Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Narreweid – Prolog & Rozdział 1
#1
PROLOG

Najpierw dało się słyszeć trzask łamanych gałęzi, krzyki, rżenie koni. Potem sylwetki jeźdźców mignęły między drzewami, rozległo się głośne szczekanie. Mieszkańcy lasu, zaniepokojeni nagłym zamieszaniem, rzucili się do ucieczki. Ptaki z krzykiem zerwały się do lotu, drobne zwierzęta skryły się w swych norach, a wiewiórki śmignęły w górę, ku koronom drzew. Dziki, kręcące się u podnóża wielkiego dębu, ruszyły pędem, byle znaleźć się dalej od źródła niepokojących dźwięków. I pora ku temu była najwyższa. Myśliwi już je dojrzeli, rozległ się dźwięk rogu i jeden za drugim kolejni jeźdźcy wychynęli z gęstwiny, wpadając na polanę. Psy poszły przodem, konni za nimi, jeden, drugi, trzeci i następni. Większość z nich przemknęła przez polanę, nie zatrzymując się ani na chwilę. Dopiero ostatnia trójka poruszająca się znacznie ostrożniej, wstrzymała na chwilę konie.
Były to osoby z całej grupy znacznie się wyróżniające. Szczególnie dwoje spośród nich, mężczyzna i kobieta. On, czterdziestoletni, postawny wąsacz o gęstych, ciemnych włosach, na czole nosił stalową obręcz zdobioną precyzyjnie naniesionym wzorem. Ubiór jego, na który składał się bordowy płaszcz, zdobiony złotymi ćwiekami kaftan i wymyślnego kroju spodnie, wskazywał w sposób nie budzący wątpliwości na wysoką pozycję. Ona mogła mieć lat dwadzieścia kilka, jasne włosy nosiła upięte w złocistej siateczce, a cały jej strój nie przystawał zbytnio do charakteru wyprawy, będąc nieco nazbyt wytworny. Zdawała się tu pełnić rolę wyłącznie ozdoby i jako taka, sprawdzała się doskonale. Gładka cera, proporcjonalna twarz o regularnym zarysie, pełne usta, nos leciutko zadarty i duże, zielone oczy, wszystko to sprawiało, że mało kto zatrzymawszy na niej wzrok, był w stanie szybko go oderwać. Mimo to wąsacz zdawał się nie zwracać na nią zbytniej uwagi. Pochłonięty polowaniem, wypatrywał swych ludzi, którzy zniknęli wśród zarośli na drugim końcu polany. W końcu zawołał:
– Dalej, Kaslanie, nie traćmy czasu, naprzód! – i ruszył z kopyta.
Trzeci z jeźdźców miał sięgające ramion, kasztanowe włosy, starannie przystrzyżoną brodę i strój o wiele mniej wykwintny, choć starannie wykonany, mocny, szyty z myślą nie o zamkowych komnatach, a o końskim siodle. Przez jego plecy przewieszone były cisowy łuk i zdobiony jasną skórą kołczan pełen strzał. Łucznik zdawał się bardziej zatroskany o towarzyszącą im kobietę. Znajdowało to swe odzwierciedlenie zarówno w jego zaniepokojonym spojrzeniu, jak i wypowiadanych słowach.
– Wszyscy poszli przodem, panie, a służba została daleko w tyle. Przed nami teren niepewny, pani Andrea powinna jechać ostrożnie. Czy mam z nią zostać?
Wąsacz obejrzał się, spojrzenie miał groźne, surowe.
– Potrzebuję cię. Zwierzyna wypłoszona, służba wkrótce tu będzie – i zwracając się ku kobiecie, dodał – zaczekaj tutaj, na polanie. Będziesz bezpieczna.
Kaslan zacisnął usta, rzucił kobiecie pytające spojrzenie.
– Zaczekam. Ruszajcie – odpowiedziała przyjemnym, dźwięcznym głosem.
Wąsacz popędził konia. Kaslan niechętnie ruszył za nim. Gdy zniknęli w zaroślach, na polanie została tylko samotna kobieta na białym wierzchowcu. Dźwięki zakłócające spokój lasu ucichły. Po chwili dał się słyszeć, z początku jakby nieśmiały, śpiew co odważniejszych ptaków.
Andrea rozejrzała się.
Wokół niej szumiały drzewa. Ich gęste, rozłożyste korony przesłaniały niebo nawet tu, na polanie. Wysoko stojące słońce przeświecało teraz przez nie, a że wiał wiatr i gałęzie wciąż były w ruchu, migoczące światło raziło chwilami podniesione ku górze oczy. Przez chwilę Andrea, młoda żona hrabiego Adrewalda z Enk, poczuła ogarniający ją spokój. Nie myślała o tym, że oto jest sama pośród kniei, w miejscu, w którym jeszcze przed chwilą roiło się od dzikiej zwierzyny, także tej niebezpiecznej. Zapomniała o całym świecie i czuła się wolna. Wystarczyło tylko popędzić konia. Pognać gdzieś w bok, z dala od kierunku, w którym podążyli mąż, Kaslan i reszta myśliwych. Zapomnieć o wszystkim, pomknąć przed siebie, poczuć wiatr we włosach…
Zerwała złocistą siateczkę, potrząsnęła głową, rozrzucając bujne, jasne włosy. Jeszcze chwila, dwie chwile, zaraz będzie tu służba, zaraz do niej dołączą. Zacznie się usługiwanie, dopytywanie, czy aby jej czego nie trzeba, potem wróci mąż. Z upolowaną zwierzyną, tryumfalnie. Pojadą na zamek, na ucztę. Wino będzie się lało strumieniami, grajkowie i trubadurzy na chwilę pomogą zapomnieć o tym, jak dalekie jest to życie od wymarzonej wolności, a potem on przypomni, gdzie jej miejsce i…
Z zadumy wyrwał ją szelest w pobliskich krzakach i zaraz potem głośny ryk, gdy potężny odyniec wypadł spośród zarośli, ledwie kilka kroków od niej. Skąd się wziął? Nie było czasu na zastanowienie, koń zarżał przeraźliwie, stanął dęba, po czym rzucił się w las. Straciła równowagę, ale nie spadła. Zacisnęła dłonie na wodzach, przywarła do grzbietu zwierzęcia, chwytając się ręką jego szyi i zacisnęła oczy, gdy gałęzie smagnęły ją po twarzy. Poczuła krew na policzku i ustach. Biała klacz mknęła między drzewami, a jedyną myślą, jaka kołatała się w głowie, było: utrzymaj się!
Znowu poczuła gałęzie, potem koń gwałtownie zakręcił. Przed oczami mignęły jej świetlne refleksy na powierzchni jeziora, przybrzeżne zarośla, usłyszała plusk wody pod kopytami, poczuła, że wodze wyślizgują się z dłoni…
Znalazła się w powietrzu.
Ręce na próżno szukały czegoś, czego można by się chwycić. Sekundę później z głośnym pluskiem wpadła do płytkiej wody, płosząc pływające w pobliżu dzikie kaczki. Nie omieszkały tego faktu skomentować głośnym, wyraźnie niezadowolonym kwakaniem.
Po chwili oparła się na rękach i uklękła. Policzek piekł, lewa ręka bolała, jednak Andrea w tej chwili dziękowała bogom, że nie skończyło się to znacznie gorzej. Woda sięgała jej ledwie do połowy uda. Spoglądała to w jedną, to w drugą stronę, próbując ustalić, gdzie jest. W okolicy znajdowało się tylko jedno jezioro, lecz było ono ogromne, a jego linia brzegowa nieregularna. O ile zgubić się nie powinna, to już odnalezienie myśliwych zająć mogło sporo czasu, a samotny powrót do zamku nie był zbyt kuszącą perspektywą. Jej niedawne myśli o ucieczce, wolności, zaczęły jawić się jako rzecz całkowicie absurdalna. Jako wybór, którego nigdy nie mogłaby dokonać i w żaden sposób nie zmieniał tego ani wiatr we włosach, ani słońce na twarzy.
Teraz chciała być odnaleziona.
Jej wzrok szukał wśród porastających brzeg jeziora zarośli kogokolwiek spośród myśliwskiej wyprawy. Czy byłby to mąż, czy ktoś ze służby, a już najlepiej Kaslan Hilfiker, łowczy na hrabiowskim dworze. Teraz przy nikim innym nie czułaby się bezpieczniej i widok nikogo innego nie ucieszyłby jej bardziej.
Jednak na próżno wypatrywała i nasłuchiwała jakichkolwiek znaków obecności myśliwych. Zaczęła się zastanawiać, jak długo trwała ta szalona jazda. Co prawda chwile, gdy rozpaczliwie walczyła o utrzymanie się na końskim grzbiecie dłużyły jej się w nieskończoność, nie wierzyła jednak, by mogło być to więcej niż kilkanaście sekund.
Koń, pomyślała, zniknął gdzieś.
Podniosła się i wolnym krokiem ruszyła w stronę odległego o kilkanaście kroków brzegu, wypatrując zarówno tych, których znaleźć chciała jak i tego wszystkiego, na co wolała by się w leśnych ostępach nie natknąć. Jej suknia nasiąkła wodą, co znacząco utrudniało poruszanie się, ale odrobina wysiłku wystarczyła, by postawić stopy na nie do końca suchym, bo nieco błotnistym, ale przynajmniej sprawiającym wrażenie bezpiecznego lądzie. Wzięła głęboki oddech i rozejrzała się, chcąc zdecydować, dokąd iść. W końcu uznała, że dobrym pomysłem będzie zawołać.
– Pomocy! Jest tu kto?! Kaslanie!
Zamilkła i nasłuchiwała odpowiedzi.
Dostała ją, lecz nie stąd, skąd się spodziewała i tym bardziej nie od tego, kogo by chciała usłyszeć.
– Ktoś tu jest, o piękna pani.
Głos był niski, brzmiał dziwnie i nieprzyjemnie. Niemal ją sparaliżował. Przez chwilę nie wiedziała, czy chce się obejrzeć i przekonać, kim jest tego głosu właściciel. Tylko przez chwilę.
Obejrzała się i zobaczyła.
Stał jakieś dziesięć kroków dalej, po kolana w wodzie. Zupełnie nagi, wyższy o głowę od niemal każdego mężczyzny, jakiego znała. Włosy czarne, bujne, splątane z wodorostami, zwisały mu do pasa. Był bardzo szczupły, a w jego gładkiej, pozbawionej zarostu twarzy dominowały wielkie, żółtawe oczy. Skóra miała wyraźnie zielonkawy odcień.
Krzyknęła głośno, krótko, cofając się i potykając o fałdy sukni. Usiadła w błocie. Nieznajomy, stwór, coś, sama nie wiedziała jak o tym myśleć, przekrzywiło głowę i zmrużywszy wielkie oczy, przypatrywało się jej uważnie.
– Spokojnie – odezwał się ten sam zimny, nieprzyjemny głos.
O spokój nie było teraz łatwo. Zdała sobie sprawę, że nie ucieknie. Na pewno nie w tym stroju. Pozostawało więc liczyć na to, że ktoś się zjawi, by wybawić ją z opresji. Trzeba było dać temu komuś czas. Jak najwięcej czasu. Chwilę trwało, nim opanowała się na tyle, by coś powiedzieć.
– Kim jesteś?
Wiedziała dobrze, że ma przed sobą istotę należącą do rasy, którą mieszkający nad jeziorem ludzie straszyli dzieci. Rasy, o której krążyło wiele opowieści, rasy, której istnieniu mieszkańcy większych miast często nie dawali wiary. Jak widać niesłusznie.
– Narreweid, do usług – odpowiedział stwór, jednocześnie postępując krok do przodu – witaj w moim domu.
– Domu? – odpowiedziała pytaniem, nie mogąc wymyślić niczego innego.
– Tak. To – wskazał ręką rozpościerające się za jego plecami wody Wielkiego Jeziora – to mój dom. Można by rzec, moje królestwo.
– Koń mi się spłoszył. Już mnie szukają, pozwolisz, że się oddalę.
Obcy uśmiechnął się lekko, mrużąc oczy w słońcu.
– Jeśli tego sobie życzysz…
Zdała sobie sprawę, że nieznajomy mówi nie poruszając ustami, a tym dziwnym czymś w jego głosie był fakt, że rozbrzmiewał on nie w jej uszach, lecz w umyśle. Znowu postąpił dwa kroki ku niej i spojrzał jej w oczy, otwierając szeroko swoje.
– Przecież nie chcesz odejść.
Chciała zaprzeczyć, ale coś mąciło jej myśli i sama już nie wiedziała, czy to, co usłyszała było jego słowami czy może jej własną myślą. Wielkie oczy stwora wpatrywały się w nią i z każdą chwilą strach coraz bardziej ustępował. Przestała myśleć o Adrewaldzie, Kaslanie i kimkolwiek innym. Wodnik podszedł do niej, wyciągnął swe długie ręce, chwycił ją za ramiona i podniósł, nie przestając wpatrywać się w jej oczy.
Potem poniósł ją przez wodę w kierunku pobliskich szuwarów.

*

Kaslan biegł przez las, mijał drzewa, przedzierał się przez zarośla. Co chwilę zatrzymywał się, rozglądał uważnie i nasłuchiwał, szukając czegokolwiek, co wskazałoby mu właściwy kierunek. Tylko chwila wystarczyła, a po Andrei nie zostało śladu. Służba jej nie znalazła, zniknęła z polany i hrabia czym prędzej zarządził poszukiwania. Teraz się przejął, pomyślał Kaslan. Teraz, gdy diabli wiedzą co się stało.
Resztę szukających rozesłał w inne strony, tylko by mu przeszkadzali, zadeptali by trop, a pożytku i tak by z nich nie miał. Rozejrzał się po polanie, wybrał kierunek, wkrótce trafił na ślady kopyt. Wiedział, że to te właściwe, koń miał oznaczone podkowy.
Przemieszczał się ostrożnie, uważnie lustrując wzrokiem otoczenie. Podpowiedź mogła znajdować się wszędzie, musiał więc zachować czujność. W końcu trafił na ślady kopyt wiodące prostopadle do tych, za którymi szedł. Jedne i drugie należały do tego samego konia, z czego wywnioskował, że ten musiał zatoczyć koło. Pozostawało pytanie, czy iść za świeższym tropem, czy też przebyć całą trasę, jaką przebył wierzchowiec na wypadek, gdyby się okazało, że Andrea została zeń zrzucona gdzieś wcześniej. Rozwiązanie problemu pojawiło się samo. Usłyszał rżenie gdzieś nieopodal. Przyspieszył, ruszając w stronę z której dobiegło i rozgarnąwszy zarośla stwierdził, że doszło do tego, czego się obawiał. Koń zgubił jeźdźca.
– Pani Andreo! – zawołał w nadziei, że poszukiwana jest gdzieś blisko i być może go usłyszy. – Andreo!
Odpowiedziały mu wyłącznie odgłosy lasu.
Wziął konia za uzdę i zawrócił, po czym ruszył tropem, którym szedł wcześniej. Jego zwyczajny spokój i opanowanie gdzieś się ulotniły, gdy zdał sobie sprawę, że może nie znaleźć jej żywej. Szedł szybko. W końcu ujrzał między drzewami jezioro, usłyszał coś i zatrzymał się. Pogładził konia po pysku, by go uspokoić i zaczął nasłuchiwać. Po chwili dobiegło go coś, co mogło być kobiecym krzykiem, choć nie był pewien, czy uszy nie płatają mu figla. Zostawił konia w zaroślach i ruszył w kierunku, z którego dochodził ten dźwięk. Zatrzymał się na linii drzew i rozejrzał po okolicy. Próbował złowić jakikolwiek odgłos nie zaliczający się do szerokiej gamy słyszalnych w tej chwili dźwięków, wydawanych przez liczne, latające nad jeziorem ptactwo. Na próżno. Zatrzymał wzrok na pobliskich szuwarach i zamarł.
Przedzierała się przez nie wysoka, człekokształtna postać o sięgających powierzchni wody kudłach splątanych z wodorostami i nienaturalnym kolorze skóry. Nie to jednak było w tej chwili dla Kaslana najważniejsze. Liczyło się, co ów dziwny stwór niósł na rękach: nieprzytomną kobietę w podartej sukni. Kaslan rozpoznał odzienie, ale i bez tego miał całkowitą pewność, kogo niesie dziwadło. Zdjął z pleców łuk, nałożył strzałę na cięciwę i przystanął przy drzewie, obserwując. Z tej odległości wiedział, że trafi. Problem w tym, czy trafi tak, by od razu zabić. A jeśli nie? Co wtedy zrobi to coś? Sposób w jaki niosło Andreę wskazywał na to, że wciąż żyła. I to w tej chwili było najważniejsze. Zapewnić jej bezpieczeństwo. Nic innego się nie liczyło.
Napiął łuk.
Stwór zatrzymał się parę kroków od brzegu, w sięgającej kostek wodzie. Potem przeszedł jeszcze parę kroków, pochylił się i delikatnie złożył swoje brzemię na samym brzegu. Rozejrzał się, a łucznik cofnął się o krok i schował za drzewem. Miał przed sobą wodnika, istotę, której przypisywano nadzwyczajne zdolności. Nie mógł mieć pewności, czy będzie go w stanie zabić, postanowił więc uciec się do przemocy tylko, gdyby stwór nie dał mu wyboru.
Wodnik spojrzał raz jeszcze na leżącą Andreę. Następnie obrócił się i po kilku krokach skoczył w wodę, znikając pod powierzchnią. Kaslan odczekał jeszcze chwilę, wyszedł zza drzewa i podbiegł do leżącej na brzegu kobiety. Pochyliwszy się nad nią, odetchnął z ulgą. Żyła. Kiedy tylko uniósł jej głowę i wymówił imię, otworzyła oczy.
Słońce wciąż było wysoko i jego promienie sprawiły, że musiała je zaraz przymknąć. Łucznik przesunął się tak, by dać jej trochę cienia. Spojrzała na niego wzrokiem, z którego wyczytał zaskoczenie i niepewność.
– Co się stało? – spytała.
– Chyba ja powinienem o to pytać – powiedział łucznik, uśmiechając się.
Nadal zachowywał czujność, wciąż mając na oku kierunek, w którym oddalił się wodnik.
– Koń… koń się spłoszył i… i…
Widać było, że próbuje sobie przypomnieć, ale bezskutecznie.
– Zrzucił cię na brzegu, leżałaś tu, gdy cię znalazłem.
Kaslan nie umiał kłamać, ale tym razem nie wzbudził podejrzeń. Andrea była wciąż zbyt mocno oszołomiona, by zauważyć, że nie mówi wszystkiego. Chciał jej powiedzieć o tym, co widział, lecz coś podpowiadało mu, że być może lepiej dla niej będzie nie wiedzieć. I postanowił zachować to dla siebie, przynajmniej do czasu, gdy zajdzie potrzeba, by się tą wiedzą podzielić.
Gdy już doszła do siebie, pomógł jej wstać i przyprowadził konia. Kiedy znalazła się w siodle, Kaslan poprowadził wierzchowca poprzez knieję aż do polany, na której czekał już hrabia ze swymi ludźmi. Na widok odnalezionej nie okazał zbytnich emocji. Podjechał wolno, zmierzył ją wzrokiem, po czym zapytał, kierując swe słowa bardziej do łowczego, niźli do żony:
– Cóż to się stało?
– Koń poniósł – rzekł Kaslan, a w gardle miał sucho – dziękować bogom, że pani cała i zdrowa.
– Bogom – powtórzył hrabia – i temu, kto ją całą i zdrową na powrót do mnie sprowadził. Tyś, Kaslanie, jest człek bezcenny i niezawodny. Takiego mieć przy swoim boku to szczęście prawdziwe. Dziś będziemy pić za twoje zdrowie.
Łowczy skłonił się lekko, ale myślami był wciąż nad jeziorem i miał nieodparte wrażenie, że jeszcze długo nad nim zostanie.

–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-
]


Jedna sprawa, powiedzmy sobie szczerze i bez ogródek – nie wiem, naprawdę nie wiem po co tak się domagacie tych wcięć akapitów w tekście umieszczanym na forum, tekście, który nawet z nimi i tak nie będzie wyglądał tak, jak wyglądałby w książce. Tego nie wiem, za to wiem jedno – na pewno nie będę się bawił we wklelanie tego nieszczęsnego [ p ] w dłuższych tekstach, z większą ilością dialogów, bo mam lepsze pomysły na wykorzystanie czasu, który bym na to zmarnował. Jeśli to stanowi jakiś problem, z którym ktoś tu nie będzie mógł żyć, to niestety nie mogę nic na to poradzić.
[niedozwolony link]
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Naprawdę ciekawe podejście – to ty masz dostosować tekst pod czytelnika, a nie czytelnik dostosowywać się do ciebie. Nie każdy ma zamiar tracić czas na niesformatowaną ścianę tekstu (bo w końcu po to są akapity, żeby tekst jako tako wyglądał), a z tym czasem faktycznie można robić setki innych rzeczy, masz rację. Dziwi mnie też takie podejście – sformatowanie tekstu o długości 4 stron A4 na forum zajmuje mi ledwie 30 sekund (ŁAŁ! Tyle można dokonać prostym CTRL+C CTRL+V!), a tekst staje się setki razy przyjemniejszy w czytaniu. No ale nie będę się komuś wpieprzał w robotę, w końcu to jest twoja sprawa;)
Z takim nastawieniem powodzenia w przyszłości.
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
#3
To jedyne znane mi forum, na którym się tego czepiają.

Cytat:Nie każdy ma zamiar tracić czas na

To zrozumiałe. Ja nikogo do tracenia czasu nie zmuszam i oczekuję, że nikt nie będzie do tego samego zmuszał mnie. That simple.
[niedozwolony link]
Odpowiedz
#4
Czekałem na tego typu odpowiedź. Oczywiście nie powiem ci, żebyś szedł w takim wypadku tam, gdzie ci nie karzą. Każde forum rządzi się innymi prawami, więc nie możesz oczekiwać, że będziemy postępować tak jak setki innych. Tłumaczenie, że "to jedyne znane mi forum(...)" nie zdaje tutaj egzaminu. Postanowiłeś dołączyć do naszej społeczności? Dobrze by było także zapoznać się nieco z panującymi tutaj obyczajami, zamiast wycierać sobie ręce innymi witrynami. Bo w ten sposób postrzegam niechęć do poświęcenia dodatkowej minuty, by zapewnić czytelnikowi lepsze warunki czytania.

@Edit
Ha, czyli co, jak dostaniesz negatywną opinię na temat tekstu, to nie będziesz wrzucał akapitów? Bezsens.
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
#5
Po pierwsze – powyższy tekst ma zrobione akapity, więc nie ma co tematu teraz drążyć.
Po drugie – zależnie od tegoco wyniknie z jego tutaj zamieszczenia, może uznam, że jednak warto :)
[niedozwolony link]
Odpowiedz
#6
(23-12-2014, 18:49)Vercenvard napisał(a): Mieszkańcy lasu, zaniepokojeni nagłym zamieszaniem(przecinek) rzucili się do ucieczki.

Dziki, kręcące się u podnóża wielkiego dębu, ruszyły pędem (przecinek) byle znaleźć się dalej od niepokojących dźwięków. I pora ku temu była najwyższa. Myśliwi już je dojrzeli, rozległ się dźwięk rogu i jeden za drugim,(zbędny przecinka) kolejni jeźdźcy wychynęli z gęstwiny, wpadając na polanę.

Dopiero ostatnia trójka, (za dużo spacji) poruszająca się znacznie ostrożniej, wstrzymała na chwilę konie.

Były to osoby z całej grupy znacznie się wyróżniające.(To jest nie po kolei, lepszy będzie szyk: Były to osoby znacznie wyróżniające się z grupy")

Zdawała się tu pełnić rolę wyłącznie ozdoby i jako taka, (bez przecinka) sprawdzała się doskonale.

Przez plecy przewieszony miał cisowy łuk i zdobiony jasną skórą kołczan,(bez przecinka) pełen strzał. Ten zdawał się (Przydałoby się zaznaczyć, co jest podmiotem w tym zdaniu, bo w poprzednim mowa była o łuku, nie o mężczyźnie) bardziej zatroskany o towarzyszącą im kobietę. Znajdowało to swe odzwierciedlenie zarówno w jego zaniepokojonym spojrzeniu(przecinek) jak i wypowiadanych słowach.

– Wszyscy poszli przodem (przecinek) panie, a służba została daleko w tyle.

– Potrzebuję cię. Zwierzyna wypłoszona, służba wkrótce tu będzie – i zwracając się ku kobiecie (przecinek) dodał – zaczekaj tutaj, na polanie.

– Zaczekam. Ruszajcie.(bez kropki) – odpowiedziała przyjemnym, dźwięcznym głosem.

Wąsacz popędził konia, nie oglądając się. Kaslan niechętnie ruszył za nim. Gdy zniknęli w zaroślach, na polanie została tylko samotna kobieta na białym koniu. Dźwięki zakłócające spokój lasu oddalały się. Po chwili dał się słyszeć, z początku jakby nieśmiały, śpiew co odważniejszych ptaków.
Andrea rozejrzała się.

Wysoko stojące słońce przeświecało teraz przez nie, a że wiał wiatr i gałęzie wciąż były w ruchu, migoczące światło, (bez przecinka – nie oddziela się podmiotu od orzeczenia) raziło chwilami podniesione ku górze oczy. Przez chwilę Andrea, młoda żona hrabiego Adrewalda z Enk(przecinek) poczuła ogarniający ją spokój.

Zerwała złocistą siateczkę, potrząsnęła głową(przecinek) rozrzucając bujne, jasne włosy. (...) Zacznie się usługiwanie, dopytywanie (przecinek) czy aby jej czego nie trzeba, potem wróci mąż. (...)Wino będzie się lało strumieniami, grajkowie i trubadurzy na chwilę pomogą zapomnieć o tym(przecinek) jak dalekie jest jej życie od tej wymarzonej wolności, a potem on przypomni jej, gdzie jej miejsce i…

Biała klacz mknęła między drzewami, a jedyną myślą, jaka kołatała się w głowie(przecinek) było: utrzymaj się!

(akapit)Po chwili oparła się na rękach i uklękła.

Spoglądała to w jedną, to w drugą stronę, próbując ustalić (przecinek) gdzie jest.

(akapit)Koń, pomyślała, zniknął gdzieś.

Podniosła się i wolnym krokiem ruszyła w stronę odległego o kilkanaście kroków brzegu, wypatrując zarówno tych, których znaleźć chciała(przecinek) jak i tego wszystkiego, na co wolała by się w leśnych ostępach nie natknąć.

Zupełnie nagi, wyższy o głowę od niemal każdego mężczyzna(mężczyzny – twoja forma zabrzmiała jakoś... "genderowsko" :P) (przecinek) jakiego znała.

(akapit)Krzyknęła głośno, krótko, cofając się i potykając o fałdy sukni. Usiadła w błocie. Nieznajomy, stwór, coś, sama nie wiedziała(przecinek) jak o tym myśleć, przekrzywiło głowę i zmrużywszy wielkie oczy, przypatrywało się jej uważnie.

– Spokojnie – odezwał się ten sam, (zbędny przecinek) zimny, nieprzyjemny głos.

Chwilę trwało (przecinek) nim opanowała się na tyle, by coś powiedzieć.

Rasy (przecinek) o której krążyło wiele opowieści, rasy, której istnieniu mieszkańcy większych miast często nie dawali wiary.

Chciała zaprzeczyć, ale coś mąciło jej myśli i sama już nie wiedziała, czy to, co usłyszała było jego słowami (przecinek) czy może jej własną myślą.
(akapit)Potem poniósł ją przez wodę w kierunku pobliskich szuwarów.

Epon już co nieco powiedział Ci o akapitach i podpisuję się pod tym obiema rękami. Dorzucę jednak coś od siebie – jeśli chcesz, żeby więcej osób czytało Twoje teksty (a po Twoim ubolewaniu o tym, jak bardzo trudno jest napisać 10 komentarzy, żeby wrzucić swój tekst wnioskuję, że chcesz), to przydałoby się to czytanie ułatwić: brnięcie przez ścianę tekstu bez wcięć po prostu męczy, wszystko się zlewa. Kliknięcie "ctrl + v" kilkanaście razy to naprawdę żadna robota, więc argument marnowania czasu jak dla mnie jest mało sensowny – skoro ktoś ma czas na pisanie, to chwilka więcej spędzona nad tekstem nic nie znaczy.

Co do tekstu... Nie sprawdziłam całości, nadrobię to w swoim czasie. To, co póki co przeczytałam, całkiem mi się podoba – napisane jest wypracowanym stylem, który przypadł mi do gustu. ALE zdecydowanie nie podoba mi się dokładne opisywanie wyglądu bohaterów wszystkich niemal w tym samym akapicie. Takie informacje powinno się dawkować, zwłaszcza jeśli prezentuje się postacie po raz pierwszy – osobiście szybko zapominam, kto co miał na sobie i jaką miał twarz, kiedy podaje mi się te informacje zaraz po tym, jak przeczytałam o innej postaci.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
(23-12-2014, 18:49)Vercenvard napisał(a): PROLOG

Najpierw dał ["dało"] się słyszeć trzask łamanych gałęzi, krzyki, rżenie koni. Potem sylwetki jeźdźców mignęły między drzewami, rozległo się głośne szczekanie. Mieszkańcy lasu,[tutaj albo bez przecinka, albo po "zamieszaniem" przecinek] zaniepokojeni nagłym zamieszaniem rzucili się do ucieczki.

Ptaki z krzykiem zerwały się do lotu, drobne zwierzęta zaszyły się w swych norach, a wiewiórki śmignęły ku górze, ku koronom drzew. Dziki, kręcące się u podnóża wielkiego dębu, ruszyły pędem [przecinek] byle znaleźć się dalej od niepokojących dźwięków.

Były to osoby z całej grupy znacznie się wyróżniające [szyk: "(...) osoby znacznie wyróżniające się z całej grupy"].

Szczególnie dwoje spośród nich, mężczyzna i kobieta. Jeździec [umm... tam wszyscy byli jeźdźcami. Chyba że ktoś podróżował konno na piechotę.], czterdziestoletni, (...)

Kobieta mogła mieć lat dwadzieścia kilka, jasne włosy nosiła upięte w złocistej siateczce, a cały jej strój nie przystawał zbytnio do charakteru wyprawy, będąc nieco nazbyt wytworny. Zdawała się tu pełnić rolę wyłącznie ozdoby i jako taka,[bez przecinka] sprawdzała się doskonale.

– Dalej, Kaslanie, nie traćmy czasu, naprzód! – [dalej z wielkiej] i ruszył z kopyta.

[akapit]Wąsacz obejrzał się, spojrzenie miał groźne, surowe.

[akapit]Kaslan zacisnął usta, rzucił kobiecie pytające spojrzenie.

– Zaczekam. Ruszajcie. [bez kropki] – odpowiedziała przyjemnym, dźwięcznym głosem.

Wąsacz popędził konia, nie oglądając się.[hmm, tutaj zatrzymam się na chwilę. Ogólnie "się" na końcu zdania wygląda dosyć paskudnie i z reguły należy tego unikać, czy to poprzez przestawienie szyku – co tutaj jest niemożliwe – albo dać synonim. Tutaj od razu ci podsunę: "nie spoglądając za siebie". Niekiedy, jak jest nieco dalej, ciężko cokolwiek zrobić, jeżeli nie przebudujesz zdania.]

Wokół niej szumiały drzewa. Ich gęste, rozłożyste korony przesłaniały niebo nawet tu, na polanie. Wysoko stojące słońce przeświecało teraz przez nie, a że wiał wiatr i gałęzie wciąż były w ruchu, migoczące światło, [bez przecinka] raziło chwilami podniesione ku górze oczy.

[akapit]Koń, pomyślała, zniknął gdzieś.

Podniosła się i wolnym krokiem ruszyła w stronę odległego o kilkanaście kroków brzegu, wypatrując zarówno tych, których znaleźć chciała [przecinek] jak i tego wszystkiego, na co wolała by się w leśnych ostępach nie natknąć.

***

[akapit]Przemieszczał się ostrożnie, uważnie lustrując wzrokiem otoczenie.

Nie to jednak było w tej chwili dla Kaslana najważniejsze. Ważne było [przecinek] co ów dziwny stwór niósł na rękach: nieprzytomną kobietę w podartej sukni.

Sposób [przecinek] w jaki niosło Andreę wskazywał na to, że wciąż żyła.

– Koń…[spacja]koń się spłoszył i…i…

Gdy już oprzytomniała do końca, pomógł jej wstać i przyprowadził konia. Gdy na niego [co na niego?], również nie bez pomocy wsiadła, poprowadził go poprzez knieję aż do polany, na której czekał już hrabia ze swymi ludźmi.


Zaskakująco dobry warsztat. Szkoda, że w większości komentowałeś teksty tych nowszych użytkowników, którzy z dopiero z wolna poprawiają się w pisaniu. Warto zajrzeć do Vetali, Arnubisa czy Trice, których opowiadania są naprawdę dobre.

Prawdopodobnie nie usłyszysz ode mnie więcej niż od innych osób, które skomentują.
Choć fabułę aktualnie można określić na poziomie ponad przeciętną, to jednak styl, jakim to wszystko okrasiłeś, zasługuje na zdecydowaną pochwałę. Szczerze mówiąc średnio wyobrażam sobie jeżdżenie konno po lasach, ekspertem w tej dziedzinie nie jestem, ale mam za to puszczę za oknem i nie wygląda zachęcająco do takich ekskursji.
Poza drobnymi potknięciami, które wyszczególniłem w tekście, nie mam nic do dodania.
Weny życzę!

@Edit
No i Vet jak zwykle mnie wyprzedziła.
Przypomniała mi też o jednej ważnej rzeczy. Mianowicie opisywanie bohaterów na początku i na raz. Po kilku linijkach kompletnie zapomniałem już, jak wyglądał hrabia (wiedziałem już tylko to, że był hrabią). Można to fajnie wpleść w tam tekst w dalszej części, szczególnie że wiele elementów opisu wyglądu jakoś nie jest szczególnie ważnych i zbędnie wadzą przy próbie zapamiętywania wielu kolejnych części ubioru.
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
#8
Twój tekst jest bardzo dobrze napisany. Widać, że go dobrze przemyślałeś, nie ma w nim nieścisłości ani błędów językowych.

Skoro Twój pisarski warsztat jest tak dobry, to mogę z czystym sumieniem ocenić ten fragment, jakby był prologiem książki, którą właśnie zacząłem czytać. Gdyby tak się zaczynała powieść, którą dostałem do ręki, to raczej nie zagłębiałbym się w nią dalej. Po prostu by mnie nie zaciekawiła. Postacie są dobrze opisane, ale mało oryginalne. Historia też nie jest super wciągająca. Brakuje tego, co by odróżniało Twój styl od tysięcy innych. Oczywiście jest to tylko wstęp, jednak jednym z jego zadań jest zainteresowanie czytelnika tak, aby chętnie sięgnął do następnych rozdziałów.

Szybko dodam tylko zdanie w sprawie akapitów. Jak już Epon wspomniał, zrobienie ich naprawdę nie zajmuje dużo czasu, a bardzo ułatwiają czytanie, przynajmniej mi. Dlatego radzę, żebyś poświęcił chwilę na formatowanie każdego swojego tekstu. Nawet nie dlatego, że takie są zasady, ale po prostu ma to sens.

Czekam na następne części Twojej powieści. Liczę na to, że uda Ci się mnie w nią wciągnąć. Chętnie przeczytałbym też inne Twoje teksty, jestem też ciekaw jak radzisz sobie w pisaniu opowiadań.
Odpowiedz
#9
Opowiadanko się pisze, jak się napisze to się pojawi.

Cytat:Ha, czyli co, jak dostaniesz negatywną opinię na temat tekstu, to nie będziesz wrzucał akapitów? Bezsens.

ee tam. Jak dostanę opinie, które uznam za użyteczne (a takimi negatywne w sumie bywają częściej), to się może zdecyduję, żeby i następnym razem ułatwić czytanie tym, którzy okazali się pomocni (i przy okazji wszystkim innym).

Cytat:Zaskakująco dobry warsztat.
Heh, to już zależy kto komentuje, już się za ten tekst nasłuchałem jaki to jest beznadziejny :) No ale to wersja po kolejnych i kolejnych poprawkach. Co do dawkowania opisów – tak, to moja bolączka.

Cytat:Gdy na niego [co na niego?], również nie bez pomocy, wsiadła,
No co na niego? :)

epoN napisał(a):Szkoda, że w większości komentowałeś teksty tych nowszych użytkowników, którzy z dopiero z wolna poprawiają się w pisaniu. Warto zajrzeć do Vetali, Arnubisa czy Trice, których opowiadania są naprawdę dobre.

Cóż, ja nie jestem aż tak bardzo czepialski (i nie mam w zwyczaju pisać o interpunkcji na ten przykład, do tego chętnych nie brakuje), więc gdy tekst wydaje się ok i nie za bardzo mam się do czego przypieprzyć, a jednocześnie tematyką mnie jakoś specjalnie nie zachwyca (tu mam dość wąski zakres tolerancji, jak coś poza niego wybiega, to zazwyczaj nie zmuszam się by nad tym przysiąść na dłużej), to i nie mam za bardzo o czym pisać.
[niedozwolony link]
Odpowiedz
#10
Napisane jest dobrze. Czyta się lekko i płynnie, bez zgrzytów. Wybrałeś dość ciekawy temat, kwestia tego jak go rozwiniesz. Póki co, niewiele mogę powiedzieć na temat opowiadania. Co do opisów postaci, zgadzam się z poprzednikami. Może nie zapomniałam zupełnie kto i jak wyglądał, ale dostarczasz zbyt dużo informacji w jednym miejscu. Masz ładny i dobrze wyrobiony styl, tekst czytało mi się zaskakująco dobrze.

"Ubiór jego, na który składał się bordowy płaszcz, zdobiony złotymi ćwiekami kaftan, spodnie skrojone do jazdy konnej i sięgające kolan buty wyszywane złotą nicią, wskazywał w sposób nie budzący wątpliwości na wysoką pozycję." – nie wiem czy po prostu nie wiedziałeś jak nazywają się spodnie do jazdy konnej, czy celowo tak napisałeś, ale specjalne spodnie do jazdy konnej nazywają się "bryczesy".
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Fantasy 1 Rozdział mojej powieści NieskończonyŚwiat 7 2,773 28-01-2017, 17:53
Ostatni post: Nidrax
  Fantasy Pierwszy rozdział – Kroniki Imperium Lorda Reytu Lather 2 1,289 28-05-2016, 20:57
Ostatni post: Lather
  Fantasy Latarnik Rozdział III „Ephrayim” specy 19 5,681 29-06-2013, 01:50
Ostatni post: StuGraMP
  Fantasy Prolog – Kroniki Paladynów growe 3 2,693 16-12-2012, 15:13
Ostatni post: StuGraMP
  Fantasy Rozwój- Prolog Bacajr 6 2,403 20-09-2012, 23:39
Ostatni post: StuGraMP

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości