Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Jeden z wielu początków
#1
Czas na drugi mój tekst. Czekam z niecierpliwością na jakiekolwiek komentarze, wystarczy żeby były szczere. Miłej lektury.

Jeden z wielu początków

Noc zapowiadała się piękna. Niebo nad Bronowicami było bezchmurne, rozgwieżdżone i czyste. Odbite od tarczy księżyca światło oświetlało uśpione miasto, zaglądało przez szyby do opuszczonych sklepów, pokrywało ulice jasną, srebrzystą poświatą. W tym małym miasteczku próżno byłoby szukać nocnych awantur, imprez do rana, czy romantycznych schadzek przy świetle księżyca. Jego mieszkańcy mieli zbyt dobrze ułożone życie, żeby marzyć. Dzieci, posłuszna rodzicom, pilnie chodziły do szkoły, po powrocie do domu odrabiały lekcje, bawiły się na podwórku i wcześnie kładły się do łóżka. Dorośli pracowali, starając się utrzymać własne rodziny, wychować swoje pociechy, więc zasypiali szybko i łatwo, nie myśląc o niczym więcej. Starcy dożywali swoich lat w spokoju, grając w karty, siedząc w parku czy rozpieszczając wnuków, i jedynym co przerywało ich spokojną egzystencję, były uparte bóle reumatyczne.
Aby znaleźć chociaż jedną osobę, która nie została porwana przez rutynę życia, trzeba by trochę się namęczyć. Udać się tam, gdzie szare, betonowe bloki ustępują sześciennym domkom jednorodzinnym, chodniki zastępowane są poboczem, a drzewa wreszcie uzyskują tyle miejsca, by utworzyć las. Na granicy miasta i wsi żyło sobie w niewielkim domku stare małżeństwo. Lecz chociaż odstawali oni od typowego stylu życia emerytów z Bronowic, żadne z nich nie jest tym, którego szukamy. Aby go znaleźć, musielibyśmy przejść obok głównego budynku i skierować się do przybudówki, gdzie mieszka Michał, ich wnuk.
W tę noc siedział przy biurku, z rękami położonymi na klawiszach swojego laptopa. Żeby oszczędzać prąd nie zapalił żadnej lampki, więc jedynym źródłem światła był prostokątny ekran komputera, który oświetla krótkie, popielate włosy, niebieskie oczy oraz mizerną postać chłopca, który niedawno skończył piętnaście lat. Oprócz niego w pokoju znajdowało się wąskie, starannie pościelone łóżko, niewielka komoda, no i książki. Niektóre były poukładane na regale, inne położone na półkach ściennych, a pozostałe ułożone w stosy, które wyrastały z ziemi jak papierowe wieżowce.
Michał od wielu lat sukcesywnie zbierał je w swoim pokoju, czasem kupował w antykwariatach, czasem dostawał w zamian za drobne prace, część dostał od dziadków. Gdy zdobył nowy egzemplarz do swojej kolekcji, pochłaniał go, strona po stronie, zatapiał się w wymyślonych krainach, chodził nieistniejącymi drogami, poznawał istoty, które nigdy się nie urodziły. A potem marzył. O stworzeniu świata, który byłby enklawą dla ludzi takich jak on, który pozwoliłby uciec od życiowych trosk.
Jednak kolejna noc zakończyła się niepowodzeniem. Czuł się jakby układał puzzle, miał wszystkie potrzebne elementy, jednak nie mógł ułożyć ich w całość. Jak stwórca, który ulepiwszy z gliny pierwszego człowieka, nie potrafił tchnąć w niego życia. Jego świat był niekompletny, podarty jak skrawki papieru. Wreszcie, kiedy noc zaczęła blednąć, poddał się, uważając na książkowe stosy wgramolił się do łóżka, zamknął oczy i niemal natychmiast zasnął.

Światło wschodzącego słońca przebiło się przez jego zamknięte powieki, budząc go. Do jego uszu doszedł śpiew porannych ptaków, a do nozdrzy dotarł zapach mięty. Najchętniej spróbowałby zdrzemnąć się jeszcze przez chwilę, lecz z zaskoczeniem stwierdził, że zamiast na twardym materacu leży na miękkiej, wilgotnej trawie. Otworzył oczy. Słońce nie wpadało do jego pokoju przez otwarte okno, bo nie było żadnego okna. Ptaki latały beztrosko dookoła, a mięta rosła tuż obok niego. Był las i polana w środku lasu. Żadnych domów, dziurawych ulic ani nawet leśnych ścieżek. Był sam.
Jednak zanim Michałowi udało się zastanowić nad własnym położeniem, na granicy drzew pojawiła się postać. Centaur zbliżył się do niego, więc chłopiec mógł mu się dobrze przyjrzeć. Stworzenie było prawie dwa razy wyższe od niego, miało długie, przypominające grzywę włosy i było, przynajmniej od pasa w górę, pulchnym mężczyzną. Oddychał ciężko i cały pokryty był potem. Po chwili odezwał się do chłopca.
— Serdecznie witam cię w naszym świecie, jestem Therion i oferuję swoje usługi jako przewodnik. — Nastąpiła długa przerwa, podczas której centaur zadbał o dostarczenie do swego ciała odpowiednich ilości tlenu. — Miło mi cię poznać.
— Gdzie ja jestem? — wykrztusił zaskoczony nagłym pojawieniem się istoty chłopiec — Czy ja śnię?
— Nasz świat nazywa się Iniestria. Chętnie cię po nim oprowadzę. Ja, w każdym razie, na pewno nie śpię, sprawdzałem wielokrotnie. — Mówiąc te słowa, centaur demonstracyjnie uszczypnął się w swój koński zad. — Wciąż nic. Chociaż ciężko by spodziewać się innego rezultatu, skoro już tyle razy sprawdzałem. Jeśli masz więcej pytań, to mogę odpowiadać na nie po drodze. I tak nie stać mnie na więcej, niż spokojny kłus. To jak, wsiadasz?
Michał zastanowił się przez chwilę. Powoli zaczęło do niego docierać, gdzie jest i jak tu się znalazł. Jeżeli jego przypuszczenia były słuszne, to zdecydowanie nie chciałby zostać uszczypnięty przez kogokolwiek. Jeszcze raz przyjrzał się centaurowi. Cóż, wyobrażał go sobie trochę inaczej. Ciekawe, czy przynajmniej będzie tak samo towarzyski, jak w jego głowie. W końcu podjął decyzję.
— Ok, bądź moim przewodnikiem. — Chłopak podszedł do centaura i niezgrabnie wdrapał się na jego grzbiet. — Tylko truchtaj ostrożnie, jesteś pierwszym centaurem, którego mam przyjemność dosiadać. Nie chciałbym zakończyć tej przejażdżki w pokrzywach.
Trzeba przyznać, że jazda nie była zbyt przyjemna. Michałem trzęsło niemiłosiernie, a od nieustannych podskoków szybko zabolało go siedzenie. Na domiar złego spocone ciało centaura nie pozwalało mu się nawet porządnie chwycić. Jednak wszystkie niewygody podróży szybko przestały się liczyć, ponieważ dotarli na skraj lasu i oczom chłopca ukazał się krajobraz, który odebrał mu dech w piersiach.
— Tak, jak zawsze marzyłem. — Teraz dopiero w pełni zrozumiał, że znajduje się w wyjątkowo realistycznym śnie. — Wyjechaliśmy z Zapomnianej Puszczy, o, a tam jest stolica królestwa Mandyli! — W blasku wschodzącego słońca górujący nad miastem królewski zamek wyglądał naprawdę wspaniale. Cały z białego kamienia, aż uginał się pod ciężarem wielkiej ilości wież obronnych, blanek i szpiczastych dachów. Trzeba było przyznać, że gdy Michał wreszcie miał możliwość zobaczyć twierdzę w całej okazałości, to wyglądała ona jak żywcem wyciągnięta z bajki dla dzieci. Brakowało tylko smoka i porwanej przez niego księżniczki. — Są i Niedostępne Góry, Porywista Rzeka, Niedostępne Mokradła i Królewski Trakt!
— Zawsze zastanawiałem się, co za ograniczony kretyn je nazywał — zawtórował Centaur — Porywista Rzeka, phi, dlaczego od razu nie Mokra? Albo Wodna? Ja bym pokazał trochę więcej kreatywności. Widać ktoś tu trochę poszedł na łatwiznę.
Słysząc ostre słowa Theriona, Michał zaliczył buraka. Zawsze miał problemy z wymyślaniem nazw, szczególnie jeśli chodzi o te geograficzne. Za każdym razem gdy czytał książki, to otaczający bohaterów świat wydawał się tak naturalny, że ciężko było mu sobie wyobrazić, by nie istniał, przed napisaniem ich. Dopiero niedawno zrozumiał, jak trudne może być tworzenie nowego świata.
— Skąd w ogóle znasz tę krainę? — zdziwił się centaur. — Wydawało mi się, że jesteś tu nowy. Nie wyglądasz też na człowieka, który dużo podróżuje. Nie widzieliśmy się może wcześniej?
— Tak jakby. — Chłopak zawahał się na chwilę. – Ja ten świat trochę stworzyłem.
— Trochę stworzyłeś? Masz na myśli, że byłeś tylko od prac wykończeniowych? Czy może zajmowałeś się tylko nazywaniem?
— Nie, stworzyłem to wszystko, a właściwie wymyśliłem. W mojej głowie. Magiczny las, królestwo ludzi, cała ta kraina powstała z moich marzeń.
— Skoro tak, to wybacz proszę moje wcześniejsze uwagi. Zaszczytem jest dla mnie spotkać naszego stwórcę. Chociaż muszę przyznać, że mógłbyś pewne rzeczy poprawić.
— Co masz na myśli? – zainteresował się chłopiec — Co mógłbym poprawić?
— Wiesz co, może ktoś inny powinien z tobą o tym porozmawiać. Skoro to ty stworzyłeś ten świat, to nie ma sensu cie po nim oprowadzać. Pojedziemy od razu do króla, on przyjmie cię z odpowiednimi honorami.

Droga do pałacu była długa, niewygodna i kręta, jednak Michałowi to nie przeszkadzało. Z ciekawością rozglądał się dookoła, wciąż nie mogąc uwierzyć, że dane mu jest oglądać świat stworzony przez samego siebie. Jednak, chociaż sama droga wyglądała na często używany szlak, przez długi czas chłopiec i centaur nie spotkali innych podróżnych. Zaniepokoiło to Michała, więc postanowił dopytać się o to swojego towarzysza podróży.
— Therionie, dlaczego nikogo nie spotkaliśmy do tej pory? O ile pamiętam, to Królewski Trakt jest najbardziej uczęszczaną drogą w okolicy. Czy nie powinien ktoś nią podróżować? Na przykład chłopi wiozący żywność do miasta, może jacyś królewscy posłańcy albo chociaż rycerze, którzy jadą na królewski turniej. Cokolwiek.
— To ja mógłbym cię o to zapytać, drogi Stwórco – zaperzył się centaur. – Nasza kraina, choć niewątpliwie piękna, jest praktycznie niezamieszkała. Do tej pory nie spotkałem na trakcie ani jednego podróżnego. Trochę ludzi jest w mieście oraz w pałacu, ale oni krzywo patrzą na takich mieszańców jak ja. W lesie, oprócz elfów oraz kilku innych mniej inteligentnych stworzeń i mnie, też nie ma nikogo. Muszę przyznać, że można się poczuć w twoim świecie samotnym, szczególnie będąc towarzyskim centaurem, który nie przepada za elfim humorem.
— Tworzenie postaci nigdy nie było moją mocną stroną. Zawsze wychodzą takie bezbarwne, nudne. Przynajmniej w porównaniu do bohaterów książek, które czytałem. Na pewno są ciekawsze od moich kolegów z klasy.
— Ja mogę ci podrzucić jeden pomysł na postać, jeśli chcesz. — Na twarzy centaura zagościł tajemniczy uśmiech. — Centaurzyca. Ciekawe będą przede wszystkim jej kształty. Chociaż może lepszym określeniem byłoby: pełne. Ważne też, żeby lubiła brykać, jeśli wiesz, co mam na myśli. Musi też mieć czyste kopyta, lśniącą grzywę i potężny zad. Zapisz sobie to ostatnie, bo to ważne.
— Byłem przekonany, że jak ciebie stworzyłem, to nie miałeś takiego pociągu do płci przeciwnej. — Michał zaśmiał się w duchu ze swojego konnego towarzysza. – Nie martw się, coś dla ciebie wymyślę, może nawet więcej niż jedną towarzyszkę, żebyś mógł sobie wybrać. Pasuje?
— Wspaniale. — Centaur wyglądał na naprawdę zadowolonego. – To wszystko dlatego, że jestem taki samotny. W desperacji nawet elfie kobiety wyglądają całkiem kusząco.
Od tego czasu podróż minęła Michałowi o wiele szybciej. Okazało się, że Therion jest bardzo towarzyskim stworzeniem, przez większą cześć drogi przekomarzali się ze sobą. Zadziwiające było to, o ile łatwiej rozmawiało się chłopcu z centaurem, niż z jego kolegami z klasy. Ilekroć Michał próbował porozmawiać ze swoimi rówieśnikami, to dość szybko tematy, które poruszali, okazywały się być nudne i strasznie zwyczajne. Gadali przede wszystkim o szkole, stopniach, śmiali się z nauczycieli lub innych uczniów. Z nikim nie mógł więc porozmawiać o tym, co wydawało się dla niego najciekawsze, czyli o książkach. Podróż na grzbiecie centaura była bezsprzecznie jednym z najszczęśliwszych momentów jego życia.

Kiedy Therion wjeżdżał do miasta, Michała uderzyła cisza w nim panująca. Chociaż wąskimi, brukowanymi ulicami spacerowali sporadycznie ludzie, to wciąż było ich za mało, by wywołać zwykły, miejski gwar. Kramy czekały zamknięte, jakby wiedziały, że nie ma chętnych w nich kupować klientów. Smród, który w każdym pozbawionym kanalizacji mieście powinien być obezwładniający, delikatnie drażnił chłopięce nozdrza. Nawet karczmarskie szyldy, zachęcające strudzonych mieszkańców do odwiedzenia lokali, zwisały posępnie, bezużyteczne. Miasto było wymarłe.
Pałac, chociaż ogromny, także wydawał się opustoszały. Dopiero gdy Therion, wytężając swoje końskie płuca, ogłosił przybycie stwórcy wszechświata, przed bramę wyszli dwaj ubrani w kolorowe mundury strażnicy, którzy wpuścili ich do środka. Od razu zaprowadzili ich do przestronnej sali i poprosili, by tam przez chwilę poczekali, aby król zdążył przygotować na ich cześć ucztę. Korzystając z chwili wolnego czasu, Michał odezwał się do Theriona:
— Spotkałeś się już może kiedyś z jakimś królem? Dla mnie będzie to pierwszy raz i trochę się denerwuję. Jak powinienem się zachować?
— Nie martw się, jesteś stwórcą. — Centaur uspokoił chłopca. — Jeżeli tylko coś mu się nie będzie podobało, to powiesz coś w stylu: „Na kolana, dziadzie, albo zamienię ten twój pałac w kupę gruzu!” i skończy się kozakowanie. Myślę, że to on bardziej denerwuje się, jak zachowywać się przy tobie.
— Dzięki, strasznie mi ulżyło – zaśmiał się chłopiec. — Mam nadzieję, że na uczcie będzie księżniczka, może wreszcie będę mógł pogadać z jakąś dziewczyną na poziomie. Koleżanki w mojej klasie są, jakby to powiedzieć...
— To, że cię nie lubią, wcale nie świadczy o nich źle – przerwał mu centaur. — Tylko nie rzuć się na nią od razu z łapami przy tatusiu, myślę, że to by mu się nie spodobało. Z księżniczkami trzeba delikatnie.
Zanim Michał zdążył odpowiedzieć na tę kąśliwą uwagę, do komnaty weszli znani im już wcześniej zbrojni, by zaprowadzić ich na ucztę. Odbywała się ona w ogromnej sali biesiadnej. Miękki, czerwony dywan prowadził od wejścia aż na drugi koniec pomieszczenia, gdzie ustawiony był długi, dębowy stół. Cała sala była pełna słonecznego światła, które wpadało przez olbrzymie okna. Stół, chociaż mogłoby przy nim biesiadować co najmniej pięćdziesiąt osób, zastawiony był tylko dla czterech.
Na jego środku siedziały dwie postacie. Jedną z nich był niewątpliwie król, czerstwy staruszek, na którego skroniach spoczywała szpiczasta, złota korona. Ubrany był w purpurową, bogato zdobioną szatę, a na szyi nosił złoty medalion w kształcie klucza skrzyżowanego z mieczem, symbol jego dynastii.
Obok niego siedziała kobieta, chociaż młodsza od króla, to widać po niej było, że najlepsze lata ma już za sobą. Ubrana była w prostą zieloną suknię, a na jej długich, przyprószonych siwizną włosach spoczywał królewski diadem.
Kiedy goście weszli do sali, obaj gospodarze wstali, a stojący przy drzwiach strażnik wygłosił słowa powitania:
— W imieniu szczęśliwie nam panującego króla Harolda czwartego, władcy królestwa Mandyli, oraz jego córki, pięknej Izoldy, witamy stwórcę naszego świata, Michała z Bronowic, oraz jego towarzysza, centaura Theriona!
Michał stanął jak wryty, zaskoczony sytuacją. Nie do końca w ten sposób wyobrażał sobie ucztę na swoją cześć. Szczególnie zdziwił go widok księżniczki, ponieważ bardziej przypominała podstarzałą żonę, niż córkę króla. Co więcej, na stole, zamiast wypełnionych pysznym mięsiwem półmisków oraz garnców pitnego miodu, leżały tace wypełnione owocami, sucharami oraz dzbany z mlekiem. Dopiero gdy otrząsnął się z szoku i usiadł naprzeciwko króla, a tuż obok przykucnął centaur, władca pospieszył z wyjaśnieniami.
— Wybaczcie nam, szanowni goście, tak skromny poczęstunek. Chociaż ziemie w królestwie są żyzne, to brakuje ludzi, którzy mogliby na nich uprawiać rośliny. W lesie zwierzyny jest pełno, lecz nie ma rycerzy, którzy mogliby na nią polować. Nie ma w mieście muzyków, a nawet gdyby byli, to nie dzieje się w okolicy nic, o czym warto by skomponować pieśń. Żyję w pałacu, który jest dla mnie za duży, odwiedzam wspaniałe komnaty, w których powinny odbywać się bale. Jestem władcą, który nie ma czym władać. Jednak, choć mam tak niewiele, to postaram się ugościć cię najlepiej, jak tylko mogę, stwórco.
Słowa władcy wywołały w Michale poczucie winy. Król, chociaż wyglądał na potężnego władcę, pod płaszczem dostojeństwa oraz królewskich manier, ukrywał smutek. Tak jak ryba nie może żyć bez wody, tak władca nie może żyć bez swojego królestwa. Michał, nie dbając o dokończenie swojego świata, skazał Harolda na pozbawioną sensu egzystencję. Ciszę, która zapadła po słowach króla, przerwał centaur:
— Bardzo dziękujemy ci, królu, za tak gościnne przyjęcie. — Chociaż twarz Theriona była poważna, to Michał mógł przysiąc, że centaur mrugnął do niego. — Jesteśmy bardzo strudzeni po podróży, dlatego, jeżeli nam pozwolisz, chcielibyśmy chwilę odpocząć, słuchając o problemach królestwa, których, jak słyszałem, stwórca jest bardzo ciekawy.
— Oczywiście, chętnie opowiem wam o naszych bolączkach. Skarbiec królewski jest pusty, ponieważ brak ludzi, na których można by narzucić podatki. Nie możemy przez to prowadzić wojen, które pomogłyby umacniać pozycję rodziny królewskiej oraz pozwoliłyby młodym rycerzom na zdobycie sławy. Brakuje nam arystokracji, która mogłaby knuć intrygi przeciwko mnie, przez co życie w pałacu wydaje się być nieznośnie nudne. Nie ma kataklizmów, wrogich armii, złowieszczych przepowiedni, szalonych władców, potężnych artefaktów, zagubionych potomków rodziny królewskiej. Próżno szukać w okolicy kochanków, którzy w ukryciu przed swoimi rodzinami spotykaliby się na schadzkach. Nie spotkasz na moich ziemiach magicznych bestii, wędrownych mędrców ani niezawodnych wyroczni. Jesteśmy pozbawieni tego, co nadałoby nam chociaż odrobinę wyjątkowości. Nic dziwnego, że nikt nie chce nas odwiedzać.
Im dłużej król mówił, tym bardziej Michał czuł się przygnębiony. Stworzył najbardziej pusty, nieciekawy świat, jaki można by sobie wyobrazić. Zamiast wymarzonej krainy, która byłaby schronieniem dla wielu ludzi, utworzył piekło nudy, w którym nawet król nie może wytrzymać. Zapragnął jak najszybciej naprawić swoje błędy. Powodowany poczuciem winy, odpowiedział królowi:
— Bardzo przepraszam za to, co zrobiłem wszystkim mieszkańcom królestwa. To z mojej winy cierpią, uwięzieni w pozbawionym życia świecie. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, by zadośćuczynić ich cierpieniu. Jeżeli chciałbyś, królu, prosić mnie o coś, to będę zaszczycony, mogąc spełnić twoją prośbę.
— Bardzo dziękuję stwórco za twe kojące słowa. Jest coś, co mógłbyś dla mnie zrobić. — Król uśmiechnął się szeroko. — Otóż moja córka, jako że brakuje w okolicy wysoko urodzonych, wciąż jest panną. Chciałbym ofiarować ci, stwórco, jej rękę, jako symbol naszej przyjaźni. Byłbym zaszczycony, mogąc przyjąć cię do swojej rodziny.
Księżniczka, która do tej pory milcząco przysłuchiwała się rozmowie, spojrzała na chłopca zalotnie. Niestety, efekt nie do końca był taki, jaki oczekiwała, ponieważ była ona bardzo podobna do wychowawczyni klasy Michała. Chłopiec przyrzekł sobie, że gdy tylko uda mu się wybudzić z tego snu, to przeniesie się do innej klasy, by nigdy więcej nie narazić się na to spojrzenie. W tym samym czasie centaur, który propozycję króla uznał z jakiegoś powodu za zabawną, próbował ukryć fakt, że powstrzymuje się od wybuchnięcia śmiechem, czego efektem była czkawka.
— Niech tak będzie. — Michał dość szybko pożałował swoich słów. — Niech żyje król i jego rodzina! — zainicjował toast, żałując, że jego kubek jest wypełniony mlekiem, a nie ruskim bimbrem.
— Słyszałem, że jesteście zmęczeni podróżą, nie będę was już dłużej zatrzymywał. Strażnicy zaprowadzą was do waszych komnat. Spotkamy się jutro na weselu, w tej samej sali. Ostrzegam tylko, żebyś nie próbował w nocy organizować schadzki, księżniczka będzie pilnowana przez dwóch moich najlepszych, i jednocześnie jedynych, strażników. Na miłosne zabawy przyjdzie czas po ślubie.
Z tymi słowy król odprowadził ich do wyjścia z komnaty, gdzie przejęli ich strażnicy. Michał, widząc, że Therion ma ochotę nabijać się z jego nowego związku, udał się od razu do swojej sypialni i położył na przeznaczonym dla niego łożu. Ostatnią rzeczą, która nawiedziła go przed snem, był obraz jego przyszłej żony, która swoimi pomarszczonymi, bladymi ustami posłała mu buziaka na pożegnanie oraz myśl, że będzie ona bardzo zawiedziona, kiedy tej nocy Michał nie będzie próbował zakraść się do jej sypialni. Z tą refleksją chłopiec zapadł w ramiona Morfeusza.

Po przebudzeniu Michał od razu otworzył oczy. Z powrotem znajdował się w swoim pokoju, wśród stosów ukochanych książek. Szybko poderwał się z łóżka i wyłączył leżący na komodzie budzik. Była siódma rano, czas, by przygotować się do szkoły. Jednak tym razem, zamiast oddać się porannej rutynie, Michał usiadł przed swoim laptopem. Miał do zrobienia coś, co było dla niego ważniejsze od lekcji. Zamknął oczy, starając się przypomnieć wszystko, czego brakowało jego światu. Starał się ponownie wzbudzić w sobie poczucie winy, które wypełniało go podczas rozmowy z królem. Kiedy poczuł, że jest gotowy, zaczął pisać. Nie wiedział tylko, że nigdy więcej tworzyć już nie przestanie.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
"— Serdecznie witam Cię w naszym świecie, jestem Therion i oferuję swoje usługi jako przewodnik. — (z dużej litery) nastąpiła długa przerwa, podczas której centaur zadbał o dostarczenie do swego ciała odpowiednich ilości tlenu. — Miło mi cię poznać."

"— Zawsze zastanawiałem się co za ograniczony kretyn je nazywał (spacja) — ( z małej litery) Zawtórował Centaur. " –

"— Skąd w ogóle znasz tę krainę? — zdziwił się centaur (kropka) — Wydawało mi się, że jesteś tu nowy. Nie wyglądasz też na człowieka, który dużo podróżuje. Nie widzieliśmy się może wcześniej?"

"— Tak jakby — chłopak zawahał się na chwilę (kropka) – Ja ten świat trochę stworzyłem."

"kolezanki w mojej klasie są, jakby to powiedzieć..." – koleżanki, zdanie zaczynamy z dużej litery.

"Stół, chociaż mogło by przy nim biesiadować co najmniej pięćdziesiąt osób, zastawiony był tylko dla czterech.
Na jego środku siedziały dwie postacie. " – siedziały na środku stołu?

"Żyję w pałacu, który jest dla mnie za duży, odwiedzam wspaniałe komnaty, w których powinny odbywać się bale (kropka) Jestem władcą, który nie ma czym władać."

"— Bardzo dziękujemy ci królu, za tak gościnne przyjęcie. — (z dużej litery) chociaż twarz Theriona była poważna, to Michał mógł przysiąc, że centaur mrugnął do niego."

"Brakuje nam arystokracji, która mogłaby kknuć intrygi przeciwko mnie, przez co życie w pałacu wydaje się być nieznośnie nudne." – knuć

Wprowadź wcięcie przed dialogami (akapit). Nie będę wypisywała wszystkich błędów, jakie zrobiłeś w zapisie dialogów, ale proponuję zajrzeć do tematu, w którym znajdziesz wskazówki dotyczące zapisu dialogów: https://podziemieopowiadan.pl/forum/thre...logow.html i po przeczytaniu tematu jeszcze raz przejrzeć swój tekst.

Co do samego tekstu. Napisane jest ładnie, nawet dość ciekawie, czyta się płynnie i przyjemnie. Opowiadanie nie przypadło mi do gustu. Początek jest zachęcający, jednak dalszą część mogę streścić w słowach: był sobie chłopiec, który wymyślił własny świat i przeniósł się do niego we śnie. Zakończenia zwyczajnie nie łapię. Swoją drogą, gdyby główny bohater jechał na kłusującym centaurze, wylądowałby w pokrzywach, o galopie nawet nie wspominając, stępa nie miałby szans na podskakiwanie, raczej kołysałby się na boki. Całokształt jest na plus, wyszło lekko i przyjemnie, z humorem średnio, ale nie jest źle. :P
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#3
Dzięki za komentarz Arabello, już się bałem, że ten tekst przejdzie zupełnie bez echa. Żałuje tylko, że moja historia nie przypadła Ci do gustu, może następnym razem mi się uda. Przy okazji, dla mnie jazda kłusem na centaurze jest możliwa, nawet dla niewyćwiczonego jeźdźca. Na nieosiodłanym koniu faktycznie byłoby to ciężkie, bo trudniej się na nim czegoś chwycić. Niestety, chociaż na koniu zdarzało mi się przejechać, to jeszcze nigdy nie miałem okazji dosiadać centaura, więc nie wiem jak bardzo mam rację. Mam tylko nadzieję, że takie jeździeckie dylematy nie przeszkadzają bardzo w odbiorze tekstu. Jeszcze raz dzięki za komentarz :).
Odpowiedz
#4
Na pewno Stu, Vet albo Naw skomentowaliby, na mnie również możesz liczyć, bo z reguły czytam i komentuję teksty. :) Co do dylematów, nie, nie przeszkadzają, ale nie mogłam wyobrazić sobie takiej jazdy. Przy jeździe konnej na oklep też można się złapać, tyle że szyi konia, ewentualnie grzywy. :)

Edit: wprowadź poprawki i zajrzyj do linku, który podałam. ;)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#5
(02-01-2015, 22:32)Mogget napisał(a): Noc była piękna. Niebo nad Bronowicami było bezchmurne, rozgwieżdżone i czyste. (...)W tym małym miasteczku próżno byłoby szukać nocnych awantur, imprez do rana, (bez przecinka) czy romantycznych schadzek przy świetle księżyca.

Dzieci, słuchając rodziców, pilnie chodziły do szkoły,(Przerobiłabym to zdanie tak, aby pozbyć się tego imiesłowu "słuchając", bo wychodzi tak, jakby chodziły do szkoły i jednocześnie ciągle słuchały tych rodziców. Napisałabym np.: "Posłuszne rodzicom dzieci(...)" czy coś w tym stylu.) po powrocie do domu odrabiały lekcje, bawiły się na podwórku i kładły się do łóżka wcześnie. (Jakoś mi nie brzmi taki szyk, zapisałabym "i wcześnie kładły się do łóżka")

Dorośli pracowali, starając się utrzymać swoje rodziny, wychować swoje pociechy, więc zasypiali szybko i łatwo, nie myśląc o niczym więcej. Starcy dożywali swoich lat w spokoju, grając w karty, siedząc w parku,(bez przecinka) czy rozpieszczając swoich wnuków,(zbędny przecinek) i jedynym (przecinek) co przerywało ich spokojną egzystencję, były uparte bóle reumatyczne.

Lecz chociaż odstawali oni od typowego stylu życia emerytów z Bronowic, żadne z nich nie jest tym, którego szukamy. Aby go znaleźć, musimy przejść obok głównego budynku i skierować się do przybudówki, gdzie mieszka Michał, ich wnuk. (Raczej nie zmienia się czasu narracji, a te "musimy", "szukamy" również mi się jakoś nie podobają.)

Siedzi przy biurku, z rękami położonymi na klawiszach swojego laptopa. Żeby oszczędzać prąd(przecinek) nie zapalił żadnej lampki, więc jedynym źródłem światła jest prostokątny ekran komputera. Dzięki niemu możemy zobaczyć krótkie, popielate włosy, niebieskie oczy oraz mizerną postać chłopca, który niedawno skończył 15(słownie) lat. (Cały akapit, z którego pochodzi ten fragment, jest zapisany w czasie teraźniejszym, a wszystko inne w przeszłym – jak napisałam wyżej, unika się zmieniania czasu narracji)

Gdy już je zdobył, pochłaniał je, (zbędny przecinek) strona po stronie, zatapiał się w wymyślonych krainach, chodził nieistniejącymi drogami, poznawał istoty, które nigdy się nie urodziły.

Do uszu doszedł go (Napisałabym "do jego uszu doszedł") śpiew porannych ptaków, a do nozdrzy dotarł zapach mięty.

Najchętniej spróbowałby zdrzemnąć się jeszcze przez chwilę, lecz z zaskoczeniem stwierdził, że zamiast na twardym materacu,(zbędny przecinek) leży na miękkiej, wilgotnej trawie.

— Serdecznie witam Cię(zaimki z małej litery – to nie list) w naszym świecie, jestem Therion i oferuję swoje usługi jako przewodnik. — Nastąpiła długa przerwa, podczas której centaur zadbał o dostarczenie do swego ciała odpowiednich ilości tlenu.

— Gdzie ja jestem? — wykrztusił zaskoczony nagłym pojawieniem się istoty chłopiec(kropka) — Czy ja śnię?

— Nasz świat nazywa się Iniestria. Chętnie cię po nim oprowadzę. Ja, w każdym razie, na pewno nie śpię, sprawdzałem wielokrotnie. — Mówiąc te słowa(przecinek) centaur demonstracyjnie uszczypnął się w swój koński zad.

Powoli zaczęło do niego docierać(przecinek) gdzie jest i jak tu się znalazł.

Trzeba przyznać, że jazda nie była zbyt przyjemna. Michałem trzęsło niemiłosiernie, a od nieustannych podskoków szybko zabolało(Lepsze będzie "rozbolało", bo "zabolało" oznaczałoby, że odczuł ból tylko raz, a nie przez dłuższy czas) go siedzenie.

— Są i Niedostępne g(G)óry, Porywista Rzeka, Niedostępne Mokradła i Królewski Trakt!

— Zawsze zastanawiałem się (przecinek)co za ograniczony kretyn je nazywał — zawtórował Centaur(kropka) — Porywista Rzeka, phi, dlaczego od razu nie Mokra? Albo Wodna?

Słysząc ostre słowa Theriona, Michał zaliczył buraka. (Zaliczyć buraka? Pierwsze słyszę.)

Za każdym razem(przecinek) gdy czytał książki, to (zbędne) otaczający bohaterów świat wydawał się tak naturalny, że ciężko było mu sobie wyobrazić, by nie istniał,(bez przecinka) przed napisaniem ich.

— Skąd w ogóle znasz tę krainę? — zdziwił się centaur(kropka) — Wydawało mi się, że jesteś tu nowy.

— Nie, stworzyłem to wszystko, a właściwie wymyśliłem. W mojej głowie. Magiczny las, K(k)rólestwo ludzi, cała ta kraina powstała z moich marzeń.

— Co masz na myśli? – zainteresował się chłopiec(kropka) — Co mógłbym poprawić?
— Wiesz co, może ktoś inny powinien z tobą o tym porozmawiać. Skoro to ty stworzyłeś ten świat, to nie ma sensu cie(ę) po nim oprowadzać.

Droga do pałacu była długa, niewygodna i kręta. Jednak Michałowi to nie przeszkadzało.(Te dwa zdania warto byłoby połączyć, po prostu zamienić kropkę przecinkiem)

Jednak, chociaż sama droga wyglądała na często używany szlak, to(zbędne) przez długi czas chłopiec i centaur nie spotkali innych podróżnych. Zaniepokoiło to Michała, więc postanowił dopytać się o to swojego towarzysza podróży.

— (...) Na przykład chłopi wiozący żywność do miasta, może jacyś królewscy posłańcy albo chociaż rycerze, którzy jadą na królewski turniej. Cokolwiek.(Raczej: ktokolwiek)

— To ja mógłbym cię o to zapytać(przecinek) drogi Stwórco – zaperzył się centaur. – (...) Musze(ę) przyznać, że można się poczuć w twoim świecie samotnym, szczególnie będąc towarzyskim centaurem, który nie przepada za elfim humorem.

— Ja mogę Ci(ci) podrzucić jeden pomysł na postać, jeśli chcesz. — (...) Chociaż może lepszym określeniem byłoby(dwukropek) pełne. Ważne też, żeby lubiła brykać, jeśli wiesz(przecinek) co mam na myśli.

— Byłem przekonany, że jak Ciebie(ciebie) stworzyłem, to nie miałeś takiego pociągu do płci przeciwnej. — Michał zaśmiał się w duchu ze swojego konnego towarzysza. (zbędny akapit)– Nie martw się, coś dla ciebie wymyślę, może nawet więcej niż jedną towarzyszkę, żebyś mógł sobie wybrać. Pasuje?

Z nikim nie mógł więc porozmawiać o tym, co było dla niego najciekawsze, czyli o książkach. Podróż na grzbiecie centaura była bezsprzecznie jednym z najszczęśliwszych momentów jego życia.

Kiedy Therion wjeżdżał do miasta, to (zbędne, a w tym przypadku brzydko brzmi) Michała uderzyła cisza w nim panująca.

Kramy czekały zamknięte, jakby wiedziały, że nie ma klientów, którzy chcieliby w nich kupować. Smród, który w każdym pozbawionym kanalizacji mieście powinien być obezwładniający, delikatnie drażnił chłopięce nozdrza. Nawet karczmarskie szyldy, które powinny zachęcać strudzonych mieszkańców do odwiedzenia lokali, zwisały posępnie, bezużyteczne.

Dopiero gdy Therion, wytężając swoje końskie płuca, ogłosił przybycie stwórcy wszechświata, to (zbędne) przed bramę wyszli dwaj,(bez przecinka) ubrani w kolorowe mundury strażnicy, którzy wpuścili ich do środka.

Korzystając z chwili wolnego czasu(przecinek) Michał odezwał się do Theriona(dwukropek)

— Nie martw się, jesteś stwórcą(kropka) — Centaur uspokoił chłopca(kropka) — Jeżeli tylko coś mu się nie będzie podobało, to powiesz coś w stylu(dwukropek) „Na kolana (przecinek)dziadzie, albo zamienię ten Twój (twój) pałac w kupę gruzu!” i skończy się kozakowanie(Takie słowo średnio pasuje do centaura). Myślę, że to on bardziej denerwuje się (przecinek)jak zachowywać się przy tobie.

— Dzięki, strasznie mi ulżyło – zaśmiał się chłopiec (kropka)— Mam nadzieję, że na uczcie będzie księżniczka, może wreszcie będę mógł pogadać z jakąś dziewczyną na poziomie.

— To (przecinek)że cię nie lubią, wcale nie świadczy o nich źle – przerwał mu centaur(kropka)— Tylko nie rzuć się na nią od razu z łapami przy tatusiu, myślę, że to by mu się nie spodobało.

Stół, chociaż mogło by(mogłoby) przy nim biesiadować co najmniej pięćdziesiąt osób, zastawiony był tylko dla czterech.

Ubrana była w prostą zieloną suknię, a na jej długich, przyprószonych siwizną włosach,(bez przecinka) spoczywał królewski diadem.

— W imieniu szczęśliwie nam panującego króla Harolda czwartego, władcy królestwa Mandyli(przecinek)oraz jego córki, pięknej Izoldy, witamy stwórcę naszego świata, Michała z Bronowic(przecinek) oraz jego towarzysza, centaura Theriona!

(akapit)Michał stanął jak wryty, zaskoczony sytuacją.

Król, chociaż wyglądał na potężnego władcę, to(zbędne) pod płaszczem dostojeństwa oraz królewskich manier, (zbędny przecinek) ukrywał smutek.

— Bardzo dziękujemy ci (przecinek)królu, za tak gościnne przyjęcie. — Chociaż twarz Theriona była poważna, to Michał mógł przysiąc, że centaur mrugnął do niego.

— (...) Jeżeli chciałbyś, królu, prosić mnie o coś, to będę zaszczycony(przecinek) mogąc spełnić twoją prośbę.
— Bardzo dziękuję(przecinek) stwórco (przecinek)za twe kojące słowa. (...)Chciałbym ofiarować ci, stwórco, jej rękę, jako symbol naszej przyjaźni.

Niestety, efekt nie do końca był taki, jaki(jak) oczekiwała, ponieważ była ona bardzo podobna do wychowawczyni klasy Michała.

— Niech żyje król i jego rodzina! — zainicjował toast (przecinek)żałując, że jego kubek jest wypełniony mlekiem, a nie ruskim bimbrem.

Michał (przecinek)widząc, że Therion ma ochotę nabijać się z jego nowego związku, udał się od razu do swojej sypialni i położył na przeznaczonym dla niego łożu.

Z powrotem znajdował się w swoim pokoju, wśród stosów swoich ukochanych książek.

Tekst jakoś nieszczególnie przypadł mi do gustu, bo praktycznie nic się w nim nie dzieje. Akcja składa się w sumie jedynie z jazdy do zamku i rozmowy z królem, urozmaiciły mi ją tylko dialogi z centaurem, całkiem zabawna osoba. Opis miasta na początku wydał mi się, wybacz bezpośredniość, nudny tak samo jak opisywane miasto (tak swoją drogą, tak nieciekawe miejsce raczej nie ma prawda istnieć – serio ani jedno dziecko nie jest nieznośnie? Serio każdy dorosły stara się utrzymać swoją rodzinę i zasypia łatwo?).

Motyw odwiedzania świata, który samemu się wymyśliło, wydaje mi się całkiem ciekawy, ale zastanawia mnie jedno: skąd mieszkańcy świata wymyślonego przez głównego bohatera wiedzieli, jak może wyglądać "normalny, w sensie nienudny, świat? Skąd król wiedział, że może nakładać podatki, że szlachta może spiskować przeciwko niemu i tak dalej? Zaczerpnęli tę wiedzę z umysłu chłopca, który ich stworzył? Bo nie wydaje mi się, żeby sami z siebie mogli posiadać taką wiedzę, jak już odczuwaliby nudę, ale nie wiedzieli, dlaczego.

Z kwestii technicznych: zauważyłam, że często używasz "to" (podkreślałam to gdzieniegdzie w poprawkach). Jest to zbędne, a w niektórych przypadkach dość brzydko brzmi, lepiej nie stosować tego nadmiernie. Ponadto polecam zapoznanie się z poradnikiem forumowym odnośnie zapisu dialogów, bo miejscami tam również były potknięcia.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#6
Dzięki za komentarz Vetalo, Bardzo mnie ucieszył.

Po pierwsze dlatego, że uważasz Bronowice za nudne miasto. Takie właśnie miało być, aż do przesady. Chodziło o to, aby pokazać kontrast pomiędzy Michałem, a resztą miasteczka. Z jednej strony młody pisarz, który czuje się wyobcowany, samotny, a z drugiej strony mieszkańcy, którzy się zlewają w jedną wielką kupę nudy.

Po drugie dlatego, że wzbudziła w Tobie niepokój nadmierna wiedza króla. Pokazuje to, że zapomniałaś gdzie naprawdę toczy się akcja. Opowiadanie ma miejsce w Michałowym śnie, nic więc dziwnego, że postacie wiedziały trochę więcej niż powinny. Wszystko odbywało się przecież w głowie chłopca.

Po trzecie dlatego, że spodobał Ci się Therion. On właśnie miał być tym wesołym i lubianym, więc ciesze się, że chociaż jedna osoba za takiego go uważa.

Wreszcie po czwarte dlatego, że napisałaś cenne uwagi na temat mojego stylu pisania, dzięki czemu będę wiedział nad czym mam pracować. Jeszcze dużo mi brakuje.

Ten tekst był faktycznie mało komercyjny. Brak w nim akcji, walki, przygód, przez co wielu może uznać go za nudny. Jednak mi się bardzo podoba, ponieważ Michał, jako bohater, jest mi bardzo bliski. Liczyłem, że spodoba się też innym początkującym pisarzom. Myślę, że następnym razem spróbuję napisać coś bardziej przygodowego.
Odpowiedz
Reklama AdSense
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości