Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Ogniwa Zemsty
#1
Pragnę przedstawić moje drugie skończone(!) opowiadanie :)
Tak jak poprzednio liczę na prawdziwe (także surowe) opinie i wytknięcie wszelakich błędów.

Przyjaciółce Idze, która nie
skąpiła słów motywujących do dalszej pracy,
czasu oraz chęci na czytanie i ocenianie tego,
jak i pozostałych tekstów


Noc zaczęła stopniowo pochłaniać pole bitwy, ciała przegranych jak i tak zwanych zwycięzców nikły w objęciach ciemności. Generał Khaled stał na szczycie wzgórza, przyglądając się pobojowisku, podczas gdy niedobitki III Armii szykowały się do wymarszu.
– Oto czym są nasze konflikty – rzekł młody porucznik, zatrzymujący się obok generała – tak łatwo zabijamy, chociaż tak naprawdę wszyscy walczymy o to samo.
– Co dokładniej masz na myśli? – zapytał Khaled, nie odwracając wzroku.
– Szczęście – odparł krótko – czyż nie walczymy przez to, że każdy chce być na swój sposób szczęśliwy? – podjął po chwili – Powstańcom, takim jak ci tutaj, szczęście przyniesie wolność. Nam, uzurpatorom, szczęście sprawi zwycięstwo nad nimi.
Khaled kiwnął głową w milczeniu.
– Sir Dann rozkazał przekazać, że jesteśmy gotowi do wymarszu.
– Ruszajmy więc. – Odwrócił się od pola bitwy i ruszył ku innym dowodzącym.
Szedł powoli, oglądając i wspierając słowem mijanych żołnierzy. Zawsze starał się być kimś bliższym żołnierzom, niż tylko dowódcą wydającym rozkazy prowadzące na śmierć.
Morale ważne jest zarówno przed jak i po walce, pomyślał Khaled. Wpajał tę zasadę każdemu ambitnemu porucznikowi, tak jak przed laty wpajaną ją jemu.
– Kolejna wygrana bitwa – rzekł Dann gdy Khaled dosiadał swojego konia.
– Jedynymi wygranymi w tej bitwie są śmierć i kruki, sir – wtrącił młody porucznik.
Dann posłał swojemu podwładnemu surowe spojrzenie, po czym odparł:
– Każda bitwa, którą przeżyłeś chłopcze, jest bitwą wygraną.
Derik – jasnowłosy wysoki mężczyzna. Najmłodszy porucznik w armii Khaled'a. Syn okrytego sławą Halfdana Wiernego Ostrza – nigdy nie krył swego zdania. Szczerze odpowiadał na zadane mu pytania, choćby miały być niezgodne z wyobrażeniami zwierzchników. I chociaż często łajano go za łatwość mowy i szczerość wypowiadanych słów, w gruncie rzeczy ceniono go za to. Lepiej bowiem usłyszeć słuszną lecz godzącą w naszą dumę prawdę aniżeli puste pochwały miłe jedynie naszemu sercu.
Między dowódcami zapadła cisza, za nimi natomiast, pośród rannych i wymęczonych żołnierzy, unosiła się pieśń, nieśmiała i smutna chociaż jej słowa pozbawione były trosk oraz lęków a pełne męstwa i radości.
Khaled odwrócił głowę by po raz ostatni spojrzeć na pole bitwy. Noc zrzuciła z poległych przynależności, wrogów i sojuszników zmieniając w towarzyszy, aż do nadejścia świtu, który ponownie ich rozdzieli.

**

Po spokojnej, męczącej a nade wszystko długiej podróży, armia dotarła do miasta. Na jego obrzeżu Khaled powierzył dowództwo sir Dannowi, sam natomiast udał się do domu, pragnął bowiem jak najprędzej ujrzeć swą małżonkę Ilvę. I chociaż przez ostatnie cztery lata spędzał z nią mniej czasu niż ze swoimi żołnierzami, ich miłość kwitła. Była to bowiem miłość prawdziwa, wielka jak te, które opiewane są w pieśniach.
Mimo wczesnej pory Ilva – bratanica króla – ciężko pracowała w swoim ukochanym ogrodzie, czekając przy tym na powrót męża, którego w zwyczaju miała wypatrywać, otrzymawszy wcześniej dobre wieści od zwiadowców. W blasku wschodzącego słońca wyglądała niczym bogini piękności. Jej długie, kasztanowe włosy powiewały lekko na wietrze. Zielona, postrzępiona i poplamiona ziemią suknia, wyglądała na niej niczym krój szyty prosto na wielki bal. Dzięki bystrości wzroku, dostrzegła ukochanego nim ten przekroczył kamienny most na rzece Wrill. Odrzuciła narzędzia i ruszyła pełna radości w kierunku z którego podążał.
– Ilvo! – krzyknął radośnie Khaled, schodząc ze swej karej klaczy.
– Miłości ma – wyszeptała przez łzy, tuląc się do jego piersi. – w końcu cię odzyskałam.
– Niestety z pewnością nie na długo – odparł ze smutkiem. – Walki są krwawe a końca wojny wciąż nie widać. Jednak to nie czas i nie miejsce na smutki. – Podał lejce młodemu stajennemu. – Wejdźmy do środka.
Rozmowy i czułości trwały długo. Nie było im jednak dane w pełni radować się swoim towarzystwem. Nie minęło kilka godzin gdy do drzwi zastukał królewski posłaniec.
– Generale – rzekł u progu. – mam zaszczyt zaprosić ciebie oraz twą małżonkę, w imieniu Jego Królewskiej Mości na uroczystą ucztę z okazji zawarcia sojuszu ze Wschodnim Królestwem.
Na twarzy Khaled'a pojawił się grymas zmęczenia. Nienawidził uczt, zwłaszcza tych po zwycięskich bitwach gdzie tak zwana wyższa społeczność piła, jadła i tańczyła podczas gdy prawdziwi mężowie leżeli martwi, ogryzani przez dzikie zwierzęta na polu bitwy wciąż ciepłym od przelanej krwi.
– Jego Wysokość pragnie byś tym razem stawił się osobiście – dodał po chwili posłaniec, jakoby słysząc myśli generała.
– Przekaż proszę królowi, że z radością przyjmuję zaproszenie – odparł Khaled.
Posłaniec ukłonił się dwornie po czym wyszedł na popołudniowe powietrze. Ilva i Khaled zaś, skierowali swe myśli tylko we własnym kierunku.

**

Sierp księżyca jasno świecił na niebie. Mimo, że uczta trwała od kilku godzin, wciąż schodzili się nowi goście. Sala bankietowa do której zapraszano przybyłych, była największym pomieszczeniem w pałacu. Na końcu sali, na nieznacznym wzniesieniu stał wysoki, szeroki stół za którym zasiadał monarcha wraz z królową i swoimi gośćmi, poniżej znajdowały się miejsca przeznaczone dla generałów i doradców. Najniżej zaś ustawiono dwa długie na dwadzieścia łokci stoły, których miejsca przyznane były dla różnej maści szlachty i lordów.
Nim podano główne dania a muzyka zaczęła być nużąca, najnowsze plotki, które uwielbiają wszelkiego rodzaju uczty i zabawy, zdążyły otoczyć salę dwukrotnie. W chwili gdy minstreale przymierzali się do zagrania Pieśni o Ceulienne po raz wtóry, ze swego zdobionego tronu podniósł się stary, siwy lecz wciąż krzepki mężczyzna. Wrzawa, która panowała w sali natychmiast ustąpiła ciszy, władca zaś podniósł puchar i rzekł łagodnie choć z wielką siłą:
– Dziękuję wam za tak liczne przybycie. I chociaż części z was nie znam tak dobrze jakbym tego pragnął, raduje się moje serce widząc was żywych w tych jakże trudnych dla naszego królestwa czasach. Jak wiecie jest to uczta na cześć naszych przyjaciół ze Wschodniego Królestwa, którzy zadeklarowali swą pomoc przeciw Królestwu Yarizz! – Radosny hałas ogarnął salę. – Jednakże – podjął po chwili władca. – to nie wszystko. Pragnę nagrodzić naszego najlepszego i najmężniejszego generała. Człowieka bez którego los nasz byłby jeszcze cięższy. Generale Khaled, powstań i stań u mego boku.
Na dźwięk swojego imienia, wysoki mężczyzna uniósł się ze swego miejsca i ruszył w kierunku władcy. Zdziwienie sytuacją malowało się na jego ustach.
– Dziękuję panie, to wielki zaszczyt dla mnie i całej mojej rodziny usłyszeć tak ciepłe słowa – powiedział kłaniając się królowi.
– Wciąż nie przegrałeś żadnej bitwy, dlatego przekazuje ci ten oto miecz. – Za plecami króla pojawił się stary, krzepki mężczyzna trzymający długie, fioletowe ostrze, lśniące w świetle świec i gwiazd. – Oraz ten oto pancerz. – Do pomieszczenia wszedł człowiek odziany od stóp do głowy w gładki, lśniący tymi samymi kolorami co ostrze, pancerz. Chociaż wydawał się on ciężki i niewygodny, mężczyzna weń odziany sprawiał wrażenie zrelaksowanego. – Byś nigdy nie zaznał goryczy porażki. Ów oręż i zbroję otrzymałem od wielkiego mistrza płatnerstwa, zamieszkującego Góry Świtu. Sądzę jednak, że tylko w twoim posiadaniu spełnią swoje przeznaczenie.
– Panie, to najlepsza broń stworzona przez człowieka! – Wzdragał się Khaled. – Nie mogę jej przyjąć.
Nic nie zrobił sobie władca ze słów Khaled'a, ujął rękojeść miecza, przypatrzył mu się z tęsknotom do dawnych dni chwały, którą zyskiwał w walce.
– Niech ci służy, tak jak i mnie służył – rzekł król przekazując ostrze swemu podwładnemu. Wrzawa znów ogarnęła salę. – A teraz pozwalam ci odejść, wiem bowiem, że ani ty ani twa żona nie przepadacie za tego typu ucztami – powiedział król, kierując swe słowa jedynie do Khaleda.
Monarcha, odwrócił się i zasiadł na swym tronie. Mąż Ilvy natomiast, skierował się na swoje miejsce u boku innych dowódców. Gratulacji i radosnych poklepywań nie było końca lecz bardziej niż one wzrok Khaled'a przyciągnęły oczy starszego generała Levis'a. Chociaż twarz miał uśmiechniętą a język giętki w wypowiadaniu wyrazów uznania, oczy jego wyrażały niechęć i niezadowolenie a przez jedną, nikłą chwilę; nienawiść.

**

Po sześciu dniach spokoju i odpoczynku, nadszedł czas kolejnych pożegnań. III Armia, uzupełniona o nowych żołnierzy, została wyznaczona do pomocy wojskom na północnych rubieżach, które zostały zaatakowane przez oddziały Yarizz. Khaled mimo złych przeczuć wypełnił rozkaz władcy bez chwili zwłoki. Zorganizował wymarsz, przysiągł ukochanej, że wróci, zabrał ekwipunek po czym ruszył na swej karej klaczy ku zachodzącemu słońcu, na kolejne spotkanie ze śmiercią.
Droga była żmudna a i tak już długą podróż, wydłużał rzęsisty deszcz i tworzące się błoto, spowalniające konie i wozy. Przez cztery dni nie pojawiły się promienie słońca, piątego zaś, przemoczeni i zmęczeni, dotarli do Wysokich Wzgórz z których widać było pole bitwy. Północna Twierdza wciąż mężnie broniła się przed oblegającymi ją żołnierzami armii Yarizz.
– Urządzimy tu postój – rzekł Khaled do swojej armii. – a nim minie południe, ruszymy na pomoc naszym braciom! Tymczasem zbierzcie siły, gdyż bez wątpienia czeka nas krwawa walka.
Po kilku chwilach wzgórze zaczęło przypominać obóz, doskonale wyszkolona armia Khaled'a przywiązała do drzew liczne, prowizoryczne płachty chroniące przed deszczem. Podczas gdy jedni zajmowali się ostrzeniem oręży i zakładaniem zbroi, inni rozpalali ogniska i gotowali strawę, dla wielu z nich, ostatni posiłek w życiu.
Gdy większość starała się nie myśleć o czekającej ich walce i być może śmierci, generał Khaled wraz ze swoimi dowódcami, rozmyślał tylko o nadchodzącej bitwie. Rysował, liczył i przewidywał byle tylko stracić jak najmniej ludzi. Z zadumy nad taktyką wyrwał go jedynie na krótką chwilę czarny kruk, przyglądający im się ze spróchniałego drzewa.
Nim minęły trzy godziny, Khaled w swym magicznym połyskującym fioletem pancerzu, wydał rozkaz do ataku.
– Kolejny raz ruszamy na spotkanie ze śmiercią, sprawmy jednak by to tamci poznali się z nią dokładniej!
Ulewa wzmogła się ograniczając pole widzenia, porywisty wiatr rzucał proporcami i gwizdał przez otwory w hełmach. Armia Yarizz zdążyła przygotować się na atak, ustawiła się w formacji klina, lecz zanim główne armie się ze sobą spotkały, wroga formacja przestała istnieć. Sir Dann wraz z oddziałem najlepszych kawalerzystów zdołał oflankować napastników. Bitwa, chociaż praktycznie już wygrana, miała dopiero zebrać swe żniwo. Włócznicy ruszyli naprzód, krew zmieszała się z błotem. Martwe ciała wdeptywano w ziemię, próbując dostać się w miejsca w których toczyły się walki. Generał Khaled zeskoczył ze swojej klaczy i rzucił się w wir walki. Chociaż pierwszy raz walczył w nowym pancerzu czuł się w nim niezwykle pewnie, potężnie i niezwyciężenie. Za sprawą długiego, dwuręcznego miecza torował sobie przejście przez wrogich żołnierzy. Niezwykłe, jarzące fioletem ostrze, gładko przechodziło przez ciało i zbroję. Po pierwszym ciosie sztych pokryty był parująca krwią. Krwawy szał zawładnął duszą najlepszego z generałów króla, przecinał wrogów niczym szmaciane lalki, samemu będąc bezpiecznym. Nie minął kwadrans a walka była skończona. III Armia wraz z niedobitkami Północnej Twierdzy rozgromiła najeźdźców, sama ponosząc małe straty.
Odpoczynek w twierdzy przemienił się w zwycięską ucztę. Khaled zaś, podobnie jak po każdej poprzedniej bitwie, stał w milczeniu z głową zwróconą w kierunku pobojowiska.
– Derik syn Halfdan'a nie żyje – rzekł głucho Dann, podnosząc wzrok znad kartki z nazwiskami szlachetnie urodzonych poległych.
Generał odwrócił się powoli i ruszył w kierunku drzwi.
– O świcie wyruszamy – rzucił przechodząc przez próg.

**

Jako, że powroty są zazwyczaj milsze, toteż droga wydawała się krótsza i szybsza. Na niebie po raz pierwszy od wielu dni, pojawiło się słońce. Khaled jadący na przedzie armii z hełmem pod ramieniem, wyglądał niczym jeden z dawnych herosów, uwiecznionych w rzeźbach i pieśniach. Ponownie, jak poprzednim razem, rozstał się z żołnierzami na obrzeżu miasta powierzając dowództwo sir Dannowi, sam zaś galopem ruszył do swego domostwa.
Niepokój padł na serce ukochanego Ilvy, gdy będąc nad rzeką Wrill, nie dostrzegł jeszcze swej luby, która zwykła wypatrywać go o świcie po każdej z bitew. Niepokój zamienił się w szczerą obawę po tym jak nie doszły ku niemu, żadne dźwięki z ogrodu. Zeskoczył Khaled pospiesznie ze swojego konia i pędem ruszył do drzwi, przeskoczył przez próg, wtem obawa umknęła przed bólem i cieniem zalewającym serce. Tam oto, u wejścia leżała Ilva, bratanica króla, miłość Khaled'a, zamordowana w bestialski sposób, a obok niej, młody stajenny z odciętymi członkami. Pogrążony w smutku generał wypuścił z rąk hełm i padł na kolana u ciała ukochanej, łzy wydostawały się boleśnie na zewnątrz. Żałosne i pełne rozpaczy wrzaski zaległy nad całą okolicą. Podobno do dziś dnia, posłyszeć tam można słowa tak bolesne i przepełnione smutkiem, iż ludzie radośni i pełni życia wracają stamtąd niczym duchy, wysączone z życia. Po czasie, którego nie sposób sprecyzować, w drzwiach domu stanęła grupa czterech zbrojnych. Przerażenie pojawiło się na twarzach żołnierzy, gdy dostrzegli martwe ciała, krew i generała Khaled'a.
– Generale – wykrztusił jeden z mężczyzn. – Jesteś niezwłocznie wzywany przed oblicze króla.
Khaled podniósł wzrok znad ciała żony w stronę wartowników, jakby dopiero zorientował się, że w domu znajduje się ktoś prócz niego. Spojrzenie Niezwyciężonego – jak go nazywano pośród żołnierzy – wydało się obce, nieobecne.
– Musisz pójść z nami, sir – dodał po chwili zbrojny, podczas gdy reszta chwyciła Khaled'a i podniosła go z klęczek.
Generał nie szarpał się, nie wyrywał, poddał się i szedł zamroczony w kierunku w którym go prowadzono. Grupa gapiów stojąca przed domem, zwabiona krzykami cierpienia, ferowała wyrokiem śmierci. Oderwanego od rzeczywistości przywódcę III Armii prowadzono głównymi ulicami miasta, wystawiając na publiczny lincz.
– Wasza Wysokość – powiedział dowodzący zbrojnymi. – przyprowadzam oto generała Khaled'a tak jak rozkazałeś.
Sala audiencyjna monarchy stała praktycznie pusta. Prócz spoczywającego na tronie władcy, w pomieszczeniu znajdowało się jedynie kilku doradców, gwardia królewska i służka Khaled'a.
– Możecie odejść – odparł sztywno król. – Khaled'zie synu Khel'a zostałeś doprowadzony tu na mój rozkaz, ciąży bowiem na tobie zarzut morderstwa. – Szerokie drzwi zamknęły się z hukiem, wyrządzony przezeń przeciąg szarpnął chorągwiami królestwa, umieszczonymi za tronem.
– Śnieżny rumak – wyszeptał Khaled. – Piękne zwierze, dumnie nosisz na swym sztandarze. Lecz w przeciwieństwie do niego nie wiesz czym jest wierność i odwaga.
Król wykonał gest w kierunku rąk oskarżonego a jeden ze strażników natychmiast związał je grubą liną.
– Doskonale wiesz, że jestem niewinny, a mimo to nie wahasz się traktować mnie jak mordercę – ciągnął Khaled.
– Mamy świadka generale, który widział cię jak mordujesz swą żonę i mężczyznę, który cieszył się jej względami – odparł król, wskazując na młodą służkę. – Przyznaj się a nie stracisz honoru, a być może i życia.
– Pragnę wtrącić, że mamy także zeznania sir Danna – powiedział starszy mężczyzna, kryjący się w cieniu. – Twierdzi on, że podejrzewałeś zdradę żony od pewnego czasu.
– Gdzie zatem jest druh mój, by mógł potwierdzić te słowa, generale Levis'ie – spytał Khaled.
Siwy mężczyzna spuścił głowę i odparł ze sztucznym smutkiem:
– Niestety, popadł w straszną chorobę, której niewątpliwie nabawił się podczas ostatniej bitwy.
– Rozumiem. Nawet zbyt dobrze. Nie zmieni to jednak mojej postawy. Jestem niewinny.
Czas zatrzymał się w pomieszczeniu, wszystkie dźwięki i ruchy ustały, jedynie czarny kruk, siedzący za oknem, przekręcał z zainteresowaniem głowę.
– Po zapoznaniu się w dowodami – zaczął pomału król. – uznaję cię, generale Khaled'zie, winnym morderstwa. I skazuję na śmierć.
Wyrok ten, chociaż oczywisty, przeszył serce Khaled'a, gasząc ostatni żar tkwiącej w nim dobroci i miłości.
Strażnik, ze współczuciem w oczach położył rękę na ramieniu Khaled'a by odprowadzić go do celi. Ten jednak, dzięki sile pancerza zerwał krępujące go węzły. Zwinnym ruchem minął, próbujących go pochwycić strażników po czym chwycił za darowany oręż, spoczywający w dłoniach jednego z żołnierzy. Fioletowa stal zalśniła po zetknięciu rękojeści z dłonią skazańca.
– Alarm! – wykrztusił w przerażeniu król.– Zabić go!
Przed władcą uformowała się żywa ściana, tworzona przez najlepszych wojowników z gwardii królewskiej. Nie mam z nimi żadnych szans, pomyślał Khaled. Skoczył więc ku temu, który za to odpowiadał. Generał Levis stał osamotniony z jednoręcznym mieczem w starej, wolnej już dłoni. Z niesamowitą gracją powalił Khaled jednego z rycerzy króla, który stanął mu na drodze. Cios który wykonał był lekki, lecz ostrze bez żadnych problemów przebiło się przez pancerz i przecięło wiązadła w kolanie. Dwóch kolejnych wojowników, znając sławę magicznego ostrza, cofnęło się mimowolnie o kilka kroków. To wystarczyło Khaled'owi, przeskoczył zgrabnie nad stołkiem dla doradców króla, i stanął twarzą w twarz z Levis'em. Jeden, szybki ruch nadgarstków wystarczył by szyja starca pokryła się gorącą krwią. Ostatnie słowa zdrajcy, uwięzły mu w ustach. Khaled przyglądał się pozbawionym emocji wzrokiem na ciało wroga, po czym wykonał szybki zwrot przez lewe ramię i wyskoczył przez duże okno, za którym siedział kruk. Zwinnie wylądował, wykonując obrót po czym rzucił się pędem byle dalej od pałacu, miasta i utraconej miłości. Nie ścigano go albo po prostu nie dostrzegł wysłanych za nim oddziałów. Mokre od potu włosy, przyległy do głowy, na którą sypały pierwsze płatki śniegu.

**

Wiele dni uchodził Khaled przed pościgiem. Po wyczerpujących przeprawach, opuścił w końcu południowe krainy, docierając do mroźnych rubieży. Głodny i zmarznięty kierował się w stronę gór, ku małym osadom by tam szukać schronienia. Podążając rzadko uczęszczanym szlakiem, wstąpił nieumyślnie na tereny podległe Wolnym – jak nazywali siebie ludzie, którzy sprzeciwiali się władzy króla. – Nim słońce skryło się za górami, dawny generał trafił na przemarsz licznej armii. Doskonale zdawał sobie sprawę, że nim dotrze do przyjaznej osady, zginie godzony strzałą lub mrozem. Zdobył się na ostatni wysiłek. Ostatnia nadzieja na zemstę lub najszybsza droga do spotkania z tobą, rzekł spokojnie do siebie.
Para uchodziła mu z oszronionych ust. Czekał w bezruchu i ukryciu na dogodny moment. Liczny batalion przechodził kilka stóp poniżej niego, gdy zaczął wyciągać swoje ostrze. Kilka szybkich uderzeń serca wystarczyło by znalazł się między kilkorgiem Wolnych. Zaatakował bez emocji, ciął z ukosa, pozbawiając życia wojowników, na których twarzach malowało się jedynie zdziwienie. Mężczyźni stojący nieco dalej zdołali zwyciężyć oszołomienie, żołnierskim wyszkoleniem. Płynnym ruchem dobyli broni, za nim jednak zdążyli jej użyć, krew ze śmiertelnych ran zalała świeży śnieg u ich stóp. Khaled zwinnym krokiem ominął martwych i skierował się w stronę dowódcy. Po każdym płytkim oddechu, przed oczami brodatego mężczyzny znajdowało się coraz więcej martwych towarzyszy. Przez szok, którego doznał nie starał się nawet sięgnąć do wiszącego u pasa miecza. Człowiek w lśniącym fioletem pancerzu przebiegł pod ostrzem atakującego go mężczyzny, zwolnił po tym nieznacznie i ciął wojownika w odsłonięte plecy. Nim zdążyli nadbiec kolejni, stał już z ostrzem przyciśniętym do gardła dowódcy.
– Spokojnie – rzekł przestraszony brodaty mężczyzna w kierunku idącym ku nim wojownikom.
Liczna grupa, grubo odzianych mężczyzn z łukami w dłoniach, tworzyła szeroki okręg wokół Khaled'a.
– Zabijcie mnie, jeśli taka wasza wola. Ni śmierć, ni cierpienie nie wyrządzą mi już takich cierpień jakich doznałem. Ostrzegam jednak, że nie oddam życia się bez walki.
Zza szerokiego drzewa wyszedł niski człowiek z łukiem na ramieniu.
– Po co mamy zabijać największego z królewskich generałów, skoro więcej wart jest żywy – odparł z chytrym uśmiechem. – Tak Khaled'zie, nawet tu dotarły opowieści o twojej osobie.
– Zatem wiesz również, że nie jestem już generałem. – Uśmiech na twarzy Wolnego zastąpiło zdziwienie. – Zostałem pojmany, skazany i wyjęty spod prawa podobnie jak wy.
– Czego więc tutaj szukasz? – spytał zafrasowany.
– Szansy na zemstę.
– Dlaczego więc atakujesz mój oddział, mordujesz moich ludzi i przykładasz ostrze do szyi mego brata?
Khaled spojrzał na przerażonego niczym dziecko mężczyznę, którego wziął za dowódcę.
– Ponieważ – odrzekł odpychając tchórza. – tylko w ten sposób mogłem ofiarować ci moją służbę.
– Rzuć na ziemię swój miecz a przemyślę twoją propozycję.
Mimo chwili zawahania, Khaled wbił ostrze w głęboki śnieg, odstąpił od niego kilka kroków i nakrył się grubym futrem, zrywając go wcześniej z ciała poległego. Nie bacząc na chęci przelanie krwi przez towarzyszy zmarłych, niski mężczyzna nie wydał rozkazu.
– Witamy wśród Wolnych, generale – rzekł tylko z parodystycznym ukłonem.

**

Wiele dni spędził Khaled na podejrzliwych spojrzeniach i surowym traktowaniu, jednak im dłużej przebywał z wyjętymi spod prawa ludźmi, tym bardziej się do nich upodabniał i dopasowywał. Po kolejnych potyczkach z miejscową ludnością, nowi druhowie zaczęli traktować Khaled'a jako jednego z nich, nie pamiętając już o jego początkowych czynach. Szybko uznał uznanie jako świetny wojownik. Po miesiącu zaczął szkolić młodych towarzyszy w sztuce władania orężem, za co otrzymywał lekcje polowania i szukania jedzenia pośród zaśnieżonych lasów południa.
W miarę upływu czasu lód w sercu Khaled'a zaczął topnieć, lecz nie było mu przeznaczone zaznać ponownie szczęścia. Pierwszego dnia wiosny, u podnóży Gór Świtu, dowódca Wolnych – Noel Szubrawiec zwołał liczną armię by przedstawić plan, który miał znieść przewagę liczebną królestwa.
– Po wielu latach – zaczął przemowę Noel, siedząc na niskim stołku. – odnaleźliśmy to czego tak strasznie pożądają wielcy władcy. Góra przestała skrywać swą tajemnicę! Dotarliśmy do kuźni Ignus'a! – Z ust nielicznych gardeł dobył się tryumfalny krzyk podczas gdy większa część armii stała w milczeniu. – Nie rozumiecie? – spytał Noel z niedowierzaniem. – Mistyczna broń wykuwana we wnętrzu tej góry czeka na nasze dłonie, które skierują ją przeciw chorobie toczącej się w naszym dawnym królestwie – przemawiał głośniej. – Dzięki tej broni znów staniemy się ludźmi. – Krzyk ogarnął całą polanę. – Pijcie dziś, bo jutro czeka nas walka – zakończył.
Szał ogarnął ludzi, chęć walki zaległa się w ich umysłach.
– Sądziłem, że podobnie jak ja, pragniecie zemsty – rzekł Khaled siadając obok mówcy.
– Zemsta to tylko nagroda – odparł oschle. – Pamiętaj jednak by nie szukać w niej radości. Część z nas walczy dla zabijania jednak większość podąża za nadzieją. – Z tymi słowami odszedł, zostawiając byłego generała samego.
Mimo nadejścia nocy, sen nie zmógł Khaled'a, zamiast odpoczywać siedział okryty płaszczem na oświetlonej gwiazdami leśnej polanie. Wybacz mi, rzekł cicho spoglądając w niebo. Godziny minęły mu na wspominaniu przeszłości.
O pierwszym blasku słońca stał już gotowy do wymarszu. Z nikim nie rozmawiał podczas podróży, skupiając się tylko na czekającym go w niedalekiej przyszłości starciu.
Po wkroczeniu do wioski, pierwszy skoczył z orężem w dłoni ku zaskoczonym lecz dobrze uzbrojonym wieśniakom. Nie skupiał się na czynionych zabójstwach zaślepiony rządzą krwi. Dzieci, kobiety, starcy, nikt nie mógł czuć się bezpiecznie mając przed oczami niezwyciężonego generała Khaled'a.
Noel wraz ze swoim oddziałem minął postać odzianą w magiczny pancerz. Po kilku chwilach został on sam, z wieloma ciałami u swych stóp. Obejrzał się powoli wokół, dłoń spoczywająca na rękojeści miecza ślizgała się od lepkiej krwi. Nie dostrzegając nikogo skierował się powoli w stronę żelaznej bramy, zdobytej przez Noel'a. Za nim do niej dotarł, usłyszał hałas z pobliskiego domu. Zamarł w półkroku, skierował wzrok w kierunku uchylonych drzwi i cztery uderzenia serca później stał przed nimi. Ze skierowanym do przodu ostrzem przekroczył próg. Na końcu małego pomieszczenia klęczała młoda kobieta z synem skrytym pod ramieniem. Przed zapłakaną kobietą, w odległości kilku łokci od Khaled'a stał wysoki, szczupły mężczyzna, w lewej, trzęsącej się dłoni ściskał rękojeść krótkiego miecza.
– Odejdź stąd – powiedział cofając się.
Młoda kobieta wycierając rękawem łzy, zwróciła się głośno do Khaled'a. O co ci chodzi, pomyślał. Nie znał tamtego dialektu, nie wiedział więc, że słowa kobiety nie są błaganiem o litość lecz o pomoc. Mężczyzna, którego Khaled wziął za kochanka kobiety, był tak naprawdę zbójcą, pragnącym jej ciała i majątku.
Magiczne ostrze opadło ku ziemi, dawny generał spojrzał na dziecko, kobietę i mężnie stojącego chłopca, którego wiek nie mógł przekraczać trzydziestu wiosen, po czym odwrócił się i wyszedł na zewnątrz. Mocny podmuch wiatru rzucił jego czarnymi włosami. Postawił kilka kroków, usłyszał energiczne stawiane w śniegu kroki nim poczuł gorąc w okolicach karku. Czas jakby zwolnił, połyskujące ostrze wyśliznęło mu się z dłoni. Zachwiał się, nogi odmówiły posłuszeństwa i padł kolanami w śnieg trzymając się przy tym rany. Za plecami usłyszał krzyk wybiegającej z domu kobiety a następnie głuchy odgłos rozbijanej czaszki. Resztki sił opuszczały ciało Khaled'a osuwające się na plecy. Na pięknym, wiosennym niebie dostrzegł szybującego wkoło kruka, który jakby przybył obejrzeć całą scenę. Głos kobiety klęczącej u jego ciała zaczął wydawać się niezwykle odległy. Kątem oka zobaczył leżącego za jej plecami mężczyznę, którego wziął za jej męża. Na środkowym palcu prawej dłoni, widniał ozdobny sygnet z wygrawerowanym śnieżnym rumakiem.
– Ilvo – powiedział Khaled, krztusząc się krwią. – to naprawdę ty? Myślałem, że nigdy cię już nie ujrzę.
Młoda kobieta ujęła dłoń umierającego mężczyzny. Łzy spływały po ubrudzonej krwią twarzy.
– To wszyscy byli oni – wyszeptała w nieznanym mu języku. – Dziękuję.
I'm working on:
– Projekt 1 (21str./~10%)
– Prequel: projekt 1 (4str./~15%)
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
W tekście jest bardzo dużo błędów interpunkcyjnych oraz niezbyt liczne błędy ortograficzne. Nie utrudnia to jednak czytania, a nawet muszę przyznać, iż opowiadanie czyta się świetnie. Poza tym, jeśli chodzi o samą treść i przekaz, historia jest ciekawa i w wielu momentach mnie zaskoczyła. Język pasuje do opisywanego świata.
Ostateczna ocena to 9/10. Myślałaś o napisaniu książki?
Odpowiedz
#3
Przepraszam za błędy interpunkcyjne, wciąż staram się poprawić w tym aspekcie. Ortograficzne? Możliwe chociaż Word niczego nie podkreślił (może czas na częstsze korzystanie ze słownika niż maszyny). Co do książki, to tak myślałem o tym. W pewnym sensie już zacząłem ją pisać (opowiadanie przerosło moje oczekiwania i ma ponad 20str. a i tak będzie gruntownie przeredagowane co zwiększy jeszcze liczbę stron) ale uważam, że dobry autor musi wpierw osiągnąć pewien wiek :D Dziękuję za ocenę ;)
I'm working on:
– Projekt 1 (21str./~10%)
– Prequel: projekt 1 (4str./~15%)
Odpowiedz
#4
Zacznijmy od rzeczy nudnych. Sporo błędów interpunkcyjnych. Wiele niezrozumiałych dla mnie wyrażeń lub nawet całych zdań. Przykłady:

"Noc zrzuciła z poległych przynależności, wrogów i sojuszników zmieniając w towarzyszy, aż do nadejścia świtu, który ponownie ich rozdzieli." – Można się domyślić o co tu chodzi, ale wciąż zdanie ułożone niezrozumiale. Szczególnie "zrzucenie przynależności", co to, u kaduka, znaczy?

"popadł w straszną chorobę" – Popadł to nieodpowiedni czasownik. Mogłoby by być "zapadł na", lub któraś z miliona innych dostępnych możliwości.

"Mocny podmuch wiatru rzucił jego czarnymi włosami" – Znów nieodpowiedni czasownik. To zdanie zresztą jest niepotrzebne, można je pominąć.

To teraz wrażenia. Historia trochę zbyt banalna jak na mnie. Bardzo krótka. Myślę, że można by ją rozbudować, bo jest w niej mnóstwo nieskończonych wątków. Przede wszystkim chciałbym dowiedzieć się więcej o spisku, który zorganizował generał Levis oraz o wojnie, którą toczyły ze sobą królestwa. Rozczarowujące jest też zakończenie, Khaled zginął jakby przypadkiem.

Podsumowując, nawet gdyby historia była ciekawa, to ciężko by się czytało z powodu wielu błędów. Jednak fabułą także nie zachwyca, wydaje się niedokończona. Tak naprawdę nie wiadomo, co chciałeś mi przekazać.
Czekam na następne Twoje teksty, miłego pisania.
Odpowiedz
#5
Cytat:Mimo wczesnej pory Ilva – bratanica króla – ciężko pracowała w swoim ukochanym ogrodzie
Bratanica króla pracowała w ogrodzie? W średniowieczu?

Cytat:– Oraz ten oto pancerz. – Do pomieszczenia wszedł człowiek odziany od stóp do głowy w gładki, lśniący tymi samymi kolorami co ostrze, pancerz.
Eee... nie. Pancerza nie prezentuje się na kimś, tylko zdjęty.

Cytat:– Panie, to najlepsza broń stworzona przez człowieka! – Wzdragał się Khaled. – Nie mogę jej przyjąć.
Nic nie zrobił sobie władca ze słów Khaled'a, ujął rękojeść miecza, przypatrzył mu się z tęsknotom do dawnych dni chwały, którą zyskiwał w walce.
Po czym oddał to wszystko komuś, kogo planował oskarżyć o morderstwo. Bo nie wierzę, że te śmiechu warte "dowody" autentycznie go przekonały, że najznamienitszy generał zabił żonę, kiedy maszerował z wojskiem. Więc po kij darował mu magiczny pancerz?

Cytat: A teraz pozwalam ci odejść, wiem bowiem, że ani ty ani twa żona nie przepadacie za tego typu ucztami – powiedział król, kierując swe słowa jedynie do Khaleda.
Nie skomentuję...

Cytat:dotarli do Wysokich Wzgórz z których widać było pole bitwy. Północna Twierdza wciąż mężnie broniła się przed oblegającymi ją żołnierzami armii Yarizz.
– Urządzimy tu postój – rzekł Khaled do swojej armii. – a nim minie południe, ruszymy na pomoc naszym braciom!
Ale natenczas bedziem stać, jak ruscy pod Waszawą. Zobaczymy, która strona bardziej się wykrwawi. Wróg zaś widząc pole namiotów na pewno nie zrobi nic w związku z nadchodzącymi posiłkami.

Cytat:Po kolejnych potyczkach z miejscową ludnością, nowi druhowie zaczęli traktować Khaled'a jako jednego z nich, nie pamiętając już o jego początkowych czynach.
Oj tam pomordował ich przyjaciół, ludzi gotowych oddać za nich życie. Drobne faux pas.

Cytat:Po miesiącu zaczął szkolić młodych towarzyszy w sztuce władania orężem
Tych o zacytuję "żołnierskim wyszkoleniu"?

Cytat:Mistyczna broń wykuwana we wnętrzu tej góry czeka na nasze dłonie, które skierują ją przeciw chorobie toczącej się w naszym dawnym królestwie
A królestwo ich nie używa... bo?

Cytat:mężnie stojącego chłopca, którego wiek nie mógł przekraczać trzydziestu wiosen
A potem tacy chłopcy nie pojmują, że czas już znaleźć sobie pracę i się wyprowadzić.

Cytat:Przed zapłakaną kobietą, w odległości kilku łokci od Khaled'a stał wysoki, szczupły mężczyzna, w lewej, trzęsącej się dłoni ściskał rękojeść krótkiego miecza. [...] po czym odwrócił się i wyszedł na zewnątrz.
Jak mu się trzęsła ręka i mierzył mieczem w generała – znaczy wróg. I trzeba wybić jak i resztę wiochy. Że przypomnę, starców i dzieci. A jak jeden z ich ludzi, to jej kochankiem może co najwyżej zostać. Przymusowym.

Ogólnie opowiadanie jest... nudne. I o niczym. Nie przywiązałem się do bohatera, intryga jest cienka jak hamerykańskie piwo, brak jest jakiegoś interesującego świata. Jakiś generał chadza na bitwy i wraca. A potem go zdradzają, więc ucieka używając akrobacji +43. Zaś perswazja +80 pozwala mu wkupić się w łaski ruchu oporu czy jak się ci bandyci zwali.

Od siebie dodam,ze napisanie AŻ 20 stron nie zbliża cię w żaden znaczący sposób do wydania książki.
Odpowiedz
#6
(30-12-2014, 19:52)Mogget napisał(a): Khaled zginął jakby przypadkiem.
Często śmierć jest przypadkie, a czasami może być wręcz głupia. Czy każdy główny bohater musi ginąć jakąś spektakularną śmiercią?


Nasxter napisał(a):Bratanica króla pracowała w ogrodzie? W średniowiecz?

Nie w średniowieczu a świecie fantasy. Zresztą kto zakazał by pracy w (swoim) ogrodzie bratanicy króla?

Cytat: Eee... nie. Pancerza nie prezentuje się na kimś, tylko zdjęty.
Zastanawiałem się nad tym ale ta wersja wydała mi się lepsza. Następnym razem zastosuje się do tej rady.

Cytat: Po czym oddał to wszystko komuś, kogo planował oskarżyć o morderstwo. Bo nie wierzę, że te śmiechu warte "dowody" autentycznie go przekonały, że najznamienitszy generał zabił żonę, kiedy maszerował z wojskiem. Więc po kij darował mu magiczny pancerz?
Możliwe, że powinienem to lepiej wyjaśnić. Król nie wiedział, że będzie zmuszony skazać generała. Napisałem, że Levis był zazdrosny o pozycję Khaled'a a często jest tak, że władca nie zawsze rządzi, chociaż ma pod sobą wszystkich (bunt te sprawy). Uhonorowanie Khaled'a mogło zdenerwować Levisa, starego generała (a więc i ze sporymi znajomościami)

Cytat: Nie skomentuję
Nie rozumiem co tu jest do komentowania. Jeden z głównych generałów (w dodatku mąż bratanicy króla) nie jest szeregowcem.

Cytat: Ale natenczas bedziem stać, jak ruscy pod Waszawą. Zobaczymy, która strona bardziej się wykrwawi. Wróg zaś widząc pole namiotów na pewno nie zrobi nic w związku z nadchodzącymi posiłkami.
Walka po kilku, ciężkich dniach wędrówki gdy sojusznicza armia jest wciąż zamknięta w twierdzy? Nie brzmi najlepiej, jednakże nie twierdzę, że tak być nie powinno.
Wzgórza na których zatrzymał się Khaled były kilka godzin od pola bitwy było w dodatku (nie napisałem wprost (przepraszam)) zalesione.

Cytat: Oj tam pomordował ich przyjaciół, ludzi gotowych oddać za nich życie. Drobne faux pas.
Większą część z tych ludzi była zbirami (wyjęci spod prawa), potrafili zaakceptować kogoś takiego.

Cytat: Tych o zacytuję "żołnierskim wyszkoleniu"?
Człowiek uczy się całe życie. Przebywanie z byłym generałem armii zawsze jest pouczające. Zresztą zaczął szkolić młodych.

Cytat: A królestwo ich nie używa... bo?
Bo wie więcej niż grupa Wolnych. Małe złoża.
I'm working on:
– Projekt 1 (21str./~10%)
– Prequel: projekt 1 (4str./~15%)
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
(30-12-2014, 18:07)BeziteX napisał(a): Pragnę przedstawić moje drugie skończone(!) opowiadanie :)
A ja pragnę przedstawić mój któryśtam z kolei (!) komentarz. Też mi miło :)
Tak jak poprzednio liczę na prawdziwe (także surowe) opinie i wytknięcie wszelakich błędów.
Zawsze do usług


Przyjaciółce Idze, która nie
skąpiła słów motywujących do dalszej pracy,
czasu oraz chęci na czytanie i ocenianie tego,
jak i pozostałych tekstów

Której współczuję.

Noc zaczęła stopniowo pochłaniać pole bitwy, ciała przegranych jak i tak zwanych zwycięzców nikły w objęciach ciemności. To można spokojnie rozbić na dwa niezależne zdania. Poza tym zwrot 'tak zwanych' jest bezsensowny i niepożądany w tym wypadku. Jeśli ktoś wygra bitwę, to jest zwycięzcą, a nie tak zwanym zwycięzcą. To tak jakbyś powiedział o kobiecie, która urodziła, że jest teraz tak zwaną matką. Generał Khaled stał na szczycie wzgórza, przyglądając się pobojowisku, podczas gdy niedobitki III Armii szykowały się do wymarszu.
– Oto czym są nasze konflikty – rzekł młody porucznik, zatrzymujący się obok generała Po grzyba Ci ten przecinek przed imiesłowem przymiotnikowym? Przecinki stawia się przed imiesłowami przysłówkowymi, a nie przymiotnikowymi! – tak łatwo zabijamy, chociaż tak naprawdę wszyscy walczymy o to samo.
– Co dokładniej masz na myśli? – zapytał Khaled, nie odwracając wzroku. Też chciałbym wiedzieć. Porucznik powiedział "oto czym są", a potem nie rozwinął myśli o tym, czym są te konflikty ;_;
– Szczęście – odparł krótko – czyż nie walczymy przez to, że każdy chce być na swój sposób szczęśliwy? Nie, ludzie maja swoje ideały, za które walczą i umierają. A Pan chce tylko żyć i żreć. ~JKM – podjął po chwili – Powstańcom, takim jak ci tutaj, szczęście przyniesie wolność. Nam, uzurpatorom, szczęście sprawi zwycięstwo nad nimi.
Khaled kiwnął głową w milczeniu.
– Sir Dann rozkazał przekazać, że jesteśmy gotowi do wymarszu.
– Ruszajmy więc. – Odwrócił się od pola bitwy i ruszył ku innym dowodzącym.
Szedł powoli, oglądając i wspierając słowem mijanych żołnierzy. Jak można kogoś minąć słowem? Mówić w jego stronę, ale nie do niego? o.O Lepiej brzmiałoby wspierając mijanych żołnierzy dobrym słowem. Zawsze starał się być kimś (podwójna spacja się wkradła) bliższym żołnierzom, niż tylko dowódcą wydającym rozkazy prowadzące na śmierć.
Morale ważne jest zarówno przed jak i po walce, pomyślał Khaled. Jeśli pomyślał, to dałbyś to w jakiś cudzysłów czy napisał kursywą, by się odróżniało od wypowiedzi narratora... Wpajał tę zasadę każdemu ambitnemu porucznikowi, tak jak przed laty wpajaną (wpajano) ją jemu.
– Kolejna wygrana bitwa – rzekł Dann (przecinek) gdy Khaled dosiadał swojego konia.
– Jedynymi wygranymi w tej bitwie są śmierć i kruki, sir – wtrącił młody porucznik.
Dann posłał swojemu podwładnemu surowe spojrzenie, po czym odparł:
– Każda bitwa, którą przeżyłeś (przecinek) chłopcze, jest bitwą wygraną.
Derik – jasnowłosy (przecinek) wysoki mężczyzna. Najmłodszy porucznik w armii Khaled'a (bez apostrofa). Syn okrytego sławą Halfdana Wiernego Ostrza – nigdy nie krył swego zdania. Szczerze odpowiadał na zadane mu pytania, choćby miały być niezgodne z wyobrażeniami zwierzchników. I chociaż często łajano go za łatwość mowy W sensie, że nie potrafił składać zdań złożonych, dlatego jego mowa była łatwa? i szczerość wypowiadanych słów, w gruncie rzeczy ceniono go za to. Lepiej bowiem usłyszeć słuszną (przecinek) lecz godzącą w naszą dumę prawdę aniżeli puste pochwały miłe jedynie naszemu sercu.
Między dowódcami zapadła cisza, za nimi natomiast, pośród rannych i wymęczonych żołnierzy, unosiła się pieśń, nieśmiała i smutna (przecinek) chociaż jej słowa pozbawione były trosk oraz lęków (przecinek) a pełne męstwa i radości.
Khaled odwrócił głowę by po raz ostatni spojrzeć na pole bitwy. Noc zrzuciła z poległych przynależności, wrogów i sojuszników zmieniając w towarzyszy, aż do nadejścia świtu, który ponownie ich rozdzieli. Stu po przeczytaniu mu tego zdania się śmieje, więc coś z jest tutaj bardzo nie halo.

**

Po spokojnej, męczącej (przecinek) a nade wszystko długiej podróży, (tutaj niepotrzebny przecinek) armia dotarła do miasta. Na jego obrzeżu Khaled powierzył dowództwo sir Dannowi, sam natomiast udał się do domu, pragnął bowiem jak najprędzej ujrzeć swą małżonkę Ilvę. I chociaż przez ostatnie cztery lata spędzał z nią mniej czasu niż ze swoimi żołnierzami, ich miłość kwitła. Była to bowiem miłość prawdziwa, wielka jak te, które opiewane są w pieśniach.
Mimo wczesnej pory Ilva – bratanica króla – ciężko pracowała w swoim ukochanym ogrodzie, pokazując palcem ogrodnikowi, co ma skosić, bo w przeciwnym wypadku chędogie to było królestwo, skoro nawet rodzina królewska musiała pracować w swoich ogrodach, czekając przy tym na powrót męża, którego w zwyczaju miała wypatrywać, otrzymawszy wcześniej dobre wieści od zwiadowców. W blasku wschodzącego słońca wyglądała niczym bogini piękności. Jej długie, kasztanowe włosy powiewały lekko na wietrze. Zielona, postrzępiona i poplamiona ziemią suknia, (gdzie mi z tym przecinkiem! Od kiedy to się oddziela podmiot od orzeczenia!?) wyglądała na niej niczym krój szyty Suknia wyglądała jak krój szyty – przyznaję, że to zdanie jest iście brawurowe. Jak suknia może wyglądać jak fason/wzór? Chyba, że chodziło Ci o regionalne określenie części pługa. Jeśli tak, to strasznie brzydka była to suknia. prosto na wielki bal. Dzięki bystrości wzroku (bez sensu), dostrzegła ukochanego (przecinek) nim ten przekroczył kamienny most na rzece Wrill. Odrzuciła narzędzia i ruszyła pełna radości w kierunku (przecinek) z którego podążał.
– Ilvo! – krzyknął radośnie Khaled, schodząc ze swej karej klaczy.
– Miłości ma – wyszeptała przez łzy, tuląc się do jego piersi. – (Wielką literą lub wypiernicz kropkę na końcu wypowiedzi narratora, jeśli ta ma robić za przecinek) w końcu cię odzyskałam.
– Niestety z pewnością nie na długo – odparł ze smutkiem. – Walki są krwawe (przecinek) a końca wojny wciąż nie widać. Jednak to nie czas i nie miejsce na smutki. – Podał lejce młodemu stajennemu. – Wejdźmy do środka.
Rozmowy i czułości trwały długo. Nie było im jednak dane w pełni radować się swoim towarzystwem. Nie minęło kilka godzin (przecinek) gdy do drzwi zastukał królewski posłaniec.
– Generale – rzekł u progu. – (Wielką literą lub wypiernicz kropkę na końcu wypowiedzi narratora, jeśli ta ma robić za przecinek) mam zaszczyt zaprosić ciebie oraz twą małżonkę, w imieniu Jego Królewskiej Mości na uroczystą ucztę z okazji zawarcia sojuszu ze Wschodnim Królestwem.
Na twarzy Khaled'a (bez apostrofa) pojawił się grymas zmęczenia. Nienawidził uczt, zwłaszcza tych po zwycięskich bitwach (przecinek) gdzie tak zwana wyższa społeczność (wyższa warstwa społeczna, jak już) piła, jadła i tańczyła (przecinek) podczas gdy prawdziwi mężowie leżeli martwi, ogryzani przez dzikie zwierzęta na polu bitwy wciąż ciepłym od przelanej krwi. Zaiste gorąca to była krew, hej!
– Jego Wysokość pragnie (przecinek) byś tym razem stawił się osobiście – dodał po chwili posłaniec, jakoby słysząc myśli generała (jakoby != jakby. Polecam zajrzeć do słownika i nie próbować na siłę udziwniać zdań).
– Przekaż (przecinek) proszę (przecinek) królowi, że z radością przyjmuję zaproszenie – odparł Khaled.
Posłaniec ukłonił się dwornie (przecinek) po czym wyszedł na popołudniowe powietrze Pytanie od Stu: czym się różni popołudniowe powietrze od przedpołudniowego?. Ilva i Khaled zaś, (zbędny przecinek) skierowali swe myśli tylko we własnym kierunku o.O.

**

Sierp księżyca jasno świecił na niebie. Mimo, (bez przecinka) że uczta trwała od kilku godzin, wciąż schodzili się nowi goście. Sala bankietowa (przecinek) do której zapraszano przybyłych, była największym pomieszczeniem w pałacu. Na końcu sali, na nieznacznym wzniesieniu stał wysoki, szeroki stół (przecinek) za którym zasiadał monarcha wraz z królową i swoimi gośćmi, poniżej znajdowały się miejsca przeznaczone dla generałów i doradców. Najniżej zaś ustawiono dwa długie na dwadzieścia łokci stoły, których miejsca przyznane były dla różnej maści szlachty i lordów.
Nim podano główne dania (przecinek) a muzyka zaczęła być nużąca, najnowsze plotki, które uwielbiają wszelkiego rodzaju uczty i zabawy, zdążyły otoczyć salę dwukrotnie. W chwili gdy minstreale (minstrele) przymierzali się do zagrania Pieśni o Ceulienne po raz wtóry, ze swego zdobionego tronu podniósł się stary, siwy (przecinek) lecz wciąż krzepki mężczyzna. Wrzawa, która panowała w sali (przecinek) natychmiast ustąpiła ciszy, władca zaś podniósł puchar i rzekł łagodnie (przecinek) choć z wielką siłą:
– Dziękuję wam za tak liczne przybycie. I chociaż części z was nie znam tak dobrze (przecinek) jakbym tego pragnął, raduje się moje serce (przecinek) widząc was żywych w tych jakże trudnych dla naszego królestwa czasach. Jak wiecie (przecinek) jest to uczta na cześć naszych przyjaciół ze Wschodniego Królestwa, którzy zadeklarowali swą pomoc przeciw Królestwu Yarizz! – Radosny hałas ogarnął salę. – Jednakże – podjął po chwili władca. (bez kropki) – to nie wszystko. Pragnę nagrodzić naszego najlepszego i najmężniejszego generała. Człowieka (przecinek) bez którego los nasz byłby jeszcze cięższy. Generale Khaled, powstań i stań u mego boku.
Na dźwięk swojego imienia, (bez przecinka) wysoki mężczyzna uniósł się ze swego miejsca i ruszył w kierunku władcy. Zdziwienie sytuacją malowało się na jego ustach.
– Dziękuję (przecinek) panie, to wielki zaszczyt dla mnie i całej mojej rodziny usłyszeć tak ciepłe słowa – powiedział (przecinek) kłaniając się królowi.
– Wciąż nie przegrałeś żadnej bitwy, dlatego przekazuje (kto przekazuje? o.O) ci ten oto miecz. – Za plecami króla pojawił się stary, krzepki mężczyzna trzymający długie, fioletowe ostrze, lśniące w świetle świec i gwiazd. – Oraz ten oto pancerz. – Do pomieszczenia wszedł człowiek odziany od stóp do głowy w gładki, lśniący tymi samymi kolorami co ostrze, pancerz. Kolesia dostał gratis w komplecie. Chociaż wydawał się on ciężki i niewygodny, mężczyzna weń odziany sprawiał wrażenie zrelaksowanego. Bo wracał ze spa XD – Byś nigdy nie zaznał goryczy porażki. Ów oręż i zbroję otrzymałem od wielkiego mistrza płatnerstwa, zamieszkującego Góry Świtu. Sądzę jednak, że tylko w twoim posiadaniu spełnią swoje przeznaczenie.
– Panie, to najlepsza broń stworzona przez człowieka! – Wzdragał się Khaled. – Nie mogę jej przyjąć.
Nic nie zrobił sobie władca ze słów Khaled'a (bez apostrofu), ujął rękojeść miecza, przypatrzył mu się z tęsknotom (–ą!) do dawnych dni chwały, którą zyskiwał w walce.
– Niech ci służy, tak jak i mnie służył A nie mówiłem, że koleś był w komplecie z pancerzem?! XD – rzekł król (przecinek) przekazując ostrze swemu podwładnemu. Wrzawa znów ogarnęła salę. – A teraz pozwalam ci odejść, wiem bowiem, że ani ty (przecinek) ani twa żona nie przepadacie za tego typu ucztami – powiedział król, kierując swe słowa jedynie do Khaleda.
Monarcha, (po co ten przecinek?) odwrócił się i zasiadł na swym tronie. Mąż Ilvy natomiast, (znowu: zbędny przecinek) skierował się na swoje miejsce u boku innych dowódców. Gratulacji i radosnych poklepywań nie było końca (przecinek) lecz bardziej niż one (przecinek) wzrok Khaled'a (znowu ten niecny apostrof atakuje) przyciągnęły oczy starszego generała Levis'a (i tu też! Kryć się!). Chociaż twarz miał uśmiechniętą (przecinek) a język giętki w wypowiadaniu wyrazów uznania, oczy jego wyrażały niechęć i niezadowolenie (przecinek) a przez jedną, nikłą chwilę; (na co Ci ten średnik?) nienawiść.

**

Po sześciu dniach spokoju i odpoczynku, (zbędny przecinek) nadszedł czas kolejnych pożegnań. III Armia, uzupełniona o nowych żołnierzy, została wyznaczona do pomocy wojskom na północnych rubieżach, które zostały zaatakowane przez oddziały Yarizz. Khaled mimo złych przeczuć wypełnił rozkaz władcy bez chwili zwłoki. Zorganizował wymarsz, przysiągł ukochanej, że wróci, zabrał ekwipunek (przecinek) po czym ruszył na swej karej klaczy ku zachodzącemu słońcu, na kolejne spotkanie ze śmiercią. To ile razy on już umarł, że miał się znowu spotkać ze śmiercią?
Droga była żmudna (przecinek) a i tak już długą podróż, (zbędny przecinek) wydłużał rzęsisty deszcz i tworzące się błoto, spowalniające konie i wozy. Przez cztery dni nie pojawiły się promienie słońca, piątego zaś, przemoczeni i zmęczeni, dotarli do Wysokich Wzgórz (przecinek) z których widać było pole bitwy. Północna Twierdza wciąż mężnie broniła się przed oblegającymi ją żołnierzami armii Yarizz.
– Urządzimy tu postój – rzekł Khaled do swojej armii. – (albo wielka litera, albo won z kropką) a nim minie południe, ruszymy na pomoc naszym braciom! Tymczasem zbierzcie siły, gdyż bez wątpienia czeka nas krwawa walka.
Po kilku chwilach wzgórze zaczęło przypominać obóz, doskonale wyszkolona armia Khaled'a (znowu ten apostrof...) przywiązała do drzew liczne, prowizoryczne płachty chroniące przed deszczem. Długo się musieli uczyć wiązania tych płacht. Podczas gdy jedni zajmowali się ostrzeniem oręży i zakładaniem zbroi, inni rozpalali ogniska i gotowali strawę, (myślnik) dla wielu z nich, (myślnik) ostatni posiłek w życiu.
Gdy większość starała się nie myśleć o czekającej ich walce i być może śmierci, generał Khaled wraz ze swoimi dowódcami, (bez przecinka) rozmyślał tylko o nadchodzącej bitwie. Rysował, liczył i przewidywał (przecinek) byle tylko stracić jak najmniej ludzi. Z zadumy nad taktyką wyrwał go jedynie na krótką chwilę czarny kruk, (bez przecinka) przyglądający im się ze spróchniałego drzewa.
Nim minęły trzy godziny, Khaled w swym magicznym (przecinek) połyskującym fioletem pancerzu, (zbędny przecinek) wydał rozkaz do ataku.
– Kolejny raz ruszamy na spotkanie ze śmiercią, (świetnie ich to musiało podnieść na duchu, nie ma co!) sprawmy jednak (przecinek) by to tamci poznali się z nią dokładniej! (Cześć śmierć, jestem Tomek!)
Ulewa wzmogła się (przecinek) ograniczając pole widzenia, porywisty wiatr rzucał proporcami *maluje w umyśle wizję proporców zapieprzających po polu bitwy* i gwizdał przez otwory w hełmach. Armia Yarizz zdążyła przygotować się na atak, ustawiła się w formacji klina, lecz zanim główne armie (powtórzenie) się ze sobą spotkały, wroga formacja (kolejne) przestała istnieć. Sir Dann wraz z oddziałem najlepszych kawalerzystów zdołał oflankować napastników. Bitwa, chociaż praktycznie już wygrana, miała dopiero zebrać swe żniwo. Włócznicy ruszyli naprzód, krew zmieszała się z błotem. Martwe ciała wdeptywano w ziemię, próbując dostać się w miejsca (przecinek) w których toczyły się walki. Generał Khaled zeskoczył ze swojej klaczy i rzucił się w wir walki. Wroga formacja przestała istnieć, a oni nadal walczyli! Cóż za oddanie sprawie! Chociaż pierwszy raz walczył w nowym pancerzu (przecinek) czuł się w nim niezwykle pewnie, potężnie i niezwyciężenie. Więc pewnie wkrótce zginie. Za sprawą długiego, dwuręcznego miecza torował sobie przejście przez wrogich żołnierzy. Niezwykłe, jarzące (się) fioletem ostrze, (zbędny przecinek) gładko przechodziło przez ciało i zbroję (na odwrót, chyba, że nakładali ciało na zbroję). Po pierwszym ciosie sztych pokryty był parująca (–ą) krwią. Krwawy szał zawładnął duszą najlepszego z generałów króla, przecinał wrogów niczym szmaciane lalki, samemu będąc bezpiecznym. Nie minął kwadrans (przecinek) a walka była skończona. III Armia wraz z niedobitkami Północnej Twierdzy rozgromiła najeźdźców, sama ponosząc małe straty.
Odpoczynek w twierdzy przemienił się w zwycięską ucztę. Khaled zaś, podobnie jak po każdej poprzedniej bitwie, stał w milczeniu z głową zwróconą w kierunku pobojowiska.
– Derik (przecinek) syn Halfdan'a (bez apostrofu!) nie żyje – rzekł głucho Dann, podnosząc wzrok znad kartki z nazwiskami szlachetnie urodzonych poległych.
Generał odwrócił się powoli i ruszył w kierunku drzwi.
– O świcie wyruszamy – rzucił (przecinek) przechodząc przez próg.

**

Jako, (bez przecinka) że powroty są zazwyczaj milsze, toteż droga wydawała się krótsza i szybsza. Na niebie po raz pierwszy od wielu dni, (zbędny przecinek) pojawiło się słońce. Khaled jadący na przedzie armii z hełmem pod ramieniem, (niepotrzebny przecinek) wyglądał niczym jeden z dawnych herosów, (hat-trick!) uwiecznionych w rzeźbach i pieśniach. Ponownie, jak poprzednim razem, rozstał się z żołnierzami na obrzeżu miasta (przecinek) powierzając dowództwo sir Dannowi, sam zaś galopem ruszył do swego domostwa.
Niepokój padł na serce ukochanego Ilvy, gdy będąc nad rzeką Wrill, nie dostrzegł jeszcze swej luby (lubej), która zwykła wypatrywać go o świcie po każdej z bitew. Ona już wcześniej wiedziała o końcu bitwy. Madafakin Nostradamus! Albo codziennie o świcie go wypatrywała, ale wtedy wspominanie o bitwie nie ma sensu. Niepokój zamienił się w szczerą obawę (przecinek) po tym jak nie doszły ku niemu, (zbędny przecinek) żadne dźwięki z ogrodu. Zeskoczył Khaled pospiesznie (Master Yoda approved) ze swojego konia i pędem ruszył do drzwi, przeskoczył przez próg taki, kuźwa, był wysoki!, wtem obawa umknęła przed bólem i cieniem zalewającym serce. Tam oto, u wejścia leżała Ilva, bratanica króla, miłość Khaled'a (bez apostrofu), zamordowana w bestialski sposób, a obok niej, (zbędny przecinek) młody stajenny z odciętymi członkami. O w mordę! Miał więcej niż jednego! Takie rzeczy to się biologom nie śniły. Pewnie był jej kochankiem i ktoś ich nakrył. Pogrążony w smutku generał wypuścił z rąk hełm i padł na kolana u ciała ukochanej, łzy wydostawały się boleśnie na zewnątrz, były bowiem zrobione z metalu i Khaled musiał się namęczyć, by je z siebie wycisnąć. Żałosne i pełne rozpaczy wrzaski zaległy nad całą okolicą. Podobno do dziś dnia, (zbędny przecinek) posłyszeć tam można słowa tak bolesne i przepełnione smutkiem Przypadek wiecznego echa, iż ludzie radośni i pełni życia wracają stamtąd niczym duchy, (zbędny przecinek) wysączone z życia. Po czasie, którego nie sposób sprecyzować, w drzwiach domu stanęła grupa czterech zbrojnych. Przerażenie pojawiło się na twarzach żołnierzy, gdy dostrzegli martwe ciała, krew i generała Khaled'a. (bez apostrofu)
– Generale – wykrztusił jeden z mężczyzn. – Jesteś niezwłocznie wzywany przed oblicze króla.
Khaled podniósł wzrok znad ciała żony w stronę wartowników, (a czego oni pilnowali? To raczej byli posłańcy) jakby dopiero zorientował się, że w domu znajduje się ktoś prócz niego. Spojrzenie Niezwyciężonego – jak go nazywano pośród żołnierzy – wydało się obce, nieobecne.
– Musisz pójść z nami, sir – dodał po chwili zbrojny, podczas gdy reszta chwyciła Khaled'a (bez apostrofu) i podniosła go z klęczek.
Generał nie szarpał się, nie wyrywał, poddał się i szedł zamroczony w kierunku (przecinek) w którym go prowadzono. Grupa gapiów stojąca przed domem, zwabiona krzykami cierpienia, ferowała wyrokiem śmierci. Oderwanego od rzeczywistości przywódcę III Armii prowadzono głównymi ulicami miasta, wystawiając na publiczny lincz.
– Wasza Wysokość – powiedział dowodzący zbrojnymi. – przyprowadzam oto generała Khaled'a (bez apostrofu, przecinek) tak jak rozkazałeś.
Sala audiencyjna monarchy stała praktycznie pusta. Prócz spoczywającego na tronie władcy, w pomieszczeniu znajdowało się jedynie kilku doradców, gwardia królewska i służka Khaled'a. (bez apostrofu)
– Możecie odejść – odparł sztywno król. – Khaled'zie (bez apostrofu, przecinek) synu Khel'a (hat-trick) zostałeś doprowadzony tu na mój rozkaz, ciąży bowiem na tobie zarzut morderstwa. Ja pierniczę! Ledwie zdążył wrócić z bitwy, a oni już go posądzili, nim wrócił do domu, skoro tak szybko po niego przyszli! ;o – Szerokie drzwi zamknęły się z hukiem, wyrządzony przezeń przeciąg szarpnął chorągwiami królestwa, umieszczonymi za tronem.
– Śnieżny rumak – wyszeptał Khaled. – Piękne zwierze, dumnie nosisz na swym sztandarze. Lecz w przeciwieństwie do niego nie wiesz (przecinek) czym jest wierność i odwaga.
Król wykonał gest w kierunku rąk oskarżonego (przecinek) a jeden ze strażników natychmiast związał je grubą liną.
– Doskonale wiesz, że jestem niewinny, a mimo to nie wahasz się traktować mnie jak mordercę – ciągnął Khaled.
– Mamy świadka (przecinek) generale, który widział cię (przecinek) jak mordujesz swą żonę i mężczyznę, który cieszył się jej względami Czyli jednak ktoś ich przyłapał! – odparł król, wskazując na młodą służkę. – Przyznaj się (przecinek) a nie stracisz honoru, a być może i życia.
– Pragnę wtrącić, że mamy także zeznania sir Danna – powiedział starszy mężczyzna, (zbędny przecinek) kryjący się w cieniu. – Twierdzi on, że podejrzewałeś zdradę żony od pewnego czasu.
– Gdzie zatem jest druh mój, by mógł potwierdzić te słowa, generale Levis'ie (bez apostrofu) – spytał Khaled.
Siwy mężczyzna spuścił głowę i odparł ze sztucznym smutkiem:
– Niestety, popadł w straszną chorobę, której niewątpliwie nabawił się podczas ostatniej bitwy. Innymi słowy, upił się w trzy dupy, skoro tam była libacja.
– Rozumiem. Nawet zbyt dobrze. Nie zmieni to jednak mojej postawy. Jestem niewinny.
Czas zatrzymał się w pomieszczeniu, wszystkie dźwięki i ruchy ustały, jedynie czarny kruk, (zbędny przecinek) siedzący za oknem, (zbędny przecinek) przekręcał z zainteresowaniem głowę.
– Po zapoznaniu się w dowodami – zaczął pomału król. (bez kropki) – uznaję cię, generale Khaled'zie (bez apostrofu), winnym morderstwa. I skazuję na śmierć.
Wyrok ten, chociaż oczywisty, przeszył serce Khaled'a (...), gasząc ostatni żar tkwiącej w nim dobroci i miłości.
Strażnik, (zbędny przecinek) ze współczuciem w oczach położył rękę na ramieniu Khaled'a (bez apostrofu, przecinek) by odprowadzić go do celi. Ten jednak, (zbędny przecinek) dzięki sile pancerza zerwał krępujące go węzły. Zwinnym ruchem minął, (po co ten przecinek?) próbujących go pochwycić strażników (przecinek) po czym chwycił za darowany oręż, (bez przecinka) spoczywający w dłoniach jednego z żołnierzy. Fioletowa stal zalśniła po zetknięciu rękojeści z dłonią skazańca.
– Alarm! – wykrztusił w przerażeniu król.(spacja)– Zabić go!
Przed władcą uformowała się żywa ściana, (bez przecinka) tworzona przez najlepszych wojowników z gwardii królewskiej. Nie mam z nimi żadnych szans, pomyślał Khaled. Skoczył więc ku temu, który za to odpowiadał. Generał Levis stał osamotniony z jednoręcznym mieczem w starej, wolnej już dłoni. Z niesamowitą gracją powalił Khaled jednego z rycerzy króla, który stanął mu na drodze. Cios (przecinek) który wykonał (przecinek) był lekki, lecz ostrze bez żadnych problemów przebiło się przez pancerz i przecięło wiązadła w kolanie. Dwóch kolejnych wojowników, znając sławę magicznego ostrza, cofnęło się mimowolnie o kilka kroków. To wystarczyło Khaled'owi (bez apostrofu), przeskoczył zgrabnie nad stołkiem dla doradców króla, (bez przecinka) i stanął twarzą w twarz z Levis'em (ech...). Jeden, (zbędny przecinek) szybki ruch nadgarstków wystarczył (przecinek) by szyja starca pokryła się gorącą krwią. Ostatnie słowa zdrajcy, (zbędny przecinek) uwięzły mu w ustach. Khaled przyglądał się pozbawionym emocji wzrokiem na ciało (na ciało to mógł spoglądać. A przyglądał się ciału) wroga, po czym wykonał szybki zwrot przez lewe ramię i wyskoczył przez duże okno, za którym siedział kruk. Zwinnie wylądował, wykonując obrót (przecinek) po czym rzucił się pędem byle dalej od pałacu, miasta i utraconej miłości. Nie ścigano go albo po prostu nie dostrzegł wysłanych za nim oddziałów. Mokre od potu włosy, (zbędny przecinek) przyległy do głowy, na którą sypały pierwsze płatki śniegu.

**

Wiele dni uchodził Khaled przed pościgiem. To w końcu go gonili czy nie? Po wyczerpujących przeprawach, opuścił w końcu południowe krainy, docierając do mroźnych rubieży. Głodny i zmarznięty kierował się w stronę gór, ku małym osadom (przecinek) by tam szukać schronienia. Podążając rzadko uczęszczanym szlakiem, wstąpił nieumyślnie na tereny podległe Wolnym – jak nazywali siebie ludzie, którzy sprzeciwiali się władzy króla. – (niepotrzebny ten myślink) Nim słońce skryło się za górami, dawny generał trafił na przemarsz licznej armii. Doskonale zdawał sobie sprawę, że nim dotrze do przyjaznej osady, zginie godzony strzałą lub mrozem. Godzony mrozem. Ja pitolę. Zdobył się na ostatni wysiłek. Ostatnia nadzieja na zemstę lub najszybsza droga do spotkania z tobą, rzekł spokojnie do siebie. (jeśli rzekł, to od nowego akapitu, oddzielone myślnikami, hę?)
Para uchodziła mu z oszronionych ust. Czekał w bezruchu i ukryciu na dogodny moment. Liczny batalion przechodził kilka stóp poniżej niego, gdy zaczął wyciągać swoje ostrze. Kilka szybkich uderzeń serca wystarczyło (przecinek) by znalazł się między kilkorgiem Wolnych. Zaatakował bez emocji Miał jaja, skurczybyk, by się samemu bić z kilkoma setkami żołnierzy! A wcześniej uciekał przed lichym pościgiem., ciął z ukosa, pozbawiając życia wojowników, na których twarzach malowało się jedynie zdziwienie. Mężczyźni stojący nieco dalej zdołali zwyciężyć (przezwyciężyć) oszołomienie, (bez przecinka) żołnierskim wyszkoleniem. Płynnym ruchem dobyli broni, za nim (zanim) jednak zdążyli jej użyć, krew ze śmiertelnych ran zalała świeży śnieg u ich stóp. (Epitety płakały, gdy je tutaj wstawiano) Khaled zwinnym krokiem ominął martwych i skierował się w stronę dowódcy. Po każdym płytkim oddechu, (zbędny przecinek) przed oczami brodatego mężczyzny znajdowało się coraz więcej martwych towarzyszy. Co on, kierwa, jadł, że ginęli od jego oddechu? o.O Przez szok, którego doznał (przecinek) nie starał się nawet sięgnąć do wiszącego u pasa miecza. Kurde, faktycznie powalał ich oddechem. I to jeszcze zadawał nim śmiertelne rany! Człowiek w lśniącym fioletem pancerzu przebiegł pod ostrzem atakującego go mężczyzny, zwolnił po tym nieznacznie i ciął wojownika w odsłonięte plecy. Oczywiście swoim oddechem, bo miecz nadal miał u boku. Nim zdążyli nadbiec kolejni, stał już z ostrzem przyciśniętym do gardła dowódcy. Teleportowało się.
– Spokojnie – rzekł przestraszony (przecinek) brodaty mężczyzna w kierunku idącym(idących) ku nim wojownikom (wojowników).
Liczna grupa, (zbędny przecinek) grubo odzianych mężczyzn z łukami w dłoniach, (zbędny przecinek) tworzyła szeroki okręg wokół Khaled'a. (zbędny apostrof)
– Zabijcie mnie, jeśli taka wasza wola. Ni śmierć, ni cierpienie nie wyrządzą mi już takich cierpień jakich doznałem. Ostrzegam jednak, że nie oddam życia się bez walki. (twoja koleżanka płakała, gdy czytała)
Zza szerokiego drzewa wyszedł niski człowiek z łukiem na ramieniu.
– Po co mamy zabijać największego z królewskich generałów, skoro więcej wart jest żywy (pytajnik) – odparł z chytrym uśmiechem. – Tak Khaled'zie (apostrof po raz n-ty), nawet tu dotarły opowieści o twojej osobie.
– Zatem wiesz również, że nie jestem już generałem. – Uśmiech na twarzy Wolnego zastąpiło zdziwienie. – Zostałem pojmany, skazany i wyjęty spod prawa (przecinek) podobnie jak wy.
– Czego więc tutaj szukasz? – spytał zafrasowany.
– Szansy na zemstę.
– Dlaczego więc atakujesz mój oddział, mordujesz moich ludzi i przykładasz ostrze do szyi mego brata?
Khaled spojrzał na przerażonego niczym dziecko mężczyznę, którego wziął za dowódcę.
– Ponieważ – odrzekł (przecinek) odpychając tchórza. (bez kropki) – tylko w ten sposób mogłem ofiarować ci moją służbę. Zabiłem twoich ludzi, więc przyjmij mnie do siebie – gratuluję logiki.
– Rzuć na ziemię swój miecz (przecinek) a przemyślę twoją propozycję.
Mimo chwili zawahania, (zbędny przecinek) Khaled wbił ostrze w głęboki śnieg, odstąpił od niego kilka kroków i nakrył się grubym futrem, zrywając go (je) wcześniej z ciała poległego. Nie bacząc na chęci przelanie (-a) krwi przez towarzyszy zmarłych, niski mężczyzna nie wydał rozkazu.
– Witamy wśród Wolnych, generale – rzekł tylko z parodystycznym ukłonem. A kogo on parodiował?

**

Wiele dni spędził Khaled na podejrzliwych spojrzeniach i surowym traktowaniu, jednak im dłużej przebywał z wyjętymi spod prawa ludźmi, tym bardziej się do nich upodabniał i dopasowywał. Po kolejnych potyczkach z miejscową ludnością, (zbędny przecinek) nowi druhowie zaczęli traktować Khaled'a (...) jako (jak) jednego z nich, nie pamiętając już o jego początkowych czynach. Szybko uznał uznanie *bije brawo aplauzem* jako świetny wojownik. Po miesiącu zaczął szkolić młodych towarzyszy w sztuce władania orężem, za co otrzymywał lekcje polowania i szukania jedzenia pośród zaśnieżonych lasów południa.
W miarę upływu czasu lód w sercu Khaled'a (bez apostrofu) zaczął topnieć, lecz nie było mu przeznaczone zaznać ponownie szczęścia. Pierwszego dnia wiosny, (zbędny przecinek) u podnóży Gór Świtu, (zbędny przecinek) dowódca Wolnych – Noel Szubrawiec (myślnik) zwołał liczną armię (przecinek) by przedstawić plan, który miał znieść przewagę liczebną królestwa.
– Po wielu latach – zaczął przemowę Noel, siedząc na niskim stołku. (bez kropki) – odnaleźliśmy to (przecinek) czego tak strasznie pożądają wielcy władcy. Góra przestała skrywać swą tajemnicę! Dotarliśmy do kuźni Ignus'a! *płacze* – Z ust nielicznych gardeł dobył się tryumfalny krzyk (przecinek) podczas gdy większa część armii stała w milczeniu. – Nie rozumiecie? – spytał Noel z niedowierzaniem. – Mistyczna broń wykuwana we wnętrzu tej góry czeka na nasze dłonie, które skierują ją przeciw chorobie toczącej się w naszym dawnym królestwie – przemawiał głośniej. – Dzięki tej broni znów staniemy się ludźmi. A kim teraz byli? Orkami? – Krzyk ogarnął całą polanę. – Pijcie dziś, bo jutro czeka nas walka – zakończył.
Szał ogarnął ludzi, chęć walki zaległa (zalęgła) się w ich umysłach.
– Sądziłem, że podobnie jak ja, (bez przecinka) pragniecie zemsty – rzekł Khaled (przecinek) siadając obok mówcy.
– Zemsta to tylko nagroda – odparł oschle. – Pamiętaj jednak (przecinek) by nie szukać w niej radości. Część z nas walczy dla zabijania (przecinek) jednak większość podąża za nadzieją. – Z tymi słowami odszedł, zostawiając byłego generała samego.
Mimo nadejścia nocy, sen nie zmógł Khaled'a (bez apostrofu), zamiast odpoczywać (przecinek) siedział okryty płaszczem na oświetlonej gwiazdami leśnej polanie. Wybacz mi, (akapit, myślniki...) rzekł cicho (przecinek) spoglądając w niebo. Godziny minęły mu na wspominaniu przeszłości.
O pierwszym blasku słońca stał już gotowy do wymarszu. Z nikim nie rozmawiał podczas podróży, skupiając się tylko na czekającym go w niedalekiej przyszłości starciu.
Po wkroczeniu do wioski, (zbędny przecinek) pierwszy skoczył z orężem w dłoni ku zaskoczonym (przecinek) lecz dobrze uzbrojonym wieśniakom. Nie skupiał się na czynionych zabójstwach zaślepiony rządzą krwi. Dzieci, kobiety, starcy, nikt nie mógł czuć się bezpiecznie (przecinek) mając przed oczami niezwyciężonego generała Khaled'a. (bez apostrofu)
Noel wraz ze swoim oddziałem minął postać odzianą w magiczny pancerz. Po kilku chwilach został on sam (kto?), z wieloma ciałami u swych stóp. Obejrzał się powoli wokół, dłoń spoczywająca na rękojeści miecza ślizgała się od lepkiej krwi. Jak można się ślizgać na czymś lepkim? Nie dostrzegając nikogo (przecinek) skierował się powoli w stronę żelaznej bramy, (bez przecinka) zdobytej przez Noel'a (bez apostrofu). Za nim do niej dotarł, usłyszał hałas z pobliskiego domu. Zamarł w półkroku, skierował wzrok w kierunku uchylonych drzwi i cztery uderzenia serca później (a w układzie SI to ile to będzie?) stał przed nimi. Ze skierowanym do przodu ostrzem przekroczył próg. Na końcu małego pomieszczenia klęczała młoda kobieta z synem skrytym pod ramieniem. Przed zapłakaną kobietą, w odległości kilku łokci od Khaled'a (bez apostrofu, przecinek) stał wysoki, szczupły mężczyzna, w lewej, trzęsącej się dłoni ściskał rękojeść krótkiego miecza.
– Odejdź stąd – powiedział (przecinek) cofając się.
Młoda kobieta (przecinek) wycierając rękawem łzy, zwróciła się głośno do Khaled'a. (bez apostrofu) O co ci chodzi, pomyślał. Nie znał tamtego dialektu, nie wiedział więc, że słowa kobiety nie są błaganiem o litość (przecinek) lecz o pomoc. Mężczyzna, którego Khaled wziął za kochanka kobiety, był tak naprawdę zbójcą, pragnącym jej ciała i majątku. To się nazywa mieć pecha. Nie dość, że wioskę napadła wroga armia, to jeszcze zbójca jej się do domu wtrynił.
Magiczne ostrze opadło ku ziemi, dawny generał spojrzał na dziecko, kobietę i mężnie stojącego chłopca, którego wiek nie mógł przekraczać trzydziestu wiosen Trzydziestoletni chłopiec. Buahahaha XD, po czym odwrócił się i wyszedł na zewnątrz. Mocny podmuch wiatru rzucił jego czarnymi włosami, które przemknęły kilkanaście przecznic i zniknęły za zakrętem. Postawił kilka kroków, usłyszał energiczne (energicznie) stawiane w śniegu kroki (przecinek) nim poczuł gorąc w okolicach karku. Czas jakby zwolnił, połyskujące ostrze wyśliznęło mu się z dłoni. Zachwiał się, nogi odmówiły posłuszeństwa i padł kolanami w śnieg (przecinek) trzymając się przy tym rany. Za plecami usłyszał krzyk wybiegającej z domu kobiety (przecinek) a następnie głuchy odgłos rozbijanej czaszki. Resztki sił opuszczały ciało Khaled'a (bez apostofu) osuwające się na plecy. Na pięknym, wiosennym niebie dostrzegł szybującego wkoło kruka, który jakby przybył obejrzeć całą scenę. Głos kobiety klęczącej u jego ciała zaczął wydawać się niezwykle odległy. Kątem oka zobaczył leżącego za jej plecami mężczyznę, którego wziął za jej męża. Na środkowym palcu prawej dłoni, (zbędny przecinek) widniał ozdobny sygnet z wygrawerowanym śnieżnym rumakiem.
– Ilvo – powiedział Khaled, krztusząc się krwią. (bez kropki) – to naprawdę ty? Myślałem, że nigdy cię już nie ujrzę.
Młoda kobieta ujęła dłoń umierającego mężczyzny. Łzy spływały po ubrudzonej krwią twarzy.
– To wszyscy byli oni – wyszeptała w nieznanym mu języku. – Dziękuję.

W ogólnej ocenie: technicznie jest okropnie. Interpunkcja leży, używasz nieznanych sobie zwrotów, przedobrzasz niepotrzebnie zdania, więc czyta się je niezwykle ciężko, starając wyszukać zagubiony gdzieś po drodze sens. Jedyną książką, jaką powinieneś w tym momencie brać pod uwagę, jest poradnik do interpunkcji. Tekst nadmiernie się ciągnie, opisy są cholernie długie, a w takich powieściach powinno się tego raczej unikać (patrz: Wiedźmin Sapkowskiego).

Historia może i ciekawa, ale z resztą jest bardzo słabo.
Czasami, gdy pojawiają się nowi, próbują na jeden raz wrzucić wszystko, co mają. Zupełnie, jakby portal miał lada dzień zniknąć z Internetów, a administracja pojechać do Afryki, sprzedawać olejek do opalania rdzennym murzynom.
~Yami
Odpowiedz
#8
Cytat: Zresztą kto zakazał by pracy w (swoim) ogrodzie bratanicy króla?
Ogrodnik. Krzycząc "Pani moja, toż to się nie godzi!".

Cytat: Król nie wiedział, że będzie zmuszony skazać generała.
Jednym słowem to nie była jego intryga. Więc miał oto swojego generała, człowieka który wygrywa mu wszystkie wojny, kogoś kogo bardzo lubi (dał mu własny gear). Ten oto ktoś rusza rozbić oblężenie i wraca, całość jakieś 10dni. W DZIEŃ POWROTU, ów generał jest oskarżany o morderstwo żony, czego jedynym dowodem jest zenanie służki. Nie kupuję tego, a i król by raczej nie kupił.
Nie wspominając o tym, że "po starej znajomości" mogłoby się okazać, że sami się zabili. O dobrych generałów ciężko.

Cytat:Jeden z głównych generałów (w dodatku mąż bratanicy króla) nie jest szeregowcem.

Alenie jest też taką szychą, żeby mógł wychodzić z imprezy "bo on nie lubi". Nie wspominając, że tego typu uwagę króla mógłby wziąć jako ogromny dyshonor, nawet jeśli była prawdziwa. Plus – to po kiego grzyba król na nim wymuszał przyjście?

Cytat:Walka po kilku, ciężkich dniach wędrówki
Dlatego są wysyłani przodem zwiadowcy.

Cytat:Większą część z tych ludzi była zbirami (wyjęci spod prawa), potrafili zaakceptować kogoś takiego.
Że wyskoczył na nich z lasu, bez większego powodu, zaczął mordować i jak się ostatecznie okazało – tylko po to, żeby się przypodobać. Ja w życiu bym nie zaufał komuś, kto raz na mnie wyskoczył z nożem. A za zabicie kompanów, choćby i sku***li dostałby nocą nożem po gardle. Ani on im potrzebny, ani nie mają powodu mu ufać. A za zbiega i to takiego co się na króla rzucił, nagroda powinna być ładna.
Odpowiedz
#9
Dawno nie komentowałem żadnego tekstu na forum, to coś naskrobię, żeby nie zapomnieć jak to się robi. Nie zamierzam rozkładać całego tekstu na czynniki pierwsze, bo raz że inni to już zrobili, a dwa że i w zasadzie to mi się nie chce. Za to dam kilka ogólnych uwag na temat samego tekstu.

Przede wszystkim masz straszny język, naprawdę. Dawno nie czytałem czegoś tak ciężkiego. Jest wręcz nafaszerowany okropnym patosem i przekombinowanymi zdaniami tak, że w zasadzie nie tyle się to czyta, co raczej brnie przez tekst. Nie wiem, może taki był twój cel, żeby opowiadanie stylizować na jakiś rodzaj dziwnej gawędy czy opowieści/pieśni. Jeśli taki był twój plan, to fabuła zupełnie nie pasuje do stylu. No i trzeba wspomnieć też o dialogach, które są po prostu drętwe i strasznie nienaturalne.

Fabuła... Fabuła jest przede wszystkim nudna. Niby dzieje się dużo, ale tak w zasadzie to nic ciekawego i na niczym się nie skupiasz. Nie wiem, czy miało to być polityczne opowiadanie o dworskich intrygach, militarystyczne o losach wojny, przygodowe o panie generale? Niby wszystkiego po trochu, ale żaden wątek nie poprowadzony wyraźnie i ciekawie. Każdy z nich, porządnie opisany, mógłby być bazą na bardzo fajny tekst, a np. połączenie pierwszych dwóch mogłoby dać coś świetnego, pod warunkiem że byłby to długi tekst, w którym intrygi mogłyby powoli dojrzewać i subtelnie oplatać ofiary, a nie bezpardonowo pieprznąć je obuchem w łeb jak u ciebie. Zaczynasz dużo wątków, które rozwiązywane są słabo albo po prostu głupio. Większość takich fabularnych potknięć, jak bratanica króla uwalona błotem w ogrodzie już ci wytknięto. O ile jeszcze do momentu aresztowania fabuła trzyma jakąś logikę, to potem cała akcja z Wolnymi jest zupełnie bez sensu. Bez sensu jest przyjmowanie człowieka masakrującego pół oddziału. Ale dużo bardziej bez sensu wydaje mi się armia Wolnych, buntowników walczących o wolność i chcących obalić króla, która zamiast robić coś w tym kierunku to masakruje wieśniaków chroniących mistyczną kuźnię produkującą magiczną broń. Serio, nie dało się wymyślić czegoś normalniejszego? Powinieneś się zdecydować czy to bojownicy o niepodległość czy jednak zwykła banda rozbójników. Tak, wiem że to często dość luźna granica ale przez to, że wątek Wolnych jest tak krótki, jest on raczej bezsensowny. W ogóle odnoszę wrażenie że opowiadanie jest strasznie skrócone, wygląda raczej jak jakieś pobieżne streszczenie. Toć gdybyś porozbudowywał wątki, które tu umieściłeś, to wystarczyłoby ich pewnie na parę tomów jakiejś sagi o Khaledzie :D

No i na koniec kilka słów podsumowujących. Mimo wszystko nie zniechęcaj się krytyką i nie przestawaj pisać, zamiast tego raczej wyciągaj wnioski. Przede wszystkim w przyszłych tekstach skup się bardziej na fabule, rozbudowując zarówno ją jak i bohaterów. Styl z czasem zacznie ci się wyrabiać, o ile będziesz dużo pisał i czytał.
Odpowiedz
#10
Dobrze i lekko się czyta i jak już wyżej zostało zauważone jest kilka błędów oraz niezrozumiałych wyrażeń.
Powiem szczerze, wczułem się w opowiadanie.
Zauważyłem tylko jedną śmieszną sytuację "powstań i stań u mego boku" . Takie troszkę masło maślane (jak mawiała pani wychowawczyni). Ja napisałbym: "Podejdź i stań u mego boku", czy coś...
No i ta sytuacja z mordowaniem tych Wolnych, dla mnie to też lekko nie miało sensu.
Krótko mówiąc, chętnie przeczytałbym coś więcej na temat generała. Może coś więcej z jego historii?
Pisz dalej :)
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości