Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Biuro, w którym można zostawić pieniądze
#1
Był piękny, słoneczny dzień, a ja oczekiwałem na tramwaj, który zabrałby mnie do domu. Przemierzałem chodnik nakreślając swymi śladami skomplikowane lecz ostatecznie zapętlające się wzory. Czułem się z tym dobrze i stan ten utrzymałby się zapewne do przyjazdu tramwaju gdyby nie zaczepił mnie jakiś człowiek.
– Proszę wziąć te pieniądze – powiedział wyciągając w dłoni dwie dychy.[/p]

Na ogół przyjmuję pieniądze bez zbędnych dyskusji ale zaskoczyła mnie ta niespodziewana chęć dzielenia się swym majątkiem z obcym człowiekiem. Poczułem to co zapewne musiał czuć Krzysztof Kolumb gdy wyruszał do Indii albo Kopernik pracujący nad układem Heliocentrycznym. Do mojej świadomości dobijało się głośno pytanie, które towarzyszy człowiekowi od czasów pierwszych filozofów aż do teraz. Może to dziwne lub nierozsądne myśleć o takich rzeczach gdy ktoś próbuje ci wręczyć gotówkę ale zapragnąłem poznać przyczynę rzeczy.[/p]
– Bo pan nie ma ręki – wytłumaczył nieznajomy – na pewno nie żyje się panu lekko to niech pan ma chociaż tę drobną kwotę.[/p]
Oświadczenie to ugodziło w moje poczucie dumy. O swoim braku ręki z reguły nie pamiętam i nie lubię gdy ktoś mi o nim przypomina (bo po co?). Ponadto, celowało to w moje umiejętności radzenia sobie z wyzwaniami jakie niesie życie. Nie byłem w stanie zaakceptować pieniędzy wręczanych z taką motywacją. Zresztą mógł to być też pracownik urzędu skarbowego, który kazałby mi potem zapłacić grzywnę za nie odprowadzenie podatku od tej kwoty. Grzecznie odmówiłem.[/p]
– Ależ niech pan weźmie – uczynny jegomość próbował na siłę czynić dobro, które mi w ogóle nie było do szczęścia potrzebne.[/p]
Nie widząc innego sposobu na zniechęcenie go do dalszych prób wciśnięcia mi pieniędzy, barwnie i dobitnie wytłumaczyłem, że mój stan posiadania znacząco przewyższa me wygórowane potrzeby. By przemówić do jego prostej, dobrodusznej duszy, dodałem, że mam hajsu jak lodu – o czym sam dotąd nie wiedziałem.[/p]
– Mam tyle kasy, że nie wiem co z nią robić! – rzuciłem wsiadając do tramwaju, zostawiając tego pana na chodniku, z dwudziestoma złotymi w ręku.[/p]

O całym zdarzeniu myślałem jeszcze w późniejszym czasie, wytykając sobie głupotę – bo przecież jak dają to brać. Ktoś chciał mi dać pieniądze, ba, wręcz nalegał żebym je wziął, a ja go zbyłem. Zachowanie moje było co najmniej dziwne – ktoś nalega żebym wziął, a ja nie.

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, bowiem wpadłem na świetny pomysł zbicia fortuny. Skoro jakiś obcy mężczyzna chciał mi dać pieniądze, choć wcale nie rozgłaszałem, że biorę, to co by się działo gdybym założył oficjalną działalność i ją rozreklamował! Tak oto wpadłem na pomysł otwarcia biura, w którym można zostawić pieniądze. Oczywiście główna działalność nie wymagałaby ode mnie wiele – ot, założyłbym konto, a następnie ogłosił, że jeśli komuś doskwiera nadmiar pieniędzy może śmiało mi je przelać i to bez żadnego powodu. Nie widzę także przeszkód by, po zdobyciu odpowiednich środków, otworzyć najprawdziwsze biuro gdzie każdy mógłby przyjść i zostawić pieniądze osobiście..

Oczami wyobraźni widzę odnowioną, piękną kamienicę z XVIII wieku, której optymistyczne barwy, napawają przechodniów wiarą w piękno dnia dzisiejszego, jutrzejszego i najbliższej dekady. Tuż obok głównego wejścia wisi tabliczka informacyjna, głosząca między innymi to, że kto chce, ten może zostawić swoje pieniądze w pokoju 7, na pierwszym piętrze. W przestronnym pomieszczeniu, zasiadam ja we własnej osobie – bo w życiu trzeba czymś się zająć. Otaczają mnie regały książek, a na nich sama klasyka: Władca Pierścieni, Moby Dick, Pan Tadeusz, Trzech panów w łódce (nie licząc psa), itd. Wchodzący od progu widzi, stojące pod rzędem okien, duże biurko godzące modernistyczny styl z klasyczną elegancją. Na wyciągnięcie ręki musi być oczywiście barek zawierający alkohole pod każdy gust, nigdy bowiem nie wiadomo czy przychodzący nie zechce posiedzieć dłużej – wtedy obowiązkiem gospodarza jest zabawienie go rozmową oraz poczęstowaniem tym co najlepsze.
Jako, że interes szybko nabrałby rozpędu zatrudniłbym sekretarkę. W sąsiednim pomieszczeniu, odbierałaby telefony od licznych klientów.
– Na dziesiątą? – mówiłaby do słuchawki – Niestety pan Adam ma wtedy wizytę.
– Oczywiście, piąty czerwiec może być!
– Niestety, cały maj jest zajęty.
Właśnie tak. Jestem niemal pewny, że telefoniczne umawianie się, z miesięcznym wyprzedzeniem stałoby się niezbędne. Przecież każdemu należałoby poświęcić odpowiednią ilość czasu tym bardziej, że osoby nie byłyby byle jakie. Oczyma wyobraźni widzę jak w moich drzwiach staje człowiek, który nie chce ale musi. W tym samym czasie moja sekretarka umawia spotkanie z właścicielem dużej firmy sadowniczej, który podobno zbił fortunę na myśleniu inaczej. Inny gość staje przed pokaźną kolekcją literatury, celując palcem w jeden z tomów mówiąc „Oto książka fantasy!”. Wszystkich łączyłby nie tylko cel wizyty. Jeden przez drugiego wyrażaliby pochlebne opinie o mojej działalności.
– To jest coś czego dotąd nie było, a czego od dawna potrzebowałem – tłumaczyłby prezes zarządzający firmą, o której słyszałem, że wydaje niezwykle popularne systemy operacyjne.
– To cywilizacyjny postęp w spojrzeniu na pieniądze – oświadczyłby klient po czym zaczął coś z zupełnie innej beczki.
Ja przyjmowałbym te pochwały z zakłopotanym uśmiechem, odpowiadając „och, przesadza pan, to naprawdę nic wielkiego”. Na tym polegałaby moje praca. Poświęcałbym jej cały dzień, a przynajmniej tak to sobie wyobrażam…
Zrywam się o dziesiątej nad ranem. Chętnie wstawałbym wcześniej lecz dyżurując w biurze muszę być rześki i pełen energii. Zaraz po przebudzeniu obowiązkowo zjadam ciepłe śniadanie popijając gorącą herbatą. Zaznajamiam się z poranną prasą na wypadek gdyby, któryś z moich gości pragnąłby omówić najświeższe wydarzenia. Po tym krótkim rytuale udaję się do biura gdzie zasiadam za owym gustownym biurkiem, które zastawione jest plikami dokumentów świadczących o moich licznych obowiązkach. Ubrany w czarnym garnitur, pod muchą, życzliwie uśmiecham się do przychodzących. Boli mnie jednak jak mało czasu mam na swa pracę. Już od jedenastej, witam, zagaduję, częstuję trunkami, śmieję się z żartów – to nie takie proste jak się może wydawać. O trzynastej, amerykańskim obyczajem, dwadzieścia minut przerwy na lunch po czym powrót do obowiązków. I tak aż do 15:00 bo wtedy wypada pójść na obiad, a jak zapewne wiecie po sutym posiłku trzeba się zdrzemnąć. Człowiek ledwie zmruży oczy i nawet się nie spostrzeże gdy nastanie siedemnasta. O tak późnej porze mózg nie pracuje tak ochoczo przez co nie sposób wykonywać dalej swych obowiązków.
Z drugiej strony nie mam wcale tak źle. Otóż na obiad chodzę często z panem, który prowadzi interes piętro wyżej i po tym jak streściłem mu trudy swojej pracy, on opowiedział mi o swoich problemach. Otóż jego biuro z którego można zabrać pieniądze, otwiera już o 10:00! To znaczy otwierałby gdyby nie pewna irytująca przeszkoda. Pomimo dużej tabliczki z godzinami otwarcia, w ciasnym korytarzu gromadzi się spora kolejka już na kilka godzin wcześniej. Kiedy ten znajomy przychodzi kwadrans przed oficjalnym otwarciem, napotyka tłum nie do przebycia. Na nic się zdają jego prośby i groźby – nikt nie chce go przepuścić. „My tu stoimy od kilku godzin więc pan także musi odstać swoje!” – wygrażają mu jego klienci. Bezskutecznie są próby wyjaśnień gdyż te są brane za podstęp. W obliczu takich przeciwności, znajomy rzuca jeszcze parę gróźb i odchodzi. Na początku próbował stać w kolejce lecz w ogóle się nie ruszała.

W każdym razie, pracowałbym ciężko od 11:00 do 15:00, spotykając się z wybitnymi osobistościami tego świata i biorąc od nich pokaźne sumy, zostawiane mi bez powodu. Liczba chętnych uniemożliwiła by mi spotykać się w sprawach groszowych, a te większe kąski musiałyby się umawiać nie raz o miesiąc wcześniej. Nie zapomniał bym jednak o zwykłych ludziach, którzy grosz do grosza, poskładali się na mój spektakularny sukces. Organizowałbym konferencje, zloty, masowe imprezy dla ludzi zostawiających pieniądze.

Głęboko wierzę, że ta wizja sukcesu nie jest jedynie czczym snem, który zostaje rozbity w zetknięciu z rzeczywistością. To coś co ma szansę – pozostaje ją jedynie wprowadzić w życie. Jestem oczywiście świadom, że są ludzie, którzy już teraz pragną by zostawić swoje pieniądze bez żadnego powodu. Choć nie rozpocząłem jeszcze oficjalnej działalności to wiem, że potrzeba duszona w sobie zbyt długo, często miewa niepożądane skutki. W takich przypadkach proszę o kontakt mailowy. Obiecuję pomóc każdemu potrzebującemu.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Hm... Nie potrafię się wczuć w tę miniaturę. Niby jest logiczne nawiązanie do wcześniejszej części, ciąg przyczynowo-skutkowy, ale mi to nie brzmi na miniaturę. Ani trochę. Nie wiem, na co mi to brzmi. Nie umiem powiedzieć nic konstruktywnego na ten temat... Nie do końca łapię, mimo prostego i oczywistego przekazu, sens.
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#3
Z założenia miało być zabawne.
Odpowiedz
#4
(02-12-2014, 19:36)Dudek napisał(a): Przemierzałem chodnik(przecinek) nakreślając swymi śladami skomplikowane (przecinek) lecz ostatecznie zapętlające się wzory. Czułem się z tym dobrze i stan ten utrzymałby się zapewne do przyjazdu tramwaju (przecinek) gdyby nie zaczepił mnie jakiś człowiek.
– Proszę wziąć te pieniądze – powiedział (przecinek) wyciągając w dłoni dwie dychy.[/p](Tagu na akapit się nie zamyka)

Na ogół przyjmuję pieniądze bez zbędnych dyskusji (przecinek) ale zaskoczyła mnie ta niespodziewana chęć dzielenia się swym majątkiem z obcym człowiekiem. Poczułem to (przecinek) co zapewne musiał czuć Krzysztof Kolumb(przecinek) gdy wyruszał do Indii albo Kopernik pracujący nad układem Heliocentrycznym(heliocentrycznym).

Może to dziwne lub nierozsądne myśleć o takich rzeczach (przecinek) gdy ktoś próbuje ci wręczyć gotówkę(przecinek) ale zapragnąłem poznać przyczynę rzeczy.

– Bo pan nie ma ręki – wytłumaczył nieznajomy – na pewno nie żyje się panu lekko(przecinek) to niech pan ma chociaż tę drobną kwotę.

O swoim braku ręki z reguły nie pamiętam i nie lubię (przecinek) gdy ktoś mi o nim przypomina (bo po co?). Ponadto,(bez przecinka) celowało to w moje umiejętności radzenia sobie z wyzwaniami (przecinek) jakie niesie życie.

– Mam tyle kasy, że nie wiem (przecinek) co z nią robić! – rzuciłem(przecinek) wsiadając do tramwaju, zostawiając tego pana na chodniku, z dwudziestoma złotymi w ręku.

O całym zdarzeniu myślałem jeszcze w późniejszym czasie, wytykając sobie głupotę – bo przecież jak dają(przecinek) to brać. Ktoś chciał mi dać pieniądze, ba, wręcz nalegał(przecinek) żebym je wziął, a ja go zbyłem. Zachowanie moje było co najmniej dziwne – ktoś nalega (przecinek) żebym wziął, a ja nie.

Nie ma tego złego (przecinek) co by na dobre nie wyszło, bowiem wpadłem na świetny pomysł zbicia fortuny. Skoro jakiś obcy mężczyzna chciał mi dać pieniądze, choć wcale nie rozgłaszałem, że biorę, to co by się działo (przecinek) gdybym założył oficjalną działalność i ją rozreklamował!

Oczywiście główna działalność nie wymagałaby ode mnie wiele – ot, założyłbym konto, a następnie ogłosił, że jeśli komuś doskwiera nadmiar pieniędzy(przecinek) może śmiało mi je przelać i to bez żadnego powodu. Nie widzę także przeszkód(przecinek) by, po zdobyciu odpowiednich środków, otworzyć najprawdziwsze biuro (przecinek) gdzie każdy mógłby przyjść i zostawić pieniądze osobiście..

Oczami wyobraźni widzę odnowioną, (Za dużo spacji) piękną kamienicę z XVIII wieku, której optymistyczne barwy,(bez przecinka) napawają przechodniów wiarą w piękno dnia dzisiejszego, jutrzejszego i najbliższej dekady.

W przestronnym pomieszczeniu,(bez przecinka) zasiadam ja we własnej osobie – bo w życiu trzeba czymś się zająć.

Wchodzący od progu widzi,(bez przecinka) stojące pod rzędem okien,(bez przecinka) duże biurko godzące modernistyczny styl z klasyczną elegancją. Na wyciągnięcie ręki musi być oczywiście barek zawierający alkohole pod każdy gust, nigdy bowiem nie wiadomo(przecinek) czy przychodzący nie zechce posiedzieć dłużej – wtedy obowiązkiem gospodarza jest zabawienie go rozmową oraz poczęstowaniem tym (przecinek) co najlepsze.

Jako,(bez przecinka) że interes szybko nabrałby rozpędu (przecinek) zatrudniłbym sekretarkę. W sąsiednim pomieszczeniu, (bez przecinka) odbierałaby telefony od licznych klientów.

– Na dziesiątą? – mówiłaby do słuchawki (kropka) – Niestety pan Adam ma wtedy wizytę.

Jestem niemal pewny, że telefoniczne umawianie się,(bez przecinka) z miesięcznym wyprzedzeniem stałoby się niezbędne. Przecież każdemu należałoby poświęcić odpowiednią ilość czasu(przecinek) tym bardziej, że osoby nie byłyby byle jakie.

Oczyma wyobraźni widzę(przecinek) jak w moich drzwiach staje człowiek, który nie chce(przecinek) ale musi.

– To jest coś (przecinek) czego dotąd nie było, a czego od dawna potrzebowałem – tłumaczyłby prezes zarządzający firmą, o której słyszałem, że wydaje niezwykle popularne systemy operacyjne.

– To cywilizacyjny postęp w spojrzeniu na pieniądze – oświadczyłby klient (przecinek) po czym zaczął coś z zupełnie innej beczki.

Ja przyjmowałbym te pochwały z zakłopotanym uśmiechem, odpowiadając „o(O)ch, przesadza pan, to naprawdę nic wielkiego”.

Chętnie wstawałbym wcześniej(przecinek) lecz dyżurując w biurze(przecinek) muszę być rześki i pełen energii. Zaraz po przebudzeniu obowiązkowo zjadam ciepłe śniadanie(przecinek) popijając gorącą herbatą. Zaznajamiam się z poranną prasą na wypadek gdyby,(bez przecinka) któryś z moich gości pragnąłby omówić najświeższe wydarzenia. Po tym krótkim rytuale udaję się do biura(przecinek) gdzie zasiadam za owym gustownym biurkiem, które zastawione jest plikami dokumentów świadczących o moich licznych obowiązkach.

Boli mnie jednak (przecinek) jak mało czasu mam na swa pracę. Już od jedenastej, (bez przecinka) witam, zagaduję, częstuję trunkami, śmieję się z żartów – to nie takie proste(przecinek) jak się może wydawać.

O trzynastej, amerykańskim obyczajem, dwadzieścia minut przerwy na lunch(przecinek) po czym powrót do obowiązków. I tak aż do 15:00(słownie) (przecinek) bo wtedy wypada pójść na obiad, a jak zapewne wiecie (przecinek) po sutym posiłku trzeba się zdrzemnąć. Człowiek ledwie zmruży oczy i nawet się nie spostrzeże(przecinek) gdy nastanie siedemnasta. O tak późnej porze mózg nie pracuje tak ochoczo (przecinek) przez co nie sposób wykonywać dalej swych obowiązków.

Otóż na obiad chodzę często z panem, który prowadzi interes piętro wyżej i po tym(przecinek) jak streściłem mu trudy swojej pracy, on opowiedział mi o swoich problemach. Otóż jego biuro(przecinek) z którego można zabrać pieniądze, otwiera już o 10:00(słownie)! To znaczy otwierałby(przecinek) gdyby nie pewna irytująca przeszkoda.

„My tu stoimy od kilku godzin (przecinek) więc pan także musi odstać swoje!” – wygrażają mu jego klienci. Bezskutecznie są próby wyjaśnień (przecinek) gdyż te są brane za podstęp. W obliczu takich przeciwności, znajomy rzuca jeszcze parę gróźb i odchodzi. Na początku próbował stać w kolejce(przecinek) lecz w ogóle się nie ruszała.

W każdym razie, (bez przecinka) pracowałbym ciężko od 11:00 do 15:00(słownie), spotykając się z wybitnymi osobistościami tego świata (Za dużo spacji) i biorąc od nich pokaźne sumy,(zbędny przecinek) zostawiane mi bez powodu. Liczba chętnych uniemożliwiła by(uniemożliwiłaby) mi spotykać się w sprawach groszowych, a te większe kąski musiałyby się umawiać nie raz o miesiąc wcześniej. Nie zapomniał bym(zapomniałbym) jednak o zwykłych ludziach, którzy grosz do grosza, (bez przecinka)poskładali się na mój spektakularny sukces.

To coś(przecinek) co ma szansę – pozostaje ją jedynie wprowadzić w życie. Jestem oczywiście świadom, że są ludzie, którzy już teraz pragną(przecinek) by (To można spokojnie usunąć) zostawić swoje pieniądze bez żadnego powodu. Choć nie rozpocząłem jeszcze oficjalnej działalności(przecinek) to wiem, że potrzeba duszona w sobie zbyt długo,(bez przecinka) często miewa niepożądane skutki. W takich przypadkach proszę o kontakt mailowy. Obiecuję pomóc każdemu potrzebującemu.

Dużo błędów interpunkcyjnych, co psuje odbiór tekstu – a szkoda, bo napisany jest według mnie bardzo dobrze.

Co do samego tekstu... Nie trafiłeś w moje poczucie humoru. Chociaż może te spekulacje by się sprawdziły, bo ludzie są dziwni, to i tak jakoś to do mnie nie przemawia. Ale napisane jest przystępnym językiem, czytało się dobrze.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#5
Naprawdę podoba mi się pomysł Biura, w którym można zostawić pieniądze. Trochę brakuje tylko realizacji. Tekst jest napisany całkiem dobrze, przydałoby się jeszcze więcej absurdalnego humoru. Nie trzymać się tylko tego, że mamy absurdalne, bardzo zabawne Biuro, ale przykryć absurdalny pomysł jeszcze większą ilością absurdu. Absurdalne postacie, absurdalny świat, absurdalne zachowanie. Dobrym pomysłem było wprowadzenie właściciela Biura, które rozdaje pieniądze. Trzeba to tylko pociągnąć dalej. Wejść w skrzywione zwierciadło. Podsumowując, jest dobrze, tylko mogłoby być lepiej.
Odpowiedz
#6
Trochę to odkopuję ale ostatnio mam tendencję do poprawiania swoich starych tekstów. I odnosząc się do poprzedniego postu, który napisał Mogget, to wydawało mi się, że jest już wystarczająco absurdalne. W sensie, że nie wiem gdzie tu można dać więcej absurdu, żeby nie ogłupić tekstu.
Odpowiedz
Reklama AdSense
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości