Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
To czas...
#1
Spoiler: 'Bla bla bla od Gin'

To czas...


Ogarniają mnie przejmujące uczucie pustki i smutek. Siedzę przy stole otoczona przez ludzi, których znam, odnoszę jednak wrażenie, że jestem sama. Sięgam po kieliszek wódki i wypijam go jednym haustem, a następnie wyciągam paczkę papierosów. Biorę głęboki wdech, a płuca wypełniają się nikotyną, co koi nieco moje zszargane nerwy. Gdy papieros gaśnie, opanowuje mnie dziwny lęk. Sięgam po kolejny kieliszek, a potem jeszcze następny. Powoli tracę kontrolę nad swoim ciałem i umysłem, otoczenie jest coraz bardziej rozmyte.
Gdy otwieram oczy, leżę na zimnej posadzce w niewielkim, odrapanym pomieszczeniu. Zrywam się na nogi i rozglądam dookoła, zafascynowana i jednocześnie przerażona wszystkimi drzwiami, które widnieją na ścianach. Choć pokój zdaje się być niewielki, nie jestem w stanie policzyć wyjść, jest ich zbyt wiele. Zaczynam czuć zawroty głowy, sięgam więc do prawego boku, gdzie powinna być kieszeń z papierosami. Ze zdumieniem odkrywam, że mam na sobie białą sukienkę pozbawioną jakichkolwiek ozdób czy schowków. Wydaję z siebie nieartykułowany pomruk, po czym bez namysłu biegnę w kierunku jednych z wielu drzwi. Trafiam do tego samego pomieszczenia.
Powtarzam manewr wielokrotnie, strach podchodzi mi do gardła i dławi, przyprawiając o mdłości. Mam ochotę zwymiotować, ale nie potrafię. Z bezsilności drapię paznokciami o kamienną posadzkę, ale nie skutkuje to ani jednym zadrapaniem. Zamiast tego moje paznokcie łamią się, z palców zaczyna płynąć krew. Do ciemnych, brudnych plam na wcześniej śnieżnobiałej sukience dołączają czerwono-brunatne ślady posoki. Z oczu spływają łzy, których nie potrafię kontrolować. Duszę się własnym łkaniem, osamotnieniem i bezsilnością. Krzyczę, aż głos jest zachrypnięty, a gardło obolałe. Wiem, że przegrywam, ale nie mam pojęcia, z kim i dlaczego.
W przeciwległym kącie pomieszczenia dostrzegam różnego rodzaju używki. Na moich oczach jest ich coraz więcej i więcej. Alkohol, leki, papierosy i narkotyki zaczynają formować rzeźbę. Figura ta ożywa i przybiera kształt lwa. Strach przeradza się w panikę, wbiegam w pierwsze drzwi na oślep, ze skutkiem takim, jak wcześniej. Bestia wydaje z siebie donośny ryk i zwraca na mnie spojrzenie wielkich, czerwonych ślepi. Zabij.
Osuwam się po ścianie, nie próbuję już nawet powstrzymać łez. Wiem, że to koniec. Przestaję odczuwać strach, zamiast tego ogarnia mnie spokój i nostalgia. Zrób to.
Bestia zbliża się do mnie, ale wciąż nie atakuje. Krąży od jednej ściany do drugiej, zachowując dystans. Rozumiem to zachowanie, bawi się mną. Zmuszam ciało do powstania i na drżących nogach podchodzę do potwora. Wyciągam niepewnie rękę. Na co czekasz?
Lew obwąchuje mnie, wyszczerza kły i głośno ryczy. Mam ochotę zrobić krok w tył, ale powstrzymuję odruch. Wciąż nie czuję lęku, jedynie... Pustkę. Proszę.
Zalewa mnie fala bólu, gdy ostre zębiska zatapiają się w mym ramieniu. Zamykam oczy, czekając na kolejne ataki, lecz zamiast tego moje ciało popada w odrętwienie. Gonitwa myśli zamiera, przyspieszone tętno zwalnia. Czas przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie, nie ma nic. Do rzeczywistości przywraca mnie siarczysty policzek.
Otwieram oczy, zdziwiona, i widzę ośmioletnią dziewczynkę. Bestia skomle w kącie pomieszczenia, daleko ode mnie. Sukienka cała zbroczona jest krwią, atakuje mnie ból w zranionych miejscach. Zaczynam tracić świadomość. Dlaczego?
– Ocknij się.
Po krótkiej chwili mój mózg przetwarza komunikat. Nie potrafię się odnaleźć, coś jest nie tak. Zaczyna być coraz zimniej, nie mam jednak nic, by ogrzać przemarznięte ciało. Czekam.
Widzę ściany, drzwi, ośmiolatkę i bestię, lecz sama trwam w pustce. Ignoruję odczucia, ignoruję ból. Przez chwilę udaje mi się nawet nie myśleć. Biorę głęboki wdech i na siłę analizuję sytuację. Rozumiem, że nie mam drogi ucieczki, że to koniec. Uważaj.
Rozglądam się wokół, dziewczynka znika. Odnoszę wrażenie, że w ostatnim ułamku sekundy na jej twarzy zagościł uśmiech. Nie poświęcam tej myśli uwagi, skupiam umysł na bestii, która nagle nabrała odwagi i podeszła, warcząc i szczerząc kły. Nagle wszystko rozumiem. To koniec.
Robię krok w kierunku potwora, zaciskam mocno pięści. Wbite w skórę paznokcie sprawiają ból, lecz zaciskam zęby i walczę z zawahaniem. W dłoni materializuje się ostry nóż. Staję twarzą w twarz z bestią i spoglądam w czerwone ślepia bez cienia strachu. Z gardła potwora wydobywa się donośny ryk, jego gorący oddech owiewa moją postać. Rozciągam usta w uśmiechu i wyrzucam broń w kąt. Zabij swoje demony.
Gdy bestia szykuje się do skoku, tupię nogą z całej siły. Ostry ból przeszywa moje kolano, lecz gest ten przynosi spodziewany efekt. Posadzka rozpada się na moich oczach, w ostatniej chwili robię krok w tył, stając bezpiecznie na resztkach gruntu. Potwór nie ma tyle szczęścia co ja i spada w przepaść. Jednocześnie czuję satysfakcję i strach... Jak mam stąd wyjść? Przegrywasz.
Obok mnie pojawia się dziewczynka. Patrzy na mnie w milczeniu, a i ja nie pozostaję jej dłużna. Cisza przytłacza, zaczynam wariować. Nie potrafię poskładać myśli, badawcze spojrzenie ośmiolatki sprawia, że nie umiem skupić na niczym uwagi. Walczę sama ze sobą i decyduję się na przerwanie ciszy.
– Co mam zrobić?! Dlaczego nigdy mi nic nie mówisz?! O co chodzi?! – krzyczę, lecz nie przynosi to spodziewanej ulgi.
Przez wciąż obolałe gardło, zachrypnięty głos i poranione ciało sprawiam wrażenie tak żałosnej, jaka w rzeczywistości jestem. Opadam na kolana i zaczynam szlochać, poddając się swoim emocjom. Czuję do siebie obrzydzenie i nienawiść, bezsilność mnie przytłacza.
– Mogę ci powiedzieć wszystko to, co chcesz usłyszeć – odpowiada w końcu dziewczynka.
Łzy spływające z oczu rozmazują jej kontur, mimo to staram się nie spuszczać z niej wzroku. Żałośnie łkając, wyciągam zakrwawioną rękę po papierosa, którego mi oferuje.
– Mogę też powiedzieć ci prawdę – dodaje spokojnie.
Dostrzegam, że pomimo ośmioletniej aparycji, rozumie i widzi dużo więcej ode mnie.
– Kim jesteś? – pytam.
– Tobą. Twoim sumieniem. Twoim lękiem. Twoim marzeniem. Wszystkim... I niczym.
– Jak się stąd wydostać?
Przez dłuższą chwilę milczy, a ja odpalam papierosa drżącymi rękami. Uświadamiam sobie, iż jest to najdłuższa rozmowa, jaką kiedykolwiek przeprowadziłyśmy.
– Nie potrafisz. Od dawna tkwisz w sytuacji bez wyjścia. Tylko koniec cię uratuje.
Nie okazuję zaskoczenia. Przyszło mi to do głowy już jakiś czas temu, lecz próbowałam wyprzeć to ze swojej świadomości. Teraz nie mogę już się oszukiwać. Wdycham nikotynę do płuc i zamykam na chwilę oczy. Bezsilność, samotność i żal nagle stają się jednym. Mną. Nie ma już żadnej granicy.
– Więc dlaczego...? – pytam spokojnie.
Pogodzona ze swoim losem, chcę tylko zrozumieć, co doprowadziło mnie aż tutaj. W czym tkwi wina? Kiedy przekroczyłam tę niewidzialną linię, zza której nie ma już odwrotu?
– Ranisz tych, na których ci zależy. I oni ranią ciebie – tłumaczy mi spokojnie dziewczynka. – Wyrządziliście sobie nieodwracalne szkody, chociaż żadne z was tego nie chciało. To zawsze było silniejsze od was... Od ciebie. Tego nie da się naprawić.
Spuszczam spojrzenie na swoje bose stopy. Dopalam papierosa i rzucam go w przepaść, nie przerywam ciszy. Poczucie winy przygniata moje barki, siadam na pozostałym skrawku podłogi. Sięgam po kolejną fajkę i w milczeniu ją wypalam. W końcu zbieram w sobie tyle odwagi, by spojrzeć prawdzie w oczy.
– Więc co mam zrobić? – pytam szeptem.
Dziewczynka milczy, przypatrując mi się uważnie. W głowie pozostaje mi tylko jedna myśl. Zabij swoje demony.
Poczucie winy, bezsilność, żal i udręka pomagają podjąć słuszną decyzję. Wstaję z posadzki i rozpościeram szeroko ramiona.
– Tak będzie lepiej, prawda? To jedyne wyjście...
Widzę smutek w oczach dziewczynki, lecz mam przeświadczenie, że to jest właśnie to, co muszę zrobić. Zamykam oczy, czując zbierające się w nich łzy i nabieram powietrza do płuc. Odchylam się w tył i tracę równowagę. Gdy spadam, wszystkie negatywne emocje ustępują wszechogarniającemu spokojowi.
Siedzę na ławce przed dworcem, paląc papierosa i popijając kawę z bufetu. Jest wcześnie rano, o tej porze plac świeci pustkami.
– Wstawaj, wstawaj. To czas, by odpowiedzieć za to, co zrobiłeś– śpiewam cicho, świadoma, że i tak nikt nie słyszy.
Obserwuję opustoszałe otoczenie i delektuję się samotnością, a także możliwością rozprostowania nóg. W końcu obok mnie siada młody chłopak, nerwowo przeszukując kieszenie.
– Pożyczy pani ogień? – pyta w końcu.
W milczeniu podaję zapalniczkę i sięgam po kolejnego papierosa.
– Wakacje? – zagaja mnie chłopak.
– Przeprowadzka.
– Gdzie?
– Gdzie mnie oczy poniosą – odpowiadam swobodnie.
Zerkam na zegarek i przepraszam towarzysza, mówiąc, że muszę biec na pociąg. Zarzucam torbę na ramię, gaszę niedopałek i dopijam kawę, by kupić na podróż jeszcze jedną. Gdy zajmuję miejsce w przedziale okazuje się, że mój towarzysz „od dymka” również jedzie w tym kierunku. Siada obok i zaczyna rozmowę, osobiście nie mam nic przeciwko. Po kilkunastu minutach rozmowy wiem, że niedawno się przeprowadził, ale nie chciał zmieniać szkoły, więc teraz dojeżdża ponad czterdzieści minut pociągiem.
– A twoja historia? – pyta mnie. – Gdzie twój dom? Przyjaciele?
– Brak i... brak – odpowiadam rozbawiona. – Nie mam stałego adresu i nie utrzymuję żadnych znajomości.
– Jak to możliwe? Nigdy z nikim nie nawiązałaś przyjaźni?
– Och, nawiązałam – odpowiadam.
Sama dostrzegam nostalgię i tęsknotę w swoim głosie, więc chrząkam, by pozbyć się niechcianych emocji. Dopijam kawę i wyrzucam pusty kubek do kosza, marząc o zapaleniu papierosa.
– Więc...? – nalega towarzysz podróży.
– Nazwijmy to toksycznym związkiem. Pewnego dnia po prostu się spakowałam i... zniknęłam. Bez słowa pożegnania, bez żadnych wyjaśnień. To było jakieś trzy lata temu.
– Cieszysz się z tej decyzji?
Nawet nie zauważam, kiedy zwracamy się do siebie per „ty”, wynika to całkiem naturalnie z sytuacji, choć nawet nie znamy swoich imion. Zresztą, czy to ważne?
– Zrozum, nie chciałam żyć w ten sposób – mówię ostrożnie. – Musiałam to zrobić, to wszystko.
– Dlaczego?
Dostrzegam brak zrozumienia na jego twarzy, co wcale mnie nie dziwi. Kto by chciał takiego życia? Kto by wyraził na nie zgodę, skazując się na samotność?
– By uratować siebie – odpowiadam wymijająco.

I uratować tych, których kocham, dodaję w myślach.
– Myślisz, że nie tęsknią? Że nie zastanawiają się, co się z tobą stało? Nie martwią się?
– Nie wydaje mi się. Mój telefon milczy od samego początku. Nawet jeśli ktoś zauważył, to odczuł z tego powodu ulgę. Uwierz mi, tak jest lepiej.
Zmieniamy temat, nie mam ochoty zagłębiać się w swoje własne życie. To właśnie od niego uciekam, to przez nie muszę raz za razem zaczynać wszystko od nowa. W końcu dzieciak wstaje i zbiera się do wyjścia. W drzwiach przedziału odwraca się i rzuca mi przeciągłe spojrzenie.
– Powodzenia – rzuca.
Uśmiecham się do niego i macham, gdy wyskakuje na peron. Pociąg rusza, a ja pozostawiam za sobą wszystko to, co zbudowałam przez ostatni miesiąc. Zmierzając ku niewiadomej, zawsze odczuwam lęk. Przezwyciężam go, zatapiając się w marzeniach o stabilizacji i spokojnym życiu, które
może kiedyś uda mi się osiągnąć. Nadszedł czas, by odpowiedzieć za to, co do tej pory uczyniłam. Czas, by uratować siebie i zyskać własne wybaczenie.
Uśmiecham się. Czuję ulgę, gdyż zaczynam widzieć stację końcową mojej podróży.
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(01-02-2015, 00:22)Ginger napisał(a):
Spoiler: 'Bla bla bla od Gin'

To czas...


Ze zdumieniem odkrywam, że mam na sobie białą sukienkę,(bez przecinka) pozbawioną jakichkolwiek ozdób czy schowków.

Zamykam oczy(przecinek) czekając na kolejne ataki, lecz zamiast tego moje ciało popada w odrętwienie.

Gry(Gdy) bestia szykuje się do skoku, tupię nogą z całej siły.

Żałośnie łkając (przecinek) wyciągam zakrwawioną rękę po papierosa, którego mi oferuje.

Pogodzona ze swoim losem(przecinek) chcę tylko zrozumieć, co doprowadziło mnie aż tutaj.

Widzę smutek w oczach dziewczynki(przecinek) lecz mam przeświadczenie, że to jest właśnie to, co muszę zrobić.

[i] Siedzę na ławce przed dworcem(przecinek) paląc papierosa i popijając kawę z bufetu.

Gdy zajmuję miejsce w przedziale okazuje się, że mój towarzysz „od dymka” również jedzie w tym kierunku, co i ja(podkreślone zbędne – ..."od dymka" jedzie w tym samym kierunku).

W końcu dzieciak wstaje i zbiera się do wyścia (wyjścia).

Po raz kolejny spotkanie z cieniami, lękami, dziewczynką. Przez cały czas usiłuję zrozumieć, co chcesz przekazać, ale chyba pewne rzeczy trzeba dotknąć i poczuć. Twoja bohaterka wciąż ucieka, pewne etapy kończy, inne zaczyna, gorzej, że nigdy ostatecznie.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#3
Błędy poprawione. Tylko tyle na cztery strony tekstu? Jestem zaskoczona. Gdzie masa powtórzeń wyszczególniona? :)

Nawko, jeśli chodzi o tę konkretnie historię – chodziło mi o to, że pomimo wielu prób, szczerych chęci i mocnych postanowień, nie wszystko da się naprawić. Nie wszystko można zamieść pod dywan i udawać, że będzie dobrze. Że czasami całkowite zniszczenie czegoś jest jedynym ratunkiem dla obydwu stron, choć przecież żadna nie chce źle. I choć to nie jest coś, czego ludzie by oczekiwali od swojego życia, choć sądzą że sobie poradzą i mają wszystko pod kontrolą – to jest to tylko pewien etap uzależnienia, który w relacjach międzyludzkich sprawia, że kończy się to fatalnie dla obydwu stron.

Cóż, szkoda, że nie wyszło ^.^'
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#4
(01-02-2015, 10:24)Ginger napisał(a): Błędy poprawione. Tylko tyle na cztery strony tekstu? Jestem zaskoczona. Gdzie masa powtórzeń wyszczególniona? :)

Nawko, jeśli chodzi o tę konkretnie historię – chodziło mi o to, że pomimo wielu prób, szczerych chęci i mocnych postanowień, nie wszystko da się naprawić. Nie wszystko można zamieść pod dywan i udawać, że będzie dobrze. Że czasami całkowite zniszczenie czegoś jest jedynym ratunkiem dla obydwu stron, choć przecież żadna nie chce źle. I choć to nie jest coś, czego ludzie by oczekiwali od swojego życia, choć sądzą że sobie poradzą i mają wszystko pod kontrolą – to jest to tylko pewien etap uzależnienia, który w relacjach międzyludzkich sprawia, że kończy się to fatalnie dla obydwu stron.

Cóż, szkoda, że nie wyszło ^.^'
Właśnie wyszło, choć wolałabym zobaczyć tekst o tym, że pewne etapy i lęki zostały za drzwiami, a rozliczenia, cóż. Czasem lepiej coś stracić, ale pozbyć się balastu, który siedzi na plecach. Lepiej coś zniszczyć, żeby budować na nowo.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości