Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Pustka
#1
Miłej lektury. :)

Biorę głęboki wdech. Wypuszczam powietrze. Ciężkie szklane drzwi przesuwają się, wychodzi jakiś mężczyzna. Spogląda na mnie przelotnie i uśmiecha się, jakby chciał dodać mi otuchy. Odwzajemniam uśmiech, przytrzymuję drzwi. Mijamy się. Kawiarnia jest pełna ludzi, znajomy strach ściska serce. Oddycham powoli, próbuję się opanować. Nie bądź głupia, to tylko obcy ludzie, nie znają cię. Siadam przy wolnym stoliku. Rozglądam się niepewnie po niewielkiej sali, czekam. W międzyczasie zastanawiam się, co powoduje, że atmosfera kawiarenki jest przyjemna i rodzinna. Nie ma tu niczego szczególnego, ładna tapeta, meble dobrane pod kolor, szeroki bufet. Nic interesującego. A mimo to wszyscy zebrani ludzie siedzą pochyleni, kiedy rozmawiają, jakby powierzali swojemu rozmówcy wielką tajemnicę.
Wzdycham. Czuję się przytłoczona. Masuję delikatnie skronie, ból rozsadza głowę. Spoglądam na zmianę na zegarek i drzwi wejściowe. Zegarek. Drzwi. Zegarek. Drzwi. Spóźnia się. Przyjdzie? Mam nadzieję, że nie. Wzdycham, podpieram brodę dłonią. Jednocześnie chcę, żeby przyszedł i błagam, żeby zapomniał, żeby coś mu wypadło. Byleby się nie pojawił, wtedy nie musiałabym z nim rozmawiać, mówić tego, co już dawno zepchnęłam na dno podświadomości.
– Co dla pani? – Nawet nie zauważyłam, kiedy podszedł. Kelner. Czy kelner może być ninją? Oczywiście, dlaczego miałby nie móc. Delikatnie kładzie kartę na stolę. Cały czas się uśmiecha. Uśmiech nie schodzi mu z ust, jak to możliwe? Jednak radość ust nie obejmuje oczu. Te pozostają chłodne, znudzone. Rozciągam lekko kąciki warg i przyjmuję kartę, którą lekko przesunął ku mnie. Kłania się nieznacznie i odchodzi, obróciwszy się w miejscu. Patrzę, jak idzie w stronę bufetu sprężystym, młodzieńczym krokiem. Prosty niczym struna, nie garbiąc się i trzymając wysoko głowę. Zaglądam wreszcie do karty. Ktoś zakreślił niebieskim markerem naleśniki bananowe z herbatą. Naleśniki z herbatą? Uśmiecham się pod nosem, wydaje mi się to osobliwie zabawne. Przywołuję kelnerkę dłonią. Podchodzi czarnowłosa dziewczyna w uroczym fartuszku. Mówię, co chcę zamówić i oddaję jej kartę. Tak samo jak chłopak, ciągle się uśmiecha, lecz bez radości. Podobnie do niego obraca się zgrabnie na pięcie i oddala szybkim, ale lekkim krokiem, prawie nie dotykając podłogi stopami.
– Widzę, że tym razem odwaga cię nie opuściła, kochanie – mówi mężczyzna stojący przy stoliku. Siada bez zaproszenia i uśmiecha się do mnie szeroko. Dlaczego oni się uśmiechają? Badam obojętnie rysy twarzy mojego ojca, inne niż moje. Tylko oczy mamy takie same. Szaroniebieskie, zimne. Nie ma w nich życzliwości, ciepła ani uśmiechu. Nigdy nie gościły miłości.
– Załatwmy to szybko i niech każdy idzie w swoją stronę. I nie wchodzi w drogę drugiemu – mruknęłam nieprzyjaźnie. Uśmiech na jego twarzy zamiast zgasnąć, poszerzył się jeszcze.
– Nie zmieniłaś się. – Pokręcił głową, rozbawiony.
– Ty też nie. Zacznijmy już.
– Jak sobie życzysz, córeczko. Opowiedz mi, co leży ci na serduszku, a ja spróbuję pomóc – mówił drwiącym tonem, z lekkim, ironicznym uśmieszkiem na przystojnej gębie. Nie zdążyłam odpowiedzieć, podeszła kelnerka z moim zamówieniem i nieodłącznym nieszczerym uśmiechem. Zerkam na danie. Zwykłe naleśniki. Odkrawam kawałek i próbuję. Herbata. W naleśniku. Dobry pomysł. Przełykam z krzywym uśmiechem. Ojciec zamawia whisky. Siedzimy przez chwilę w milczeniu. Na stole ląduje szklaneczka bursztynowego płynu.
– Jak, być może, pamiętasz, nienawidzę cię. – Zaczynam mówić. – Zniszczyłeś życie matce, później mnie i mojej córce. Jesteś największym skurwysynem, jakiego znam. Zwykłym śmieciem bez uczuć, pieprzonym egoistą, któremu nie zależy na niczym oprócz brania. Jak najwięcej, jak najszybciej. Ale nie za to cię nienawidzę. Uważam, że jesteś skończonym bydlakiem, ponieważ pozwoliłeś zasmakować mi szczęścia, a potem je odebrałeś. Zniszczyłeś mój świat, po raz kolejny. Jednak tym razem skutecznie. Już się nie pozbierałam. Czy tak samo zrobiłeś z matką? Dałeś jej spróbować miodu, a potem ją od niego odizolowałeś? Nie odpowiadaj. Nie chcę znać odpowiedzi. To nieistotne. Już nie. Zabrałeś mi wszystko, co miałam. Przebiłeś bańkę mojego szczęścia, sprawiłeś, że odszedł mężczyzna, przy którym poznałam, czym jest miłość. Skazałeś matkę na cierpienie, dając jej nadzieję i odbierając ją. Lubujesz się w krzywdzeniu innych, prawda? Sprawia ci to przyjemność? Obserwowanie bezsilności i rozpaczy ludzi, którzy nagle stracili wszystko, jest twoją ukochaną rozrywką. Nienawidziłam cię przez wiele lat. Nic się nie zmieniło. Prosiłeś mnie o wybaczenie. Nie otrzymasz go. Tak samo jak ty nie wybaczałeś, tak ja teraz nie wybaczę. Nie zasługujesz na to. I czego byś nie zrobił, nie zasłużysz. Nigdy ci nie wybaczę tego, co zrobiłeś matce, mnie i mojej rodzinie. Życzę ci, żebyś zgnił, samotny i opuszczony. Żebyś zdechł jak bydlę, którym jesteś. To właśnie chciałam ci powiedzieć. – Milknę na chwilę. Czekam. W końcu wstaję i zbieram swoje rzeczy. Ojciec siedzi ze spuszczoną głową, zgarbiony. Wydaje się kruchy. Budzi litość.
– Żegnaj, tato. – Mężczyzna nie poruszył się. Nie podniósł głowy. Nie zmienił pozycji. Usłyszał, jak wychodzę. Pojedyncza łza spłynęła po szorstkim od zarostu policzku i skapnęła na złożone na stole dłonie. Dołączyła do niej kolejna i następna.
Życie wokół toczyło się dalej, bez zmian. Kelnerzy poruszali się cicho i sprawnie, ludzie siedzący przy sąsiednich stolikach nadal rozmawiali przyciszonymi głosami, pochyleni w swoją stronę. Tylko jeden mężczyzna siedział sam, skulony nad stolikiem. Już się nie uśmiechał, jego oczy nie patrzyły chłodno, drwiąc z otoczenia. Po twarzy spływały mu łzy i kapały na stolik. Szerokie plecy drżały od niemego szlochu. Zrozumiał. Utracił bezpowrotnie. Został sam z pustką, której nie da się niczym zapełnić.
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Twoja mania e/ę się uwidocznia. W pierwszej osobie czasowniki kończą się na ę, a w trzeciej osobie na e. Tak bardzo topornie mówiąc.
I mnóstwo "się" po sobie widziałam.

Co do treści, nie przekonała mnie. Nie wiem, dlaczego bohaterka chciała się spotkać z ojcem, jeżeli wszystko, co zrobiła, to zwymyślanie go.
Generalnie, nie poczułam tej miniaturki, choć wydaje się być pisana dość płynnie.

I dlaczego kelnerka ma "nieodłączny, bezzębny uśmiech"?
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#3
(30-11-2014, 20:08)Arabella napisał(a): Biorę głęboki wdech, wydech. (To mi nie brzmi. Brać można tylko wdech, wydech się robi, a z tego zdania wynika, że bierze się i to, i to)

W międzyczasie zastanawiam się, co powoduję(e), że atmosfera kawiarenki jest przyjemna i rodzinna.

(od nowej linijki)
Wzdycham. Czuję się przytłoczona.

Jednocześnie chcę, żeby przyszedł i błagam, żeby zapomniał, żeby coś mu wpadło(Raczej: wypadło). Byleby się nie pojawił, wtedy nie musiałabym z nim rozmawiać, mówić tego, co już dawno zepchnęłam na dno podświadomości, wydobywać stamtąd(Dodałabym, co wydobywać, choćby "wydobywać to").

Uśmiech nie schodzi mu z ust, jak to możliwe? Jednak szeroki uśmiech nie obejmuję oczu. Te pozostają chłodne, znudzone. Odwzajemniam uśmiech i przyjmuję kartę, którą lekko przesunął ku mnie.

Patrzę (przecinek) jak idzie w stronę bufetu sprężystym, młodzieńczym krokiem. Prosty jak struna, nie garbiąc się i trzymając wysoko głowę.

Uśmiecham się pod nosem, wydaję(e) mi się to osobliwie zabawne.

Podobnie do niego, (bez przecinka) obraca się zgrabnie na pięcie i oddala szybkim, ale lekkim krokiem, prawie nie dotykając podłogi stopami.

Nie zdążyłam odpowiedzieć, podeszła kelnerka z moim zamówieniem i nieodłącznym bezzębnym (Bezzębnym? To kelnerka była szczerbata?) uśmiechem.

– (...)Obserwowanie bezsilności i rozpaczy ludzi, którzy nagle stracili wszystko(przecinek) jest twoją ukochaną rozrywką. Nienawidziłam cię przez wiele lat. Nic się nie zmieniło. Prosiłeś mnie o wybaczenie. Nie otrzymasz go. Tak samo jak ty nie wybaczałeś, tak ja teraz nie wybaczę. Nie zasługujesz na nie(Napisałabym "to", bo wprawdzie jest "wybaczenie" dwa zdania wcześniej, ale w zdaniu poprzedzającym jest już "nie wybaczę").

Usłyszał, jak wychodzi.(Ta zmiana narracji mi nie pasuje, zwłaszcza że w tym akapicie jest widoczna tylko w tym miejscu)

Mam podobne zdanie do Gin – nie wczułam się w tę miniaturę. Jak dla mnie zbyt wiele tutaj niewiadomych. Monolog bohaterki zupełnie mnie nie poruszył, bo nie rozumiałam powodów tej nienawiści, przez co brzmiał on jak zwykłe plucie jadem – umieściłaś tylko bardzo ogólnikowe wyjaśnienie takiej relacji z ojcem.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#4
Gin, dziękuję za komentarz. Prezentujesz uśmiech bez zębów, kiedy uśmiechasz się samymi ustami, nie pokazując zębów.

Vet, poprawki wprowadzone. Dziękuje za korektę i opinię.
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#5
Mnie osobiście "bezzębny uśmiech" kojarzy się raczej z nacechowaniem, że tak powiem, negatywnym. Że kelnerce brakowało zębów, ot co.
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#6
(30-11-2014, 20:08)Arabella napisał(a): Miłej lektury. :)

Jednak radość ust nie obejmuję(e) oczu.

Dałeś jej spróbować miodu, a (potem, później) ją od niego odizolowałeś?

Wydaję(e) się kruchy.

Życie wokół toczyło się dalej, bez zmian. Kelnerzy poruszali się cicho i sprawnie, ludzie siedzący przy sąsiednich stolikach nadal rozmawiali przyciszonymi głosami, pochyleni w swoją stronę. Tylko jeden mężczyzna siedział sam, skulony nad stolikiem. Już się nie uśmiechał, jego oczy nie patrzyły chłodno, drwiąc z otoczenia. Po twarzy spływały mu łzy i kapały na stolik. Szerokie plecy drżały od niemego szlochu. Zrozumiał. Utracił bezpowrotnie. Został sam z pustką, której nie da się niczym zapełnić.(nie wiem, czemu zmieniłaś czas, pisząc cały tekst w czasie teraźniejszym)
Byłoby wszystko dobrze, gdybyś zamiast "pluć jadem" – jak określiła Vet – wymieniła te złe czyny ojca. Napisałaś: odebrałeś matce miód, a mnie ukochanego faceta, zrobiłeś źle nam wszystkim. Nienawidzę cię.
Nie mam pojęcia, co się za tym kryje, choć rozumiem, że spotkała się z ojcem, żeby mu wygarnąć, ale nadal nikt nie wie za co. Jak zrozumiałabyś zdanie: 'ponieważ pozwoliłeś zasmakować mi szczęścia, a potem je odebrałeś'. Ja go nie zrozumiałam wcale, gdyż pod takim stwierdzeniem może się kryć wszystko.
Przykład "Wróciłeś w końcu, prosząc o wybaczenie matkę, a mnie, przekupując prezentami. Wybaczyłyśmy, a miesiąc później oznajmiłeś – wyjeżdżam na Grenlandię, adieu." To o czymś mówi, że odszedł, wrócił i znów odszedł z dnia na dzień, bez cienia refleksji. W twoim tekście nie znalazłam ani jednej wskazówki, co on takiego zrobił.
Sama stylistyka, ekspresja jest naprawdę niezła, tylko brak przekazu.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Naw, w ostatnim fragmencie zmieniłam czas, żeby lepiej pokazać, co czuł facet, z innej perspektywy, ale chyba nie wyszło.

Dziękuję za komentarz i poprawki.

Kolejny raz miałam problem z wyrażeniem, o co mi chodzi. Nie wiedziałam, jak ująć myśli w słowa i przelać je na papier, żeby każdy mógł załapać, co jest grane. Wciąż pracuję nad tym, a efekty... jak wyżej. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#8
tyle pytań, a tak mało odpowiedzi. Bell to bardzo nie ładnie z twojej strony zostawiać mnie z tyloma pytaniami, np w jaki sposób ojciec mógł spowodować odejście partnera głównej bohaterki? Jaki dorosły mężczyzna zostawi ukochaną kobietę i dziecko w dodatku córkę (a wiadomo że córeczki to często oczka w głowie tatusiów) z powodu teścia? Osobiście nie wyobrażam sobie tego jako facet, więc dla mnie jest to motyw mało wiarygodny. Lubię twoją grę na emocjach, ale tutaj troszkę przesadziłaś.
Eorth znajduje się w tym miejscu gdzie śpią wszystkie smoki
Odpowiedz
#9
Chroniczne zastraszanie, nachodzenie, uprzykrzanie życia etc. czasem potrafi czynić cuda, szczególnie, jeśli trafisz na człowieka o słabym charakterze, który średnio lub wcale nie umie radzić sobie z trudnymi sytuacjami, gdzie trzeba podjąć decyzja o dalekosiężnych skutkach. Dzięki za komentarz. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości