoku i nawet nie stawiałby(stawiały) oporu (przecinek)kiedy karki tłukły je pałami.

(spacja)Hahhaha(spacja)– Śmiałem się jak wariat (przecinek)więc nie dziwne, że nawet mój pseudo oddział przestał tłuc zapalczywie swoje cele i patrzył na mnie(przecinek) tracąc ten swój bojowy błysk berserka w oczach. (A podczas tego śmiania się głównego bohatera i patrzenia na niego gnolle, jeszcze nie martwe, jak wynika ze zdania, stały grzecznie, zamiast atakować?)

(akapit)Nie ma nic lepszego niż walka w lochu, teraz jestem tego pewien.

(akapit)
Adrenalina, emocje, walka, potęga, zapłać cenę(przecinek) a loch da ci wszystko...

(spacja)Niezła akcja, tylko nie myśl (przecinek)że teraz rządzisz.(spacja)– No ta(A nie może być "tak"?) (przecinek)kark alfa musi zaznaczyć pozycję.

(spacja)Spoko wodza(Nie ogarniam. "Spoko wodza" to jakaś odmiana "proszę pana" albo "nie przejmuj się"? Bo nie wiem, czy to dziwna literówka, czy celowy dobór słów) pierwsze rozwidlenie i spadam (przecinek)jestem solistą.–(zbędny myślnik)

-No to długo nie pożyjesz (przecinek)solisto.(bez kropki i spacja)– P(p)owiedziała brunetka z włócznią. Nawet nie zorientowałem się(przecinek)kiedy podeszła razem z kilkoma nerdami, dziewczyną od bicza i jednym z dresów.

Nerd z łukiem skakał z kamerą w koło(wkoło) jak opętany. Widocznie nie jest(nie był) zbyt przejęty stanem kolegi.
-Chcesz przyłączyć się do naszej gildii,(Tu dałabym znak zapytania, a z "nazywamy" zrobiłabym początek nowego zdania) nazywamy się Zakon.–(zbędny myślnik)

-Eeee nie (przecinek)dzięki.– Chyba by mi się musiały gwinty pozrywać (przecinek)ale będę dla odmiany miły i mu tego nie powiem.

-Zastanów się(przecinek) skołujemy ci zbroję i tarczę.– No(przecinek) łatwo się nie poddaje(nie poddawał)(przecinek) trzeba przyznać.

-Tija(Ja rozumiem, że bohater mógł nie umieć mówić zwykłego "tak", ale "tija" jest naprawdę dziwnym tworem. Nie może być "tja"?) (przecinek)i jak te wasze tarcze działają właśnie widzieliśmy.– Na to już więcej nie odpowiedział i wycofał się do(Do czego się wycofał? To wygląda, jakby tu brakło sporej części zdania.) z reszta(ą) do pomóc opatrywać rannych.

-Jak dzielimy?– karak(Kark) szybko oprzytomniał po akcji i ustalił priorytety.

-Biorę kusze(ę)(przecinek) wy macie kołczan z bełtami i pałkę waszego kumpla.– Niby się trochę skrzywił, mimo to skinął głowa(ą) na znak zgody. Normalnych ludzi może dziwić brak empatii w takim podejściu, ale my nie jesteśmy normalni(przecinek) a to nie jest cywilizowany świat. Nie ma tu czasu na opłakiwanie zmarłych, grzebać ich tez(też) nie będziemy, po prostu nie ma sensu (przecinek)po 24 (słownie) godzinach ciała same się rozpłyną (przecinek)nie ważne(nieważne)(przecinek) czy potwór (przecinek)czy człowiek (przecinek)teraz jesteśmy częścią tego świata i zasady obowiązują nas wszystkich.

-Musimy zająć się przywódcą(przecinek) więc nie możemy już was osłaniać.-Oznajmił jeden z nerdów(przecinek) zachowując pełną powagę. Ostatni gwóźdź do trumny(przecinek) nie wiem (przecinek)gdzie się tacy ludzie rodzą(przecinek) ale trzeba to wytępić(przecinek) zanim się rozplęgnie.(A co to? Miało być "rozlęgnie"? Takie słowo raczej nie istnieje, może być ewentualnie "rozmnoży" albo "rozkrzewi". Względnie "zanim złoży jaja". :D)

Ok (przecinek)zostało nas dziesięć osób (dwukropek)dziewczyny, klocki spod bloku (przecinek)w tym jeden ranny w ramie(ę)(przecinek) i ja(przecinek) dwudziestotrzyletni niedoszły student bliżej nieznanego kierunku. Plus po mojej szarży reszta ma mnie raczej za barana, odważnego(przecinek) ale jednak barana.

(akapit)Lochy to nie miejsce dla bohaterów(przecinek) tu wchodzisz walczyć o przetrwanie (przecinek)zebrać surowce na nowe bronie, złom z(ze) stworów (przecinek)a przede wszystkim stać się silniejszym. Siła po tym(przecinek) jak staliśmy się częścią świata bestii staje się pojęciem względnym. Parę lat temu było głośno o tym(przecinek) jakie są skutki dłuższych polowań. Mała Chinka (przecinek)może z piętnaście lat(przecinek) na antenie kablówki dosłownie rwała metalowe płyty gołymi rękoma. Wiadomo (przecinek)potwory takie jak ona nie polują w nędznych loszkach klasy „F” (przecinek)poza tym nie ma ich tak wielu(wiele), większość z nas staje się tylko trochę silniejsza czy szybsza od zwykłego człowieka(spacja)(pod warunkiem, że pożyje na tyle długo). Do końca nie wiadomo(przecinek)jak to działa (przecinek)walczymy, zabijamy, rozwijamy się jedni szybciej(przecinek) drudzy wolniej. Zwiększona siła, szybkość, wyostrzone zmysły. Różni ludzie, różne zdolności czasami ktoś rozwija coś ciekawszego, ale jednak nawet to może nie wystarczyć...

Nasz(Nasza) wesoła gromadka znowu w drodze i znowu w trybie niemym(przecinek) w sumie nie ma się czemu dziwić (przecinek)każde z nas jest święcie przekonane, że całe(a) reszta i tak zginie (przecinek)więc po co zawracać sobie głowę rozmową.

(akapit)Rozwidlenie korytarza, dotąd sięga nasza znajomość tego lochu, weterani za darmo mapami się nie podzielą, a filmiki na yt(Napisałabym całą nazwę, bo tak może nie być wiadomo, o co chodzi.) pokazują same walki w pojedynczych korytarzach lub drogę tylko do tego na jakichś pojedynczych odcinakach.

-Idziemy prosto(kropka)– Prosta komenda od prostego człowieka(przecinek) fani trzech pasków wybierają(wybrali) bramkę numer dwa.

-Ja i siostra idziemy w lewo(przecinek) na pewno nie chcesz z nami iść(przecinek) „solisto”?– Tak jak myślałem(przecinek) ta od włóczni jest bardziej rozmowna, ale i tak nie mam zamiaru ryzykować(przecinek) że wypalę coś i dostane(ę) biczem po pysku. Często szybciej mówię niż myślę(przecinek) więc mogło by(mogłoby) się to źle skończyć.
-Nie(przecinek) dzięki (przecinek)ale doceniam gest.– Jestem na fali jakieś sześćset metrów drogi (przecinek)a ja jeszcze nikogo nie obraziłem.

(akapit)Krótki szczerbaty miecz w ręce i kusza bez bełtów na plecach(przecinek) i nowy iphone z apką Dungeon Mapper v2.3(przecinek) pora zarobić na obiad.

(akapit)Łapczywy nie jestem (przecinek)nie będzie wielkiej wyprawy ze skrzynią wypełniona skarbami na końcu.
Ze dwie sztuki jakiejś broni i zawijam dupę w troki, szkoda by było zginąć w pierwszy dzień nowego życia z chciwości. Nie to(przecinek) żebym się nie przygotował na walkę, rok biegania i treningów mniej lub bardziej przydatnych(przecinek) ale tu w lochu w sumie nic to nie znaczy. Jedna pułapka, jeden stwór (przecinek)ba (przecinek)zazdrosny konkurent i leże(ę) martwy. Tu uczysz się żyć na nowo, rozwijasz, zmieniasz i albo się dostosujesz(przecinek) albo kończysz w dresie w trzy paski z bełtem do ozdoby.

Widoki jak poprzednio(przecinek) stare beczki, skrzynki(przecinek) loch zmienia się (przecinek)co jakiś czas dochodzą elementy(przecinek) tu jakiś filar (przecinek)tam kilka kamieni. Plus nie można zapomnieć (przecinek)że co roku cały loch przemienia się i trzeba mapy rysować od nowa, upierdliwe jak nie wiem (przecinek)ale co poradzić. Ok (przecinek)wiem (przecinek)że nie mam co grać eksperta(przecinek) w lochu jestem kwadrans, a to (przecinek)co wiem może znaleźć dziecko w internecie, dodatkowo poszedłem sam zamiast dołączyć do kogoś i nie martwić się o własne plecy podczas walki.

(akapit)Chwała torrentom i lewym mapą(mapom) lochu(przecinek) bez nich albo słono płacisz za oryginał (przecinek)albo gubisz się w pokręconych korytarzach.

Ba (przecinek)na tym nie koniec (dwukropek) bestiariusz i looter(przecinek albo myślnik) dwie aplikacje(przecinek) bez których żaden szanujący się pseudo poszukiwacz przygód do lochu nie wejdzie. Bestiariusz jest nawet droższy niż same mapy(spacja)(o ile nie pobierzesz go z neta na lewo).

(akapit)Looter łączy się z siecią i na bieżąco sprawdza(przecinek) co ile kosztuje i co warto z polowania przytargać(przytargać z polowania).
(Do poprzedniego zdania)Ma też opcje zakładania aukcji i kupowania przez neta(spacja)(kurde (przecinek)to chyba jedyna darmowa i legalna aplikacja na moim telefonie) (kropka)

Pominę tu opis tego(przecinek) jak szwendałem się po pustych korytarzach zapatrzony w ekran fona(A szkoda, bo to byłoby niezłe urozmaicenie tego ociekającego akcją tekstu, w którym zgubiłam się już jakiś czas temu) i przejdę do konkretów.

Korytarze blisko wejścia koło południa są prawie puste.
Powód, zorganizowane grupy tępią stosunkowo słabe gnolle od samego rana.
(Te dwa zdania aż proszą się o połączenie moim zdaniem. To zaczynanie od "powód" trochę mnie irytuje, w końcu to opowiadanie, a nie notatka czy coś w tym rodzaju)
Dlatego mi zostało polowanie na niedobitki (przecinek)które zdążyły się odrodzić. (No to raczej nie niedobitki, skoro mowa o tych stworach, które się zrespiły po wcześniejszym zabiciu. :P)

No i wreszcie coś nowego, oglądać(przecinek) jak powstaje potwór na rozpikselowanym filmiku z komórki a widzieć na żywo (przecinek)jak chmura czarnego dymu skręca się i formuje to dwie rożne rzeczy.

(akapit)
Następny kudłacz powstał na moich oczach zupełnie z niczego i tu bonus (przecinek)buzdygan w łapie.

(akapit)Aha(przecinek) ja tu się zachwycam(przecinek) a mała warcząca bestia zaraz roztrzaska mi łeb(przecinek) jak(jeśli) nie wrócę do rzeczywistości, warknięcie i już biegnie, może i wygląda pokracznie na krzywych nogach, ale bydle(ę) potrafi skoczyć nawet przyzwoity kawałek do przodu(To bym sobie odpuściła, bo w tym kontekście raczej trudno mówić o skakaniu w innym kierunku). Jednego dałem już radę zabić(przecinek) ten też nie powinien stanowić problemu.

(akapit)Lipa(przecinek) cham miał czelność odskoczyć w bok, mało tego(przecinek) skoczył na mnie i zacisną(zacisnął) zęby na lewym przedramieniu. Boli jak cholera (przecinek)więc dźgam na oślep raz, drugi, trzeci (przecinek)wreszcie szczęki puszczają
(To do poprzedniego zdania)(przecinek)a napastnik wiotczeje, moje niezwykłe zdolności(spacja)(fuks jak byk) sprawiły, że trafiłem wsiura(Chyba "wsióra", bo wydaje mi się, że to słowo pochodzi od "wsioka") w gardło.

(akapit
)Niezbyt popisowa pierwsza walka (przecinek)mimo to ważny jest efekt. Ręka nie wygląda tak źle (przecinek)dwa opatrunki z gazy i trochę bandaża i jestem jak nowy, no i mam żelazny buzdygan (przecinek)a to już coś.

-Hau Hau(hau).– Proszę(przecinek) niech to będzie stado pekińczyków...

(akapit)Zza rogu na końcu korytarza wypadł gnoll(przecinek) z tego (przecinek)co widzę("wypadł" a tutaj "widzę", czas narracji...) bez broni(przecinek) więc trudno nie będzie (przecinek)to wcale nie dużo groźniejsze niż te moje wymarzone pekińczyki. Zdążyłem pomyśleć i od razu pożałowałem(przecinek) za tym pierwszym wypadło jeszcze z sześć.

(akapit)Pewnie wyczuły krew i postanowiły(przecinek) że ludzina nie jest taka zła.

(akapit)Nic(przecinek) nie ma co strugać chojraka(przecinek) pora na taktyczny odwrót w trybie przyśpieszonym, co wyglądało
(Do poprzedniego zdania) tak, że zasuwałem jak mały motorek bez oglądania się za siebie.

Mniejszych kamieni i filarów nawet nie mijałem(przecinek) tylko pokonywałem susami, co proste nie było (przecinek)biorąc pod uwagę (przecinek)że trzymałem iphona w dłoni (No, wielkie mi utrudnienie w skakaniu), dłuższa chwila biegu(przecinek) już widać wyjście w zwężonym korytarzu, ale równocześnie słychać uderzenia łap i powarkiwania głodnej watahy.

-Padnij!– Dwa razy mi powtarzać nie trzeba było(przecinek) kiedy widziałem łuczników celujący(celujących) we mnie z łuków.

(akapit)
Przywaliłem(Raczej "padłem") plackiem na ziemię (przecinek)aż straciłem oddech i prze-(A po co ten dywiz?) szorowałem jeszcze brzuchem po kamieniach.

(akapit)Nad głowa(ą) usłyszałem świst strzał(przecinek) a po nim zwierzęce skamlenia, okazuje się, że gnolle aż tak głupie nie są i po tam(przecinek) jak daw(dwa) pierwsze padły bez życia reszta zwiała w głąb korytarza.

(akapit)Przeturlałem się na bok(przecinek) sapiąc jak po maratonie, przebiegłem prawie kilometr i to chyba w czasie olimpijskim. Adrenaliny (przecinek)psia mać(psiamać)(przecinek) mi się zachciało(przecinek) mało gier na kompie i filmów (przecinek) trzeba samemu pozwiedzać lochy i na co mi to, bandaż na ręce prawie przesiąk(przesiąkł) krwią i jestem cały poobdzierany.

Dodatkowo jak(kiedy/gdy) widzę minę nadchodzącego strażnika(przecinek) to (zbędne) czuję, że to nie koniec kłopotów, tym razem przynajmniej mnie nie oleje jak przy wejściu.

-Zdebilałeś (przecinek)ciągniesz tu watahę gnolli(przecinek) jakbyśmy nie mieli do roboty nic tylko ratować twój żałosny tyłek. Wstawaj i zasuwaj do wioski (przecinek)niech ci ktoś rękę opatrzy.–(zbędny myślnik)

(akapit)Żadnej pochwały, że udało mi się przeżyć(przecinek) ale też nie dostałem po pysku za narażanie ludzi przy wyjściu(przecinek) więc wszystko na plus.

-Dzięki za pomoc.– P(p)owiedziałem do strażnika wyciągającego strzały z ciał moich niedoszłych oprawców i ruszyłem do wyjścia.

-Nie załamuj się(przecinek) młody (przecinek)gorsze ścierwa tu czasem podbiegają. Opchnij broń „tubylcom” i kup nowy miecz(przecinek) z tym gówienkiem długo nie pociągniesz.– Drugi z moich wybawców (przecinek)no oko trzydziestoletni łucznik w skórzanej zbroi (przecinek)był o wiele bardziej pozytywnie nastawiony. Kto wie (przecinek)może nie każdy chce ci tu wbić nóż w plecy.

(akapit)Na szczęście nie zgubiłem w biegu trzymanych w jednej ręce łupów, za to rozbiłem wyświetlacz w telefonie pewnie przy moim artystycznym telemarku przy wyjściu.

Całe ruiny zajmują kwadrat o boku kilku kilometrów otoczony wioską zamieszkałą przez tubylców oraz cala(całą) masę poszukiwaczy przygód. Dosłownie jeden wielki cyrk (przecinek albo dwukropek) wojownicy, strażnicy, kucharze, rzemieślnicy, całe gildie pogromców i łowców.

Razem osiem dużych wejść do ruin, a przy każdym posterunek obsadzony wojownikami pilnującymi(przecinek) żeby nic nie wydostało się do wioski (przecinek)a tym bardziej do cywilizowanego świata.

(akapit)
Po dziesięciu latach zmagań każdy z lochów został otoczony takim ochronnym kordonem.
(akapit)Tylko bestia może zranić bestię, to jedna z nowych uniwersalnych zasad naszego świata i zanim ludzkość ją pojęła musiała(przecinek) zapłacić krwawa cenę.

(akapit)
Hit wiadomości dziesięć lat temu, pojawienie się lochów było początkiem. Po kilku dniach uformowały się zaczątki „wiosek” (przecinek)pojawili się tubylcy (przecinek)a w krok(w ślad) za nimi kroczyły bestie.

Miały one jednak kluczową przewagę, broń palna, noże, ładunki wybuchowe, sztuki walki(przecinek) dosłownie nic nie było w stanie ich zranić do czasu(przecinek) gdy tubylcy dali nam pierwsze bronie(przecinek) które dały podwaliny systemowi „wiosek”.

(akapit)„Wioska” broni region(regionu) przed bestiami (przecinek)a region daje wiosce wszystko(przecinek) czego oni zażądają.

(akapit)Bestiale (myślnik albo przecinek) takie miano nadały media ludzkim mieszkańcom wiosek, co w sumie jest nawet trafne(przecinek) jak(gdy/kiedy) człowiek widzi (przecinek)co(czego) łowca z lochów jest w stanie dokonać(przecinek) jak(gdy/kiedy) już dłuższy czas poluje.

(akapit)Tubylcy to taki odpowiednik NPC z gier. Niby da się ich zabić (przecinek)ale po co. Produkują bronie i inne przydatne rzeczy, czasami udzielają jakichś informacji. Wiadomo (przecinek)pierwsi z nich mieli trochę nieprzyjemności w postaci tortur i przesłuchań. Tylko jak inaczej miała by(miałaby) zareagować ludzkość w chwili (przecinek)kiedy stali się oni potencjalnym źródłem informacji. Niestety o pochodzeniu i celu powstania lochów wiedza(ą) oni tyle(przecinek) co my. Możliwe, że mają nawet bardziej przekichane, żyjąc bez wiedzy o tym(przecinek) jak znaleźli się w naszym świecie i kim tak naprawdę są.

OK(przecinek) trzeba by zmienić te bandaże i przeczyścić ranę(przecinek) nie wiadomo (przecinek)co to bydle miało w pysku (przecinek)zanim mnie ugryzło. Ci (przecinek)którzy przeszli do warstwy bestii(przecinek) staja(ą) się odporniejsi i szybciej się regenerują(przecinek) ale to przychodzi z czasem i po mojej półgodzinnej(spacja)(prawie) wyprawie jestem tak samo bliski stania się potężną maszyną do zabijania jak byłem wczoraj.

(akapit)Jednak na szczęście wejście do warstwy bestii oferuje pakiet pseudo medyczny w postaci księży, rabinów, popów, kapłanów shinto i całej masy innego takiego tałatajstwa. Świątynie wysypują się w wioskach jak grzyby po deszczu (przecinek)dlatego każdy z nasz może otrzymać pomoc w takim przybytku za darmo. Niestety jak wszystko(przecinek) co darmowe nie jest ona na najwyższym poziomie, delikatnie mówiąc
(Do poprzedniego zdania) drobne szwy i bandaż to szczyt finezji u tych rzeźników(przecinek) plus w pakiecie dostajesz pierdyliard ulotek o wierze i dołączeniu do radosnej rodzinki.

Moja wiara jest w najlepszym wypadku zachwiana(przecinek) ale spora większość bestiali odwiedza domy boże(Boże) przed każdym polowaniem(przecinek) prosząc o błogosławieństwo.

Mały drewniany kościółek (przecinek)bingo(przecinek) tego szukałem.
-Puk P(p)uk(kropka i spacja)– k(K)ilka stuknięć w drzwi zakrystii i otwiera mi kościelny.

-Ojciec wyszedł (przecinek)wróć później.(spacja i bez kropki)– P(p)owiedział i zamkną(zamknął) mi drzwi przed nosem, to by było na tyle(przecinek) jeśli chodzi o dobroć serca w domu bożym(Bożym).

-Przecież mówiłem...–(zbędny myślnik)

-Ta (przecinek)ta(przecinek) księdza nie ma w domu, co nie sprawia, (że) mniej krwawię(kropka i spacja)– Przerwałem mu (przecinek)podnosząc ramie(ę) z przesiąkniętym już bandażem.

-Dobra (przecinek)właź (przecinek)byle szybko(spacja)– O(o)dburkną(ął) (przecinek)obracając się na pięcie.

(akapit)Wszedłem za nim do małego pomieszczenia. Drewniane biurko(przecinek) trzy krzesła(przecinek) regał na książki(przecinek) na ścianie (o wiele za dużo spacji) krzyż i obrazy jakichś świętych.

(akapit)
Kościelny podszedł do regału i wyciągną(ął) słoik z jakąś zielona papką(przecinek) butelkę z przeźroczystym płynem i trochę bandaży.

-Siadaj- W(w)arkną(ął) (przecinek)pokazując na jedno z krzeseł, muszę przyznać(przecinek) ze(że) deko(Deko? Szynki czy sera? Sorry, rozumiem narrację prowadzoną językiem potocznym, ale bez przesady) martwi mnie fakt obecności na biurku otwartego wina. Mam nadzieję(przecinek) że to dopiero pierwsze.

Rozwiną(ął) mój opatrunek (przecinek)wylał trochę cieczy z butelki na ranę.

-Nie jęcz(przecinek) i tak szkoda na ciebie dobrego spirytu.(bez kropki i spacja)– P(p)owiedział(przecinek) po czym zdrowo pociągną(ął) z gwinta.

(akapit)Co prawda zaraz wszystko wypluł(przecinek) krztusząc się i klnąc pod nosem.
(akapit) Odstawił butle(ę) na biurko(przecinek) jakby go poparzyła. Złapał trochę szlamu ze słoiczka i nałożył na ugryzienie(przecinek) całość krzywo obandażował i pożegnał mnie krótkim.(dwukropek) -A teraz spieprzaj(kropka i spacja)– Gdy siadał za biurkiem(przecinek) wyglądał(przecinek) jakby zmęczył się życiem, chociaż nie (zbędne) pewnie jest w moim wieku z dwadzieścia parę lat.

– Stało się coś? Wyglądasz jakbyś miał zejść z tego świata.– Uprzejmość nie zawadzi (przecinek)zagadać można(przecinek) nie wiadomo(przecinek) kiedy będzie mnie znowu składam do kupy.

-Awansowałem- P(p)owiedział (przecinek)po czym w lał(wlał) w siebie resztę wina z butelki.
No cóż(przecinek) każdy cieszy się na swój sposób, pomyślałem (przecinek)wychodząc z zakrystii.

(akapit)Najstarsza z „wiosek” w Polsce powstała osiem lat temu (przecinek)asfaltowe ulice, domy, linia autobusów, przez prawie dekadę całość rozrosła się do rozmiarów sporego miasta.

(akapit)Tubylcy, bestiale i zwykli ludzie żyją tu we względnej harmonii pod opieką gildii oraz armii, aż ciężko uwierzyć (przecinek)że klika metrów stąd można zginąć z ręki gnolli.

(akapit)
Polowania w murach są tak częste, że rzadko kiedy cokolwiek jest w stanie dotrzeć aż do wejścia(przecinek)
(Do poprzedniego zdania)a nawet wtedy ginie na miejscu z ręki strażników.

Tubylcy tworzą broń, zbroje oraz eliksiry(przecinek) krótko mówiąc (przecinek)wszystko to(przecinek) czego my nie potrafimy.
(akapit)Skąd się tu trafili nie wiemy ani my ani oni, ale jedno jest pewne(dwukropek) bez nich raczej długo byśmy nie przetrwali.
(akapit)Jak(Gdy/Kiedy) człowiek spojrzy na ten cały sajgon z dystansu (przecinek)to łatwo dostrzec(przecinek) że wygląda to jak jakaś chora gra.
(akapit)Potwory, artefakty, npc(NPC) w wiosce i lochy z bossami, D&D jak w mordę strzelił.
Mi(Mnie) to w sumie nie przeszkadza(przecinek) bo tego właśnie szukałem...

Przykro mi, ale po przeczytaniu nasuwa mi się tylko jedno podsumowanie: uf, przebrnęłam.

Pozwolę sobie wypunktować powody, dla których tekst nie przypadł mi do gustu.

1. Odstępy w zdaniach. Bardzo wiele zdań w tym tekście przeciąłeś na pół, przechodząc z jedną częścią zdania do nowej linijki. Nie wiem, czy to celowe, czy przypadkowe, ale zdanie to zdanie i nie dzieli się go w taki sposób.

2. Akapity. Odniosłam wrażenie, że powstawiane tak, żeby było, że są. Akapit stawia się nie tylko na początku jakiejś części tekstu, ale także przy każdym zaczynaniu nowej myśli (czyli w sumie przechodzeniu do nowej linijki). Tekst bez akapitów albo z ich zbyt małą ilością naprawdę kiepsko się czyta. Akapit stawia się także przed każdym myślnikiem otwierającym wypowiedź któregoś z bohaterów. Nie wszędzie w tekście to poprawiłam, więc przejrzyj go jeszcze raz i sam powstawiaj, gdzie trzeba.

3. Spacje przy myślnikach, a raczej ich brak. Spację daje się i przed, i po myślniku (chyba że jest to myślnik otwierający wypowiedź bohatera, wtedy tej przed się nie daje, bo powinien tam być akapit), inaczej wychodzi z tego dywiz, który służy do łączenia wyrazów (krótka kreska). Tutaj próbka: blabla-blabla i druga ze spacjami: blabla – blabla. (To również nie wszędzie poprawiałam, na to również zerknij samodzielnie)

4. Narracja i akcja. Narracja w tym tekście niemal doprowadziła mnie do białej gorączki. CHAOS. Możesz tłumaczyć mi, że to zamierzone, jeśli chcesz, ale taki argument w żadnym razie do mnie nie przemówi. Ogarnięty chaos rozumiem, bo potrafię się w takim odnaleźć, ale podczas czytania tego tekstu bardzo wiele razy traciłam wątek, gdy tak skakałeś z tematu na temat, aż w końcu wpadłam w rytm czytania bez jakiegokolwiek zastanowienia nad tym, co czytam.

Co do akcji, to wydaje mi się ona o wiele za szybka. Właściwie opisałeś same czynności, jakieś bitki z potworami, skręcanie korytarzami i uciekanie, bardzo poskąpiłeś przemyśleń bohatera oraz jakichś bogatszych w treść dialogów, a nade wszystko opisów. W zasadzie nie ma tutaj takich opisów, które wprowadziłyby klimat grozy, niebezpieczeństwa czy tajemniczości. Głównie dlatego, pomijając chaos narracji, tak źle mi się to czytało: sorry, ale wydaje mi się to jak sucha relacja kogoś, kto maniaczy w jakąś grę na kompie.

5. Zmiany czasu narracji. Narrację zasadniczo utrzymuje się całą w jednym czasie, a w tym tekście bardzo często nawet w jednym zdaniu jeden czasownik jest w czasie przeszłym, drugi w teraźniejszym. To też nie wszędzie w tekście poprawiłam, bo zwyczajnie nie dałabym już rady.

Nie wiem, czy po tylu gorzkich słowach z mojej strony jakoś pocieszy się fakt, że spodobał mi się pomysł takiego DnD na żywo. Cóż, pewnie gdyby coś takiego rzeczywiście powstało, chętnych by nie brakło, nawet takich "noobów", jakich opisałeś. :D

To tyle ode mnie. Mam nadzieję, że moje gorzkie słowa nie zrażą Cię do pracy nad polepszeniem swoich wypocin. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
Przeczytane.

Po pierwsze masz sporo błędów, poprzekręcane wyrazy pozjadane literki. Sprawdzający nie będą happy :P

Po drugie skoro twój heros wziął kuszę to czemu nie wyciągnął bełtu z trupa ew nie pozbierał kilku wystrzelonych przez gnola?

Poza tym jest nawet ciekawe choć sam humor do mnie raczej nie trafił. Nie jest źle
Eorth znajduje się w tym miejscu gdzie śpią wszystkie smoki
Odpowiedz
#4
Wow myślałem, że krucho u mnie z interpunkcją, ale teraz wiem że pływam na krze.
Nie jeden raz jeszcze muszę przeczytać tematy o interpunkcji i prowadzeniu dialogów.
Dzięki Vetala, że dałaś radę dobrnąć do końca. Dziś posiedzę nad poprawkami.
Z opisami i przemyśleniami to rzeczywiście racja. Kiedy zabierałem się do pisania tekstu było to moje pierwsze podejście, dlatego kilka elementów przeskoczyłem na skróty. Przy następnym tekście spróbuję całość bardziej urozmaicić. Moje doświadczenie w pisaniu jest bliskie zeru, dlatego mam zamiar pisać do CWT i czasami tutaj.
I nie martw się nie wstawiałem tego tutaj, żeby ktoś mi cukrował, krytyka nikogo nie zabiła.
A wszystkie uwagi i tak są głównie po to by poprawić błędy a nie mnie zniechęcać więc i tak jestem wdzięczny.

Kurde Kriger w sumie to nawet nie pomyślałem o tych dwóch bełtach :D

A i nie do końca ogarniam formatowanie tekstu na forum, dlatego część zdań miała przesunięte położenie w tekście.
Odpowiedz
#5
Fantasy powinno być logiczne Divaldi :P zawsze pamiętaj o takich rzeczach bo ludzie są dociekliwi :)
Eorth znajduje się w tym miejscu gdzie śpią wszystkie smoki
Odpowiedz
#6
(02-02-2015, 20:49)DiValldi napisał(a): Wow myślałem, że krucho u mnie z interpunkcją, ale teraz wiem że pływam na krze.
Nie jeden raz jeszcze muszę przeczytać tematy o interpunkcji i prowadzeniu dialogów.
Dzięki Vetala, że dałaś radę dobrnąć do końca. Dziś posiedzę nad poprawkami.
Z opisami i przemyśleniami to rzeczywiście racja. Kiedy zabierałem się do pisania tekstu było to moje pierwsze podejście, dlatego kilka elementów przeskoczyłem na skróty. Przy następnym tekście spróbuję całość bardziej urozmaicić. Moje doświadczenie w pisaniu jest bliskie zeru, dlatego mam zamiar pisać do CWT i czasami tutaj.
I nie martw się nie wstawiałem tego tutaj, żeby ktoś mi cukrował, krytyka nikogo nie zabiła.
A wszystkie uwagi i tak są głównie po to by poprawić błędy a nie mnie zniechęcać więc i tak jestem wdzięczny.

Kurde Kriger w sumie to nawet nie pomyślałem o tych dwóch bełtach :D

A i nie do końca ogarniam formatowanie tekstu na forum, dlatego część zdań miała przesunięte położenie w tekście.

Lepiej byłoby, gdybyś dzielił tekst na mniejsze fragmenty, wówczas Vet miałaby łatwiej nanosić poprawki. Tak duży fragment bardzo męczy, kiedy jest w nim sporo błędów. Sama zresztą napisała, że czytając doszła do momentu, w którym przestała skupiać się nad fabułą. Daj znać, kiedy naniesiesz poprawki, też zajrzę. Chodzi o to, żeby nie powielać poprawek Vet.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Pięć postów i już tekst wkleja? to teraz tak wolno?

Co do tekstu: oczy bolą, a zęby zgrzytają jak się to czyta. Sam na forum formatowania nie potrzebuję, ale lepsze żadne, niż skopane, reszta leży i to do tego stopnia, że odpadam po paru linijkach i nawet nie wiem do czego się dowalić.
[niedozwolony link]
Odpowiedz
#8
Ver, wolno. Proponuję zajrzeć do działu, w którym toczy się dyskusja o mniejszych i większych zmianach, które zostały lub zostaną wprowadzone na forum ( http://podziemieopowiadan.pl/forum/threa...jnych.html ).

Co do tekstu, mam podobne zdanie, co przedmówcy. Kompletny chaos. Przeczytać przeczytałam, ale niewiele zrozumiałam. Czytanie samo w sobie było okropne, w pewnym momencie zupełnie się pogubiłam i nie mogłam ogarnąć, co i jak. Ogólnie, tekst ma potencjał. Masz całkiem interesujący styl, język i humor trafiają do mnie, temat również jest ciekawy. Proponuję przeczytać raz lub dwa tekst przed wrzuceniem i spróbować wyłapać błędy oraz, jak już wspominała Nawka, rozbić go na mniejsze części. To tyle ode mnie, nie zniechęcaj się, jeśli będziesz pracował nad warsztatem, niedługo zobaczysz efekty. :) Wprowadź poprawki.
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#9
Ok, przeczytałem całość (a to nie lada osiągnięcie).

To nie jest tak, że pomysł jest zły, wręcz przeciwnie. Myślę, że mógłby to być całkiem ciekawy tekst fantasy, taki w stylu dużo walk i mało myślenia. Ale kilka rzeczy zawiodło.

Przede wszystkim ortografia, interpunkcja i formatowanie. Nie zwracam na te rzeczy zbyt dużo uwagi, ale u Ciebie się nie dało, po prostu czasem bolały oczy. Na szczęście poprzednicy już się na ten temat wypowiedzieli.

Styl też nie za przyjemny, sporo wulgaryzmów, czy wyrazów potocznych, które wcale nie pomagają. Może miało to wywołać komiczne wrażenie, zestawienie świat d&d i rzeczywistości. Jakoś mnie to nie porwało.

O ile sam język narracji mi się nie podobał, to pomysł wprowadzenia współczesnych gadżetów do opowiadania fantasy już był lepszy. Jest tylko jeden problem, to opowiadanie było jak sprawozdanie z sesji d&d. Opisy walk połączone w luźny sposób. Niestety to za mało, żeby czytelnika zaciekawić. Wielu początkujących pisarzy popełnia ten sam błąd, nie można swojego tekstu opierać tylko na naparzaniu, bo to nudne.

Podsumowując. Jeśli chcesz, żeby ktoś chciał czytał Twoje teksty, to musisz pisać poprawniej. Widać, że masz jakieś pomysły, ale nawet najlepsze z nich się nie przydadzą gdy nie poprawisz swojego warsztatu. Pamiętaj, że początki zawsze są trudne i ni zrażaj się. Powodzenia.
Odpowiedz
#10
Temat mnie zaciekawił, taki survival-łowy, od razu skojarzyło mi się z jakąś grą MMO :P
Ja tam lubię jak akcja jest szybka, i to mi się w tym tekście podobało, ale jak już ktoś napisał brak mi jednak tych przemyśleń bohatera, przez co nie tylko on ale i reszta postaci wydaje się być nieco bezosobowa.
Mimo wszystko, pomijając interpunkcję, itd, jest coś co mi się nie podoba – piszesz, że chaotyczny styl i język są celowe. Niestety, o ile celowość tego zabiegu w przypadku języka nawet do mnie trafia, to bałagan w stylu już niestety nie – bardzo utrudnia czytanie i zrozumienie. No ale cóż – twój tekst, twoje zasady :) Ja mogę tylko życzyć powodzenia w dalszym pisaniu !
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości