Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Nadzieja
#1
Na miniaturkę za długie, a nie wiem, gdzie pasuję, więc wstawiam tutaj. Prawdopodobnie jest sporo powtórzeń, które przeoczyłam, a także "mnie", których nie wiedziałam, jak zastąpić. Mam nadzieję, że spodoba się. Miłego czytania. :)

Pogłaśniam muzykę na full. Uśmiecham się szeroko do Marcina, zerka na mnie w lusterku i puszcza oko. Zaczynamy śpiewać, a raczej wykrzykiwać kolejne zwrotki piosenki. Wymachuję rękami, czuję się szczęśliwa, pełna energii, pozytywnych emocji i radości życia. Marcin śmieje się ze mnie głośno, kiedy siadam po turecku na fotelu samochodu, bez butów, i fałszuję radośnie, nieskrępowanie. Czuję się szczęśliwa. Godzinę później zjeżdżamy na stację benzynową, uzupełniamy paliwo, kupujemy kawę z automatu. Kawa na większości stacji benzynowych jest wyjątkowo smaczna. Zmieniamy się za kierownicą, teraz to ja prowadzę, a Marcin wygodnie siada w nisko opuszczonym fotelu. Wyjeżdżam na autostradę, dodaję gazu. Silnik buczy cicho, a ja czuję się szczęśliwa, jadę przed siebie, prosto w gęstniejący powoli mrok. Żółta poświata świateł oznajmia, że ktoś nadjeżdża z naprzeciwka. Mijają nas samochody osobowe, jakieś tiry i ciężarówki z bydłem. Spoglądam w bok, Marcin śpi rozparty na fotelu z lekko rozchylonymi ustami, jedna ręką pod głową, drugą na kolanie, oddycha cicho i równo.
Uczucie euforii gdzieś przepadło, znowu dopada mnie melancholia, z mroku wyłaniają się wspomnienia, postacie, myśli głęboko schowane przed niechcianymi oczyma. Uśmiech znika z twarzy, zastępuję go smutek i rezygnacja, jak zawsze, kiedy zostaję sama. Pozwalam wychylić się z ciemności zakapturzonemu, groźnemu cieniowi, którym jest lęk. Teraz nie muszę udawać, utrzymywać opadających kącików ust w górze, mogę sobie pozwolić na kilka łez.
Oddycham głębiej. Stara dupa ze mnie, myślę, uśmiechając się leciutko. Trzydzieści dwa lata to niemało. A wciąż zachowuję się, jakbym miała piętnaście lat. Nie pozbyłam się tej głupiej naiwności i wiary, tak jak wierzyłam ojcu, że nie skrzywdzi mnie nigdy, nie zrobi niczego złego, nie jest moim wrogiem, a jedynie cichym przyjacielem i mnie kocha, tak wierzę teraz, że jeszcze wszystko może być dobrze, ułoży się. Gorzka łza spływa po policzku. Ojciec. Kochałam go i wierzyłam w każde słowo. Nie chciałam nigdy dopuścić do siebie myśli, że przychodząc do mnie co noc i wsuwając się cicho pod moją kołdrę, robi coś złego, krzywdzi mnie. Zawsze był czuły, głaskał delikatnie po włosach, szeptał, że jestem jego ukochaną, małą dziewczynką, a on moim tatusiem, który kocha bardzo swoją córcię. Ciepły oddech grzał kark, dłonie przesuwały się po piersiach, biodrach, schodząc coraz niżej. Szybko się podniecał, zazwyczaj już po chwili był gotowy. Wtedy kładł się na mnie, a ja zaciskałam mocno powieki i zagryzałam usta. Starał się być delikatny, ściszonym głosem mówił, że jestem piękną dziewczynką, jego dziewczynką.
Później, kiedy byłam starsza, poszłam do liceum, nie uganiałam się za rówieśnikami, chłopcy mnie nie interesowali, pogardzałam dziewczynami, które emocjonowały się opowieściami o pierwszych razach koleżanek, chłopakach, z którymi to zrobiły, jak, gdzie i kiedy. Przepełniała mnie pycha i duma, byłam od dawna prawdziwą kobietą, ale ja uprawiałam seks z dojrzałym mężczyzną, który potrafił zaspokoić moje potrzeby, przekonywałam się w myślach. Matka usunęła się w cień, odsunęła ode mnie. Teraz wiem, że ustąpiła pola, nie miała innego wyjścia. Wracałam do domu i biegłam prosto do gabinetu ojca, napalona na samą myśl o nim, wysokim i wysportowanym. Jego silnych, spracowanych rękach na moich pośladkach, jak wchodzi we mnie.
Przeszłam przez liceum, a następnie przez studia jak we śnie. Iluzja normalności i bezpieczeństwa zbudowana przez ojca wciąż mnie otaczała i spełniała swoją rolę. Bańka mydlana pękła dopiero, kiedy poznałam Antka. Słodkiego, miłego i kochającego Antka. On zakochał się we mnie od razu, ja potrzebowałam na to czasu, ale wkrótce zrozumiałam, że też go kocham. Ojciec stał się postacią drugoplanową w moim życiu, ale, bynajmniej, nie zamierzał rezygnować z przywilejów, z których korzystał do tej pory, prawa własności, które wypracował przez lata. Krzyczał, bił, urządzał awantury, zaczął pić, żądał, żebym zostawiła Antka i wróciła do niego. Zgodziłam się, zerwałam kontakt, licząc na to, że wszystko wróci do normy, znowu będzie tak jak wcześniej. Ale nie było. Ojciec coraz więcej pił, częściej bił i kłócił się. Przez alkohol miewał trudności ze wzwodem. Obwiniał za to mnie, okładał pięściami, szarpał za włosy, pluł w twarz, nazywał dziwką. I pił, dalej, bez przerwy. Kiedy miał lepszy dzień, po powrocie do domu z popijawy z kumplami rzucał się na mnie i brał brutalnie to, czego pragnął. Odtrącał często, gdy przychodziłam i chciałam się z nim kochać. Wybierał alkohol. Czułam, że go tracę, zostałam opanowana przez bezsilność.
Wpadłam w depresję, sama zaczęłam pić, coraz więcej i więcej. Z trudem zmuszałam się do wstania, zjedzenia czegokolwiek, pójścia do pracy. Pewnego dnia, gdy wróciłam z pracy, już zaopatrzona w tak potrzebny mi alkohol, zastałam ojca leżącego na kanapie. Nie poruszył się, nie odezwał na mój widok. Zapytałam go schrypniętym głosem, czy zje coś. Nie odpowiedział, podeszłam i nachyliłam się nad nim. Śmierdziało od niego przetrawionym alkoholem, moczem, potem i wymiocinami. Wyglądał, jakby spał, jednak nie oddychał, był już zimny. Opadłam na kolana, niezdolna zrobić czegokolwiek. Tak znaleźli mnie znajomi, którzy wpadli zobaczyć, co się dzieje po tym, jak nie przyszłam do pracy następnego dnia. Zajęli się wszystkimi formalnościami, pomogli zorganizować pogrzeb, utrzymali w trzeźwości do czasu pochowania ojca, wysłali na odwyk. Pomogli się podnieść, wyciągnęli z bagna, w które nieświadomie się wpakowałam.
Znalazłam pracę, regularnie uczęszczałam do psychologa, ale towarzyszył mi lęk. Nie mogłam się go pozbyć, nie opuszczał mnie ani na chwilę, nie pozwalał zapomnieć o przeszłości. W tym czasie poznałam Marcina. Na początku nie zwróciłam na niego uwagi, ot, nowy kolega z pracy. Ale on zwrócił, zaczęliśmy się umawiać, byliśmy coraz bliżej, stopniowo odzyskiwałam radość życia, lęk odsuwał się w cień. Niedługo pozostał po nim ślad, lekki niepokój ujawniający się niespodziewanie i opanowujący mnie bez reszty. Udało mi się podnieść, powstać po upadku, odzyskać dawno utracone szczęście, spokój i poczucie bezpieczeństwa. Jednak w każdej chwili może się to zmienić, znowu mogę spaść ze schodów, na które weszłam z takim trudem. I nie powstać.
Zwalniam, zjeżdżam na pobocze i zatrzymuję samochód. Opieram głowę na kierownicy, Marcin śpi spokojnie, lekko pochrapując. Czuję ciepły oddech na karku. To lęk, zakapturzona postać, siedzi na tylnym siedzeniu i czeka na odpowiednią chwilę, nieodpowiedni krok. Zaciskam powieki, nie chcę, nie chcę, nie chcę. Oddycham głęboko, myślę o tym wszystkim, co mam i co jeszcze mogę mieć. O Marcinie, o tym, jak się przy nim czuję, o naszym domu. Zerkam na obrączkę połyskującą w ciemności. O dzieciach, które moglibyśmy wychować i otoczyć miłością. Podejmuję decyzję. Nigdy więcej. Odwracam się na fotelu, uśmiecham bezczelnie do demona ukrytego pod kapturem, pokazuję środkowy palec i w myślach każę wypierdalać biegiem. Postać unosi głowę, posyła mi chytre spojrzenie złych oczu i znika, pozostawiając mnie z obietnicą powrotu i duszącym strachem. Opanowuję się, odpalam samochód i wracam na drogę. Zerkam na śpiącego mężczyznę, głośne chrapnięcie odpowiada na moje spojrzenie.
Uśmiecham się, czuję się szczęśliwa, pełna energii, pozytywnych emocji i radości życia, ale nie tylko. Przepełnia mnie nadzieja.
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(09-12-2014, 22:18)Arabella napisał(a): Marcin śmieję(e) się ze mnie głośno, kiedy siadam po turecku na fotelu samochodu, bez butów, i fałszuję radośnie, bez skrępowania.

Uśmiech znika z twarzy, zastępuję(e) go smutek i rezygnacja, jak zawsze, kiedy zostaję sama.

Nie chciałam nigdy dopuścić do siebie myśli, że przychodząc do mnie,(bez przecinka) co noc i wsuwając się cicho pod moją kołdrę(przecinek) robi coś złego, krzywdzi mnie.

Zgodziłam się, zerwałam kontakt, licząc na to, że wszystko wróci do normy, znowu będzie tak,(bez przecinka) jak wcześniej.

Tak znaleźli mnie znajomi, którzy wpadli zobaczyć, co się dzieję(e) po tym, jak nie przyszłam do pracy następnego dnia.

To przejście od teraźniejszości do wspomnień wydało mi się zbyt gwałtowne. Nie wiem, być może efekt zamierzony, niemniej mnie trochę wybiło to z rytmu, zwłaszcza że podczas tego rozpamiętywania przeszłości wszystko działo się szybko.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
Vet, dziękuję za poprawki i komentarz. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#4
(09-12-2014, 22:18)Arabella napisał(a): dłonie przesuwały się po biodrach, piersiach, schodząc coraz niżej.

Pewnie się czepiam, ale w tej kolejności, to ręce idą coraz wyżej, a nie schodzą w dół. Chyba że biedaczka ma piersi poniżej bioder... *zrzędząca z niewyspania Gin mode on*

Hm... Nie ogarniam.
Po pierwsze, nie sądzę, żeby W LICEUM dziewczyna nie zdawała sobie sprawy, że coś jest nie tak... Ba... była z tego dumna O.o Nie, nie ogarniam. I chyba nie chcę.
Po drugie, o ile w miarę dokładnie opisywałaś początek, tak od alkoholizmu leciałaś na łeb, na szyję i... I przestałam łapać cokolwiek.

Nie wiem, czy to poprawki od Vet, ale napisane jest dobrze ;)
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#5
Gin, dziękuję za komentarz. Zmieniałam kolejność we wskazanym zdaniu, może teraz jest lepiej. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#6
(09-12-2014, 22:18)Arabella napisał(a): W międzyczasie (czyli między jakimi wydarzeniami? – powinno być raczej "W tym czasie") poznałam Marcina.

Nie mam więcej uwag :)
Opowiadanie... dobrze się zapowiadało, ale na koniec emocje wygasły. Nadzieja może i jest dobrym rozwiązaniem, ale niczego nie wyjaśnia. Jak mówi Biblia, są trzy rzeczy: wiara, nadzieja i miłość, ale z nich największa jest miłość.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Stu, dziękuję za zwrócenie uwagi i komentarz. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#8
Opowiadanie budzi we mnie mieszane uczucia, z jednej strony jest napisane tak, że łatwo się to czyta, ale z drugiej strony tekst jest nierówny, bo jego pierwsza część jest opisana dokładnie powoli, a druga wygląda bardziej jak szkielet czegoś większego niż jak produkt finalny. Ponieważ nie jest to jak mówisz miniaturka to spokojnie mogłaś się rozpisać, a tak wyszedł co prawda smaczny ale jednak zakalec.
Eorth znajduje się w tym miejscu gdzie śpią wszystkie smoki
Odpowiedz
#9
Mam tendencję do ścinania tekstów w pewnym momencie. Zamiast iść dalej, pociągnąć temat do końca, ucinam wszystko albo lecę po łebkach i nic z tego nie wychodzi. Dzięki za komentarz. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości