Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Sci-Fi Łaska Imperatora.
#1
Był słoneczny i chłodny poranek. Słońce wychodziło zza gór. Wiatr szarpał sztandary, które poruszały się niespokojnie, jakby wyczuwały, że zbliża się coś... coś, co nie powinno się zbliżać. A przynajmniej nie tak szybko i nie powodując, że ziemia drży, niczym wstrząsana konwulsjami. Ale tylko ziemia drżała. Tylko ona. Synowie Guillimana z Zakonu Ultramarines stali niewzruszeni. Czekali. Roboute stał na wielkim głazie i wzrokiem starał się ogarnąć linie okopów i stanowisk ogniowych, przygotowanych z myślą o nadciągającej przesmykiem górskim hordzie Tyranidów. Roboute kazał wykopać je na kształt litery V, ramionami zwróconej w stronę, z której mają nadejść Tyranidzi. Patriarcha Ultramarines i jego ludzie już nie raz walczyli z tymi bestiami. Ich taktyka jest prosta. Przeć do przodu wszystkimi siłami gryząc, szarpiąc i rozrywając wszystko na swej drodze.
– Jednak przejawiają odrobinę myśli taktycznej.. – powiedział do siebie Guilliman patrząc przez lornetkę na niebiesko-fioletową masę tyranidzkich pancerzy, przeciskającą się przez wąskie przejście górskie.
– Puściły przodem guanty, a dopiero za nimi podążają większe jednostki. Cholerne mięso armatnie... Trzeba będzie jednak użyć artylerii, żeby przerzedzić je trochę, bo inaczej będziemy musieli skupić się głównie na nich i większe osobniki będą mogły podejść bliżej…
Zeskoczył ze skały i podszedł do kapitana Pierwszej Kompani.
– Gumtiku, będziesz z całą kompanią terminatorów stał na środku naszych linii. To co prześliźnie się przez naszą zaporę ogniową zatrzyma się na waszych tarczach. A potem zgnieciecie to młotami. Dziesiąta Kompania da wam wsparcie ogniowe w razie czego. Druga, Trzecia, Czwarta i Piąta są rozstawione wzdłuż linii obronnych, więc nie będą mogły wam pomóc. Dziewiątą podzieliłem na dwa oddziały po 50 ludzi i obsadziłem nimi bastiony na flankach naszych okopów, mieli czas, więc wybudowali tam prawdziwe fortece, dodatkowo są wspierani przez Ósmą, tak samo podzieloną. Szósta i Siódma są na tyłach, będą stanowić uzupełnienia i osłaniać artylerię. Jako wsparcie pancerne mamy 14 Korsarzy Landa i 28 Predatorów, więc jak tylko ta szarańcza wejdzie w zasięg efektywnego ostrzału zamieni się w miazgę.
– Ojcze, czy masz do przekazania jakieś rozkazy? – zapytał Gumtik.
– Przekaż artylerii, że jednak zmieniamy plan i będą tłuc już na początku, bo guantów jest tak wiele, że będziemy nimi zbyt zajęci, by się rozprawić z tymi większymi i synapsami. Nimi przede wszystkim. Gdy dostatecznie osłabi pierwszą falę ma tłuc ze wszystkiego co ma w Synapsy. Jeśli je zniszczymy, ta horda krwiożerczych maszyn do zabijania stanie się hordą niezorganizowanych, krwiożerczych maszyn do zabijania i miejmy nadzieję, że spora część z nich skupi się wtedy na sobie nawzajem.

Widok zapierał dech w piersiach. Setki tysięcy Tyranidów sunęło w stronę okopów w absolutnym milczeniu. Jedynym dźwiękiem jaki wydawały był głuchy odgłos chitynowych pancerzy trących o siebie nawzajem. Była to cisza na tyle niesamowita, że aż przytłaczająca. Marines nigdy się z czymś takim nie spotkali. Orkowie, Chaos, Tau, nawet Necroni zmierzali do boju z okrzykami na ustach, bądź paszczach i wszechobecnymi komendami.
Pierwsze wystrzały artylerii. Tyranidzi weszli w zasięg i teraz kilkadziesiąt pocisków artyleryjskich leciało w kierunku ich pierwszego szeregu. Ostrzał był precyzyjny jak skalpel neurochirurga. Kilka ton mięsa rozleciało się po okolicy, gdy pociski spadły i zamieniły setki tyranidów w kebab na ostro. A one nawet nie drgnęły. Ani przez moment się nie zawachały i po kawałkach swoich poprzedników parły dalej do przodu w całkowitym milczeniu. Kolejne pociski nadlatywały po poprzednich. A guantów nie ubywało, zdawało się wręcz, ze na każdego zabitego przypadają dwa nowe. Nagle rozpętało się piekło. Bestie podeszły wystarczająco blisko, by można było ostrzelać je ze wszystkiego co zdołano zgromadzić przed ich przybyciem. Bastiony Dziewiątej Kompanii plunęły ogniem i plazmą ciężkich dział i karabinów. Pręgi niebieskiego ognia z dział plazmowych Predatorów przeszywały i rozgrzewały powietrze, odparowując wszystko na swej drodze. Głównie Tyranidów. Dziesiątki tysięcy pocisków z bolterów różnego kalibru tworzyło zasłonę nie do przebicia. I mimo to obcy z każdą minutą posuwali się do przodu. Pośród mięsa armatniego zaczęły się pojawiać większe okazy. Pierwsza odpowiedź Tyranidów. W stronę Ultramarines poleciały wszelkiego rodzaju pociski pochodzenia organicznego.
Obok jednego z ludzi Gumtika spadła dziwna kulka, która momentalnie zaczęła przekształcać się w coś na kształt macek z kolcami i spróbowało się owinąć wokół pobliskich terminatorów. Na szczęście, było to za mało by choćby zarysować elitarny pancerz i szybko z tym rozprawili. Bestie były coraz bliżej, kapitan słyszał już niemal ich nieme powarkiwania. Ostrzał nie słabł ani trochę a one mimo to podchodziły coraz bliżej. Nagle jeden z nich wybił się przed szereg i w morderczym tępie rzucił się w stronę Gumtika. Kapitan z zimną krwią przygotował się na ten atak i bez najmniejszego zachwiania przyjął na tarczę impet rozpędzonego Tyranida by w następnej chwili rozsmarować go potężnym ciosem młota. Coraz więcej osobników przebijało się przez zaporę ogniową by zginąć w starciu z terminatorami. Zanim ktokolwiek zdążył się zorientować żołnierze Pierwszej Kompanii odpierali ataki nawet kilku obcych naraz, młócąc młotami na prawo i lewo w zorganizowanym chaosie. Ci obcy, którzy przeszli przez zastępy terminatorów zaczęli wspinać się na barykady, co zmusiło marines do przeniesienia części ognia z otwartego pola, gdzie każda kula trafiała celu, na osłonę barykady, co wymagalo bardziej precyzyjnego ostrzału.

Roboute rozpędził się do maksymalnej prędkości na jaką pozwalała jego zbroja i wybił się w powietrze. W ślad za nim skoczyło pięciu braci zakonu z jego obstawy. Gdy znajdowali się w powietrzu ich boltery wypluwały kule, magazynek za magazynkiem, w kierunku trzech wielkich stworów osłaniających innego, mniejszego, z wielkim łbem. Ten właśnie był ich głównym celem. Gdy wyczerpali amunicje odrzucili broń i lądując zwinęli się w pancerne kule, które tocząc się miażdżyły mniejsze osobniki na swej drodze. Kilkanaście metrów przed kolosami zaczęli biec, Roboute na czele, jego przyboczni za nim, tworząc klin, który wbijał się coraz głębiej niechybnie zbliżając się do osłanianej synapsy. Z mieczem łańcuchowym w każdej dłoni rzucili się na gigantyczne insekty rozdzielając się i wykonując w ostatniej chwili unik przed wielkimi ostrzami. Przetoczyli się pod odnóżami tyranidów i zaatakowali od tyłu wykorzystując przewagę szybkości. Nim bestie się odwróciły pierwsza z nich leżała już w kałuży własnej fioletowej krwi, tryskającej z czterech głębokich ran na bokach i brzuchu. Z pozostałymi dwoma nie było już tak łatwo. Efekt zaskoczenia zaskutkował tylko za pierwszym razem. Teraz pozostałe osobniki obstawy synapsy wiedziały, czego sie mogą spodziewać po swoim małym, zwinnym przeciwniku. Ustawiły sie obok siebie tak, by jednocześnie zasłaniać synapsę, i móc osłaniać się wzajemnie. Ponieważ wszystko to rozegrało się na przestrzeni kilku sekund, nie było czasu na obmyślenie strategii. Terminatorzy przypuścili atak frontalny, wykonując uniki przed ostrzami, parując je swymi mieczami i próbując przebić się przez nie, by dostać się na tyle blisko by zadać mieczem cios w brzuch – najsłabszy punkt tych stworów. Jeden z Marines spóznił się z unikiem o ułamek sekundy, potężne uderzenie cisnęło nim o pobliskie skały niczym szmacianą lalką. Pozbawiony przytomności został natychmiast dopadnięty przez mniejsze osobniki. Roboute wiedział, że nie dadzą sobie rady. Te monstra były zbyt wielkie i zbyt silne. Teraz to one atakowały. Patriarcha zaczął modlić się do Imperatora o cud, bo tylko on mógłby ich teraz uratować. Tyranidów ciągle przybywało. Kierowani przez ostatnią synapsę ciągle parli do przodu. Wielu braci zakonnych poległo. Lecz nie poddawali sie. Nie czuli strachu. Wiedzieli, że od nich zależy los tej planety, a także pozostałych planet układu i układów sąsiednich. Guilliman oszacował siły, już chciał zarządzić odwrót swego oddziału, gdy niespodziewanie poczuł nagły przypływ sił i wpadłł w stan uniesienia. Wielki Imperator. Wysłuchał.

Nad polem bitwy rozległ się krzyk, tak potężny, że zagłuszył odgłosy wystrzałów i eksplozji. Tak intensywny, że w jego epicentrum zamarły wszystkie insekty.
– ZA IMPERATORA! – wykrzyknął Roboute i pełen nowych sił i nieskończonej wiary rzucił się z furią na zdezorientowane olbrzymy. Natchnieni Marines skoczyli w ślad za nim i bez najmniejszegu problemu przebili się do Tyranida dowodzącego atakiem. Odrąbany łeb wylądował na ziemi i wtedy zapanował chaos. Bestie pozbawione psionicznej więzi zaczęły atakować siebie nawzajem, znacznie przyspieszając i ułatwiając, żołnierzom na wałach ich eksterminację. Roboute i jego przyboczni wykorzystali jetpacki by przedostać się na umocnienia i stamtąd, już nie w bezpośrednim starciu, eliminować pozostałe przy życiu plugastwo.

Patriarcha stał na środku pola zasłanego truchłami. Przed nim, dumnie prężąc piersi, stali w szeregu bracia zakonni ze wszystkich kompanii.
– Bracia! Dzisiejszego dnia wpisaliście się na karty historii! Dokonaliście niemożliwego, zatrzymując hordy Tyranidów! Dostąpiliśie również niezrównanego zaszczytu! Sam Nieśmiertelny Imperator, wzruszony waszym poświęceniem, postanowił obdarzyć was swą łaską, dzieki czemu przełamaliście szeregi wroga i zmiażdżyliście go niczym skała z impetem rzucona w robala wijącego się w agonii! W podzięce za dzisiejszą glorię wznieśmy okrzyk! Ku chwale Imperatora!
– KU CHWALE IMPERATORA!
Jest tylko jeden Met.
Met jest wszędzie.
Met zawsze był.
I zawsze będzie.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Widzę, że nikt nie zamieścił tu jeszcze komentarza, a na pewno na niego czekasz.
Czyta się przyjemnie. Moje uwagi dotyczą kilku fragmentów:
Cytat:Ich taktyka jest prosta. Przeć do przodu wszystkimi siłami gryząc, szarpiąc i rozrywając wszystko na swej drodze.
Po 'prosta' chyba lepiej będzie wstawić dwukropek.

Cytat:Dziewiątą podzieliłem na dwa oddziały po 50 ludzi i obsadziłem nimi bastiony na flankach naszych okopów, mieli czas, więc wybudowali tam prawdziwe fortece, dodatkowo są wspierani przez Ósmą, tak samo podzieloną.
Po co było dzielić? Nie można było obsadzić dziewiątą na lewej flance, a ósmą na prawej?

Cytat:– Przekaż artylerii, że jednak zmieniamy plan i będą tłuc już na początku, bo guantów jest tak wiele, że będziemy nimi zbyt zajęci, by się rozprawić z tymi większymi i synapsami. Nimi przede wszystkim. Gdy dostatecznie osłabi pierwszą falę ma tłuc ze wszystkiego co ma w Synapsy. Jeśli je zniszczymy, ta horda krwiożerczych maszyn do zabijania stanie się hordą niezorganizowanych, krwiożerczych maszyn do zabijania i miejmy nadzieję, że spora część z nich skupi się wtedy na sobie nawzajem.
Przeredaguj ten fragment, jeśli możesz, bo ciężko przez niego przebrnąć.
W pierwszym zdaniu to 'i synapsami' jest jakby doklejone na siłę. 'Nimi przede wszystkim' – też trudno zrozumieć, do czego się odnosi. Później piszesz, że horda zamieni się w hordę (powtórzenie). Hordę można zastąpić zgrają, ale co zrobić z 'krwiożerczymi maszynami do zabijania'? Pozostawiam to twojej inwencji.

Cytat:Orkowie, Chaos, Tau, nawet Necroni zmierzali do boju z okrzykami na ustach, bądź paszczach i wszechobecnymi komendami.
Zwrot 'bądź paszczach' jest wtrąceniem i powinien być oddzielony przecinkami z obu stron, ale zaraz za nim występuje spójnik 'i', więc...
Niech ktoś się jeszcze ewentualnie wypowie w tej sprawie.

Cytat:Kolejne pociski nadlatywały po poprzednich. A guantów nie ubywało, zdawało się wręcz, że na każdego zabitego przypadają dwa nowe.
Powinno być:
Kolejne pociski nadlatywały po poprzednich, a guantów nie ubywało. Zdawało się wręcz, że na każdego zabitego przypadają dwa nowe.

Cytat:I mimo to obcy z każdą minutą posuwali się do przodu.
Ten spójnik 'I' na początku zdania...
Bez niego zdanie będzie wyglądać lepiej.

Cytat:Obok jednego z ludzi Gumtika spadła dziwna kulka, która momentalnie zaczęła przekształcać się w coś na kształt macek z kolcami i spróbowało się owinąć wokół pobliskich terminatorów.
Może się czepiam, ale nie pasuje mi połączenie 'zaczęła przekształcać się' (w formie nie dokonanej) z 'spróbowało' (w formie dokonanej). Poza tym 'próbowała' (nie 'próbowało'), bo podmiotem w zdaniu jest 'kulka', a nie 'coś'. Można też napisać to następująco:
Obok jednego z ludzi Gumtika spadła dziwna kulka, która momentalnie zaczęła przekształcać się w coś na kształt macek z kolcami, próbując owinąć się wokół pobliskich terminatorów.

Cytat:Na szczęście, było to za mało by choćby zarysować elitarny pancerz i szybko się z tym rozprawili.
Brakowało 'się'.

Cytat:Ostrzał nie słabł ani trochę, a one mimo to podchodziły coraz bliżej.
Przed 'a' przecinek.

Cytat:w zorganizowanym chaosie.
Paradoks

Cytat:co wymagalo bardziej precyzyjnego ostrzału.
wymagało

Cytat:wpadłł w stan uniesienia.
podwójne 'ł'
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#3
Na podstawie 15-go punktu regulaminu temat przenoszę do kosza.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości