Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Horror Wiek zagłady
#1
Witajcie! Jestem znowu na horrorach, choć tego nazwać nie mogę w ten sposób... Niestety jestem bardzo niezdecydowany i nie wiedziałem, czy dokańczać BaneWood, czy zrobić coś nowego... Wypadło na to drugie ;)
I wydaje mi się, że jest mniej nielogiczna niż poprzedniczka :D
Więc? Piszecie się na to? Mam nadzieję, więc...
... Miłego czytania :ok:


Wiek zagłady


Samotni

Część 1/2



Michael powoli otworzył oczy. Dzień był słoneczny, ale mimo to było bardzo zimno ze względu na porywisty wiatr.
Pierwszą rzeczą, jaką zobaczył, było właśnie słońce. Drugą był jego przyjaciel Edward. Obok stał Mark, chuchając w gołe dłonie. Ten drugi był ciepło ubrany, lecz Edward nie miał na sobie kurtki. Michael po chwili spostrzegł, że on sam ma ją założoną, a także rękawice Marka.
– Hej, Michael. Jak tam? – powiedział zmarznięty Edward, potrząsajac niespokojnie głową.
– Gorąco mi – odparł z lekkim uśmiechem. – Nie potrzebuję tylu ubrań, zdejmujcie to ze mnie – dodał po chwili patrzenia na męki przyjaciela.
– Zrób to, Ed, zamarzniesz! – Mark poklepał kompana po ramieniu.
– Jego życie jest ważniejsze. Dam radę – odparł, masując zmarznięte ręce. Wyglądał, co najmniej dziwnie.
Michael powoli wstał i zdjął kurtkę, po czym wręczył ją cierpiącemu przyjacielowi. Rozejrzał się dokoła i dostrzegł brak jednego ze znajomych z wojska.
– Gdzie jest John? – spytał kompanów.
– Nie wiemy... Prawdopodobnie zginął, skoro go tu nie ma – odparł Mark, przeczesując włosy.
– Co z radiem? – zapytał Mike, widząc małe radyjko leżące na kocu obok ogniska. Usiadł więc i zaczął szukać kanału, mając żłudną nadzieję.
– Nikt się nie odzywa. Od czasu do czasu wyłapywaliśmy cienkie sygnały i krzyki, ale nic poza tym. Jesteśmy na pierdolonej wyspie, na pierdolonym morzu, w środku pierdolonej zimy – zdenerwował się Mark, trzęsąc rękoma.
W radiu coś zatrzeszczało. Wydawało się, że wyłapali jakiś sygnał. Coś usłyszeli, jakby rozmowę. Kobietę i mężczyznę.
– Mamy coś, chłopaki! – krzyknął zwycięsko. – Halo? Tu szeregowy Michael Black, odbiór!
– Halo? Tu Alice Grands. Słyszycie mnie? – usłyszał głos kobiety. Był zdecydowany, lecz łagodny, a nawet na swój sposób kojący.
– Cholera... To Polka! Spróbuję mówić po polsku... – zaczął Mark.
– Ja to zrobię! – przerwał mu Michael. – Jestem Michael Black, słyszymy was! Gdzie jesteście, Alice Grands? – powiedział po polsku, rumieniąc się z radości.
– Spokojnie, Michaelu... Mówię po angielsku. Ja i mój... – zająknęła się, jakby nie wiedziała, co rzec – chłopak znajdujemy się w Tatrach, w Polsce! Słyszycie mnie? A wy gdzie jesteście? – zapytała Alice zmieszana.
– Znajdujemy się na środku morza Bałtyckiego, na jakiejś pierdolonej wyspie. Jest źle, jest tu zbyt zimno i możemy łatwo zamarznąć. Nie znamy także naszego dokładnego położenia. Nazywam się Michael Black, pochodzę z ósmego batalionu Białych Kruków w armii narodowej Stanów Zjednoczonych. Lecieliśmy samolotem do Rosji, by powstrzymać Rosjan przed ekspansją zarazy na zachód. Niestety z niewiadomych przyczyn rozbiliśmy się na środku tego przeklętego morza. Bylibyście w stanie nam jakoś pomóc, Alice? – oczekiwał z niecierpliwością odpowiedzi.
– Znajdujemy się zbyt daleko, by wam pomóc, przykro mi... Mimo iż jestem córką pułkownika Armii Narodowej Wielkiej Brytanii nie mam szans was wspomóc inaczej, niż dobrą radą... Wybaczcie... – powiedziała ze skruchą kobieta z radia.
Michael, usłyszawszy to, zapatrzał się w jedno miejsce. Nie ma ratunku, pomyślał, nie ma ratunku.
– Rozumiemy to, Al...
Nagle zza pleców dobiegł go dziwny głos mrożący krew w żyłach. Obrócił się i ujrzał tarzającego się w śniegu Edwarda.
– Michael! Zrób coś! – krzyknął przerażony Mark, stojąc nad rzucającym się przyjacielem.
Ed'owi ciekła ślina z ust, a źrenice jego oczu były ledwie widoczne. Wyglądało to na padaczkę. Ale poza tymi objawami były również inne: jego skóra zbrązowiała i zaczęła odpadać, a całe ciało wysuszyło się, jakby pozbawione wody.
– Co się dzieje!? – krzyknęła Alice niepewnie.
– Nasz przyjaciel się zmienia! Mówił, że nie został ugryziony! – wrzasnął przerażony Mark, a Michael nadal patrzał się osłupiony w przyjaciół za maską obojętności.
Edward nagle przestał się trząść. Jego oczy wybielały kompletnie, a oddech zamarł. Mark stał jak wryty tuż obok przyjaciela, trzymając broń w gotowości.
– Zachowajcie spokój! – dyrygowała kobieta z radia. – Mógł zostać zainfekowany przed waszą podróżą. Musicie go zabić zanim się przemieni... – powiedziała dosadnie.
– Sama go zabij! – warknął Mark.
Wtem Michael wstał i ze zdecydowaną miną podszedł do przestraszonego żołnierza. Szybko odebrał mu broń i wycelował w głowę Edwarda. Ręka trzęsła się mu niemiłosiernie, ale jednak przemógł się i strzelił. Huk odbił się donośnie jak morze szerokie. Mark stanął jak wryty z szeroko otwartymi oczyma.
"Gdzieś pomiędzy złem a dobrem jest zdrowy rozsądek. Tego się trzymajmy." ~ Verguun z południa
"Pieprzyć przeciwników, to ty masz być tym wygranym!" ~ Polleck z Aster Mit

Myśliwi!!!!
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(09-12-2014, 22:41)Drassen Prime napisał(a): Nie mógł orzec(przecinek) czy jest to kontynent, czy też wysepka, ale wiedział, że w morzu ma mniejsze szanse.

Potem coraz wolniej i wolniej, nogi drętwiały mu od zimna, a broń obciążała(Broń mogła ruch utrudniać, a nie obciążać) każdy ruch.

W ręce i nogi wstąpiły mu nowe siły i po kilku sekundach wkroczył na szelf. W głębi lądu ujrzał jasne światło, jakby ognisko, pociągnął więc nogi i stanął na pewnym lądzie.

– Kto tam jest?! – usłyszał cichy głos swojego przyjaciela(kropka) – Stój tam, gdzie stoisz i ani kroku dalej!

Niewyraźna postać nadeszła od strony ogniska i po chwili stała tuż obok Michaela z pistoletem w niego wycelowanym(z wycelowanym w niego pistoletem).

Michael powoli otworzył oczy. Dzień był słoneczny, ale mimo to,(bez przecinka) było bardzo zimno ze względu na porywisty wiatr.

Pierwszą rzeczą(przecinek) jaką zobaczył, była właśnie wielka, jasna gwiazda na niebie.(Mowa tu o Słońcu? Jeśli tak, to nie można tego napisać wprost – w sensie "słońce"?)

– Nie potrzebuję tylu ubrań, zdejmujcie to ze mnie.(bez kropki) – dodał po chwili patrzenia na męki przyjaciela.

– Jego życie jest ważniejsze. Dam radę. (bez kropki)– odparł, masując zmarznięte ręce. Wyglądał,(bez przecinka) co najmniej dziwnie.

– Nie wiemy... Prawdopodobnie zginął, skoro go tu nie ma. (bez kropki) – odparł Mark, przeczesując włosy.

Usiadł więc i zaczął szukać kanału, mając żmudną (Nadzieję mógł mieć ewentualnie złudną, nie żmudną. Definicja słowa "żmudny" brzmi bowiem tak: «wymagający dużo czasu, pracy i cierpliwości», a więc nijak to do nadziei nie pasuje) nadzieję.

– (...) Jesteśmy na pierdolonej wyspie, na pierdolonym morzu, w środku pierdolonej zimy. (bez kropki)– zdenerwował się Mark, trzęsąc rękoma.

– Cholera... To polka(Polka – polka to taki taniec :P)! Spróbuję mówić po polsku... – zaczął Mark.

– Ja to zrobię! – przerwał mu Michael (kropka) – Jestem Michael Black, słyszymy was! Gdzie jesteście, Alice Grands? – powiedział po polsku, rumieniejąc(rumieniąc się) z radości.

– Spokojnie, Michaelu... Mówię po angielsku. Ja i mój... – zająknęła się, jakby nie wiedziała, co rzec(To "rzecz" zupełnie mi nie pasuje do stylu reszty tekstu. Wystarczyłoby "powiedzieć") – chłopak znajdujemy się w Tatrach, w Polsce! Słyszycie mnie?

– Znajdujemy się na środku morza Bałtyckiego(Morza Bałtyckiego), (zbędny przecinek) na jakiejś pierdolonej wyspie. (...)Lecieliśmy samolotem do Rosji, by powstrzymać Rosjan przed exportem(Hę? "Export"? A polskiego odpowiednika nie ma? :P Poza tym i tak źle użyte słowo, bo definicja eksportu to: «sprzedaż towarów za granicę lub odpłatne świadczenie usług na rzecz kontrahenta zagranicznego») zarazy na zachód.

– Znajdujemy się zbyt daleko, by wam pomóc, przykro mi... Mimo,(bez przecinka) iż jestem córką pułkownika Armii Narodowej Wielkiej Brytanii nie mam szans was wspomóc nie(bez tego – już zaprzeczyłeś, pisząc "nie mam szans") inaczej, niż dobrą radą... Wybaczcie... – powiedziała ze skruchą kobieta z radia.

Obrócił się (i/, po czym) ujrzał tarzającego się w śniegu Edwarda.

– Nasz przyjaciel się zmienia! Nie był przecież ugryziony! (W co się zmienia? I skąd Mark to wie?)– wrzasnął przerażony Mark, a Michael nadal patrzał się osłupiony w przyjaciół za maską obojętności.

– Zachowajcie spokój! – dyrygowała kobieta z radia(kropka) – Mógł zostać zainfekowany przed waszą podróżą. Musicie go zabić(przecinek) zanim się przemieni... – powiedziała dosadnie.

Huk odbił się donośnie jak morze szerokie. Mark stanął jak wryty z szeroko otwartymi oczyma.

Na razie nie wiem, co myśleć o tym tekście. Trochę mi się to naciągane wydaje, ale może zmienię zdanie po kolejnych fragmentach.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
Temat infekcji, rozkładających się ciał – śmierdzi mi tu zombie, które według mnie jest aktualnie na siłę wpychane wszędzie: do gier, do filmów... Temat ten zaczyna mnie nudzić, choć z jednej strony jest ciekawy. Nasuwa mi się małe pytanie, co córka pułkownika Armii Narodowej Wielkiej Brytanii robi w Tatrach, jest na wycieczce?
Odpowiedz
#4
Co do Alice, będzie to wyjaśnione w późniejszym czasie, Rybczag ;) Nie bój żaby... Więc, dzisiaj kolejny fragment, a nawet powiedzmy, że dwa... Po prostu druga część byłaby zbyt krótka, więc zaporzyczyłem trochę z drugiego rozdziału... Co tu dużo mówić...
Zachęcam do czytania :D

Samotni

Część 2/2


– Jeszcze jakieś przydatne rady? – zapytał Michael, siadając cały rozdygotany z powrotem obok radia. Miał na twarzy krople krwi.
– Dobrze zrobiliście... Radzę udać się do jakiegoś opuszczonego domu lub do kogoś, kto przeżył. Schrońcie się gdzieś. Powinniście znaleźć trochę ubrań, a może i broni. Zbierajcie wszystko, co się tylko nada. Głównie jedzenie. Noce najlepiej spędzajcie w domach, na drzewach, lub po prostu ukryci i czuwajcie na zmianę. To chyba wszystko... – odparła kobieta z radia, wzdychając na koniec.
– Dziękujemy Alice Grands za cenne informacje... Zrobimy, co w naszej mocy, bez odbioru. – zakończył przekaz Mike, westchnął i podszedł do truchła swego przyjaciela.
Edward leżał teraz nieruchomo, w głowie widniała mu dziura po kuli. Po policzkach Michaela spłynęły gorzkie łzy. Mark siedział nieruchomo tuż obok, patrząc się niepewnie na żywego kompana. Widocznie obawiał się, że jego przyjaciel zwariował. Michael, nie zwracając uwagi na żołnierza siedzącego obok, zaczął rozbierać truchło kompana. Mark niemal od razu skoczył i odepchnął go od ciała.
– Co jest, stary? Odjebało ci już do reszty? Co ty kurwa robisz?! – wrzasnął przerażony.
Michael ze spokojem odparł:
– Chcę sprawdzić, czy był ugryziony. Spokojnie, Mark, nie jestem psycholem. Pozwolisz? – Mark trząsł się, nie wiadomo, czy z zimna, czy ze strachu, ale wreszcie odszedł i usiadł na kocu obok radia. Zaczął pakować rzeczy.
– Jest podrapany na prawym boku... Czyli wystarczy podrapanie? Mark, słyszysz mnie? – spytał Michael, obracając głowę w jego stronę.
– Spadam stąd, najlepiej z dala od ciebie. Nie zamierzam zginąć jak Ed. – Michael otarł twarz i chuchnął w dłonie z zimna, po czym podszedł do pakującego radio do plecaka Marka i złapał za ubranie.
– Hej, stary! Weź się w garść! Sam nie przetrwasz, nie umiesz nawet zabić truposza! – wyjaśniał, by przekonać kompana, lecz ten nie wyglądał na kogoś, kto to rozumie.
– Pierdolić ich. Są powolni, ucieknę im.
– Jesteś żołnierzem, czy dziewczynką chowającą się pod spódniczką mamusi? – szarpnął kurtkę Markowi, a ten wymierzył mu cios w twarz.
Radio, które trzymał żołnierz roztrzaskało się, kiedy uderzyło, wraz z ręką, w twarz Michaela. Mężczyzna wyrzucił zniszczone radio i zapiął plecak z zapasami i amunicją.
Tymczasem Michael upadł na kolano i złapał się za szczękę. Przed oczami zatańczyły mu ciemne plamy. Poczuł jak coś ciepłego kapie mu z ust. Przez chwilę wydawało mu się, że widzi rodzinę, całą i zdrową. Widział żonę i biegnącą obok niej malutką córeczkę. Zobaczył teraz, że coś do nich podchodzi i zaczyna rozszarpywać.
Potrząsnął głową i z zastanowieniem spojrzał na jasny śnieg. Obozowisko znikło, jedynie ciało Edwarda pozostało na miejscu. Obok drzewa leżało roztrzaskane radio. Chwiejnym krokiem podszedł do niego i sprawdził, czy działa.
– Mark! Ty pierdolony idioto! – wykrzyknął, gdy z urządzenia uleciał dymek i w nim zaiskrzykło. Położył się na śniegu, a po policzkach spłynęły mu łzy rozpaczy.


Początek

Część 1/2


Michael nagle usłyszał skrzypienie śniegu. Szybko otworzył oczy i podniósł się z ziemi. Rozejrzał się dookoła, ale nie zobaczył nic prócz drzew i morza. Nagle przerażający odgłos nawiedził jego plecy. Poczuł na ramieniu czyjąś rękę i znów odezwał się potworny głos mrożący krew w żyłach. Nim zdążył się obrócić, coś pchnęło go na ziemię i przygniotło.
– Złaź ze mnie, śmierdzielu! – krzyknął przerażony, a po chwili usłyszał strzał.
Coś co siedziało mu na plecach, właśnie z nich spadło. Ktoś chwycił Michaela za kaptur od kurtki i podniósł. Żołnierz obejrzał się i zobaczył mężczyznę w dużej czapce.
– Swój czy wróg? – zapytał nieznajomy.
Na jego rogatce widniała flaga Rosji. Michael zadrgał. Nie wiedział, czy ma walczyć, czy oddać się w ich ręce.
– Swój. Mówisz po angielsku? – zapytał, przełykając ślinę.
– Ja mówie po angielsku, polsku, rosyjsku, niemiecku i nawet po Japońsku, Black.– odparł nieznajomy, a Michael wytrzeszczył oczy. – Spokojnie, na kurtce masz napisane nazwisko, towarzyszu. Co tu robisz? – Rosjanin wyglądał na przyjaźnie nastawionego, jednak Mike nie mógł ufać pozorom. Musiał być gotowy na wszystko, bo mógłby dostać depresji jak Mark.
– Jestem amerykaninem. Rozbił się tu mój samolot. Możesz mnie stąd zabrać? – odparł wreszcie. Widział skrzywioną minę nieznajomego, ale nie sądził, że ten może go zaatakować.
– Mam dom niedaleko, towarzyszu. Mieszkam tu odkąd wojna zniszczyła mój kraj. Chcesz pójść ze mną? – Michael szeroko się uśmiechnął, nie ukrywał radości.
– Jasne, niestety nie mam nic do zaoferowania...
– Nie ma problemu. Ja zawsze pomagam. Chodź, wypijemy ciepłą herbatę, towarzyszu. – rzekłszy to, Rosjanin odwrócił się i ruszył przed siebie wgłąb lądu.
Michael po zrobieniu kroku zatrzymał się niepewnie. Rozejrzał się, wypatrując Marka, ale nic nikogo nie zobaczył. W końcu ruszył za nieznajomym. Michael leniwie ciągnął nogi za nieznajomym Rosjaninem, który pełen energii i wigoru truchtał przed siebie, rozglądając się wokoło. Wyglądał na pięćdziesięciolatka, jego siwa broda i zmarszki na to wskazywały. Dziwiło Michaela to, że tak radośnie podchodził do życia, mimo że przyszło im żyć w środku zagłady. Mężczyzna nagle zatrzymał się i kiwnął ręką. Michael posłusznie się zatrzymał, jednak nie wyczuł nic niepokojącego. Rosjanin wyjął z pochwy nóż i położył palec na ustach. Nagle zza drzew leniwie wytoczyli się dwaj truposze. Mieli na sobie letnie ubrania, a ich skóra prawie całkowicie odkleiła się od mięsa. Jeden z nich nie miał nawet ręki. Nieznajomy podszedł szybko do żywych trupów i jednemu z nich wbił nóż w skroń. Nim zdążył go wyciągnąć, podszedł do niego drugi nieumarły, tym razem Rosjanin, szybciej niż rewolwerowiec, wyjął pistolet i strzelił prosto w głowę truposza.
– Musimy przyspieszyć, towarzyszu! Hałas ich wabi – krzyknął Rosjanin i puścił się pędem w stronę chatki nieopodal. Mike podążył za nim.
"Gdzieś pomiędzy złem a dobrem jest zdrowy rozsądek. Tego się trzymajmy." ~ Verguun z południa
"Pieprzyć przeciwników, to ty masz być tym wygranym!" ~ Polleck z Aster Mit

Myśliwi!!!!
Odpowiedz
#5
(11-12-2014, 21:10)Drassen Prime napisał(a): (...) Noce najlepiej spędzajcie w domach, na drzewach,(bez przecinka) lub po prostu ukryci i czuwajcie na zmianę. To chyba wszystko... – odparła kobieta z radia, wzdychając na koniec.

– Dziękujemy(przecinek) Alice Grands (przecinek)za cenne informacje... Zrobimy, co w naszej mocy, bez odbioru.(bez kropki) – zakończył przekaz Mike, westchnął i podszedł do truchła swego przyjaciela.

Po policzkach Michaela spłynęły gorzkie łzy. Mark siedział nieruchomo tuż obok, patrząc się(zbędne) niepewnie na żywego kompana.

– Jesteś żołnierzem, (bez przecinka)czy dziewczynką chowającą się pod spódniczką mamusi? – szarpnął kurtkę Markowi, a ten wymierzył mu cios w twarz.

Radio, które trzymał żołnierz(przecinek) roztrzaskało się, kiedy uderzyło, wraz z ręką, (Nie traktowałabym tego jak wtrącenie) w twarz Michaela. Mężczyzna wyrzucił zniszczone radio i zapiął plecak z zapasami i amunicją.

Poczuł(przecinek) jak coś ciepłego kapie mu z ust.

– Mark! Ty pierdolony idioto! – wykrzyknął, gdy z urządzenia uleciał dymek i w nim zaiskrzykło(zaiskrzyło). Położył się na śniegu, a po policzkach spłynęły mu łzy rozpaczy.

Nagle przerażający odgłos nawiedził jego plecy.(Odgłos nawiedził plecy? Nie, to nie pasuje.) Poczuł na ramieniu czyjąś rękę i znów odezwał się potworny głos mrożący krew w żyłach.

Coś(przecinek) co siedziało mu na plecach, właśnie z nich spadło. Ktoś chwycił Michaela za kaptur od (zbędne) kurtki i podniósł.

Michael zadrgał(zadrżał). Nie wiedział, czy ma walczyć, czy oddać się w ich ręce.

– Ja mówie(ę) po angielsku, polsku, rosyjsku, niemiecku i nawet po Japońsku(Ciekawe, że wszystkie języki zapisałeś poprawnie z małej litery, a ten japoński wyróżniłeś wielką literą :P), Black.(bez kropki i brakuje spacji)– odparł nieznajomy, a Michael wytrzeszczył oczy.

– Jestem amerykaninem(Amerykaninem). Rozbił się tu mój samolot. Możesz mnie stąd zabrać? – odparł wreszcie.

– Mam dom niedaleko, towarzyszu. Mieszkam tu(przecinek) odkąd wojna zniszczyła mój kraj. Chcesz pójść ze mną?

– Nie ma problemu. Ja zawsze pomagam. Chodź, wypijemy ciepłą herbatę, towarzyszu. (bez kropki)– rzekłszy to, Rosjanin odwrócił się i ruszył przed siebie wgłąb(w głąb) lądu.

Rozejrzał się, wypatrując Marka, ale nic (zbędne) nikogo nie zobaczył. W końcu ruszył za nieznajomym. Michael leniwie ciągnął nogi za nieznajomym Rosjaninem, który pełen energii i wigoru truchtał przed siebie, rozglądając się wokoło.

Wyglądał na pięćdziesięciolatka, jego siwa broda i zmarszki(zmarszczki) na to wskazywały. (Według mnie dziwnie to brzmi – ocenienie tak precyzyjnie wieku tylko po siwej brodzie i zmarszczkach jest raczej niemożliwe.)

Odniosłam wrażenie, że ten fragment pisany był na szybko – akcja gna na łeb na szyję, bo wszystko opisujesz bardzo oszczędnie, nawet to, co naprawdę przydałoby się rozwinąć. Zaczynają dominować dialogi. Taka tendencja zdecydowanie nie przypada mi do gustu.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#6
Przykro mi, Vet, bo to tylko twoje wrażenie. Poprawiałem te fragmenty ze dwa razy nim je tu wstawiłem. Może trochę jednak spieszy mi się z akcją, ale jest to popędzane, tylko i wyłącznie, wiecznie przybywającymi pomysłami i niecierpliwością... :/
"Gdzieś pomiędzy złem a dobrem jest zdrowy rozsądek. Tego się trzymajmy." ~ Verguun z południa
"Pieprzyć przeciwników, to ty masz być tym wygranym!" ~ Polleck z Aster Mit

Myśliwi!!!!
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Najpierw, jak zwykle, wrażenia. Horror. Powinienem się bać. Niestety się nie boję. Może dlatego, że wszystko jest zbyt przewidywalne. Żeby przestraszyć, trzeba zaskoczyć. Chodzi o to, żebym spodziewał się ataku zawsze, tylko nie wtedy, gdy on naprawdę nadejdzie.

Przydałoby się zbudować klimat. Do tego potrzebne są opisy. Ciemne lasy, opuszczone domy, jakieś niezidentyfikowane odgłosy. Tego trochę mi brakuje.

No i na koniec kilka dyskusyjnych wyrażeń:
"Nagle przerażający odgłos nawiedził jego plecy."– Odgłosy się słyszy. Odgłos może skądś dochodzić. Ale odgłosy nie nawiedzają, jak świadkowie jehowy swoich przyszłych współwyznawców

"i znów odezwał się potworny głos mrożący krew w żyłach." – Albo potworny, albo mrożący krew w żyłach. Oba określenia naraz, to za dużo. Bardziej się od tego nie przestraszę :P

"Potrząsnął głową i z zastanowieniem spojrzał na jasny śnieg."– Patrzenie z zastanowieniem jakoś mi nie pasuje. Ciężko mi tylko wymyślić jakiś zamiennik. Najlepiej byłoby chyba zmienić to na coś w stylu "rozejrzał się, a później zastanowił nad swoim położeniem"

Podsumowując, fragment krótki, ciężko więc ocenić, czy mi się podoba. Niestety "zgrzytających" zdań jest dużo, jak na tak krótki tekst. Horror, a szczególnie horror z zombie, to nie jest typ dla mnie. Liczę jednak, że w następnych częściach zmienisz moje nastawienie :)
Odpowiedz
#8
Dzięki za opinię i przeczytanie ;)
Zombie to nie jest coś, czego się na ogół boimy, aczkolwiek jest to możliwe, jeśli się to umiejętnie zainicjuje... Liczę, że następne fragmenty będą zaskakujące, a może i nawet, nie powiem, że "straszne", a raczej podnoszące ciśnienie. Oczekujcie kolejnych fragmentów :D
"Gdzieś pomiędzy złem a dobrem jest zdrowy rozsądek. Tego się trzymajmy." ~ Verguun z południa
"Pieprzyć przeciwników, to ty masz być tym wygranym!" ~ Polleck z Aster Mit

Myśliwi!!!!
Odpowiedz
#9
(11-12-2014, 21:10)Drassen Prime napisał(a):
Część 2/2


– Dziękujemy Alice Grands za cenne informacje... Zrobimy, co w naszej mocy, bez odbioru. (zbędna kropka) – zakończył przekaz Mike, westchnął i podszedł do truchła swego przyjaciela.

Edward leżał teraz nieruchomo, w głowie widniała mu dziura po kuli. Po policzkach Michaela spłynęły gorzkie łzy. Mark siedział nieruchomo (powtórzenie) tuż obok, patrząc się (zbędne) niepewnie na żywego kompana. Widocznie obawiał się, że jego przyjaciel zwariował. Michael, nie zwracając uwagi na żołnierza siedzącego obok, zaczął rozbierać truchło kompana (powtórzenie).

– Co jest, stary? Odjebało ci już do reszty? Co ty (przecinek) kurwa (przecinek) robisz?! – wrzasnął przerażony.

Początek

Część 1/2


Nim zdążył go wyciągnąć, podszedł do niego drugi nieumarły, tym razem Rosjanin, szybciej niż rewolwerowiec, (zbędny przecinek) wyjął pistolet i strzelił prosto w głowę truposza.

Starałem się nie powtarzać uwag Vetali.
Fabuła mnie nie porwała. O żywych trupach jest już tyle książek i filmów, więc trudno jest czymś tu zaskoczyć czytelnika.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#10
Jestem tego świadom, Stu, ale wierz mi, że to nie będzie to samo, co The Walking Dead chociażby, różnorakie gry, itp. itd.
Wszystko leci mi z głowy, ale staram się wszystkie zdarzenia ze sobą jakoś umiejętnie połączyć, stworzyć nieoczekiwaną i niepowtarzalną fabułę.
Mam nadzieję, że się nie zawiedziecie ;)
"Gdzieś pomiędzy złem a dobrem jest zdrowy rozsądek. Tego się trzymajmy." ~ Verguun z południa
"Pieprzyć przeciwników, to ty masz być tym wygranym!" ~ Polleck z Aster Mit

Myśliwi!!!!
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości